Witajcie.
Poznalem ja 2 lata temu zakochalem sie ...
pozniej dostalem cios, Ona sie bawila mna, tak powiedziala
mimo to poszedlem w zaparte i zakochala sie
jeszcze zadna kobieta az tak sie nie zakochala
W miedzyczasie kryzys, a teraz kolejny z kotrego chcialbym wyjsc.
w drodze dziecko - Ona kocha...
ja probuje przypomniec sobie to co mnie na poczatku do niej przyciagalo.
Jednoczesnie widze jak bedac z nia sie denerwuje, jak trace energie zyciowa, zapal ...
ostatnio w czasie tego kryzysu zagubilem sie ...
spotykalem sie z 4 dziewczynami na raz by sobie cos udowodnic chyba,
ale zadna nie przypala do gustu...
powrocilem do Niej, Ona sie cieszyla ... kilka dni trwala radosc a do mnie znow powrocily watpliwosci..
Ona to wyczula i znow pyta dlaczego jestem smutny,
i chcialbym to pokonac bo wiem ze jest Ona tego warta ale jak tego dokonac,
bo wiem ze moglibysmy stworzyc Cos wspanialego,
ale jednoczesnie te niezgodnosci i niedoskonalosci ,
to ze w wiekszosci jestesmy z innych swiatow,
inne nami rzadza cele, inne mamy podejscie do relacji miedzyludzkich,
inny swiatopoglad,
ale dalej sa cechy wspolne tylko w olbrzymiej mniejszosci...
jak zbudowac cos zeby cieszylo...
malzenstwa jeszcze nie ma ale juz jest ogloszone wszem i wobec,
wczesniej bylismy tak pokloceni ze Ona i jej matka powiedzialy ze nie chca mojej
zadnej odpowiedzialnosci i nie chca mnie znac,
...,
moze to moje pragnienie bycia z nia dla dziecka...
bo jak dzisiaj sie dowiedzialem ze Ona moze poronic i nie beda z nia mial potomstwa...
to zastanowilem sie co ja bede z nia robil w zyciu ...
...
dodam ze jestem starszy od niej 8 lat.
dla mnie to byl pierwszy powazny zwiazek, a dla niej 3-ci.