Witam wszystkich serdecznie!
Jestem tutaj nowa, i nie wiem od czego zacząć. Mam za sobą połowę życia, czasami dobrego, częściej takiego o którym chciałoby się zapomnieć. Ale to nie ważne, życie toczy się dalej i wszystko jest możliwe. tak myślę, chociaż są chwile kiedy przestaje w to wierzyć. Dokucza mi samotność, niby mam przyjaciół, nawet "przyjaciela", dzieci. Ale kiedy potrzebuje pogadać, okazuje się że każdy jest czymś zajęty. Obecnie nie pracuje, mam pod opieka ojca który całe życie pił, a teraz jest jak roczne dziecko które potrzebuje nieustannej uwagi. O dłuższym wyjściu z domu i zostawieniu go samego, nie ma mowy. Straciłam radość życia, z trudem rano podnoszę się z łóżka, aby rozpocząć kolejny, niczym nie różniący się od innych dni. Widzę jak inni coś tworzą, zdobywają nowe cele, marzą i realizują marzenia. Ja już nie marzę. Znajomi, których mam coraz mniej, nie rozumieją, czemu nie mogę wyjść z domu, czemu nie zawsze mogę się z nimi spotkać. A ja nie zawsze mogę znaleźć kogoś, kto posiedzi z moim ojcem podczas mojej nieobecności. Nie mam już łez, aby płakać. Proszę, może jest tutaj ktoś w podobnej sytuacji i też czuje się usunięty na margines życia. Proszę o kontakt.
Witaj Akiro,
Bardzo przykra Twoja historia, współczuję.
Skoro tu jesteś to znaczy, że chcesz poznać też kogoś zdanie, więc pozwolę sobie zacząć.
Z tego co o sobie napisałaś wynika, że Twoje zycie poza ojcem alkoholikiem nie jest wcale takie złe jak Ty je widzisz, ponieważ np. ja widzę tu przyjaciół, przyjaciela, dzieci i znajomych...
Przeczytaj trochę tematów z tego działu a zobaczysz, że Twoja sytuacja wcale nie jest tak zła jak ją widzisz.
Są tu młodzi ludzie 19 i 20 latkowie, którzy nie mają chociażby jednego znajomego, nie maja do kogokolwiek się odezwać... tylko dziękować Bogu, że jest to forum.
Ja osobiście gdybym miał przyjaciół to robiłbym wszystko, żeby ich zachować przy sobie. Ty masz 45 lat i masz przyjaciół, znajomych i co najważniejsze przyjaciela. Jak wielki skarb masz przy sobie!!! Nie pozwól, żeby zły humor odebrał Ci to co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze.
Masz dzieci, jak wielkie szczęście widzę w Twoim życiu...co bym oddał chociaż za jednego przyjaciela!!!
Pomyśł, skoro czujesz się źle z tym co masz, to jak źle będziesz się czuła bez tego. Naprawdę nie karz się utratą najbliższych Ci osób.
Jeśli Ty nie możesz zawsze wyjść gdzieś ze znajomym, to niech znajomy przyjdzie do Ciebie.
Pamiętaj, ze znajomymi nie musisz wychodzić zawsze, ale przyjaciela powinnaś przyjąć o każdej porze.
Wiesz ja bym raczej płakał ze szczęścia, że mimo tego iż nie wychodzisz ze znajomymi to oni jeszcze o Tobie nie zapomnieli, doceń to ![]()
Mówisz, że każdy marzy i realizuje marzenia, a co Ty byś chciała zrealizować (?) przecież przed tą sytuacją z ojcem napewno o czymś marzyłaś...czy jest to tak po prostu, że wszyscy marzą więc ja też chcę marzyć.
Moim najwięksszym marzeniem jest znaleźć sobie piękną i mądrą Kobietę, założyć rodzinę, mieć zdrowe radosne i zawsze uśmiechnięte dzieci...i oczywiście mieć chociażby jednego przyjaciela.
To nie takie proste, jak by się wydawało. Napisałam że mam "przyjaciela" w cudzysłowu, bo jest nim kiedy potrzebuje rady, pomocy. Kiedy to ja potrzebuje jednego dobrego słowa, bo świat wydaje mi się podły, on (chociażby jak wczoraj) powiedział, że zatruwam mu świąteczny czas. Wolał pobiegać z aparatem po miejskich ulicach niż chwile ze mna porozmawiać. twierdzi, że święta to czas odpoczynku od telefonu i przyjaciół. Nie spędzil ze mna świąt, bo jak twierdził chciał się wyciszyć. Dzieci mam dorosłe, zajęte sa swoimi sprawami, nie są złe, pomagają jak mogą ale mieszkają w innym mieście. Czuje się wyrzucona na margines, taka zakała co to samotnie siedzi w domu i gdyby nie książki i pies do którego można się przytulić byłabym zupełnie sama. Tak, mam znajomych, kiedy jestem im potrzebna. Bo oni nie chcą zrozumieć mojego problemu. Dla nich jestem dziwaczką, siedząca w domu.
yhm, myślałem, że kiedy napisałaś, że "masz przyjaciół, A NAWET "przyjaciela"" to wydedukowałem, że to w dobrym znaczeniu tego słowa, właśnie przez użycia "A NAWET".
Akiro, domyślam się, że Ci ciężko samej, ale spróbuj się postawić na jego miejscu (tego przyjaciela) lub być może przypomnij sobie jakąś wlasną sytuacje kiedy , być może ktoś Cię zbytnio nagabywał.
Jak sama napisałaś, on nie powiedział, że nie chce już się z Tobą widywać, tylko, że chce odpocząć. Ja domyślam się, że dla Ciebie jest to w aktualnej sytuacji być może nawet równoznaczne z zaprzestaniem kontaktu...ale, moim zdaniem warto przyjąć to na spokojnie i uszanować, że ktoś może rzeczywiście potrzebuje chwili pobycia tylko ze sobą.
Piszesz, że nawet w święta go nie było, zauważ, że ten okres to oprócz prezentów to klika z niewielu dni wolności od obowiązków, pracy itd. więc każdy chce go wykorzystać jak może, zanim wróci do rzeczywistości, przynajmniej taki jest moje zdanie ![]()
Widzisz, dzieci mimo, że mieszkają gdzie indziej to Ci pomagają jak mogą, więc nie jesteś wyrzucona na margines, Ty po prostu bardzo byś się chciała tam znaleźć, bo rzeczywiście dopiero wtedy inni MUSIELIBY Cię zauważyć, jako właśnie samotną kobietą, którą jednak w ogole nie jesteś. Moim zdaniem powinnaś być szczęśliwa, że mimo tego, że sama wiesz jak ciężkie są czasy (np. praca), że nie zostałaś sama.
A możesz powiedzieć kiedy jesteś im potrzebna, tym znajomym?
Wesz, chyba nie rozumiesz problemu. Dziękuje Ci za rady i życzę, żebyś nigdy nie znalazł się w podobnej sytuacji.
własciwie kazdy jest w pewnym stopniu samotny...
Witaj Akiro,
Bardzo przykra Twoja historia, współczuję.
Skoro tu jesteś to znaczy, że chcesz poznać też kogoś zdanie, więc pozwolę sobie zacząć.
Z tego co o sobie napisałaś wynika, że Twoje zycie poza ojcem alkoholikiem nie jest wcale takie złe jak Ty je widzisz, ponieważ np. ja widzę tu przyjaciół, przyjaciela, dzieci i znajomych...Przeczytaj trochę tematów z tego działu a zobaczysz, że Twoja sytuacja wcale nie jest tak zła jak ją widzisz.
Są tu młodzi ludzie 19 i 20 latkowie, którzy nie mają chociażby jednego znajomego, nie maja do kogokolwiek się odezwać... tylko dziękować Bogu, że jest to forum.Ja osobiście gdybym miał przyjaciół to robiłbym wszystko, żeby ich zachować przy sobie. Ty masz 45 lat i masz przyjaciół, znajomych i co najważniejsze przyjaciela. Jak wielki skarb masz przy sobie!!! Nie pozwól, żeby zły humor odebrał Ci to co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze.
Masz dzieci, jak wielkie szczęście widzę w Twoim życiu...co bym oddał chociaż za jednego przyjaciela!!!
Pomyśł, skoro czujesz się źle z tym co masz, to jak źle będziesz się czuła bez tego. Naprawdę nie karz się utratą najbliższych Ci osób.
Jeśli Ty nie możesz zawsze wyjść gdzieś ze znajomym, to niech znajomy przyjdzie do Ciebie.
Pamiętaj, ze znajomymi nie musisz wychodzić zawsze, ale przyjaciela powinnaś przyjąć o każdej porze.Wiesz ja bym raczej płakał ze szczęścia, że mimo tego iż nie wychodzisz ze znajomymi to oni jeszcze o Tobie nie zapomnieli, doceń to
Mówisz, że każdy marzy i realizuje marzenia, a co Ty byś chciała zrealizować (?) przecież przed tą sytuacją z ojcem napewno o czymś marzyłaś...czy jest to tak po prostu, że wszyscy marzą więc ja też chcę marzyć.
Moim najwięksszym marzeniem jest znaleźć sobie piękną i mądrą Kobietę, założyć rodzinę, mieć zdrowe radosne i zawsze uśmiechnięte dzieci...i oczywiście mieć chociażby jednego przyjaciela.
bardzo ładnie to napisałeś
bardzo ładnie to napisałeś
Dziękuję za miłe słowo Stokrotko
pozdrawiam serdecznie
Akiro, nie jesteś dziwaczką, masz trudną sytuację i stąd niektórzy wolą cię unikać. Wszystko jest w porządku kiedy ty służysz radą i pomocą, kiedy oczekujesz wsparcia wokół ciebie robi się pusto. Opieka nad starszą osobą to duże wyzwanie i obowiązek. Nie wspomnę o tym że ogromne obciążenie psychiczne. Życzę siły i wytrwałości, to przykre że nie masz wsparcia.
Dziękuje Krynia za dobre słowo i zrozumienie mojej sytuacji.
Akira nie masz możliwości jeszcze kogoś zaangażować w opiekę nad ojcem, np. rodzeństwa?
Wesz... myślę, że ten "przyjaciel" nie jest nic wart - widzi jak usychasz, jak cierpisz, zamiast pomóc, wesprzeć, mówi, że zatruwasz...
Nie mam rodzeństwa, jestem sama. Ten "przyjaciel" jest tedy kiedy mu wygodnie, ale masz racje żaden z niego przyjaciel. Znajomi przypominają sobie o mnie, kiedy nie mają z kim zostawić zwierzaka gdy wyjezdzają, bo ja przecież i tak siedze w domu.
Znajomi niestety nie lubią słuchać o problemach innych... Wiesz, wychodzę z założenia, że lepiej jest siedzieć samemu, niż między takimi ludźmi.
Powiedz, a czy nie rozważałaś możliwości zatrudnienia kogoś do opieki, nie mówię o opiece całodobowej, gdyż jest kosztowna, lecz o godzinach. Miałabyś czas dla siebie. Często widzę ogłoszenia, w których panie oferują taką usługę za np. 6 zł za godz.
Pomyśl również o przyszłości, musisz koniecznie coś zrobić. Masz 45 lat, przecież to taki piękny wiek, nie możesz tak siedzieć do końca życia, do tego sama...
Musiałam rzucić pracę, bo nie dawałam rady być w dwóch miejscach na raz. Utrzymuje sie tylko z ojca emerytury. Opieka nad nim pochlania cały czas, nie ma mowy o wyjściu i zostawieniu go samego. Trzeba go karmić, przewijać, pilnować, żeby nie zrobił sobie krzywdy. Praca na pełen etat z licznymi nadgodzinami, w dodatku nieodpłatna
Akira koniecznie musisz coś zrobić. Nie możesz tak żyć. Jeśli ojciec odejdzie to z dnia na dzień stracisz środki do życia, będziesz miała problemy ze znalezieniem pracy, do emerytury pewnie będzie brakować, do tego będziesz zrujnowana psychicznie, już usychasz... Takie rozwiązanie może trwać tylko chwilę, nie dłużej. A gdybyś postarała się o miejsce dla ojca w jakimś ośrodku z całodobową opieką? Nie bardzo się orientuję, ale za emeryturę, która przechodzi na ośrodek, opiekują się starszymi osobami. Pewnie trzeba czekac na miejsce w takim ośrodku, lecz myślę że warto chociaż wpisać ojca na listę osób oczekujących. Niedaleko mojego miasta jest taki ośrodek, miesięczny koszt pozostawienia tam osoby starszej to 2000 zł, tak w każdym razie było rok temu. Zaczniesz żyć swoim życiem... Przecież tak nie można...
W mojej okolicy takie miejsce kosztuje ponad 3000 zł, dla mnie to majątek. A na państwowy ośrodek czeka się około 5 lat, nie ma szans na umieszczenie go tam.
A nie możesz szukać ośrodka gdzieś dalej, nie tylko w okolicy?
A gdybyś dała ogłoszenie, że szukasz kogoś do opieki, a sama pójdziesz do pracy, opiekunkę opłacisz z emerytury ojca.
Złóż podanie w ośrodku, a najlepiej w kilku. Może coś się zmieni... Nie możesz tak żyć, długo nie wytrzymasz...
Nie wiem, teraz czuje się załamana i pozostawiona samej sobie.
Dlatego musisz się pozbierać, bo będzie tylko gorzej. Wierzę, ze masz w sobie siłę. Zobacz ile już wytrzymałaś. Teraz bądź konsekwentna, i zrób coś z tym.
Jest jeszcze jedno wyjście: możesz iść do ośrodka pomocy społecznej, który jest dla każdego. Mogą wysyłać osobę, która pomoże w opiece, lub będzie opiekować się ojcem gdy będziesz w pracy. Za takiego pomocnika rodziny (nie pamiętam, czy tak się ta osoba nazywa) zapłaci GOPS lub MOPS. Konieczność takiej osoby możesz uzasadnić brakiem pracy, swojego dochodu, trudnej sytuacji zawodowej, finansowej, i zdrowotnej - bo okazem zdrowia to pewnie nie jesteś. Dopytaj dokładnie. Możliwe, ze pomogą załatwić miejsce dla Twojego taty w ośrodku bez kolejki.
Spróbuję, dziękuję za radę. Wszystkim bardzo dziękuję, za zainteresowanie moim problemem.
Akira przeczytałam z uwagą co napisałaś i doskonale wiem o czym piszesz. Dzień podobny do dnia, niby są znajomi a jakby ich nie było, jest niby przyjaciel ale wtedy kiedy On tego chce a nie wtedy kiedy jest potrzebny i to jest smutne.Opieka chorym ojcem jest dużym obciążeniem i wiem ,że nie łatwo Ci jest to wszystko ogarnąć.Zdaję sobie też sprawę ,że na pomoc z jakiejś opieki nie masz specjalnie co liczyć , bo to w praktyce nie wygląda tak kolorowo. Jest jednak w twoim życiu wielka radość, tą radością są dzieci.Każde z nich ma swoje życie i zrozumiałym jest ,że nie mogą Ci zbyt dużo czasu poświęcać, ale są. Mając dzieci (jak napisałaś starają się Ci pomagać jak mogą)nigdy nie będziesz sama.Pomyśl , zawsze możesz do nich zadzwonić, jesteś dla nich ważna a Oni w miarę możliwości Cię odwiedzą.
Akira myślę ,że wiele osób chciałoby coś odmienić w życiu, ja przegrałam swoje życie , próbowałam coś zmienić, aż przyszło pogodzenie się z losem co nie znaczy ,że teraz jestem szczęśliwa i zaprzyjażniona z samotnością.
Wszystkie święta są szczególnie trudnym okresem dla samotnych i powiem szczerze ,że chciałabym żeby było już po Sylwestrze.
Pozdrawiam cieplutko i jak Ci będzie smutno to pomyśl o mnie ,że też gdzieś tam siedzę smutno-samotna.
Witaj Wyrodna córko? Dziękuję za twój wpis, utrafiłaś w samo sedno. Tak właśnie się czuję. Z dzieciaków jestem bardzo dumna, osiągnęli bardzo dużo mimo, że nie było im lekko i nie mieli z górki. Nie chcę się tutaj chwalić, ale są moim światełkiem w tunelu. To cieszy, ale z drugiej strony przechodzi dzień za dniem i nic się nie zmienia. Wciąż ta sama codzienność. Napisałaś, że się poddałaś, ja się właśnie tego boję, żeby się nie pogodzić z losem, tylko nadal coś próbować robić. Mimo wszystko, na przekór. Tylko boje się, że zabraknie mi sił.
Akiro, jesteś silniejsza niż ci się wydaje. Masz trudną sytuację a jednak dajesz sobie radę, nie załamuj się.
Wyrodna córko, nie tylko ty nie lubisz Sylwestra. Ale jak wiesz czas nie stoi w miejscu i jakoś go przetrwamy. Pomyślmy że są jeszcze inni w podobnej sytuacji i może będzie nam raźniej?
Akira- niestety życie czasami nie rozpieszcza nikogo, akurat padło na Ciebie - ale widocznie to co w tej chwili przechodzisz, nie dzieje się bez przyczyny. Wiesz, że dobro uczynione komuś powróci do Ciebie podwójnie.To, że teraz nie możesz dać rady,nie oznacza,że nie będziesz kiedyś w lepszej sytuacji,a z chorym człowiekiem niestety tak bywa,że nie widzi Twojej męczarni,tylko sam narzeka na swój los.Głowa do góry wytrzymaj,bo niestety musisz - innej opcji nie ma,a jak się już w tej chwili przekonałaś - przyjaciół poznajemy w biedzie, bo z pewnością kiedyś ich miałaś, ale kiedy właśnie teraz ich potrzebujesz-wszyscy nagle przestali Ciebie znać.Kiedyś to w sumie poświęcenie będziesz miała wynagrodzone.Nie załamuj się,bo to nic nie da, a możesz sama popaść w depresję.Trzymaj się i nie poddawaj..Pozdrawiam.
Witaj akiro ,doskonale cię rozumiem , otacza mnie mnóstwo ludzi ,lecz w głębi duszy czuje się bardzo samotna . Mam pracę w której jest dużo znajomych , mam siostrę , 2 braci , rodziców , 3 dorosłe już córki i partnera , cudownego człowieka . Ale niestety nie mam przyjaciółki , osoby której mogę zaufać całkowicie , która rozumie , która doradzi , osoby do której mogłabym pobiec w każdej chwili , tzn przysłowiowe pobiec .osoby która zaakceptuje mnie taka jaką jestem i kogoś z kim mogę poprostu napić się kawy , pośmiać i pozartowac
.
Witaj akiro ,doskonale cię rozumiem , otacza mnie mnóstwo ludzi ,lecz w głębi duszy czuje się bardzo samotna . Mam pracę w której jest dużo znajomych , mam siostrę , 2 braci , rodziców , 3 dorosłe już córki i partnera , cudownego człowieka . Ale niestety nie mam przyjaciółki , osoby której mogę zaufać całkowicie , która rozumie , która doradzi , osoby do której mogłabym pobiec w każdej chwili , tzn przysłowiowe pobiec .osoby która zaakceptuje mnie taka jaką jestem i kogoś z kim mogę poprostu napić się kawy , pośmiać i pozartowac
.
własciwie kazdy jest w pewnym stopniu samotny...
Jesteś facetem tak mi powiedziała jedna z dziewczyn która od dawna tu pisuje.
Witaj akiro ,doskonale cię rozumiem , otacza mnie mnóstwo ludzi ,lecz w głębi duszy czuje się bardzo samotna . Mam pracę w której jest dużo znajomych , mam siostrę , 2 braci , rodziców , 3 dorosłe już córki i partnera , cudownego człowieka . Ale niestety nie mam przyjaciółki , osoby której mogę zaufać całkowicie , która rozumie , która doradzi , osoby do której mogłabym pobiec w każdej chwili , tzn przysłowiowe pobiec .osoby która zaakceptuje mnie taka jaką jestem i kogoś z kim mogę poprostu napić się kawy , pośmiać i pozartowac
.
W towarzystwie odpowiedniego człowieka
możesz odbyć podróż dookoła świata,
a będzie Ci się zdawało,
że wszystko to trwa jedną chwilę.
W pojedynkę jedynie wleczesz się przez świat,
nawet jeśli jedziesz ekspresem,
albo lecisz samolotem.
missnowegojorku napisał/a:własciwie kazdy jest w pewnym stopniu samotny...
Jesteś facetem tak mi powiedziała jedna z dziewczyn która od dawna tu pisuje.
Ja facetem? No tak, i do tego krasnoludem z Hobbita, Dębowa tarcza mnie zwą...:D
Witaj, ja też jestem tu nowa w zasadzie od 5 minut, wiem co czujesz choć nie musze(na razie) zajmowac sie moim ojcem to wiem że niestety przyjdzie czas i na mnie. Od kiedy mnie pamiec siega ojciec pił i tyranizował cała rodzine mama jest juz na skraju wytrzymałości w zasadzie tylko ja sie jako tako trzymam, ale nie ma dnia zebym nie myslała o mojej przyszłości. Wiem że skoncze przy cz,owieku który zniszczył mi życie i choc z nim nie mieszkam jestem na skraju rozwodu właśnie przez niego. zapewne masz dda tak jak ja i czujesz osamotnienie nie przez ojca i opieke nad nim ale przez utrate sił i wiary w siebie, uwierz mi ze samo pojawienie sie tutaj jest ogromnym krokiem ku lepszemu.
hejka;).
ile to trzeba mieć wytrwałości siły i samozaparcia by to wszystko wytrwać.