Najważniejsze zmiany, jakie mają nastąpić w egzaminie maturalnym, to odejście od prezentacji z języka polskiego na rzecz wypowiedzi na wylosowane pytanie na egzaminie ustnym. Wróci także obowiązek przystąpienia do egzaminu pisemnego z jednego z tzw. przedmiotów do wyboru. Maturzyści będą musieli zdać obowiązkowe egzaminy z języka polskiego, języka obcego, matematyki i przedmiotu wybranego. Przedmioty obowiązkowe będą przeprowadzane tylko na poziomie podstawowym.
Co myślicie o tych zmianach? Czy w ogóle jest sens mieszać co parę lat w sposobie przeprowadzania matury? Osobiście uważam, że rezygnacja z prezentacji na egzaminie ustnym z języka polskiego jest bardzo słuszna. Uczniowie i tak uczą się tego na pamięć, jak wierszyka. Obowiązek odpowiedzi na wylosowane pytanie znacznie lepiej zbada poziom wiedzy uczniów. Chociaż pewnie maturzyści są z tego powodu załamani ![]()
Jak uważacie?
Matura powinna być maturą i tak, jak niegdyś, potwierdzać wiedzę na odpowiednim poziomie. Prezentacje mnie nie przekonują, a odpowiedzi ,,pod klucz" nie pozwalają pokazać umiejętności przedstawienia, a potem obrony własnego zdania, myślenia, indywidualizmu, wyciągania własnych wniosków, w zamian wsadzając wszystkich w jeden szablon. Moim zdaniem zdecydowanie nie tak powinno się udowadniać własną dojrzałość.
Owszem, jest sens zmieniać coś, co nie było dobre.
Dobrze też, że wróci obowiązek zdawania jednego dodatkowego przedmiotu. Ja zdawałam maturę, gdy matematyka pierwszy rok wróciła do programu i wtedy 80% mojej klasy zdawało polski, angielski, matematykę. Mało kto chciał coś dodatkowo, bo po co. A tak, to przynajmniej będą mieć wiedzę z czegoś ponad normę.
4 2013-09-10 22:36:10 Ostatnio edytowany przez szakisz (2013-09-10 23:15:27)
Ja jestem maturzystą sprzed 2 lat i powiem tak: forma matury i dopasowanie odpowiedzi "pod klucz" w ogóle zabija kreatywność ucznia. Widać to najlepiej przy maturach z języka. Weźmy polski - praca może być pięknie i dobrze napisana pod względem stylistycznym czy dydaktycznym, ale jak coś nie pasuje pod wzór, punkty lecą na łeb na szyję ![]()
Ja jestem jak najbardziej za tymi zmianami. Prezentacja z polskiego to jakiś żart, poza tym nikt nie bierze jej pod uwagę przy przyjmowaniu na studia chyba. Egzamin w formie pytań to konkretna forma sprawdzenia wiedzy. Z tym że jeżeli odpowiedzi będą oceniane w podobny sposób jak egzamin pisemny, czyli w sztywnych ramach to może to stanowić jednak problem.
Maturę zdawałam 5-6 lat temu i muszę przyznać, że nie trzeba było mieć ogromnej wiedzy, żeby zaliczyć ją pozytywnie, ustna z języka polskiego polegała na wykuciu na pamięć prezentacji, której i tak większość nie pisała samodzielnie, tak więc żadna filozofia. Jeżeli komuś się nie udało, musiał być niesamowitym leserem, albo mieć ogromnego pecha.
Uważam, że zmiany w egzaminie maturalnym są potrzebne. Tak jak jest potrzebna porządna reforma szkolnictwa w naszym kraju (ale to już odrębny temat).
Jedyne co jest dla mnie bez sensu, to obowiązek zdawania matematyki, na egzaminie maturalnym, żadne argumenty nie przekonały mnie do tej pory, żebym opowiedziała się za tym. Reszta jak najbardziej na tak.
Jedyne co jest dla mnie bez sensu, to obowiązek zdawania matematyki, na egzaminie maturalnym, żadne argumenty nie przekonały mnie do tej pory, żebym opowiedziała się za tym. Reszta jak najbardziej na tak.
Bardzo dobrze, że w końcu przywrócono matematykę na maturze ![]()
Inaczej mało kto by się jej uczył.
8 2013-09-11 00:09:33 Ostatnio edytowany przez sweil (2013-09-11 00:12:27)
Bardzo dobrze, że w końcu przywrócono matematykę na maturze
Inaczej mało kto by się jej uczył.
A mi się wydaje, że stanie się to tylko problemem. Statystyki po ostatniej maturze mówią same za siebie. Nie bez powodu zniknął już kiedyś obowiązek zdawania tego przedmiotu.
Jeżeli ktoś wybiera się na studia humanistyczne, to po co mu egzamin maturalny z matematyki?
Język polski i język obcy nie podlegają dyskusji ... ale z matematyką - nie mogę się zgodzić.
wydaje, że stanie się to tylko problemem. Statystyki po ostatniej maturze mówią same za siebie. Nie bez powodu zniknął już kiedyś obowiązek zdawania tego przedmiotu.
Jeżeli ktoś wybiera się na studia humanistyczne, to po co mu egzamin maturalny z matematyki?
Język polski i język obcy nie podlegają dyskusji ... ale z matematyką - nie mogę się zgodzić.
Zniknął z powodu głupoty decydentów
, żeby dzieciom ułatwić życie ![]()
Statystyki z ostatniej matury świadczą tylko o tym, o czym pisałam wcześniej: przestano się uczyć matematyki.
Humanista też powinien znać matematykę na podstawowym poziomie. Matematyka uczy logicznego myślenia, które humanistom też się przydaje ![]()
10 2013-09-11 00:23:17 Ostatnio edytowany przez sweil (2013-09-11 00:25:19)
Humanista też powinien znać matematykę na podstawowym poziomie. Matematyka uczy logicznego myślenia, które humanistom też się przydaje
Oczywiście, że powinien znać matematykę na podstawowym poziomie, wcale temu nie zaprzeczam i zapewne nauczy jej się w szkole, ale nie powinien mieć obowiązku zdawania egzaminu dojrzałości z tego przedmiotu.
To nie chodzi już nawet o chęć nauki, a o to, że większości ciężko jest przyswoić wiedzę na poziomie maturalnym z tego przedmiotu.
Humanista, który polegnie ma maturze z matematyki ma mieć zamkniętą furtkę np. na filologię polską czy inne pokrewne kierunki?
Oczywiście, że powinien znać matematykę na podstawowym poziomie, wcale temu nie zaprzeczam i zapewne nauczy jej się w szkole, ale nie powinien mieć obowiązku zdawania egzaminu dojrzałości z tego przedmiotu.
To nie chodzi już nawet o chęć nauki, a o to, że większości ciężko jest przyswoić wiedzę na poziomie maturalnym z tego przedmiotu.
1.Niestety zapewne jej się nie nauczy jak nie będzie miał świadomości, że jest to przedmiot maturalny ![]()
2.Wybacz, ale jeżeli ktoś nie jest w stanie przyswoić matematyki na poziomie podstawowym, to może nie powinien się legitymować maturą.
sweil napisał/a:Oczywiście, że powinien znać matematykę na podstawowym poziomie, wcale temu nie zaprzeczam i zapewne nauczy jej się w szkole, ale nie powinien mieć obowiązku zdawania egzaminu dojrzałości z tego przedmiotu.
To nie chodzi już nawet o chęć nauki, a o to, że większości ciężko jest przyswoić wiedzę na poziomie maturalnym z tego przedmiotu.
1.Niestety zapewne jej się nie nauczy jak nie będzie miał świadomości, że jest to przedmiot maturalny
2.Wybacz, ale jeżeli ktoś nie jest w stanie przyswoić matematyki na poziomie podstawowym, to może nie powinien się legitymować maturą.
AD.1 Czyli mam rozumieć, że przyswajamy wiedzę tylko z tych przedmiotów, z których zdajemy egzamin maturalny? Do reszty nie ma sensu się przykładać?
AD.2 Chciałam zauważyć, że zagadnienia na poziomie podstawowym z matematyki wcale nie należą do najłatwiejszych. Podstawy, które każdy powinien znać, by sobie radzić w życiu, różnią się znacznie od tych które są wymagane, żeby zaliczyć egzamin maturalny
Sami nauczyciele nie wypowiadają się zbyt przychylnie na ten temat.
AD.1 Czyli mam rozumieć, że przyswajamy wiedzę tylko z tych przedmiotów, z których zdajemy egzamin maturalny? Do reszty nie ma sensu się przykładać?
AD.2 Chciałam zauważyć, że zagadnienia na poziomie podstawowym z matematyki wcale nie należą do najłatwiejszych. Podstawy, które każdy powinien znać, by sobie radzić w życiu, różnią się znacznie od tych które są wymagane, żeby zaliczyć egzamin maturalny
Sami nauczyciele nie wypowiadają się zbyt przychylnie na ten temat.
1. Oczywiście, że nie chodzi o przyswajanie wiedzy, ale o podejście, typowe dla większości uczniów: brak motywacji do nauki w przypadku braku obowiązku zdawania danego przedmiotu.
2. Nie wiem czy są najłatwiejsze, ale na pewno nie są na takim poziomie żeby nie można było zdać matury z matematyki.
Nie chodzi tylko o "radzenie sobie w życiu" lecz o pewną elementarną wiedzę jaką powinien posiadać człowiek z maturą.
Inną rzeczą jest, w jaki sposób uczy się matematyki w szkołach.
Bardzo dobrze, że zniknie. Ja plan swojej prezentacji napisałam w 5 minut na lekcji. Tekst dzień przed maturą ustną, a w zasadzie wieczór przed. Literaturę przedmiotu wpisałam, żeby była, ale nawet się na nią jednym zdaniem nie powołałam. W każdym razie nauczyłam się tego tekstu wieczorem, pisząc go i na drugi dzień przed południem, bo na 13 był egzamin. Ostatecznie i tak mówiłam sama z siebie, zerkając jedynie na te punkty, żeby wiedzieć, co ma być po kolei. Pytania dodatkowe to była bułka z masłem - w efekcie zdobyłam 20/20, bo tyle chyba było max., tak?
To tylko pokazuje, jakim bez sensem jest ta forma, skoro na własnym przykładzie pokazuję stopień zaangażowania uczniów. Nie ogarniam tylko, jakim tłumokiem trzeba być, żeby płacić komuś za napisanie 2 kartek A4 (a nawet nie) i to spore pieniądze. Zwłaszcza, że ani to nie jest trudne, temat w końcu sami sobie wybieramy (ja w literaturze podmiotu miałam raptem jedną lekturę - wszystkie pozostałe były tego samego autora, ale spoza kanonu lektur). To chyba oczywiste, że powinno się wybierać temat, w którym czujemy się dobrze i na którym po prostu się znamy. Pytanie tylko na co to komu... bo wiedzy z liceum na pewno nie obrazuje.
15 2013-09-11 11:49:54 Ostatnio edytowany przez nbm (2013-09-11 11:51:07)
AD.2 Chciałam zauważyć, że zagadnienia na poziomie podstawowym z matematyki wcale nie należą do najłatwiejszych. Podstawy, które każdy powinien znać, by sobie radzić w życiu, różnią się znacznie od tych które są wymagane, żeby zaliczyć egzamin maturalny
Sami nauczyciele nie wypowiadają się zbyt przychylnie na ten temat.
Rozumiem, że nauka matematyki powinna zostać zniesiona po 3 klasie podstawówki? Wtedy dzieci poza elementarnymi działaniami jak dodawanie, odejmowanie, mnożenie i dzielenie nie muszą nic więcej się uczyć, bo w sklepie nikt ich nie oszuka co do zapłaty należności? ![]()
luc ma rację, matematyka zniknęła z powodu głupoty zdających. Nie ma co porównywać poziomu z lat 70.-90. do tych obecnie.
Swoją drogą, dlaczego na lekcjach polskiego, których jest około 5 tygodniowo, matematyki bodajże 3 (porównujemy klasy bez rozszerzeń) uczono mnie rzeczy, które przydatne są tylko na lekcji tego przedmiotu, np. rozbiór zdań podrzędnie złożonych czy też omawianie przez 2h co autor miał na myśli - gdybanie o niczym.
Inną kwestią jest fatalny styl pisania, popełnianie wszelakiej maści błędów ortograficznych/stylistycznych przez młodzież. O czym to świadczy?
Opowiem Wam jak wyglądała moja prezentacja na maturze. Konspekty większości z nas pisała pani polonistka. Ja sam osobiście w dzień matury dodrukowywałem kartki z cytatami. Pracy nie miałem żadnej, w ogóle się nie uczyłem. Poszedłem na tak zwanego "spontana" i mówiłem co mi ślina przyniosła na język. Dostałem 100% a komisja była pod wielkim wrażeniem roboty jaką odwaliłem (i to dosłownie
). Powiedzieli, że nikt nigdy nie mówił z taką pasją. Dla porównania moi koledzy, którzy pokupowali gotowe prace za 200zł+ siedzieli przed maturą drżąc i wkuwając na pamięć. Efekt był taki że w rezultacie zaczęli mylić fakty i plątać się w zeznaniach i zakończyli oblaniem egzaminu ustnego. Pozostawiam to do osobistej interpretacji ![]()
17 2013-09-12 01:06:12 Ostatnio edytowany przez Nemezys (2013-09-12 01:10:55)
Jedyne co jest dla mnie bez sensu, to obowiązek zdawania matematyki, na egzaminie maturalnym, żadne argumenty nie przekonały mnie do tej pory, żebym opowiedziała się za tym. Reszta jak najbardziej na tak.
Uważam, że i język polski i matematyka powinny być na maturze. Nawet jakbym miała wybierać, który z przedmiotów powinien zniknąć, to wybrałabym polski (chociaż absolutnie nie chcę, aby tak się stało, jednak - gdybym musiała wybrać). Matematyka uczy logicznego myślenia, jak ktoś już wyżej wspomniał. Jasne, że sinusy i cosinusy w życiu prywatnym nie przydają się, jednak całkowite podstawy, jakie są na maturze każdy powinien zdać. A to, że zaniża statystyki zdawalności - proste rozwiązanie - trzeba się uczyć!
Niektórzy wychodzą z założenia, że są humanistami i matematyka w żaden sposób im do głowy nie wejdzie - tym samym na wstępie już zamykają się na przedmioty ścisłe. A wystarczy naprawdę przysiąść i największy "tępak", jak to się mówi, jest w stanie nauczyć się podstaw, aby zdać maturę.
Inną kwestią jest fatalny styl pisania, popełnianie wszelakiej maści błędów ortograficznych/stylistycznych przez młodzież. O czym to świadczy?
trafiłeś w sedno! Na języku polskim uczą nas rozmyślać, co autor miał na myśli i co mogły oznaczać niebieskie kwiaty, które aż dwa razy przewinęły się w wierszu. Ok, czemuś to może ma służyć, ale co z gramatyką i błędami sadzonymi przez młodzież wszędzie/na każdym kroku/w internecie i na "papierze"? Świat poszedł do przodu, to i sposób uczenia polskiego powinien pójść do przodu. Ludzie zaczynają zdania z małej litery, nie stawiają pytajników, w ogóle znaków interpunkcyjnych nie stawiają, piszą nieskładnie. A przecież zdali maturę z polskiego. Totalna porażka! Ja np przez 12 lat nauki języka polskiego w szkole na palcach jednej ręki mogę policzyć lekcje poświęcone gramatyce. Nie uczyli nas jakie wyrazy pisać razem, a jakie oddzielnie. Nie uczyli ortografii, odpowiedniego stawiania przecinków, ani nie wzbogacali naszego słownictwa. Bo na maturze nie jest to wymagane...
Dzisiejsza matura wygląda źle, natomiast mnie osobiście denerwują te ciągłe zmiany.
Kiedyś była jedna matura przez bardzo długi czas. Dzięki temu poziom wiedzy maturzystów można było w pewnym sensie porównać. Dziś co chwila coś zmieniają. Dodają, odejmują, wymyślają nowe poziomy, wprowadzają matury giertychowskie (co w ogóle było mega niesprawiedliwe).
Chodzi mi o to, że jeden rocznik ma łatwiej, drugi trudniej. No nie tak to powinno wyglądać. Matura powinna być dla wszystkich taka sama. A nie w tym roku będzie matematyka, a przyszłym może jednak z niej zrezygnujemy, a damy np. wiedzę o społeczeństwie, no bo przecież każdy obywatel powinien znać swój kraj.
Czy uważacie, że osoba, która zdała maturę na 40% powinna zostać przyjęta na studia?
Matura z matematyki jak najbardziej, ale nie w dzisiejszej formie. Czy ktoś widział moi drodzy, co znajduje się w obecnym arkuszu maturalnym z matematyki: prawdopodobieństwo, funkcja kwadratowa, równanie kwadratowe różnego stopnia. Zero życiowych praktycznych sytuacji. Poza tym rozkład punktacji jest niezwykle źle dobrany: 1punkt=2% Pierwszych 20 zadań to zwykle pytania zamknięte typu "A,B,C,D" za 1punkt. Żeby zdać wystarczy uzyskać 30% z matury. To oznacza że przy odrobinie szczęścia każdy idiota może zdać maturę z matematyki.
Czy uważacie, że osoba, która zdała maturę na 40% powinna zostać przyjęta na studia?
Catwoman takiej osoby raczej nigdzie nie przyjmą. Ja studiuję Filologię Angielską. Aby w ogóle móc zostać kandydatem na studia trzeba było uzyskać z matury z angielskiego 60% na poziomie podstawowym
No i wyrośnie takie właśnie idiotów pokolenie. I ci idioci będą nami zarządzać, załatwiać nasze sprawy, nie daj Boże leczyć.
Ale o to chyba chodzi w rządzie: by mieć idiotów, ludzi średnio myślących bo na inteligentach się sparzyli; za dużo krzyczą, są za bardzo świadomi. Ciemną masą można kierować do woli.
Catwoman napisał/a:Czy uważacie, że osoba, która zdała maturę na 40% powinna zostać przyjęta na studia?
Catwoman takiej osoby raczej nigdzie nie przyjmą. Ja studiuję Filologię Angielską. Aby w ogóle móc zostać kandydatem na studia trzeba było uzyskać z matury z angielskiego 60% na poziomie podstawowym
I to jest nawet dla mnie śmieszne. Kiedy zdawałam maturę i chciałabym się dostać na anglistykę trzeba było mieć.....5 z matury ( nie było wtedy % ) plus tego zdać bardzo dobrze egzamin wstępny na studia a i tak pewności nie było, bo chętnych było wielu i gdy miało się te 5 to jeszcze patrzono na ocenę końcową z angielskiego i polskiego - poważnie ratowała 6, w dość dobrym stopniu 5.
No i wyrośnie takie właśnie idiotów pokolenie. I ci idioci będą nami zarządzać, załatwiać nasze sprawy, nie daj Boże leczyć.
Ale o to chyba chodzi w rządzie: by mieć idiotów, ludzi średnio myślących bo na inteligentach się sparzyli; za dużo krzyczą, są za bardzo świadomi. Ciemną masą można kierować do woli.
Od niepamiętnych czasów tzw. "ciemnogrodem" najlepiej się kierowało i rządziło, nie urządzają demonstracji, nie domagają się swoich praw. Siedzą tylko cichutko skuleni w swoich mieszkankach i łykają wszystko co im się powie ![]()
I to jest nawet dla mnie śmieszne. Kiedy zdawałam maturę i chciałabym się dostać na anglistykę trzeba było mieć.....5 z matury ( nie było wtedy % ) plus tego zdać bardzo dobrze egzamin wstępny na studia a i tak pewności nie było, bo chętnych było wielu i gdy miało się te 5 to jeszcze patrzono na ocenę końcową z angielskiego i polskiego - poważnie ratowała 6, w dość dobrym stopniu 5.
I właśnie dlatego kiedyś to była szkoła. Teraz egzaminy wstępne spotkasz tylko na najbardziej znanych i ekskluzywnych uczelniach. Teraz robią inaczej-przyjmują dużo a po pierwszym roku robią tzw. "przepierkę"
No więc właśnie. To oczywiście nie jest ani Twoja wina, ani Twoich rówieśników, ani następnych pokoleń - nie piję do Ciebie, nie myśl sobie. To jest wina tych, co takie programy PSEUDO edukacyjne wymyślają.
A tu z kolei mamy też jasny rezultat pracy nauczycieli- tak uczą, żeby nie nauczyć. Nie ma czasu, nie ma środków, nie ma chęci, "byle do matury" - to hasło przewodnie. Byle tę młodzież przepchnąć przez te wszystkie szkoły po kolei i wypchnąć zza mury L.O, a potem niech sobie radzą.
Gdy udzielałam korepetycji z angielskiego, przychodzili do mnie uczniowie najlepszego w naszym regionie L.O. językowego
Nie no, ocen nie mieli złych, zwykle 4, ale gdy mieli COKOLWIEK powiedzieć SAMODZIELNIE, strach w oczach. Nie byli w stanie powiedzieć najprostszego zdania. Bo są prowadzeni językowo a i owszem, ale do matury. Nie po co, żeby ten język umieć! Po co niby?!
No więc właśnie. To oczywiście nie jest ani Twoja wina, ani Twoich rówieśników, ani następnych pokoleń - nie piję do Ciebie, nie myśl sobie. To jest wina tych, co takie programy PSEUDO edukacyjne wymyślają.
A tu z kolei mamy też jasny rezultat pracy nauczycieli- tak uczą, żeby nie nauczyć. Nie ma czasu, nie ma środków, nie ma chęci, "byle do matury" - to hasło przewodnie. Byle tę młodzież przepchnąć przez te wszystkie szkoły po kolei i wypchnąć zza mury L.O, a potem niech sobie radzą.
Gdy udzielałam korepetycji z angielskiego, przychodzili do mnie uczniowie najlepszego w naszym regionie L.O. językowegoNie no, ocen nie mieli złych, zwykle 4, ale gdy mieli COKOLWIEK powiedzieć SAMODZIELNIE, strach w oczach. Nie byli w stanie powiedzieć najprostszego zdania. Bo są prowadzeni językowo a i owszem, ale do matury. Nie po co, żeby ten język umieć! Po co niby?!
Ja się nie gniewam na ciebie bynajmniej moja droga. Przecież ja dopiero co półtora roku temu opuściłem ławkę szkolną, a mam dokładnie takie samo zdanie na temat edukacji czy szkoły, niestety
Najbardziej przeraża mnie fakt że przez 2-3 tygodnie na studiach powiedziałem więcej po angielsku niż przez 13 lat nauki w poprzednich szkołach (uczyłem się od zerówki)
I popatrz jaka to jest strata czasu! Ucząc się języka 13 lat (!!) człowiek powinien porozumieć się tak, jak w języku ojczystym!
Gdy rozmawiałam z nauczycielami językowymi uczącymi na studiach, to byli zniesmaczeni tym, że muszą obniżać wymagania wobec studentów, bo po prostu poziom jest niższy niż kilka lat wcześniej.
A ja się zastanawiam: po co obniżać wymagania?? Właśnie powinny być takie, jakie były zawsze: wtedy wyszłoby kto na tych studiach zostanie, a kto tylko straci 3 lata a potem zasili rzeszę bezrobotnych.
I popatrz jaka to jest strata czasu! Ucząc się języka 13 lat (!!) człowiek powinien porozumieć się tak, jak w języku ojczystym!
Gdy rozmawiałam z nauczycielami językowymi uczącymi na studiach, to byli zniesmaczeni tym, że muszą obniżać wymagania wobec studentów, bo po prostu poziom jest niższy niż kilka lat wcześniej.
A ja się zastanawiam: po co obniżać wymagania?? Właśnie powinny być takie, jakie były zawsze: wtedy wyszłoby kto na tych studiach zostanie, a kto tylko straci 3 lata a potem zasili rzeszę bezrobotnych.
Wszystko sprowadza się do tego o czym już mówiliśmy: motłochem lepiej się kieruje. Nie trzeba nawet filozofować. Wystarczy porównać sobie wiedzę dowolnego dzisiejszego studenta z jakiegokolwiek kierunku, a wiedzę absolwenta studiów sprzed 10,20 czy 30 lat
No i presja: by iść na studia! Jakby każdy się do tego nadawał i jakby to zapewniało pracę.
31 2013-09-12 13:42:19 Ostatnio edytowany przez szakisz (2013-09-12 13:43:40)
No i presja: by iść na studia! Jakby każdy się do tego nadawał i jakby to zapewniało pracę.
Studia są robione teraz tylko dla papierka. Straciły swój prestiż. Powiem ci że teraz ludzie, którzy 10,20 lat temu nie mieliby szans na studia teraz spokojnie przychodzą, zdają i mają w metryce: "wykształcenie wyższe". Masakra po prostu ![]()
Wystarczy porównać sobie wiedzę dowolnego dzisiejszego studenta z jakiegokolwiek kierunku, a wiedzę absolwenta studiów sprzed 10,20 czy 30 lat
No właśnie, mój mąż twierdzi, że absolwenci techników czy nawet studiów wyższych przychodzą do pracy z wiedzą urągającą jakimkolwiek tytułom. Ja sama współpracując z absolwentkami z ,,mgr" przed nazwiskiem niejednokrotnie zastanawiałam się jakim cudem taka osoba najpierw zdała maturę, potem ukończyła studia i obroniła dyplom, jeśli napisanie oficjalnego pisma czy znalezienie dla klienta właściwej dla niego oferty (to wymagało logicznego, matematycznego myślenia) jest ponad jej siły. Niegdyś dyplom określał rzeczywisty poziom wiedzy i umiejętności, dziś niestety bywa martwym dokumentem, za którym nie stoi ani jedno, ani drugie.
33 2013-09-12 14:49:46 Ostatnio edytowany przez szakisz (2013-09-12 14:51:10)
No właśnie, mój mąż twierdzi, że absolwenci techników czy nawet studiów wyższych przychodzą do pracy z wiedzą urągającą jakimkolwiek tytułom. Ja sama współpracując z absolwentkami z ,,mgr" przed nazwiskiem niejednokrotnie zastanawiałam się jakim cudem taka osoba najpierw zdała maturę, potem ukończyła studia i obroniła dyplom, jeśli napisanie oficjalnego pisma czy znalezienie dla klienta właściwej dla niego oferty (to wymagało logicznego, matematycznego myślenia) jest ponad jej siły. Niegdyś dyplom określał rzeczywisty poziom wiedzy i umiejętności, dziś niestety bywa martwym dokumentem, za którym nie stoi ani jedno, ani drugie.
Niestety, rząd obniża poziom, szkoły i uczelnie się dostosowują, bo co mają robić. Inaczej nie dostaną funduszy. Z biegiem lat poziom wiedzy młodych pozornie z tym samym poziomem wykształcenia jest coraz niższy. Jeszcze raz się okazuje że wiedza jedno-edukacja drugie. Ciekawe tylko do jakiego poziomu dojdzie te ogłupianie społeczeństwa?
Mam wrażenie, że szkoły boją się wypuszczać ludzi, którzy nie zdali matury
Za "moich czasów" (czyli jakieś 12 lat temu) też raczej każdy zdawał maturę, nauczyciele byli skłonni podpowiadać by pomóc, ale matura to było jedno i jeśli ktoś nie zdał to już sam sobie winien był i mógł drugi raz przystąpić za rok, a egzaminy na studia były również - to były czasy największego wyżu demograficznego, zatem mnóstwo osób było na jedno miejsce- pamiętam, że na anglistykę po 30 osób.
A teraz mamy niż i nie wiedzieć czemu KTOŚ uważa, że ludzi w dalszym ciągu tak cholernie potrzebują studiów, że trzeba ich na nie zaciągnąć choćby siłą ![]()
Niestety, rząd obniża poziom, szkoły i uczelnie się dostosowują, bo co mają robić. Inaczej nie dostaną funduszy.
Pomijając rząd, uczelnie same obniżają poziom. Nie tylko dlatego, że nie dostaną funduszy, tylko dlatego, że zarabiają na większej ilości studentów (także te państwowe uczelnie).
I to jest przykre. Czyli znów wygrywa kasa.
Mam wrażenie, że szkoły boją się wypuszczać ludzi, którzy nie zdali matury
Za "moich czasów" (czyli jakieś 12 lat temu) też raczej każdy zdawał maturę, nauczyciele byli skłonni podpowiadać by pomóc, ale matura to było jedno i jeśli ktoś nie zdał to już sam sobie winien był i mógł drugi raz przystąpić za rok, a egzaminy na studia były również - to były czasy największego wyżu demograficznego, zatem mnóstwo osób było na jedno miejsce- pamiętam, że na anglistykę po 30 osób.
A teraz mamy niż i nie wiedzieć czemu KTOŚ uważa, że ludzi w dalszym ciągu tak cholernie potrzebują studiów, że trzeba ich na nie zaciągnąć choćby siłą
Ludzie nie potrzebują studiów, bo to do szczęścia wcale nie jest potrzebne. Niestety, pracodawca coraz częściej przyjmując do pracy na stanowisku wyższym niż sprzątaczka wymaga studiów. Każdy wie, że matura zeszła na psy i nic już nie znaczy, więc chcą studiów. Paradoksalnie poziomem studiów też nie ma się co już szczycić. Wszyscy powoli lecą w ilość, a nie jakość ![]()
Nie powoli a bardzo, bardzo szybko ![]()
Pomału to zmienia się już podejście pracodawców; chcą konkretnych umiejętności, czasy papierków mijają, bo stały się tak bezwartościowe jak naddrukowane banknoty .
No i tu koło się zamyka ![]()
Matura traci na wartości, studia tracą na wartości. Chcą specjalistów i fachowców, a student, który spędził pół życia na nauce jest nic nie wart i zostaje bez pracy nawet bez swojej winy. Gdyby to wszystko było od początku zdrowo poustawiane, dyplom i wykształcenie znów miałyby swoją wartość ![]()
Czy aby na pewno wszystko jest winą systemu edukacji? Częściowo tak, bo bardzo położono nacisk na szkoły ogólnokształcące, a durni rodzice i ich dzieci poszły za tym w dym. Uczelnie przyjmują jak najwięcej kandydatów, bo za studentem idą pieniądze z państwowej kiesy. Problem ze znalezieniem pracy mają jak zwykle ludzie nieokreśleni. Tacy co przeszli wszystkie etapy edukacji obowiązkowej i zakończyli ją nie bardzo wiedząc co chcą w życiu robić. Tak jest zresztą najłatwiej tą edukację przejść. Potem jest studiowanie szeregu różnych dziwnych kierunków, z których zapewne część jest całkiem sensowna ale w zakresie wąskich rynkowych niszy, a nie masowego wypuszczania magistrów. Kiedy ja 25 lat temu zdawałem egzaminy do ogólniaka, to razem ze mną zdawało może z połowę klasy z podstawówki. Reszta udawała się do techników i szkół zawodowych. Zresztą wcale nie dlatego, że np. w technikum było łatwiej. Nie było ale szli tam goście, którzy już widzieli się w jakiejś konkretnej profesji, być może i studiach później na uczelniach technicznych. Ci mniej zdolni i bez rodziców o wybujałej ambicji szli do zawodówek, kończyli je z konkretnym fachem i nawet jak mieli problem ze znalezieniem pracy w Polsce, to jadąc za granicę mieli konkretny fach w ręku. A tak się poza tym składa, że u nas ktoś z konkretnym fachem w ręku jak popracował trochę w Polsce, to zazwyczaj opanował trochę innych rzeczy przy okazji i stąd za granicą mit polskiej złotej rączki. Tymczasem absolwent ogólniaka bez wyobraźni i planu na życie jak głupi wchodził do ogólniaka, tak głupi wychodził. Stąd i żadne porządne studia na niego nie czekały. Kontynuował więc dalej to co mu wychodziło najlepiej czyli przeczekiwanie wejścia w dorosłe życie na "nauce" kolejnych niepotrzebnych rzeczy. Ja 25 lat temu zdawałem do klasy biol-chem, bo tak jak reszta moich koleżanek i kolegów z klasy chciałem być lekarzem albo coś w ten deseń. Ja akurat lekarzem nie zostałem, w ostatniej chwili mi się odwidziało i zostałem inżynierem
ale nie przypadkowo, tylko po prostu u progu dorosłości uznałem, że moje inne zainteresowania są bardziej ciekawe i nie żałuję. Reszta z mojej klasy została lekarzami, farmaceutami, prawnikami, wziętymi informatykami, psychologami. Mam do dziś znajomych z równoległej klasy matematycznej i wiem, że tam też mało kto narzekał. Po prostu do podobnych klas nie trafiają ludzie przypadkowi, bo już w podstawówce straszą, że w matematycznej i biol-chemie, to trzeba wciąż zakuwać. Kto nie chciał wcześniej, to nie chciał i później, bo przecież wymienione przeze mnie profesje wymagają ciągłej nauki. Co najmniej zaczynając w szkole średniej, potem na studiach i po nich także przez całe zawodowe życie. A wcale po tych studiach nie czeka łatwa praca za ogromne pieniądze. Nie, trzeba sobie wychodzić etat w szpitalu (bo trzeba robić specjalizacje) albo aplikacje. Dostaje się parę lat grosze, trzeba ciężko pracować. A dziś młodzież chce mieć wszystko małym kosztem, szybko i na tacy. Tak zaś to już nie ma i nie będzie...
Tak, masz rację Snake są przypadki i przypadki. Teraz również są tzw. "wieczni studenci", którzy uczą się i uczą a tak naprawdę nie wiedzą co chcą w życiu robić. Znajdziesz takich i w szkołach średnich (kończą bez matury, byle tylko zdać) i na studiach (przebębnią studia aby dostać papier). Nie należy jednak wrzucać wszystkich do jednego wora. Niektórzy idą na studia z myślą, że dzięki temu nie przyczynią się do wzrostu bezrobocia. Chcą zdobyć solidne wiedzę i wykształcenie która pozwoli im znaleźć pracę i zacząć dorosłe życie. Takich niezdecydowanych, miałem pełno nawet w swojej klasie. Przykład, dziewczyna 22 lata (uczyła się ze mną) skończyła szkołę bez matury. Nie ma żadnego zawodu, nic nie potrafi. Nie ma zamiaru wziąć się do żadnej roboty tylko szlaja się i imprezuje za pieniądze tatusia, chociaż ten sam ledwo ciągnie. Uwierz mi, życie takie elementy prędzej czy później do porządku przywoła.
Ja zdawałam maturę w tym roku. Uważam, że zmiany są konieczne w całej edukacji. Matura i poziom jej 'trudności' jest śmieszny. Fakt, że z matematyką jest dość spory problem u większości uczniów, ale jest to jedyny przedmiot, który wymaga od ucznia poświęcenia czasu, więc wielkim błędem byłoby zrezygnowanie z niej. Pozostale przedmioty można zdać z marszu.
A ja przeczytałam coś, co mnie powaliło na łopatki a jest świetną puentą do naszej tu dyskusji. Zacytuję:
"Student Politechniki Lubelskiej prosi "Gazetę" o interwencję. Powód? Traumatyczna dla niego obrona: "Nie dość, że trzeba opowiedzieć o pracy dyplomowej, to jest się dodatkowo o nią szczegółowo dopytywanym". Pytamy: co się dzieje ze studentami?
(...)D. stwierdza w mailu do "Gazety: "Na uczelniach wyższych w Polsce obrona jest jedynie czystą formalnością, np. stosuje się jedno pytanie od promotora oraz 2 losowane z bazy pytań (około 100-150), w innych uczelniach trzeba jedynie opowiedzieć o przygotowanej pracy. Natomiast na polibudzie: Nie dość, że trzeba opowiedzieć o pracy, to jest się dodatkowo o nią szczegółowo dopytywanym (podczas gdy wcześniej była ona już sprawdzona i przez promotora, i przez recenzentów), a potem losuje się jeszcze aż 3 pytania z bazy ponad 100 pytań".(źródło: Gazeta wyborcza)
Dalej wypowiada się rzeczniczka uczelni Iwona Czajkowska-Deneka:
"W innych okolicznościach mogłabym uznać to za kawał z serii "humor studencki", ale w tym przypadku należałoby z całą powagą wyjaśnić zainteresowanemu, na czym polega egzamin dyplomowy. Studenci stają się coraz bardziej roszczeniowi, uważając, że wiele rzeczy należy im się z samego faktu bycia studentem. Część z nich powinna jeszcze raz zadać sobie pytania: dlaczego wybrałem tę uczelnie i co na niej robię? To chyba dobrze dla studenta, jeżeli uczelnia poważnie go traktuje oraz z uwagą i zainteresowaniem podchodzi do jednego z najważniejszych w jego studenckim życiu momentów - obrony pracy dyplomowej. Obrona to egzamin, a nie fikcja, i kieruje się ustalonymi regułami. Na koniec jedna uwaga: wyższa uczelnia to nie przedszkole - stwierdziła rzeczniczka." (tamże)
I na tym najlepiej zakończmy. Nic dodać, nic ująć. Ta sytuacja obrazuje dokładnie, że zawsze są dwie strony medalu. Poziom edukacji to jedno, podejście uczniów/studentów to drugie. Naprawdę świetna puenta Catwoman
Współczuję studentowi tej traumy... <szczery, doniosły chichot>
Jakie to dziwne, że komisja pyta o treść pracy, prawda? A jakby tak student sobie tę pracę od początku do końca kupił, to komisja nie ma prawa przynajmniej próbować tego sprawdzić? Komisja nie ma też prawa być zainteresowana treścią, poprosić o dodatkowe wyjaśnienie? To są oczywiście pytania retoryczne, a student sam sobie wystawił świadectwo, które już po maturze powinno określać poziom jego dojrzałości.
Dodam, że na koniec obrony losowałam pytania z puli nie stu, ale ok. 350-ciu i nie oburzałam się, kiedy szanowna komisja dodatkowo pytała o badania, które przeprowadzałam, aby móc napisać pracę.
A mnie z pracy dyplomowej przemaglowano a równo.
Na jakiej planecie żył ten student do tej pory...? o.O Ja nienawidzę wystąpień publicznych, przed każdym spalam z pół paczki fajek, a drugie pół już po, żeby się jakoś ogarnąć, ale skoro jako dorosła osoba idę do jakiejś szkoły, to chyba powinnam akceptować ten fakt, że będę musiała się na koniec obronić? W końcu wykształcenie nie piwo, nie musi być pełne ![]()
A co do zmian w maturze... Hm, chyba mają sens. Prezentacje można było spokojnie ogarnąć przy pomocy samych streszczeń i umiejętności lania wody na poziomie średnio zaawansowanym. Ja co prawda tak nie zrobiłam, bo znalazłam fajny temat, ale nie chciało mi się pisać pracy o tym, bo i tak z nerwów bym wszystko zapomniała ![]()
Aczkolwiek, trochę dziwne jest to, że losuje się tylko jedno pytanie. Ciekawe, jak szczegółowe będą i czego będą dotyczyły... Myślę, że sprawiedliwiej byłoby zrobić trzy, bo jak ktoś wylosuje coś z np.romantyzmu, którego szczerze nie cierpi, a o literaturze łagrowej mógłby opowiadać godzinami, to oblanie tego kogoś jednak w mojej opinii jest trochę nie fair.
Ja zdawałam maturę w tym roku. Uważam, że zmiany są konieczne w całej edukacji. Matura i poziom jej 'trudności' jest śmieszny. Fakt, że z matematyką jest dość spory problem u większości uczniów, ale jest to jedyny przedmiot, który wymaga od ucznia poświęcenia czasu, więc wielkim błędem byłoby zrezygnowanie z niej. Pozostale przedmioty można zdać z marszu.
Nie stawiałabym wszystkich przedmiotów na równi.
Nie wiem, może jestem jakaś inna ale jestem obecnie w klasie maturalnej i jak rozwiązuję arkusze z rozszerzonej biologii to aż mnie krew zalewa od tego ich "klucza" i pewnych, konkretnych wyrazów, których brak oznacza 0 pkt. za odpowiedź.
Rozumiem, logiczne myślenie i łączenie faktów jest potrzebne, ale te ich modele odpowiedzi, słowa, które muszą się znaleźć w niej... to prowadzi tylko do tego, że trzeba poświecić kilka miesięcy na same nauczenie się trafiania w klucz co jest dla mnie niedorzeczne.
Beznadziejne te zmiany. Co po matmie na maturze? Jak ktoś na humanistyczne stawia. Bezsensu. Albo po co rozszerzać przedmioty jak ktoś idzie na zaoczne i prywatne studia. Gdzie liczy się kolejność zgłoszeń. Ten polski tez beznadziejnie zrobili. Bo fakt, że ludzie ze ścisłych może i z tą prezentacją rożnie postępowali. To prawdziwi humaniści i komu zależało kto lubi polski sam przygotowywał i wykazywał wenę twórczą.
Beznadziejne te zmiany. Co po matmie na maturze? Jak ktoś na humanistyczne stawia. Bezsensu. Albo po co rozszerzać przedmioty jak ktoś idzie na zaoczne i prywatne studia. Gdzie liczy się kolejność zgłoszeń. Ten polski tez beznadziejnie zrobili. Bo fakt, że ludzie ze ścisłych może i z tą prezentacją rożnie postępowali. To prawdziwi humaniści i komu zależało kto lubi polski sam przygotowywał i wykazywał wenę twórczą.
Skoro humaniści mają utrudnienie w postaci matmy, to ścisłowcy teraz będą mieć utrudnienie w postaci ustnego polskiego.
Mi się wydaje że jednak przesadzili z tą maturą, ja zdawałam ją kilka lat lemu i faktycznie była zbyt prosta ,nie sprawdzała wiedzy pod żadnym kątem
ustną maturę z polaka można było wyuczyc się na pamięc. Taka prawda.
Ale teraz pojechali na całej lini, ze skrajnosc -w skrajnosc. Były 3 pytania na dany temat , a teraz jest jeden.
O ile na jeden z trzech była szansa żeby odpowiedziec,jeżeli miało się jakieś tam wiadomosc . O tyle na jedno pytanie jest ciężko, bo który uczeń zapamięta wszystko z 3 lat? zapewne garstka.
Tak samo przedstawienie prezentacji, którą trzeba przygotowac przez 10 minut ( plan wypowiedź ) na miejscu przed komisją.
Mało czasu jak dla mnie, wszystko będą wykonywac na szybko ,byle jak . Bo nawet nie ma czasu na zbytne zastanowienie się.
Moja kuzynka właśnie będzie piewszym rocznikiem który zdaje tego typu maturę, nawet nauczycielom w szkołach średnich te zmiany nie odpowiadają.
"trafiłeś w sedno! Na języku polskim uczą nas rozmyślać, co autor miał na myśli i co mogły oznaczać niebieskie kwiaty, które aż dwa razy przewinęły się w wierszu. Ok, czemuś to może ma służyć, ale co z gramatyką i błędami sadzonymi przez młodzież wszędzie/na każdym kroku/w internecie i na "papierze"
Zgadzam się w 100%. Sama mam rozszerzony polski. Teraz, w klasie maturalnej, czeka mnie 7h tygodniowo. Cały czas czytamy, omawiamy, wiersze, lektury itd. Raz na semestr mamy dyktando, bo akurat w szkole był konkurs ortograficzny, a Pani miała wolne 45 min to sobie napisaliśmy. W 2 klasie pisaliśmy felieton, jakieś ogłoszenia typu "Prosi się o usunięcie niepotrzebnych sprzętów z klatek schodowych z powodu malowania. Wspólnota Mieszkaniowa" i to tyle... A teraz pójdę na maturę i co? Dostanę temat z języka i obleję, bo nic nie umiem. Dostanę temat z filmów, malarstwa, rzeźby - obleję. Dostanę temat z lektur - jest szansa, że zdam!
W końcu jakaś mądra zmiana w edukacji. Dawniej ludzie losowali pytania na maturze i uważam, że to było o wiele bardziej sprawiedliwe i miarodajne. Zdawałam "maturę z prezentacją". Napisałam ją sama i jestem z tego dumna. Nie powiem ilu moich znajomych poszło na łatwiznę i kupiło gotową prezentację. W każdym razie, sporo osób. Podejrzewam, że i tak nie wszyscy się do tego przyznali.
Polska edukacja schodzi na psy. Te wszystkie reformy, ciągłe obniżanie poziomu- aż włos się na głowie jeży. Wystarczająco żenujący jest fakt, że aby zdać ten egzamin wystarczy zaledwie 30%. Oczywiście, to nie przeszkadza uczniom narzekać.
Na pewno będzie podany konkretny zakres materiału wymagany na ustnym polskim. Dzięki temu, każdy maturzysta będzie musiał zrobić coś więcej niż zapłacić na prezentację.
Nie wierzę, że to będzie trudny egzamin. Tak pytania ułożą, żeby większość zdała. Z resztą, jestem zdania, że nie każdy musi iść na studia.
Zgadzam się w 100%. Sama mam rozszerzony polski. Teraz, w klasie maturalnej, czeka mnie 7h tygodniowo. Cały czas czytamy, omawiamy, wiersze, lektury itd. Raz na semestr mamy dyktando, bo akurat w szkole był konkurs ortograficzny, a Pani miała wolne 45 min to sobie napisaliśmy. W 2 klasie pisaliśmy felieton, jakieś ogłoszenia typu "Prosi się o usunięcie niepotrzebnych sprzętów z klatek schodowych z powodu malowania. Wspólnota Mieszkaniowa" i to tyle... A teraz pójdę na maturę i co? Dostanę temat z języka i obleję, bo nic nie umiem. Dostanę temat z filmów, malarstwa, rzeźby - obleję. Dostanę temat z lektur - jest szansa, że zdam!
Ja 5 lat po liceum nie pamiętam z lektur prawie nic, natomiast moi rodzice, 40 lat po liceum pamiętają dużo więcej! Bo wtedy nie omawiali wierszy i nie myśleli, co autor miał na myśli, tylko na prawdę się uczyli.
Matury niedługo, ciekawe jak pójdzie maturzystom z nowym programem ![]()
Uważam, że rezygnacja z prezentacji na rzecz pytań z lektur jest bardzo zła.
1. To o wiele trudniejsze, ja bym zapewne tego nie zdała. Nie pamietam zdecydowanej większości nazwisk, imion, miejscowości podanych w książkach (nei tylko lekturach), nawet tych ulubionych. Po prostu nie umiem zapamiętywać takich rzeczy, czytając książkę nie skupiam się na tym.
2. To zabija resztki twórczości w szkole i kolejny raz sprowadza wszystko do klucza. Na prezentację trzeba było mieć pomysl, trzeba było umieć się wypowiedzieć, przdstawić temat, odpowiedzieć na pytania, poszukać dodatkowych źródeł...a tutaj znowu tylko książki i klucz.
Jasne, prezentację można było odbębnić, kupić albo w ogóle nie przygotować nic i mimo to całkiem nieźle zdać, ale jeśli komuś zależało, to się przygotowywał i taka prezentacja była naprawdę dobra.
szarachusteczka napisał/a:Zgadzam się w 100%. Sama mam rozszerzony polski. Teraz, w klasie maturalnej, czeka mnie 7h tygodniowo. Cały czas czytamy, omawiamy, wiersze, lektury itd. Raz na semestr mamy dyktando, bo akurat w szkole był konkurs ortograficzny, a Pani miała wolne 45 min to sobie napisaliśmy. W 2 klasie pisaliśmy felieton, jakieś ogłoszenia typu "Prosi się o usunięcie niepotrzebnych sprzętów z klatek schodowych z powodu malowania. Wspólnota Mieszkaniowa" i to tyle... A teraz pójdę na maturę i co? Dostanę temat z języka i obleję, bo nic nie umiem. Dostanę temat z filmów, malarstwa, rzeźby - obleję. Dostanę temat z lektur - jest szansa, że zdam!
Ja 5 lat po liceum nie pamiętam z lektur prawie nic, natomiast moi rodzice, 40 lat po liceum pamiętają dużo więcej! Bo wtedy nie omawiali wierszy i nie myśleli, co autor miał na myśli, tylko na prawdę się uczyli.
Matury niedługo, ciekawe jak pójdzie maturzystom z nowym programem
Inteligentne (podkreślenie) omawianie wierszy swój sens ma. Może rozbudzić miłość do poezji. Ja 25 lat po maturze (czas leci) nie zapomniałem podstawowych informacji i akcji przerabianych w czasach licealnych lektur.
Z językiem polskim jest to utrudnienie według mnie. Wiem, że wiele maturzystów jest tym przerażonych.
Co do matematyki to niestety duży błąd jeśli chodzi o podstawę - hodujemy kompletnych debili, za pewien czas zostanie tylko funkcja liniowa.
Co do rozszerzenia - dobrze, można by jeszcze zwiększyć zakres, ale dobrze, że chociaż pochodne się pojawiły.
Z językiem polskim jest to utrudnienie według mnie. Wiem, że wiele maturzystów jest tym przerażonych.
Co do matematyki to niestety duży błąd jeśli chodzi o podstawę - hodujemy kompletnych debili, za pewien czas zostanie tylko funkcja liniowa.
Co do rozszerzenia - dobrze, można by jeszcze zwiększyć zakres, ale dobrze, że chociaż pochodne się pojawiły.
Z matematyką i tak dużo osób ma problem, także ja uważam, że w matmie wszystko jest ok ![]()
Wielbicielu zgadzam się, że mądre omawianie wierszy może wzbudzić miłość do poezji, jednak ja przez całą swoją edukację nie miałam nauczyciela, który przestawiałby nam te wiersze z pasją, więc i nas nie zaraził...
Kwintus napisał/a:Z językiem polskim jest to utrudnienie według mnie. Wiem, że wiele maturzystów jest tym przerażonych.
Co do matematyki to niestety duży błąd jeśli chodzi o podstawę - hodujemy kompletnych debili, za pewien czas zostanie tylko funkcja liniowa.
Co do rozszerzenia - dobrze, można by jeszcze zwiększyć zakres, ale dobrze, że chociaż pochodne się pojawiły.Z matematyką i tak dużo osób ma problem, także ja uważam, że w matmie wszystko jest ok
Wielbicielu zgadzam się, że mądre omawianie wierszy może wzbudzić miłość do poezji, jednak ja przez całą swoją edukację nie miałam nauczyciela, który przestawiałby nam te wiersze z pasją, więc i nas nie zaraził...
Nemezys, ja również takiego nie miałem. Moje uczucia do poezji powstały na skutek delektowania się wierszami umieszczanymi w globalnej sieci
Wśród jej miejsc Forum Kobiet odgrywa rolę szczególną w tym względzie ![]()
Czy ktoś może coś słyszał o konkursie maturalnym SOOWA 2015 na okm.edu.pl/? Zapowiada się całkiem nieźle.. Ktoś bierze udział? ![]()
dobrze, ze juz mnie to nie dotyczy
ja nie musialam na szczescie zdawac matury z matematyki uff.
Matura to bzdura i nie pokazuje prawdziwej wiedzy , którą człowiek posiada.
Mogli zostawić już tą prezentacje i nie stresować nas maturzystów! ![]()
Matura z matematyki jak najbardziej, ale nie w dzisiejszej formie. Czy ktoś widział moi drodzy, co znajduje się w obecnym arkuszu maturalnym z matematyki: prawdopodobieństwo, funkcja kwadratowa, równanie kwadratowe różnego stopnia. Zero życiowych praktycznych sytuacji. Poza tym rozkład punktacji jest niezwykle źle dobrany: 1punkt=2% Pierwszych 20 zadań to zwykle pytania zamknięte typu "A,B,C,D" za 1punkt. Żeby zdać wystarczy uzyskać 30% z matury. To oznacza że przy odrobinie szczęścia każdy idiota może zdać maturę z matematyki.
Prawdopodobieństwo jest nieżyciowe? Albo funkcje, na których oparta jest i statystyka (na której z kolei opierają się metodologie wielu nauk oraz strategie przedsiębiorstw) i lwia część technologii informacyjnej która jest podstawą naszego funkcjonowania? Zdawałam matematykę jeszcze jak nie była obowiązkowa, nie było wtedy odpowiedzi abcd, a ja nie byłam geniuszem matematycznym - zawsze w szkole średniej byłam z tego przedmiotu trójkowa. Matura z matematyki jest łatwa i bardzo mnie zastanawia to, że ktoś mówi jak to super ciężko jest się do tego przygotować.
Tym bardziej jak napisałeś - każdy idiota jest w stanie zdać maturę z matematyki, to co myśleć o tych którzy mówią, że nie powinno jej być? Co z tymi którzy raz za razem zawalają maturę, bo nie są w stanie się tego nauczyć? Czy powinni mieć maturę?
64 2015-05-02 14:20:51 Ostatnio edytowany przez szakisz (2015-05-02 14:22:00)
Prawdopodobieństwo jest nieżyciowe? Albo funkcje, na których oparta jest i statystyka (na której z kolei opierają się metodologie wielu nauk oraz strategie przedsiębiorstw) i lwia część technologii informacyjnej która jest podstawą naszego funkcjonowania?
A powiedz mi ile razy w życiu w życiu przyda ci się prawdopodobieństwo, jeżeli nie pracujesz W GUSie, CBOSie czy innym takim biurze. Wiesz, jak te wszystkie sondaże i statystyki mają się do prawdziwego życia? Jak kozaki do bikini
Matematyka ma uczyć logicznego myślenia, jednak sama matura do której nas przygotowują jest jego totalnym zaprzeczeniem. Na trzydzieści kilka zadań jest 5-6 takich, które faktycznie sprawdzają umiejętności ucznia. Reszta to "chybił trafił".
maga164 napisał/a:Prawdopodobieństwo jest nieżyciowe? Albo funkcje, na których oparta jest i statystyka (na której z kolei opierają się metodologie wielu nauk oraz strategie przedsiębiorstw) i lwia część technologii informacyjnej która jest podstawą naszego funkcjonowania?
A powiedz mi ile razy w życiu w życiu przyda ci się prawdopodobieństwo, jeżeli nie pracujesz W GUSie, CBOSie czy innym takim biurze. Wiesz, jak te wszystkie sondaże i statystyki mają się do prawdziwego życia? Jak kozaki do bikini
Matematyka ma uczyć logicznego myślenia, jednak sama matura do której nas przygotowują jest jego totalnym zaprzeczeniem. Na trzydzieści kilka zadań jest 5-6 takich, które faktycznie sprawdzają umiejętności ucznia. Reszta to "chybił trafił".
Patrzysz wyłącznie na to co się pierwsze nasuwa - a prawdopodobieństwo czy ktoś będzie chorował w ubezpieczeniach? Prawdopodobieństwo wypadku, zejścia lawiny, prognozy sprzedaży, tendencji rynku, prognozy meteorologiczne, metody badania tendencji w naukach biologicznych i przyrodniczych? Tym są te części matematyki, a nie tylko sondaże CBOSu.