Cześć... na forum czasami wchodziłem i czytałem rożne tematy i postanowiłem się Was poradzić bo nie wiem jak sobie poradzić ze sobą
mam 25lat i jestem sam... ogólnie dlaczego tak jest to wiem... nie ma we mnie nic atrakcyjnego + mnóstwo kompleksów(na prawdę sporo tego)
ale chodzi o coś innego...
otóż jak większość chciałbym mieć kogoś, być z kimś itp. Ogólnie bylem spalony zawsze, ponieważ moi koledzy to osoby atrakcyjne które nigdy nie miały problemow z podrywaniem... z imprez zawsze wracali z kimś...
szczerze mówiąc nigdy nie miałem problemów z poznawaniem ludzi na imprezach... zawsze rozmawiałem ze wszystkimi, poznawałem ludzi, wszędzie było mnie pełno i mnie wszyscy kojarzyli z imprezy (opowiadanie dowcipów i przypominanie śmiesznych anegdot to moja działka)
mimo tego przychodziłem i wracałem z imprez "sam", bylem rozdarty... chciałem poznać kogoś ale również nie chciałem... a raczej się bałem...
postanowienie noworoczne 2011/2012 to zacząć zmiany... zrzuciłem prawie 30kg, poszedłem pod nóż (24lata balem sie isc do lekarza ze stulejka...)
bylem zadowolony ze w końcu zmusiłem siebie do zmian, ale miesiąc po zabiegu dostałem "cios w twarz" który zakopał zadowolenie i zaczął proces autodestrukcji mojej osoby...
nie będę wdawał się w szczegóły ale okazało się ze jestem zarażony gronkowcem złocistym odpornym na większość antybiotyków, potem to już jak kula śniegu... z dnia na dzień więcej problemow... musiałem iść na kolejny zabieg i wciąż nie jest tak jak powinno być
w tym roku poznałem dziewczynę... ogólnie dla mnie to było jak każda inna znajomość, jak się okazało dla niej nie do końca... w dniu jej wyjazdu(mieszka daleko) dostałem od niej sms w którym określiła się o co jej dokładnie chodziło, dopiero w tedy zdałem sobie sprawę z tego ze nie zauważyłem jej "zalotów"
następne miesiące to mnóstwo smsów i telefonów, sytuacja dla mnie dziwna i niezręczna, ale ona określiła się o co jej konkretnie chodzi... nie szuka męża ani chłopaka, szuka bratniej duszy "do tańca i różańca" bo nie chce robić wody z mózgu swojemu synowi kto jest jego ojcem, (dziwne podejście prawda?)
była zdziwiona kiedy się dowiedziała ze nie miałem nigdy dziewczyny itp. wiedziała ze pod koniec roku będę miał dużo wolnego wiec zaproponowała wyjazd gdzieś tylko we 2.
jak już napisałem czułem się dziwnie i niezręcznie wiec chciałem ją jakoś odstraszyć lub przystopować... wiec napisałem jej o swoich problemach ale nie dala się odstraszyć... nie przeszkadzały jej...
zacząłem mniej sms pisać do niej... aż pewnego dnia kontakt się urwał całkowicie (już 1.5miesiace cisza). Znalazłem w tym więcej negatywnych stron niż pozytywnych.
zawsze wszystko widzę w 2 kolorach albo coś jest czarne albo białe... kiedy znajdę jakąś pozytywna stronę jakiejś sytuacji to od razu szukam 2 negatywnych, do poznania tej dziewczyny nie przeszkadzało mi to bo życie w dwóch kolorach jest prostsze
ale teraz... sam nie wiem co myśleć... dla 25 letniego nieatrakcyjnego i zakompleksionego prawiczka taka dziewczyna (w sumie kobieta... starsza o 2lata) to zbawienie czyż nie? seks bez większych zobowiązań, a ja z tego zrezygnowałem...
jak zmienić swój tok myślenia... wiem ze jest on zły... i niedojrzały... zdarzały się tematy z problemami które mnie tez dotyczą... (chodzi o sposób postrzegania świata i ludzi) i pomimo tego ze wiem iż to złe i niedojrzałe to nie potrafię myśleć inaczej...
pozdrawiam:)