Cześć. Tak bardzo nie wiem co zrobić,gdzie iść żeby sobie ulżyć,poczuć się normalnie. Siedzę i płaczę,moje serce nie bije normalnym rytmem tylko 3 razy mocniej. Czuję lęk,obrzydzenie do własnej osoby. Potrzebuję pomocy i jego,on był moim lekiem. Teraz już go nie ma. Był on i ja. W niedzielę wszystko spieprzyłam. To nie był pierwszy raz mój. Byliśmy ze sobą dwa lata. Lubił wypić. Drażniło mnie to. Wiele mu wybaczyłam,ale nie zapomniałam. Wierzyłam,że kocha,ale od dwóch mscy zmienił się kiedy pewnego razu jak był wypiwszy powiedziałam mu,że mam dosyć takiego życia i moje życie bez niego nie ma sensu i podeszłam do okna i chciałam wyskoczyć,byłam wypita,bo od pewnego czasu kiedy nie wracał wieczorem chocby nawet godzine później to już się denerwowałam i czułam się tak jak teraz,rozżalona,nic nie warta i piłam piw po 3,za każdym razem mówiłam słowa,których po trzeźwemu raczej bym nie powiedziała,ale tak naprawdę nie chciałam nigdy wyskoczyć,nie wiem czemu to robiłam,chciałam nim wstrząsną,tylko,że zaczęłam to robić coraz częściej. DO OKNA podchodziłam 4razy i takich sytuacji też było z 4. W niedzielę się skończyło. Pojechał po 12stej po rure do wanny żeby ją przepchać,a wrócił przed 18sta. Dzwonił 3 razy,że gdzie jest i gdzie jedzie,ale nie powiedział,o której będzie w domu. mówił,że wróci jak najszybciej,a dla mnie to nie było szybko..tłumaczył się tym,że weekend i autobusy tak jeżdżą. Pojechał po tą rurę do takiego znajomego pijaka i z nim poszedł kupić,bo jak się okazało jego kumpel ma za duża tą rurę i pojechał późnie z nim ją kupić. zbulwersowało mnie to,że zajechał szybko i wyszedł też tylko,że poźniej długo jechał do tego sklepu prawie dwie godziny i kiedy rozmawialiśmy coś nas rozłączyło i nie oddzwonił..a jak sprawdzałam mu później telefon to swojego braciszka miał z czego zadzwonić. Nie wspomniałam jeszcze,że jego brat mieszkał z nami 4 msce i był świadkiem całego zdarzenia. Jak go tak długo nie było to było mi przykro i żeby nie czuć tak jak się czułąm wypiłam 3 piwa. Wyszłąm do sklepu wróciłam i on był. Była 17.30. Zrobiłam mu awanture,że robi ze mnie idiotkę że tak długo mu czasu zajęło kupywanie tej głupiej rury. Powiedział,że jest weekend i stanowczo trzymał się swojego zdania,a ja wybuchałam jak wulkan to wszystko sie potoczyło. Powiedział,że co znowu będziesz skakać przez okno no to skacz,a ja niewiele myśląc podzeszła do tego ona,ale nie chciałam wyskoczyć. Gdybym to chciała zrobic to zrobiłabym jak jego by nie było czy też w innych okolicznościach. Potem wrócił jego brat i widział co się dzieje. Zaczeliśmy się bić z moim chłopaakiem,bo on myślał,ze ja chce to zrobić,a ja miałam dosyc tej sytuacji i powiedziałam,żeby się odsunął,bo chce podejsc do okna. Wszystko,co było w domu zostało przewrócone przezemnie. Wyłało się piwo. Powiedział,że dostałam ataku. Ja wyzwałam go od najgorszyc,a on mnie od szmat i że to już koniec miedzy nami i jezeli chce to moge skakać jego to już nie obchodzi. Usiadłam na okno ale nie wyskoczyłam choć oni wyszli. Wcześnie powiedziałam żeby jego brat wyszedł ale on wogóle mnie nie słuchał. Siedział u mnie i fakt u brata,ale ze mna czułam się,ze się nie liczył z moim zdaniem,kazałam im wypierdalać,chciałam bić jego brata też. Mój chłopak powiedział,że jak jeszcze raz go uderze,to pożałuje. Jego brat mówił jemu,żeby tego nie robił. WYSZŁAM NA CHORĄ PSYCHICZNIE. dODAM,ŻE JA MAM takie nastroje i czesto mysle o przykrych rzeczach,które były u nas w związku,które mnie w życiu spotkały. MÓJ Michałek-chłopak powiedział,że ja mam urojenia i że powinnam się leczyc. jego brat tez po tym co widział powiedział że jestem chora. nAGADAŁAM SIĘ na niego,że siedział tyle czasu i nawet sie do czynszu nie dołożył. Mój chłopak zadzwonił na policje i powiedział,że mam myśli samobójcze. Co prawda później to odwołał,ale jak ich nie było to policja przyjechała,a później jeszcze pogotowie. Zabrali mnie na izbę wytrzeżwien,gdzie wypiłam tylko 4 piwa i miałam 0,57. byłam tam całą noc aż do 10 rano bez telefonu,nie poszłam do pracy,już nie pracuje,bo drugi raz nawaliłam. Raz się z nim pokłóciłam i też nie poszłam bo nie miałam siły. Za każdym razem kiedy mieliśmy sprzeczki nie radziłąm sobie z emocjami. Bałam się,że to koniec,a ja go tak kocham. Tylko,że on mam mnie już dosyc. P o tym jak mnie wypuscili pojechałam do domu,wypiłąm dwa piwa. OKOLO 13STEJ ON PRZYSZEDŁ TEZ WYPIŁ Ipowiedział,że to już jest definitywny koniec,ze przegięłąm i to mocno,a ja czaczelam plakac i przepraszał ale to nie nie pomogło. Nie wzięłam wogóle swoich rzeczy tylko dokumenty i oddałam mu klucze. Powiedział,ze mogę zostać jeszcze w tym mieszkaniu. Ja wyszłam i tak siedzę cały dzień u siostry i szwagra bez życia bez sensu,bez niczego bez niego i myśle jak bardzo mnnie kochał a ja to zawałiłam. pRZEGRAŁAM SWOJA MIŁOSC SWOJE ZYCIE BO ZYCIA BEZ NIEGO JUZ NIE MAM
2 2013-09-24 18:03:43 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-09-24 20:47:36)
Nie wiem, jak to skomentować...
Normalna do końca nie jesteś, skoro przy każdej sprzeczce o byle gówno chcesz skakać z okna...
Może pomyśl o wizycie u specjalisty?
Co do typa, to wydaje mi się, że nie ma za kim płakać.
Po prostu odpuść i tyle.
Porozmawiaj z psychologiem i to czym prędzej, może nawet zapunktujesz u chłopaka i jeszcze da ci szanse więc warto... ![]()
Hej Wiolka...
Jeśli próbowałaś demonstracyjnie popełnić samobojstwo, to chodziło Ci tylko i wyłącznie o wymuszenie jakiś ustępstw na Twoim chłopaku, bo gdybyś naprawdę chciała się zabić, zrobiłabyś to w ciszy i samotnie. Prawda?
Czasami pod wpływem emocji i do tego jeszcze alkoholu robimy rzeczy, których żałujemy, dlatego warto małymi krokami uczyć się opanowania i bagatelizowania swojego kaprysu. Zastanów się. Czy przedłużający się sobotni wypad Twojego chłopaka po rurę jest czymś z czego warto robić taką aferę dla samej siebie?
Puść go wolno, niech chodzi gdzie chce. Przecież potrafisz zorganizowac sobie sama czas, nie jesteś chyba uzależniona od czyjejs obecnosci? Jeśli zacznie przeginać to zostaw go. Nie rozumiem dziewczyn, które robią awanturę o to, że ich ukochany nie chce spędzać z nimi czasu. Przecież powinien sam tego chcieć i dlaczego mamy kogos do tego zmuszac? Wiola, jak będziesz zrzedzić o byle co, odsunie się i jeszcze zrobi się przekorny. Mozesz mu zwrócić uwagę np w stylu: Jest mi przykro, że musiałam sama spędzić tyle czasu. Nastepnym razem idz sobie gdzies i nie czekaj.
Jeśli przeszkadza Ci picie alkoholu przez Twojego chłopaka, to mogę Ci obiecać, że będzie już tak do końca życia. No chyba, ze od niego odejdziesz.
Nie załamuj się. Jesteście świeżo po rozstaniu i wrócicie do siebie, tylko że trzeba starac się zmienic, potrafic przyznac do błędu. Nie uważasz, że rękoczyny to już duży krok w stronę patologii ( pomijając już wyzwiska ) ? Zastanów się nad tym, bo nie będziesz szczęsliwa w takim związku.
tak z mojej strony to była jakaś demonstracja tylko,że to nie był pierwszy raz i on jest przekonany,że chciałam to zrobić a on nie będzie za mnie siedział..on już nie wróci powiedział mi że to już koniec że się zastanowił całą noc i jego decyzja jest ostateczna,a ja tak nie umiem się z tym pogodzić nie chciałam żeby tak to się skończyło,kiedy dzwonił po policję czułam się zaatakowana i czułam spiszek między nim a jego bratem,choć tak chyba nie była,mówili mi,że jestem pijana i żebym się opanowałaa a mnie rozwscieczyło to,że dzwoni mój chłopak po policję. Nie chciał mnie dopuścić do okna,szarpalaiśmy się długo,ale w końcu wyszedł,bo miał dosyć a przecież mogłam wtedy to zrobic,powiedział że mam urojenia i żebym leczyła się dla siebie,bo z nami koniec,że patrzył się m=na to wszystko i puszczał między palcami,ale teraz już tak nie będzie,że będzie pił ale wyjdzie z tego..wkórwił mnie jego brat bo kiedy mieszka się u kogoś i jak widzi takie sceny jakie były to kiedy mówi się mu wyjdz to stoi jak słóp bo brat mówi,żeby nie wychodził,w takim momencie przypomniała mi się historia z przeszłośći kiedy to sprzed 5 mscy rozstał się z dziewczyną i razem z moim chłopkaiem pili,wtedy była awantura,bo przyszedł późno,ja bo nie wracał też wypiłam i potoczyła się lawina,przed samym blokiem pokłóciliśmy się ja poszłam to jego brat za mną poszedł i powiedział żebym wróciła,bo jest ciemno pozno,ja jednak poszłam,telefon zostawiłam w domu,miałam żal że to nie michał za mną szedł,w końcu poszłam na przystanek,widziałam jeszcze jak jego brat mnie szukał i dzwonił przez jakiś czas,ale późnie poszli do domu,napilli sie wódki,a ja całą noc przesiedziałam na dworzu myśląc,kiedy zaszłam do domu spali,zbudziłąm ich kazałam wstac i spieprzac z łóżka,to nie chcieli zejsc to swojego chłopaka za nogę wyciągnełam tylko wtedy z okna jeszcze nie skakałam,a jego brat powiedział pod wpływem alkoholu,że jestem taką samą szmatą jak jego była,ale tą całą sytuację już wyjaśniliśmy,potem po jakimś czasie spał na dworcu,wyciągnęłam do niego rękę i mieszkał aż do tej pory,wtedy za to,że tak jego biła to on chciał mnie uderzyć a jego brat czyli mój były nie kazał,a treaz w ta niedzile po tej mojej furii,ataku michał już tak powiedział,bo ja nad sobą nie panowałam,sąsiedzi powiedzieli polocji,że to nie była pierwsza sytuacja tylko,że te krzyki to moje,TO WSZYSTKO PRZEZE NNIE BYŁO,a ja nie mam już klucza,i msiedzę u siostry i nie wiem jak żyć kocham go,ale on mnie już nie chce,a mi tak bardzo go brakuje
Wiolka, jedno jest pewne... płaczem, krzykami i szantażem nie zmusisz nikogo do miłości i znoszenia tego wszystkiego.
Jedynym wyjściem i szansą dla Ciebie, jest pójście po pomoc do specjalisty. Zacznij panować nad sobą, swoimi emocjami, swoim życiem... Pokaż, że nie potrzebujesz piwa aby opanować nerwy, że nie potrzebujesz już szantażu, awantur ... aby zapanować nad swoim związkiem z drugą osobą. Naucz się szanować siebie i innych, a zobaczysz że wszystko przybierze jaśniejsze barwy...
Może nawet Twój były spojrzy na Ciebie inaczej, dostrzeże w końcu to co chciałabyś aby dostrzegł w Tobie ...
nie mam siły,normalnie nie nawidzę siebie i kid=edy budzę się choć na chwilę to serce mi wali tak mocno cała się trzęsę,jak ja mogłam tak się zachować i wszystko stracic,mam ochotę jechać tam i stać pod drzwiami i błagać żeby mi wybaczył,ale jak może jest w srodku pije,a nie otworzy mi i jego brat to widział,uważają mnie za wariatkę to tak boli,ale może mają rację,jestem wariatką i to też boli boże moje życie bez niego jest niczym,byłam uzależniona od niego,bo jak tylko nie było go przez pół dnia to myślałam tęskniłam nie mogłam się doczekać kiedy wróci no i często już później piłam piwo bo kiedy pije myślę o samych przykrych chwilach i że wcale mnie nie kochał tylko to może sciema jedna była wielka,ale dawał tyle dowodów,że kocha,a teraz skoro widział jak się zachowałam nie chce mieć ze mną doczynienia,bo nie chce miec psychopatki w rodzinie,ale pomóc mi nie chce,powiedział żebym poszła się leczyć,a kiedy on pił to byłąm z nim cały czas,bo go kochałam i nawet gdyby był kryminalistą to też bym go nie zostawiła,a teraz też mam trochę żalu że mi tak powiedział i nie chce mi pomóc żeby tak wiećej nie było,CZUJĘ SIĘ NIKIM
Hmm wydaje mi się że powinnas przejść się do jakiegoś lekarza. Twoje zachowanie nie jest normalne.
bardzo mnie to boli
( ale tak bardzo za nim tęsknię,a myślac jak leżę to on miał rację a ja dałam ciała i nici z tego już i z tym nie mogę się uporać,powiedział mi że nie był pantoflarzem i nie będzie,a ja robię taką awanturę bo przyjechał później trochę,a pojechał załatwić słuszną sprawę i jeszcze mi starter kupił do telefonu a ja co ja najlepszego zrobiłam teraz to mi się dopiero życ nie chce
Wiolka po przeczytaniu twoich postów, widzę że masz duży problem ze sobą.
Ta sytuacja podchodzi pod patologię.
Na razie nie skupiaj się na chłopaku, zobacz na siebie i zastanów się.
Piszesz, że twój chłopak ma problem z alkoholem, że nie chcesz aby pił, a jednoczesnie sama się upijasz. Wiesz, alkohol nie rozwiąże twoich problemów. Jesteś młodą dziewczyną, a już masz za sobą pobyt na izbie wytrzeźwień. Chciałaś chłopakowi pokazać, że chcesz wyskoczyć przez okno, zamiast normalnie porozmawiać.
Masz duży problem ze sobą. Napisałąś w ostatnim poście, że nawet gdyby twój chłopak był kryminalistą, to też byś go kochała i nie zostawiła?? Pomyśl nad sobą, nad swoim ży6ciem, dziewczyno musisz się ogarnąc. Jeżeli twój chłopak jest alkoholikiem, to ty raczej go nie zmienisz, a sama wpadasz w alkoholizm, żeby zrobić mu na złość? a jednocześnie sama staczasz sie na własne życvzenie. w dodatku przez alkohol straciłaś prace. zastanów się najpierw nad sobą, swoim życiem, a dopiero potem nad chłopakiem, który tez ewidentnie ma problem
Bardzo to wszystko chaotyczne. Jak dla mnie najgorsze jest to, że w tym wszystkim, co opisałaś, najważniejsze jest to, że go kochasz i że go straciłaś. Przeczytaj sobie swoje wypowiedzi i się zastanów. Gołym okiem to wygląda na patologię. Albo Ty pijesz piwa, albo razem pijecie, jakieś szarpaniny, brat mieszkający na dworcu i twoje podchodzenie do okna... Po prostu określiłabym to pijacką "sielanką".
Skoro masz świadomość, że coś jest nie tak, to dobrze. Kłopot w tym, że nie widzisz, że cała sytuacja jest chora, tylko problemem jest dla Ciebie to, że nie jesteście już razem.
Dziwnie to wszystko wygląda.
Czego w zasadzie oczekujesz? Rady, co zrobić, żeby facet Ci wybaczył?
Być może powiem to na wyrost, ale to, że nauczyłaś się zapijać smutki świadczy o tym, że masz już jakiś problem z alkoholem.
Do tego Twoje stany depresyjne itp. Na Twoim miejscu cieszyłabym się, że ten "związek" się rozpadł i zabrała za swoje zdrowie psychiczne. Potraktuj to jak szansę. Idź do specjalisty i wtedy zobaczysz, że życie nie jest złe a Ty nie jesteś nikim. Po prostu Twoje otoczenie jest toksyczne.
Jak mniemam masz dopiero dwadzieścia parę lat, więc masz mnóstwo czasu na odbudowanie wiary w siebie, odbudowanie życia i zbudowanie z kimś zdrowego związku.
wszyscy mają kogoś a ja zostałam sama boli mnie to bo ciężko jest mi zasnąc bez niego a kiedy się budzę to słyszę jego słowa naprawdę cię kocham i chce się zmienić,już się zminiełem,kiedy ze mną rozmawiał= po wcześniejszej akcji kiedy to udawałam że wyskoczę,ze mam tylko jedno życie i chce je zaprzepaśćić,że co ja z nim robie,że on już tego nie wytrzumuje,że sam do siebie w pracy gada..:( no i teraz mu nerwy puściły,nie wytrzymał,tak zroobiłam źle,ale ja jemu też dużo rzevzy wybaczyłam,ale po tej akcji jak jeszcze zadzwonił po policje to jeszcze mu nawygarniałam że myśli tylko o sobie,że boi się że pójdzie siedziec i że to nie jego byłe są egoistkami tylko on,a jak wychodzili to powiedziałam ze obaj są tacy sami bracia warci siebie i jescze mu powiedziałam że sam gadał na brata że za długo siedzi to się wyparł przy nim, a w poniedziałek mi powiedział,że co że myśle że nie powiedział bratu że ma dosyc jego nie wiem nic już nie wiem nie chce mi się życ po prostu teraz
no i wyszło na niego że ja jestem chora i teraz to,że się rozstaliśmy to wyszło przezemnie,przypominają mi się jego słowa,że jestem chora i muszę się leczyć,a miedzy nami jest KONIEC,tylko,że ja nie chce tego końca,potrzebuje go jak nigdy dotąd
((((
Szczerze powiedziawszy, mam trudności w zrozumieniu tego, o co Ci chodzi... Jasno deklarujesz, że zawaliłaś sprawę i że przez Ciebie facet odszedł. Ok, to rozumiem. Nie wytrzymał kolejnej awantury o nic. Ale czy Ty poza tym widzisz w tej sytuacji inny problem? Widzisz, że to co opisujesz wygląda co najmniej niepokojąco? To fakt, że robienie awantur bez powodu i jeszcze szantażowanie, że się wyskoczy przez okno, to niezbyt dojrzałe zachowania, ale przecież nie tylko to jest w tym co opisujesz problemem.
Zastanawia mnie ile czasu spędzacie nie na kłótniach, jak często myślisz o kontrolowaniu go, i wreszcie, ile dni w ciągu tygodnia nie pijecie?
on przez ten ostatni miesiąc to praktycznie wogóle starał się,a myśli o kontrolowaniu? nie pojawiają się tylko,że denerwuje mnie to,że do mnie w ciągu dnia wcale nie dzwoni, a z bratem kontaktuję się często,choć też ostatnio mieszkał przecież,ale czy wogóle ma sens już rozmowa o nim skoro powiedział mi jasno,że nie chce już ze mną być,mam problem ze sobą tak mi powiedział i kazał dorosnąć.. tylko,że skoro mam problem to nie chce mi pomóc
wiolka1990- Wszyscy mają kogoś- błąd. Jestes bardzo młoda i potrzebujesz pomocy psychologa (to potrwa) lub psychiatry (są leki, które wyciszają). Idz wpierw do specjalisty, później układaj sprawy sercowe.
17 2013-09-25 14:19:29 Ostatnio edytowany przez november (2013-09-25 14:20:21)
czy wogóle ma sens już rozmowa o nim skoro powiedział mi jasno,że nie chce już ze mną być
Zatem odpowiedziałaś sobie sama.
Piszesz: "mam problem ze sobą tak mi powiedział i kazał dorosnąć.. tylko,że skoro mam problem to nie chce mi pomóc". On nie jest lekarstwem na Twoje problemy. Warto iść do psychologa, bo tu może być rozwiązanie, jak napisała sluuu.
a ja mogłam być ostoją w jego problemie ile razy mnie przepraszał że więcej pił nie będzie dopiero ostatnio przestał i ja byłam przy nim...
Odpowiedz facet dal Ci jasna, i nie ma co sie teraz szarpac, zeby go odzyskac. Warto poszukac pomocy dla samej siebie, najlepiej u psychologa.
wiolka1990- później będziesz czyjąś ostoją, ale pójdź do psychologa, bo masz problem.
Wiolka1990,
zgłoś się do psychiatry lub psychologa w swojej przychodni lub innym ośrodku, np. Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej, Centrum Interwencji Kryzysowej.
a ja mogłam być ostoją w jego problemie ile razy mnie przepraszał że więcej pił nie będzie dopiero ostatnio przestał i ja byłam przy nim...
A może Twoim problemem jest alkohol? Czy wasze kłótnie miały miejsce również na trzeźwo? Zawalcz o siebie.
kłóciliścmy się na trzeżwo,ale to były kłótnie tylko z tych kłótni właśnie czasami jak myślałam,że mam rację,a on trzymał się swojego zdania to kupywałam sobie piwo,ale ja nie jestem alkoholiczką,bo to zaczęło się niedawno te moje ,,zapijanie czas,,kiedy go nie było..a myślałam,że może wrócić wcześnie. TERAZ NA TĄ CHWILĘ MOIM PROBLEMEM JEST TO,ŻE NIE MOGĘ SIĘ UPORAĆ Z TYM,ŻE GO STRACIŁAM I ŻE SIEDZI TAM W MIESZKANIU I MOŻE PIJE MOŻE NIE NIE WIEM CO ROBI I MYŚLI JAK BARDZO ZACHOWAŁAM SIĘ FATALNIE,ŻE GO POBIŁAM,ŻE MIESZKANIE PRZEWRÓCIŁAM DO GÓRY NOGAMI I POMIMO,ŻE MNIE KOCHA TO ODEMNIE ODSZEDL,BO POWIEDZIAŁ,ŻĘ JESTEM CHORA. TAK JESTEM CHORA,ALE TERAZ ŻE ŻYCIE MOJE WRÓCIŁO TAKIE JAK BYŁO KIEDYŚ,SZARE,NUDNE,BEZ CHŁOPAKÓW,NIC MI SIĘ TERAZ NIE CHCE,BUDZE SIĘ W NOCY NAD RANEM TEŻ PŁACZĘ BO BOLI MNIE SERCE I TAK MOCNO BIJE
(
słuchajcie to znowu ja. PIsze,bo czuje strach,boje się wstać,nie mam siły,chęci,żyć mi się nie chce. Chodzi tu o mnie. Wróciłam do niego wtedy. Odezwał się po 4 dniach,że mnie kocha i że nie może być takich akcji i wróciliśmy do siebie,ale przyjechał podpity,ale wróciłam. Denerwowało mnie jego picie i w zeszły piątek powiedział,że mam dosyć,przespałam noc na materacu,a on się za to obraził,rano wstał trzeżwy i w sobotę z nowu popił. Powiedział,że jest alkoholikiem,ale nie może mi obiecać,ze pić przestanie,a na odwyk nie pójdzie. popłakaliśmy się,on zdaje sobie sprawę,że jest uzależniony,ale nic z tym nie chce zrobić,a mówi,że mnie kocha. Możę po prostu wie,że z tym nie wygra i sobie odpuścił,a mi się nie chce żyć,nie mam sił wogóle tylko płacze,myślę o najgorszych rzeczach. Nie chce budzić się sama. To mnie najbardziej boli,że zostałam sama,samotność,myśle o nim,a on ..? woli pić,ale to już chyba niezależne jest od niego,jak zdażyło mu się dwa razy z przepicia posikać to jest bardzo źle! poty nocne jak jest abstynent. Czasami myślę o tym żeby sobie ulżyć,że na kogo mam być złą? na loś,że mi takie piekło zgotował. Moje życie przed nim było okropne,okrutne,nie miałam nikogo,nie czuję miłośći, a kiedy pojawił się on,on mi ją dał,a teraz mi ją zabrał ::(( a z drugiej strony siebie obwiniam też,że to moja wina,co ja mam w sobie takiego,że nie potrafił zrezygnować z picia,nie poszedł na odwyk..? to coś znaczy,wychodzać powiedział,bo był wypity,że jak pójdę kupi sobie wódke,a nawet jak zostanę to też kupi,nie kazał mi się wyprowadzać,ale co miałam się patrzeć jak pije i płakać?
Po co ma iść na odwyk jak na każde skinienie palca lecisz i jest przez chwile cudownie Ty cała w skowronkach bo wydaje Ci się że Cię kocha że jesteś mu potrzebna widać lubisz być poniżana podoba Ci się taka sytuacja , spanie na podłodze (jak pies) i ty płaczesz za nim ? Powinnaś płakać nad sobą że tak się stoczyłaś i doprowadziłaś się do takiego stanu obracasz się w strasznym towarzystwie czyste menelstwo . Nie masz normalnych znajomych , rodziny , koleżanek że wpadłaś w takie bagno .
Tu na pewno jest potrzebna wizyta u specjalisty psychologa, nikt tak się nie zachowuje przy zdrowych zmysłach.
nie wiem czy to jest stoczenie się,ja też nie byłam święta,sama popijałam,bo nie umiałam sobie poradzić z emocjami,teraz widzę,że wogóle przy nim nie powinnam pić i wtedy się wyprowadzić,a sama mu pokazałam,że nie jestem lepsza. Tylko,że widzę,że to nic nie dało. TYLKO teraz on nawet nie odpisał na smsa,a mam jeszcze tam swoje rzeczy,niby kazałam mu je wyrzucić,a klucz oddałam,ale teraz to chętnie bym się z nim spotkała,pogadała,ale cisza z jego strony. Wczoraj to pojechałam nawet tam pod okno,pod pracę jego,głupie to było,ale chciałam go zobaczyć,ale nie zobaczyłąm i wróciłam spowrotem.
28 2013-11-22 01:28:56 Ostatnio edytowany przez wiki41 (2013-11-22 03:08:09)
teraz myślisz, że bez niego nie dasz rady itp ze sie zabijesz... ale czas i tak zrobi swoje, pokaze Ci że bez niego będziesz potrafiła żyć i cieszyc sie, staniesz sie szczesliwsza i będziesz miała czas na zmiane i chocbys nie wiem jak mocno w to nie wierzyła tak będzie
tylko czas, czas, i chęć do zmiany
ważne żebyś miała osobę, która Ci będzie w tym pomagać, na początku warto wybrać sie do psychologa, pomoze Ci spojrzec na to wszystko inaczej, znajdziesz rozwiązanie i poczujesz sie lepiej ![]()
Wczoraj pojechałąm po rzeczy. Czekałam przed blokiem i przyszedł. Tak mi się serce krajało. Wypiłam cherbatę u niego,u nas,tam,co mieszkałąm z nim i miałam ochotę zostać. Gadałam trochę,był smutny,ale nie prosił żebym zmieniła decyzje i on da sobie radę,zapomni o mnie,znajdzie inną. Powiedział,ze wciąż nie pije przecież,to prawda,wciąż nie,ale zdarza mu się i teraz zastanawiam się czy słusznie odeszłam,bo nie chce nikogo tylko jego..ale on tak o mnie nie walczy..a ja bym chętnie znowu wróciła. Zapytałam się czy się odezwie,powiedział,ze tak,czy ma do mnie żal? nie ma
ale jak tylko zaczęłam temat odwyku to już prawie kłótnia i powiedział,że co przuyszłam go umoralniać?
a jak zapytałam się żeby powiedział szczerze czy mnie kochał naprawdę to powiedział,że tak i że kocha,ale ja odeszłam,a ja mówię,że miałam powód..
i pójdę jeszcze raz,tym razem zadzwonie,bo muszę wziąść reszte rzeczy,ale czuję się podle,to moja wina wszystko,ja się tak bardzo zakochałam,tak mi jego brakuje,ale on myśli trzeźwo, DAJE SOBIE RADE,CHODZI DO PRACY,NIE TO CO JA
W KOŃCU NIE BYŁAM JEGO PIERWSZĄ DZIEWCZYNĄ,NIE ZNIOSĘ TEGO JAK SOBIE INNĄ ZNAJDZIE
(
Najlepiej kup flaszeczkę i idż do niego wypijecie razem i wszystko będzie po staremu ![]()
:) Chłopak nie ma zamiaru się zmieniać nawet dla Ciebie masz wybór albo wejdziesz w ten chory związek albo dasz mu spokój bo jemu jest dobrze nawet bez Ciebie jakoś nie cierpi tylko Ty masz jakieś urojenia .
urojenia to on mi mówił kiedyś,ze ja mam,ale na inny temat..
a może cierpi tylko umie to znosić
bo ja nie
wogóle ja nie wiem po co ja żyje,inni jakoś poznają facetó i są ze sobą,a może mi się wiecznie nic nie podoba? ja jestem typem samotnika,nie lubię przebywać w towarzystwie,ale towarzystwa mi brakuje,bo dziwnie sie wtedy czuję,
a jak już kogoś poznaje to na całe życie
jak można tak być z kimś a potem nie? mnie to RANI TAK,ŻE MAM OCHOTE PRZESTAĆ ŻYĆ,CIESZYŁĄBYM SIĘ GDYBY COŚ MI SIĘ STAŁO,może wtedy ktoś mi by pomógł i faktycznie miał racje on,że nie chodzi do Kościoła,gdzie jest Bóg? jak pozwala mi tak myśleć,talk się,ja nie umiem nad tym zapanować,od dziecka tak miałam,a mój chłopak miał rację,ja nie jestem nic warta,te moje sceny wszystkie wcześniejsze? jestem żałosną osobą i nie nawidzę siebie
już kiedy przyszłąm do warszawy,po jakichś 4 miesiącach poczułąm,że nic nie mam i wtedy już jak jeszcze nie znałam stoczyłabym się na dno,ale poznałam jego i on mi pomógł trochę,a teraz? znowu się stoczę na dno,bo doszedł kolejny problem...którego za nic nie potrafię rozwiązać,nie potrafię żyć bez niego,codziennie płaczę,bo MAM WYRZUTY SUMIENIA,BO JESTEM NIC NIE WARTA,NIKT SIĘ MNĄ NIGDY NIE ZAINTERESUJE,BO NIC SOBĄ NIE PREZENTUJE CIEKAWEGO,NAWET Z PRACA MAM PROBLEM. dZISIAJ POSZŁAM DO NOWEJ,CZUŁAM SIĘ OKROPNIE,TYle rzeczy do ogarnięcia i jeszcze myśli o nim,do tego muzyka
(( serce mi wyło z bólu,chciałam już odejść,ale jestem bez grosza, nie mam nic,tylko łzy i szlochanie
( a ta praca w barze i tam gra muza tylko płacz bo wtedy myśłi o nim,miał dzisiaj doładować konto i się odezwać,na pewno się nie odezwie
( a ja będę wyć bo jestem samotnikiem,nikt mnie nie rozumie i nigdy nie zrozumie,czuje,że jestem taka jak on,sama się rozpije,bo już nic innego mi nie zostało
(( tylko to,tylko ja nie chce,chce żyć normalnie,ale mi życie zawsze kładzie kłody pod nogi,jak można żyć kiedy najbliższa sercu ci osoba ( nie ma jej,bo to ja odeszłąm) rani,ale dlaczego rani? to ja ranie...ja go zraniłam...jak żyć kiedy masz złamane serce? dla kogo? dla siebie? mnie nie ma,nigdy nie było..ja nawet matki tak nie kocham jak jego,był dla mnie ważniejszy od matki? słyszycie to? jak mogę tak powiedzieć? ale tak mówię,bo tak czuje,jestem wredna? nie ja po prostu kocham go bardziej,oddałabym za niego życie..co to jest? to jest moje piekło!!!!!
ja nie mam ochoty patrzeć się na ludzi,nikogo do szczęscia nie potrzebuję tylko jego! a jak mam jego to wtedy mogę się śmiać z ludzmi,rozmawiać,a tak to nie..co mi jest? co to jest wogóle? jak to nazwać? jak leczyć? gdziekolwiek nie poszłabym od małego to zawsze strach,lęk,burak na twarzy,ja nie mogę już,nie daję rady i dlatego mnie pewnie nie chce,ale powiedzieć tego nie powiedział,tylko tyle,że ja odeszłam,że mnie kocha tylko co z tego,nawet nie poprosił żebym spróbowała do niego wrócić,zę będzie mniej pił,nic..tylko szczerośc że on nie obiecuje,ze pić przestanie,a jak wczoraj był trzeźwy to powiedział,że on nawet jak ma pieniądze to nie pije i ja już głupia jestem,teraz to moja wina,mój bła,ze odeszłąm,bo ja go kocham i on mnie też,ale on chodzi do pracy,a ja nie jestem w stanie. Pytanie jak wczoraj pojechałam po te rzeczy swoje,że mnie nie spodziewałeś się? a on-przecież i tak byś musiała przyjechać kiedyś po rzeczy....i zamiast patrzeć się na mnie jak w obrazek to tv włączył i był smutny,ale nie przytullił się dopóki ja się nie przytuliłam..:( wczoraj jak wyszłam było ok,pomyślałam to chociaż nie mam w nim wroga,ale ja za nim tęsknię i nie chcę mieć nikogo innego ;( bo tylko jego mi potrzeba,żaden inny facet nie da mi spokoju,bo przy nim czuje spokój,a jak jestem z kimś innym to myśle o nim
JESTEM CHORA? PEWNIE TAK,DA SIĘ TO LECZYĆ WOGÓLE? CO TO JEST? WYBACZCIE MI I NIE OCENIAJCIE SUROWO,ja po prostu potrzebuję pomocy,ale myśle,że nikt mi nie pomoże,bo tylko on się liczy,tylko on. pewnie myśłi o moich wcześniejszych akcjach i po prostu już nie prosi żebym wróciłą,bo jego brat mnie już nie nawidzi,za takie cyrki co były...:(
...JESTEM CHORA? PEWNIE TAK,DA SIĘ TO LECZYĆ WOGÓLE? CO TO JEST? WYBACZCIE MI I NIE OCENIAJCIE SUROWO,ja po prostu potrzebuję pomocy,ale myśle,że nikt mi nie pomoże,bo tylko on się liczy,tylko on. pewnie myśłi o moich wcześniejszych akcjach i po prostu już nie prosi żebym wróciłą,bo jego brat mnie już nie nawidzi,za takie cyrki co były...:(
A słyszałaś kiedykolwiek o uzależnieniu?
To nie dotyczy TYLKO alkoholu czy narkotyków. To dotyczy również OBSESJI...
Owszem. To się leczy. Jeśli CHORY ma taka potrzebę. W końcu chory na raka TEŻ nie musi chodzić do onkologa...
miał doładować wczoraj konto i odezwać się,ale cisza...:( właściwie to nie wiem kiedy miał się odezwać
a dziś sobota
może pójdzie na imprezę z braciszkiem dzisiaj i będą się świetnie bawić? to już moje urojenia są..
tęsknie za nim pomimo wszystko ![]()
chyba się złamię i pojadę do niego
Jakby cię kochał to by z tobą został, ludzie z miłości nie takie rzeczy sobie wybaczają. Na pewno znajdziesz sobie kogoś innego.
Możesz napisać, jak zareagowali przybyli na miejsce funkcjonariusze?
nic wzięli mnie ze sobą normalnie się zachowali płakałam strasznie,kazali mi się uspokoić
Hmm...to ciekawe, nawet bardzo, w jakim celu? I co z pogotowiem?
Droga Wiolu, również uważam, że powinnaś udać się do specjalisty - psychiatry i psychologa. Masz problemy, które nie wynikają wyłącznie z natury Twojego związku... są one częścią Ciebie. Jesteś uzależniona od tego mężczyzny i być może również od alkoholu. Czy nie jesteś czasem dda / ddd? Na partnerów szukamy ludzi podobnych do naszych rodziców. Ja znam ten stan, który opisujesz. Nie było aż takiego dramatu czy patologii, ale ryczałam miesiącami bo obsesyjnie kochałam kogoś, kto miał mnie daleko w tyle, miałam myśli samobójcze. Potem był jeszcze ktoś, a potem mój były chłopak - chory człowiek. Jestem już prawie po terapii.
Polecam Ci książkę "Kobiety które kochają za bardzo" - to moja biblia. Czytałam ją przy każdym kryzysie.
Możesz zajrzeć też tutaj :www uzaleznienieodmilosci pl
nie nawidzę siebie za to wszystko,za to,co zrobiłam,teraz jego brat mnie nie nawidzi i wogóle nic mi się nie układa,nawet grosza nie potrafię zarobić,dorabiam narazie,zawsze coś,ale nie dobrze mi,że się zbłaźniłam aż tak,jestem taka jak swoja siostra
a nigdy nie chciałam być:( raz mieszkam u siostry,raz do niego pojadę,bo nie płacę za mieszkanie,a on robi tam co chce pali nawet,a mi to trochę przeszkadza..więc jeżdzę z doskoku,a on sobie myśli pewnie...że raz tu raz tam,a po co mam z nim siedzieć jak gapi się w telewizor po robocie jest zmęczony rozumiem,a ja czuję się zaniedbana,bo to ja głównie się przytulam,denerwuje mnie ta sytuacja z jrgo bratem,rozmawia z nim jak mnie nie ma,czemu czuje się jakby miał tajemnice z nim przedemną? zawsze tak się czułam,nic nie rozumiem,siebie nie rozumiem
Samobójstwo cztalem myślałem że mnie to nie dotyczy a tu raz dwa i pętla cie ma no niewiesz co masz zrobić do końca w moim przypau posłuchajcie straciłem od huka pieniedzy które i tak nie były moje tylko jak on się sam na siebie woła (szef) kolega tylko z bardzo wyuzdano opiniom o sobie okzyczany gangster pff śmieszny cxlowiek ale tu jest mój problemami tak sprawa że dwa razy mnie oszukał i ciągl psychicznie znęca słownie rozumiecie osoba tak jak jak po ostrym 5 letnim ciągu narkomanii (twarde, fet,) co ma zrobić no wiadomo z początku było.dobrze ale z misiaca na miesiąc coraz gorzej , czuję siebie wykorzystywane z tego powodu aż przesadza więc dobrzeń ze z bogatej rodziny to nie jestemma on chyba tego nie rozumie a od zawsze razem chowani byliśmy i co jak mam zrobić zapiprzac dwa trzy lata za granicą żeby oddać kwit zmarnować tyle lata żyć z to świadomością ze miemasz grosza żeby podać bliskim i być traktowanym jak jakiś pies tak pies ma lepiej niż jak bo coś może odszczekac a jak słowa nie mam bo źle bo nie dobrze a zawsze wychidzi tak ze jak mam racje niewiem czemu taki jestem przede tej cpanie coś może nie tak wrocilonna miejsce ald jednego ie nauczylema ze jak umiesz liczuc to liczuc na siebie bo tylko rodzina cie pomoże nie kolega nie znajomym.tylko rodzina
Bastek,nie zrozumiałam ani słowa...:(
Trudno troche zrozumiec cala te twoja wypowiedz.
Nie chce cie urazic ale po tym co napisalas jak dla mnie masz niezle problemy osobowo-emocjonale.
Nie wiem ile masz lat bo pare ostatnich linijek nie doczytalam juz bo mnie oczy rozbolaly...
Latanie po kazdej klotni do okna czy pod wplywem alkoholu czy nie -jest dla mnie oznaka totalnej niedojrzalosci i rozchwiania psychicznego.
Czy ty sama przeczytalas to co napisalas?
Piszesz*******
W niedzielę wszystko spieprzyłam. To nie był pierwszy raz mój. Byliśmy ze sobą dwa lata. Lubił wypić. Drażniło mnie to. Wiele mu wybaczyłam,ale nie zapomniałam. Wierzyłam,że kocha,ale od dwóch mscy zmienił się kiedy pewnego razu jak był wypiwszy powiedziałam mu,że mam dosyć takiego życia
Pomysl troche ... Jaki sens ma zwiazek z takim typem , ktory pije i to pije czesto.
Przeciez wiadomo ze ciagle beda klotnie, wyrzuty i awantury.
Milosc miloscia ale nie sama miloscia czlowiek zyje...
Piszesz***********
Zaczeliśmy się bić z moim chłopaakiem,bo on myślał,ze ja chce to zrobić,a ja miałam dosyc tej sytuacji i powiedziałam,żeby się odsunął,bo chce podejsc do okna. Wszystko,co było w domu zostało przewrócone przezemnie. Wyłało się piwo. Powiedział,że dostałam ataku. Ja wyzwałam go od najgorszyc,a on mnie od szmat i że to już koniec miedzy nami i jezeli chce to moge skakać jego to już nie obchodzi. Usiadłam na okno ale nie wyskoczyłam choć oni wyszli. Wcześnie powiedziałam żeby jego brat wyszedł ale on wogóle mnie nie słuchał. Siedział u mnie i fakt u brata,ale ze mna czułam się,ze się nie liczył z moim zdaniem,kazałam im wypierdalać,chciałam bić jego brata też. Mój chłopak powiedział,że jak jeszcze raz go uderze,to pożałuje.
Dla mnie po tym co napisalas to wasz zwiazek to mala patologia i tyle.
Przemoc w zwiazku to dla ciebie milosc?
Wez sie otrzasnij i przeanalizuj swoj system wartosci i czym dla ciebie jest zwiazek oparty na milosci.
JAK DLA MNIE POWINNAS SIE ROZSTAC NIM DOJDZIE MIEDZY WAMI DO JAKIES WIEKSZEJ TRAGEDII I PRZED WSZYSTKIM POSZUKALABMY POMOCY PSYCHOLOGA BO WLASNIE PO TO SA.
Ja tez chcialam sie kiedys zabic i wierz mi z duzo duzo powazniejszego powodu niz ty.
NIE WARTO.