Witajcie,
Mam problem ze swoim chłopakiem. Zachowuje się jak emeryt. Nie chce mu się nigdzie wychodzić. Do kina- nie, bo można obejrzeć na komputerze, do klubu pójdzie jak go wyciągne- ale chce wracać po dwóch godzinach, bo jest wielce zmęczony, na basen- nie, bo nie lubi wody, nawet jak mamy zaproszenie na jakieś wesele to jemu się nie chce, bo będzie musiał tańczyć. Jedyne miejsce, gdzie chce mu się jeździć to na kebaby. Z tym nie ma najmniejszego problemu. Strasznie mnie to męczy, jestem znużona ciągłym siedzeniem w domu. Co prawda wychodzę czasami gdzieś z którąś z koleżanek ale to sporadycznie, bo one wiecznie nie mają czasu. A te które może i miałyby czas, niestety nie mieszkają w Warszawie. To nie jest tak, że on teraz tak zdziadział. Nigdy nie przepadał za zbyt częstym wychodzeniem z domu. Tylko, że mi wtedy to jeszcze tak nie przeszkadzało jak teraz. No ale ile można siedzieć w domu?
Nie wiem już jak na niego wpłynąć i czy jest w ogóle sens, bo co z tego jak on gdzieś wyjdzie jak potem będzie marudził... Coraz bardziej mnie to irytuje. Macie jakiś pomysł albo miałyście może podobny "przypadek"?
Pozdrawiam.
Wiedziałaś z kim zaczynasz się spotykać. Ludzie powinni się dobierać pod względem zainteresowań/ poglądów/ wygladu/ aktywności itp. Nie można sobie wybrać kogoś, a potem zacząć zmieniac jego zachowania. Sama jesteś sobie winna.
No nie bardzo wiedziałam. Zresztą czego innego oczekuje się od związku w wieku lat 14 a czego innego kilka lat później. No niestety za błędy młodości nawet tej bardzo wczesnej się płaci...
No nie bardzo wiedziałam. Zresztą czego innego oczekuje się od związku w wieku lat 14 a czego innego kilka lat później. No niestety za błędy młodości nawet tej bardzo wczesnej się płaci...
Przestań.
Taki błąd można jeszcze naprawić.
Zmień go na bardziej "ruchawy" model, albo zamknij się z nim w domu. Co Ci bardziej odpowiada?
A próbowałaś może porozmawiać z nim i poposić go o wyjaśnienie, dla czego chce siedzieć tylko w domu? Może to nie tylko sposób jego bycia, a coś innego odstrasza go od wyciągnięcia stopy za próg domu?
Niektórzy tak po prostu mają, znam osobiście takiego jednego. Woli posiedzieć w domu, coś pomajsterkować, popatrzeć na necie, pograć. Jego nie bawią imprezy, wielkie wyjścia, dalekie wycieczki. Typ domatora.
Jego nie zmienisz, pozostaje Ci to zaakceptować.
Na silę też nie masz co go z domu wyciągać, bo chłopak po prostu będzie się źle czuł.
Akceptuj to albo zmień obiekt na rozrywkowy.
7 2013-11-16 00:19:57 Ostatnio edytowany przez bingo777 (2013-11-16 00:23:54)
Popieram autorkę bo mój chłopak miał kiedyś podobne fazy, nic mu się nie chciało, nie zapoznał mnie z żadnym z kolegów, nie chciał iść na koncert bo bolały go nogi(chłopak ma 22lata), jedynie uwielbiał siedzieć u mnie w pokoju i nie wychodzić. Na początku było ok ale w miarę poznawania człowieka to wszystko wychodzi na jaw. Na szczęście rozmowa szczera dużo pomogła. Zapytałam wprost o powód dlaczego tak jest, bo to wygląda jakby nie chciał się ze mną nigdzie pokazywać, jakby uciekał od towarzystwa innych ludzi a to tylko wymowki. Teraz jest już dobrze na szczęście, mój chłopak zrozumiał kilka spraw. Zacznij wychodzić z kimś innym aż do niego to dotrze że może Cię po prostu stracić
drastyczne ale może pomoże.
Jeżeli taki ogólnie jest, to pewnie wiele nie zdziałasz. Zgadzam się, że lepiej dobierać się z kimś, kto ma podobne zainteresowania itp, albo w sensie domator i domatorka czy osoba lubiąca wychodzić i osoba lubiąca wychodzić. Oczywiście, to duże uproszczenie, ale tak mniej więcej jest najlepiej, bo jak Ty lubisz wychodzić, a on jak widać w sumie wcale i nie chce też on wykazać żadnego kompromisu, by np czasem chociaż gdzieś wyjść, to kiepsko to widzę. Też nie dałabym rady z takim partnerem, w sumie kiedyś więcej wychodziłam, chciało mi się i teraz czasem jestem taką domatorką i mniej mi się chce wychodzić, że nawet jak ktoś wyciąga mnie to nie bardzo mi się chce, ale jednak spacerować choć krótko nadal lubię czy czasem pójść do kina.
Ja bym brał kebaby z dostawą do domu. ![]()
No tak
Takie czasy, że właściwie bardzo dużo można załatwić w domu, a jak chce się zjeść, to można zamawiać przez neta, nawet do sklepu nie wychodzić
Ja bym tak nie chciała, ale pewnie są takie osoby. Tylko wiadomo autorko Ty się będziesz dusić w tym związku. Sama na widzisz, na początku to może wiele kwestii nie przeszkadza, ale z czasem jednak jest to uciążliwe. Nie wiem, ja bym próbowała pogadać, jak nic nie daje, to wychodzić bez niego często, niech zobaczy co może stracić, jak i to nie pomoże, to naprawdę dałabym sobie spokój, bo szkoda nerwów.
rozumiem w związku różne zainteresowania, bo to fajne jak każdy ma coś swojego i swoją przestrzeń, ale sposób spędzania wolnego czasu powinien być podobny, bo w przypadku domatora i osoby lubiącej wychodzić to czarno to widzę, jak wyjdziecie to on się męczy, jak zostajecie w domu to ciebie szlak jasny trafia
jesteście oboje młodzi, to wasz pierwszy związek, więc tym bardziej nie ma sensu być ze sobą na siłę (o ile kiedykolwiek jest)
Próbowałam z nim rozmawiać wielokrotnie. Wiem, że on tak ma. Tak mu wygodnie. On nie widzi nic fajnego w tym żeby gdzieś wyjść i jest to dla niego marnowaniem czasu jak i pieniędzy. Ja potrzebuje wyjść gdzieś chociaż raz na dwa tygodnie. To chyba nie jest dużo. Żeby nie pojechać na żadne wakacje a sylwestra spędzić w domu we dwoje? Ile lat tak można? On chyba może całe życie, bo przez te kilka lat mu to nie przeszkadza jeszcze. Czasami uda mi się go gdzieś wyciągnąć. Często idziemy na kompromis, że np. pójdziemy do klubu ale na dwie godziny...
To co piszecie z tym żeby wychodzić jak najczęściej bez niego to oprzytomnieje, to prawda
Kiedyś tak robiłam i pomogło, ale teraz znowu jest problem.
No cóż. Chyba pozostaje mi przemyśleć sprawę jeszcze raz i albo to zaakceptować albo zakończyć, chociaż na ten krok bardzo ciężko będzie mi się zdobyć.
Może tan facet jest po prostu tylko chytry i szkoda mu kasy, bo wiadomo jak już się gdzieś wyjdzie to trzeba stracić kilka zł
Tak jak już większość wspomniała, ja uważam podobnie - charakteru nie zmienisz, ale rozruszać możesz. Jeśli jest typem domownika, to taki zostanie. Ale z drugiej strony może on nie zna uroków knajp, barów, klubów itd? Może jak raz go zmusisz, drugi raz już namówisz, to trzeci raz sam będzie miał ochotę?
Witajcie,
Mam problem ze swoim chłopakiem. Zachowuje się jak emeryt. Nie chce mu się nigdzie wychodzić. Do kina- nie, bo można obejrzeć na komputerze, do klubu pójdzie jak go wyciągne- ale chce wracać po dwóch godzinach, bo jest wielce zmęczony, na basen- nie, bo nie lubi wody, nawet jak mamy zaproszenie na jakieś wesele to jemu się nie chce, bo będzie musiał tańczyć. Jedyne miejsce, gdzie chce mu się jeździć to na kebaby. Z tym nie ma najmniejszego problemu. Strasznie mnie to męczy, jestem znużona ciągłym siedzeniem w domu. Co prawda wychodzę czasami gdzieś z którąś z koleżanek ale to sporadycznie, bo one wiecznie nie mają czasu. A te które może i miałyby czas, niestety nie mieszkają w Warszawie. To nie jest tak, że on teraz tak zdziadział. Nigdy nie przepadał za zbyt częstym wychodzeniem z domu. Tylko, że mi wtedy to jeszcze tak nie przeszkadzało jak teraz. No ale ile można siedzieć w domu?
Nie wiem już jak na niego wpłynąć i czy jest w ogóle sens, bo co z tego jak on gdzieś wyjdzie jak potem będzie marudził... Coraz bardziej mnie to irytuje. Macie jakiś pomysł albo miałyście może podobny "przypadek"?
Pozdrawiam.
Albo jest domatorem, albo po prostu już się wyszalał teraz woli ciepło domowego ogniska.
Na pewno się nie wyszalał, bo nigdy nie był chętny żeby gdzieś chodzić. No chyba że przed tym jak poszedł do gimnazjum
Tak jak pisaliście klasyczny typ domatora.
Co do tego, że nie zna uroków knajp, barów, klubów itp. to nieprawda, bo sporadycznie tam ze mną chodzi, ale też nie widzi w tym sensu, bo napić piwa to się można w domu przecież... On ogólnie nie lubi przebywać wśród ludzi, bo twierdzi, że go denerwują i nie są mu do niczego potrzebni. No ale jak mu zaczynam gadać, że nigdzie nie chodzimy itp., czyli marudzić to ostatecznie "wygrywam" i wychodzimy, tylko, że to jest męczące jak za każdym razem trzeba się nagadać żeby osiągnąć swój cel. Postaram się częściej wychodzić z koleżankami a rzadziej z Nim. Może się ogarnie chociaż trochę i raz na miesiąc sam coś zaproponuje. Tym bardziej, że wie jakie to jest męczące dla mnie. Nie będę go do tego zmuszać i przestane o tym gadać. Myślę, że wtedy sam się rozrusza, bo bardziej mój brak zainteresowania naszymi wyjściami na niego zadziała niż moje gadanie. Tak jak pisała bingo777 drastyczne rozwiązania są często najlepsze.
Dzięki za wszystkie opinie i rady ![]()
Hej ![]()
Wiesz co, on widocznie tak ma- może nie jest nauczony, bo jego rodzice identycznie spędzali czas? Są takie typy i NIC nie zrobisz
Albo to możesz zaakceptować, albo po prostu rozstać się.
Mój pierwszy chłopak też tak miał straszyłam go odejściami chyba z pięć razy aż w końcu zrezygnowałam bo po czasie wszystko wracało do punktu wyjścia choć nie zaprzeczam że ta się taką osobę zmienić ale nie każdego poza tym mi po prostu zabrakło na to sił bo ile można?
Możliwe że jego rodzice tak go wychowali to by oznaczało że można to jeszcze zmienić ale bardziej mnie nie pokoi jego mizantropia, ja bym takiego człowieka zostawiła bo nigdy nie wiadomo jak kiedyś zachowa się w stosunku do ciebie, szczególnie jakby powinęła ci się kiedyś noga a w takim układzie nie jest o to trudno.
Może tan facet jest po prostu tylko chytry i szkoda mu kasy, bo wiadomo jak już się gdzieś wyjdzie to trzeba stracić kilka zł
Przez chwilę pomyślałam o tym samym:-) a tak serio to współczuję,to musi być męczące tak ciągle namawiać i namawiać
Witajcie ![]()
Jednak czasami można więcej zdziałać brakiem rozmowy niż samą rozmową
Otóż, mój chłopak zna mnie jednak bardzo dobrze. Sam poruszył dzisiaj ten temat. Stwierdził, że widzi że jestem na niego zła i wie o co mi chodzi. Zaproponował żebyśmy się wybrali w przyszłą sobotę do klubu a w piątek lub niedzielę do kina o ile będzie coś ciekawego. Nie chce żebym chodziła wkurzona. Powiedział, że to nie jest tak że on w ogóle nie lubi wychodzić, ale nie lubi zbyt często. Dałam mu do zrozumienia, że nie lubię się prosić o głupie wyjście na miasto. Obiecał, że od czasu do czasu sam coś będzie proponował ale mam nie oczekiwać, że będzie to co tydzień. No cóż, mogę pójść na taki kompromis. Trzy weekendy na mieście, jeden weekend i wieczory w na tygodniu w domu. Zobaczymy jak ro będzie wyglądać w praktyce.
Wyciągnęłam z tego taki wniosek: widocznie muszę mniej gadać i marudzić a więcej pokazywać zachowaniem... A podobno faceci lubią jak mówi się im wprost. Ciekawe.... Chyba jestem w związku z wyjątkiem.
Co do tego, że szkoda mu kasy to pośrednio mogę się zgodzić. Woli pieniądze wydawać na rzeczy materialne niż na jakieś wyjścia no ale jednak czasami gdzieś wychodzimy.
kobietkanet wszystko fajnie, tylko że związek nie służy przyjemności jednej tylko osoby- też pomyśl o tym jego nielubieniu- mnie by szlag trafił gdyby mnie ktoś wyciągał na miasto 3 weekendy w miesiącu ![]()
kobietkanet wszystko fajnie, tylko że związek nie służy przyjemności jednej tylko osoby- też pomyśl o tym jego nielubieniu- mnie by szlag trafił gdyby mnie ktoś wyciągał na miasto 3 weekendy w miesiącu
A czy ja napisałam, że go wyciągam? Sam to zaproponował. Zresztą 3 razy w miesiącu to nie jest tak dużo. Bez przesady. 3 dni z 30 to dużo? Zresztą jakich dni? Wieczorów raczej.
No to teraz wyobraź sobie, że 3 weekendy w miesiącu masz poświęcić na przyglądanie się jak np. Twój chłopak z kolegą grzebią przy aucie/motorze.
Dla mnie 3 imprezy w miesiącu to o 3 za dużo, a przynajmniej o 2,5... Raz na kilka miesięcy ok, ale z imprezowania kilka razy w miesiącu zdecydowanie już wyrosłam. Chyba, że "wieczorem na mieście" jest dla Ciebie np. wyjście do kina albo restauracji. Wtedy owszem, nawet 3 razy w tygodniu się zdarza, i to częściej niż rzadziej.
Chodzi o to, że jeżeli się do czegoś zmuszasz/robisz to dla kogoś, ale wbrew sobie, to percepcja się zmienia...