Cześć,
Nie wiem z zasadzie czego oczekuję po napisaniu tego postu - może tylko chcę sobie pojęczeć.
Od 7.5 roku mam zdiagnozowaną depresję, ale wiem, że jej odmiany towarzyszyły mi przez większą część mojego życia. Od 7.5 roku na psychotropach, od miesiąca na podwójnej dawce, z powodu ostrego epizodu depresyjnego (moja p. proponowała mi już pobyt w szpitalu:( ) . Od kilku miesięcy jestem na drugiej psychoterapii - dopiero teraz widzę jak bardzo okaleczona zostałam w życiu.
Mam 30 + i męża. Na dzieci się nie zdecydowałam z uwagi na moją chorobę - jest podejrzenie dziedziczenia, moja mama choruje od przeszło 25 lat na d. Dzieciństwo jak się okazuje miałam paskudne, chociaż maskowane postawą "porządnej rodziny". Przez całe życie walczyłam o normalność, sukcesy, szłam do przodu mimo swojego bagażu, wypracowałam sobie maskę osoby twardej i przebojowej. Naprawdę - brak wiary, wiary w siebie i kompleksy.
Od kilku miesięcy moja depresja wymknęła mi się spod kontroli i jestem przerażona, bo nie potrafię nad nią już zapanować. Zaczęło się od straty pracy przez mojego męża, która skończyła się po 8 miesiącach. Ja w tym czasie, żeby ratować sytuację finansową, zmieniłam pracę, porzucając dotychczasową, która idealna nie była, ale byłam tam "u siebie". Mąż w tym czasie siedział w domu, klnąc i pomstując na wszystko dookoła no i oczywiście kłótnie były non-stop. Nowe miejsce okazało się totalną klapą, złamałam sobie karierę, którą konsekwentnie udało mi się zbudować mimo całego życiowego syfu. Nienawidzę nowej pracy bardzo mocno. Szukam nowej.
Od miesiąca mąż pracuje, za tak śmieszne pieniądze, że i tak ciężar utrzymania domu i pomocy naszym rodzinom jest na mojej głowie.
Mimo moich starań przez tyle lat, okazuje się, że zostałam z niczym, nawet nie wiem kim naprawdę jestem?przed znajomymi przestałam kryć się z moją chorobą, zwyczajnie nie mam już na to siły i wali mnie to co sobie pomyślą.
Aha, i staram się temu wszystkiemu przeciwdziałać - dbać o siebie fizycznie i duchowo - żeby nie było, że tak sobie narzekam leżąc na kanapie i oglądając TV. Ale i tak to wszystko jest na ch**.
Mam dość, mam myśli samobójcze (p.i t. o tym wie), mam wrażenie, że już się z tego nie podniosę, mam dość swoich strasznych wahań nastroju, nie chcę tak żyć - to jest bardzo męczące.
no i tyle.