Witam. Zacznę od tego że mój brat ma 40 lat, jest dorosły ale ja jestem jego młodszą siostrą i się martwię o niego. Pół roku temu zmarła nasza mama
Ja mieszkam w innym mieście niż brat. On do tej pory mieszkał z mamą i ojcem. Z ojcem ciągłe wojny, przepychanki i kłótnie, mama zawsze stała po stronie brata, jak nie pracował to opłacała mu rachunki za tel, pomagała spłacać długi, dawała jedzenie. Darek czasami pracował ale szczerze mówiąc pił. Czasami potrafił całą wypłatę przepić i wrócić do domu z 20 zł w kieszeni. Wtedy wkraczał ojciec i zaczynały się awantury. Mama broniła brata i wtedy dostawała ochrzan od ojca że na to pozwala i jeszcze pod buzie obiadek podstawia. Gdy mama zmarła, Darek nie mógł dogadać się z ojcem. Pewnego dnia gdy oczywiście pił na osiedlowej ławeczce piwo, tak jakoś wyszło że spotkał znajomą. Znam ją ponieważ jest z tego samego osiedla gdzie ja kiedyś mieszkałam. Dobrej opinii to ta pani nie ma. Ma 50 lat, kiedyś siedziała w więzieniu, oczywiście lubi wypić co na jej twarzy jest szczerze mówiąc wypisane
mieszkanie ma dwupokojowe po rodzicach, oczywiście zadłużone. Słynie z tego że już pół osiedla pijaczków się u niej przewinęło tzn. nie takich typowych meneli bez kasy, to nie. Ona chyba sobie znalazła taki o to sposób na życie że gdy których z chłopaków z osiedla nie ma gdzie mieszkać z różnych powodów to owa pani ich przygarnia. Tzn. na zasadzie jak mi kupisz papierosy, alkohol i jedzenie to możesz u mnie mieszkać. Jak kasa się kończy to kop w d... i właśnie z takiej opcji postanowił skorzystać mój braciszek. Mieszka u niej, kupuje wspomniane papierosy, alkohol i jedzenie i tak żyje. Byle jak, bo co to za życie jest? Do ojca wrócić nie zamierza, zresztą ojciec powiedział że go w domu nie chce, ale brat jest tam zameldowany więc w razie czego chyba miałby prawo tam wrócić, do ojca? Nie wiem jak to jest. Ale martwię się o brata. Nie wiem co się z nim dzieje, od śmierci mamy zwariował. Kiedyś jak by zobaczył taką kobiete jak ta Krystyna to by nawet jej ręki nie chciał podać a tu nagle taka zmiana. Martwie się bo prace ma do końca roku tzn. do świąt a później robota stoi w miejscu przez okres zimowy więc zostanie bez pracy i bez kasy. Ta baba oczywiście nie pracuje i znając sytuacje pewnie go z domu wykopie jak kasy nie będzie miał, wiem że ojciec mu nie pomoże bo jest zawzięty i nie ma opcji żeby mu pomógł. Ja jestem daleko, zresztą u mnie z kasą też bardzo źle, mimo tego że pracuję ale wiadomo jak jest, wynajmuje pokój z koleżanką więc nie mam możliwości mu pomóc. Nie wiem co się będzie z nim dalej działo, jak będzie dalej żył. Jak go przyszłość czeka? Strach o tym myśleć. Musiałam się wygadać. Napiszcie, proszę co o tym myślicie? Czy on już jest skończony?
jesteś jeszcze?
Wyślij brata na odwyk, niech się ogarnie, znajdzie pracę, wtedy i z ojcem się dogada. Nie wiem kto , ale podejrzewam, że mama na pewno nie w złej wierze rozpuściła go, dlatego Twój brat jest teraz w takiej sytuacji, zawsze mógł liczyć na mamę a teraz? Tata z tego co piszkesz to mu nie pomoże. Może to powinno go skłonić do działania! Odwyk, terapia nie ma innego wyjścia.Inaczej stoczy się jeszcze bardziej!
Twoja mama zupełnie niechcący skrzywdziła syna czyli twojego brata. Stworzyła mu idealne warunki do tego, żeby jego nałóg się rozwijał. Jeśli teraz zaczniesz pomagać mu ty, powtórzysz jej błąd a brata to nie uratuje. Alkoholik, żeby się odbić musi sięgnąć dna. Twoją rolą - jedyna rozsądną - jest mu na to pozwolić.
Co do znajomej brata, no cóż swój ciągnie do swego. Nie tłumacz ich znajomości desperacją brata po śmierci mamy. Mają po prostu wiele wspólnego i tyle - gorzka prawda.
Ani ona nie jest gorsza ani on lepszy od niej.
Żyj swoim życiem i pozwól jemu żyć swoim, zatroszcz się lepiej o ojca ![]()