Trudny i toksyczny związek, trudne i bolesne rozstanie. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Trudny i toksyczny związek, trudne i bolesne rozstanie.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1

Temat: Trudny i toksyczny związek, trudne i bolesne rozstanie.

Cześć Dziewczyny,
Pierwszy raz pojawiłam się na takim forum. Potrzebuje pomocy. Postaram się w miarę krótko opisać swoją zawiłą historię.
Obecnie mam 25 lat, 3 lata temu zupełnie przypadkiem po przez pracę poznałam faceta. Wysoki, przystojny, niesamowicie inteligentny posiadający "to coś". Starszy ode mnie aż o 13 lat. Urzekł mnie niesamowicie i oczarował. Po kilku spotkaniach typowo biznesowych, w koncu zaproponował randkę. Byłam zachwycona. Umówiliśmy się wieczorem w knajpie i spędziliśmy w ten sposób ze sobą czas az do 5 rano. Byłam nim wtedy niesamowicie zafascynowana, aczkolwiek zastanawiało mnie, że taki niesamowity mężczyzna i to jeszcze w tym wieku jest sam. Przypadek sprawił, ze udalo mi się odszukać go na Facebook'u. I tutaj moje emocje opadły kiedy dowiedziałam się, że mężczyzna posiada żonę i dziecko. Byłam wściekła i postanowiłam, ze już się z nim nie spotkam. Niestety On wypisywał, wydzwaniał, spotkaliśmy się i przedstawił mi swoją bajeczkę, że jego malżeństwo od dawna istnieje tylko na papierze, ze to wszystko wina żony itd. Ja, młoda i okropnie głupia- uwierzyłam. Mimo wszystko postanowiłam, nie wchodzić z nim w głębszą relacje gdyż w dalszym ciagu miałam wiele obiekcji i postanowiłam, że będe się z nim "kumplować" ażeby po prostu go poznać. Znaliśmy się rok. Mężczyzna w tym czasie niesamowicie zabiegał, szybko się we mnie zakochał i był w stanie zrobić dla mnie wszystko. Ja niestety również mocno się zakochałam. Po roku zostaliśmy parą. Mineło kilka miesięcy kiedy wprowadziłam się do jego mieszkania. Jego żona od kilku miesięcy, była wraz z dzieckiem w innej miejscowości, daleko od nas. Na początku było cudownie. Nie mogłam uwierzyć, że mogę kogoś tak bardzo kochać a ktoś tak bardzo mnie ( wcześniej byłam w związku przez prawie 4 lata ). Niesamowicie intensywne, mocne i namiętne uczucie. Razem mieszkało Nam się bardzo dobrze. Niestety problemy pojawily się dosyć szybko. Jego żona wciąż o niego zabiegała i wydzwaniała. Ja byłam okropnie zazdrosna i miałam bardzo duże problemy z zaakceptowaniem jego (wtedy ) 2 letniego dziecka. Często się wtedy kłóciliśmy ale mimo wszystko bylo miedzy nami dobrze. Po ok 6 mies związku pojawiły sie dalsze problemy. Pociąg seksualny mojego partnera w stosunku do mnie zaczął zanikać. Kochaliśmy się bardzo rzadko i sex był wynikiem tylko mojej inicjatywy. Partner nie chciał o tym rozmawiać. Czułam się odrzucona, nieatrakcyjna i totalnie sfrustrowana, gdyż Mój partner na poczatku był niesamowicie namiętnym i najlepszym kochankiem jakiego miałam. Często płakałam, było mi źle, ale starałam, się to jakos akceptować ciągle wierząc, że jego problemy z libido na pewno się uregulują, o czym sam mnie zapewniał. Mijały kolejne miesiące, a stan rzeczy się nie poprawiał. Mój partner nie potrafił uregulowac spraw z rozwodem, mimo, ze zona dala mu na to zielone światło, nasze życie seksualne w dalszym ciagu nie istnialo a moja frustracja się pogłębiała. Po równym roku Naszego związku, przyłapałam go na zdradzie z 22 latką.. On miał wtedy 37 lat. Spakowałam się i odeszłam. Boleśnie i trudno, ale rozpoczelam nowe życie. Mimo tego, iż strasznie go kochałam radziłam sobie dobrze. Niestety On znowu zatruł mój umysł. Wydzwaniał i pisał. Spotkalismy się i prosił abym pozwoliła mu wrócić. Niestety dałam mu wtedy swoją aprobatę, aczkolwiek nieoficjalną i niestety wylądowaliśmy razem w łóżku. Nie widzielismy się później jakieś 2 dni, kiedy partner napisal do mnie, że wyjechał na weekend do Czech, jest tam z jakimiś obcymi ludzmi i strasznie chciał by być tam ze mną. Po powrocie zaprosil mnie na wino i kolacje. Mimo wszystko coś mi nie pasowało, nie chciałam uwierzyć, ze pojechał tam sam. W momencie jego nieobecnosci w pokoju znalazłam w jego szafce komplet prezerwatyw oraz gadżety seksualne. Żadnych z tych rzeczy nie miał kiedy kochalismy się tydzień wcześniej. Udało mi się dojść do tego iz pojechał tam z dziewczyną, z ktorą spotykał się w czasie kiedy nie byliśmy razem. Nie potrafilam zrozumieć dlaczego pojechal tam z nią jeśli spotkalismy się tydzien wczesniej i zdecydowaliśmy, ze do siebie wracamy... Byłam zrozpaczona. Kolejna rana w moim sercu i okropny ból. Niestety po raz kolejny dałam mu się zmanipulować, wybaczyłam i byliśmy razem. Niestety nic już nie było takie samo. Wprawdzie przez kilka mies nasze życie seksualne było bardzo ok, później wszystko wrocilo do porzadku dziennego czyli sex raz na 2 mies. Ja nie potrafiłam wybaczyć parnerowi tych wszystkich klamst i zdrad, ciagle wypominałam mu to przy najbliższej okazji. Byłam wściekla i zaczelam gardzić sobą samą, ze jestem z kimś takim, że wybaczyłam coś takiego. On nie potrafil zrozumieć mojego bólu i frustracji. kłócilismy się coraz częściej, partner w dalszym ciągu nie uregulować rozwodu tłumacząc się idiotycznie brakiem pieniędzy, po czym kupił nowego laptopa i kolejną parę butów za 300 zl. Wtedy zaczelam rozumieć, że moje potrzeby w ogóle się dla niego nie liczą, że jest zamkniętym w sobie egocentrykiem. Całymi dniami chodziłam smutna i zapłakana. Odciełam się od znajomych i rodziny. Nikomu nie przyznałam się, że do niego wrociłam. Byłam zażenowana swoim postępowaniem i było mi wstyd. Mój nastrój był uzalezniony od humoru mojego apodyktycznego i autorytarnego partnera. Jeśli rano miał dobry humor to mój dzień też był ok, bo wiedziałam, ze nie będzie dla mnie niemiły i nie będzie mnie krytykował. Jesli miał zły humor, wszystko odbijało się na mnie. Partner zaczął być strasznie drobiazgowy w stosunku do mnie. Często krytykował mnie i to dobitnie za przysłowiowe "pierdoły" . Ja skakałam wokół niego i robiłam wszytsko aby go zadowolić. Byłam okropnie nieszcześliwa i uzalezniona. Nie potrafiłam wyrwać sie z tego toksycznego związku. Tkwiłam w nim chyba tylko ze względu na te chwilowe miłe momenty, ktore były między nami. Partner bywał dla mnie czuły i kochany, jednak wszystko kręciło się wokół jego potrzeb. Mijaliśmy się. Ja chodzilam do pracy na rano, on na popołudnie. Wieczorami keidy wracał, chdzilismy razem na silownie, a później spedzal caly wieczor przy komputerze, aż do 4 rano, następnego dnia wstawał ok 13-14 , marnując cały dzień. I tak było prawie codziennie. Wiele razy próbowałam z nim rozmawiać, starałam się stworzyć dobrą atmosferę, ale za każdym razem slyszałam ten sam tekst " nie mam ochoty teraz rozmawiać" . Dodam, że chodziło o sprawy dotyczące Naszej przyszlości, jego rozwodu, braku seksu, czy prozaicznych rzeczy typu- prosze wstań rano dokończy malowanie pokoju, posprzatajmy wspólnie mieszkanie, wyjdzmy gdzieś z kimś się spotkac, poróbmy razem coś aktywnego. Moja frustracja sięgneła zenitu. Czułam się tak strasznie zduszona, że postanowilam poszukać profesjonalnej pomocy. Zgłosiłam się na terapię do psychologa, ktora mocno mi pomogła. 4 dni temu po kłótni, odbyłam z partnerem kolejną rozmowę a raczej monolog. Zapytałam  mam się wyprowadzić ? Partner nie spogladając nawet na mnie a w komputer - nie wiem. Chwile rozmawialismy i partner zaczął namawiać mnie na wyprowadzke twierdząc, ze przyda nam się przerwa i, że za duzo czasu spędzamy razem. W ten Poniedziałek 19.08.13 z pomocą psychologa i przyjaciółek zebralam się do wyprowadzki. Podczas nieobecności partnera zabrałam rzeczy. Zadzwonił do mnie raz wlasnie w poniedziałek w nocy, spalam więc nie odebrałam i od tego czasu nie odzywa się już do mnie. Boli okropnie boli, ale wiem, że dobrze zrobiłam. Wiem, że moje życie z takim człowiekiem było by koszmarem. Dopiero teraz patrze na to wszystko obiektywnie. Jestem młodą zaradną osobą z dobrą pracą, wartościowymi przyjaciómi i kochającą rodziną. Nie moge uwierzyć, ze wplątałam się w coś takiego. Dziewczyny czytajcie i przestrzegam uciekajcie od tak destruktywnych i niszczących relacji. Jestem z Krakowa. Jeśli któraś z Was jest w podobnej sytuacji i potrzebuje wsparcia służe pomocą. A to wsparcie jest bardzo ważne i sama również go potrzebuje. Pozdrawiam Was, wszystkie kochające za bardzo

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Katarzynka82 (2013-08-22 10:28:56)

Odp: Trudny i toksyczny związek, trudne i bolesne rozstanie.

ZOSTAW GO Z NIM NIE ZBUDUJESZ ŻADNEJ PRZYSZŁOŚCI, NA KŁAMSTWIE JESZCZE NIC DOBREGO NIE POWSTAŁO.

3

Odp: Trudny i toksyczny związek, trudne i bolesne rozstanie.

Wiem o tym... Dlatego mam nadzieję, że juz sie do mnie nie odezwie. Teraz jestem silniejsza. Psychoterapia pomogła mi przejrzeć na oczy. Zdałam sobie sprawę, że to nie była wielka miłość a uzaleznienie

4

Odp: Trudny i toksyczny związek, trudne i bolesne rozstanie.

Pilnie zmień nr telefonu, na facebooku go zablokuj itp. On na pewno będzie szukał z Tobą kontaktu, im szybciej mu uniemożliwisz tym lepiej dla Ciebie. Jeśli już się dodzwoni, skontaktuje... nie odpowiadaj. Nic, dosłownie zero.

5

Odp: Trudny i toksyczny związek, trudne i bolesne rozstanie.

Właśnie tam muszę uczynić.. Najgorsze jest dla mnie to, że gdziekolwiek wychodzą towarzyszy mi lęk, że spotkam go gdzieś przypadkiem. Podejrzewam, ze z kimś się spotyka dlatego też łatwo odpuścił Nasze rozstanie i mam nadzieję, że to prawda. Czuję, ze chętnie dopłaciła bym tej dziewczynie aby zabrała go z dala ode mnie

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Trudny i toksyczny związek, trudne i bolesne rozstanie.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024