Witam, mam na imie Tomek i potrzebuje pomocy w problemie jaki mnie spotkał, a ktorego sie nie spodziewalem bo wszystko ukladalo sie prawie idealnie. Postaram wyjaśnić moją sytuację w skrócie.
Jestem z dziewczyna od 16 miesięcy. Niedawno dziewczyna postanowila ze mna zerwac twierdzac, że już nie czuje tego samego co kiedys. Po tym chwilowym rozstaniu minał dzień, kilka rozmów na żywo i tych wirtualnych i doszła do wniosku, że mozemy powalczyć jeszcze o ten zwiazek razem. Oczywiscie sie zgodzilem, chociaż jestem typem czlowieka, ktoremu ciezko bedzie bezgranicznie zaufac drugi raz, skoro dana osoba raz juz zwątpiła... Mija drugi tydzien tej 'wspolnej walki' o nasz zwiazek a tak naprawde walcze ja sam. Ona trzyma duzy dystans miedzy nami twierdzac, ze wiedzialem ze to tak bedzie wygladac godzac sie na walke, ze nie bedzie tak jak np. 2 miesiace temu. Robi tylko tyle abym nie mogl jej niczego zarzucic, takie mam odczucie. Nie wiem jak dlugo wytrzymam, w sumie podczas rozstania odbylismy szczera i dluga rozmowe podczas ktorej moze za bardzo ukazalem siebie jako tego 'needy'. Ciezko jest mi tak dalej zyc, widzac ze to tylko ja sie staram, mam chec to zakonczyc, dac jej wolna reke, powiedziec ze ja kocham ale do milosci nie zmusze... Po tych 2 tygodniach mam juz tyle sily zeby to zrobic ale z drugiej strony boje sie, ze jak teraz odpuszcze to moge w przyszlosci zalowac, że jeszcze nie powalczyłem z moze by sie udalo... Może napisałem troche haotycznie ale prosze o jakies porady. Bardziej sklaniam sie ku walce dalej ale niszczy mnie bardzo.