Od 2 lat przyjeżdża do nas brat mojego faceta z żoną, bo ona studiuje zaocznie w mieście, w którym mieszkamy. Najpierw mieszkaliśmy w 30 metrowym mieszkaniu, gdzie był jeden pokój. Przyjeżdżali co 2 tygodnie. Sami mieszkali w różnych miastach, więc u nas widzieli się po 2 tygodniach rozłąki. Rozkładaliśmy łóżko w tym samym pokoju, w którym mieszkaliśmy sami... na cały weekend. Nie będę tu opisywać jak się zachowywali po tej rozłące.
Teraz kupiliśmy własne mieszkanie, ma aż (!) 2 pokoje, ale ten gościnny jest przechodni. I dalej przyjeżdżają. Nie mam już na to siły. Jestem zmęczona po pracy, mój chłopak też, chcemy odpocząć w weekend, a nie prowadzić hotel z pełnym wyżywieniem za które oczywiście płacimy. Nie mam pojęcia jak to rozwiązać, wiem że on też, bo po wielu moich rozmowach i awanturach, jemu też zaczęło to przeszkadzać. Nie mamy pojęcia jak rozwiązać tę sytuację, bo dodam, że my ich nie zapraszamy. Sami się wpraszają, a mój facet po prostu mówi "ok". Nie rozumieją jak im mówi, że ma inne plany. Trudno im pojąć dyplomatyczne sugestie. A ostatnio zaczęli nawet pytać czy dodatkowo mogą wpaść na "imprezę" ich znajomi. Dodam, że to ja obsługuje fizycznie te "IMPREZY" i nie wiem już co robić..., bo długo tego nie wytrzymam.
Chyba braciom brak komunikacji...Twój facet nie potrafi powiedzieć że stają się już męczący?
Rozumiem odwiedziny,ale nocleg,wyżywienie,żyć nie umierać.Wcale się nie dziwię że korzystają,skoro nikt nie potrafi powiedzieć jednego stanowczego NIE.
Niech Twój facet postawi rodzinkę do pionu.
Jeżeli nie podejmiecie konkretnych kroków,sukces będzie zerowy.
Kolejnym razem jak się wproszą,skwituj ładnie - Piękny hotel nieopodal,dziś nie obsługujemy.
Twój facet musi porozmawiać z bratem, wyjaśnić mu że sytuacja jest dla was niekomfortowa, że chcecie czuć się swobodnie we własnym domu. Może nawet znajdźcie jakieś oferty tanich noclegów, a żeby osłodzić ciężką prawdę zaoferujcie że możecie się zgodzić na nocleg raz w miesiącu? Jedno jest pewne, twój facet musi to załatwić ze swoim bratem.
Można powiedzieć wprost albo ze dwa razy zrobić tak, żeby nie mogli się u Was zatrzymać i powinni zrozumieć przesłanie.
A jak chcesz to rozwiązać, nie mówiąc wprost? Nie ma innej możliwości, bo jak sama piszesz, subtelne sugestie nigdy nie działały. Trzeba nabrać asertywności, przestać mówić "ok" i spokojnie, ale stanowczo wytłumaczyć bratu i jego partnerce, dlaczego nie życzycie sobie ich regularnych odwiedzin. To nie wy powinniście się wstydzić - to oni się wpraszają i jeszcze żyją za wasze pieniądze. Kulturalny, taktowny człowiek tak nie robi.
Dziś mieli przyjechać, zrobiłam awanture mojemu chłopakowi. Byłam na L4, szwagierka poszła na zajęcia, a szwagier siedział u nas w domu od 7:30 rano do 15:00. Udawałam, że spie, wiem dziecinne. Kłóciłam się z chłopakiem przez smsy, bo był w pracy. Jak brat wyszedł to poszłam się kąpać. Jak wrócił mój chłopak to walnęłam drzwiami i wyszłam na godzinny spacer. Jak wórciłam oni już byli, jak tylko mnie zobaczyli to coś tam powiedzieli, udali że wszystko jest super, ubrali kurtki i wyszli. Mój facet poszedł pod prysznic, zjadł coś i zadzwonił do kolegi, mówiąc ze za 15 minut będzie gotowy. Jak zaczęłam krzyczeć i pytać gdzie wychodzi to powiedział "że daje mi wolność w mieszkaniu i wyszedł"... Nawet nie wiem co im powiedział...
Dziękuje za Wasze opinie!
Dziś mieli przyjechać, zrobiłam awanture mojemu chłopakowi. Byłam na L4, szwagierka poszła na zajęcia, a szwagier siedział u nas w domu od 7:30 rano do 15:00. Udawałam, że spie, wiem dziecinne. Kłóciłam się z chłopakiem przez smsy, bo był w pracy. Jak brat wyszedł to poszłam się kąpać. Jak wrócił mój chłopak to walnęłam drzwiami i wyszłam na godzinny spacer. Jak wórciłam oni już byli, jak tylko mnie zobaczyli to coś tam powiedzieli, udali że wszystko jest super, ubrali kurtki i wyszli. Mój facet poszedł pod prysznic, zjadł coś i zadzwonił do kolegi, mówiąc ze za 15 minut będzie gotowy. Jak zaczęłam krzyczeć i pytać gdzie wychodzi to powiedział "że daje mi wolność w mieszkaniu i wyszedł"... Nawet nie wiem co im powiedział...
takie są właśnie skutki strzelania fochów i nie załatwiania spraw wprost tylko okrężnymi drogami ![]()
jak wróci porozmawiajcie spokojnie i spokojnie przedstaw mu swoje argumenty. Wtedy też pewnie się dowiesz co im powiedział. Pod żadnym pozorem nie kłóć się smsami, z tego nigdy nie wynika nic dobrego ![]()
Takich spraw nie załatwia się fochami, sugestiami, tylko mówi się otwarcie, że Ci się to nie podoba i tyle.
To jest chore, żebyś przez czyjeś odwiedziny czuła się niekomfortowo we własnym mieszkaniu i dodatkowo, żeby to odbijało się na waszym związku - kłótnie itp. Wiem, że czasami ciężko się "postawić", ale niestety jeżeli chcesz spokoju musisz to zrobić. Przede wszystkim nie wyżywaj się za to na swoim facecie i nie kłóć się z nim o to, tylko porozmawiaj spokojnie, może zrozumie Twoje argumenty.
Mam wrażenie, że prawdziwym problemem nie są te "odwiedziny", ale fakt, że Twojemu chłopakowi nie przeszkadza to tak jak Tobie. Z tego co piszesz, to jemu bardziej przeszkadza Twoja reacja na całą sytuację, która - powiedzmy sobie szczerze - nie jest zbyt dojrzała.
Po pierwsze musicie uzgodnić wspólny front. I jeśli zakłada on nie goszczenie tych państwa, to jasno im to zakomunikować i tyle.
a nie umiesz po prostu powiedzieć im, że spędzacie czas we dwoje idziecie na kolacje do kina i nie ma Was w domu albo wyjeżdżacie na weekend i tyle? że zaczynacie korzystać po prostu z życia, nie ma Was w domu i tyle..widocznie Twojemu facetowi Oni nie przeszkadzają, bo to jest jego brat..
a nie umiesz po prostu powiedzieć im, że spędzacie czas we dwoje idziecie na kolacje do kina i nie ma Was w domu albo wyjeżdżacie na weekend i tyle? że zaczynacie korzystać po prostu z życia, nie ma Was w domu i tyle..widocznie Twojemu facetowi Oni nie przeszkadzają, bo to jest jego brat..
Jeżeli oni są tacy niekumaci i bezceremonialni, to nie będą widzieć nic złego w tym, aby przebywać w domu, gdy gospodarze będą w kinie lub na kolacji. Dla nich to lepiej - chata wolna. Też nie lubię takiego tupetu i powiedziałabym wprost co o tym myślę, a nie jakieś wybiegi, bo to do niczego nie prowadzi.
Brat twojego faceta, więc on to powinien załatwić.
Nie wyobrażam sobie, abym we własnym domu czuła się jak gość i musiała obsługiwać stado pijanych ''gości''.
Niedługo zawiadomią was łaskawie, że się wprowadzają bo żadne z was nie zgłosiło sprzeciwu wobec zbytniej gościnności.
Nie daj Bóg, ta rodzinna sielanka zemści się na waszym związku, a jestem pewna, że jeszcze trochę i tak będzie.
Jak przyjadą to weźcie ich na rozmowę i powiedzcie, że nadużywają waszej gościnności i bynajmniej wam się to nie podoba.
A przepraszam ona nic nie musi. Moze powiedziec nie gdy pytaja sie czy moga zaprosic gosci. Moze usiasc i nie obslugiwac bo to w koncu nie jej goscie. Moze powiedziec zeby nie przyjezdzali tak czesto. Ale zamiast tego woli sie fochnac i klocic smsami z swoim partnerem. Najlepiej zamiast powiedziec prosto z mostu dawac do zrozumienia a pozniej miec pretensje ze ktos tego nie zrozumial tak jakbysmy my chcieli.
A swoja droga mogla wykorzystac sytuacje i porozmawiac z bratem partnera jak byli razem, ale nie wolala sie obrazic i strzelic focha.
Autorka napisała, że "kupili mieszkanie". Rozumiem przez to, że to także JEJ własność. A skoro tak, to czemu strzela fochy i każe swojemu chłopakowi wszystko rozwiązywać? Przeciez jest u siebie, tak?
Autorko, im dłużej będziesz się zachowywała jak dziecko, tym dłużej brat z dziewczyną będą Wam wchodzić na głowę.
Nie masz do nich numeru? Nie możesz zadzwonić na początku tygodnia przed ich przyjazdem, żeby powiedzieć, żeby sobie noclegu poszukali, bo macie inne plany? Drzwi na klucz i niech klamkę pocałują.
Pięknie Wam weszli na głowe, pięknie!
Nie masz do nich numeru? Nie możesz zadzwonić na początku tygodnia przed ich przyjazdem, żeby powiedzieć, żeby sobie noclegu poszukali, bo macie inne plany? Drzwi na klucz i niech klamkę pocałują.
Wszystko fajnie, ale jak się brat z bratem dogadają to sprawa będzie niepotrzebnie rozwalała związek od środka. Najpierw trzeba wspólną wersję ustalić. Bardziej naturalne jest, żeby to brat zadzwonił, bo to jego rodzina.
Teo napisał/a:Nie masz do nich numeru? Nie możesz zadzwonić na początku tygodnia przed ich przyjazdem, żeby powiedzieć, żeby sobie noclegu poszukali, bo macie inne plany? Drzwi na klucz i niech klamkę pocałują.
Wszystko fajnie, ale jak się brat z bratem dogadają to sprawa będzie niepotrzebnie rozwalała związek od środka. Najpierw trzeba wspólną wersję ustalić. Bardziej naturalne jest, żeby to brat zadzwonił, bo to jego rodzina.
Ale skoro razem żyją, razem mieszkanie kupili, a nie jest to sprawa głębokiej tajemnicy rodzinnej i dotyka ich obojga, to ona ma takie samo prawo to załatwić jak jej chłopak.
Po pierwsze bardzo wam wszystkim dziękuje za rady. Po drugie może trochę wyjaśnie sytuację. Z moim partnerem prawie nigdy sie nie kłócimy, a ja nie "strzelam fochów", bo wszystko staramy się rozwiązać rozmową. Właściwie to ta sytuacja powodowała zawsze spięcia. Na początku jakoś się na to godziłam bez żadnych komentarzy, bo to przecież jego rodzina. Ale kiedy zaczęli przyjeżdżać do nas co 2 tygodnie do kawalerki, to zaczęłam się temu sprzeciwiać (rozmawiając). W końcu mojego partnera tez zaczęły męczyć te przyjazdy, bo oni byli już w piątek o 15, a wizyta kończyła sie w niedzielę o 20:00. W końcu on z nimi porozmawiał, mówiąc, że jestesmy zmęczeni po całym tygodniu, że mamy małe mieszkanie itd. i oni w rezultacie znaleźli sobie pokój na te weekendy, ale... był on 100 metrów od naszego domu (a mieszkamy w bardzo dużym mieście) i mimo to, że u nas nie mieszkali to non stop dzwonili, żebyśmy poszli na obiad, na spacer, na piwo, czyli spędzać z nami cały weekend. Zaczęliśmy mówić, ze mamy własne plany, ale oni dalej dzwonili, bo nic nie rozumieli, a mój partner miał wtedy wyrzuty sumienia, "bo to brat" i "on chce" i w ogóle.
Powiedzmy, że jakoś samo się to na chwile uspokoiło, mieliśmy chwile spokoju, może przez wakacje, oni też przestali aż tak nalegać na spotkania, ale jak kupiliśmy to mieszkanie to się znowu zaczęło, bo przecież mamy już drugi pokój. Zaczęliśmy odmawiać tych wizyt, zaczęliśmy wyjeżdzać w góry akurat wtedy kiedy mieli przyjechać i wtedy tak jak mówicie chcieli klucze do naszego mieszkania. Już wolałam to niż z nimi siedzieć. Tylko, że to jest tak, że jak my im odmówimy, to oni i tak dzwonią za kolejne 2 tygodnie i znów odmawiamy i za trzecim razem już głupio odmówić, no bo to rodzina, a mój facet został wychowany w wierze, "że wszystko jest nieważne tylko usługiwanie własnej rodzinie, nawet własnym kosztem". Powoli się tego wyzbywa, ale jednak zawsze coś w głowie zostaje.
Więc jak widzicie sytuacja jest trudna, trwa już dwa lata i po tym jak byłam spokojna, rozmawiałam i tolerowałam to wszystko, coś we mnie pękło i właśnie tak to się skończyło. To w ogóle była jedyna tak chora sytuacja w naszym związku, a trochę już on trwa. Bo ani ja nigdy nie wychodziłam, ani on też nie chodził do kolegów zostawiając mnie samej sobie. A własnie przez to co się przez nich dzieje z nami, nie mam coraz bardziej ochoty ich widywać.
odnoszę wrażenie, ze Twoj dom i Twojego chlopaka jest dla nich okazją do spędzenia ze sobą nocy...matko co za tupet prosić o klucze do mieszkania..nie liczą się w ogóle z Waszym zdaniem..porazka..
Więc jak widzicie sytuacja jest trudna, trwa już dwa lata i po tym jak byłam spokojna, rozmawiałam i tolerowałam to wszystko, coś we mnie pękło i właśnie tak to się skończyło.
Niefajnie, że tak emocjonalnie to zakończyłaś, ale tak się czasem dzieje gdy emocji nazbiera się aż tyle. w sumie się nie dziwię - każdy traci czasem nad sobą kontrolę. A może to i dobrze się stało i coś do niech dotrze. Sama się przekonasz gdy przyjdzie termin następnej "wizyty". Tylko gdyby Cię dopadły wyrzuty sumienia, to nie przepraszaj ich, nie wykazuj skruchy, bo znając takich ludzi...ze zdwojoną siłą zaczną Was odwiedzać
Wszystko się rozejdzie po kościach, a Ty daj nam tu znać czy się uspokoili.
A dlaczego za trzecim razem głupio odmówić? Głupio to nie Wam powinno być. Nie macie chęci z nimi przebywać, gościć ich, to odmówcie i za piątym i za piętnastym.
Sytuacja wcale nie jest trudna tylko Wy z niej trudną robicie. Czemu dajecie klucze jak Was nie ma?? Czemu "głupio odmówić za 3 razem"??? Bierzecie brata i bratową do stołu, siadacie i mówicie: Kochani, Wasze regularne wizyty trwają już 2 lata. Jesteśmy dorośli i powinniście zrozumieć, że Wy jak i my potrzebujemy czasu i miejsca dla siebie. Tu jest lista tanich i wygodnych hosteli. My już takiego nie prowadzimy.
Jak nie powiesz dosłownie, konkretnie i krótko, to będziecie tak mieli do końca życia.
Problem w tym, że ja bym potrafiła tak powiedzieć, ale mój partner raczej nie... on uważa, ze to by ich to co najmniej "zabiło". Mimo, że jak pisałam, jemu też to przeszkadza... niestety jak już pisałam, jego rodzina to świętość.
24 2013-12-23 01:03:50 Ostatnio edytowany przez Fashionittta (2013-12-23 01:10:04)
Sokoro "czujesz się na siłach" żeby im to powiedzieć to mów i nie miej przed tym żadnych oporów.
Twój facet mógłby przestać zachowywać się jak pipa i wmawiać sobie że ich to "zabije" skoro temat nawet nie był nigdy poruszany.
Jeżeli nie postawisz/wicie sprawy jasno będziecie mieć przedszkole do końca życia,to wasz wybór.
Piwonia, czyli prawdziwym problemem jest u Was brak wspólnego frontu w tym temacie. Dostałaś w tym wątku kilka dobrych rad, ale żadna rada nie pomoże Twojemu chłopakowi ogarnąć się i postawić Ciebie i Wasz komfort na pierwszym miejscu, jeśli on sam nie bedzie tego chciał.