Dziś rano, wpadła mi w ręce gazetka parafialna sprzed dwóch tygodni. Była tam historia św. Cecylii. Ślubowała ona czystość Bogu, lecz jej rodzice wydali ją za mąż. Mąż też ślubował czystość.
I jedyne co to dziwi mnie fakt, że... z definicji małżeństwa wynika, że małżeństwo ma wychowywać dzieci. I to jest to najważniejsze zadanie dwojga osób biorących ślub. No i wszystko było by dobrze gdyby nie fakt, że czystość, jak i inne zasługi św. Cecylii uczyniły ją Świętą. Skupiam się na tej czystości, bo to dla mnie jest ciekawe w tym momencie. Z jednej strony teoretycznie Kościół nakazuje wychować potomstwo, a z drugiej, kobieta, żona, która ślubowała czystość Bogu staje się Świętą (pomijając kwestię nawrócenia ponad 300 żołnierzy w jednym czasie...).
Może to jest dla mnie bardziej życiowe, ale moim skromnym zdaniem, każda matka jest świętą. Poświęca siebie, swoje życie małemu człowiekowi. Czy dla Boga ważniejsze jest nawrócenie wielkiej liczby obcych osób czy wychowanie kilku prawych Chrześcijan? Może moje rozważania są kompletnie oderwane od tematu, bo są to kompletnie różne sprawy.