Witam. Jestem z moim mężem od 1,5 roku, a małżeństwem jesteśmy 2 miesiące. Jesteśmy szczęśliwi i bardzo się kochamy, ale ja mam problem. A mianowicie jestem zazdrosna o byłą mojego męża, z którą był 7 lat temu. Wiem, że to był dla niego specjalny związek i wymyślam sobie, że on ją nadal kocha, chociaż zapewnia mnie, że jej nie kocha i nawet o niej nie myśli. Mówi, że nigdy nikogo tak nie kochał, jak kocha mnie. Przekonana jestem tylko na chwilę, bo zaraz znowu sobie coś ubzduram... Mąż tłumaczy mi, że jak z nią był, to byli dzieciakami i naprawdę nie mam się czym martwić, ale ja nie umiem... Jestem strasznie zazdrosna. Męczy mnie to i trudno mi z tym żyć. Sama się nakręcam i nie umiem sobie z tym poradzić. Mąż zapewnia mnie, że jestem najpiękniejsza, najukochańsza itp., ale jak sobie pomyślę, że on z nią kiedyś był, to mnie krew zalewa... Wiem, że sama sobie stawiam problem... Pomóżcie mi. Jestem chorobliwie zazdrosna i trudno mi z tym żyć. Może ja jestem psychiczna?
A czy Twój mąż jest Twoim pierwszym, życiowym partnerem ?
Tak...
Aż tak to widać?
staneva.. dziwię się, że cię nie rzucił...
jesteś z nim zaledwie póltora roku
czepiasz się związku, który był prawie 6 lat temu zakończony
chorobliwą zazdrośc można leczyć - powinnas dawno to zacząć robić...
Gdyby Twój mąż nie był Twoim pierwszym partnerem, inaczej patrzałabyś na jego przeszłość z byłą partnerką w tle, bo z autopsji rozumiałabyś, że to co było a nie jest, nie pisze się w rejestr
. Chyba że byłabyś skrajną egoistką, która obdarzyła toksycznym uczuciem, i sukcesywnie starała się owinąć dookoła swojego faceta jak bluszcz, co miałoby na celu zatrucie mu życia, ale wtedy zamiast pisać na forum, opieprzałabyś swojego męża za to, że powiedział "dzień dobry" ekspedientce w piekarni. ![]()
Czepiam się związku, który zakończył się prawie 6 lat temu, ponieważ utrzymywał z nią kontakt dopóki mu nie zabroniłam... I najlepsze jest to, że na początku się nie przyznawał przed nią, że ze mną jest...
A co w tym kontakcie było takiego nie halo, że aż zażądałaś jego zerwania ?
Nie przyznawał się, że kogoś ma, czy po prostu nie pobiegł do niej w tym samym dniu z radosną nowiną, że jest w nowym związku ?
Gdy się poznawaliśmy, to dużo mi opowiadał o niej... Kto po 6 latach od rozstania dalej rozpamiętuje swoją byłą?
Teraz o niej nie mówi, ale ja i tak jestem zazdrosna i nie umiem sobie z tym poradzić... Nie chciałam tu być przez kogoś potępiana. Liczyłam raczej na wsparcie.
Swojemu wątkowi dałaś tytuł "Jak sobie radzić z wydumaną zazdrością?". Celowo pogrubiłam najbardziej istotne słowo. Sama uznałaś, że Twoja zazdrość jest wydumaną, czyli taką, do której brak podstaw. W pierwszym poście poprosiłaś o pomoc, stwierdzając, że sama się nakręcasz, że Twoja zazdrość jest chorobliwą, że przeszkadza Ci w życiu.
Od osób, które zainteresowały się przedstawionym przez Ciebie problemem dostałaś sporo rad, uwag. Co one dostały w zamian? Oskarżenia i pretensje.
Hmm... Napisałaś w ostatnim poście, że liczyłaś na wsparcie. Najwyraźniej zupełnie inaczej od osób tutaj wypowiadających się rozumiesz to słowo. Proszę, by uniknąć dalszych nieporozumień, napisz, jak wg Ciebie owo wsparcie ma wyglądać. Czego, konkretnie, oczekujesz od użytkowników tego forum?
Nie ważne.
A poza tym, napisałam coś niestosownego, że aż moderator musiał napisać?
Proszę, odbierz pocztę.
Wysłałam do Ciebie mail.
13 2013-10-22 23:42:52 Ostatnio edytowany przez Setusa (2013-10-22 23:45:16)
Nie chciałam tu być przez kogoś potępiana. Liczyłam raczej na wsparcie.
Kiedy nikt Cię tutaj nie potępił...
Opisałaś nam swój problem, a my staraliśmy się zasugerować Ci, gdzie leży jego sedno.
Skoro jednak siła sugestii nie zadziałała, to wyłożę Ci to jak chłopu na roli. I bez fochów mi tam, po drugiej stronie monitora!
Poprzedni związek mojego partnera, trwał 3 lata. Był bardzo zakochany w tamtej dziewczynie, dużo dla niej poświęcił, i równie dużo z nią przeżył.
Mój poprzedni związek, trwał rok z niewielkim hakiem. Moja pierwsza miłość.
Bardzo intensywna. Mogłabym za tamtym chłopakiem wskoczyć w ogień.
Nasz związek trwa prawie 2 lata. Jesteśmy dość zgraną parą.
Jest miłość, przywiązanie, ale przede wszystkim jest zaufanie i szacunek, i ze względu na to co nas łączy, żadne z nas nie odważyło się robić takich akcji jak Ty.
Nie zabranialiśmy sobie kontaktu z byłymi partnerami - sam z czasem ucichł, aż zaniknął po całości.
Nigdy nie robiliśmy problemów o pamiątki: listy, zdjęcia, prezenty. Leżą gdzieś sobie w najciemniejszych zakamarkach i się kurzą, ale te zakamarki, było - nie było, są częścią naszego domu.
Czasem któreś z nas wspomni o byłym partnerze, i zamiast się o to wzajemnie obrażać, rozumiemy że stanowią kawałek naszego życia, i są nierozerwalnym elementem niektórych wspomnień.
Nie kłócimy się o przeszłość, na którą już nie mamy wpływu. I po części cieszymy się, że tak się nasze życia potoczyły, bo dzięki temu mamy bardzo cenny bagaż doświadczeń, który pomaga nam odnaleźć się w wielu sytuacjach.
Nie wyobrażam sobie, żeby mogło to wyglądać tak jak w Twoim małżeństwie.
Żeby mój partner pluł jadem i rzucał się jak szerszeń w ulu z powodu osoby, która jest oddalona lata świetlne od naszej rzeczywistości.
Żeby wymagał ode mnie zerwania jakiejkolwiek znajomości.
Żebym musiała bezustannie mu naskakiwać, i na okrętkę zapewniać o swojej szczerości.
Uciekłabym gdzie pieprz rośnie, i jeśli nie uporządkujesz tego bałaganu pod kopułą, Twój mąż postąpi tak samo. Pewnego dnia nie wytrzyma presji, wstanie, spakuje walizkę, podziękuje za współpracę, i tyle go będziesz widziała.
Zasada jest taka: albo zaczniesz go akceptować takiego jakiego jest, z całym inwentarzem, albo zaczynasz pisać pozew rozwodowy.
Masz kochającego faceta, który chce dla Ciebie, dla was, jak najlepiej. Wystarczy, że w to uwierzysz.