Witajcie!
Nazywam się Magda i potrzebuje waszej pomocy i opinii.
Jakis rok temu rozstalam sie z chlopakiem, niestety ciężko mi jest zrozumieć dlaczego tak się stało. Potrzebuje waszej obiektywnej oceny.
Od początku...
poznalismy sie gdy on przyjechal do miejscowosci gdzie mieszkalam, mielismy wspolnych znajomych.
Gdy go zobaczylam po raz pierwszy przez mysl przeszlo mi bezwiednie: "to będzie mój mąż"... jednak nie chcialam zeby to rozwinelo sie zbyt szybko poniewaz wogole go nie znalam. Jednak z każdym dniem zakochiwalam sie w nim bardziej. Zauważyłam zainteresowanie z jego strony i po jakims czasie zaczelismy sie spotykac. Mialam wrazenie ze odbieramy na tych samych falach i jak bym znala go od lat. spotykalismy sie codziennie, czasem nawet dwa razy w ciagu dnia poniewaz nie moglismy sie soba nacieszyc. lubilam jego towarzystwo. mówil ze nie sądził iż spotka go w życiu cos tak dobrego(mając na mysli nasza znajomosc) i mial wtedy łzy w oczach... bardzo sie do siebie zblizylismy. wiedzialam ze to jest ta osoba z ktora chce spedzic zycie. on mowil ze jestem dla niego idealem. po 2 miesiacach znajomosci powiedzial ze mnie kocha i chce sie ze mna ozenic. niedlugo potem wyjechalam na ok2 tyg(sprawy słuzbowe) powiedzialam mu zebysmy ograniczyli troszke kontakt poniewaz chcialam sie skupic na szkoleniu. zgodzil sie. ale kazdego dnia witalismy sie i mowilismy sobie dobranoc smsem. pod koniec szkolenia zadzwonil... nie moglismy sie dogadac i czulam ze on lekcewazy moje uczucia. powiedzialam ze z nami koniec.
nie chcialam tego rozstania ale chcialam zeby wiedzial ze cos jest nie tak, chcialam go otrzezwic. potem napisal ze pogadamy jak wroce.
po moim przyjezdzie poprosil o spotkanie, powiedzial ze wszystko przemyslal i mial watpliwosci ale teraz juz wie ze chce byc ze mna, byl bardzo powazny.
oboje wiec udalismy ze nie bylo tej rozmowy gdy powiedzialam ze to koniec. i bylismy dalej razem.
jednak poznej dowiedzialam sie ze on podczas mojej neobecnosci upil sie i narobil wstydu kolegom. nie moglam sie z nim dogadac, tak jakby cos zaczelo nas dzielic. bylo mi bardzo ciezko. duzo plakalam. wiedzialam ze on tez cierpi ale wtedy wydawalo mi sie ze to on powinien sie mna zaopiekować. najwidoczniej myslalam tylko o sobie.
po ok.dwoch dniach napisalam do niego list w ktorym zerwalam z nim po raz drugi, napisalam ze wciaz go kocham ale potrzebuje czasu, ze zycze mu szczescia ale ze on nie da mi tego czego ja potrzebuje wiec musimy sie rozstać.
zadzwonil do mnie zeby to wyjasnic i powiedzial ze nie rozumie o co mi chodzi. rozplakalam sie i rozlaczylam. potem widywalismy sie podczas spotkan ze znajomymi. widzialam ze jest smutny ale uwazalam ze to on powinien sie o mnie starac jesli NAPRAWDE mu na mnie zalezy. staralam sie byc twarda. jednak on nie mowil nic o tym zebysmy wrocili, choc widzialam w jego oczach ze wciaz mnie kocha. postanowilam sie wiec przeprowadzic do miasta oddalonego o 30km. chcialam zeby udowodnil ze mnie kocha i pojechal za mna. dzwonil, troche esemesowalismy ale byl chlodny. w koncu zapytalam o co mu naprawde chodzi. nic nie odpowiedzial. potem wyjechal do swojego rodzinnego miasta. nasz kontakt byl sporadyczny. w koncu przeprosilam go za swoje dziwne zachowanie ale tez wypomnialam mu pare rzeczy. obrazil sie i wgl sie do mnie nie odzywal. po jakis
dwoch miesiacach napisal z innego nr: "to jest moj nowy nr", odpisalam:"kto pisze?", odpowiedzial swoim imieniem i nazwiskiem i buźką
... postanowilam ze nic nie odpisze i trwalo to okolo tydzien. zapytalam dlaczego do mnie wyslal swoj nr skoro nie chce kontaktu. napisal ze wysylal go wszystkim.... zalamalam sie i znow naskoczylam na niego z tekstem: co ty sobie wogole wyobrazasz.... potem znow kontakt sie urwal. po jakims czasie znow napisalam ze przepraszam (wiem ze to głupie) on ze jest w anglii i odezwie sie jak wroci. nie odezwal sie. postanowilam wiec to ostatecznie zakonczyc i zmienilam nr i nie podalam go nawet tym naszym wspolnym znajomym, tak zeby zobaczyl ze naprawde nie chce kontaktu. po czterech miesiacach jednak zadzwonila do niego ale jego komorka jest nieaktywna. Czyżby tez zmienił nr?
bardzo go kocham i nie potrafie zapomniec. jesli on mnie nie chce to ok zrozumiem. ale moze jest jakis inny powod? gdybym miala mozliwosc uslyszec to od niego gdy mi to mowi prosto w twarz ze mnie nie kocha... ale nie mam takiej mozliwosci i wciaz sie ludze ze gdzies tam on tez teskni za mna....
prosze doradzcie mi cos i powiedzcie co o tym sadzicie....
pozdrawiam cieplutko
2 2013-08-03 17:57:51 Ostatnio edytowany przez adamajkis (2013-08-03 18:00:21)
Tak do końca nie wiadomo o co Ci chodzi. Robisz jedno, a myslisz drugie. Zrywasz a nie chcesz zerwania, gdy chlopak nawiązuje kontakt zrywasz go i tak w kółko. Strasznie trudno się z Tobą komunikować. Pewnie przez to Twoje problemy.
Jesli Ty coś myslisz lub chcesz zrobić, to nie znaczy, że ktoś o tym wie i mysli to samo.
Tak do końca nie wiadomo o co Ci chodzi. Robisz jedno, a myslisz drugie. Zrywasz a nie chcesz zerwania, gdy chlopak nawiązuje kontakt zrywasz go i tak w kółko. Strasznie trudno się z Tobą komunikować. Pewnie przez to Twoje problemy.
Jesli Ty coś myslisz lub chcesz zrobić, to nie znaczy, że ktoś o tym wie i mysli to samo.
Zapewne masz racje, choc chyba przyznasz ze z nim tez nie bylo latwego kontaktu. Wydaje mi sie że gdyby kochal mnie tak jak mówił to zawalczylby o mnie. spotkalby sie ze mna zeby to wyjasnic, przeciez napisalam mu ze wciaz jest dla mnie wazny. ale on zerwal kontakt ze mna. Też byście (pytanie do mężczyzn) tak jak on zrobili? Odpuścilibyście sobie?
PS. musze dodac ze zdarzylo mi sie urazic jego męską dume. powiedziedzialam mu ze jest tchorzem i rani innych bo sam byl kiedys zraniony przez kobiete i teraz odgryza sie na mnie. (opowiedzial mi kiedys o tym)
Nie ma sensu skupiać się na nim, bo i tak go nie zmienimy. Jak nie ten bedzie następny, ważne żebyś Ty była lepiej przygotowana na ten związek. ![]()
Ehh... tak po prostu?
... Wydaje mi sie że gdyby kochal mnie tak jak mówił to zawalczylby o mnie. spotkalby sie ze mna zeby to wyjasnic, przeciez napisalam mu ze wciaz jest dla mnie wazny. ale on zerwal kontakt ze mna. Też byście (pytanie do mężczyzn) tak jak on zrobili? Odpuścilibyście sobie?
PS. musze dodac ze zdarzylo mi sie urazic jego męską dume. powiedziedzialam mu ze jest tchorzem i rani innych bo sam byl kiedys zraniony przez kobiete i teraz odgryza sie na mnie. (opowiedzial mi kiedys o tym)
Po pierwsze mając do czynienia z taką osobowością wiał bym gdzie pieprz zimuje.
Po drugie, gdybym jakim cudem sie związał, to byś mnie do siebie skutecznie zniechęciła.
Kto Ci takich bzdur nakładł do głowy?
->
...postanowilam sie wiec przeprowadzic do miasta oddalonego o 30km. chcialam zeby udowodnil ze mnie kocha i pojechal za mna.
Królewna kurcze wal ją deską - dowód miłości jej daj.
Bardzo dobrze zrobił, zmarnował by sobie zycie.
Masz czego chciałaś i na co zasłużyłaś.
Naprawdę trzeba miec wyjątkowego pecha by trafić na tak egzaltowaną i bezmyślną egoistkę.
7 2013-08-03 20:43:59 Ostatnio edytowany przez canthom2 (2013-08-03 21:37:29)
znajdz sobie kogos innego i tyle. jak juz na poczatku sa jakies watpliwosci to lepiej sobie dac spokoj od razu z ta osoba. na sile nic sie nie da. nawet jak przez jakis czas bylibyscie razem to nie masz gwarancji ze juz tak bedzie zawsze. nie macie dzieci to jest duzo latwiej.
Moj problem:
ja z moja zona bylem 16 lat. dwojka dzieci. bardzo duzo osiagnelismy. bylismy wzorowym malzenstwem. i nagle pojawil sie taki jeden potrojny rozwodnik z grupka dzieci i wszystko sie skonczylo. facet znany w swiecie polityki. z duza kasa i znajomosciami. 12 lat starszy od niej. gruby i przecietnej urody.zakochala sie i nic nie dalo sie zrobic. dzwonila mi jeszcze ze trzy razy w ciagu roku z placzem i chcac wrocic. Trwalo to normalnie ze dwa dni. Ja za kazdym razem pokazywalem ze mi jeszcze zalezy i wtedy zaczynala byc zlosliwa i urywala kontakt. .A potem zabierala dzieci i jechala do niego. Nie wiem co z tym zrobic juz to sie ciagnie rok czasu. Sprawa w sadzie. Dzieci u psychologa.
Mieliby My być na zawsze, lecz brazylijskim swędem telenoweli - doczekaliśmy końca...
Dziewczyno, ja nawet nie wiem jakimi kategoriami to określić. Horroru, komedii czy tragedii??? Na tragikomedię to nawet nie podchodzi. Czytając po kilkakroć na spokojnie, nawet wspak. Jeno jawisz się jako patologiczna postać schizoidalną, niezrównoważoną psychicznie - jakieś traumy i inne uwarunkowania z dzieciństwa - a na narcystyczno - egoistycznej naturze kobiety bluszcza kończąc. Psycholog lub psychiatra to się Tobie kłania tak expresowym pędzikiem.
Witajcie!
Nazywam się Magda i potrzebuje waszej pomocy i opinii.
Jakis rok temu rozstalam sie z chlopakiem, niestety ciężko mi jest zrozumieć dlaczego tak się stało. Potrzebuje waszej obiektywnej oceny.
Od początku...
poznalismy sie gdy on przyjechal do miejscowosci gdzie mieszkalam, mielismy wspolnych znajomych.
Gdy go zobaczylam po raz pierwszy przez mysl przeszlo mi bezwiednie: "to będzie mój mąż"...
wiedzialam ze to jest ta osoba z ktora chce spedzic zycie. on mowil ze jestem dla niego idealem. po 2 miesiacach znajomosci powiedzial ze mnie kocha i chce sie ze mna ozenic.
No gicio, moda na sukces...
nie moglismy sie dogadac i czulam ze on lekcewazy moje uczucia. powiedzialam ze z nami koniec.
nie chcialam tego rozstania ale chcialam zeby wiedzial ze cos jest nie tak, chcialam go otrzezwic.
oboje wiec udalismy ze nie bylo tej rozmowy gdy powiedzialam ze to koniec. i bylismy dalej razem.
No i się zaczyna...
nie moglam sie z nim dogadac, tak jakby cos zaczelo nas dzielic. bylo mi bardzo ciezko. duzo plakalam. wiedzialam ze on tez cierpi ale wtedy wydawalo mi sie ze to on powinien sie mna zaopiekować. najwidoczniej myslalam tylko o sobie.
Eeee, Ty to tak serio mówisz? zwłaszcza to ostatnie zdanie?
po ok.dwoch dniach napisalam do niego list w ktorym zerwalam z nim po raz drugi, napisalam ze wciaz go kocham ale potrzebuje czasu, ze zycze mu szczescia ale ze on nie da mi tego czego ja potrzebuje wiec musimy sie rozstać.
rozplakalam sie i rozlaczylam. potem widywalismy sie podczas spotkan ze znajomymi. widzialam ze jest smutny ale uwazalam ze to on powinien sie o mnie starac jesli NAPRAWDE mu na mnie zalezy. staralam sie byc twarda. jednak on nie mowil nic o tym zebysmy wrocili, choc widzialam w jego oczach ze wciaz mnie kocha. postanowilam sie wiec przeprowadzic do miasta oddalonego o 30km. chcialam zeby udowodnil ze mnie kocha i pojechal za mna.
Nie ma to jak kretyński test na wytrzymałość miłości w związku wobec partnera; w piz... go zostawić i fochając się z własnej głupoty, dać dyla...
potem wyjechal do swojego rodzinnego miasta. nasz kontakt byl sporadyczny. w koncu przeprosilam go za swoje dziwne zachowanie ale tez wypomnialam mu pare rzeczy. obrazil sie i wgl sie do mnie nie odzywal.
do kwadratu.
po jakis dwoch miesiacach napisal z innego nr: "to jest moj nowy nr", odpisalam:"kto pisze?", odpowiedzial swoim imieniem i nazwiskiem i buźką
... postanowilam ze nic nie odpisze i trwalo to okolo tydzien. zapytalam dlaczego do mnie wyslal swoj nr skoro nie chce kontaktu. napisal ze wysylal go wszystkim.... zalamalam sie i znow naskoczylam na niego z tekstem: co ty sobie wogole wyobrazasz.... potem znow kontakt sie urwal. po jakims czasie znow napisalam ze przepraszam (wiem ze to głupie) on ze jest w anglii i odezwie sie jak wroci. nie odezwal sie.
Nie ma nic lepszego jak na zwykłą ludzką uprzejmośc dostać lukrowanego liścia w pysk... po prostu jesteś genialna, od końca.
postanowilam wiec to ostatecznie zakonczyc i zmienilam nr i nie podalam go nawet tym naszym wspolnym znajomym, tak zeby zobaczyl ze naprawde nie chce kontaktu. po czterech miesiacach jednak zadzwonila do niego ale jego komorka jest nieaktywna. Czyżby tez zmienił nr?
Stalking czy inwigilacja? A może też i próba szantażu, co? pomysłów już mi brakuje, bo te nawet są w 100% celne. Kolejnego sweet płaskiego mu szykujesz? Co? Jak to z Tobą jest, a?
bardzo go kocham i nie potrafie zapomniec. jesli on mnie nie chce to ok zrozumiem. ale moze jest jakis inny powod? gdybym miala mozliwosc uslyszec to od niego gdy mi to mowi prosto w twarz ze mnie nie kocha... ale nie mam takiej mozliwosci i wciaz sie ludze ze gdzies tam on tez teskni za mna....
prosze doradzcie mi cos i powiedzcie co o tym sadzicie....
pozdrawiam cieplutko
No tak, finał 3 wojny wg Brzęczyszczykiewicza w mixie mody na sukces i brazylijskiej telenoweli czarownicy esmeraldy... stadnina koni na służewcu się pokłada ze śmiechu.
Że jeszcze facet jeszcze nie odszczekał swoich wzniosłych zapewnień i nie zwiał gdzie pieprz rośnie, zapadając się pod ziemię, to doprawdy jestem pełen podziwu dla niego. Kłaniam się w pas i chylę czoła po samą ziemię.
Nie dla Ciebie, DLA NIEGO!!!
W taki właśnie sposób wyginęły mamuty. Poważnie rzecz biorąc, to po przeczytaniu Twojej historii, stwierdzam, że większość winy jest po twojej stronie. Twoja roszczeniowa postawa to doskonały przykład tego, jak roszczeniowe jest niemalże całe młode pokolenie. To dotyczy wszystkich aspektów życia:od alkowy aż po pracę (prowadzę teraz rekrutację, zgłaszają się młodzi ludzie i rozmawiając z nimi autentycznie cierpię...)Nazywam takich ludzi pokoleniem DAJ. Daj bo mi się należy! W imię czego? Pytam! Zachowujecie się, jak dzieci w piaskownicy. Nie nadajecie się na pracowników, a co dopiero na mężów i żony.
Tracicie możliwości,szanse, piękne uczucia, chwile szczęścia w imię tego DAJ właśnie! Ja, ja,ja-słychać zewsząd. Banda pieprzonych egoistów...
Chciałem mocniej, ale Bags mnie wyręczył:-) poza tym Joy Division i szklanka absyntu trochę stępiły moją złośliwość.
10 2013-08-04 08:36:19 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-08-04 11:32:10)
kazdego dnia witalismy sie i mowilismy sobie dobranoc smsem. pod koniec szkolenia zadzwonil... nie moglismy sie dogadac i czulam ze on lekcewazy moje uczucia. powiedzialam ze z nami koniec.
nie chcialam tego rozstania ale chcialam zeby wiedzial ze cos jest nie tak, chcialam go otrzezwic. potem napisal ze pogadamy jak wroce.
po moim przyjezdzie poprosil o spotkanie, powiedzial ze wszystko przemyslal i mial watpliwosci ale teraz juz wie ze chce byc ze mna, byl bardzo powazny.oboje wiec udalismy ze nie bylo tej rozmowy gdy powiedzialam ze to koniec. i bylismy dalej razem.
jednak poznej dowiedzialam sie ze on podczas mojej neobecnosci upil sie i narobil wstydu kolegom. nie moglam sie z nim dogadac, tak jakby cos zaczelo nas dzielic. bylo mi bardzo ciezko. duzo plakalam. wiedzialam ze on tez cierpi [...]po ok.dwoch dniach napisalam do niego list w ktorym zerwalam z nim po raz drugi, napisalam ze wciaz go kocham ale potrzebuje czasu, ze zycze mu szczescia ale ze on nie da mi tego czego ja potrzebuje wiec musimy sie rozstać.
zadzwonil do mnie zeby to wyjasnic i powiedzial ze nie rozumie o co mi chodzi.[...]w koncu zapytalam o co mu naprawde chodzi. nic nie odpowiedzial. potem wyjechal do swojego rodzinnego miasta. nasz kontakt byl sporadyczny. w koncu przeprosilam go za swoje dziwne zachowanie ale tez wypomnialam mu pare rzeczy. obrazil sie i wgl sie do mnie nie odzywal. po jakis
dwoch miesiacach napisal z innego nr: "to jest moj nowy nr", odpisalam:"kto pisze?", odpowiedzial swoim imieniem i nazwiskiem i buźką... postanowilam ze nic nie odpisze i trwalo to okolo tydzien. zapytalam dlaczego do mnie wyslal swoj nr skoro nie chce kontaktu. napisal ze wysylal go wszystkim.... zalamalam sie i znow naskoczylam na niego z tekstem: co ty sobie wogole wyobrazasz.... potem znow kontakt sie urwal. po jakims czasie znow napisalam ze przepraszam (wiem ze to głupie) on ze jest w anglii i odezwie sie jak wroci. nie odezwal sie. postanowilam wiec to ostatecznie zakonczyc i zmienilam nr i nie podalam go nawet tym naszym wspolnym znajomym, tak zeby zobaczyl ze naprawde nie chce kontaktu. po czterech miesiacach jednak zadzwonila do niego ale jego komorka jest nieaktywna. Czyżby tez zmienił nr?
bardzo go kocham i nie potrafie zapomniec. jesli on mnie nie chce to ok zrozumiem.ale moze jest jakis inny powod?
prosze doradzcie mi cos i powiedzcie co o tym sadzicie....
pozdrawiam cieplutko
Horror. Morderstwo z premedytacją. Inny powód? To ten nie wystarczy?
PS. musze dodac ze zdarzylo mi sie urazic jego męską dume. powiedziedzialam mu ze jest tchorzem i rani innych bo sam byl kiedys zraniony przez kobiete i teraz odgryza sie na mnie. (opowiedzial mi kiedys o tym)
Boże ! Odgryza się? Jak to nazwaĆ: seryjna ofiara ?
Magdo, właściwie to zrobiłaś Mu przysługę; uwolniłaś Go od siebie. Może On tego nie wie, ale ma ogromne powody do radości.
Twój wątek to najlepszy przykład, jak działa manipulacja i czym jest manipulacja.
Daj mu przynajmniej kiedyś szansę i wyślij link do tego wątku. Niech się dowie, dlaczego Go to spotkało.
Witajcie!
Nazywam się Magda i potrzebuje waszej pomocy i opinii.
Jakis rok temu rozstalam sie z chlopakiem, niestety ciężko mi jest zrozumieć dlaczego tak się stało. Potrzebuje waszej obiektywnej oceny.
Od początku...
poznalismy sie gdy on przyjechal do miejscowosci gdzie mieszkalam, mielismy wspolnych znajomych.
Gdy go zobaczylam po raz pierwszy przez mysl przeszlo mi bezwiednie: "to będzie mój mąż"... jednak nie chcialam zeby to rozwinelo sie zbyt szybko poniewaz wogole go nie znalam. Jednak z każdym dniem zakochiwalam sie w nim bardziej. Zauważyłam zainteresowanie z jego strony i po jakims czasie zaczelismy sie spotykac. Mialam wrazenie ze odbieramy na tych samych falach i jak bym znala go od lat. spotykalismy sie codziennie, czasem nawet dwa razy w ciagu dnia poniewaz nie moglismy sie soba nacieszyc. lubilam jego towarzystwo. mówil ze nie sądził iż spotka go w życiu cos tak dobrego(mając na mysli nasza znajomosc) i mial wtedy łzy w oczach... bardzo sie do siebie zblizylismy. wiedzialam ze to jest ta osoba z ktora chce spedzic zycie. on mowil ze jestem dla niego idealem. po 2 miesiacach znajomosci powiedzial ze mnie kocha i chce sie ze mna ozenic. niedlugo potem wyjechalam na ok2 tyg(sprawy słuzbowe) powiedzialam mu zebysmy ograniczyli troszke kontakt poniewaz chcialam sie skupic na szkoleniu. zgodzil sie. ale kazdego dnia witalismy sie i mowilismy sobie dobranoc smsem. pod koniec szkolenia zadzwonil... nie moglismy sie dogadac i czulam ze on lekcewazy moje uczucia. powiedzialam ze z nami koniec.
nie chcialam tego rozstania ale chcialam zeby wiedzial ze cos jest nie tak, chcialam go otrzezwic. potem napisal ze pogadamy jak wroce.
po moim przyjezdzie poprosil o spotkanie, powiedzial ze wszystko przemyslal i mial watpliwosci ale teraz juz wie ze chce byc ze mna, byl bardzo powazny.
oboje wiec udalismy ze nie bylo tej rozmowy gdy powiedzialam ze to koniec. i bylismy dalej razem.
jednak poznej dowiedzialam sie ze on podczas mojej neobecnosci upil sie i narobil wstydu kolegom. nie moglam sie z nim dogadac, tak jakby cos zaczelo nas dzielic. bylo mi bardzo ciezko. duzo plakalam. wiedzialam ze on tez cierpi ale wtedy wydawalo mi sie ze to on powinien sie mna zaopiekować. najwidoczniej myslalam tylko o sobie.
po ok.dwoch dniach napisalam do niego list w ktorym zerwalam z nim po raz drugi, napisalam ze wciaz go kocham ale potrzebuje czasu, ze zycze mu szczescia ale ze on nie da mi tego czego ja potrzebuje wiec musimy sie rozstać.
zadzwonil do mnie zeby to wyjasnic i powiedzial ze nie rozumie o co mi chodzi. rozplakalam sie i rozlaczylam. potem widywalismy sie podczas spotkan ze znajomymi. widzialam ze jest smutny ale uwazalam ze to on powinien sie o mnie starac jesli NAPRAWDE mu na mnie zalezy. staralam sie byc twarda. jednak on nie mowil nic o tym zebysmy wrocili, choc widzialam w jego oczach ze wciaz mnie kocha. postanowilam sie wiec przeprowadzic do miasta oddalonego o 30km. chcialam zeby udowodnil ze mnie kocha i pojechal za mna. dzwonil, troche esemesowalismy ale byl chlodny. w koncu zapytalam o co mu naprawde chodzi. nic nie odpowiedzial. potem wyjechal do swojego rodzinnego miasta. nasz kontakt byl sporadyczny. w koncu przeprosilam go za swoje dziwne zachowanie ale tez wypomnialam mu pare rzeczy. obrazil sie i wgl sie do mnie nie odzywal. po jakis
dwoch miesiacach napisal z innego nr: "to jest moj nowy nr", odpisalam:"kto pisze?", odpowiedzial swoim imieniem i nazwiskiem i buźką... postanowilam ze nic nie odpisze i trwalo to okolo tydzien. zapytalam dlaczego do mnie wyslal swoj nr skoro nie chce kontaktu. napisal ze wysylal go wszystkim.... zalamalam sie i znow naskoczylam na niego z tekstem: co ty sobie wogole wyobrazasz.... potem znow kontakt sie urwal. po jakims czasie znow napisalam ze przepraszam (wiem ze to głupie) on ze jest w anglii i odezwie sie jak wroci. nie odezwal sie. postanowilam wiec to ostatecznie zakonczyc i zmienilam nr i nie podalam go nawet tym naszym wspolnym znajomym, tak zeby zobaczyl ze naprawde nie chce kontaktu. po czterech miesiacach jednak zadzwonila do niego ale jego komorka jest nieaktywna. Czyżby tez zmienił nr?
bardzo go kocham i nie potrafie zapomniec. jesli on mnie nie chce to ok zrozumiem. ale moze jest jakis inny powod? gdybym miala mozliwosc uslyszec to od niego gdy mi to mowi prosto w twarz ze mnie nie kocha... ale nie mam takiej mozliwosci i wciaz sie ludze ze gdzies tam on tez teskni za mna....prosze doradzcie mi cos i powiedzcie co o tym sadzicie....
pozdrawiam cieplutko
jak to czytam to tylko smiać mi się chce! ile ty masz lat? faceci potrzebują jasnych komunikatów, a kobiety mają dziwne skłonności do tego, żeby mówić coś zupełnie innego niż myślą, pytam po co? ja takie gierki uprawiałam jak byłam nastolatką, ale w dorosłym zyciu to się raczej nie sprawdza bo oni najnormalniej w świecie nie wiedzą o co nam chodzi. bags sie wypowiedział więc pewnie już zmył ci głowe i dobrze bo to mądry męski punkt widzenia!jeżeli naprawdę ci na nim zależy znajdź go, jak sie postarasz dasz rade i powiedz mu wszystko co czujesz,nie obawiaj się śmieszności, nie masz nic do stracenia najwyżej możesz zyskać i zachowuj się jak dorosła kobieta
Czytałam post Magdy i zastanawiam się czy nie ma 15 lat, ale chyba jednak nie. Dziewczyno dojrzej w końcu. Kłótnia z facetem Ty zrywasz, listy, wyprowadzka i czekanie na księcia na białym koniu. Takie akcje są dopuszczalne w podstawówce, później świadczą wyłącznie o Twojej niedojrzałości.
anonimka555 napisał/a:... Wydaje mi sie że gdyby kochal mnie tak jak mówił to zawalczylby o mnie. spotkalby sie ze mna zeby to wyjasnic, przeciez napisalam mu ze wciaz jest dla mnie wazny. ale on zerwal kontakt ze mna. Też byście (pytanie do mężczyzn) tak jak on zrobili? Odpuścilibyście sobie?
PS. musze dodac ze zdarzylo mi sie urazic jego męską dume. powiedziedzialam mu ze jest tchorzem i rani innych bo sam byl kiedys zraniony przez kobiete i teraz odgryza sie na mnie. (opowiedzial mi kiedys o tym)Po pierwsze mając do czynienia z taką osobowością wiał bym gdzie pieprz zimuje.
Po drugie, gdybym jakim cudem sie związał, to byś mnie do siebie skutecznie zniechęciła.
Kto Ci takich bzdur nakładł do głowy?
->...postanowilam sie wiec przeprowadzic do miasta oddalonego o 30km. chcialam zeby udowodnil ze mnie kocha i pojechal za mna.
Królewna kurcze wal ją deską - dowód miłości jej daj.
Bardzo dobrze zrobił, zmarnował by sobie zycie.
Masz czego chciałaś i na co zasłużyłaś.
Naprawdę trzeba miec wyjątkowego pecha by trafić na tak egzaltowaną i bezmyślną egoistkę.
Uuuu... mocne słowa.
Zwłaszcza że mnie nie znasz i i nie znasz również wielu innych okoliczności jakie miały z tym związek. Skąd wiesz że na to zasłużyłam? Skąd wiesz że zmarnowałby sobie życie? Wywnioskowałeś sobie to z tych paru zdań przez które starałam się streścić ponad PÓŁ ROKU?? Skąd możesz wiedzieć jaką mam osobowość?
Prosiłam o obiektywną opinie, a nie o zmasowany atak obrońców "biednych i pokrzywdzonych mężczyzn przez złe i rozhisteryzowane kobiety"...
WIEM że zrobiłam wiele rzeczy zle i skupiałam się na sobie. TAK, ZDAJE sobie z tego sprawe.
Jeżeli chodzi o to że się przeprowadziłam, (dla tych co nie czytali uważnie mojego postu przed wydaniem na mnie wyroku) to zrobiłam to PO NASZYM ROZSTANIU. Nie próbował wtedy ze mną rozmawiać, gdy chciałam żebyśmy sobie to wyjaśnili to unikał rozmowy. A kiedy w końcu sprowokowałam spotkanie to tylko ja mówiłam, on milczał. Co miałam zrobić? Zmusić go do rozmowy ze mną? W jaki sposób??? Wyjechałam bo chcialam to zakonczyc, zapomniec. Bardzo Go kochałam i nie zniosłabym mieszkania w jednej miejscowosci kiedy bym Go co chwila spotykała.
Pozatym gdy byliśmy razem to ON chciał żebyśmy się przeprowadzili tam gdzie ja pozniej pojechałam, JA NIE CHCIALAM bo nie lubie tego miasta. W takiej sytuacji, gdyby pojechał tam gdzie zamieszkałam to chyba nie byłoby straszne poświęcenie??
Mieliby My być na zawsze, lecz brazylijskim swędem telenoweli - doczekaliśmy końca...
Dziewczyno, ja nawet nie wiem jakimi kategoriami to określić. Horroru, komedii czy tragedii??? Na tragikomedię to nawet nie podchodzi. Czytając po kilkakroć na spokojnie, nawet wspak. Jeno jawisz się jako patologiczna postać schizoidalną, niezrównoważoną psychicznie - jakieś traumy i inne uwarunkowania z dzieciństwa - a na narcystyczno - egoistycznej naturze kobiety bluszcza kończąc. Psycholog lub psychiatra to się Tobie kłania tak expresowym pędzikiem.anonimka555 napisał/a:Witajcie!
Nazywam się Magda i potrzebuje waszej pomocy i opinii.
Jakis rok temu rozstalam sie z chlopakiem, niestety ciężko mi jest zrozumieć dlaczego tak się stało. Potrzebuje waszej obiektywnej oceny.
Od początku...
poznalismy sie gdy on przyjechal do miejscowosci gdzie mieszkalam, mielismy wspolnych znajomych.
Gdy go zobaczylam po raz pierwszy przez mysl przeszlo mi bezwiednie: "to będzie mój mąż"...
wiedzialam ze to jest ta osoba z ktora chce spedzic zycie. on mowil ze jestem dla niego idealem. po 2 miesiacach znajomosci powiedzial ze mnie kocha i chce sie ze mna ozenic.No gicio, moda na sukces...
nie moglismy sie dogadac i czulam ze on lekcewazy moje uczucia. powiedzialam ze z nami koniec.
nie chcialam tego rozstania ale chcialam zeby wiedzial ze cos jest nie tak, chcialam go otrzezwic.
oboje wiec udalismy ze nie bylo tej rozmowy gdy powiedzialam ze to koniec. i bylismy dalej razem.No i się zaczyna...
nie moglam sie z nim dogadac, tak jakby cos zaczelo nas dzielic. bylo mi bardzo ciezko. duzo plakalam. wiedzialam ze on tez cierpi ale wtedy wydawalo mi sie ze to on powinien sie mna zaopiekować. najwidoczniej myslalam tylko o sobie.
Eeee, Ty to tak serio mówisz? zwłaszcza to ostatnie zdanie?
![]()
po ok.dwoch dniach napisalam do niego list w ktorym zerwalam z nim po raz drugi, napisalam ze wciaz go kocham ale potrzebuje czasu, ze zycze mu szczescia ale ze on nie da mi tego czego ja potrzebuje wiec musimy sie rozstać.
rozplakalam sie i rozlaczylam. potem widywalismy sie podczas spotkan ze znajomymi. widzialam ze jest smutny ale uwazalam ze to on powinien sie o mnie starac jesli NAPRAWDE mu na mnie zalezy. staralam sie byc twarda. jednak on nie mowil nic o tym zebysmy wrocili, choc widzialam w jego oczach ze wciaz mnie kocha. postanowilam sie wiec przeprowadzic do miasta oddalonego o 30km. chcialam zeby udowodnil ze mnie kocha i pojechal za mna.Nie ma to jak kretyński test na wytrzymałość miłości w związku wobec partnera; w piz... go zostawić i fochając się z własnej głupoty, dać dyla...
potem wyjechal do swojego rodzinnego miasta. nasz kontakt byl sporadyczny. w koncu przeprosilam go za swoje dziwne zachowanie ale tez wypomnialam mu pare rzeczy. obrazil sie i wgl sie do mnie nie odzywal.
do kwadratu.
po jakis dwoch miesiacach napisal z innego nr: "to jest moj nowy nr", odpisalam:"kto pisze?", odpowiedzial swoim imieniem i nazwiskiem i buźką
... postanowilam ze nic nie odpisze i trwalo to okolo tydzien. zapytalam dlaczego do mnie wyslal swoj nr skoro nie chce kontaktu. napisal ze wysylal go wszystkim.... zalamalam sie i znow naskoczylam na niego z tekstem: co ty sobie wogole wyobrazasz.... potem znow kontakt sie urwal. po jakims czasie znow napisalam ze przepraszam (wiem ze to głupie) on ze jest w anglii i odezwie sie jak wroci. nie odezwal sie.
Nie ma nic lepszego jak na zwykłą ludzką uprzejmośc dostać lukrowanego liścia w pysk... po prostu jesteś genialna, od końca.
postanowilam wiec to ostatecznie zakonczyc i zmienilam nr i nie podalam go nawet tym naszym wspolnym znajomym, tak zeby zobaczyl ze naprawde nie chce kontaktu. po czterech miesiacach jednak zadzwonila do niego ale jego komorka jest nieaktywna. Czyżby tez zmienił nr?
Stalking czy inwigilacja? A może też i próba szantażu, co? pomysłów już mi brakuje, bo te nawet są w 100% celne. Kolejnego sweet płaskiego mu szykujesz? Co? Jak to z Tobą jest, a?
![]()
bardzo go kocham i nie potrafie zapomniec. jesli on mnie nie chce to ok zrozumiem. ale moze jest jakis inny powod? gdybym miala mozliwosc uslyszec to od niego gdy mi to mowi prosto w twarz ze mnie nie kocha... ale nie mam takiej mozliwosci i wciaz sie ludze ze gdzies tam on tez teskni za mna....
prosze doradzcie mi cos i powiedzcie co o tym sadzicie....
pozdrawiam cieplutkoNo tak, finał 3 wojny wg Brzęczyszczykiewicza w mixie mody na sukces i brazylijskiej telenoweli czarownicy esmeraldy... stadnina koni na służewcu się pokłada ze śmiechu.
Że jeszcze facet jeszcze nie odszczekał swoich wzniosłych zapewnień i nie zwiał gdzie pieprz rośnie, zapadając się pod ziemię, to doprawdy jestem pełen podziwu dla niego. Kłaniam się w pas i chylę czoła po samą ziemię.
Nie dla Ciebie, DLA NIEGO!!!
Bags, zastanawiam się co robisz na tym forum.
Skoro masz tak negatywne nastawienie do kobiet, to może znajdziesz inne forum na którym będziesz mógł jeszcze bardziej i dotkliwiej grać na uczuciach drugiego człowieka wytykając i podkreślając jego błędy, jednocześnie nad wyraz zachwalając swoją niezwykłą bystrość i zdolność do robienia dotkliwych uwag?
Napisałam na tym forum bo miałam nadzieje na OBIEKTYWNE opinie. Naprawde nie chce sie usprawiedliwać i nie wykluczylam że zasłużyłam na wyzej wymienione słowa pogardy. Ale może udałoby Ci się to sformułować w mniej PRZEŚMIEWCZY sposób?
Wiesz... dla Cb to jest śmieszne, a dla mnie to była największa miłość mojego życia. Przyczyniłam się do tego że się skończyła i tylko próbuje to zrozumieć. Czyżby nie do takich celów zostało stworzone to forum? Bo jeśli powstało po to żeby osoby takie jak Ty hejtowały użytkowników proszących o radę to obawiam się że wkrótce pozostanie Wam hejtowanie samych siebie!
Co do Twoich "uwag" (delikatnie mówiąc):
1. Nie planowałam mu cokolwiek wypominać. "zwykła ludzka życzliwość" "lukrowany liść w twarz" ???
Spróbuj wyobrazić sobie taką sytuacje: Rozstajesz się z dziewczyną. Mija dwa miesiące. Już prawie zapomniałeś. Powoli godzisz sie z tym że ona Cię nie chce. I wtedy dostajesz od niej smsa takiego jak ja dostałam. "to mój nowy numer itp"... i słodki uśmieszek na końcu. "Zwykła ludzka życzliwość?" człowieku! nie wyslalabym mu takiego smsa żeby nie robil sobie nadzieji! koniec to koniec. nie bede mu przeciez przesylala pozdrowien z wakacji! Kiedy wiec dostałam od niego taką wiadomość wszystko co wypracowywałam sobie w głowie, zeby się z tym pogodzić itp runeło w tym jednym momencie! nie wkurzyłbyś się??
2. "stadnina koni na służewcu się pokłada ze śmiechu" - brawa dla Ciebie! dziekuje Ci za ten komentarz, naprawde bardzo mi pomógł wyciągnąc wnioski ze swoich błędów. Dzieki Tobie stałam się lepszym człowiekiem. Dzięki temu że odważyłam napisać na forum zyskałam twoją wspaniałą opinie! Na to czekałam!
3. "Że jeszcze facet jeszcze nie odszczekał swoich wzniosłych zapewnień i nie zwiał gdzie pieprz rośnie, zapadając się pod ziemię, to doprawdy jestem pełen podziwu dla niego."
Piękna aluzja do sposobu w jaki się ze mną rozstał. Masz rację, bo niby czemu prawdziwy mężczyzna miałby mówić osobie która była dla niego najważniejsza dlaczego od niej odchodzi?... Prawdziwy mężczyzna zwiewa gdzie pieprz rośnie i zapada się pod ziemie- oto Twoja filozofia
Dla wyjaśnienia: nie mam i nie miałam zamiaru zmuszać go biednego do tego żeby ze mną był. Zrobił jak zechciał. Po naszym rozstaniu chcial żebym z nim zamieszkała. I co? Ja go do tego zmuszałam? Ja go inwigilowałam? I do licha! Nie zmuszałam go żeby się we mnie zakochiwał!!!
Większość moich znajomych odradzała mi ten związek. Dlaczego? Wg nich nie zasługiwał na mnie, był sporo starszy, miał nieciekawą przeszłość itp. Ale mnie to naprawde nie obchodziło i nie obchodzi. Bo wtedy go kochalam. Bałam się tylko że on nie traktuje mnie poważnie, że co coś we mnie jest nie tak. (uprzedzam Twój następny post Bags: niech będzie że jestem nienormalna i potrzebuje leczenie, za to Ty jesteś zdrowy i dzięki temu możesz udzielać trafnych, obiektywnych i pomocnych komentarzy na tym forum). Stało się. Ale nie mogę zgodzić się z opinią że ja jestem ta mega zła. On też miał w tym spory udział,.
Pozdrawiam Cię bags.
Nienormalna egoistka i czarownica, Magda
W taki właśnie sposób wyginęły mamuty. Poważnie rzecz biorąc, to po przeczytaniu Twojej historii, stwierdzam, że większość winy jest po twojej stronie. Twoja roszczeniowa postawa to doskonały przykład tego, jak roszczeniowe jest niemalże całe młode pokolenie. To dotyczy wszystkich aspektów życia:od alkowy aż po pracę (prowadzę teraz rekrutację, zgłaszają się młodzi ludzie i rozmawiając z nimi autentycznie cierpię...)Nazywam takich ludzi pokoleniem DAJ. Daj bo mi się należy! W imię czego? Pytam! Zachowujecie się, jak dzieci w piaskownicy. Nie nadajecie się na pracowników, a co dopiero na mężów i żony.
Tracicie możliwości,szanse, piękne uczucia, chwile szczęścia w imię tego DAJ właśnie! Ja, ja,ja-słychać zewsząd. Banda pieprzonych egoistów...
Chciałem mocniej, ale Bags mnie wyręczył:-) poza tym Joy Division i szklanka absyntu trochę stępiły moją złośliwość.
Doom,
nie oceniaj proszę mojej sytuacji z perspektywy prowadzonej przez siebie rekrutacji. Zgadza się, pokolenie DAJ- być może istnieje cos takiego.
Jeśli chodzi o moją historie... ehh, nie wymagałam od niego żeby stawał dla mnie na uszach. Zastanawiałam się tylko dlaczego na początku naszej znajomości powiedział że potrafi manipulować kobietami (tak, dokładnie tak powiedział ale stwierdził że już tego nie robi), dlaczego nigdy nie kupił mi kwiatów i czemu nigdy nie zabrał mnie do kina, na kawę, itp... Może dlatego że uznał że jestem jego i nie musi się starać? Nie wiem, ale to co zrobiłam było spowodowane tym że chciałam zobaczyć czy jemu na mnie zależy. Przekonałam się że nie. Nie zrobiłam jednak nic co by świadczyło o tym że przestało mi na nim zależeć, wręcz odwrotnie. Czy to właśnie nie o to powinniśmy dbać żeby ta druga, ukochana osoba była pewna że ją kochasz i cenisz? Wasze komentarze niestety sugerują że nie. Że nie zasługujemy na to. Nie zgadzam się z tym.
Pozdrawiam, Magda
16 2013-08-10 17:40:49 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-08-10 17:42:51)
Witajcie!
Nazywam się Magda i potrzebuje waszej pomocy i opinii.
Prosisz-masz, Magdo.
Moja opinia
Kazdy zdrowy emocjonalnie MEZCZYZNA ucieknie od Ciebie.
Czysta, zywa manipulacja.Powinni to podawac raz w tygodniu wszystkim mlodym ludziom w szkolach, by sie mlodzi mogli uczyc od czego w zyciu stronic (wyrzadzilo by to prawdopdobnie wiele wiecej pozytku , niz te cale calki, ktore im w glowy klada?)
P.S.
Jak znajdziesz jakiegos, kto to wytrzyma i cie ?polubi? z calym dobrem inwentarza, to bedzie to straszny?popapraniec i na dodatek FACET ( czaisz roznice).
Pokaleczony i malsymalnie skrzywiony.
I wtedy stworzycie toksyczny,wzajemnie sie wyniszczajacy zwiazek.
Smutne.
P.P.S.
Ale pracuj nad soba, jeszcze nie wszystko stracone.
Witaj! Też jestem kobietą, ale za cholerę Cię nie rozumiem (mając do dyspozycji tylko co Ty napisałaś). Raz nie mogliście się dogadać, a Ty już zrywasz, bo chcesz, żeby zrozumiał, że jest nie tak?! Chyba jesteś niepoważna! Po pierwsze, z tego co ja wiem i co zdążyłam zaobserwowac przez 24 lata życia, to to, że jeżeli jest jakiś problem to należy o tym powiedzieć, porozmawiac i ew dojść do jakiś wspólnych wniosków. W głowie mi się to nie mieści! Ty tylko płaczesz, zrywasz (a wcale tego nie chcesz) i masz rację myślisz tylko o sobie!! To on się ma Tobą opiekować, to on ma udowadniać, że Cię kocha i ma biegać za Tobą jak pies? Skoro Ty sama nie wiesz o co Ci chodzi, to skąd on miał to wiedzieć?! Masz jakieś problemy emocjonalne czy jak? Chyba lubisz sobie (i nie tylko) komplikować życie i wiecznie się umartwiać.
ja też jestem kobietą i muszę niestety przyznać, że z taką osobą jak ty ciężko byłoby mi wytrzymać i też uciekłabym gdzie pieprz rośnie. nie ma co się nad tym zastanawiać, to ty zawaliłaś sprawę i oczekiwałaś niewiadomo czego z jego strony. może najpierw zastanów się dlaczego to ty tak się zachowywałaś? jego zachowanie akurat w pełni można zrozumieć, nie chciał być z taką kobietą jak ty, bo jesteś po prostu trudna a dalsze życie z tobą mogło go przerażać i chyba nie byłoby zbyt miłe. jedyne co ci pozostaje, to wyciągnąć wnioski na przyszłość, zmienić się i myśleć bardziej o drugiej osobie. nie jesteś królewną, nie czekaj na królewicza.