Wątek poświęcony walce ze słabościami, łamaniu dekalogu przez nas- silnych a za razem słabych chrześcijan. U mnie np potyczka toczy się obrazę Boga w postaci przeklinania i częstym wzywaniu jego imienia w sprawach błahych. Dość prozaiczna kwestia, ale jednak. A z czym Wy się zmagacie w życiu codziennym? A może w pewnych kwestiach sobie już dawno odpuściliście bądź w ogóle nie zaczynaliście walczyć i od początku poszliście (na łatwiznę
) drogą wskazaną przez "Świat"?
Dla jednych jest to walka np. z przeklinaniem ,dla innych z pesymizmem i zwątpieniem.Ja od dawna walczę z wszechogarniającym smutkiem ,a jednak co jest lepiej to znów się łamię.I dodam ,że nie zależnie z czym się zmagamy nie jest to łatwe.
Z czym ja się zmagam? Chyba przede wszystkim z lenistwem... ![]()
Odnośnie tematu przypomniało mi się mądre zdanie: człowiek całe życie zmaga się z Bogiem.
U mnie to jakoś tak zależy. Czasem zmagam się z lenistwem, czasem z taką chwilową obojętnością duchową, czasem z moim narzekaniem, zawsze coś jest, nad czym trzeba pracować. ![]()
Grecy wzywali wielu bogów...np. bogów wojny, rozpusty, hadesu itd...jak dobrze oczywiście pamiętam z czasów liceum...my wzywamy jednego boga ale w tych samych momentach....też chcemy żeby ktoś nas chronił i wysłuchał, żeby był światkiem naszych zmagań z czasem, losem i innymi bytami. Jak ktoś wegetuje jak roślina, jego życie jest tak bardzo ograniczone to ta walka nie ma sensu, nic nie ma sensu, tylko śmierć lekka i przyjemna ma sens..