Rezygnacja z (prawie) wszystkiego - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 32 ]

1

Temat: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Witam!

Do napisania w tym dziale zabierałem się wiele razy - ale zawsze coś nie pozwalało mi dokończyć myśli. Tym razem mam silne postanowienie, by "sklecić" swój temat a nie podczepiać się pod inne. Podstawowe info o mnie - 21 lat, student. Z tytułu działu jasno wynika jaki - samotny. Od dawna samotny. Sądzę, że to przez zawody jakie mnie w dotychczasowym życiu spotkały. Ale po kolei...

Mój stan zdrowia od urodzenia był kiepski. Nic nie wskazuje na to by się zmienił. MPD i zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych to tylko uwertura przed operą. W międzyczasie doszedł niedosłuch obustronny. Z następstw MPD brakuje mi wyłącznie problemów z żołądkiem. Przyzwyczaiłem się do tego, nauczyłem się z tym żyć. Miewałem też (szczególnie w dzieciństwie i wczesnych latach szkolnych) napady epileptyczne. Teraz jakoś ustąpiły ale ciągle "jadę na prochach", by taki stan rzeczy utrzymać. Jednak towarzyszyły temu od zawsze krzyki nocne. To nie ustąpiło.

W rodzinie też nie było kolorowo. Jeżeli ktoś z Was, kto przeczyta ten wątek zdecyduje się zagłębić w temat MPD to dowie się co trzeba robić by takiej osobie, takiemu dziecku pomóc w pełnieniu ról społecznych. Tylko, że u mnie zawsze było na opak. Szczególnie u matki, która miała mnie w głębokim poważaniu i nieraz pobiła pięścią a nawet zostawiła na noc jako niemowlaka.

Szkoła podstawowa i gimnazjum upłynęły pod znakiem gnębienia mnie przez rówieśników i szydzenia ze  mnie. W liceum ożywiły się relacje z rówieśnikami i chyba przez okres studiów dalej się ożywiają. Mam swoją paczkę, która przez różne "akcje" (nie moje) się rozpada powoli, od wewnątrz. W każdym razie wydarzenia z przeszłości spowodowały, że się otoczyłem murem. Swoistym murem, który czasami dam komuś przekroczyć.

Przez ten mur przeszło kilka osób i te które na to zasłużyły są dalej w kręgu moich znajomych, przyjaciół. Dotyczy to obu płci. Nie ukrywam, że najbardziej zależy mi na płci pięknej... No ale cóż - płeć ta już dwa razy u mnie poległa i zawsze były to osoby, które uważałem za godne uwagi. Przez te właśnie dwie osoby już nawet zwykłe życzliwości i miłe słowa mnie po prostu odpychają, sprawiają że się dystansuję do takiej persony. Wskutek tego staram się zgasić w sobie (naturalną?) potrzebę, by u boku mieć kobietę. To po prostu "nie dla mnie" albo jak kto woli "nie dla psa kiełbasa".

Z obecnego życia - opiekuję się babcią, dobrze uczę i staram nauczyć się wszystkiego co mi w życiu może się przydać. Chodzi tu o czynności praktyczne, czynności dnia codziennego - pranie, gotowanie, prasowanie i sprzątanie. Słowem: człowiek (prawie) samodzielny. No ale prawie robi wielką różnicę - w przypadku napadu epilepsji sam sobie nie poradzę. Czasami myślę, czy powinienem powiedzieć o tym najbliższemu znajomemu ze studiów (kumpel z paczki z którym praktycznie jesteśmy nierozłączni). Jednak zawsze dochodzę do wniosku, że lepiej nie mówić i się nie zwierzać. Ale z pewnością jakoś przeżyję, może medycyna kiedyś będzie na tyle rozwinięta by w ogóle wyeliminować te napady.

Na przyszłość na razie nic nie planuję. Marzę tak jak większość o znalezieniu drugiej połówki i dzieciach. Ale dochodzę do wniosku, że z tego nici. Raz, że nie chciałbym mieć dzieci ze względów oczywistych: "chore drzewo rodzi chore owoce" (matka miała i ma depresję). A nie chciałbym by moje dziecko/dzieci przechodziło/ły ten sam horror. Bo tak należy to nazwać. Wiem też, że jeżeli kobieta upierałaby się na to, że potomstwo zacementowałoby dodatkowo związek to miałaby rację. Ale ja odmówiłbym. Z powodu powyższego. Wtedy jak mniemam coraz częściej wybuchałyby kłótnie o to, że "nie wiem jak będzie" a stąd prosta droga do zakończenia znajomości. Na razie chcę skończyć studia i wziąć drugi kierunek (może prawo?), by mieć większe szanse na rynku pracy. Być może wyjadę stąd - język całkiem łatwo mi "wchodzi do głowy", bo jest związany z moim ulubionym przedmiotem: matematyką. 

Jeżeli ten wpis jest dla niektórych czytających chaotyczny to przepraszam. Starałem się wszystko poukładać w miarę sensownie.

Dziękuję za przeczytanie i ewentualne pozostawienie po sobie śladu w moim temacie w postaci wpisu "co o tym myślę?". Niektórych odpowiedzi się domyślam a innych nie - pozostaną one zagadką.

Pozdrawiam! smile

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Póki co napiszę krótko - powinieneś powiedzieć koledze o Twoim problemie, bo to może uratować Ci kiedyś życie... A jeśli zdarzy Ci się atak kiedy akurat będziecie robić coś razem, to może nie wiedzieć jak zareagować i może się to dla Ciebie źle skończyć.

3

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Ale skąd wiesz, że twoje potencjalne dziecko byłoby chore na "coś"? Czy masz jakąś dziedziczną chorobę? Nie? To w czym problem? Znam wiele osób, które Chorują przewlekle na takie rzeczy jak astma, epilepsja, cukrzyca, a mają zdrowe dzieci. Rozumiem, że można nie chcieć potomstwa bo ma się pewne cele w życiu do zrealizowania, a rodzina po prostu w tym przeszkadza, ale wtedy szuka się na partnera osoby, która również dzieci nie chce mieć. Ty póki co zastanawiasz się, jak potencjalna partnerka zareaguje na twoją niechęć do posiadania dziecka. Myślenie, co by było, gdyby - jest bez sensu.

Wydaje mi się, że jesteś bardzo skoncentrowany na sobie, swoich potrzebach, swojej chorobie... W związku liczy się partnerstwo i otwartość na potrzeby drugiej osoby, a także pewnego rodzaju umiejętność dopasowania się do partnera. Jeśli będziesz twardo obstawał za tym, by dzieci nie mieć, w dodatku argumentując to tak, jak to robisz, to nie będzie kłótni, tylko rozstanie. Doprowadzisz do tego, że kobieta popadnie we frustrację i depresję i po prostu cię zostawi.

Drugi problem - dystansujesz się do kobiet, bo dwie z nich okazały się nie być fair? To krzywdząca generalizacja. Poza tym fakt, że kobieta powie ci kilka miłych rzeczy wcale nie oznacza, że a. ma na ciebie ochotę, b. chce z tobą się związać lub umówić. Może po prostu chce być miła, bo cię lubi? Tak bez podtekstów.

Piszesz jak introwertyk i w dodatku jedynak. Mylę się?

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Kerty przeczytałem z wielką uwagą i empatią Twój temat. Jak zapewne wiesz psy szkoli się w różnych dziedzinach. Istnieją wspaniałe, wyszkolone psy, które są w stanie z właściwym wyprzedzeniem przewidzieć zbliżający się atak epilepsji. Informują o tym swojego opiekuna, szczekając, warcząc, lub w inny sposób. Może powinieneś pomyśleć o zakupie takiego psa? Niestety nie wiem czy w naszym kraju, taki zakup jest możliwy?
Serdecznie pozdrawiam.

5

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego
Melancholy napisał/a:

Póki co napiszę krótko - powinieneś powiedzieć koledze o Twoim problemie, bo to może uratować Ci kiedyś życie... A jeśli zdarzy Ci się atak kiedy akurat będziecie robić coś razem, to może nie wiedzieć jak zareagować i może się to dla Ciebie źle skończyć.

Niestety ale nie ufam mu na tyle, żeby aż takie coś mu wyznać. Zakładam (ślepo), że miał w szkole przysposobienie obronne a na tym przedmiocie omawiane było postępowanie w przypadku napadu epilepsji. Ale może to moja ślepa wiara tylko? Przecież jak się czegoś "nie używa" to to "zanika"... Tak samo jest z wiedzą - wiem po sobie: kiedyś trzaskałem analizę matematyczną jak leciało (studia humanistyczne). Teraz coś tam pamiętam, mam w głowie ścieżkę, którą w razie potrzeby mogę iść raz jeszcze i wiem, że ta przykładowa analiza przyjdzie mi łatwiej niż osobie kompletnie zielonej.

Przemyślę sprawę i pogadam z lekarzem prowadzącym - zapytam się czy jest możliwy napad ponowny czy też jest prawdopodobny.


Emilia napisał/a:

Ale skąd wiesz, że twoje potencjalne dziecko byłoby chore na "coś"? Czy masz jakąś dziedziczną chorobę? Nie? To w czym problem? Znam wiele osób, które Chorują przewlekle na takie rzeczy jak astma, epilepsja, cukrzyca, a mają zdrowe dzieci. Rozumiem, że można nie chcieć potomstwa bo ma się pewne cele w życiu do zrealizowania, a rodzina po prostu w tym przeszkadza, ale wtedy szuka się na partnera osoby, która również dzieci nie chce mieć. Ty póki co zastanawiasz się, jak potencjalna partnerka zareaguje na twoją niechęć do posiadania dziecka. Myślenie, co by było, gdyby - jest bez sensu.

Wydaje mi się, że jesteś bardzo skoncentrowany na sobie, swoich potrzebach, swojej chorobie... W związku liczy się partnerstwo i otwartość na potrzeby drugiej osoby, a także pewnego rodzaju umiejętność dopasowania się do partnera. Jeśli będziesz twardo obstawał za tym, by dzieci nie mieć, w dodatku argumentując to tak, jak to robisz, to nie będzie kłótni, tylko rozstanie. Doprowadzisz do tego, że kobieta popadnie we frustrację i depresję i po prostu cię zostawi.

Drugi problem - dystansujesz się do kobiet, bo dwie z nich okazały się nie być fair? To krzywdząca generalizacja. Poza tym fakt, że kobieta powie ci kilka miłych rzeczy wcale nie oznacza, że a. ma na ciebie ochotę, b. chce z tobą się związać lub umówić. Może po prostu chce być miła, bo cię lubi? Tak bez podtekstów.

Piszesz jak introwertyk i w dodatku jedynak. Mylę się?

Emilio - niestety lekarzem nie jestem i nie wiem nic o dziedziczności takiej jednostki chorobowej jaką jest wspomniana epi. Jeżeli natomiast dziewczyna by chciała - to po konsultacji z armią lekarzy, bo inaczej nie ma mowy. Zrozumieć musisz, że wiele przeszedłem i nie chciałbym tego samego piekła dla dziecka. Czasami czuję taką potrzebę ojcostwa. Lubię dzieci. Jedyne czego się obawiam to tej dziedziczności - tylko i wyłącznie tego.

Możliwe, nawet prawdopodobieństwo tego (rozstania) wynosi blisko 100%. Ale jak napisałem powyżej - jak dałoby się wyleczyć tą ewentualną dziedziczność to najpierw to a potem dzieci. Jeżeli nie byłoby dziedziczne to choćby zaraz. A jeżeli tak - to zminimializować prawdopodobieństwo dziedziczności. Wszystko to w oparciu o konsultacje z lekarzami specjalistami.

Sedno. Samo sedno. Absolutnie. Jednak mam wątpliwość co do ewentualnych zamiarów takowej - ciężko je rozczytać. Dwa razy "się przejechałem" i za trzecim to by było nieprzyjemnie. Dlatego teraz muszę mieć pewność, że chce tego czy tamtego. I po prostu będę o to wprost pytał a do każdej odpowiedzi stosował będę swój algorytm postępowania. Zdaję sobie sprawę z tego, że subtelność znaków kobiety, iż jest zainteresowana facetem jest czasami nie do rozczytania i taka może się zniechęcić, bo pomyśli, że jestem niezainteresowany i najzwyczajniej w świecie machnie ręką i "se pójdzie". We wspomnianej historii obiecałem "tej pierwszej", że od teraz będę bardziej ostrożny i takiej wersji będę się trzymał. Ah - i pewna bardzo mądra kobieta - powiedziała mi kiedyś, że "choroba nie jest powodem do zaniżania swojej wartości". Słowa jak najbardziej słuszne ale trudno "wdrażalne" w życie. Możliwe, nawet bardzo, że "po prostu chce być miła" - dotychczas nie przebiłem się ze sfery "przyjaciel" do "facet". A może to ja zagaduję nie tam gdzie trzeba?

Masz połowiczną rację - nie jestem jedynakiem. Ale introwertykiem już tak.

Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Kerty przeczytałem z wielką uwagą i empatią Twój temat. Jak zapewne wiesz psy szkoli się w różnych dziedzinach. Istnieją wspaniałe, wyszkolone psy, które są w stanie z właściwym wyprzedzeniem przewidzieć zbliżający się atak epilepsji. Informują o tym swojego opiekuna, szczekając, warcząc, lub w inny sposób. Może powinieneś pomyśleć o zakupie takiego psa? Niestety nie wiem czy w naszym kraju, taki zakup jest możliwy?

Niewątpliwie taki pies by mi pomógł ale nie chcę robić z siebie gorszego inwalidy niż jestem. Powłóczenie prawą nogą itp. zachowania mi wystarczą. Jak na razie.

Dziękuję za odpowiedzi i pozdrawiam! smile

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Czy pies zwiększa poziom niepełnosprawności? Nie sądzę. Moim zdaniem zmniejsza, czyniąc życie takiej osoby dużo łatwiejszym. Nieużywane narządy, umiejętności etc. nie zanikają (wybacz, ale zapachniało mi lamarkizmem). Aha jeszcze jedno. Uczucia nie poddają się żadnym algorytmom. Są od nich dużo bardziej skomplikowane.

7

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Witaj Kerty...

Po jakimś czasie wreszcie "potknąłem" się o Ciebie na forum na tyle mocno, że mało sobie wargi nie przydepnąłem big_smile.
Poruszasz problemy, które z wielu powodów nie są mi obce, a nawet bym powiedział, że mamy wiele wspólnego.
Zaczął bym od tego, że masz "za pazuchą dwie odmiany MPD, przy czym ta druga to MPPD - męska przypadłość piętnowanego dziecka - "pochodna" kategorii DDD czyli osób dysfunkcyjnych - analogia do "przetrąconych"; nie myl z Naszym ex wątkiem wink.

Rodzina...
Zasklepiłeś się w kokonie beznadziejności, nieudolności i marazmowego tumiwisizmu wpojonego Ci przez matkę. Tu odwołam się do psychologicznego - i pokrewnego mi pomałżeńsko - schematu ksero. Tak dokładnie ksero; jak to odnieść na ludzi - Twoją matkę i Ciebie -to raczej nie muszę Ci tłumaczyć. Czy Ty czasem teraz pisząc np ten post nie gadasz po matkowemu? Przyjrzyj się sobie i Jej pod tym kątem powielania schematu "z ojca na dzieci aż się rozleci". To pierdyknąć w końcu musi z hukiem i łoskotem, samo się nie zrobi. Takim moim "królikiem doświadczalnym" swego czasu było moje "małżeństwo".

Choroba MPD...
Witam w klubie, piąteczka na przywitanie. Choć sam mam z nią tyle wspólnego, co piernik z wiatrakiem; tak sporo z nią piwa wypiłem i na 100% wiedzy mam, jak nie porównując cysterniany kufel z pianą na 3 palce.
Za komuny wrzucili mnie do tego dziecięcego wora, przypięli łatkę i odstawili do taśmowego remontu pod skalpelem smile. Jedno co Im się w owych czasach udało na 6 z + w konfrontacji z kulejącą służbą zdrowia. Bo to raczej powinno nosić nazwę zakładu pogrzebowego "last chance".
Jesteś geniuszem znając od podszewki tą tematykę, bo ja już się przejechałem równo i dokładnie na bezgranicznej ludzkiej ciemnocie w tej materii. Łącznie z tym, że osoba z MPD jest... chora psychicznie. Patologia patologię patologiem pogania.
Dostałbyś z liścia lub piąchopirynę w kinola, za gadanie o dziedziczności Twoich przypadłości. Bierzesz pod uwagę fakt "zespolenia" się genów Twoich i ew. partnerki w przypadku poczęcia? DNA do dzisiaj wyczynia takie szopki, że wybitnym doktorantom uczesanym na łyso, włosy stają dęba na czuprynce jak Einsteinowi. Medycyna popierdziela też w tym temacie po światłowodach informatyki, ze iskry lecą hurtem... bezkres oceanu niezgłębiony do końca, bo głębia Bajkału to płytka kałuża przy tym.
O tym lekarz Ci za dużo nie powie, "tajemnica lekarska" tego "zabrania", tak więc na jednym konowale tej polityki się nie kończy. Sejm liczy 465 osłów, więc i Ty masz szerokie pola manewru. smile

Szkoła...
Zwłaszcza podstawowa i temat gnębienia - epopeja grubości pisma świętego za jednym zasiadem jest od ręki do napisania bez mrugnięcia okiem. Kto się z tym nie zgodzi, to... "cenzura" obuwnicza.
Wchłonięta wiedza z PO i całej licealno - studenckiej reszty "spakowana" jest u Ciebie rar-em w kartoniku - chłop ma pudełka pod deklem; kobieta magistralę połączeń big_smile.
Z PO to mam jedynie problem czasami z tematyką pierwszej pomocy; zerknąć w literaturę i już jestem na sali operacyjnej, zwarty i gotowy nieść pomoc big_smile. Z wiedzy zawodowej, to nawet po dziś dzień korzystam, a oswajałem się końcowo z nią dobrą dekadę temu. Nie twórz nowej mitologii, ja Cię proszę.
Kumple z liceum, studiów i z wojska... chłopie rwij na strzępy tą "matczyną spódnicę" i buduj drapacze chmur na własnej "bezludnej wyspie", kto ze mną a kto nie, to niech spływa z nurtem...
Ktoś Cię gnoi, "to że ja mam problem z "tym" czy z "tamtym, to nie znaczy, że mam problem z głową. Czego nijak nie mogę powiedzieć o Tobie" i po zawodach na dzień dobry. Nauczyć się brutalnej asertywności i bezdotykowo kładziesz rywala na deski we wszystkim.

Związki...
Do 3 razy sztuka jak mawia przysłowie. Ja tą "normę" wyrobiłem z nawiązką, bo "finiszując" ją małżeństwem. A rekonesans w nim miałem od dzieciństwa po dziś dzień. Pełna gama ludzkiej głupoty, zawiści, zazdrości i zwarcia obwodów na półkulach mózgowych pod czuprynką.
Na laurach nie siadłem, bo niby oferta jest "ograniczona" powiedzeniowo... Chłopie jakimi kategoriami Ty myślisz, tym bardziej gdy w zaawansowanym procesie myślenia, wykorzystujemy raptem 3% możliwości swojego mózgu. Red bulla chlapnij i wkręć się na wyższy pułap lotów na wysokich obrotach big_smile

8

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Kerty, witaj.

Ja odniose sie do dzieci - rozumiem, ze mozesz miec obawy. Ale wlasne rodzicielstwo to nie jedyna droga do posiadania potomstwa, gdybyscie (z przyszla zona) chcieli miec dzieci.

Pozdrawiam cieplo.

9 Ostatnio edytowany przez Kerty (2013-08-25 21:36:43)

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Czy pies zwiększa poziom niepełnosprawności? Nie sądzę. Moim zdaniem zmniejsza, czyniąc życie takiej osoby dużo łatwiejszym. Nieużywane narządy, umiejętności etc. nie zanikają (wybacz, ale zapachniało mi lamarkizmem). Aha jeszcze jedno. Uczucia nie poddają się żadnym algorytmom. Są od nich dużo bardziej skomplikowane.

Pies z pewnością nie zwiększa poziomu niepełnosprawności ale... Wiadomo jak to jest - ludzie różnie mogą pomyśleć o człowieku a i tak przez jakiś czas walczyłem o to, by usunąć parę rzucających się w oczy "pomocy życiowych". I jestem z tego zadowolony, bo czuję się "normalniejszy".

Wiesz, zawsze lubiłem przedmioty ścisłe - matematyka i informatyka to moje "koniki". Tu wszystko jest czarno-białe i przez to prostsze. Często do celu prowadzi (ww. przedmiotach) wiele dróg - od prostych do najbardziej udziwionych ale zawsze dają ten sam wynik (pod różną postacią). Szczególnie jeśli chodzi o analizę matematyczną - tu jedna całka może dać Ci 3 różne wyniki i wszystkie poprawne a to, który otrzymasz zależy od Twoich wyczynów "po drodze" i kolejności "rozbrajania" problemu. Niestety ale uparcie stoję przy swoim - jeżeli czymś się zajmujesz i masz z tym styczność praktycznie codziennie to z pewnością masz większą wprawę niż ktoś kto robi to "od wielkiego dzwonu". Mógłbym tu znów przytoczyć przykład z analizy matematycznej ale to nie jest forum matematyczne (bo i na takim się udzielam, mimo studiów humanistycznych). Oj tak - niektóre uczucia to skomplikowana rzecz. Jedne prostsze, które potrafi zrozumieć cała masa (- gdzie tam masa? Rzesza big_smile ) ludzi. A drugie z kolei - są zagadką dla innych. Swoistym labiryntem. Bez nici Ariadny.

Jeszcze jedno - wbrew temu co mogłoby się wydawać po moich wypowiedziach: jestem małomówny. Ale ponoć jak coś mówię to już z sensem. Tak przynajmniej mi powiedział pewien znajomy, starszy ode mnie o latek parę.

bags napisał/a:

Witaj Kerty...

Po jakimś czasie wreszcie "potknąłem" się o Ciebie na forum na tyle mocno, że mało sobie wargi nie przydepnąłem big_smile.
Poruszasz problemy, które z wielu powodów nie są mi obce, a nawet bym powiedział, że mamy wiele wspólnego.
Zaczął bym od tego, że masz "za pazuchą dwie odmiany MPD, przy czym ta druga to MPPD - męska przypadłość piętnowanego dziecka - "pochodna" kategorii DDD czyli osób dysfunkcyjnych - analogia do "przetrąconych"; nie myl z Naszym ex wątkiem wink.

Witam bags! Nie wiem co Ci w tej materii odpisać, poza tym, że zgadzam się z tym, że po drodze czegoś zabrakło. I było to dzieciństwo nierównomierne. Wiem też, że to jest nie do nadrobienia - tamtych lat i chwil nic mi nie wróci. Teraz stoję "pod ścianą" i albo sam sobie z tym poradzę, że przejdę jeszcze mocniej niż jestem - od dziecinady do męskości albo cztery litery zbite. Bo (ewentualna) dziewczyna z pewnością w mamusię bawić się nie będzie... Tyle w tym akapicie.

bags napisał/a:

Rodzina...
Zasklepiłeś się w kokonie beznadziejności, nieudolności i marazmowego tumiwisizmu wpojonego Ci przez matkę. Tu odwołam się do psychologicznego - i pokrewnego mi pomałżeńsko - schematu ksero. Tak dokładnie ksero; jak to odnieść na ludzi - Twoją matkę i Ciebie -to raczej nie muszę Ci tłumaczyć. Czy Ty czasem teraz pisząc np ten post nie gadasz po matkowemu? Przyjrzyj się sobie i Jej pod tym kątem powielania schematu "z ojca na dzieci aż się rozleci". To pierdyknąć w końcu musi z hukiem i łoskotem, samo się nie zrobi. Takim moim "królikiem doświadczalnym" swego czasu było moje "małżeństwo".

Żeby gadać "po matkowemu" jak to ująłeś to musiałbym mieć z matką jakiś kontakt, by wiedzieć czy i jak ona gada. Jedyne co wyciągam z tego akapitu to mocne trzepanie po łbie jakimś drągiem i krzyk: "Zapomnij o matce i żyj jak przystało na faceta". Tą beznadziejność i nieudolność to nie matka a rówieśnicy mi wpoili... Podstawówka i gimbaza to wyzwiska i nic więcej. Szkolne popychadło. Ciężko jest to wymazać z pamięci, bo mi nawet zęby powybijali (niby w żartach ale mi do śmiechu nie było).

bags napisał/a:

Choroba MPD...
Witam w klubie, piąteczka na przywitanie. Choć sam mam z nią tyle wspólnego, co piernik z wiatrakiem; tak sporo z nią piwa wypiłem i na 100% wiedzy mam, jak nie porównując cysterniany kufel z pianą na 3 palce.
Za komuny wrzucili mnie do tego dziecięcego wora, przypięli łatkę i odstawili do taśmowego remontu pod skalpelem smile. Jedno co Im się w owych czasach udało na 6 z + w konfrontacji z kulejącą służbą zdrowia. Bo to raczej powinno nosić nazwę zakładu pogrzebowego "last chance".
Jesteś geniuszem znając od podszewki tą tematykę, bo ja już się przejechałem równo i dokładnie na bezgranicznej ludzkiej ciemnocie w tej materii. Łącznie z tym, że osoba z MPD jest... chora psychicznie. Patologia patologię patologiem pogania.
Dostałbyś z liścia lub piąchopirynę w kinola, za gadanie o dziedziczności Twoich przypadłości. Bierzesz pod uwagę fakt "zespolenia" się genów Twoich i ew. partnerki w przypadku poczęcia? DNA do dzisiaj wyczynia takie szopki, że wybitnym doktorantom uczesanym na łyso, włosy stają dęba na czuprynce jak Einsteinowi. Medycyna popierdziela też w tym temacie po światłowodach informatyki, ze iskry lecą hurtem... bezkres oceanu niezgłębiony do końca, bo głębia Bajkału to płytka kałuża przy tym.
O tym lekarz Ci za dużo nie powie, "tajemnica lekarska" tego "zabrania", tak więc na jednym konowale tej polityki się nie kończy. Sejm liczy 465 osłów, więc i Ty masz szerokie pola manewru. smile

Właśnie dlatego, że nie wiem jak kto zareaguje na takie info to wolę nie mówić. Jestem pewien, że skoro nawet brat potrafił zauważyć, że powłóczę nogą to inni musieliby mocno niedowidzieć albo być kompletnie ślepymi by tego nie dostrzec. Tak samo z innymi następstwami MPD. Ale wątpię by ktoś z moich znajomych szukał tej jednostki w necie, bawił się dr House'a i wystawiał mi diagnozy. A nawet jeśli - to niech mu ta wiedza kiedyś posłuży do uratowania mi życia. Nigdy się nie spotkałem z tym, żeby ktoś mi powiedział "jesteś chory psychicznie?", bo bym taką osobę natychmiast uświadomił w jak wielkim błędzie jest...  Co do dziedziczenia - nikt mi nie zabroni się spytać a "kto pyta nie błądzi". Wolę pogadać z tym lekarzem niż się potem użerać z tym, że się nabijają z mojego syna czy córki... Tajemnica lekarska to chyba jakbym pytał o Twój stan zdrowia ale o swój - tego jeszcze nie widziałem, by lekarz odmówił pacjentowi informacji o jego stanie zdrowia.

bags napisał/a:

Szkoła...
Zwłaszcza podstawowa i temat gnębienia - epopeja grubości pisma świętego za jednym zasiadem jest od ręki do napisania bez mrugnięcia okiem. Kto się z tym nie zgodzi, to... "cenzura" obuwnicza.
Wchłonięta wiedza z PO i całej licealno - studenckiej reszty "spakowana" jest u Ciebie rar-em w kartoniku - chłop ma pudełka pod deklem; kobieta magistralę połączeń big_smile.
Z PO to mam jedynie problem czasami z tematyką pierwszej pomocy; zerknąć w literaturę i już jestem na sali operacyjnej, zwarty i gotowy nieść pomoc big_smile. Z wiedzy zawodowej, to nawet po dziś dzień korzystam, a oswajałem się końcowo z nią dobrą dekadę temu. Nie twórz nowej mitologii, ja Cię proszę.
Kumple z liceum, studiów i z wojska... chłopie rwij na strzępy tą "matczyną spódnicę" i buduj drapacze chmur na własnej "bezludnej wyspie", kto ze mną a kto nie, to niech spływa z nurtem...
Ktoś Cię gnoi, "to że ja mam problem z "tym" czy z "tamtym, to nie znaczy, że mam problem z głową. Czego nijak nie mogę powiedzieć o Tobie" i po zawodach na dzień dobry. Nauczyć się brutalnej asertywności i bezdotykowo kładziesz rywala na deski we wszystkim.

Pakując ten akapit w jedno zdanie: "To Ty masz decydować kto jest z Tobą a kto przeciw, odsiewać idiotów a zostawiać sobie ludzi z głową na karku".

bags napisał/a:

Związki...
Do 3 razy sztuka jak mawia przysłowie. Ja tą "normę" wyrobiłem z nawiązką, bo "finiszując" ją małżeństwem. A rekonesans w nim miałem od dzieciństwa po dziś dzień. Pełna gama ludzkiej głupoty, zawiści, zazdrości i zwarcia obwodów na półkulach mózgowych pod czuprynką.
Na laurach nie siadłem, bo niby oferta jest "ograniczona" powiedzeniowo... Chłopie jakimi kategoriami Ty myślisz, tym bardziej gdy w zaawansowanym procesie myślenia, wykorzystujemy raptem 3% możliwości swojego mózgu. Red bulla chlapnij i wkręć się na wyższy pułap lotów na wysokich obrotach big_smile

Myślę kategoriami nauk ścisłych - wiem, że w tym czy dziewczyna chce czy nie chce związku - zawsze będą dwie drogi - 0 i 1. Nie i tak. Zdawać by się mogło, że prawdopodobieństwo, że "ta trzecia" jednak powie tak... jest mniejsze. A jednak - takie samo jak przy dwóch poprzednich - zostańmy przyjaciółmi albo spróbujmy. Wiem, że jako samiec poddawać się nie powinienem - nawet nie mogę, bo w oczach kobiet takie zachowanie jest niemęskie - aby unikinąć kolejnego rozczarowania wolę być bardziej ostrożny w tej materii. Delikatnej jak lilia na tafli jeziora.

EDIT:

Benita72 napisał/a:

Kerty, witaj.

Ja odniose sie do dzieci - rozumiem, ze mozesz miec obawy. Ale wlasne rodzicielstwo to nie jedyna droga do posiadania potomstwa, gdybyscie (z przyszla zona) chcieli miec dzieci.

Pozdrawiam cieplo.

Witaj!
Rozumiem, że istnieją inne drogi ale właśnie własne rodzicielstwo traktuję jako tą priorytetową drogę, swoisty cement związku.
Również ciepło pozdrawiam!

10

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego
Kerty napisał/a:

Witam bags! Nie wiem co Ci w tej materii odpisać, poza tym, że zgadzam się z tym, że po drodze czegoś zabrakło. I było to dzieciństwo nierównomierne. Wiem też, że to jest nie do nadrobienia - tamtych lat i chwil nic mi nie wróci. Teraz stoję "pod ścianą" i albo sam sobie z tym poradzę, że przejdę jeszcze mocniej niż jestem - od dziecinady do męskości albo cztery litery zbite. Bo (ewentualna) dziewczyna z pewnością w mamusię bawić się nie będzie... Tyle w tym akapicie.

Tak więc pora to "znamię" i "blizny" z przeszłości zamknąć na 4 spusty a klucze wywalić. Żyć tak, jak Ty uważasz za stosowne na teraz a nie czyimś psim swędem z przeszłości.

Kerty napisał/a:

Żeby gadać "po matkowemu" jak to ująłeś to musiałbym mieć z matką jakiś kontakt, by wiedzieć czy i jak ona gada. Jedyne co wyciągam z tego akapitu to mocne trzepanie po łbie jakimś drągiem i krzyk: "Zapomnij o matce i żyj jak przystało na faceta". Tą beznadziejność i nieudolność to nie matka a rówieśnicy mi wpoili... Podstawówka i gimbaza to wyzwiska i nic więcej. Szkolne popychadło. Ciężko jest to wymazać z pamięci, bo mi nawet zęby powybijali (niby w żartach ale mi do śmiechu nie było.

Tak więc odetnij się na amen od tego konwejeru ludzkiej głupoty, są inne ścieżki godne naśladowania a nie kierowania się pustym ludzkim gadaniem. Zachowaj bezpieczną odległość od takich rozklekotanych żółtodziobów "poprzedzających" lub "wyprzedzających" Twoją wiedzę o Twoim problemie. Oni Tobie do pięt nie dorastają.

Kerty napisał/a:

Właśnie dlatego, że nie wiem jak kto zareaguje na takie info to wolę nie mówić. Jestem pewien, że skoro nawet brat potrafił zauważyć, że powłóczę nogą to inni musieliby mocno niedowidzieć albo być kompletnie ślepymi by tego nie dostrzec. Tak samo z innymi następstwami MPD. Ale wątpię by ktoś z moich znajomych szukał tej jednostki w necie, bawił się dr House'a i wystawiał mi diagnozy. A nawet jeśli - to niech mu ta wiedza kiedyś posłuży do uratowania mi życia. Nigdy się nie spotkałem z tym, żeby ktoś mi powiedział "jesteś chory psychicznie?", bo bym taką osobę natychmiast uświadomił w jak wielkim błędzie jest...  Co do dziedziczenia - nikt mi nie zabroni się spytać a "kto pyta nie błądzi". Wolę pogadać z tym lekarzem niż się potem użerać z tym, że się nabijają z mojego syna czy córki... Tajemnica lekarska to chyba jakbym pytał o Twój stan zdrowia ale o swój - tego jeszcze nie widziałem, by lekarz odmówił pacjentowi informacji o jego stanie zdrowia.

Ja właśnie taką taktykę już dawno przyjąłem, że mówię, opowiem w skrócie zagadnienie i wprowadzam TYLKO tych, którzy są zainteresowani mną i moim "problemem". Biernych słuchaczy i rozmówców z miejsca wyłapuję i nie ciągnę tematu po próżnicy.
Co do wertowania neta, to ludzie to robią za Twoimi plecami, by skonfrontować Twoją wiedzę ze skupiskiem niekiedy bzdurnych i naklikanych na poczekaniu informacji o tym temacie.
Z takim psychicznym stwierdzeniem miałem styczność face2face raptem deko ponad roku temu w rozmowie z własną teściową. Oczy wypadły mi z przyczółków a szczęka z łoskotem rypnęła o glebę rysując kafelki. Wydawało mi się, że osoba oblatana w zagadnieniach medycznych odnośnie własnej córki, takich kretyńskich i kuriozalnych "newsów" nie popełni kłapiąc dziobem po uprzednim... zanurkowaniu właśnie w neta. A powiązała to z niczym innym jak ze stwierdzeniem porażenia mózgowego - "po nitce do kłębka" gigantycznych jak widać absurdów ludzkiej interpretacji tego medycznego specyfiku chorobowego. Gadanie moje czy rodziców nie ważne - zapiski w necie to święta wyrocznia podważająca wsio.
Jak z polskim prawem - jeden paragraf i tysiące jego interpretacji. Z tej formy wyroczni w osobie teściowej ryję ze śmiechu nie tylko ja po dziś dzień.
Apropo tajemnicy lekarskiej, to mam za sobą dobre ćwierć wieku chodzenia po lekarzach i 2 wizytach pod skalpelem. Jestem nawet absolwentem renomowanego Trzebnickiego szpitala. I na tej podstawie wiem, ile jeden lekarz potrafi nie powiedzieć nic; ile zakłamanej teorii wygada a ile powie tylko zdawkowo, a Ty chłopie główkuj i domyślaj się, co autor miał na myśli.
W temacie potomstwa to już w ogóle dla niego czarna magia, by powiedział prawdę. Albo się przypadkiem pomyli w gadaniu albo po pijaku pełni dyżur big_smile.

Kerty napisał/a:

Pakując ten akapit w jedno zdanie: "To Ty masz decydować kto jest z Tobą a kto przeciw, odsiewać idiotów a zostawiać sobie ludzi z głową na karku".

Dokładnie i bez zbędnego dalej komentarza.

Kerty napisał/a:

Myślę kategoriami nauk ścisłych - wiem, że w tym czy dziewczyna chce czy nie chce związku - zawsze będą dwie drogi - 0 i 1. Nie i tak. Zdawać by się mogło, że prawdopodobieństwo, że "ta trzecia" jednak powie tak... jest mniejsze. A jednak - takie samo jak przy dwóch poprzednich - zostańmy przyjaciółmi albo spróbujmy. Wiem, że jako samiec poddawać się nie powinienem - nawet nie mogę, bo w oczach kobiet takie zachowanie jest niemęskie - aby unikinąć kolejnego rozczarowania wolę być bardziej ostrożny w tej materii. Delikatnej jak lilia na tafli jeziora.

Żyj "jutrem" i nie wracaj do "wczoraj". A tego kwiatu to pół światu. Takich troje - w przyszłości - jak Was dwoje - na "teraz" - to nie ma ani jednego... a jednak pół świata tego urokliwego kwiatu jest i jedna "ex pierwotna" jaskółka wiosny nie czyni. qrde paradoks? hmm

11

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Posumowując rady z postów bags'a:
- carpe diem
- nieprzejmować się gadaniami i "co kto pomyśli"
- "nie chcesz mnie? to paszoł won. inna weźmie z pocałowaniem w rękę" wink

Dalej jednak obstaję przy tym, że teraz podniosę poprzeczkę na przekroczenie muru. Kto go już przekroczył - trudno. A kto nie - ten będzie miał trudniej niż Ci co już przekroczyli (szczególnie płeć piękna). smile Po co raz jeszcze przeżyć zawód? A może tym razem będzie tzw. miłość od pierwszego wejrzenia? big_smile Czas pokaże. tongue

12

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Nie podnoś poprzeczki. Ideałów nie ma. Zresztą związek z introwertykiem jest bardzo trudny, więc bądź wyrozumiały smile.

Zawody przeżywasz, bo chcesz, podświadomie ich oczekujesz. Ty jesteś odpowiedzialny za swoje myśli i uczucia, nie jesteś zewnątrzsterowny. Uodpornij się na przykrości, spotka cię ich w życiu jeszcze tysiące. Nie oczekuj niczego złego, myśl wyłącznie pozytywnie. Wtedy przyciągniesz do siebie dobre zdarzenia, dobre relacje.

Terapia. Koniecznie. Coś w tobie zostało z relacji z matką. Nawet jeśli sobie tego nie uświadamiasz.

13

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego
Emilia napisał/a:

Nie podnoś poprzeczki. Ideałów nie ma. Zresztą związek z introwertykiem jest bardzo trudny, więc bądź wyrozumiały smile.

Zawody przeżywasz, bo chcesz, podświadomie ich oczekujesz. Ty jesteś odpowiedzialny za swoje myśli i uczucia, nie jesteś zewnątrzsterowny. Uodpornij się na przykrości, spotka cię ich w życiu jeszcze tysiące. Nie oczekuj niczego złego, myśl wyłącznie pozytywnie. Wtedy przyciągniesz do siebie dobre zdarzenia, dobre relacje.

Terapia. Koniecznie. Coś w tobie zostało z relacji z matką. Nawet jeśli sobie tego nie uświadamiasz.

Emilio - to, że ideałów nie ma to ja świetnie wiem. A trafić muszę na taką, dla której będę "prawie ideałem", bo jak napisałaś "ideałów nie ma". Chociaż... Spotkać można stanowiska wśród zainteresowanych, że "dla mnie mój/moja jest ideałem".

A dlaczego mam tej poprzeczki nie podnosić? Bo związek jest trudny? To chyba nie tylko z introwertykiem. Ze mną pogadać można praktycznie na wszystkie tematy - jednak trzeba wziąć poprawkę, że temat musi być mi choć trochę znany.  Trudno bowiem gadać o czymś o czym się nie ma pojęcia. Mi chodzi tu tylko o jedno - odsiać głupców i prześmiewców a zostawić sobie ludzi "na poziomie". Bo na pierwszą idiotkę nie polecę - swoje wymogi mam. Co do wyglądu - rzecz gustu. Ale w głowie poukładane mieć musi! Tyle w temacie...

Co Wy z tą podświadomością? Czy to jest aż tak istotny element tej układanki, tych puzzli? Właściwie z tego drugiego akapitu - wyciągam tylko jedno zdanie "CZŁOWIEKU MYŚL POZYTYWNIE (a reszta z mniejszym lub większym wysiłkiem Ci przyjdzie, nawet ta dziewczyna...)". Swoją drogą - przez okres liceum byłem takim właśnie pozytywnie nakręconym gościem, bo ilekroć było coś do zrobienia i deadline był blisko mówiłem "Spoko, damy radę". Kolega kwitował to w sposób następujący: "<tu moje imię> Ty to chociażby się paliło i waliło powiesz, że się uda".

Byłem już u psychologa. Ocena jaką mi wystawił - powiem szczerze, że mnie zaskoczyła. A może to tylko sztuczka by podnieść mnie na duchu? W każdym razie powiedział, że "ze mną wszystko w porządku i powodów dalszego spotykania się nie ma". Pochwalił podjeście do wielu spraw - edukacji, rodziny, przyszłości. I na tym koniec... Koniec nie tylko wizyt u psychologa ale i tego posta big_smile

Pozdrawiam! smile

14

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego
Kerty napisał/a:

Co Wy z tą podświadomością? Czy to jest aż tak istotny element tej układanki, tych puzzli? Właściwie z tego drugiego akapitu - wyciągam tylko jedno zdanie "CZŁOWIEKU MYŚL POZYTYWNIE (a reszta z mniejszym lub większym wysiłkiem Ci przyjdzie, nawet ta dziewczyna...)".

A obejrzyj sobie "Sekret PL" na youtube i może zaskoczysz czemu  tak wałkujemy pozytywne nastawienie umysłu a już tym bardziej podświadomości.

Kerty napisał/a:

Byłem już u psychologa. Ocena jaką mi wystawił - powiem szczerze, że mnie zaskoczyła. A może to tylko sztuczka by podnieść mnie na duchu? W każdym razie powiedział, że "ze mną wszystko w porządku i powodów dalszego spotykania się nie ma". Pochwalił podjeście do wielu spraw - edukacji, rodziny, przyszłości. I na tym koniec... Koniec nie tylko wizyt u psychologa ale i tego posta big_smile

Zdecydowany Coperfield, który sam sobie nie potrafi pomóc a co dopiero komuś. A to z prostego powodu, że temat uzależnienia od toksycznej matki jest ciężki do przerobienia i tu bez dobrego fachowca nie podchodź. A już tym bardziej kończąc na jednym spotkaniu, bo tego Twojego wizytowania go tak nawet nazwać nie można.

15

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego
bags napisał/a:

A obejrzyj sobie "Sekret PL" na youtube i może zaskoczysz czemu  tak wałkujemy pozytywne nastawienie umysłu a już tym bardziej podświadomości.


Zdecydowany Coperfield, który sam sobie nie potrafi pomóc a co dopiero komuś. A to z prostego powodu, że temat uzależnienia od toksycznej matki jest ciężki do przerobienia i tu bez dobrego fachowca nie podchodź. A już tym bardziej kończąc na jednym spotkaniu, bo tego Twojego wizytowania go tak nawet nazwać nie można.

Hmm... Bags a ja bez oglądania podejmę się analizy tego zjawiska. Sądzę, że tak bardzo naciskacie na to pozytywne nastawienie i podświadomość, bo właśnie przez pozytywne nastawienie możliwe jest zjednanie sobie człowieka: człowiek pozytywnie nakręcony budzi pozytywne odczucia i chęć poznania go, chęć przebywania i obcowania z nim. A to (nie)stety jest w związku istotne... O małżeństwie to już nie mówię. A jeżeli ktoś marudzi, narzeka, jęczy jak stara baba w ciąży to chociażby się dwoił i troił to mimo szczerych intencji nic nie osiągnie. W liceum byłem optymistą - kolega nawet powtarzał, że "Ten to chociażby się paliło i waliło to będzie pozytywny". To z kolei - pozytywne myślenie wywiera nacisk na podświadomość... Żeby jednak dać szansę.
Jednak dla mnie to trudne. Trudno zmienić się na takiego pozytywnego. Uśmiechać się mimo smutku "wewnątrz". Ja postaram się to przełamać. Swoją smutną naturę. Ale ostatnio zacząłem ćwiczyć - takie hobby, więc może się przyda. tongue

W kwestii psychologa - coś skombinuję. W końcu to sobie pomogę. Nie?

16

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Chciałem dopisać w poprzednim poście ale niestety edycja jest niemożliwa. Więc będzie post pod postem. tongue
Pisząc te słowa wczoraj o pozytywnym nastawieniu, myśleniu itp. nie oglądałem filmu. Jednak potem go obejrzałem - żeby skonfrontować je z filmem. I co? I okazało się, że mam rację big_smile
Druga część: opierając się tylko na pozytywnym myśleniu, nic nie osiągnę. Potrzebne są tu też czyny. Czyli zagadywanie, podrywanie i flirtowanie. Bez współpracy tych dwóch elementów to conajwyżej wywiozą mnie do Tworek albo dostanę milion koszy od dziewczyn big_smile Zatem POZYTYWNE MYŚLENIE + DZIAŁANIE = SUKCES!

Stimmen Sie mir zu? big_smile

17 Ostatnio edytowany przez bags (2013-09-06 21:03:50)

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego
Kerty napisał/a:

Chciałem dopisać w poprzednim poście ale niestety edycja jest niemożliwa. Więc będzie post pod postem. tongue
Pisząc te słowa wczoraj o pozytywnym nastawieniu, myśleniu itp. nie oglądałem filmu. Jednak potem go obejrzałem - żeby skonfrontować je z filmem. I co? I okazało się, że mam rację big_smile
Druga część: opierając się tylko na pozytywnym myśleniu, nic nie osiągnę. Potrzebne są tu też czyny. Czyli zagadywanie, podrywanie i flirtowanie. Bez współpracy tych dwóch elementów to conajwyżej wywiozą mnie do Tworek albo dostanę milion koszy od dziewczyn big_smile Zatem POZYTYWNE MYŚLENIE + DZIAŁANIE = SUKCES!

Stimmen Sie mir zu? big_smile

Damit musss mann Rechnen! Aber Sie mussen wissen, dass... nie można myśleć i kierować się tylko celem "uknutego" planu, ale skupiać myślenie, idealizować i wizualizować jego poszczególne kroki/etapy po kolei.
Bo sukces osiągają uczniowie i... kandydaci na kierowców big_smile

18 Ostatnio edytowany przez Stev (2013-09-06 22:59:10)

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Ja może dodam coś od siebie pozytywne myślenie jest ważne jest, bardzo ważne. Każdy kto obejrzał Sekret na pewno usłyszał o prawu przyciągania, afirmacji, wizualizacji itd? Ja o tym wszystkim dowiedziałem się jakieś pół roku temu i staram się żyć (choć to nie jest łatwe) zgodnie z tym prawem. Opowiem wam swoją historię:
Od bardzo dawna (jakieś 15 lat) marzyłem o aucie, konkretnie o kabriolecie danej marki danego modelu i od bardzo dawna wyobrażałem sobie jak będzie wyglądać, jaki będzie kolor, jaki silnik? Po prostu sobie postanowiłem nie wiem jak, że będę dokładnie takie wymarzone auto mieć?
Ale marzenia zderzyły się z rzeczywistością, przykrą rzeczywistością? Ojca okradł wspólnik, po wielu latach współpracy, byliśmy bez pieniędzy i na dodatek jeszcze z długami które wspólnik scedował na naszą rodzinę. Był to okres w życiu, że bez pomocy społecznej umarlibyśmy z głodu?
I możecie mi wierzyć, albo nie- 3 lata później byłem już właścicielem wymarzonego kabrioletu?
Pamiętam to jak dziś, przeglądałem oferty na Allegro i nagle zdębiałem?  znalazłem moje wymarzone auto, wszystko było takie jaki sobie wymarzyłem: kolor lakieru, kolor skóry, pakiet aerodynamiczny  nawet felgi miał podobne do tych które sobie wymarzyłem, silnik  jedynie miał inny niż sobie wymarzyłem ,bo mocniejszy po swapie ? . tylko cena była nie ta:  właściciel chciał 14.0000 zł, ja miałem tylko 10.000 zł przeznaczone na auto. Ale pomyślałem sobie wtedy, nie wiem jak, ale to jest moje wymarzone auto i ja je muszę mieć!!! I co się dzieję? Po tygodniu auto wystawione ponownie za 12.000 zł Nie sprzedane, po kolejnym tygodniu czekam w niecierpliwości na ponownie wystawienie aukcji  i co auto wystawione za 10.000 zł!!!  W tym samym dniu dzwonie do właściciela, umawiam się na dzień następny na oględziny i całe szczęście, ze zabrałem pieniądze na zaliczkę, bo jak dojechałem był już umówiony następny klient i powiedział ze bierze na 100%,ale właściciel był lojalny i powiedział, że ja byłem pierwszy? Wszystko było takie jak sobie wymarzyłem i ten dźwięk  6 cylindrów w rzędzie?
Wg. mnie prawo przyciągania naprawdę działa?
Kolejna sprawa z rzeczy materialnych, zawsze chciałem sobie móc pojeździć nowym  autem prosto  z salonu, poczuć ten zapach nowości, usiąść w nowe fotele,  ale wiedziałem, że raczej nigdy, albo na pewno nie za szybko będzie mnie stać  na auto za 120.000 tyś złotych?  Ale sobie marzyłem?  Dziś choć nie stać mnie na nowe auto, jeżdżę nowym autem ?  Jak ? Dziadek kupił nowe auto, ponieważ z racji wieku nie ma ochoty na prowadzenie auta, ja jestem jego kierowcą? i mam auto na co dzień. Mimo, że raczej długo nie będzie mnie stać na nowe auto, jeżdżę nowym autem?  tak jak sobie wymarzyłem?
Dla wszechświata nie ma rzeczy nie możliwych?
Kolejna rzecz materialna zawsze chciałem jeździć na motocyklu i długo sobie marzyłem jak jeżdżę? W przyszłym sezonie będzie pierwsze moto w życiu? 
A z rzeczy niematerialnych wymarzyłem sobie idealną kobietę, i spotkałem ją w realnym świecie ale niestety coś nie wyszło (trochę z mojej, trochę z jej winy ) a ja wiem, że miało wyjść? Patrz temat: "życie singielki"

Dodano:
Zapomniałem dopisać, że tylko 20 % działania naszego móżgu to działania świadome, 80 % pracy wykonuje podświadomość...

19

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego
Stev napisał/a:

Ja może dodam coś od siebie pozytywne myślenie jest ważne jest, bardzo ważne. Każdy kto obejrzał Sekret na pewno usłyszał o prawu przyciągania, afirmacji, wizualizacji itd? Ja o tym wszystkim dowiedziałem się jakieś pół roku temu i staram się żyć (choć to nie jest łatwe) zgodnie z tym prawem. Opowiem wam swoją historię:
Od bardzo dawna (jakieś 15 lat) marzyłem o aucie, konkretnie o kabriolecie danej marki danego modelu i od bardzo dawna wyobrażałem sobie jak będzie wyglądać, jaki będzie kolor, jaki silnik? Po prostu sobie postanowiłem nie wiem jak, że będę dokładnie takie wymarzone auto mieć?
Ale marzenia zderzyły się z rzeczywistością, przykrą rzeczywistością? Ojca okradł wspólnik, po wielu latach współpracy, byliśmy bez pieniędzy i na dodatek jeszcze z długami które wspólnik scedował na naszą rodzinę. Był to okres w życiu, że bez pomocy społecznej umarlibyśmy z głodu?
I możecie mi wierzyć, albo nie- 3 lata później byłem już właścicielem wymarzonego kabrioletu?
Pamiętam to jak dziś, przeglądałem oferty na Allegro i nagle zdębiałem?  znalazłem moje wymarzone auto, wszystko było takie jaki sobie wymarzyłem: kolor lakieru, kolor skóry, pakiet aerodynamiczny  nawet felgi miał podobne do tych które sobie wymarzyłem, silnik  jedynie miał inny niż sobie wymarzyłem ,bo mocniejszy po swapie ? . tylko cena była nie ta:  właściciel chciał 14.0000 zł, ja miałem tylko 10.000 zł przeznaczone na auto. Ale pomyślałem sobie wtedy, nie wiem jak, ale to jest moje wymarzone auto i ja je muszę mieć!!! I co się dzieję? Po tygodniu auto wystawione ponownie za 12.000 zł Nie sprzedane, po kolejnym tygodniu czekam w niecierpliwości na ponownie wystawienie aukcji  i co auto wystawione za 10.000 zł!!!  W tym samym dniu dzwonie do właściciela, umawiam się na dzień następny na oględziny i całe szczęście, ze zabrałem pieniądze na zaliczkę, bo jak dojechałem był już umówiony następny klient i powiedział ze bierze na 100%,ale właściciel był lojalny i powiedział, że ja byłem pierwszy? Wszystko było takie jak sobie wymarzyłem i ten dźwięk  6 cylindrów w rzędzie?
Wg. mnie prawo przyciągania naprawdę działa?
Kolejna sprawa z rzeczy materialnych, zawsze chciałem sobie móc pojeździć nowym  autem prosto  z salonu, poczuć ten zapach nowości, usiąść w nowe fotele,  ale wiedziałem, że raczej nigdy, albo na pewno nie za szybko będzie mnie stać  na auto za 120.000 tyś złotych?  Ale sobie marzyłem?  Dziś choć nie stać mnie na nowe auto, jeżdżę nowym autem ?  Jak ? Dziadek kupił nowe auto, ponieważ z racji wieku nie ma ochoty na prowadzenie auta, ja jestem jego kierowcą? i mam auto na co dzień. Mimo, że raczej długo nie będzie mnie stać na nowe auto, jeżdżę nowym autem?  tak jak sobie wymarzyłem?
Dla wszechświata nie ma rzeczy nie możliwych?
Kolejna rzecz materialna zawsze chciałem jeździć na motocyklu i długo sobie marzyłem jak jeżdżę? W przyszłym sezonie będzie pierwsze moto w życiu? 
A z rzeczy niematerialnych wymarzyłem sobie idealną kobietę, i spotkałem ją w realnym świecie ale niestety coś nie wyszło (trochę z mojej, trochę z jej winy ) a ja wiem, że miało wyjść? Patrz temat: "życie singielki"

Dodano:
Zapomniałem dopisać, że tylko 20 % działania naszego móżgu to działania świadome, 80 % pracy wykonuje podświadomość...

A takiego dziadka też mogę zwizualizować?

20

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Tym dziadkiem może się okazać Twój sąsiad jeżeli rozumiemy przez słowo "dziadek" pana w stosownym wieku tongue

Na razie u mnie wszystko OK, staram się przełamywać i optymistycznie patrzeć na świat smile

21

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego
Kerty napisał/a:

Witam!
Podstawowe info o mnie - 21 lat, student. Z tytułu działu jasno wynika jaki - samotny. Od dawna samotny.

Wybacz, że tak bezpośrednio, ale ludziom to się teraz w d... poprzewracało. 21 lat - od dawna samotny - haha! W wieku 20 lat to ja się po raz pierwszy całowałem smile

22

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego
antykobieta napisał/a:
Kerty napisał/a:

Witam!
Podstawowe info o mnie - 21 lat, student. Z tytułu działu jasno wynika jaki - samotny. Od dawna samotny.

Wybacz, że tak bezpośrednio, ale ludziom to się teraz w d... poprzewracało. 21 lat - od dawna samotny - haha! W wieku 20 lat to ja się po raz pierwszy całowałem smile

No tak. Zawsze znajdzie się jakaś maruda. tongue Tylko, że jak wszędzie się widzi pary, które się obściskują, całują itp. to co miałem napisać? Że jestem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem, bo mam dom, pełny garnek i parę innych materialnych rzeczy? W sumie - można i tak, tylko co to za życie. Nie ma do kogo się odezwać (z pominięciem "przyjaciół"), "przyjaciele" są wtedy jak czegoś potrzebują a człowiek czuł się zepchnięty na boczny tor. 
Nie doczytałeś chyba tematu do końca - postanowiłem zmienić się. Na lepsze. smile

Pozdro! big_smile

23

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Po dwóch miesiącach tego wszystkiego - stwierdzam, że jednak coś jest w powiedzeniu, iż "Pierwsza myśl zawsze zdrowa". Dlatego też schodzę z tej sceny, nie mam zamiaru być czyimś popychadłem czy innym śmieciem. Znam swoją wartość a skoro ludzie twierdzą, że jestem nikim to... pewnie mają rację. Po tych wszystkich przeżyciach ostatnich dwóch miesięcy sądzę, że stosowne będzie odcięcie się nawet od najbliższych kumpli, kumpel itp. Nie są warci niczego co mogę im dać. Odetnę się zatem nawet od paczki. Cóż - mieliśmy razem robić projekt ale sądzę, że świetnie poradzą sobie beze mnie - są przecież mądrzejsi niż ja. Nie pisze tego, żeby się wyżalić jak to mi jest źle i nie dobrze (gdyż mam się całkiem dobrze, tak też się czuję) ale po to, byście wiedzieli, że nie warto dla ludzi być dobrym, bo to nigdy nie wróci. Za dobre nikt Wam nie odpłaci (dobrem, bo złem i niegodziwością to jak najbardziej). Za to co daliście - nikt Wam nie odpłaci tym samym.
Dobrej nocy! smile

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Co do choroby dzieci, medycyny poszła dzisiaj naprawdę do przodu, są poradnie genetyczne, możesz iść zbadać i dowiedzieć się jakie jest prawdopodobieństwo, że dzieci odziedziczą chorobę.

Powiadasz, że przyjaciele są tylko wtedy jak czegoś potrzebują, a próbowałeś, sam się jakoś uaktywnić, zaproponować wymyślić jakiś wypad, po prostu nie trzymać się z boku.

W kwestii epilepsji, myślę, że warto powiedzieć, szczerze. Ja kompletnie nic nie pamiętam z PO jeżeli chodzi o postępowanie w wypadku napadu, nie wiem czy w ogóle takie coś było omawiane.
Ja osobiście w klasie w technikum miałam kolegę, który miał epilepsję zdarzyło się, że napady dostawał w szkole. Nie było z tego powodu szykanowany czy odsunięty, był traktowany zupełnie normalny, może to kwestia tego, że otwarcie mówił o chorobie, że nie ukrywał? Nie było żadnych domysłów, nie wiem w każdym razie do dziś miło go wspominam i to nie przez pryzmat jakiego choroby.

Na roku również też mam koleżankę z MPD i uwierz, że nie jest szykanowana, jest traktowana normalnie, ale ona jest aktywna nie ukrywa się, normalnie się komunikuje, nie stawia się na straconej pozycji z powodu swojej choroby. Mam też chłopaka po chorobie nowotworowej on z kolei jest trochę wykluczony, ale to nie ze względu na jego chorobę.
On to akurat sam się wykluczył w momencie w którym my się poznawaliśmy, integrowaliśmy on odchodził i stał z boku z nikim nie rozmawiał, nawet nie próbował. Wszystko zależy od podejścia.

W kwestii związku cóż ja już kilka razy dostałam po tyłku, faceci mnie rzucali, zdradzali, po prostu bawili się mną, przez to jestem ostrożniejsza, ale w głowie mam też myśl : Nie uogólniaj, nie wszyscy są tacy sami.
Małe dziecko nie zrezygnuje z chodzenia tylko dlatego bo się kilka razy boleśnie przewróciło, Ty zrezygnujesz bo kilka razy Ci nie wyszło.. ?

Jeżeli masz ochotę pogadać, napisz na maila, jest dostępny w profilu. smile

25

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego
Kerty napisał/a:

Po dwóch miesiącach tego wszystkiego - stwierdzam, że jednak coś jest w powiedzeniu, iż "Pierwsza myśl zawsze zdrowa". Dlatego też schodzę z tej sceny, nie mam zamiaru być czyimś popychadłem czy innym śmieciem. Znam swoją wartość a skoro ludzie twierdzą, że jestem nikim to... pewnie mają rację. Po tych wszystkich przeżyciach ostatnich dwóch miesięcy sądzę, że stosowne będzie odcięcie się nawet od najbliższych kumpli, kumpel itp. Nie są warci niczego co mogę im dać. Odetnę się zatem nawet od paczki. Cóż - mieliśmy razem robić projekt ale sądzę, że świetnie poradzą sobie beze mnie - są przecież mądrzejsi niż ja. Nie pisze tego, żeby się wyżalić jak to mi jest źle i nie dobrze (gdyż mam się całkiem dobrze, tak też się czuję) ale po to, byście wiedzieli, że nie warto dla ludzi być dobrym, bo to nigdy nie wróci. Za dobre nikt Wam nie odpłaci (dobrem, bo złem i niegodziwością to jak najbardziej). Za to co daliście - nikt Wam nie odpłaci tym samym.
Dobrej nocy! smile

Więc naprawdę uważasz, że inni ludzie mają rację oceniając cię? Dajesz im władzę nad sobą, dajesz prawo do tego, by nie będąc tobą wiedzieli kim i jaki jesteś. To bez sensu. To jaki jesteś wiesz tylko ty i tylko ty masz prawo siebie oceniać, co nie znaczy, że taka ocena będzie obiektywna.

Oczywiście, że warto być dobrym. Uważasz, że twoje życie o tym świadczy? A dlaczego byłeś dobry? Tak czysto bezinteresownie, bo sprawia ci frajdę widok cieszących się, szczęśliwych osób czy po to, by cię zaakceptowali?

Cóż, ja mogłabym napisać coś zupełnie odwrotnego: całe moje życie jest dowodem na to, że dobro zawsze wraca smile. Daję i dostaję to z powrotem. Najczęściej jeszcze lepsze i jeszcze więcej. Ale to twoje życie, twoje poglądy, troszkę przykre, ale masz do nich prawo smile.

26

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Bardzo długo się zastanawiałam czy napisać coś w tym temacie, ale jednak zdecydowałam się to zrobić, bo być może tym postem dużo pomogę. Czemu pisać nie chciałam tu? Bo kiedyś mieliśmy z Kertym duży kontakt, ale on go urwał... Nie mam mu tego za złe, to był jego wybór. Czy słuszny? Moim zdaniem nie... Dlaczego? Ponieważ Kerty bardzo szybko rezygnuje z ludzi. Jest to chłopak, który bardzo wiele wymaga od siebie, nakłada sobie obowiązki, których nie musi robić (przykład: pranie jeansów ręcznie), lub robi je przed terminem (pisanie pracy licencjackiej na początku września), ale wymaga również od innych i to równie krytycznie jak od siebie. Wydaje mi się, że on nie potrafi zrozumieć, że ktoś popełnia błędy i że na niektóre sprawy warto przymykać oko. Niestety jest on perfekcjonistą i każda relacja z nim również musi taka być, inaczej każda osoba jest skreślana... Dlaczego ja to piszę? Nie dlatego, by oczernić go, ale dlatego by mu pomóc, bo on nie zdaje sobie chyba sprawy, że przyjdzie taki dzień, w którym nie będzie miał naprawdę nikogo. Nie chciała bym, aby tak było, ale z tego co obserwuje niestety na to się zanosi... sad
To chyba narazie tyle ode mnie. Mam nadzieję, że nie będziesz mi miał Kerty za złe, że to wszystko napisałam, po prostu się martwię... Dobranoc.

27

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

babieniedogodzisz - sprawdź @

Więc naprawdę uważasz, że inni ludzie mają rację oceniając cię? Dajesz im władzę nad sobą, dajesz prawo do tego, by nie będąc tobą wiedzieli kim i jaki jesteś. To bez sensu. To jaki jesteś wiesz tylko ty i tylko ty masz prawo siebie oceniać, co nie znaczy, że taka ocena będzie obiektywna.

Oczywiście, że warto być dobrym. Uważasz, że twoje życie o tym świadczy? A dlaczego byłeś dobry? Tak czysto bezinteresownie, bo sprawia ci frajdę widok cieszących się, szczęśliwych osób czy po to, by cię zaakceptowali?

Cóż, ja mogłabym napisać coś zupełnie odwrotnego: całe moje życie jest dowodem na to, że dobro zawsze wraca smile. Daję i dostaję to z powrotem. Najczęściej jeszcze lepsze i jeszcze więcej. Ale to twoje życie, twoje poglądy, troszkę przykre, ale masz do nich prawo smile.

Ja mam prawo oceniać siebie - to prawda ale... Dziwnie się czuję jak ktoś mi wypomni, że np. "kurzysz jak jedziesz samochodem". Takie rzeczy działają na mnie jak płachta na byka: - wyjeżdżam przeważnie ok. 6-8 rano, pustki na garażach, wracam ok. 14-19, pustki. A oni gdzieś kurz widzą... Może im się przyśniło?

Chciałem być dobry, pomóc ludziom ot tak, bo w pewnej rzeczy byłem (i jestem) bardzo dobry. Podjąłem się sprawy a efekt taki, że jeszcze mieli pretensje o to... Że za darmo robiłem coś, co wymagało kupy czasu. Tak, sprawia mi radość to, że wywołam na czyjeś twarzy uśmiech czy ktoś przyjdzie i powie "dziękuję". A jak ktoś za to co zrobię, wyciągnę pomocną dłoń weźmie to a następnie wbije nóż w plecy to ja akurat się czuję - wykorzystany.

Dobro wraca - no cóż.. Dla mnie to pomyliło drogi albo ma nieaktualne dane w GPSie big_smile

Myszeczka - racja połowiczna. Nie rezygnuję z ludzi szybko - daję szanse, bo każdy czasami popełnia błędy. Ale jak ktoś przegina pałę i myśli, że będę tak bez końca dawał te szanse (na ciągle powtarzające się historie) to się zdziwi. Wymagam od siebie - to prawda. Ale dzięki temu jestem tu gdzie jestem i kim jestem. A to nie jest szczyt moich możliwości. Na więcej niestety nie pozwala stan zdrowia. Nie muszę prać... Hmm - ja uważam, że jak coś jest brudne to się pierze, prasuje, wiesza do szafy i w każdym momencie mam wszystko cacy i na glanc. A że ręcznie - dla jednych jeansów nie będę nastawiał pralki a składać prania nie lubię (niczego zresztą nie lubię odkładać). Wolę na bieżąco wszystko. Robienie przed terminem - mam zadanie to robię. Po co odkładać? Żeby potem doba była za krótka? Ja akurat rozumiem, że ludzie popełniają błędy. Jedne wybaczę z czasem, drugich wcale a trzecie od ręki.

Pozdrawiam i dziękuję za odpowiedzi.

28 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2013-11-13 20:40:22)

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Ja się nie mam zamiaru mieszać do Twojego życia i zmieniać Twoje nawyki, nie o to mi chodziło. Po prostu podałam te przykłady, aby zobrazować Twoją nadobowiązkowość. Moim zdaniem jesteś zbyt krytyczny dla innych i nie pomagasz bezinteresownie. Oczekujesz za to słowo dziękuję, czyli chcesz wdzięczności, a to już nie jest bezinteresowne. Było by takie wtedy gdybyś pomógł i zapomniał o tym, że pomogłeś. Ale Ty tak niestety nie potrafisz zrobić, stwarzasz ludziom poprzeczki, które muszą przeskoczyć, aby stali się Twoimi przyjaciółmi, a to nie jest normalne. Ale przekonywać nie będę. Sam sobie zadaj pytanie czego oczekujesz od życia i czy Twoje wybory dają Ci szczęście. Jeśli tak to ok, ale ja myślę, że popełniasz błąd izolując innych od siebie, skreślając ludzi i polegając tylko na sobie, bo nie zawsze można sobie samemu poradzić.

29

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Szanowni Forumowicze i Forumowiczki!

Dawno nie pisałem w tym temacie ale ciągle o nim pamiętałem. Ten post będzie refleksją, która nasunęła mi się po ostatnich wydarzeniach. Refleksją niestety ale przykrą i smutną dla mnie.Mówiono mi - nie tylko na tym forum ale i "w realu", żeby patrzeć pozytywnie, nie zakładać nic z góry a poznawać daną osobę. Tak też robiłem. I czterokrotnie się "przejechałem". Drodzy Państwo mój schemat wygląda tak: poznaję dziewczynę, miło się gada/pisze, przychodzi czas by powiedzieć o swoich "wadach" (oprócz opisanej tutaj epi są jeszcze dwie - w wyglądzie i zdrowiu, ode mnie niezależne). I wtedy słyszę ZAWSZE to samo: "jesteś miłym, sympatycznym (tu stek "komplementów") człowiekiem/facetem (wybrać właściwe) ale nie, bo (i tu milion powodów a wszystkie rozbijające się o jedno - "wady")". Potem nastaje koniec. Żeby było śmieszniej - przekrój wiekowy obejmuje zarówno kobiety starsze, jak i rówieśniczki oraz młodsze (+/- 2-3 lata różnicy w wieku). I przemyślenie takie: to nie poziom wiedzy szkolnej, to nie wiek, to nie atrakcyjność świadczy o tym jakim się jest człowiekiem ale dojrzałość emocjonalna. O akceptacji mi nie piszcie, bo siebie już akceptować przestałem (pewnie zwrócicie na to uwagę, trudno - życie i doświadczenia mówią co innego). Wezmę się teraz za swój wygląd - chociażbym miał zostać oszpecony to zmienię to wszystko co najbardziej rzuca się w oczy - będę przynajmniej wiedział, że zrobiłem wszystko co mogłem. A czy wyjdzie lepiej czy gorzej - tego nie wiem.

Na usta jako podsumowanie cisną się słowa: "Ludzie ludziom gotują ten los".

Pozdrawiam serdecznie!

30

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Czyżbyś się zdecydował na zabieg oczków? wink

31

Odp: Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Z moimi oczami wszystko gra. Dziękuję.

Padł wybór na nowy styl ubioru - bardziej elegancki ale niezbyt formalny smile

Posty [ 32 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Rezygnacja z (prawie) wszystkiego

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024