Samochód - wygodny, szybki, pojemny. W środku jest ciepło i sucho, co jest nie bez znaczenia o tej porze roku
Możemy dotrzeć wszędzie tam, gdzie nie jeździ pociąg, autobus, czy tramwaj. Ale... czy nie przesadzamy? Niektórzy nie wyobrażają sobie już pójścia pieszo po przysłowiowe papierosy, inni denerwują się, że nie mogą podjechać pod same drzwi budynku będącego celem podróży, tylko muszą maszerować "taki kawał" z parkingu. Czy to przyzwyczajenie, czy już lenistwo? Jak wpływa to na nasze zdrowie, jak na środowisko? Jak jest w Waszym przypadku?
Zapraszam do dyskusji.
Ja też kochać jeżdżenie autkiem! .... ale bez przesadności! ![]()
Raczej codziennie poruszam się na rowerze, bez względu na aurę. Jedynie zimą odpuszczam ze względu na śliską drogę. Zatem mam 2 pieczenie na jednym ogniu: transport + ćwiczenia. I cenię to sobie.
Natomiast już pod "moim dachem" dochodzi do profanacji
Bo właśnie po te papierosy do sklepu, który jest jakieś 400-500m w linii prostej, a autem trzeba zrobić ładne kółko, niektóre osobniki jeżdżą autem- również bez względu na aurę
Prawie codziennie obserwuję co się dzieje przed podstawówką u nas; rodzice nierzadko blokują ruch uliczny podwożąc dzieci do szkoły- a wiem od znajomej pracującej w szkole, że są już skargi u dyrekcji z żądaniem o parking tylko dla rodziców! Już im nie wystarcza to, że parkują na miejscach dla nauczycieli, zastawiają nierzadko bramę wjazdową oraz stają na ulicy przed szkołą, ale chcą JEEEESZCZE pomóc swym potomkom i zawozić ich -myślę że do samych ławek ![]()
Inna kwestia też z mojej okolicy oraz nastoletnie dzieci znajomych: rodzice stają się kierowcami swoich nastoletnich pociech. Jak usłyszałam od jednej z nastolatek (sąsiadka) że musi odwołać wyjście do kina bo mama ani tata nie mają czasu by ją zawieść w miejsce oddalone o 8 km , do którego czerwony autobus kursuje co kwadrans i na którego przystanek ma koleżanka ok. 10 min.piechty, zwątpiłam
No bo to jest tak: "Mama, zawieź mnie dziś na 7 do kina!" , "Tata, mam o 5 basen, kończę o 6 , to zaczekaj tam na mnie!" - czy rodzice dziecięciem potrząsną i wręczą bilet miesięczny? Gdzieeee, w autobusie zimno, niebezpiecznie i nie ma radia. ![]()
3 2013-11-05 15:44:27 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-11-05 15:48:42)
Według mnie, w większości przypadków, to zwykłe lenistwo i wygodnictwo. Mój m, swego czasu był taki sam.
Teraz jednak, coraz chętniej wsiada na rower, czy wybiera się na pieszo do pobliskiego sklepu. Chyba sam musiał dojrzeć do tego, że wyprowadzanie samochodu z garażu, po to aby pojechać po pieczywko, do sklepu oddalonego o 1km, to zwykła głupota ![]()
Ja z racji tego, że nie posiadam prawa jazdy, od zawsze dużo czasu spędzałam "na nogach", bądź na rowerze ![]()
Aaaa...zapomniałam dopisać, ze również obserwuje "rozleniwianie" młodzieży ![]()
Szwagier, nie raz dzwonił do mojego m, z prośbą "podjechałbyś o 14, na przystanek po Tomka?" Dodam, że tomek ma 16 lat, a z przystanku do domu 1,5 km. Na pytanie mojego m "nie przesadzasz trochę?", szwagier odpowiadał "no proszę Cię, nie widzisz jak wieje?" ![]()
Dlaczego więc, ci młodzi ludzie mają nie korzystać z tego? Rodzice sami, od najmłodszych lat, uczą ich wygodnictwa.
Nie mam samochodu
Za to mam internet w smartfonie.
Nie da się surfowac prowadząc.
Ale da się idąc ![]()
Da się też czytać.
Oglądać film.
Rozmawiać z kimś tekstowo.
Grać.
Robić zdjęcia.
Samochód przeszkadza.
Przyznaję się, jestem uzależniona od samochodu.
Nie z lenistwa, lecz wygodnictwa. Jeżdżę nim wszędzie. Jak mawia mój mąż najchętniej "wjechałabym do dużego pokoju".
Komunikacji publicznej mówię: nie. Tłok może jeszcze bym zniosła, ale odstręczają mnie...hm..."zapachy".
Zresztą bez samochodu ciężko byłoby mi ogarnąć codziennie wszystkie sprawy.
Rowerem do pracy nie mogę pojechać.
Jak wpływa to na nasze zdrowie?
Z tym problemu nie mam. Uprawiam różne sporty, a kiedy się nie da, to spacerujemy wieczorem lub nocą.
Jeśli muszę dostać się gdzieś dalej, to wyłącznie samochodem, jeśli jednak mogę gdzieś dojść, to idę pieszo. Moje miasto ma mnóstwo dróg jednokierunkowych, zwykłą głupotę jest dla mnie odpalanie samochodu i objeżdżanie całego centrum, jeśli w linii prostej mam do celu na przykład 1 km.
Mam swój samochód. Bardzo lubię jeździć. Ale jeżdżę rzadko bo:
- jednak paliwo do samochodu to jakiś wydatek jest. A moje miasto nie jest metropolią wiec w większość miejsc do których chce dotrzeć mogę dotrzeć piechotą (komunikacja miejska odpada, bo jak mam zapłacić za bilet to jednak taniej jest już dojechać autem)
- z wiekiem zwalnia przemiana materii, wiec dla utrzymania jako takiej wagi lepiej jednak się przejść
- idąc na pogaduchy do koleżanki zawsze może trafić się jakieś winko, wiec i tak samochód odpada, lepiej się przejść niż potem tęsknie wodzić wzrokiem zza szklanki herbaty
- nie parkuję pod "samymi drzwiami" gdyż w takich miejscach jest dla mnie za ciasno. A jak mam się stresować że komuś auto zarysuje, to wole się przejść te parę lub zazwyczaj parędziesiąt metrów. I zawsze podziwiam kierowców, którzy więcej czasu tracą na krążenie po parkingu lub wpasowywanie się między inne samochody niż gdyby zaparkowali trochę dalej i się przeszli...
Ja mam do pracy niewiele więcej niż kilometr ,ale i tak dojeżdżam swoim małym autkiem. Czasami idę pieszo. Idąc niestety trzeba pokonać sporą górkę i to mnie zniechęca.
9 2013-11-06 13:18:57 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2013-11-06 13:22:21)
Czy to przyzwyczajenie, czy już lenistwo?
Jedno i drugie, dosc zgubne w skutkach. Wystarczy popatrzec na spoleczenstwo USA, gdzie sa dzielnice, w ktorych nie obserwuje sie osob spacerujacych, moze poza dzieciakami na rolkach czy kopiacych cos na trawniku przed domem.
Mam sasiadke, ktora jezdzi po pizze dla rodziny do pizzeri, do ktorej ide srednio 3 minuty - od drzwi do drzwi, bo jest doslownie po drugiej stronie ulicy. Nie pytajcie ile wazy. Sasiadka, nie pizza:)
Ja lubie obywac sie bez auta wtedy kiedy moge i od wiosny do jesieni przesiadam sie na rower i tak jezdze do pracy (8km w jedna strone). Sa dni, kiedy moj partner chce mnie odebrac z pracy ale ja nie chce rezygnowac z przejazdzki rowerowej wiec umawiamy sie przy sklepie po drodze, robimy zakupy, on je bierze do bagaznika i jedzie a ja dalej rowerem do domu.
Zima jezdze do pracy dwoma autobusami ale czasami nie chce mi sie ani czekac ani podjezdzac tym drugim i tez wybieram piesza trase do biura. Oczywiscie sporo zalezy od pogody.
A co powiecie na podwożenie dzieci. Wszędzie. ?
A co powiecie na podwożenie dzieci. Wszędzie. ?
To samo co podpiecie dziecka do telewizora albo komputera i oczekiwanie, ze zdrowe wyrosnie.
Ja też jestem uzależniona od samochodu. Zapewne zarówno z wygodnictwa jak i z lenistwa. Jak jest brzydka pogoda to się nigdzie piechotą nie ruszam. Do pracy może i jakoś daleko nie mam, bo jakieś 8km i mogłabym jeździć na rowerze (kiedyś nawet miałam taki plan), ale mam w domu psa, który już siedzi 9h w domu, a jakbym miała jeździć rowerem to by trwało jeszcze dłużej, więc z oszczędności czasu zmuszona jestem jeździć samochodem.
Komunikacja miejska mnie przeraża od kiedy zredukowali połączenia. Obserwuje dwie koleżanki, które do pracy jeżdżą komunikacją i to jest masakra. Poza domem 10-12 h bo takie cudowne połączenia.
A rower? Nawet chętnie bym jeździła, nawet sobie w lato zakupiłam porządny, ALE mieszkam na 10 piętrze i jak sobie pomyślę o targaniu tego roweru z samej góry to mi się odechciewa (a teraz to w ogóle w ciąży jestem, więc nie chcę dźwigać).
A ja jestem ciepłolubna, bardzo bardzo, uważam też, że nie ma niczego złego w wygodnictwie - większość ludzi chyba chce, żeby mu było jak najwygodniej, tyle, że różnie definiuje tę wygodę. Jakby rower był miłością mojego życia i byłabym trochę bardziej odporna na chłód, to pewnie prułabym na rowerze póki nie spadnie śnieg i nie zrobi się ślisko.
Akurat ja nie mam samochodu ze względu na to, że jestem bardziej niewidoma niż widząca, a załatwianie badań na lewo, kiedy ewidentnie nie powinno się prowadzić, uważam za durnotę, więc jestem skazana na komunikację miejską, ale i tak kombinuję tak, żeby mi było jak najbliżej, najszybciej i najwygodniej, a nie sobie celowo unieprzyjemniam życie ![]()
Catwoman napisał/a:A co powiecie na podwożenie dzieci. Wszędzie. ?
To samo co podpiecie dziecka do telewizora albo komputera i oczekiwanie, ze zdrowe wyrosnie.
Tzn ja nie za bardzo wiem na jakiej zasadzie tłuczenie się zapchanymi autobusami i tramwajami miałoby być zdrowe, a jak inaczej ma się dziecko dostać do szkoły, która jest powiedzmy 2km dalej? Nie chciałabym na pewno, żeby chodziło 2km pieszo, bo je ktoś mógłby napaść, zresztą w busie też niekoniecznie jest bezpiecznie, choćby ze względu na złodziei.
Chociaż akurat chciałabym też, żeby moje dziecko nie było bezradne jak mały kociak za każdym razem, kiedy nikt nie mógłby go zawieźć na miejsce i jednak potrafiło korzystać z komunikacji miejskiej, wiedziało, jaki i gdzie kupić bilet, czym dojechać w jakieś istotne miejsca, jak sprawdzić połączenia etc.
Mussuka- w Stanach są takie dzielnice gdzie po prostu nie ma chodników:)bo tam nikt nie chodzi.Trochę mnie to zszokowało kiedy zobaczyłam na własne oczy:)
Nie muszę jeździć wszędzie autem,ba jeźdzę rzadko( bo ostatnio się mojego auta boję-potrafi stanąć na środku skrzyżowania i ani rusz-podobno jakaś wada produkcyjna).Często chodzę na piechotę bo potrzebuję się ruszać a poza tym zawsze można zabrać psa na spacer.
Nie lubię korzystać z komunikacji miejskiej ale jeśli mam przy sobie córkę jadę z nią autobusem.Właśnie po to by się z komunikacją obyła,żeby wiedziała jak się zachować bo niedługo, być może już za rok, sama będzie autobusami jeździć.Nie wyobrażam sobie bym ją ciagle podwoziła- poza tym ona bardzo chce być samodzielna więc nie sądzę,by chciała jeździć autem z mamą czy tatą.
Z tymi rodzicami podwożącymi dzieci prawie pod klasę masz rację Catwoman.
Widzę to codziennie odwożąc córkę do szkoły.Ja rozumiem,że jak leje to rodzicom zależy by dziecko nie zmokło i nie zmarzło ale kiedy pogoda jest w porządku?My zawsze parkujemy z drugiej strony,przed taka małą bramką do przejścia dla pieszych.Parkują tam może ze trzy osoby bo reszta stoi w ogromnym korku chcąc koniecznie zaparkować pod samymi drzwiami szkoły.Nie wspomnę,że niebezpieczne dla pieszych bo auta zaparkowane są często na chodnikach.
Mocno to dziwne bo rodzice i tak zazwyczaj z dziećmi wchodzą do szkoły więc nie rozumiem.
A rower? Nawet chętnie bym jeździła, nawet sobie w lato zakupiłam porządny, ALE mieszkam na 10 piętrze i jak sobie pomyślę o targaniu tego roweru z samej góry to mi się odechciewa (a teraz to w ogóle w ciąży jestem, więc nie chcę dźwigać).
To u Ciebie nie ma windy? Wchodzisz codziennie na piechotę na dziesiąte?:))
2 km to dużo?? Chyba, że miałaś na myśli 20 km.
17 2013-11-08 15:29:48 Ostatnio edytowany przez Vian (2013-11-08 15:31:58)
2 km to dużo?? Chyba, że miałaś na myśli 20 km.
To do mnie?
Tak, moim zdaniem 2km dla dziecka to dużo, bo raz, że w tym czasie ktoś może mu coś zrobić niefajnego, dwa to zwyczajna strata czasu, którego przeładowane materiałem dzieci nie będą miały za wiele. Oczywiście byłoby pięknie, gdyby moje dziecko było geniuszem, który każdą pracę domową roztrzaska w godzinkę, ale nawet wtedy pewnie znalazłyby się przyjemniejsze zajęcia niż człapanie między blokami.
Zresztą "dla dziecka" - mnie się by nie chciało człapać 2km, bo ani pogoda taka piękna, ani widoki, ani w czasie człapania nie mogę porobić nic sensownego np. poczytać książki (audio nie lubię), JA mam poczucie straconego czasu.
Vian, popatrz na to, że to codzienna porcja świeżego powietrza dla dziecka. Ruch. A i w czasie tego spaceru dziecko może rozwijać wyobraźnię....
Na odcinku 200 metrów tez można dziecku coś niefajnego zrobić....
Vian, popatrz na to, że to codzienna porcja świeżego powietrza dla dziecka. Ruch. A i w czasie tego spaceru dziecko może rozwijać wyobraźnię....
Nie wiem, gdzie Ty mieszkasz, ale ja w Warszawie, tutaj to raczej porcja świeżych spalin i smogu. ![]()
Na wyobraźnię moim zdaniem najlepsze są książki. I nie wiem, jak Wy, ale ja jako dziecko wolałam iść na basen, taniec albo sztuki walki niż jako formę ruchu człapać 2 kilosy po jesiennym blokowisku.
No chyba, że się uprze, bo np. koledzy będą człapać i ono też zechce. To niech człapie, postaram się je zabezpieczyć jakoś i tyle, nie będę go uszczęśliwiać na siłę. ![]()
No w Warszawie to może nie ma zbyt wielu walorów natury- mnie przed oczyma stanęła moja miejscowość, po której spacerowanie czy jesienią, wiosną, latem czy zimą jest przyjemnością i tak jak napisała bbasia jest korzyścią dla zdrowia.
Ja jeszcze dodam że samochody używane na krótkich odcinkach więcej palą i częściej się psują, oraz ogólnie szybciej ulegają zużyciu. Silnik samochodu zaczyna mieć dobre warunki do pracy dopiero gdzieś po ok 20 km jazdy.