witam, mam pytanie, wiem ze ja i tak mam duzo w zyciu patrząc na ludzi którzy nic nie mają,ale czasem mnie "cholera" bierze jak patrzę na ludzi (a wlasciwie kolezanke) ktora od poczatku miała wspierających ją rodziców, dobre rady od nich, mowili jej"jestes wyjątkowa" i ona się tak czuje. Ja wiem ze moja mama tez mnie kocha i ze okazuje milosc w inny sposob, w inny niz ja bym potrzebowała i tak sie zastanawiam,dlaczego tak jest? Dlaczego ja żyłam długo w poczuciu że cos jest ze mną nie tak, że nie mogę być taka jaka jestem, bo nikt ze mna nie bedize chciał być, że nie mogę tego, nie mogę tamtego. Sama musiałam sobie wszystko w głowie poukladać, pomyslec ze przeciez jestem wartosciowa, że mogę byc taka jaka jestem a jak mnie ktos nie akceptuje to znak zeby sie z nim nie trzymac. Ale czasem jeszcze potrzebuje porozmawiania z kims na trudne tematy,albo po prostu pobycia z kims i wyplakania się w ramie i mieć poczucie że to jest ok, że można tak się czuć, mieć takie pytania, tak reagować na życie. Bo wczenisje miałam poczucie że tak nie mozna, u mnie w domu nie wolno było pokazywac uczuc,bo wtedy niektorzy ludzie z rodziny mieli satysfakcje nad toba ze ty pokazalas swoje slabosci,swoje emocje, u mnie w domu wszystkie prawie emocje sie wstrzymuje i strasznie tego nie lubie, a ta kolezanka jak jest jej smutno to moze sobie do mamy zadzwonic i mama jej mowi slowa ktore stawiaja ją na duchu, a ja musze sama sobie mowic, ale czasem mam ochote z kims pogadac, ale z drugiej stornmy glupio mi dzwonic do kogos, bo nie mam nikogo takiego (tzn mam osobe ktora wiem ze by mnie wysluchala) ale tak mi glupio,bo czuej ze mam ochote wtedy na te osobe krzyczec i powiedziec ze "co ty gadasz za glupoty, nie rozumiesz niczego," mam ochote tak sie chyba troche wyzyc,ale nie robie tego bo wiem ze to nie jest dobre, bo to nie jest nikogo wina. no ale nie rozumiem tego dlaczego ona dostala wszystko tak od reki, zostala urodzona w takiej rodzinie gdzie tylko wierzyli w nia i mowili ze jest piekna,cudowna,wspaniala itp a ja ze jestem beznadziejna, ze nie moge taka byc, ze nikt mnie nie pokocha. gdzie tu sprawiedliwosc? normalnie mnie "cholera" bierze, a ona tak w to wszytko wierzy, gydby ktos mie tez tak mowil o mnie przez kilkadziesiat lat ,to tez bym sie super ze soba czula. no i gdzie tu sprawiedliwosc?
Tak to już jest, że nie mają wszyscy równo. Ale człowiek najbardziej cieszy się z tego czego sam się nauczył i do czego sam doszedł i na tym trzeba sie skupić. Rozmyslania typu, że ktoś coś dostał a ja nie - myśle, że nie mają zbyt wielkiego sensu.
Dziękuje bardzo za odpowiedź
. No właśnie, chyba muszę nauczyć się doceniać to do czego sama doszłam, bo narazie to nie ma dla mnie jakiegoś większego znaczenia. Tylko właśnie jak tu Boga umieścić? Czemu On jednym daje a innym nie?
Może dzięki temu chce nas czegoś nauczyć. ![]()
Dziękuje bardzo za odpowiedź
. No właśnie, chyba muszę nauczyć się doceniać to do czego sama doszłam, bo narazie to nie ma dla mnie jakiegoś większego znaczenia. Tylko właśnie jak tu Boga umieścić? Czemu On jednym daje a innym nie?
Bóg daj wszystkim jednakowo, to ludzie nie chcą brać. Biblia, ze względu na swoją formę, jest raczej ciężką lekturą motywacyjną. Gdybyś chciała z niej skorzystać, mogłabyś posłuchać kazań pastorów na YT. Niektóre otwierają oczy i dalej można szukać samemu.
Może masz inni charakter niż Twoja rodzina, najbliżsi. Nie potrafią okazywać uczuć i zainteresowania tobą jak tego potrzebujesz. Najsmutniejsze jest to, że nie chcą tego dostrzec i nauczyć się.
Jesteś na dobrej drodze, porównaj siebie z przeszłości i nie bagatelizuj tego co osiągnęłaś, ciesz się tym i chciej więcej.
Indinino nie wiem czemu taki wątek dałaś w poszukiwaniach duchowych, no ale podyskutujmy. W zasadzie piszesz o różnicach, w relacji matka - córka, pomiędzy Tobą a twoja matka, a Koleżanką a jej matką i jakby zazdrościsz że u niej te relacje były lepsze itd. W sumie to u mnie było tak że zawsze byłam silnie emocjonalnie zżyta z mamą, spałam z nią, przytulałam się, nie wstydziłam się okazywać uczuć. Mimo to bardzo się z mamą różnimy, bo ona jest niebieskooka, ja piwnooka. Mama chodzi co niedziele do kościoła, ja raz na jakiś czas, to naprawdę zależy. Moje relacje zmieniły się też jak poznałam partnera. Teraz w prawdzie nie jesteśmy już razem , ale on jakby skłócił mnie z mamą. Po prostu wyszły różnice związane z wiarą, tzn. On jest ateistą a ja pochodzę z rodziny katolickiej. Spotkałam się tez z tym, że młodsza siostra mojej matki, powiedziała mi kiedyś na osobności, że jak będę się słuchać matki, to nie będę szczęśliwa w związku, coś w tym stylu, bo matka jakby zbyt chroni Cię, i przez to nie możesz doświadczyć czegoś tam, jakby wyżyć się...tak to wtedy zrozumiałam....W każdym razie, ja nadal jakby poszukuje sensu w religii, takie poszukiwania duchowe mam i sensu życia itd. i dlatego udzielam się na takich portalach, żeby poznać ludzi, którzy mają podobne dylematy.