Witajcie. Nie będę pisał jakiej płci jestem, bo to chyba logiczne czytają temat.
A więc do rzeczy. Jesteśmy ze sobą już trochę i męczy mnie jedna sprawa. Ona ma kolegę, z którym była kiedyś na weselu itd. Znają się już dość długo.
Jestem typem zazdrośnika, ale bez przesady, bo potrafię to, że ma kolegę przełknąć bez wysiłku. Jednak to, że czasami on do niej dzwoni, czy spotyka się z nią z naprawdę błahych powodów(zgranie zdjęć z tego wesela, o którym wspomniałem), daje mi do myślenia. Jesteśmy ze sobą szczerzy, rozmawiamy o wszystkim i kochamy się na zabój, ale mimo to czuję zazdrość jaka przeze mnie się przetacza. Nie wiem z jakiej strony to ugryźć.. Dawałem jej sygnały, że taka opcja nie jest czymś fajnym dla mnie, ale nie chciałbym też, by czuła, że jej czegokolwiek zabraniam. Rozumiem związki partnerskie na stopie koleżeństwa, ale taki z natury jestem i nie umiem się tego wyzbyć.
Ona wielokrotnie dawała mi do zrozumienia, że to tylko kolega i nic więcej, ale jak same dobrze wiecie i znacie życie, to czasami takie koleżeństwo potrafi się zmienić w coś bardziej zażyłego i na innej płaszczyźnie.
Nie wiem czy dalej mam mieć powody do niepokoju i w sumie można to nazwać początkami chorej zazdrosći, którą się powinno leczyć, czy po prostu olać to, nie myśleć o tym i żyć dalej.
P.S. Zapomniałbym, ja mam 24 lata, a ona 23 jeśli ma to jakieś większe znaczenie.
Dzięki, pozdrawiam.