Witajcie!!!
Staralam sie znalezc odpowiedz na moj problem.Staralam sie doczytac "co zrobic" z moim problemem..Jednak wole napisac i prosic Was kochane kobietki o porade w mojej sprawie.
Na poczatku wybaczcie za brak polskich liter. Pisze z zagranicy PL.
Jestem mezatka od 12 lat.Mamy 3 dzieci.
Musze na poczatku zaznaczyc istotna rzecz.
Jestem druga zona mojego meza.Pierwsza odeszla do innego.Zdradzila,oszukiwala...Moj M.ciezko radzil sobie z jej odesjciem.Pisal list pozegnalny i chcial popelniac samobojstwo,do ktorego nie doszlo.
Co do osoby M-jest zaborczy,zazdrosny-bardzo zazdrosny o zone,..a rowniez ceni w swoim zyciu bardzo matke! Odczulam nieraz ,ze to matka bywala wazniejsza od zony( w wyniku klotni tesciowej-zona-nie wiedzac co sie dzieje,stawal po stronie matki).Przy awanturze domowej,gdzie tescie ja wywolali-maz nie "upominal ich".
Jest bardzo slabym psychicznie facetem. W zwiazku ja zarzadzam,kieruje,planuje.On slucha (jak powiedzial,bo kiedy padaly jego zdania,mi nigdy nic nie pasowalo-bo przeciez gadal bzdrury).
Przyzwyczail sie,ze ja zarzadzam on robi.
Jest jak dziecko,ktore trzeba prztulac.
Jest zlota raczka,umie mi w domu wszystko zrobic.Dobrze zarabia.
Musze zaznaczyc wazna rzecz.
Rowniez pracuje,wychowuje dzieci,pielegnuje dom i ogrod.MAz postepuje wg.listy zostawionej w domu ![]()
A teraz do setna.
Przez 5-6 lat bylam zaniedbana!.Maz nie adorowal mnie tak jak chcialam.Nie wychodzil ze mna na spacery. Seks byl raz w miesiacu,gdyz to ja" psulam humor mojemu mezowi,przez kolejna awanture-jako zarzadzajaca domem
). Seks byl wtedy ,kiedy bylam mila i maz od razu nabieral ochoty.W lozku bylo pieknie kiedy maz mial ochote.Kiedy zona-nie zawsze.Nie ejstem brzydka kobieta,wrecz odwrotnie-bardzo atrakcyjna.
Dlugo walczylam o to,by mnie docenil,kochal,piescil.Duzo przeplakalam nocy. Bylam bardzo pod tym wzgl.nieszczesliwa.Wywolywalam klotnie,by zwrocil na mnie uwage....
W pewnym momencie zdalam sobie sprawe,ze mam tego dosc.Jestem mloda i nie bede zyla z facetem,tylko dlatego by mu podac cieply obiadek.Nie czulam milosci,wiec stwierdzilam,ze odchodze(zaczelam odchodzic jakies 3 lata temu).
MAz na moje odejscia znalazl srodek:...kwiaty,przeprosiny...poprawa....
Z czasem zaczyl sie szantaze :zegnal sie z dziecmi i wiecej nie chcial wracac,....chcial sie wieszac....TE szantaze trawaj juz od jakis 3 lat...
Z czasem przestalam reagowac na te szantaze i zlewalam je.
Wzielam sie psychicznie za siebie.Stwierdzilam,ze odchodze i koniec.
Facet zawiodl mnie kilkakrtonie...moje zaufanie rowniez.Nie wierze w zadne obietnice,poprawy...
Osttanimi czasy bylo najgorzej.Zaczal sobie wyobrazac,ze powodem mojej stanowczosci o rozwodzie jest inny facet.Zaczely mu wracac (tak mysle) glupie mysli jak to bylo w za czasow pierwszej zony i kryzysu.
Zaczely sie kontrole,pytania dlaczego sie "pizdze do pracy",dlaczego ubieram taka a taka bielzne,..dlaczego ,,dlaczego...Kontrolowal mnie.
Raz ubzdural sobie,ze nie ide do pracy (o 6 rano)...lecz jade do faceta.O 8 zaczal wydzwaniac do mojej pracy i pytac czy jestem tam.Byl juz lekko wypity. Siedzial w domu z 3 dzieci i pil az do moejgo powrotu.Wkurzylam sie totalnie...Zaczal mi grozic samobojstwem.LEkcewazylam to...Bylam wsciekla,ze dzieciom zaczal gadac,iz mama go nie kocha,....ze jest wypity i mam szybko wracac do domu......
Czesto po wypiciu nabluzgal mi...Zezaluje ze jest ze mna,....ze jestem zla..itd..itd...
Na drugi dzien przeoraszal na kolanach..obiecal poprawy.....
Zrozumial,ze mnie zaniedbal.....ale.....poprawy do dzis nie widzialam.
Zaczelo mnie to meczyc jak tez nie wierzylam w zadna jego porawe.Chcialam odejsc.
PEwnego wieczoru chcial sie kochac.ja odmowilam i poszlam spac.Zaczal mnie nekac w nocy i wypytywac o innego..Moj brak odpowiedzi byl jednoznaczny dla niego-mam innego!!!
Wstal z lozka....i poszedl palic i pic....
wkoncu jak sie ocknelam by pojsc do WC....on ustawial drabine i sznur.MYslalam,ze by znowu mnie zaszantazowac.Na odchodne powiedzialam,mu,zeby zlazil i szedl spac,bo zachowuje sie jak dzieciak..On jako pijany byl bardziej agresywny,wiec staralam sie unikac wojny.Dzieci spaly.
Wracajac z WC....on wisial..
Szybko zaczelam go ratowac..Nie umialam podniesc..nie wiedialam gdzie sa moje sily,ktore zawsze mi towarzyszyly(mam 178 cm,szczupla,ale silna) ....wkoncu jakos z pomoca Boga udalo mi sie go z petli wypuscic. On wisial,nie kleczal.Jest ciezszy....
Reanimowalam!
Zaczal oddychac,wymiotowac..
W konsekwencji,.przyjechala karetka,policja...
Dziekuje Bogu tylko za jedno...ze zadne dziecko sie nie obudzilo i nic nie widzialo
Facet po 2 dniach wypuszcony jest z wariatkowa.
Lekarzom nie powiedzial,ze szantazowal mnie i pierwsza zone samobojtwem.
Prosil tylko o zwolnienie lekarkie z normlana pieczatka! Znowu egoistyczne podjescie
Teraz tak..
Maz sie zmienil,zaluje za to co zrobil,..wie co by stracil.Ochota na seks przyzsla ogromna.Ale,ale...ja wygarnelam mu dzis jakie konsekwencje by byly jego czynu. Zniszczylby mnie psychocznie od srodka.Zostawil z poczuciem winy.Nie mowie juz o traumnie dzieci.
Egoista!
Ja przed oczami nonc stop mam wisielca.Czuju zapach charakterystyczny z tamtego dnia.Totalny dol!
Boje sie wogole tego,ze po nastepnej jakies awanturze,...powiesi sie i dzieci to zobacza.Wtedy nie przezyje ja tego.Nie wierze,ze mnie kocha,albo to chora milosc z kontrolowaniem mnie,.(juz delikatnym).....Albo przyzwyczajenie.On nie umie beze mnie zyc i w ten spsob postepuje.
Nalegam na to by poszedl sie leczyc.W szpitalu zapewnial mnie ze pojdzie.Dzis? pojdzie jak bedzie potrzeba.
A wiecie co najlepsze. w dniu kiedy sie powiesil,...przepraszal za to co zrobil,....blagala o przebaczenie...na moje odchodne -pozegnanie zapytal"ale powiedz mi szczerze,ze mnie nie zdradzilas"...
Zatkalo mnie!!!
Moje pytanie..
Czy tacy ludzie moga to ponownie zrobic.?
Ten kto zalozyl raz petle wisielczy zrobi to ponownie?????
Demony nie opuscza go?
No i jak ze sprawa psychiczna?..on sie leczyc nie chce a egoista i tak pozostanie.
Sama tez nie wiem co czuje? Milosc?...przyzwyczajenie.?Wiem,ze gdyby faktycznie umarl,to bym cierpiala ogromnie,..wpadlabym w dol psychiczny...Te lata razem sedzone?????Ale jak zyje- mam uraz,zal.....nie wierze w jego prawdziwa milosc. Nagle ona sie pojawila?????
Sama nie wiem czy chce byc dalej z nim..Wolalalabym odejsc dla siebie i dzieci.
Dzieciach i sa najwaznijesze.Musze tak zadbac,by on im krzywdy nie wyrzadzil-mam na mysli -ojciec trup!
MYsle,ze choc troche zrozumiale napisalam..Wybaczcie ze bledy!!!
Pomozcie mi.Jak wyglada to z Waszych doswiadczen?