Konia z rzędem dla śmiałka, który to przeczyta.
Nie wiem, czy akceptować sytuację, w której się znalazłam i cieszyć się z udogodnień, jakie mi daje, czy podjąć ogromne ryzyko i przewrócić swój ( i nie tylko swój) świat do góry nogami. Rzecz się tyczy głównie związku z chłopakiem, ale ważny jest aspekt społeczny.
Do czasu, kiedy poszłam na studia miałam silne oparcie ze strony otoczenia, w tym grono przyjaciół. Ciężkie studia bardzo daleko od domu dały mi w kość. Na pierwszym roku utrzymywałam dobre stosunki zarówno ze starymi, jak i nowymi znajomymi, ale ceną było to, że cienko przędłam z nauką. Ledwo się wygrzebałam. Związałam się z X z mojego kierunku. Najpierw mnie denerwował, później go polubiłam, a w końcu się zakochałam. Tu tkwi cały szkopuł, bo tego ostatniego do końca pewna nie jestem... Motyli w brzuchu, westchnień do księżyca, iskier itp.- brak. Zamieszkaliśmy ze sobą (za) wcześnie, bo już po pół roku związku- ze względów finansowych i naukowych.
Podsumowanie po dwóch latach mieszkania razem:
-bardzo komfortowo
-najlepszy przyjaciel, wie o mnie więcej, niż ktokolwiek inny ( X mówi, że zerwanie= koniec znajomości)
-dzięki niemu daję sobie radę na studiach
-różnimy się podejściem do życia: on- realista, odpowiedzialny, ja- idealistka; dla niego największym komplementem jest ,,normalny'', ja jestem bardziej tolerancyjna, cenię sobie oryginalność; mamy inne zainteresowania
-strefa cielesności: szczątkowa (prawie się nie całujemy, nie dotykamy- X mówi, że nie mamy czasu?)
-mam dług wdzięczności, bo bardzo mi pomagał w urządzaniu mieszkania, które niedawno dostałam od rodziców (miałabym go wyprosić?)
-rodzina wyraźnie oczekuje ode mnie, że za niego wyjdę; X zapowiada zaręczyny w najbliższym czasie (nie raz rozmawialiśmy o wspólnej przyszłości, ale ostatnio mam wątpliwości)
-czuję się zależna- gdybyśmy się rozstali otoczyłaby mnie głusza, bo z konieczności ograniczyłam kontakty międzyludzkie do minimum
-myślę, że nikt inny już by mnie nie zechciał, bo: a)nie mam dużego powodzenia u facetów b)nie będę miała czasu na szukanie chłopaka jeszcze przez kilka lat c)im ciekawszy chłopak, tym bardziej mnie paraliżuje na początku
-wiem, że X mnie kocha; nie zostawiłby mnie nawet w ciężkiej chorobie; toleruje mój trudny charakter
-działa na mnie tak dziwnie, że zachowuję się przy nim...dziecinnie (irytuje mnie to od początku znajomości, ale nie mogę przy nim inaczej)
Wiele razy mówiłam X o swoich wątpliwościach, ale on je bagatelizuje i go irytują.
Może chemia między ludźmi jest przereklamowana? Albo jestem zbyt wymagająca? Albo sama nie wiem, czego chcę?
Co mam robić w tej zagmatwanej sytuacji?