Mieszkamy razem od roku .Poznalismy sie przez internet.On po rozwodzie , ja po niedoszlym zamozpojsciu i serii zyciowych kataklizmow.Jak zbudowac cos na takim rumowisku? On ma 37 lat , ja 32. ON sfinalizowal w zeszlym roku rozwod , z "miloscia swojego zycia" jak sie czesto o niej wyraza. Ja jestem pierwsza" na powaznie" kobieta po 5 latach ich obopolnej separacji.I musze przyznac , ze NIE BYLAM PRZYGOTOWANA NA TAKA JAZDE!!!!!Mieszkam na emigracji , bardzo bardzo, daleko od Polski .POGUBILAM SIE. Historia idzie tak ....
Poznalismy sie na portalu internetowym .Pisalismy do siebie codziennie przez dwa miesiace .Zrodzila sie miedzy nami silna intymnosc. Pierwsza randka skonczyla sie w lozku. Nie bylo gigantycznego seksu , ...po prostu zasnelam przytulona ....w koncu czujac silne ramiona.Nastepnego ranka, on caly w pasach i radosci przygotowywal sniadanie, a ja z przerazeniem bilam sie z wlasnymi myslami."Jesssuu ten facet nie jest w moim typie , jak ja wogole moglam z nim spedzic noc ???!!!!!!!!!!!!!
PIERWSZE WRAZENIE.
JA chcialam sie powiesic, a on byl mna oczarowany.Zaczelismy sie spotykac codziennie.MEGA SEKS , ale poza tym wszystkim Pustka.
Zamieszkalismy razem po trzech miesiacach.Prawdopodobnie nie zrobilabym tego , gdybym zyla w Polsce u siebie ....
Zawsze bylam tak ekstremalnie niezalezna, otoczona ludzmi etc...
I nagle okazalo sie ze nie tedy droga , emigracja pokazala mi ,ze jestem slaba , ze nie umiem zyc bez blikosci.
A , WIERZCIE MI TU gdzie jestem czlowiekowi bardzo daleko do ludzi.
Generalnie to nie mam rodziny Nie mam tez za wielu przyjaciol.Cale zycie gdzies mi chyba ucieklo, ciagle relokacje etc.
i..jestesmy od roku razem , co dnia .I nie wiem co robic dalej.
Spakowac sie i odejsc, czy zaakceptowac (jego) nas takimi jakimi jestesmy.
zaakceptowac nasz niedoskonaly zwiazek
On teskni ciagle za swoja eks malzonka. Niefortunnie znalazlam list do niej na mailu , z milosna piosenka , i notka , "ze bedzie ja kochal na zawsze" ..a ta piosenka , , coz , miala tyle znaczen.Tego dnia chcialam odejc .Po dosc ostrej wymianie zdan , i obopolnych oskarzeniach ...ze to moja , twoja wina ..ze czuje sie samotny/samotna.etc , Powiedzial mi cos co bardzo zabolalo
"JA ZAWSZE BEDE JA KOCHAL , ONA ZAWSZE BEDZIE W MOIM SERCU , TY NIE ROZUMIESZ BYLISMY ZE SOBA 8 LAT !!!!.
jadac na tym samym bezdechu ,wylamenowal dalej ...
I ciebie tez KOCHAM , CHCE BYC Z TOBA .DZIEKI TOBIE ZAPOMINAM O NIEJ
Nie odeszlam tego dnia , mysle jednak ze powinnam.
Nasz zwiazek nie jest udany . Oboje zdajemy sobie sprawe ,ze nie nadajemy na tej samej fali .Zupelnie dwoje roznych ludzi.Nie wiem dlaczego jestesmy razem? byc moze to przez ta okropna samotnosc ... !
On mi wczoraj dowalil ,ze gdybysmy byli tej samej narodowosci , na pewno nie zwiazal by ze mna przyszlosci .Generalnie jestem przyslowiowa jedza !( wredna jedza!!)Zapytalam sie zatem czemu ciagle tkwi ze mna ..., coz jego logika przedklada sie na to ,ze ," wszystkie nasze nieporozumienia i klotnie wynikaja z niemoznosci wyrazenia sie poprawnie w naszym nieojczystym jezyku., a wiadomo latwo o nieporozumienie , uzywajac slow, w nieodpowiedniej sekwensji etc tec.
Generalnie jednak niestety JA JESTEM JEDZA !!!!.Borykam sie ostatnio z wieloma problemami, praca, przyszlosc etc...zastanawiam sie zeby wrocic do Polski .Nie wyobrazam sobie zycia tutaj ...W okolo tylko sam lod i pare fok!
KOCHAM tego swojego faceta, ale co z przyszloscia??? On nie chce drugiego slubu .Powiedzial mi ,ze nie jestesmy na tyle kompatybilni .Ze nie chce ryzykowac ponownie.Ze nie ma nic przeciwko jesli bedziemy sobie tak zyc na zasadzie ..partnerstwa.
Nie wiem czy chce zyc w ten sposob .Jestem z roku na rok starsza .Odzywa sie we mnie wyuczony tradycjonalizm .Malzentwo albo rozwod.
Pamietam jak dawno, dawno temu moja mama mowila mi ,ze jak mezczyzna kocha , to boi sie stracic kobiete i dlatego sie z nia zeni ...prawda? czy glupota?????
CZUJE SIE OSTATNIO TAK BARDZO NIEPEWNIE CO DO TEGO KIM JA wlasciwie dla niego jestem .Plastrem-wodoodporym opatrunkiem???????????
Sek w tym ,ze nie czuje sie na tyle kochana , mysle.
Zostac czy odejsc ????????????????????????????????????????????hmmmmmmmmmmmmmmm
1 2009-07-29 21:13:55 Ostatnio edytowany przez maya (2009-07-29 22:39:26)
ale nie dogadujecie się? coś jest nie tak? nakreśl sytuację. Ludzie po większych załamaniach toczą swobodne życie.
wlasnie napisz cos wiecej.... rumowisko? w sumie czasem łatwiej jak obydwoje przeszliscie juz cos w zyciu
Odejdź. On traktuje Ciebie jak klin! Nie ma żony, w zastępstwie ma Ciebie! Świadczą o tym jego słowa:
I ciebie tez KOCHAM , CHCE BYC Z TOBA .DZIEKI TOBIE ZAPOMINAM O NIEJ
Pewnie, że coś do eksżony czuje, sentyment zawsze zostanie. Ale jeżeli wciąż ją kocha to jak może kochać i Ciebie? Wygląda na to, że sam nie potrafi pozbierać się po rozwodzie, Ty mu tylko pomagasz oswoić się z tą sytuacją.
Jesteś tą drugą, która zawsze będzie z boku, bo dzieli Was ona - eksżona. Co najgorsze, jesteś tak też traktowana przez niego! Jak odskocznia od małżeństwa. Partnerka w wolnym związku bez zobowiązań. Nic dziwnego, że czujesz się niepewnie.
Wasze poglądy na wspólne życie także diametralnie się różnią. Nie widzę w tym związku porozumienia w zbyt wielu ważnych dla obojga sprawach.
Odnośnie nieporozumień wynikających z braku języka, którym moglibyście swobodnie się komunikować: odnoszę wrażenie, że tylko on widzi w tym problem. Ty świetnie rozumiesz, co ma Ci do przekazania i trafnie interpretujesz jego zachowanie.
Nie mogłabym kontynuować związku z mężczyzną, który mówi mi, że nie jestem dość dobra (czy też kompatybilna, jak zwał tak zwał), by starał się dać mi szczęście. Związek jest dla nas, nie my dla związku i tkwienie w czymś, co nigdy nie będzie takie, jak tego chcesz, pragniesz, przy mężczyźnie, który na tyle inwestuje w wygasłe uczucie do byłej żony, że nie potrafi włożyć energii w nową relację... Jak dla mnie rzeczywiście jest stratą czasu.
Podpisuję się pod odpowiedzią blanche, macie na tyle różne oczekiwania i poglądy, że razem na pewno nie osiągniecie kompromisu - skoro po roku nic z tego nie wyszło.
Ciezka sytuacja... Jezeli obecna konfiguracja nie daje Ci komfortu to mysle ze powinnas to zakonczyc, a na pewno nie wiazac sie permanentnie z facetem ktory nie jest tego pewien, jest poniekad rozbitkiem a do tego jeszcze ma unfinished business ze swoja ex.
A abstahujac od sytuacji osobistej , z tego co piszesz wynika ze emigracja tam gdzie jestes zupelnie Ci nie sluzy , wracaj do Polski albo poszukaj innego miejsca ktore umozliwi normalne funkcjonowanie i socializacje, bo jej brak wypacza perspektywe z jakiej oceniasz to co sie dzieje miedzy Wami.
Takie jest moje zdanie.
Myślę, że robisz to tylko z lęku przed samotnością... wracaj do ludzi, wracaj do Polski gdzie facet nie będzie Ci mówił że nieporozumienia wynikają z winy języka
Musisz się pozbierac i w końcu coś zmienic! Bo Twój post aż woła, że masz dośc swojego obecnego życia... Powodzenia:)
wracaj... zacznij od nowa
to już nie jest miłość. Tylko przebywanie ze sobą bo nie ma się nikogo innego. Z resztą, sama mówisz "jak ja wogole moglam z nim spedzic noc ?", weź kartkę i napisz wszystkie za i przeciw przebywania w tamtym kraju i przede wszystkim z nim. Tu przynajmniej spotkasz ludzi, którzy do nich są podobni.
Nie mogłabym kontynuować związku z mężczyzną, który mówi mi, że nie jestem dość dobra (czy też kompatybilna, jak zwał tak zwał), by starał się dać mi szczęście. Związek jest dla nas, nie my dla związku i tkwienie w czymś, co nigdy nie będzie takie, jak tego chcesz, pragniesz, przy mężczyźnie, który na tyle inwestuje w wygasłe uczucie do byłej żony, że nie potrafi włożyć energii w nową relację... Jak dla mnie rzeczywiście jest stratą czasu.
Podpisuję się pod odpowiedzią blanche, macie na tyle różne oczekiwania i poglądy, że razem na pewno nie osiągniecie kompromisu - skoro po roku nic z tego nie wyszło.
Popieram w pełni powyższą wypowiedź! Ne trac czasu na rozmyślanie, z całą pewnością to nie jest mężczyzna dla Ciebie.