Witam wszystkich,
Nie wiem czy dobrze trafiłem ale chyba muszę wyrzucić z siebie całą sytuację bo mnie rozwali od środka, rady mile widziane, z góry dziękuje za uwagę i przejdę do sedna sprawy:
Mój związek zaczoł się kiedy miałem 20 lat, pojechałem do kolegi którego znałem tylko przez sieć, posiedziałem u niego jakiś tydzień i 3 dni przed odjazdem poznałem niesamowitą kobietę/dziewczyną miała 21 lat, piękna, zaintrygowała mnie. Przez 3 dni widywaliśmy się codziennie spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, ale niestety przyszedł czas wyjazdu, pożegnanie było naprawdę ciężkie... Tego samego dnia po powrocie do domu (zaznaczam że dzieliło nas 230 km) od razu do nie zadzwoniłem po chwili rozmowy zaproponowała mi że może do mnie przyjechać, bardzo mnie to ucieszyło ponieważ po tak krótkiej znajomości bardzo mi na niej zależało. Po jakimś tygodniu pojawiła się u mnie, przyjechała na tydzień który zleciał nam niesamowicie szybko ale było warto, postanowiliśmy że bd razem i zobaczymy jak to bd. Trwało to 4 lata na odległość, widywaliśmy się 2-3 razy w miesiące na weekendy, potem przyszedł czas na wspólne mieszkanie, przeprowadziła się do mnie ze względu na moje stanowisko i zarobki (nie była materialistką, ale mogłem zapewnić nam godny byt), wynajeliśmy przytulne mieszkanko i tak mijał rok, niestety od tego czasu wszystko się zaczeło... Miałem coraz więcej pracy i obowiązków przez 3 miesiące wychodziłem z domu o 5-6 rano a wracałem o 21-22, wszystko zaczeło się psuć coraz więcej kłótni, nie porozumień. W końcu przy jednej ze sprzeczek powiedziała że wraca do domu, ja w nerwach nie próbowałem jej powstrzymywać, jednak na drugi dzień wziołem wolne żeby przygotować jakiś obiad i spokojnie porozmawiać, przeprosić i powiedzieć że wszystko się ułoży (zrezygnowałem z dodatkowych kontraktów w pracy). Niestety po jej powrocie z pracy, kiedy zobaczyła co przygotowałem wybuchła płaczem, co się okazało złożyła wypowiedzenie w pracy i musiała wracać do domu, niestety po zrezygnowaniu z dodatkowych kontraktów nie byłem w stanie nas utrzymać ... Spędziliśmy najlepszy wieczór jaki kiedykolwiek mieliśmy,obiecywaliśmy sobie że wszystko bd dobrze że wszystko się ułoży że to nie koniec !!! Po jej powrocie do jej domu wszystko się zmieniło, zaczeły się kolażanki,imprezy,brak czasu dla mnie po 3 tygodniach napisała mi że to koniec, kompletnie się rozpadłem, nie mogłem tego zrozumieć, odrazy wziołem tydzień wolnego, wsiadłem w samochód i pojechałem do niej, niestety nie chciała mnie widzieć zatrzymałem się u kolegi, kiedy wyszliśmy wieczorem na miasto wypić pare piw zauważyłem jej w towarzystwie bodajrze jej znajomych, podszedłem zagadałem ale raczej mnie olała, ponieważ nie chciała mnie słuchać ani zemną rozmawiać, nie wiem co mogło być przyczyną ale poczułem się tragicznie to było nasze ostatnie spotkanie teraz mijają już 3 miesiące, zablokowała mnie na FB, od czasu do czasu odbierze odemnie telefon ale nigdy nie ma czasu... Nie wiem co się zemną dzieje nie potrafię o niej zapomnieć jest ostatnią myślą kiedy kłade się spać i pierwszą kiedy wstaje co odbija się na mojej pracy i życiu, ponieważ nie umiem normalnie funkcjonować przez ostatni miesiąc zaczołem coraz więcej pić żeby choć na chwilę o tym nie myśleć ale tak nie można ... Nie wiem co robić, po prostu życie zemnie uleciało wraz z jej odejściem, wszystkie marzenia,plany,przyszłość, jestem wrakiem człowieka ... Wszystko trwało 5 lat ...
Dziękuje za uwagę,
Pozdrawiam