DongfangMeiren napisał/a:Stąd też moje pytanie do Olinki: Jak Ty to robisz? Jak sprawiasz, że chce Ci się iść do pracy której nie lubisz??
U mnie to nie do końca jest tak. Ja lubię pracować, ale życie pokazuje, że zdarza się, że miejsce pracy z czasem się zmienia, przestaje być tym, do którego się przyjęłam. Mam to szczęście, że mogę pracować, ale nie muszę, dlatego też od czasu do czasu mogę sobie powybrzydzać i bez najmniejszych wyrzutów sumienia zostawić pracę, która mnie już nie satysfakcjonuje.
Pytasz jak to robię, że chce mi się chodzić do pracy, której nie lubię. Otóż zdarzyło mi się tak tylko raz i - o ile zachodzi taka potrzeba - znalazłam na to doskonały sposób. W mojej ostatniej pracy - w której atmosfera z czasem stała się nieznośna (z powodu mojej bezpośredniej przełożonej, która była osobą chaotyczną, niezorganizowaną, kapryśną i złośliwą), a zarobki w wyniku załamania się rynku drastycznie się obniżyły, co spowodowało, że moja motywacja spadła niemal do zera - któregoś pięknego dnia usiadłam w swoim biurze przy swoim wielkim biurku, w duchu przeklęłam i pomyślałam sobie ,,przecież ja tu wcale nie muszę pracować". I to był ten najważniejszy moment, czyli moment przełomowy. Zaraz po nim napisałam wypowiedzenie, które schowałam do szuflady i ze świadomością, że każdy dzień może być tym ostatnim, spokojnie chodziłam do firmy jeszcze przez kilka kolejnych miesięcy. To właśnie ta myśl (że ja nic nie muszę, ja mogę) i ten dokument w szufladzie dały mi ogromny luz i poczucie, że to wyłącznie do mnie należy decyzja.
Ja jednak bardzo przywiązuję się do ludzi, dlatego mnie tam trzymali współpracownicy, których zwyczajnie lubiłam i których żal mi było zostawiać, tym bardziej, że od mojej pracy zależne były efekty całego zespołu. Mało tego, mnóstwo decyzji podejmowałam sama, mnóstwo spraw, które miały wpływ na innych zależało ode mnie i dlatego, aby nie zrobić im świństwa, nieco zwlekałam z odejściem.