Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 34 ]

1

Temat: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

W obliczu ciężkiej choroby, zwłaszcza dotyczącej bliskiej nam osoby, często stajemy bezradni - nie wiemy jak się w tej nowej sytuacji odnaleźć, jak zachowywać, w jaki sposób rozmawiać, a czego unikać, aby naprawdę pomóc. Nierzadko z powodu własnej bezsilności, a także nie chcąc sprawić zawodu, po prostu odsuwamy się, a chory czuje się coraz bardziej osamotniony. Sądzę, że nasza postawa może wynikać z niewiedzy, własnej nieumiejętności, choć intencje są jak najbardziej szczere. Dlatego właśnie warto o tym mówić - mówić o kwestii samotności w chorobie, o tym, co wydaje się tematem tabu, a jednak bywa tak ważne.

A Wy? Czy zderzyliście się z tym trudnym problemem? Po której stanęliście stronie? Umieliście się wówczas odnaleźć czy jednak czegoś Wam zabrakło? I jeśli tak, to czego najbardziej?

-----------------
W tym roku najlepszym filmem dokumentalnym przeglądu RePeFeNe został obraz "Rak i Ja", na którym filmowcy zarejestrowali wypowiedź chorej na raka Marzeny. Bohaterka wykazała się sporą szczerością, ale i odwagą, wychodząc poza tradycyjne ramy i opowiadając o problemie widzianym oczami chorego. 

Szczerze polecam:

         

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby
Olinka napisał/a:

..A Wy? Czy zderzyliście się z tym trudnym problemem? Po której stanęliście stronie?..

Z rakiem? Owszem.
Po stronie tych, co przeżyli.

Odwrócił bym pytanie. Jak się zachowywać będąc ciężko chorym, by nie wymagac skakania wokół siebie i traktowania jak świętej krowy?
Bo z tego co widziałem wynika, ze jak ktoś już zachowruje, rości sobie prawa nienależne.

3 Ostatnio edytowany przez Karaksa (2013-09-26 01:38:51)

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

Rozwód Marzeny z rakiem monituję od niespełna roku - fajna, silna babka. Wszystkim polecam jej blog, bo pomimo że pisze rzadko, to jednak w jej wpisach można znaleźć dużo pozytywnej energii.

4

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby
N4VV napisał/a:

Odwrócił bym pytanie. Jak się zachowywać będąc ciężko chorym, by nie wymagac skakania wokół siebie i traktowania jak świętej krowy?
Bo z tego co widziałem wynika, ze jak ktoś już zachowruje, rości sobie prawa nienależne.

N4VV, nie bardzo wiem o czym piszesz, bo bliskie mi osoby, które ciężko zachorowały, wręcz czuły się winne, że chorują, że sprawiają problem, że stały się - oczywiście wyłącznie w ich odczuciu - nieprzydatne.

Karaksa, ja też śledzę Marzeny wpisy i profil na FB. Nie wiem właściwie dlaczego, ale w jakiś niezrozumiały sposób jej siła oraz historia stały mi się bliskie.

Dziś z kolei natknęłam się na słowa Joasi Sałygi, która niemal do końca (swoją walkę niestety rok temu przegrała) prowadziła zapiski na swoim blogu chustka.blogspot.com, a w nich między innymi:

,,widzę, jak niezręcznie jest ludziom rozmawiać ze mną o odchodzeniu.
a mnie niezręcznie jest nie rozmawiać.
nie lubię udawania.
a już szczególnie drażni mnie, gdy ktoś próbuje gasić mnie w rozmowie: no weź, już o tym nie mów, nie opowiadaj.
w moim życiu nie ma teraz nic ważniejszego.
i chcę, potrzebuję być z ludźmi, którzy umieją to zaakceptować."


,,jak powiedział Leszek N., właściciel wieloletniego raka, znajomy Babci B.: co zdrowi mogą wiedzieć o tym, co my czujemy, jak my czujemy. oni mogą się wczuwać, zastanawiać, ale nigdy nie zrozumieją jak to jest.
w sumie myślę, że zdrowi z chorymi nie mają o czym rozmawiać - doświadczenie tej choroby jest niezwykle silne i indywidualne, całkowicie zmieniające perspektywę.
zdrowi mogą nam współczuć, mogą rozpaczać, niedowierzać. w sumie - nic istotnego.
w takiej sytuacji chyba tylko otrzymywanie otuchy i wsparcia jest wartościowe.

zaś mając raka można znienawidzić ludzi zdrowych.
albo stworzyć martyrologię pt. mój rak jest karą za: hulaszcze życie / głupiego męża / niechodzenie na roraty. i wówczas można ukrzyżować się za życia i korzystając z okazji dać do wiwatu bliskim.
można poddać się.
można też próbować ignorować chorobę.
albo starać się wypracować z nią kompromis.
i, rzecz oczywista, walczyć.
nie wiem, czy są jeszcze jakieś inne możliwości.

staram się ignorować mojego raka, a jeśli się nie daje, to współpracować z nim.
oczywiście - bez zawiadamiania całego świata o mojej przypadłości (w kontekście prowadzenia bloga brzmi to przekornie).

gdy się dopytuję w restauracji, czy danie jest z mrożonych półproduktów, to nie ze złośliwości wobec kelnera - chcę wiedzieć, czy karmię raka, czy siebie.
i jeśli na spacerze jestem cała spowita w szal, to nie z braku burki ani z powodu bycia intrygującą kocicą, tylko z powodu nadwrażliwości na promienie słoneczne po chemii.
i jeśli mówię Ojcu Giancarla, że nie dam rady odebrać od Niego Syna, bo męczy mnie upał, a ponadto zawiozłam Go, więc teraz On rewanżowo może się wysilić i mi Go odwieźć, to nie kieruje mną tylko umiłowanie symetrii.
i jeśli jestem na basenie, to nie żeby epatować trzydziestocentymetrową blizną łączącą górę i dół kostiumu, tylko z pragnienia swobodnego poleżenia na wodzie jak patyk.
i jeśli powtarzam panu z serwisu, że ma zreperować telewizor do środy, to nie dlatego, że wyjeżdżam na wakacje (no ale to kiedy pani wróci z wakacji?), tylko dlatego że zaczynam kolejny kurs chemii i chcę móc wymiotować bez asysty panów z serwisu RTV AGD. "

5

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

Olinka... nie wiem....
Mam bardzo bliską koleżankę dializująca się od przeszło dwudziestu lat. Rozumiem to gdy mówi, że słabo się czuje, że coś jest dla niej za ciężkie do zrobienia itp. Ale gdy czasem rzuci zdanie typu "mi już dużo czasu nie zostało" to nie mówię nic.... bo zaprzeczyć to byłaby hipokryzja, potwierdzić tez nie tak... no nie wiem co wtedy można byłoby zrobić. Zapada chwila ciszy, a potem jest inny temat.

Wydaję mi się, że chorzy powinni umieć powiedzieć co chcą... bo człowiek zdrowy się tego nie domyśli. A nawet jak się domyśli, to będzie świadomie lub podświadomie jednak odsuwać od siebie te myśli....

6

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

Olinko, ja mogę trochę napisać ze swojego doświadczenia.
Nie opiekowałam się na co dzień, bo nie mogłam, stąd napiszę, co zauważyłam. Tak jak każda potrzebują bliskości i niepozostawiania ich samych w cierpieniu. Pomaga dotyk i trzymanie za rękę. Chorzy mają wyczulony węch i zmysł dotyku.
To, co napisał N4, to nie tak. Chora osoba  przeżywa wszystkie stany negatywnych emocji i trzeba jej pomóc przez to wszystko przejść. Nieraz może wydawać się, że kaprysi, złości się, ale najczęściej to jest ogromne cierpienie, które nad wszystkim bierze górę. Trzeba pamiętać, że tej osoby już wkrótce może nie być, a świadomość, że zrobiło się wszystko, dużo daje. Było tak, że pod koniec chora nie mogła jeść ani pić i musiała mieć kroplówkę. Do tego dołącza się depresja i jej świadomość, że powoli umiera.
Nieraz byłam bezsilna patrząc na spustoszenia, jakie poczyniła choroba, byłam zła na obojętność  niektórych lekarzy, którzy podobno maja obowiązek pomagać. Jeszcze dodam, ze nie darmo jest taka możliwość, że  ci, którzy opiekują się ciężko chorymi  bliskimi, mogą korzystać z opieki psychologa. Nie jestem przecież zawodową pielęgniarką i nie mam przeszkolenia, ale za to mogę wspierać chorą duchowo. Tak jak pisałaś Olinko chora często czuje się winna, że przysparza kłopotów. Nie przyznaje się do dolegliwości, nie chce martwić, mimo, iż wie, że wkrótce odejdzie, nie rozmawia o tym.
Uważam, że w rozmowie trzeba stłumić  łzy i pokazać raczej w miarę pogodną twarz.

7

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby
N4VV napisał/a:
Olinka napisał/a:

..A Wy? Czy zderzyliście się z tym trudnym problemem? Po której stanęliście stronie?..

Z rakiem? Owszem.
Po stronie tych, co przeżyli.

Odwrócił bym pytanie. Jak się zachowywać będąc ciężko chorym, by nie wymagac skakania wokół siebie i traktowania jak świętej krowy?
Bo z tego co widziałem wynika, ze jak ktoś już zachowruje, rości sobie prawa nienależne.

N4VV taką postawę też znam i rozumiem, ponieważ na dłuższą metę w osobie opiekującej rodzi się w końcu bunt: dlaczego muszę tyle poświęcać, a  chora tego nie docenia. Docenia, tylko po prostu bardzo się boi, że ją zostawisz.

8

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

W serwisie ONKO line natknęłam się na tekst, w którym poruszono sporo zagdanień dotyczących empatii. Dotknięto także błędów, jakie popełniamy, nawet jeśli działamy w dobrej wierze.
Otóż chcąc pokazać drugiej osobie nasze zaangażowanie i chęć udzielenia wsparcia, czasem niestety wpadamy w pułapkę. Słowa co prawda mają ogromną moc, ale muszą zostać użyte w odpowiedni sposób.
Oto wymieniane przez Marshalla Rosenberg konkretne przykłady błędów:

"Doradzanie: „Myślę, że powinnaś...”
Pouczanie: „Z tego nic dobrego nie wyniknie. Musisz spojrzeć na to z innej strony…”
Licytowanie: „To jeszcze nic! Posłuchaj co mnie się przytrafiło!”
Pocieszanie: „Nie Twoja wina. Zrobiłeś wszystko co mogłeś.”
Litowanie się: „Oj Ty biedaku…”
Ucinanie: „Głowa do góry. Wszystko będzie dobrze.”
Opowieści: „To mi przypomina…”
Poprawianie: „Nie, było inaczej niż mówisz.”"

Wreszcie nawiązując do głównego tematu wątku - tak naprawdę nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie co czuje osoba ciężko chora, specjaliści od emocji radzą, aby tego nie robić. Dlaczego? Bo tak jak jesteśmy różni, tak samo każdy chory ma inne potrzeby i znajduje ukojenie w innych zachowaniach i słowach. Najważniejsze, aby mieć świadomość tego faktu i pamiętać, jak wielką moc ma umiejętność słuchania drugiego człowieka. Jeśli się tego nauczymy - znikną blokady przez kontaktem z chorą osobą, a druga strona otrzyma prawdziwe wsparcie oraz poczuje, że nie jest traktowana szablonowo.

9

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

Moja mama była chora na raka od 2010 roku i miała rok czy ponad rok remisji, chyba jakoś blisko 2 lat. Niestety zmarła prawie półtora miesiąca temu sad Były liczne przerzuty, organizm zatrzymywał wodę, wszędzie były obrzęki, żadne leki nie pomagały. Moja mama, a my razem z nią walczyliśmy do końca, bo uważam, że walczy cała bliska rodzina. Cały czas wierzyliśmy, że wyzdrowieje. Ja potem żałuję, nie odwiedzałam mamy w szpitalu, tzn byłam, ale tylko raz podczas jej 2 tygodni bycia w szpitalu i drugi raz jak umierała tego dnia ech jak do mnie dotarło, chyba wolałam być daleko i nie patrzeć na jej kiepski stan i utrzymywać sobie, że będzie dobrze... No wiecie taka reakcja obronna, żałuję, że wtedy nie byłam przy niej i nie pomagałam jej w czynnościach, tylko reszta rodziny, ale chyba nie mam co się winić, prawda? Gadałam z nią przez telefon też tylko raz, bo nie miała dużo siły rozmawiać, a ja dorabiałam sobie i też nie miałam czasu rozmawiać. No, ale  teraz bym to zmieniła, ale chyba moja reakcja też jest zrozumiała, nie mam chyba co się obwiniać, prawda? W końcu nie zrobiłam tego, bo mi na mamie nie zależało, tylko z bólu, może egoistycznie, bo powinnam być przy niej, ale w sumie chyba można mnie zrozumieć i to nic złego w takiej sytuacji, różne są reakcje? Tata jest za tym, bym nie obwiniała się, ale niestety siostra np początkowo obwiniała mnie, tzn mówiła, że nieładnie, że mnie nie było. Pytam, bo się zastanawiam nad tym. No, ale tak, mama na pewno to rozumiała, a każdy inni nie musi, niektórzy chyba nie rozumieją pewnych emocji, jakby rozumieli, to by wiedzieli, że nie chciałam źle, że też cierpię jak oni, a błędnie może myśleli, że nie.

Właściwie nie umiałam rozmawiać z mamą o chorobie, ale zawsze pytałam ją o wyniki, no widziałam, że są gorsze, wszyscy wiedzieliśmy, ale mama chciała walczyć, my też. No najważniejsza była ona, że chciała też walczyć, więc nic nie było wbrew niej. Potem tylko mówiłam, że trzeba do szpitala, bo martwią mnie mamy obrzęki itp. No, ale odsuwałam od siebie myśl, że coś będzie nie tak.

10

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

Truskaweczko, pytasz czy masz się o co obwiniać. Przede wszystkim czy to w czymś pomoże? Nie pomoże, prawda? Każdy z nas inaczej reaguje na tak stresujące sytuacje i moim zdaniem zupełnie bezcelowym jest narzucanie innym, a tym bardziej rozliczanie, w jaki sposób powinni sobie z tymi trudnymi emocjami radzić. Jedni uciekają, inni chcą być blisko. To dlatego uważam, że siostra popełnia błąd usiłując wpędzić Cię w poczucie winy. Przecież tylko Ty tak naprawdę wiesz co wtedy czułaś oraz dlaczego postępowalaś w taki, a nie inny sposób. To były Twoje emocje, Twój strach i Twój ból, nikt nie był w stanie wejść w Twoją głowę i przekonać się jak było naprawdę. Zresztą uważam, że powinniśmy dać sobie samym i innym prawo do przeżywania wszystkiego po swojemu, bo jakiekolwiek udawanie nie ma sensu.

11

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

No ale czy Twoim zdaniem wtedy niepomaganie mamie, niebycie obok jest usprawiedliwione przez te silne emocje, ten ból? Ja bym teraz zmieniła to, ale tak nie da się tego zmienić i w sumie myślę, że da się to usprawiedliwić, ale chcę poznać inne zdanie. Wtedy będzie mi lżej choć trochę. No chociaż oczywiście najważniejsze, że moja mama na pewno to rozumiała, bo znam ją i tak myślę.

12

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

Truskaweczko, moim zdaniem dziś już zupełnie niepotrzebnie do tego wracasz. Ja co prawda wiem, że postąpiłabym inaczej, ale Ty robiłaś tak, jak czułaś i było to przecież czymś podyktowane. Nie wiem dlaczego tak naprawdę nie było Cię przy mamie, wiem tylko tyle, ile napisałaś i to pozwala mi sądzić, że było to podyktowane chronieniem siebie samej. Taki był Twoj wybór i miałaś do niego prawo. 

Jakiś czas temu gryzlam się z myślami czy mogłam czemuś zapobiec i czy gdyby w danej chwili została podjęta inna decyzja, to konsekwencje byłyby mniej dotkliwe, wtedy swoimi wątpliwościami podzieliłam się z pewną mądrą osobą. W odpowiedzi usłyszałam, że nieważne jest co było, bo na to nie mamy już wpływu i tego nie zmienimy, teraz trzeba skupić się na tym co jest tu i teraz oraz co będzie. Jeśli więc ta sytuacja Cię gryzie, to postaraj się jakoś poukładać sobie to wszystko w głowie, a w przyszłości nie popełnić podobnego błędu.

13

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

Nie ma takiej mocy, siły, która w bezradności poniesie wszystko.
Czasami się wydaje, ze ktoś jest silny, psychicznie mocny, ale czy na pewno?
Czy stając naprzeciw wyrokom, każdy z nas nie pęka?

Wyroki w postaci choroby, szczególnie takiej, która dotyka najmłodszych, to własnie one dają chyba nam najbardziej odczuć ból i istotę człowieka, jak silnymi potrafimy być. Aby nie załamać własnej duszy.
Nie ma sił żaden z ludzi, aby udźwignąć ciężar aniołów, są dla nas zbyt odległe, a zarazem, często na wyciągnięcie dłoni.
Kiedy wczytuję się w historię dzieci, szczególnie ten temat mnie dotyka, nigdy nie potrafiłem sobie zadać pytania, a co byś zrobil gdyby?

Bolesne myślenie i odcinanie lat, miesięcy, tygodni, dni, godzin, minut... Czy mozna przygotować się na bezsilność wobec uchodzenia częsci siebie?

A to właśnie one mają najwięcej siły i dają energię. Jak nie płakać, kiedy ktoś prosi, chociaż wie, że łzy często są jedynym lekarstwem na nicość.

Właśnie po to Bóg dał ludziom deszcz, bo wiedział że ten świat wysuszy nam łzy.

Pozory zaradności, które ścianają jak z nóg, słysząc diagnozę, wyrok.
Szukamy odpowiedzi, wpatrujemy się w niebo, czasami dalej, i nie ma odpowiedzi.
Pamiętam, kiedy ulatywała córeczka jednego z moich przyjaciół. Kiedy jej serce bić przestało, przyjechał do mnie i poprosił abyśmy pojechali nad morze. Bo to była jej ostatnia prośba. Aby pojechał w to miejsce, kiedy ostatni raz się uśmiechali. Przez całą drogę nie odezwał się słowem, na miejscu również nie. Wróciliśmy...

Ja bardzo boję się tego, że w swojej głupocie, stanę się bezsilny wobec tych których kocham.

Ograniczenie bezsilności, do stanu choroby, ciężkego przypadku, moim zdaniem, to dużo za mało.

W bezsilności rodzą się konflikty między najbliższymi, w bezsilności nie szukamy odpowiedzi na najwazniejsze pytania. Odsuwamy sie od tych, którzy nam swoje serce ofiarowują, ale tego nie widzimy.

W bezsilności, wielu poddaje się biegowi wydarzeń, zamiast wstać i przerwać pasmo niepowodzenia.

W bezsilności...

Choroba kogoś bliskiego, często to coś z czym się godzimy. Ale co zrobić, kiedy okazuje się że nasza bezsilność powoduje że umieramy za życia?

może nie na temat, ale ...

14

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

FacetJAKwielu, świetnie napisane...

facetJAKwielu napisał/a:

Ja bardzo boję się tego, że w swojej głupocie, stanę się bezsilny wobec tych których kocham.

Ja właśnie teraz walczę z całych sił, aby nie poddać się tej bezsilności, o jakiej wspominasz. Jest ciężko, bezradność zwala z nóg. Najłatwiej mi jest, kiedy działam, bo to daje taką namiastkę i złudne poczucie, że coś jednak ode mnie zależy. Równocześnie widzę, że każdy z tą sytuacją radzi sobie po swojemu i każdy zupełnie inaczej.

15

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby
Olinka napisał/a:

FacetJAKwielu, świetnie napisane...

facetJAKwielu napisał/a:

Ja bardzo boję się tego, że w swojej głupocie, stanę się bezsilny wobec tych których kocham.

Ja właśnie teraz walczę z całych sił, aby nie poddać się bezsilności, o jakiej wspominasz.

Ograniczanie stanu umysłu, do jednego problemu, kłopotu, to największy błąd popełniany w życiu.

16 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-09-17 02:17:39)

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby
Olinka napisał/a:

Truskaweczko, moim zdaniem dziś już zupełnie niepotrzebnie do tego wracasz. Ja co prawda wiem, że postąpiłabym zupełnie inaczej, ale Ty robiłaś tak, jak czułaś i było to przecież czymś podyktowane. Nie wiem dlaczego tak naprawdę nie było Cię przy mamie, wiem tylko tyle, ile napisałaś i to pozwala mi sądzić, że było to podyktowane chronieniem siebie samej. Taki był Twoj wybór i miałaś do niego prawo. 

Jakiś czas temu gryzlam się z myślami czy mogłam czemuś zapobiec i czy gdyby w danej chwili została podjęta inna decyzja, to konsekwencje byłyby mniej dotkliwe, wtedy swoimi wątpliwościami podzieliłam się z pewną mądrą osobą. W odpowiedzi usłyszałam, że nieważne jest co było, bo na to nie mamy już wpływu i tego nie zmienimy, teraz trzeba skupić się na tym co jest tu i teraz oraz co będzie. Jeśli więc ta sytuacja Cię gryzie, to postaraj się jakoś poukładać sobie to wszystko w głowie, a w przyszłości nie popełnić podobnego błędu.

No tak, napisałam czym to było podyktowane. No czyli Twoim zdaniem nie ma co się winić, grunt, że moja mama by to zrozumiała, jest to też normalna reakcja? Ty byłaś w takiej sytuacji, że tak piszesz jak się zachowałaś? Hm no nie popełnię tego, ale czy to był błąd? Jeśli mama na pewno to rozumiała, to mam uważać to za błąd? Chyba nie chcę tego postrzegać jako błędu, bo wtedy załamię się, że w chorobie mamy pod koniec nie byłam obok i że błąd.... No, a tego nie chcę. No, ale w sumie ciocia wiele mi pomogła tym co powiedziała, podobno też nie była przy swojej mamie jak było blisko jej śmierci, bo też nie dawała sobie z tym rady. Jej tata niefajnie, bo ją za to obwiniał, mój akurat nie i to dobrze, a nie powinien właśnie, bo różne są reakcje. Teraz postąpiłabym inaczej, ale jednak też wiem, że różne są reakcje, że nie powinnam się obwiniać dlatego - sama to sobie mówię, ale wiadomo czasem nie dociera, bo to świeże emocje nadal. No na pewno jak minie jeszcze trochę czasu i będzie choć trochę lżej, to będę starała się żyć tak, by mama była ze mnie dumna. Oczywiście też dla siebie samej, ale i dla niej.

No dla mnie była najgorsza bezradność, jak wiadomo było, że nie da się nic zrobić. No, ale i tak się wierzyło, u nas nikt nie umiał tego przyjąć do świadomości wtedy, bo i mama walczyła, no i my chcieliśmy też jej z nami. Była wspaniałą, ciepłą osobą. Nie da się pogodzić z taką niesprawiedliwością moim zdaniem, straszna choroba.

17

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

Truskaweczko, przede wszystkim, bo wciąż tego nie napisałam, bardzo współczuję Ci odejścia mamy. Bardzo. 

truskaweczka19 napisał/a:

Ty byłaś w takiej sytuacji, że tak piszesz jak się zachowałaś?

Nie, nie, napisałam o zupełnie innego typu sytuacji, choć też związanej z chorobą kogoś mi bliskiego. Gryzło mnie, bo wiedziałam, że ta osoba mogła wcześniej trafić do szpitala, ale bardzo się przed tym wówczas broniła. Potem pytałam trzech lekarzy czy to miało jakieś znaczenie i czy te kilka dni mogło poprawić rokowania na wyleczenie. Wtedy to już nie miało znaczenia, ale chciałam mieć pewność - do dziś jej nie mam.

truskaweczka19 napisał/a:

Chyba nie chcę tego postrzegać jako błędu (...)

Nazwałam to błędem, bo jeśli z perspektywy czasu twierdzisz, że dziś postąpiłabys inaczej, to rozumiem, że żałujesz swojej ówczesnej decyzji. To właśnie stąd to określenie. W każdym razie stanowczo uważam, że nie powinnaś się obwiniać. Dziś to niczego nie zmieni, za to Tobie niewątpliwie nie pomoże, wręcz przeciwnie. Daj sobie trochę czasu, rana jest jeszcze bardzo świeża.

Wiesz, wydaje mi się, że to jest zupełnie naturalne, że po śmierci kogoś bliskiego zaczynamy zastanawiać się czy coś mogliśmy inaczej zrobić, inaczej powiedzieć, czy mogliśmy bardziej pomóc, czemuś zaradzić. Bardziej martwiłabym się, gdyby takie uczucia się nie pojawiały.

18

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

Dziękuję Olinko.
Aa to napisałaś, że postąpiłabyś inaczej w tej sytuacji czy w innej? No bo w sumie sami nie wiemy jak zachowamy się dopóki tego nie przeżyjemy, to tak trudne doświadczenie.
No racja, pod tym kątem to tak. Niemniej fakt postaram się już nie obwiniać, grunt, że mama i tak, by zrozumiała, to wiem, a nasza więź i tak była, to jest najważniejsze.

19

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby
truskaweczka19 napisał/a:

Aa to napisałaś, że postąpiłabyś inaczej w tej sytuacji czy w innej?

Przepraszam, ale nie jestem pewna, dlatego sprecyzuj, proszę. Twoje pytanie odnosi się do poniższego zdania?

Olinka napisał/a:

Ja co prawda wiem, że postąpiłabym inaczej, ale Ty robiłaś tak, jak czułaś i było to przecież czymś podyktowane.

20

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

Sporo takich chwil było w ostatnich latach niestety. Większość zakończyła się ostatecznie dobrze, część nie. Ja w takim czasie chcę jak najwięcej przebywać z tą osobą, więc najczęściej całymi dniami przesiaduję z nią, rozmawiamy. Ale nie o chorobie. Staram się zmieniać temat, rozmawiać o sprawach doczesnych. Póki co sprawdzało się. Dwa lata temu miałem najgorzej jak brat leżał w szpitalu prawie trzy miesiące z sepsą. Na początku był to wstrząs septyczny, więc lekarze mówili, że widzą to słabo. Stan był bardzo ciężki. Moi rodzice są już osobami starszymi i schorowanymi więc wysłałem ich na wieś na wakacje i sam się nim zajmowałem, chociaż nigdy nie mieliśmy ze sobą dobrych relacji. Mieliśmy nawet bardzo złe, bo mój brat jest alkoholikiem 10 lat ode mnei starszym i wszystko co pamiętam jest związane z awanturami i pijaństwem. Ale na prośbę mamy zająłem się nim. Myślałem, że jestem silny i mówiłem cały czas, że nie robię tego dla niego, a dla rodziców. Ale tak nie było. Było mi bardzo ciężko, moja żona musiała wyjechać na miesiąc opiekować się chorym dziadkiem, więc zostałem z tym sam. Dorobiłem się w tym czasie sam choróbska ze stresu, nie mogłem prawie jeść bo wszystko mnie bolało i prawie wcale nie spałem. Jak żona po tym miesiącu wróciła to prawie mnie nie poznała tak schudłem. Ale ten okres dał mi wiele, naprawdę wiele siły i wiem, że bliskimi trzeba się zawsze zajmować. Wszystko zakończyło się dobrze. Brat z tego wyszedł i jest innym człowiekiem. Nie pije, pracuje, ma kobietę i mieszka z nią. Ale ja i tak za bardzo się zamartwiam zdrowiem bliskich. Przez co często spać nie mogę. Chociaż tak naprawdę wiele zrobić nie mogę. Mimo wszystko Truskaweczko rozumiem Twoją reakcję. Faktycznie czasami lepiej się trzymać na uboczu. Nie można nikogo zmuszać do uczestniczenia, jeśli to miałoby tylko wywrzeć negatywny wpływ na tą osobę. Niedawno znów mieliśmy stresującą sytuację jak żona leżała na patologii ciąży. Ale jak zawsze ostatnio wszystko skończyło się dobrze. Stres był i całe dnie spędzałem w szpitalu. W domu tylko spałem.
I tak jak było to napisane nigdy nie używam tych banalnych słów "na odczepkę". Wolę milczeć niż wypowiadać banały.

21 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-09-17 19:16:41)

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby
Olinka napisał/a:
truskaweczka19 napisał/a:

Aa to napisałaś, że postąpiłabyś inaczej w tej sytuacji czy w innej?

Przepraszam, ale nie jestem pewna, dlatego sprecyzuj, proszę. Twoje pytanie odnosi się do poniższego zdania?

Olinka napisał/a:

Ja co prawda wiem, że postąpiłabym inaczej, ale Ty robiłaś tak, jak czułaś i było to przecież czymś podyktowane.

Aa tak, o to mi chodziło.

22

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

W takim razie odpowiadam, że miałam na myśli taką sytuację, w jakiej Ty się znalazłaś. Tak, ja postąpiłabym inaczej i wiem to na pewno. Czując, że ktoś mi bliski odchodzi, zrobiłabym wszystko, aby jak najpełniej wykorzystać dany nam czas. Zrobiłabym to dla chorego, ale też dla siebie samej.

23

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

Ja byłam w odwrotnej sytuacji niż Ty, Truskaweczko. Kilka lat temu leżałam przez miesiąc w szpitalu i najadłam się dużo stresu, bo postawiono złą diagnozę, więc sądziłam, że jest bardzo źle. W szpitalu też nie było wesoło, bo dużo badań, kłucia, bólu itp. Wtedy siedziała ze mną przyjaciółka i mój obecny partner, który wtedy jeszcze nie był partnerem. Rodzina odwiedzała mnie bardzo często, ale mama rzadko. Wiem, że to przeżywała podobnie jak Ty i z tych samych powodów nie odwiedzała mnie często. I ja to obiektywnie rozumiałam, że ona tak reaguje i że to nic osobistego. A jednak miałam do niej wtedy ogromny żal, że nie umie się dla mnie ogarnąć i mnie wspierać. Wiem, że to było głupie myślenie, bo nie było nawet racjonalne, ale w głębi duszy byłam nią bardzo zawiedziona. Nie jestem z tego dumna, ale od bliskich osób chyba oczekuję czegoś więcej w takich chwilach. No ale to było kilka lat temu. Teraz jestem trochę bardziej dojrzała i pewnie też inaczej bym to odbierała. Ja do dziś mam wyrzuty sumienia, że jak moja babcia umierała w szpitalu, to nie mogłam jej odwiedzić, bo złapałam wtedy ostre przeziębienie i lekarze nie chcieli mnie wpuścić. Obiektywnie wiem, że to nie moja wina, ale jednak trochę się obwiniałam, że mogłam bardziej dbać o zdrowie i wtedy zdążyłabym się pożegnać. No różne są sytuacje i sądzę, że nie ma się co nakręcać ze złymi emocjami, bo teraz już i tak nie da się cofnąć czasu.

24

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

Moja mama też jest taką osobą, która bardzo się o nas martwi, wiem, że kiedy coś się dzieje, to przeżywa to całą sobą, ale do szpitala raczej nie zagląda. Kiedy leżałam na patologii ciąży przez niemal dwa miesiące, to była u mnie chyba tylko raz i do dziś to pamiętam. Pamiętam też, że w tamtym czasie było mi z tego powodu przykro. Teraz w szpitalu leży mój brat i on ma podobne odczucia - kilka dni temu powiedział, że ma żal, że mama nawet nie dzwoni. Co prawda ze względu na chorobę nie zawsze można go odwiedzać, ale jeśli bardzo się chce, to tam też pracują ludzie i pewne rzeczy potrafią zrozumieć, dlatego zwykle można zobaczyć się choć przez chwilę albo przynajmniej przez szybkę, jednak mama pojechała do szpitala dopiero po tym, kiedy zapytałam czy nie boi się, że może nie zdążyć.

Każdy z nas jest inny i w inny sposób okazuje i radzi sobie z emocjami. Moja mama jest ostatnią osobą, którą podejrzewałabym o brak ciepłych, matczynych uczuć, a jednak czasem ma problem z tym, aby je tak bezpośrednio okazać.

25 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-09-17 22:17:14)

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby
Olinka napisał/a:

W takim razie odpowiadam, że miałam na myśli taką sytuację, w jakiej Ty się znalazłaś. Tak, ja postąpiłabym inaczej i wiem to na pewno. Czując, że ktoś mi bliski odchodzi, zrobiłabym wszystko, aby jak najpełniej wykorzystać dany nam czas. Zrobiłabym to dla chorego, ale też dla siebie samej.

Aha, ciężko powiedzieć co by się zrobiło na pewno, póki się nie przeżyje, o to mi chodziło. No chociaż można z drugiej strony czuć co by się zrobiło i mieć rację. Niemniej najważniejsze, że wcześniej spędziłam dobre chwile z mamą, więc no cóż, dobrze, że raczej już się nie winię, bo jak pisałaś każdy jest inny i to normalne?

Cslady, ale teraz nie masz już o to żalu do mamy i rozumiesz ją? W końcu wiesz, że i tak cierpiała. Dlatego i ja nie powinnam się winić, jest to zrozumiałe? Teraz inaczej bym postąpiła, a wtedy tak się broniłam przed sytuacją i to normalna sprawa też, nie obwiniać się? Moja mama raczej była bardzo wyrozumiała, myślę, że rozumiała mnie.

Oj nie pomagacie mi tym pisząc, że macie żal do swoich bliskich, że nie odwiedzali. No ja myślałam, że Wy właśnie nie macie żalu, skoro rozumie, że każdy to inaczej przezywa i że to z bólu, a nie na złość. A teraz wiecie, że tego niestety nie cofnę, mogę inaczej postąpić kiedyś i tak zrobię. No, ale chyba nie ma co się zadręczać, mimo tego nie jestem złym człowiekiem i nie chcę tak się czuć...

26

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

truskaweczko, ja tez bardzo Ci wspolczuje. Stracilas mama wczesnie, za wczesnie. Ale widocznie tak bylo pisane.
Widze, ze walczysz sama z soba i chcesz od innych jakiegos potwierdzenia, ze nie zrobilas zle. Teraz jestes jeszcze w zalobie i takie pytania sa normalne.
To zrozumiale, ale kazdy ma jakies tam swoje nastawienie. Jedni maja zal, inni nie. To ich sprawa i nie lacz tego ze soba.
Nie pogarszaj teraz swojej sytuacji zadreczaniem sie, czy zle czy dobrze zrobilas. Nie ma co nad tym gdybac.
Zrobilas tak, jak wtedy moglas. Gdybys mogla inaczej, to zrobilabys inaczej. Nie ma zupelnie powodu czuc sie zlym czlowiekiem.
Zreszta sama tak piszesz - nie cofniesz niczego, a kiedys w jakiejs innej sytuacji moze postapisz inaczej. To jedynie sluszne stanowisko.
Zrob miejsce dla swojego smutku po stracie, tyle, ile on potrzebuje i porozmawiaj o tym, co Cie zajmuje, z mama - tak, jakby byla przy Tobie. Bo jakas jej czesc zawsze bedzie przy Tobie. Ona rozumie.

27

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

Hmm wszystko się dobrze skończyło, więc jakoś nie rozpamiętuję tamtego okresu. Rozumiem zachowanie mamy i jej reakcje, ale sądzę, że na poziomie podświadomości to jakoś się odbiło na moich relacjach z nią. Jeśli mam jakiś problem, to nie mówię jej o tym. Nie dlatego, że mam żal czy chcę jej zrobić na złość, ale po prostu nie chcę jej martwić, skoro ona tak reaguje na sytuacje stresowe. Ja bym się wtedy dodatkowo stresowała, że ona to przeżywa. Wiem, że zawsze by mi pomogła, ale po takie psychiczne wsparcie wolę iść do partnera albo chociaż przyjaciółki. Na pewno tego typu sytuacje dodatkowo mnie do nich zbliżyły.

Rozumiałam zachowanie mamy, ale przecież emocje nie są racjonalne i nie opierają się na rozumieniu. I tak nie było źle, bo przecież miałam przy sobie bliskie osoby. Teraz już o tym nie myślę i wcale nie uważam, że mama jest przez to gorszą matką czy coś. W hospicjum widziałam, że ludzie różnie reagują i mają do tego prawo. Niemniej jednak ja na pewno bym się tak nie zachowała, tutaj sądzę jak Olinka. Po prostu widziałam takie sytuacje z różnych stron i gdyby bliska mi osoba zachorowała, to sądzę, że moim obowiązkiem jest, by odłożyć własne emocje na bok, przynajmniej na czas wizyt. No ale tego być może nauczył mnie wolontariat, by się nad sobą nie użalać za bardzo, bo to egoistyczne. A gdybym nie miała takich doświadczeń, to na pewno nie byłabym przygotowana i naprawdę nie wiem jak bym zareagowała. Grunt, by sobie wybaczyć (jeśli czujesz się winna) i nie zadręczać się, bo tego Twoja mama nie chciałaby na 100%.

28

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby
cslady napisał/a:

(...) i gdyby bliska mi osoba zachorowała, to sądzę, że moim obowiązkiem jest, by odłożyć własne emocje na bok, przynajmniej na czas wizyt. No ale tego być może nauczył mnie wolontariat, by się nad sobą nie użalać za bardzo, bo to egoistyczne.

Mogę się pod tym podpisać. W takich chwilach czuję, że muszę skupić się na osobie chorej i cierpiącej, choćby dlatego, że bez względu na moją bezsilność i ból, moja sytuacja i tak jest nieporównywalnie lepsza, a ból i bezsilność nieporównywalnie mniejsze niż besilność, cierpienie i strach chorego. Wtedy nie ma miejsca na rozczulanie się nad sobą. Jeśli czuję, że muszę, to wypłaczę się w samotności, ale potem zagryzam zęby, staję do pionu i udaję twardą oraz pewną powodzenia terapii. Gdybym ten mój strach i moje emocje przenosiła na tę drugą osobę, to skąd ona miałaby czerpać swoją siłę i nadzieję? Obecność i wsparcie bliskich mają ogromną moc.

Cslady, napisałaś bardzo ważną rzecz, która z kolei Tobie, Truskaweczko, może pomóc - nasze emocje nie są racjonalne i czasem trudno nad nimi zapanować. One po prostu pojawiają się i są. Czasem trudne do ogarnięcia rozumem potrafią nas samych bardzo zaskoczyć. To dzięki nim jedni odkrywają swoją siłę, inni zaś solidnie muszą się z nimi zmierzyć, na koniec niekoniecznie czując, że tę walkę wygrali. Niemniej jesteśmy tylko (i aż) ludźmi, dajmy sobie prawo zarówno do przeżywania emocji po swojemu, jak i popełniania błędów.

Z kolei osobie chorej jest wystarczająco ciężko, aby mogła czuć się zwolniona z brania na siebie ciężaru emocji tych, którzy się o nią martwią. Z drugiej strony obserwuję, że często jest zupełnie inaczej - wydają się być znacznie silniejsi od ich bliskich.

29 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-09-18 05:01:30)

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby
Marajka napisał/a:

truskaweczko, ja tez bardzo Ci wspolczuje. Stracilas mama wczesnie, za wczesnie. Ale widocznie tak bylo pisane.
Widze, ze walczysz sama z soba i chcesz od innych jakiegos potwierdzenia, ze nie zrobilas zle. Teraz jestes jeszcze w zalobie i takie pytania sa normalne.
To zrozumiale, ale kazdy ma jakies tam swoje nastawienie. Jedni maja zal, inni nie. To ich sprawa i nie lacz tego ze soba.
Nie pogarszaj teraz swojej sytuacji zadreczaniem sie, czy zle czy dobrze zrobilas. Nie ma co nad tym gdybac.
Zrobilas tak, jak wtedy moglas. Gdybys mogla inaczej, to zrobilabys inaczej. Nie ma zupelnie powodu czuc sie zlym czlowiekiem.
Zreszta sama tak piszesz - nie cofniesz niczego, a kiedys w jakiejs innej sytuacji moze postapisz inaczej. To jedynie sluszne stanowisko.
Zrob miejsce dla swojego smutku po stracie, tyle, ile on potrzebuje i porozmawiaj o tym, co Cie zajmuje, z mama - tak, jakby byla przy Tobie. Bo jakas jej czesc zawsze bedzie przy Tobie. Ona rozumie.

No tak, za wcześnie... No tak, tak się dzieją różne rzeczy i może są pisane, co nie oznacza, że to jest sprawiedliwe... No chyba nigdy nie będzie myśleć się o śmierci bliskiej osoby, że była sprawiedliwa, zawsze jest pewna pustka, prawda?
No racja, w sumie nie powinnam tego łączyć ze sobą, ale po prostu ciężko mi to pisać, bo niby wiem, że moja mama żalu nie miała, tzn dobrze ją znam i dlatego wiem, ale z drugiej strony wiadomo czytając to to po prostu ciężko, bo tego cofnąć nie można, a szkoda, a zmieniłabym to. No, ale oczywiście myślenie o tym nic nie da, ale samo wraca to myślenie, trzeba na to czasu. Moja mama była ze mną w ważnych chwilach, gdy ja byłam w szpitalu, mimo że tylko badane hormony też, a ja tu nie byłam, no ale teraz tylko przed śmiercią te 2 tygodnie, więc też wcześniej byłam, może nie tak często jak inni, bo też czasem nie dawałam rady, ale byłam, a potem dopiero nie dałam rady, więc można to tym bardziej raczej zrozumieć. No, ale tak, teraz zrobiłabym inaczej, to wiem.

Tak, mówię do mamy, bardzo bym chciała, by mnie słyszała, modlę się. Czasem mi się śni, nie codziennie może jak podobno wujkowi, ale to indywidualna kwestia, a myślę o niej bardzo dużo. Nie miałam jakiegoś znaku jak niektórzy piszą o znakach od zmarłych, jedynie przeczucie tego dnia co mama umarła, że coś jest nie tak, niepokój i wtedy zrozumiałam, że pora tam jechać, że niepotrzebnie wcześniej te 2 tygodnie nie jeździłam, prócz jednego razu. No i że nie porozmawiałam z nią choćby przez telefon, tzn tu też, ale też raz. No, ale fakt, nie ma co teraz się obwiniać. Grunt, że mama by mnie nie obwiniała, że chce dla mnie jak najlepiej i dla niej postaram się dbać o siebie bardziej, bo to zaniedbałam, a ze smutku to już zwłaszcza. No, ale powoli to postaram się odbudować. No i rozumiem cslady, tak teraz odłożyłabym na bok mój ból, z czasem inaczej się to widzi i dostrzega. No, ale to dobrze, że nie masz żalu już do mamy, wiesz, że nie chciała źle, że i tak Cię kocha, macie dobry kontakt. Na pewno było wiele innych sytuacji, gdy udowodniła Ci swoją miłość, więc i tak to się jakoś tam równoważy, jak i u mnie, gdy oprócz tego, że mamy za bardzo wtedy nie odwiedziłam, to poza tym miłość wcześniej okazałam wiele razy, to fakt ważne, bo będę i tak starała się pamiętać dobre chwile.

No racja Olinko. Dlatego tak sobie myślę, że i tak dobrze, że moja mama była taka, bo wiem, że nie miała do mnie żalu, że dawała radę, ona była silna, choć i tak sytuacja jej była okropna sad A gdybym teraz po tym jak żałuje wiedziała, że moja mama była słabsza psychicznie np ode mnie i do tego, że może mieć do mnie żal, wtedy już tym bardziej nie wiem jak bym się z tym pogodziła. Byłoby to dużo trudniejsze. A tak, teraz fakt zrobiłabym inaczej, ale też wiem, że skoro czasu nie można niestety cofnąć, to chociaż jedno dobre, że mama żalu do mnie nie miała, pewności nie ma, ale raczej tak, bo znałam mamę dobrze. A zmieniłabym to gdyby mogła tak, by być obok, wspierać. Jak byłam ten dzień przy mamie, gdy umierała, to wszyscy płakaliśmy, nawet przy mamie, była nieprzytomna, wiem, że może jakoś mogła to odczuć, więc i tak póki się dało się stopowaliśmy, ale czasem się nie udało... No, ale też by zrozumiała, a wtedy nikt z nas nie umiał tego opanować tak do końca. No, ale to były ostatnie godziny mamy, bardzo ciężko było wytrzymać, bezradność jest najgorsza.

No co Twojego brata, to pewnie mama go odwiedzi. No, ale fakt, nie oceniam jej, tak jak Wy nie oceniacie mnie, rozumiecie, no ale tak, sama myślę, że 2 miesiące bym nie wytrzymała bez odwiedzin. 2 tygodnie to były tak z żalu itp, ale dłużej pewnie już bym nie dała rady. A teraz jak pisałam zmieniłabym to i odwiedzała często, zrobiłabym po prostu inaczej. No ale oczywiście też Twojej mamy nie oceniam, bo właśnie nie znamy emocji drugiej strony, ale fakt, 2 miesiące to nie 2 tygodnie jak u mnie, to już długo. A ja bym już teraz powiedziała jej też, że gorzej jak nie zdąży i teraz nauczona tym powiedziałabym, żeby poszła, odwiedzała, bo potem może żałować jak ja. Nawet jak syn by nie miał żalu jak moja mama, to ona wtedy i tak może żałować, bo wtedy tak jak ja już z ukochaną osobą czasu nie spędzi, dlatego tak zachęcałabym też do tego, by potem czuć, że się pobyło z ukochaną osobą. Człowiek się uczy całe życie.

30

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby
truskaweczka19 napisał/a:

A gdybym teraz po tym jak żałuje wiedziała, że moja mama była słabsza psychicznie np ode mnie i do tego, że może mieć do mnie żal, wtedy już tym bardziej nie wiem jak bym się z tym pogodziła. Byłoby to dużo trudniejsze.

Nie da się przewidzieć, co czują nasi bliscy, gdy odchodzą. Tak jak już napisałam, uczucia nie są racjonalne. Myślę, że nawet gdyby Twoja mama miała takie uczucia jak ja, to nie powinnaś tego brać do siebie i się tym zadręczać. Jeśli jesteśmy z kimś blisko, to przecież wiele razy się zdarzy, że ktoś nam sprawi przykrość, rozczaruje nas, tak samo my rozczarowujemy innych. To są krótkotrwałe uczucia i jak najbardziej ludzkie. A przecież nie zmieniają tego, że kochamy naszych bliskich i czujemy się przez nich kochani. Czasami trudno przewidzieć jak się zachować i co powiedzieć, by kogoś pocieszyć i wesprzeć. To jest bardzo trudne i chociaż sądzę, że powinniśmy doskonalić w sobie tę umiejętność, to jednak nie można obwiniać się o to, że nie umiało się idealnie zachować podczas pierwszego zetknięcia z tego typu sytuacją. Dla mnie to właśnie jest piękne w miłości, bo przecież nie sztuka kochać kogoś, kto zawsze jest idealny, zawsze wie co powiedzieć i jak się zachować. A jeżeli kocha się z tymi wszystkimi niedoskonałościami, to jest właśnie piękne. Ważne, że Twoja mama miała wsparcie innych osób. Sądzę, że jeśli ktoś nie umie powstrzymać płaczu i własnych emocji, to może właśnie lepiej, by siedział w domu. Przynajmniej nie obciąża bliskiej osoby swoimi emocjami. No a samo panowanie nad emocjami nie jest łatwe i trzeba to wyćwiczyć. Nikt się nie rodzi z taką umiejętnością, więc też nie ma powodu, by czuć się winnym.

Sądzę też, że nie powinniśmy rozpamiętywać i "grzebać się" w przeszłości. Było, minęło. Twoje obwinianie się nie przywróci Twojej mamy. Myślę, że powinnaś się teraz skupić na chwili obecnej, bo masz na nią realny wpływ. Przede wszystkim możesz być wsparciem dla swojego taty. Sądzę, że utrata miłości swojego życia, zwłaszcza po tylu latach bycia razem, jest bardzo dużym ciosem. Tym bardziej, że Twój tata był przy niej, więc do tej pory musiał panować nad emocjami i być silny. Nie miałaś w sobie tyle siły, by wspierać mamę, ale możesz teraz wesprzeć tatę, bo ma tylko Was. No i druga rzecz, którą możesz zrobić dla rodziców, to wybaczyć sobie, nie zadręczać się i po prostu mieć takie życie, którego oni dla Ciebie chcieli - szczęśliwe. Nie dosłownie teraz, bo żałoba jest świeża, ale tak ogólnie. Możesz kochać tatę, partnera, być dla nich dobra, założyć swoją rodzinę itp. To tylko tyle i aż tyle. Która matka nie marzy, by jej dziecko było szczęśliwe i założyło własną rodzinę? Uważam, że jeśli bardzo kogoś kochamy i ta osoba odchodzi, to po okresie żałoby powinniśmy skupić się na tym, by żyć tak, jakby nasze życie miało być uhonorowaniem znajomości z tą osobą. Tzn. to tylko moje podejście i mnie ono pomaga. Bo tak poza samym faktem smutku i żałoby, to zawsze jednocześnie odczuwam radość, że mogłam tę osobę znać i że ona miała wpływ na moje życie. Wtedy chcę być po prostu takim człowiekiem za jakiego mnie ona uważała (w końcu bliscy dostrzegają w nas głównie dobro). I chociaż Twojej mamy już nie ma, to uważam, że to jest właśnie coś, co nadal mogłabyś dla niej zrobić. Tym bardziej, że dzieci są tym, co po rodzicach zostaje.

31

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

Truskaweczko, weź jeszcze, proszę, pod uwagę, że po raz pierwszy znalazłaś się w takiej sytuacji, a dopóki czegoś się nie przeżyje, to można sobie teoretyzować, a potem rzeczywistość i tak może nas zaskoczyć. Zresztą każde takie przeżycie nas zmienia, uczy czegoś nowego - o sobie i o życiu, które przecież nie składa się z samych dobrych i radosnych chwil.

Bardzo podoba mi się to, co napisała Cslady, czyli że kiedy coś będziesz w przyszłości robić, to pomyśl sobie od czasu do czasu, że robisz to właśnie dla mamy. Ja do dziś czasem zastanawiam się co w takiej czy takiej sytuacji czułby, powiedział albo zrobił mój tata, czy zauważyłby, docenił, cieszył się czy smucił, co mógłby mi poradzić. Fizycznie nie ma go z nami już od kilku lat, ale w myślach i sercu wciąż jest przecież obecny. Mało tego, kiedy jest mi źle, a sobie o nim pomyślę, to czuję się lepiej, bezpieczniej, jest mi lżej.

Na pewno musi jeszcze upłynąć trochę czasu, ale on jest naszym sprzymierzeńcem, dlatego mam szczerą nadzieję, że niebawem będzie Ci znacznie łatwiej.

32 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-09-18 20:41:59)

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby
cslady napisał/a:
truskaweczka19 napisał/a:

A gdybym teraz po tym jak żałuje wiedziała, że moja mama była słabsza psychicznie np ode mnie i do tego, że może mieć do mnie żal, wtedy już tym bardziej nie wiem jak bym się z tym pogodziła. Byłoby to dużo trudniejsze.

Nie da się przewidzieć, co czują nasi bliscy, gdy odchodzą. Tak jak już napisałam, uczucia nie są racjonalne. Myślę, że nawet gdyby Twoja mama miała takie uczucia jak ja, to nie powinnaś tego brać do siebie i się tym zadręczać. Jeśli jesteśmy z kimś blisko, to przecież wiele razy się zdarzy, że ktoś nam sprawi przykrość, rozczaruje nas, tak samo my rozczarowujemy innych. To są krótkotrwałe uczucia i jak najbardziej ludzkie. A przecież nie zmieniają tego, że kochamy naszych bliskich i czujemy się przez nich kochani. Czasami trudno przewidzieć jak się zachować i co powiedzieć, by kogoś pocieszyć i wesprzeć. To jest bardzo trudne i chociaż sądzę, że powinniśmy doskonalić w sobie tę umiejętność, to jednak nie można obwiniać się o to, że nie umiało się idealnie zachować podczas pierwszego zetknięcia z tego typu sytuacją. Dla mnie to właśnie jest piękne w miłości, bo przecież nie sztuka kochać kogoś, kto zawsze jest idealny, zawsze wie co powiedzieć i jak się zachować. A jeżeli kocha się z tymi wszystkimi niedoskonałościami, to jest właśnie piękne. Ważne, że Twoja mama miała wsparcie innych osób. Sądzę, że jeśli ktoś nie umie powstrzymać płaczu i własnych emocji, to może właśnie lepiej, by siedział w domu. Przynajmniej nie obciąża bliskiej osoby swoimi emocjami. No a samo panowanie nad emocjami nie jest łatwe i trzeba to wyćwiczyć. Nikt się nie rodzi z taką umiejętnością, więc też nie ma powodu, by czuć się winnym.

Sądzę też, że nie powinniśmy rozpamiętywać i "grzebać się" w przeszłości. Było, minęło. Twoje obwinianie się nie przywróci Twojej mamy. Myślę, że powinnaś się teraz skupić na chwili obecnej, bo masz na nią realny wpływ. Przede wszystkim możesz być wsparciem dla swojego taty. Sądzę, że utrata miłości swojego życia, zwłaszcza po tylu latach bycia razem, jest bardzo dużym ciosem. Tym bardziej, że Twój tata był przy niej, więc do tej pory musiał panować nad emocjami i być silny. Nie miałaś w sobie tyle siły, by wspierać mamę, ale możesz teraz wesprzeć tatę, bo ma tylko Was. No i druga rzecz, którą możesz zrobić dla rodziców, to wybaczyć sobie, nie zadręczać się i po prostu mieć takie życie, którego oni dla Ciebie chcieli - szczęśliwe. Nie dosłownie teraz, bo żałoba jest świeża, ale tak ogólnie. Możesz kochać tatę, partnera, być dla nich dobra, założyć swoją rodzinę itp. To tylko tyle i aż tyle. Która matka nie marzy, by jej dziecko było szczęśliwe i założyło własną rodzinę? Uważam, że jeśli bardzo kogoś kochamy i ta osoba odchodzi, to po okresie żałoby powinniśmy skupić się na tym, by żyć tak, jakby nasze życie miało być uhonorowaniem znajomości z tą osobą. Tzn. to tylko moje podejście i mnie ono pomaga. Bo tak poza samym faktem smutku i żałoby, to zawsze jednocześnie odczuwam radość, że mogłam tę osobę znać i że ona miała wpływ na moje życie. Wtedy chcę być po prostu takim człowiekiem za jakiego mnie ona uważała (w końcu bliscy dostrzegają w nas głównie dobro). I chociaż Twojej mamy już nie ma, to uważam, że to jest właśnie coś, co nadal mogłabyś dla niej zrobić. Tym bardziej, że dzieci są tym, co po rodzicach zostaje.

No masz rację. Tak, tata był silny, ale wiadomo załamanie zawsze przychodzi, nawet przy bliskiej osobie, dlatego jak pisałam w dzień, gdy mama umierała, tzn niby była niezbyt przytomna, ale mogła nas pewnie słyszeć, to każdy z nas wtedy płakał, nawet przy mamie, tata, ja, siostra, wszyscy. No, ale to zrozumiałe, w takim okropnym momencie można nie dać rady tego powstrzymać. No, ale na pewno wtedy i tak mama czuła naszą obecność, to dobrze.

Tak, dobrze piszesz. Wiesz, u mnie to były wielkie emocje, ale teraz tak, postąpiłabym inaczej. Powiem Ci jednak, że mimo, że przerosło mnie to wtedy i nie odwiedziłam mamy prócz jednego razu, to ja raczej wtedy jeszcze nie płakałabym raczej, nie obarczałabym jej smutkiem. No bo może po moim opisie myślisz inaczej, ale ja to trzymałam w sobie, sama dużo płakałam, potem nie dałam rady do niej jeździć, nie odwiedzałam te 2 tygodnie, ale jak byłabym przy niej, to tak trzymałabym w sobie. Zwłaszcza,że ogólnie przy kimś ciężko mi płakać, więc pewnie po prostu pytałabym co u niej itd. No tak i teraz tak bym zrobiła.

No, ale dobrze piszesz i to prawda, staram się wspierać tatę, a on mnie też. Resztę co napisałaś, to tak na pewno mama chce, bym jeszcze była szczęśliwa, będę się starała po czasie największej żałoby, by tak było.

Olinko, racja, to była dla mnie pierwsza taka sytuacja, nie mogę być dla siebie zbyt surowa, a na pewno czegoś to uczy, ja sama mogę być lepszą osobą, chcę być dobra i będę się starać, bo pokłady dobroci i tak już chyba w sobie mam. Masz rację, że robienie czegoś z myślą o mamie i tak jakby nie patrzeć pomaga, a cały czas, mimo że nie mam jakichś znaków, to wierzę w obecność mamy, bez tego byłoby dużo ciężej. Dlatego też jak najbardziej rozumiem, że Ty też czujesz obecność taty, jest obecny w Twoich myślach, bo to się akurat nie zmienia. Sama pisałaś chyba, że miałaś wspaniałego tatę, to oczywiście skarb, coś cennego. Tak samo jak ja mamę i oczywiście zawsze mimo niesprawiedliwości, że jej nie ma, to dziękuję też, że miałam wspaniałą mamę, a te chwile, które mam nasze w pamięci przywołuję i bardzo bym chciała, by wydarzyły się znowu, a tak się nie da, no ale zawsze chociaż mogę o nich pomyśleć, poczuć, że są dla mnie jakimś wsparciem zawsze na dalsze życie pamiętając, że mama bardzo mnie kochała i chce dla mnie tego co najlepsze.

33

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

czy polecicie jakąś dobrą literaturę na ten temat?
Całkiem niedawno dowiedziałam się, że moja najdroższa Babcia jest śmiertelnie chora.... Nie mam pojęcia jak do Niej trafić, jak Jej pomóc, co mówić....
Na początku, chcieliśmy nie dawać Babci odczuć, że "COŚ" jest nie tak, że "COŚ" się wydarzyło w Naszym wspólnym życiu, nie chcieliśmy, aby ona to odczuwała - nasz niepokój, smutek, cierpienie czy też, że coś się zmieniło. Chcieliśmy, aby czuła się względnie tak samo, jak wcześniej... Ostatnio jednak zauważyłam, że to nie jest dobra strategia.... Szukam dobrych artykułów, książek... Może po lekturze przyjdzie mi rozwiązanie do głowy, gdyż ostatnimi czasy spędza mi to sen z powiek....

34

Odp: Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby
Olinka napisał/a:

W serwisie ONKO line natknęłam się na tekst, w którym poruszono sporo zagdanień dotyczących empatii. Dotknięto także błędów, jakie popełniamy, nawet jeśli działamy w dobrej wierze.
Otóż chcąc pokazać drugiej osobie nasze zaangażowanie i chęć udzielenia wsparcia, czasem niestety wpadamy w pułapkę. Słowa co prawda mają ogromną moc, ale muszą zostać użyte w odpowiedni sposób.
Oto wymieniane przez Marshalla Rosenberg konkretne przykłady błędów:

"Doradzanie: „Myślę, że powinnaś...”
Pouczanie: „Z tego nic dobrego nie wyniknie. Musisz spojrzeć na to z innej strony…”
Licytowanie: „To jeszcze nic! Posłuchaj co mnie się przytrafiło!”
Pocieszanie: „Nie Twoja wina. Zrobiłeś wszystko co mogłeś.”
Litowanie się: „Oj Ty biedaku…”
Ucinanie: „Głowa do góry. Wszystko będzie dobrze.”
Opowieści: „To mi przypomina…”
Poprawianie: „Nie, było inaczej niż mówisz.”"

Wreszcie nawiązując do głównego tematu wątku - tak naprawdę nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie co czuje osoba ciężko chora, specjaliści od emocji radzą, aby tego nie robić. Dlaczego? Bo tak jak jesteśmy różni, tak samo każdy chory ma inne potrzeby i znajduje ukojenie w innych zachowaniach i słowach. Najważniejsze, aby mieć świadomość tego faktu i pamiętać, jak wielką moc ma umiejętność słuchania drugiego człowieka. Jeśli się tego nauczymy - znikną blokady przez kontaktem z chorą osobą, a druga strona otrzyma prawdziwe wsparcie oraz poczuje, że nie jest traktowana szablonowo.

czy mogłabym Cię poprosić, abyś wysłała mi link do tego artykułu?

Posty [ 34 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Jak zachowywać się w obliczu ciężkiej choroby bliskiej osoby

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024