nie wiem jak go przekonac, bo nigdy nie byc ani despota ani nic w tym stylu ale wciaz powtarza jedno i to samo ?prowadzenie to nie dla siebie?. najgorsze jest to, ze nie potrafi podac nawet konkretnego argumentu. za kazdym razem, gdy zaczynamy rozmowe, maz obraca wszystko w zart i ucina moje prosby. oboje dobrze wiemy, że jak tylko będę chciała to i tak i tak zrobię prawko, ale z racji tego, ze jest moim mezem, zalezy mi na jego wsparciu i strasznie dziwi mnie jego postawa. myslicie, ze jest jeszcze jakas szansa, zeby go przekonac? jak powinnam w ogole z nim rozmawiac?
no wiesz, wiadomo, że fajnie jest mieć wsparcie męża ale są takie sytuacje, że sie na to nie idzie doczekać a skoro piszesz, że jakbyś chciała to już byś to prawko miała to ja nie wiem na co czekasz... ![]()
wydaje mi się że on boi się że będziesz mu samochód zabierać .. wracać później do domu i jeździć gdzie ci się podoba i kiedy będziesz chciała..
Byłoby mi przykro, gdyby najbliższy człowiek, który z założenia ma mnie wspierać nie stanąłby za mną w takiej sprawie. Skąd on wie, że prowadzenie nie jest dla Ciebie? Przecież to można powiedzieć o kimś, kto już prowadzi, a nie o niedoświadczonym nawet nie kierowcy.
Mój tata nigdy nie popierał studiów mojej mamy. Było jej ciężko, zwłaszcza, że studia trwają dłużej niż kurs prawa jazdy
, a na każdym kroku jej docinał... Nie przyszedł z kwiatami, kiedy się broniła, choć tak robili mężowie jej koleżanek z grupy, ale się nie poddała. Myślę, że bolało go, że na polu wykształcenia nie będzie miał tej niemej przewagi i tak samo może być z Twoim mężem w kwestii prowadzenia auta.
Jeżeli rozmowy niewiele dają, zrobiłabym to prawko bez poparcia mężczyzny. Choćby po to, żeby wiedział, że potrafię stać na własnych dwóch nogach i nie ma rzeczy, do której się nie nadaję.
Powodzenia!
Może się boi o Ciebie ? jakiś wypadek czy coś... Albo po prostu uważa że jak ma on prawko to żona powinna siedzieć z boku..
6 2009-07-30 23:11:30 Ostatnio edytowany przez kocur1507 (2009-07-30 23:12:04)
może macie racje ale no na litość boską, mamy XXI wiek...!
Powinnaś przekonać go jak bardzo przydatne jest prawo jazdy dla Waszej rodziny. Dowóz dziecka, zakupy, nagły wyjazd, praca, itp. Kiedy on nie będzie mógł prowadzić, Ty podołasz zadaniu. To bardzo rozsądne rozwiązanie, gdyż nigdy nie wiadomo kiedy i gdzie okaże się potrzebne prawo jazdy.
Jeżeli pozostanie głuchy na Twoje argumenty, zrób tak jak radzą dziewczyny - zapisz się na kurs i zdaj śpiewająco egzamin.
Wasze relacje są bardzo dobre, tylko to nieszczęsne prawo jazdy dzieli. Czy nie uważasz więc, że pomógłby Ci, gdybyś bez jego zgody rozpoczęła kurs? Wydaje się, że jest to całkiem, prawdopodobne.
Kobieto droga! Jeśli masz swoje fundusze (bo w końcu różne są podziały finansowe) to nie pytaj nawet. Choćby to się jemu nie podobało masz do tego prawo. On nie może Cie ograniczać, tym bardziej w takiej sprawie. Każdy wie, że prawo jazdy jest czymś bardzo przydatnym i praktycznym.
Mnie dziwi jedno: dlaczego zaczynasz z nim rozmowę tak jakbys potrzebowała jego aprobaty, ba, w ogóle zgody. Może on sądzi, że nie nadajesz się do tego. Pokaż mu, że się myli. Ja jak zaczynałam kurs to też nie wyobrażałam sobie jak mogę trzymać kierownicę, deptać pedały a do tego ciągle obserwować co się dzieje na drodze i jeszcze zmieniać biegi... Wszystkiego można się nauczyć. 3mam kciuki:)
Może to dla Twojego męża ujma na honorze ? Może uważa , że tylko mężczyzna się do tego nadaje? Wielu facetów nie wyobraża sobie , że musi się dzielić samochodem z żoną.Traktują samochód jak nieodłączną część ciała
A może też zwyczajnie się boi o Ciebie , albo uważa , że nie masz predyspozycji do kierowania pojazdem , bo jesteś np.zabyt nerwowa , porywcza, roztrzepana ?
W sumie rozumiem Cię.Mamy XXI wiek.Nie wyobrażam sobie zycia w obecnych czasach bez samochodu.To jak żyć bez ręki.Jednak nie każdy się nadaje do jazdy samochodem , i niekoniecznie musi to być kobieta.Znam dojrzałego faceta , męża i ojca , który z ulgą pozwolił zrobic prawo jazdy swojej żonie , bo sam jadąc rowerem po polach , widząc krowę z naprzeciwka zamyka oczy , z myślą: " niech się dzieje wola Boża " ![]()
Jak się czujesz na siłąch , masz kasę i zapędy do jazdy , to się nie zastanawiaj , prawko Ci się przyda wcześniej czy później , zapewniam Cię.
A mąż wcześniej czy później sie oswoi z tą myślą , że kobieta tez potrafi , i z pewnościa niejeden raz da na mszę , jak się okaże , że ma go kto przyholowąc z zakrapianej imprezki ![]()
też jestem za tym, że powinnaś zrobić prawo jazdy
mąż jeszcze będzie chciał, żebyś go z imprez przywoziła
tylko musi to do niego dotrzeć ![]()
a na razie - nie przejmuj sie brakiem wsparcia z jego strony i pokaż, że też możesz coś zdobyć. sama.
Opcja jest jeszcze jedna- udany związek,kochający facet,Ty lojalnie pytasz o zgodę- niby wszystko ok,dlaczego więc protestuje? Moim skromnym zdaniem boi się,że straci swoją wartość. Dziś czuje się potrzebny,masz go o co prosić. Mężczyźni wbrew pozorom lubią coś robić dla swoich kobiet, tyle ,że nie potrafią czytać w naszych myślach, a my nie umiemy ich prosić "kochają nas,powinni się domyślać czego potrzebujemy" nic bardziej mylnego. Facet to facet- powiesz=dostaniesz. Dlatego on nie chce tracić sytuacji,w których Ty potrzebujesz wyrazić jasno czego od niego oczekujesz. Podsumuje- Twój mężczyzna naprawdę Cię kocha,chce tylko być Ci potrzebny,dlatego reaguje tak nerwowo. Przekonaj Go,że jest najlepszym kierowcą na świecie i powiedz o tych plusach,które wymieniła blanche. Powodzenia i ![]()
a może on się po prostu boi i wstydzi się tego powiedzieć?? ostatnio czytałam jakieś artykuły o wypadkach samochodowych i nieźle się przeraziłam. najbardziej poruszający znalazłam na interii http://interia360.pl/moim-zdaniem/artyk … kiem,24058. Nie chciałabym być na miejscu tego faceta i ty pewnie też. Podpytaj męża, może właśnie o to mu chodzi??
Ja nie wyobrażam sobie nie mieć prawa jazdy w dzisiejszych czasach... Może mieszkając w wielkim mieście to prawko nie jest aż tak niezbędnę jak mieszkając w mnieszym mieście , gdzie do pracy czy na większe zakupy tzreba dojechać. Chociaż ja nie lubie jezdzić autobusami , tramwajami więc podejrzewam , że nawet jakbym mieszkała w wielkim mieście to prawojazdy wskazane. No więc jeśli masz pieniądze i odrobinę czasu to rób nawet jeśli Twój mąż ma coś przeciwko. Nie będziesz od nikogo zależna ![]()
Kobieto zyjesz w takich czasach ze mozesz wszystko...przeciez w jakis sposob jestes nie zalezna od meza prawda?? zapisuj sie do jakiegos dobrego osrodka i tyle.ja wlasnie robie prawko i nie wyobrazam sobie zeby moj chlopak mi zabronil!!! to jakies sredniowiecze czy jak?? bo na prawde nie rozumiem postawy Twego meza.moze jestem malo delikatna ale na prawde jestem w szoku.
15 2009-07-31 22:17:42 Ostatnio edytowany przez Zbysiu (2009-07-31 22:22:13)
Może boi się, że możesz uczestniczyć kiedyś w czymś takim....
info z przed kilkunastu minut z internetowego wydania wyborczej:
"Tragiczne w skutkach zderzenie dwóch samochodów osobowych w miejscowości Dębina, w powiecie słupskim. W wypadku zginęły cztery osoby, w tym 2,5-letnie dziecko. Droga do Rowów jest nieprzejezdna - informuje straż pożarna.
Do wypadku doszło po południu na drodze gminnej Objazda-Rowy koło Dębiny. Czołowo zderzyły się dwa samochody: opel corsa i peugeot. Peugeot kierowany przez kobietę z Dolnego Śląska, jadący w stronę Rowów, z dużą prędkością na zakręcie wypadł z drogi na pobocze.
- Kierującej udało się wyprowadzić auto z pobocza, ale samochód zjechał na przeciwległy pas ruchu i czołowo zderzyły się z jadącym od strony Rowów oplem - mówi portalowi Gazeta.pl Jan Socha z wojewódzkiej straży pożarnej w Gdańsku.
Na miejscu zginęło dwóch mężczyzn i kobieta. Czwarta osoba - 2,5-letnia dziewczynka - zmarła mimo natychmiastowej reanimacji. Wszystkie ofiary to pasażerowie opla."....
Może tej kobiecie mąż, chłopak lub ktokolwiek inny także kiedyś odradzał zrobienie prawka.....Tak czy inaczej, już nie żyje, a wraz z nią cztery osoby które zabiła wjeżdżając w nie swoim rozpędzonym samochodem.....Jak widać uzyskanie przez nią prawa jazdy zmieniło jej życie i ......życie kilku innych osób....
To tylko taka dygresja z mojej strony......Nie chcę w ten sposób udowadniać, iż kobiety nie potrafią prowadzić, bo potrafią, a wypadki się zdarzają niezależnie czy prowadzi mężczyzna czy kobieta.
a tu dokładniejsza relacja z serwisu głosu pomorza:
"Do tragicznego wypadku doszło po godz. 17. Corsa miała warszawskie numery, ale jechali nią mieszkańcy Dębiny. Do auta wsiedli zapewne tuż przed wypadkiem. Kierowali się w stronę Objazdy, zdążyli przejechać kilkaset metrów. Gdy opel wyjechał na prostą przed Bałamatkiem, kierowca zapewne zauważył srebrne auto, pędzące z przeciwka. I była to ostatnia rzecz, jaką ujrzał w życiu. Srebrzysty kabriolet peugeot nagle gwałtownie zjechał na jego pas i czołowo uderzył w corsę.
Siła uderzenia była ogromna. Przód opla został zmiażdżony, najbardziej od strony kierowcy. Impet odrzucił małe autko do rowu. Peugeot ze zmasakrowanym przodem zatrzymał się w poprzek drogi. Z samochodu zaczęło wyciekać paliwo.
- I w tym momencie nadjechałem, samego zderzenia jednak nie widziałem - opowiada turysta z Wielkopolski, który pierwszy pojawił się na miejscu tragedii. - Wyskoczyłem z samochodu i natychmiast odłączyłem klemy w peugeocie, żeby nie doszło do wybuchu. Kobieta, która jechała tym kabrioletem, była nieprzytomna ale żyła. Niestety, z corsy udało mi się wyciągnąć żywe tylko maleńkie dziecko. Było nieprzytomne. Trzy osoby dorosłe: dwóch mężczyn i kobieta jadąca z tyłu, zginęli na miejscu.
Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że sprawczynią wypadku była 47-letnia Jolanta S. z Zielonej Góry. To ona jechała peugeotem na numerach dolnośląskich. Prawdopodobnie wypoczywała w okolicy na wakacjach. Pędziła w stronę Rowów. - Złapała prawe pobocze. Chcąc wyjechać z powrotem na jezdnię, gwałtownie odbiła w lewo i wtedy straciła kontrolę nad autem - mówił na miejscu wypadku Robert Czerwiński z słupskiej policji.
Dodał, że kobieta z peugeota znacznie przekroczyła dozwoloną prędkość. W chwili zderzenia licznik zatrzymał się na wskazówce 130 km/h. To może oznaczać, że w chwili wjechania na pobocze kabriolet poruszał się jeszcze szybciej.
Ponieważ policja ze względu na wykonywane czynności musiała zablokować drogę między Objazdą i Rowami, stworzył się duży korek, a wokół miejsca dramatu zebrało się sporo osób. To od sołtysa z Dębiny dowiedzieliśmy się, że w corsie na warszawskich numerach zginęli miejscowi. Kierowcą był prawdopodobnie Kazimierz O., który pożyczył wóz.
To znany miejscowy przedsiębiorca, prowadził niegdyś m.in. kawiarnię w Rowach. Mała dziewczynka, która zmarła w czasie transportu do szpitala, to jego wnuczka. Miała 2,5 roku. Kazimierz O. wyjechał z Dębiny, bo był z kimś umówiony. Jeszcze kilka godzin po wypadku w corsie dzwoniły telefony komórkowe. Bliscy chcieli dodzwonić się do ofiar tragedii, które tak nagle straciły życie.".....
ale nie możecie z góry zakładać, że jeśli ktoś robi prawo jazdy to spowoduje wypadek
no ja nie rozumiem tego przeslania...to nie powinnismy w ogole z domu wychodzic bo np potraci nas samochod tak?? bo czasami takie wypadki sa,albo nie powinnismy isc do banku bo akurat moze byc napad... nie no masakra ![]()
ja i tak niezmiennie uważam, że prawo jazdy jest potrzebne i że autorka wątku powinna je zrobić ![]()
Ja też nie uważam, żeby wypadki samochodowe miały sprawiać, że kobieta nie podejmie tego ryzyka, które za to tak dzielnie może wziąć na siebie facet.
I dla mnie nie ma powodu, dla którego mój mąż miałby mnie nie wspierać a wręcz zniechęcać - nieważne, czym by się tłumaczył!
Ja i tak bym te prawko zrobiła. Najpierw próbowałabym go przekonać, a jak nie... to i tak bym postawiła na swoim. Mamy takie czasy, że prawko się bardzo przydaje. Poza tym to, że jesteś z nim to nie oznacza, że nie jesteś też odrębnym człowiekiem.Jeśli chcesz mieć prawko, to dlaczego by nie?
Ehhhh jak widać faceci już tak mają. Podejrzewam, że mąż nie chce się zgodzić z czystej przekory
spróbuj ponaciskać jeszcze trochę to może zmięknie. Mąż mojej kumpeli też nie chciał, że miała prawo jazdy, bo twierdził, że jazda wspólnym autem to jest to, co ich łączy i że on uwielbia traktować ją jak księżniczkę.
Ehhhh jak widać faceci już tak mają. Podejrzewam, że mąż nie chce się zgodzić z czystej przekory
spróbuj ponaciskać jeszcze trochę to może zmięknie. Mąż mojej kumpeli też nie chciał, że miała prawo jazdy, bo twierdził, że jazda wspólnym autem to jest to, co ich łączy i że on uwielbia traktować ją jak księżniczkę.
trochę tego nie rozumiem: Twoja kumpela zrobiła w końcu prawo jazdy? i kto w ich związku prowadzi samochód? i co to ma się do "traktowania jak księżniczkę"? na zasadzie: królewna i jej osobisty szofer?
Zapytaj męża wprost, dlaczego zabrania Ci prawa jazdy. Czy obawia się o Ciebie, czy po prostu w Ciebie nie wierzy? A potem idź w końcu na ten kurs i - co najważniejsze - zdaj egzamin. ![]()
moze i masz racje, ale dziwie sie, ze on tak do tego podchodzi, bo zawsze w kazdej mojej decyzji raczej mnie wspieral
czy prawo jazdy to cos strasznego???