Cześć dziewczęta.
Nie wiem nawet jak zacząć. Może od trzech lat wstecz.
ja piętnastoletnia zwykła dziewczyna - typowy przypadek : zero wiary w siebie, miliardy kompleksów. Znalazłam dwa sposoby na ich wyleczenie - zaczęłam brać czynny udział w sesjach zdjęciowych. Czysta amatorszczyzna, jednak pomagało.
Mój drugi sposób to ON. Gdy pierwszy raz zobaczyłam go przy samochodzie gdy gapił się w swój telefon oniemiałam z wrażenia. A teraz kilka bliższych informacji. Miał 19 lat, brązowe oczy, szelmowski uśmiech i znoszone szorty. I przepiękną siwą bluzę, która była nieodłącznym elementem jego ubioru. Mój sen, marzenie, miłość od pierwszego wejrzenia, już chyba po wieki wieków.
Pewnego razu nawiązaliśmy kontakt. Gadu gadu, dodam, że za każdym razem pisząc z nim byłam oblewana potem i krwistymi rumieńcami na twarzy. Ten mężczyzna onieśmielał mnie nawet będąc milliardy lat świetlnych ode mnie. W końcu spotkaliśmy się, SŁODKI JEZU, najpiekniejszy dzień w moim życiu - pomyślałam. I te jego przelotne spojrzenia. Czysta niewinność, która już wtedy wywoływała u mnie skrajną pracę serca. To śmieszne, ale naprawdę nie umiałam jeść a tym bardziej spać, gdy miałam świadomość jego obecności w obojętnie jakim aspekcie.
To staje się już nudne, prawda?
Więc przejdę do rzeczy. Po pół roku zostawił mnie. Z rozstania pamiętam, że chodziło o mój wiek oraz tyle, że obiecał że kiedyś będzie chciał wrócić, bo teraz jest nieodpowiedni czas.
Czekałam na niego dwa lata. GŁUPIE, PRAWDA? Puknij się w głowę naiwna dziewczyno się ciśnie na usta. Jednak on jako mój autoret mógłby powiedzieć, że 2 + 2 = 5 i pewnie bym uwierzyła. Wiecie.
Rok temu poznałam mojego obecnego chłopaka. Jest nam chyba dobrze.. Tak myślę. Tylko czy ktoś potrafi mi wytłumaczyć dlaczego słowo " Kocham cię" zatrzymuje się w moim gardle i nie przechodzi nigdzie głębiej? To z nim przeżyłam swój pierwszy raz, to on mi zawsze pomaga, jest przy mnie, mogę liczyć na niego zawsze. Do tego jego rodzina mnie uwielbia. Jego mama to wspaniała kobieta. Jednak oprócz całej tej woalki sielanki, która panuje jesteśmy zupełnie inni. Całkowicie inne charaktery, wrażliwość, poczucie humoru. Czuje się przy nim jak niesforne dziecko, rozumiecie? Jest strasznie apodyktyczny, co mnie deprymuje.Nikt z moich znajomych go nie trawi i uważają, że on mnie źle traktuje. A z drugiej strony jest czuły, opiekuńczy i kocha mnie z całego serca. Jednak czuje, że to wciąż za mało na miłość, prawda?
Kilka dni temu zaczęłam zupełnie przypadkiem konwersować smsami z mym Boskim Brązowookim Stworzeniem. Przegadaliśmy dwie noce..
Wodzi mnie za noc, kusi i przeraża.
Ja wiem, że to strasznie nudne, jednak mogę zacytować kawałek wiadomości?
"chciałbym dać Ci chwilę radości. Taką naprawdę prawdziwą rozkosz. Coś co bedziesz mogła później schować głęboko w swoim umyśle i serduszku. Będziesz mogła wrócić do tego w złych chwilach. Coś co doda światła i uroku każdemu związku, dam Ci najwspanialszą przyjemność. Tylko czy chciałabyś to przyjąć?"
Potrafi przez kilka godzin się nie odzywać po czymś takim. Wie jak na mnie działa. Robi to celowo i z premedytacją, a ja szaleje.
Wiecie co jest najgorsze? Że brzydzę się swoim zachowaniem, ale mam ochotę zostawić wszystko dla niego. Co jest maksymalnie głupie, prawda? Ale nikt nigdy nie wywoływał u mnie takich emocji. Perspektywa pójścia z nim do łóżka jest nieziemska jak sam diabeł. Ale nie umiałabym zrobić tego, ponieważ mam chłopaka, który kocha mnie. Ale stawiając tych dwóch mężczyzn obok siebie moje oczy są zwrócone w stronę mojej pierwszej miłośći.
Czekam na najsurowszą ocenę. Na jakieś słowa, które mi przemowią do rozumu. Nie wie o tym moja przyjaciółka. Chce obiektywnej oceny.
Czy nie jestem czasem wyrachowana? Czy to normalna fascynacja? Czy powinnam odciąć się od nich obu? A może boję się samotności co przyznaję sama przed sobą?