Witam, może ktoś mógłby mi coś poradzić, może ktoś przechodził przez coś podobnego...
Jesteśmy małżeństwem od ponad dwóch lat, mamy 10 mc córeczkę. Mąż pracuje, ja jestem z dzieckiem w domu.
Oboje jesteśmy po 30.
Trochę przestało nam się układać. Niby nic wielkiego, nikt nikogo nie zdradza, nikt nie bije... ale jednak jest źle.
Często się kłócimy, zwłaszcza w weekendy.
Może napiszę jak to wygląda z mojej strony.
Mąż ciągle jest z czegoś niezadowolony, ma do mnie różne pretensje, ciągle coś mu nie pasuje. A jak mu po jakimś czasie przypomnę jakiś wcześniejszy zarzut, to mówi, że nic takiego nie było, że ja to sobie wymyśliłam, że coś przeinaczyłam, bo wcale tak nie było. I tak np. nie pasowało mu kiedyś, że obiad nie był ciepły, gdy przyszedł z pracy, bo dopiero dochodził i to była dla niego strata czasu, że musi czekać, że wg niego coś zrobiłam niedokładnie i musi po mnie poprawiać. Gdy np powiedział coś w stylu, że syf jest na podłodze, a ja na to, że myłam podłogę dzień wcześniej, w czwartek, to zaczął mi dogryzać "w który czwartek". Kłóci się np. że jego zdaniem dziecko za ciepło ubieram, a moim zdaniem ubieram odpowiednio do pogody. Córeczka czasem płacze przy ubieraniu i to jest dla niego znak, że ja ją za ciepło ubieram... A z kolei ja o nic nie mogę się go doprosić.
Zawsze, jak później niż o 22:00 kładziemy się spać, to jest to moja wina. Bardzo wiele jest takich drobnych spraw, które tak się zlepiają, zbijają w jedną wielką bryłę, która coraz bardziej mnie przytłacza. Niby zgadza się, że powinnam czasem gdzieś wyjść sama, np na fitness albo na jakieś zajęcia hobbystyczne raz w tygodniu, ale jak przychodzi co do czego, to nigdy mu nie pasuje, żeby zostać z dzieckiem. On pracuje, dwa razy w tygodniu chodzi na kurs językowy, ze trzy razy w roku jeździ z kolegami na weekendowe wypady w góry. Ja na wakacjach nigdzie nie byłam, nie licząc wizyty u jego rodziców (mieszkają w innym mieście). A jak coś wspomnę na ten temat, to mi zarzuca, że przemawia przeze mnie zazdrość itd. Dzieckiem praktycznie ja się zajmuję. Nie jest to dla mnie jakiś problem, bo lubię być z córeczką, ale też bym chciała mieć czasem np. godzinę tygodniowo tylko dla siebie. Już nie wiem co mam robić aby on nie miał do mnie ciągłych pretensji. A to mu obiad nie pasuje, a to coś innego... Zawsze coś się znajdzie. Czasem było tak, że przyszedł z pracy, zajrzał do garnka, coś mu tam nie spasowało i od razu słyszałam, że on tego nie będzie jadł, że będzie się stołował na mieście. Co bym nie zrobiła, zawsze jest źle. Wczoraj np. była taka sytuacja, że on znalazł jakiś film w tv na wieczór. TV jest w innym pokoju niż kojec i wszystko dla dziecka, więc jak raz na czas chcemy coś oglądnąć w TV (to jest bardzo rzadko, czasem raz w tygodniu, ale zazwyczaj rzadziej) to bierzemy wtedy córeczkę na ręce. No i wczoraj cały czas zajmowałam się dzieckiem podczas oglądania, musiałam czasem siedzieć tyłem do tv itp. Mąż tylko miał do mnie pretensje, że dziecko podgląda telewizor. Jak chciałam pójść do łazienki żeby się umyć, bo zbliżała się 22:00 i bałam się, że znów będzie na mnie, że przeze mnie idziemy późno spać, więc chciałam żeby został na tą chwilę z dzieckiem, to tylko jakieś oburzone miny na mnie robił. Efekt był taki, że zapakowałam dziecko do wózka i wciągnęłam wózek ze sobą do łazienki. A potem jak kładliśmy się spać miał do mnie pretensje, że przeze mnie nie mógł spokojnie obejrzeć filmu. A jak mu powiedziałam przytoczone tu wyżej zarzuty, to powiedział, że mnie wcale nie zależało na tym filmie, a jemu tak... Jak w łóżku delikatnie przysunęłam do niego stopę, żeby się przytulić, to powiedział "odczep się". Wiele jest takich sytuacji na co dzień i czuję się trochę zmaltretowana psychicznie. Wg mojego męża wszystko jest moją winą, wszystko robię źle. Zajmujemy jeden pokój w mieszkaniu moich rodziców. Żeby zyskać miejsca dla dziecka zlikwidowałam swój komputer, ale z komputera mojego męża nie mogę korzystać, bo założył przede mną hasło. Gdy potrzebuję, korzystam z komputera rodziców, a z jego, to tylko przy nim. Może to wszystko to nic wielkiego, wobec problemów jakie ludzie mają, ale ja czuję się maltretowana psychicznie. Zastanawiałam się już, czy może on nie ma kogoś, ale to odpada. Może przestał mnie kochać? Kiedyś tak nie było... CO ROBIĆ ?