Marajka napisał/a:truskaweczko, ja tez bardzo Ci wspolczuje. Stracilas mama wczesnie, za wczesnie. Ale widocznie tak bylo pisane.
Widze, ze walczysz sama z soba i chcesz od innych jakiegos potwierdzenia, ze nie zrobilas zle. Teraz jestes jeszcze w zalobie i takie pytania sa normalne.
To zrozumiale, ale kazdy ma jakies tam swoje nastawienie. Jedni maja zal, inni nie. To ich sprawa i nie lacz tego ze soba.
Nie pogarszaj teraz swojej sytuacji zadreczaniem sie, czy zle czy dobrze zrobilas. Nie ma co nad tym gdybac.
Zrobilas tak, jak wtedy moglas. Gdybys mogla inaczej, to zrobilabys inaczej. Nie ma zupelnie powodu czuc sie zlym czlowiekiem.
Zreszta sama tak piszesz - nie cofniesz niczego, a kiedys w jakiejs innej sytuacji moze postapisz inaczej. To jedynie sluszne stanowisko.
Zrob miejsce dla swojego smutku po stracie, tyle, ile on potrzebuje i porozmawiaj o tym, co Cie zajmuje, z mama - tak, jakby byla przy Tobie. Bo jakas jej czesc zawsze bedzie przy Tobie. Ona rozumie.
No tak, za wcześnie... No tak, tak się dzieją różne rzeczy i może są pisane, co nie oznacza, że to jest sprawiedliwe... No chyba nigdy nie będzie myśleć się o śmierci bliskiej osoby, że była sprawiedliwa, zawsze jest pewna pustka, prawda?
No racja, w sumie nie powinnam tego łączyć ze sobą, ale po prostu ciężko mi to pisać, bo niby wiem, że moja mama żalu nie miała, tzn dobrze ją znam i dlatego wiem, ale z drugiej strony wiadomo czytając to to po prostu ciężko, bo tego cofnąć nie można, a szkoda, a zmieniłabym to. No, ale oczywiście myślenie o tym nic nie da, ale samo wraca to myślenie, trzeba na to czasu. Moja mama była ze mną w ważnych chwilach, gdy ja byłam w szpitalu, mimo że tylko badane hormony też, a ja tu nie byłam, no ale teraz tylko przed śmiercią te 2 tygodnie, więc też wcześniej byłam, może nie tak często jak inni, bo też czasem nie dawałam rady, ale byłam, a potem dopiero nie dałam rady, więc można to tym bardziej raczej zrozumieć. No, ale tak, teraz zrobiłabym inaczej, to wiem.
Tak, mówię do mamy, bardzo bym chciała, by mnie słyszała, modlę się. Czasem mi się śni, nie codziennie może jak podobno wujkowi, ale to indywidualna kwestia, a myślę o niej bardzo dużo. Nie miałam jakiegoś znaku jak niektórzy piszą o znakach od zmarłych, jedynie przeczucie tego dnia co mama umarła, że coś jest nie tak, niepokój i wtedy zrozumiałam, że pora tam jechać, że niepotrzebnie wcześniej te 2 tygodnie nie jeździłam, prócz jednego razu. No i że nie porozmawiałam z nią choćby przez telefon, tzn tu też, ale też raz. No, ale fakt, nie ma co teraz się obwiniać. Grunt, że mama by mnie nie obwiniała, że chce dla mnie jak najlepiej i dla niej postaram się dbać o siebie bardziej, bo to zaniedbałam, a ze smutku to już zwłaszcza. No, ale powoli to postaram się odbudować. No i rozumiem cslady, tak teraz odłożyłabym na bok mój ból, z czasem inaczej się to widzi i dostrzega. No, ale to dobrze, że nie masz żalu już do mamy, wiesz, że nie chciała źle, że i tak Cię kocha, macie dobry kontakt. Na pewno było wiele innych sytuacji, gdy udowodniła Ci swoją miłość, więc i tak to się jakoś tam równoważy, jak i u mnie, gdy oprócz tego, że mamy za bardzo wtedy nie odwiedziłam, to poza tym miłość wcześniej okazałam wiele razy, to fakt ważne, bo będę i tak starała się pamiętać dobre chwile.
No racja Olinko. Dlatego tak sobie myślę, że i tak dobrze, że moja mama była taka, bo wiem, że nie miała do mnie żalu, że dawała radę, ona była silna, choć i tak sytuacja jej była okropna
A gdybym teraz po tym jak żałuje wiedziała, że moja mama była słabsza psychicznie np ode mnie i do tego, że może mieć do mnie żal, wtedy już tym bardziej nie wiem jak bym się z tym pogodziła. Byłoby to dużo trudniejsze. A tak, teraz fakt zrobiłabym inaczej, ale też wiem, że skoro czasu nie można niestety cofnąć, to chociaż jedno dobre, że mama żalu do mnie nie miała, pewności nie ma, ale raczej tak, bo znałam mamę dobrze. A zmieniłabym to gdyby mogła tak, by być obok, wspierać. Jak byłam ten dzień przy mamie, gdy umierała, to wszyscy płakaliśmy, nawet przy mamie, była nieprzytomna, wiem, że może jakoś mogła to odczuć, więc i tak póki się dało się stopowaliśmy, ale czasem się nie udało... No, ale też by zrozumiała, a wtedy nikt z nas nie umiał tego opanować tak do końca. No, ale to były ostatnie godziny mamy, bardzo ciężko było wytrzymać, bezradność jest najgorsza.
No co Twojego brata, to pewnie mama go odwiedzi. No, ale fakt, nie oceniam jej, tak jak Wy nie oceniacie mnie, rozumiecie, no ale tak, sama myślę, że 2 miesiące bym nie wytrzymała bez odwiedzin. 2 tygodnie to były tak z żalu itp, ale dłużej pewnie już bym nie dała rady. A teraz jak pisałam zmieniłabym to i odwiedzała często, zrobiłabym po prostu inaczej. No ale oczywiście też Twojej mamy nie oceniam, bo właśnie nie znamy emocji drugiej strony, ale fakt, 2 miesiące to nie 2 tygodnie jak u mnie, to już długo. A ja bym już teraz powiedziała jej też, że gorzej jak nie zdąży i teraz nauczona tym powiedziałabym, żeby poszła, odwiedzała, bo potem może żałować jak ja. Nawet jak syn by nie miał żalu jak moja mama, to ona wtedy i tak może żałować, bo wtedy tak jak ja już z ukochaną osobą czasu nie spędzi, dlatego tak zachęcałabym też do tego, by potem czuć, że się pobyło z ukochaną osobą. Człowiek się uczy całe życie.