Ku przestrodze - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 31 ]

Temat: Ku przestrodze

Witam, o rozstaniu będzie. Chorym, strasznie trudnym. Dlaczego ku przestrodze? Ano dlatego, że podczas tego rozstania nie słucham rad, nie poszłam na terapię, żeby nauczyć się zadbać o siebie a nie o partnera, który doprowadził mnie do nerwicy i depresji.
Opiszę moją historię, zapewne podobną do tysiąca innych. I opiszę co z człowiekiem robi chora miłość. Kto chce niech przeczyta, jeśli kogoś znudzę trudno. Ale ja muszę uporać się z tymi emocjami pisząc, bo nie mam do kogo mówić.
Poznałam mojego męża mając lat 15, pięć lat później wzięliśmy ślub. Był moim najlepszym przyjacielem przez ponad połowę mojego życia, oparciem, bezpieczeństwem, fundamentem na którym budowałam swoje całe dorosłe życie. Zawsze razem, wszystko razem.
A teraz ten człowiek mnie zabije. Wiem to, bo już nie mam siły wstać z łóżka rano po nieprzespanej nocy, od dawna prawie nic jem oprócz pierza, kiedy wgryzam się z rozpaczy w poduszkę, żeby nie wyć jak zwierzę. Mam zapas tabletek i do kompletu dokupiłam strasznie drogą whisky, bo jak odejść to z klasą, prawda?

Mamy córkę, nastolatkę. Ciężko chorowała, leczyła się z dala od domu przez prawie rok. Ja byłam przy niej, bo jestem matką i nie wyobrażam sobie, jak mogłabym zostawić w takiej sytuacji własne dziecko. Pokonała chorobę, ale przyplątała się autoagresja. Radzi sobie z nią coraz lepiej, do tego stopnia, że nie boję się już wychodzić z domu i spać w nocy. Nie bałam...

Wróciłyśmy do domu stęsknione za naszym kochanym ojcem i mężem, cieszyłyśmy się jak wariatki na myśl o spotkaniu. Nie było go z nami, bo ktoś musiał zarabiać, chociaż ja też brałam prace zlecone w tym czasie.

Nie było już do czego wracać.

Pierwsze dni były pełne unikania nas. Potem powiedział, że nie radzi sobie z chorobą córki, mnie już nie kocha i nie chce być z nami. Nie potrafi mi wybaczyć, że go na tak długo zostawiłam samego. Nie napiszę, co wtedy czułam, bo się nie da... Tak nagle, bez zapowiedzi, bez ostrzeżenia...

Potem było już tylko piekło.

Chciałam zrozumieć, chciałam, żeby wytłumaczył DLACZEGO?

Zauważyłam, że zaczął więcej pić, bierze jakieś leki na uspokojenie po których zachowuje się dziwnie. Pomyślałam, że żeczywiście sobie nie radzi, kocha mnie, pogubił się, muszę mu pomóc. Wmówiłam sobie, że mnie potrzebuje. Przyjaciele w realu i na forum tłumaczyli, że to nie ma sensu, mam zadbać o siebie, że potrzebuję terapii, w nosie to miałam, klapki na oczach i  RATOWAĆ, RATOWAĆ, RATOWAĆ. Jego. Nas.

Wychodzi ciągle do pobliskiego baru, spędza tam właściwie całe dnie i chciałam go stamtąd wyciągnąć. Zadzwoniłam do pracy, zaproponowałam wspólny romantyczny wieczór, taki jak kiedyś. Zgodził się od razu, jasne, zaraz po pracy będzie. Nie wrócił. Zadzwoniłam. Przyszedł tylko po to, żeby powiedzieć, że nie chce ze mną gadać, kolega ma problem, a ja mu zawracam głowę. Popłakałam się. Popatrzył z pogardą i wyszedł. Napisałam mu, że ma się wyprowadzić i przemyśleć co jest dla niego ważne, ja mam dość. Chciał wrócić nad ranem, nie wpuściłam go. Następnego dnia powiedział, że owszem, wyprowadzi się tylko chwilowo nie ma gdzie, więc pozwoliłam mu zostać kilka dni. Był miły i znowu kochany, przez chwilę, potem znowu wychodził, a ja czekałam z kluchą w żołądku i cała roztrzęsiona.

Znalazł mieszkanie, mnie pierwszej je pokazał. Poszliśmy wcześniej na spacer, mówił mi o tym, że potrzebuje czasu, że wszystko się ułoży. Pomieszkamy osobno, będziemy umawiać się na randki, oswoimy ze sobą na nowo. Że nie zapomni o mnie, bo zbyt wiele nas łączy. Ze nie potrafiłby zapomnieć.

W tym momencie trzeba było dać mu kopa na pożegnanie. Ale nie, ja rozpłynęłam się ze szczęścia. Jednak kocha. Tak sobie to wmówiłam, że prawie wydawało mi się, że to powiedział.

Ok, mieszkanie znalazł, ale nie umeblowane, przeprowadzać się nie chciał, teraz wiem, że z lenistwa, ale wtedy myślałam, że nie potrafi się rozstać. Spał dalej w moim domu po imprezach z kumplami. A ja z zapuchniętymi od płaczu oczami przytulałam się do niego cichutko, kiedy zasnął i nie czuł.

Zaczęły do mnie docierać plotki o innej kobiecie, wielu go z nią widywała i donosili. Zapytałam, powiedział, że to koleżanka, że nie mógłby mnie zdradzić. Nie wiem. Moje zidiocenie doszło już do takiego punktu, że można mi wmówić wszystko.

Kiedyś przyszedł do domu wieczorem, było miło, świetnie się całą rodziną bawiliśmy. Byłam szczęśliwa, bo moja córka jest mądrzejsza ode mnie i na nią sztuczki ojca nie działają, nie rozmawia z nim, a wtedy mu odpuściła, było tak jak kiedyś. Dostał wiadomość, wyszedł z domu, ja wpadłam w histerię. Pobiegłam za nim, rozmawiał przez telefon pod blokiem. Zaczęłam krzyczeć, że nie wolno mu z nią rozmawiać, że my jesteśmy jego rodziną, ona go i tak rzuci. Powiedział, że będzie robił co chce, nie moja sprawa. Uciekłam do domu, w głowie milion myśli na raz. Przyszedł za mną, powiedział, że to już koniec. Ja to wiedziałam, zanim powiedział. Poprosiłam go, żeby mnie przytulił ostatni raz, wiem, że to głupie, ale wtedy straciłam godność do reszty i było mi już wszystko jedno co się ze mną stanie. Przytulił, czułam, że niechętnie, ale było mi wszystko jedno. Szepnęłam, okłam mnie ostatni raz, a on mnie pocałował, wstał i bez emocji zaczął zbierać rzeczy potrzebne mu w nowym mieszkaniu. Ja wtedy już nie płakałam, wyłam jak ranne zwierzę, córka siedziała przy mnie i z całych sił mnie przytulała i wrzeszczała do niego, że jest bez serca, ze go nie nawidzi za to co mi robi.

Po dwóch godzinach wrócił, nie wiem po co, położył się na podłodze i zasnął. Nie miałam siły go wyrzucić.

Na drugi dzień przyszedł i powiedział, że nie chce mieszkać sam, że woli z nami, że będzie się starał, zajmie się domem, będzie spędzał z nami czas, pokaże nam, że wszystko się ułoży. I zgodziłabym się na to, gdyby nie moje mądre dziecko, które go wywaliło za drzwi.

Dzisiaj dałam mu kolejną szansę, spokojnie rozmawialiśmy o nas i zgodziłam się, żeby wrócił. Poprosiłam tylko, żeby nie jechał na koncert, żeby był w domu kiedy wrócę z pracy, położymy się razem, obejrzymy film, będzie normalnie. Zgodził się, a po dwóch godzinach zadzwonił, że jedzie, prześpi się u siebie i jutro porozmawiamy. Odpowiedziałam, że już nie ma o czym, że jeśli nie chce ze mną być to po co ciągle wraca. Czym mu zawiniłam, że tak się mści, wraca i dręczy mnie, wiedząc, że już nie potrafię się bronić. Odpowiedział, że potrzebuje czasu, bo sam nie wie czego chce.

Nie łudzę się, że coś jeszcze do mnie czuje. Chce po prostu wrócić do domu w którym są meble, pralka, kucharka i gosposia i życ dalej po swojemu, depcząc po mnie jak po wycieraczce. Nienawidzę go w tej chwili, ale jutro pewnie zadzwoni...

To tylko kilka przykładów na to, jak człowiek potrafi się upodlić, kiedy jest uzależniony od drugiej osoby. Wystarczyło posłuchać mądrych rad przyjaciół, którzy mówili, że to co robię jest chore i nie ma sensu. Albo pójść na terapię i nauczyć się dbać o siebie. Nie zrobiłam tego i teraz siedzę przed kupką tabletek. Nie zjem ich jeszcze dzisiaj, są moim kołem ratunkowym, ale czuję, że zbliża się ta chwila. Nieuchronnie.

Ku przestrodze to napisałam, dla tych, którzy już wiedzą, że miłość się wypaliła, ale ciągle jeszcze widzą iskierkę i mają nadzieję. Nie ma nadziei. Pewnie jest łatwiejszy sposób, żeby to zrozumieć niż mój, znajdźcie go, dla mnie jest już za późno. Ja ciągle kocham. I powoli umieram.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Doom (2013-08-03 01:26:04)

Odp: Ku przestrodze
YellowHen napisał/a:

Witam, o rozstaniu będzie. Chorym, strasznie trudnym. Dlaczego ku przestrodze? Ano dlatego, że podczas tego rozstania nie słucham rad, nie poszłam na terapię, żeby nauczyć się zadbać o siebie a nie o partnera, który doprowadził mnie do nerwicy i depresji.
Opiszę moją historię, zapewne podobną do tysiąca innych. I opiszę co z człowiekiem robi chora miłość. Kto chce niech przeczyta, jeśli kogoś znudzę trudno. Ale ja muszę uporać się z tymi emocjami pisząc, bo nie mam do kogo mówić.
Poznałam mojego męża mając lat 15, pięć lat później wzięliśmy ślub. Był moim najlepszym przyjacielem przez ponad połowę mojego życia, oparciem, bezpieczeństwem, fundamentem na którym budowałam swoje całe dorosłe życie. Zawsze razem, wszystko razem.
A teraz ten człowiek mnie zabije. Wiem to, bo już nie mam siły wstać z łóżka rano po nieprzespanej nocy, od dawna prawie nic jem oprócz pierza, kiedy wgryzam się z rozpaczy w poduszkę, żeby nie wyć jak zwierzę. Mam zapas tabletek i do kompletu dokupiłam strasznie drogą whisky, bo jak odejść to z klasą, prawda?

Mamy córkę, nastolatkę. Ciężko chorowała, leczyła się z dala od domu przez prawie rok. Ja byłam przy niej, bo jestem matką i nie wyobrażam sobie, jak mogłabym zostawić w takiej sytuacji własne dziecko. Pokonała chorobę, ale przyplątała się autoagresja. Radzi sobie z nią coraz lepiej, do tego stopnia, że nie boję się już wychodzić z domu i spać w nocy. Nie bałam...

Wróciłyśmy do domu stęsknione za naszym kochanym ojcem i mężem, cieszyłyśmy się jak wariatki na myśl o spotkaniu. Nie było go z nami, bo ktoś musiał zarabiać, chociaż ja też brałam prace zlecone w tym czasie.

Nie było już do czego wracać.

Pierwsze dni były pełne unikania nas. Potem powiedział, że nie radzi sobie z chorobą córki, mnie już nie kocha i nie chce być z nami. Nie potrafi mi wybaczyć, że go na tak długo zostawiłam samego. Nie napiszę, co wtedy czułam, bo się nie da... Tak nagle, bez zapowiedzi, bez ostrzeżenia...

Potem było już tylko piekło.

Chciałam zrozumieć, chciałam, żeby wytłumaczył DLACZEGO?

Zauważyłam, że zaczął więcej pić, bierze jakieś leki na uspokojenie po których zachowuje się dziwnie. Pomyślałam, że żeczywiście sobie nie radzi, kocha mnie, pogubił się, muszę mu pomóc. Wmówiłam sobie, że mnie potrzebuje. Przyjaciele w realu i na forum tłumaczyli, że to nie ma sensu, mam zadbać o siebie, że potrzebuję terapii, w nosie to miałam, klapki na oczach i  RATOWAĆ, RATOWAĆ, RATOWAĆ. Jego. Nas.

Wychodzi ciągle do pobliskiego baru, spędza tam właściwie całe dnie i chciałam go stamtąd wyciągnąć. Zadzwoniłam do pracy, zaproponowałam wspólny romantyczny wieczór, taki jak kiedyś. Zgodził się od razu, jasne, zaraz po pracy będzie. Nie wrócił. Zadzwoniłam. Przyszedł tylko po to, żeby powiedzieć, że nie chce ze mną gadać, kolega ma problem, a ja mu zawracam głowę. Popłakałam się. Popatrzył z pogardą i wyszedł. Napisałam mu, że ma się wyprowadzić i przemyśleć co jest dla niego ważne, ja mam dość. Chciał wrócić nad ranem, nie wpuściłam go. Następnego dnia powiedział, że owszem, wyprowadzi się tylko chwilowo nie ma gdzie, więc pozwoliłam mu zostać kilka dni. Był miły i znowu kochany, przez chwilę, potem znowu wychodził, a ja czekałam z kluchą w żołądku i cała roztrzęsiona.

Znalazł mieszkanie, mnie pierwszej je pokazał. Poszliśmy wcześniej na spacer, mówił mi o tym, że potrzebuje czasu, że wszystko się ułoży. Pomieszkamy osobno, będziemy umawiać się na randki, oswoimy ze sobą na nowo. Że nie zapomni o mnie, bo zbyt wiele nas łączy. Ze nie potrafiłby zapomnieć.

W tym momencie trzeba było dać mu kopa na pożegnanie. Ale nie, ja rozpłynęłam się ze szczęścia. Jednak kocha. Tak sobie to wmówiłam, że prawie wydawało mi się, że to powiedział.

Ok, mieszkanie znalazł, ale nie umeblowane, przeprowadzać się nie chciał, teraz wiem, że z lenistwa, ale wtedy myślałam, że nie potrafi się rozstać. Spał dalej w moim domu po imprezach z kumplami. A ja z zapuchniętymi od płaczu oczami przytulałam się do niego cichutko, kiedy zasnął i nie czuł.

Zaczęły do mnie docierać plotki o innej kobiecie, wielu go z nią widywała i donosili. Zapytałam, powiedział, że to koleżanka, że nie mógłby mnie zdradzić. Nie wiem. Moje zidiocenie doszło już do takiego punktu, że można mi wmówić wszystko.

Kiedyś przyszedł do domu wieczorem, było miło, świetnie się całą rodziną bawiliśmy. Byłam szczęśliwa, bo moja córka jest mądrzejsza ode mnie i na nią sztuczki ojca nie działają, nie rozmawia z nim, a wtedy mu odpuściła, było tak jak kiedyś. Dostał wiadomość, wyszedł z domu, ja wpadłam w histerię. Pobiegłam za nim, rozmawiał przez telefon pod blokiem. Zaczęłam krzyczeć, że nie wolno mu z nią rozmawiać, że my jesteśmy jego rodziną, ona go i tak rzuci. Powiedział, że będzie robił co chce, nie moja sprawa. Uciekłam do domu, w głowie milion myśli na raz. Przyszedł za mną, powiedział, że to już koniec. Ja to wiedziałam, zanim powiedział. Poprosiłam go, żeby mnie przytulił ostatni raz, wiem, że to głupie, ale wtedy straciłam godność do reszty i było mi już wszystko jedno co się ze mną stanie. Przytulił, czułam, że niechętnie, ale było mi wszystko jedno. Szepnęłam, okłam mnie ostatni raz, a on mnie pocałował, wstał i bez emocji zaczął zbierać rzeczy potrzebne mu w nowym mieszkaniu. Ja wtedy już nie płakałam, wyłam jak ranne zwierzę, córka siedziała przy mnie i z całych sił mnie przytulała i wrzeszczała do niego, że jest bez serca, ze go nie nawidzi za to co mi robi.

Po dwóch godzinach wrócił, nie wiem po co, położył się na podłodze i zasnął. Nie miałam siły go wyrzucić.

Na drugi dzień przyszedł i powiedział, że nie chce mieszkać sam, że woli z nami, że będzie się starał, zajmie się domem, będzie spędzał z nami czas, pokaże nam, że wszystko się ułoży. I zgodziłabym się na to, gdyby nie moje mądre dziecko, które go wywaliło za drzwi.

Dzisiaj dałam mu kolejną szansę, spokojnie rozmawialiśmy o nas i zgodziłam się, żeby wrócił. Poprosiłam tylko, żeby nie jechał na koncert, żeby był w domu kiedy wrócę z pracy, położymy się razem, obejrzymy film, będzie normalnie. Zgodził się, a po dwóch godzinach zadzwonił, że jedzie, prześpi się u siebie i jutro porozmawiamy. Odpowiedziałam, że już nie ma o czym, że jeśli nie chce ze mną być to po co ciągle wraca. Czym mu zawiniłam, że tak się mści, wraca i dręczy mnie, wiedząc, że już nie potrafię się bronić. Odpowiedział, że potrzebuje czasu, bo sam nie wie czego chce.

Nie łudzę się, że coś jeszcze do mnie czuje. Chce po prostu wrócić do domu w którym są meble, pralka, kucharka i gosposia i życ dalej po swojemu, depcząc po mnie jak po wycieraczce. Nienawidzę go w tej chwili, ale jutro pewnie zadzwoni...

To tylko kilka przykładów na to, jak człowiek potrafi się upodlić, kiedy jest uzależniony od drugiej osoby. Wystarczyło posłuchać mądrych rad przyjaciół, którzy mówili, że to co robię jest chore i nie ma sensu. Albo pójść na terapię i nauczyć się dbać o siebie. Nie zrobiłam tego i teraz siedzę przed kupką tabletek. Nie zjem ich jeszcze dzisiaj, są moim kołem ratunkowym, ale czuję, że zbliża się ta chwila. Nieuchronnie.

Ku przestrodze to napisałam, dla tych, którzy już wiedzą, że miłość się wypaliła, ale ciągle jeszcze widzą iskierkę i mają nadzieję. Nie ma nadziei. Pewnie jest łatwiejszy sposób, żeby to zrozumieć niż mój, znajdźcie go, dla mnie jest już za późno. Ja ciągle kocham. I powoli umieram.

Witaj...

...jest mi... strasznie przykro. Choć pewnie, to nie litości oczekujesz. To najsmutniejszy post, jaki tu przeczytałem. Nie będę radził ani pocieszał, bo czuję, że to będzie niestosowne.

Siły życzę!

3

Odp: Ku przestrodze

Kochana popełniłaś błąd i już to wiesz. Dlatego biegusiem do psychiatry i na terapię. Zobaczysz jeszcze będziesz szczęśliwa !!!

Tabletki spłucz w toalecie, a whisky wypij.

4

Odp: Ku przestrodze

Ogarnij sie może z łaski swojej !!!!

Chora córka ze skłonnościami do autoagresji, a Ty co jej robisz!?!?!?!?!?!
Pozwalasz patrzeć dzieciakowi jak się staczasz?!?!?!!? Dzieciak patrzy jak wyjesz z bólu do księżyca za facetem, który jest chodzącą patologią??!?!?!?! Czy ty jesteś nienormalna?!?!?!?!?

WEŹ SIĘ W GARŚĆ - MASZ DZIECKO !!!

Pozbądz się męża definitywnie i pozwól temu dzieciakowi żyć w spokoju !!!

Współczuję Ci, ale bądź mądra. Jak ten dzieciak się czuje tuląc rozhisteryzowaną matkę i patrząć na popie***lonego ojca?

MUSISZ SIĘ WZIĄĆ W GARŚĆ - ŻYCIE SIĘ NIE KOŃCZY - MASZ DLA KOGO ŻYĆ !!!

5

Odp: Ku przestrodze

Właśnie, wątek córki pominęłam. W czasie jej leczenia bardzo zbliżyłyśmy się do siebie. Jest dla mnie najważniejsza na świecie. Jej dojrzałość ciągle mnie zadziwia. Wiem, że ją ranię, tak jak i siebie, tylko nie potrafię z tej wiedzy skorzystać, mój chory mózg blokuje zdrowy rozsądek i emocje biorą górę.
Było z nią źle psychicznie po chorobie, wspierałam ją z całych sił, zawsze byłam blisko, żeby chociaż potrzymać za rękę, kiedy słowa były zbyt trudne. Był moment, że myślałam już, że nie damy rady, że się podda i wtedy ona powiedziała, że teraz jej kolej, musi być teraz silna dla mnie. Zaczęła bardziej pracować nad sobą, wymyśliła alternatywne zachowania dla swojej autoagresji, przestała się kaleczyć i trzyma nas na powierzchni. Może ja tonę, bo całe siły włożyłam w ratowanie jej i kiedy już tych sił zaczęło brakować i kiedy tak bardzo potrzebowałam wsparcia jej ojca, on nas odrzucił i to była ostatnia kropla. Nie wiem jak z tego wybrnąć, nie widzę sposobu i właściwie już przestałam szukać. Ranię ją i przepraszam. Obiecuję, że skończę ten chory układ z moim mężem a potem przygarniam go z powrotem. I nie potrafię inaczej. Być może moim brakiem zdecydowania ciągnę całą rodzinę na dno myśląc, że ją ratuję. Tyle, że ja już nie chcę chyba ratować siebie, nie mam siły, nie widzę światełka w tunelu. Już niczego nie potrafię poza użalaniem się nad sobą. Pogubiłam się w tym wszystkim. Potrzebuję wsparcia mojego przyjaciela, tylko że on teraz jest moim katem.

6 Ostatnio edytowany przez Kobieta49+ (2013-08-03 08:05:16)

Odp: Ku przestrodze

Szczerze Ci współczuję. Nie patrz wstecz, co było jak widać skończyło się.
To, co piszesz jest smutne, ale ten człowiek nie zasługuje na zły.
Zapraszam na bloga uciekamydoprzodu
Przede wszystkim skorzystaj z pomocy lekarza.

7

Odp: Ku przestrodze
YellowHen napisał/a:

.... Potrzebuję wsparcia mojego przyjaciela, tylko że on teraz jest moim katem.

Sama jesteś swoim katem.

8

Odp: Ku przestrodze
YellowHen napisał/a:

Właśnie, wątek córki pominęłam. W czasie jej leczenia bardzo zbliżyłyśmy się do siebie. Jest dla mnie najważniejsza na świecie. Jej dojrzałość ciągle mnie zadziwia. Wiem, że ją ranię, tak jak i siebie, tylko nie potrafię z tej wiedzy skorzystać, mój chory mózg blokuje zdrowy rozsądek i emocje biorą górę.
Było z nią źle psychicznie po chorobie, wspierałam ją z całych sił, zawsze byłam blisko, żeby chociaż potrzymać za rękę, kiedy słowa były zbyt trudne. Był moment, że myślałam już, że nie damy rady, że się podda i wtedy ona powiedziała, że teraz jej kolej, musi być teraz silna dla mnie. Zaczęła bardziej pracować nad sobą, wymyśliła alternatywne zachowania dla swojej autoagresji, przestała się kaleczyć i trzyma nas na powierzchni. Może ja tonę, bo całe siły włożyłam w ratowanie jej i kiedy już tych sił zaczęło brakować i kiedy tak bardzo potrzebowałam wsparcia jej ojca, on nas odrzucił i to była ostatnia kropla. Nie wiem jak z tego wybrnąć, nie widzę sposobu i właściwie już przestałam szukać. Ranię ją i przepraszam. Obiecuję, że skończę ten chory układ z moim mężem a potem przygarniam go z powrotem. I nie potrafię inaczej. Być może moim brakiem zdecydowania ciągnę całą rodzinę na dno myśląc, że ją ratuję. Tyle, że ja już nie chcę chyba ratować siebie, nie mam siły, nie widzę światełka w tunelu. Już niczego nie potrafię poza użalaniem się nad sobą. Pogubiłam się w tym wszystkim. Potrzebuję wsparcia mojego przyjaciela, tylko że on teraz jest moim katem.

Powiem Ci, że dla dziecka nie ma nic gorszego jak matka która przekonuje, że chce odebrać sobie życie.
Ja miałam wtedy 9 lat, ale pamiętam to dokładnie. Byłam przerażona i podobnie jak Twoja córka na wszelkie sposoby starałam się do tego nie dopuścić.
Pomyśl, masz dla kogo żyć, a żaden ból nie trwa wiecznie. Wygrzebiesz się z tego szamba, nawet gdyby miało to trwać dość długo. A wtedy patrząc wstecz będziesz żałować nawet takich myśli.

9

Odp: Ku przestrodze

Witaj,

Bardzo CI współczuję, ale zgadzam się z przedmówczynią:

Tabletki spłucz w toalecie, a whisky wypij - a później koniecznie po pomoc do psychologa/psychiatry!!!!!!!

Nie będę Ci prawić jak o masz wziąć się za siebie ale opowiem Ci jak to wygląda z drugiem strony osoby którą Ty chcesz skrzywdzić czyli swojego dziecka.

Moja mama też przechodziła depresję, też stwierdziłam że dla niej nie ma już ratunku więc postanowiła się powiesić. Na szczęście ktoś zdążył udaremnić jej ten czyn, później długie miesiące w szpitalu.

Wiesz jak czuję się dziecko które widzi swoją matkę w kaftanie właśnie zdjętą ze sznurka, mogę Cię bliżej uświadomić, jak chcesz to napisz maila.

Jesteś dla niej najważniejszą osobą na tym świecie, ja nie mam taty bo dawno temu zmarł a ona ma ojca palanta który nawet nie wiadomo czy przejął by się jej losem, więc największym darem dla takich dzieci jest matka.

Jeżeli teraz nie masz siły walczyć o swoje życie dla siebie to zrób to DLA NIEJ. Jesteś w pięknym wieku, możesz wszystko poukładać od nowa. Pomyśl ile ludzi młodo umiera bo rak, bo zawał a tak bardzo chcieli by żyć a Ty się chcesz tego pozbawić bo mężuś postanowił szaleć, ba nie tylko swojego życia ale i życia swojego dziecka bo nie wiesz czy ona taką traumę przeżyje. Czy tego wart jest jeden palant, który znudziła się rodzinnym życiem i zaczął szaleć????. Kopnij go w dupę i walczcie o Was dwie cudne kobiety!!!!!

10

Odp: Ku przestrodze

Opisany przez Ciebie przypadek jest strasznie smutny, aż ciężko w to uwierzyć. Piszesz o samobójstwie:/... Zastanów się czy ono będzie rozwiązaniem problemów skoro masz dla kogo żyć, masz przecież córkę !!! Wyrzuć toksycznego męża ze swojego życia i zacznij żyć !!! Dasz radę, 3mam kciuki

11

Odp: Ku przestrodze

Tak bardzo dziękuję Wam za ciepłe i mądre słowa. Pewnie nie raz napiszę coś głupiego co Was zdenerwuje, ale pozwólcie mi, wyrzucenie tego z siebie bardzo pomaga, a przeczytanie później otwiera oczy. Pomaga, bo dzisiaj zasnęłam na kilka godzin bez koszmarów, więc jest nadzieja.
Dziękuję

12

Odp: Ku przestrodze

Tyle nerwów poświęciłaś dla córki, że teraz nie starcza Ci sił na poradzenie sobie ze sobą samą. Wcale Ci się nie dziwię, dlatego koniecznie wybierz się do psychologa. Porozmawiaj. Wyrzuć z siebie w taki sposób, w jaki nie zrobisz tego przy dziecku. Dziecko - Twoja córka zawdzięcza Ci życie, kocha Cię, JESTEŚ DLA NIEJ CAŁYM ŚWIATEM i jeśli zrobiłabyś coś głupiego - runąłby także ten jej świat, które tak długo budowałyście, co kosztowało Was mnóstwo siły i wyrzeczeń.

Ten palant nie jest wart ani chwili zastanowienia, ni jednej łzy. Musisz pomyśleć o sobie i córce, nie zaś pseudoprzyjacielu, który ma Cię głęboko gdzieś i stacza się coraz bardziej na dno.

Złóż pozew.

Dbaj o siebie i swoją córkę. Potrzebujecie siebie nawzajem. Bardzo.

13

Odp: Ku przestrodze

Mówisz "jutro zadzwoni". Pewnie tak - zrobi to.
Ale pytanie co zrobisz Ty?
Nie odbieraj telefonu. Chodźbyś bardzo chciała nie rób tego. Nie pozwól mu psuć Ci ciągle humoru. Pokaż mu, że to naprawdę koniec; pokaż że juz nie ma powrotu.
Zabierz córkę na spacer/ zakupy/obejrzyjcie jakiś film.
Masz w niej bardzo duże wsparcie, pokaż jej, że może być jak dawniej; możecie spędzać miło czas; uśmiechać się.
Masz dla kogo żyć - dla niej. To najcenniejszy skarb jaki mogłaś dostać od życia.

Wyrzuć telefon w kąt i poświęć swój czas córce; zobaczysz, ze moze nie poczujesz sie rewelacyjnie; ale o ciut lepiej; gdy nie spedzisz całego dnia w łóżku płacząc za palantem wink.

14

Odp: Ku przestrodze

YellowHan, zrobiłąś w życiu jeden poważny błąd.Jak sama napisałąś zbudowałąś sobie poczucie bezpieczeństwa i cały świat w oparciu o innego człowieka.Nie można tak zrobić.Musisz wiedzieć, że siłę , tą prawdziwą musisz czerpać z siebie.Dobrze mieć kogoś bliskiego, ale... ludzie odchodzą, zmieniają się , umierają.I wtedy pustka, dno i beznadzieja.Zrobisz wszystko tylko by ta osoba była.Bo chcodzenie na cmentarz i codzienne oglądanie zdięć to to samo.
Masz dziecko, chore dziecko - tak na prawdę jedyną istotę godną Twojego zainteresowania , troski  i miłości.Weź się w garść i pomyśl co zrobisz dziecku.
Moja koleżanka znalazła matkę, która się powiesiła.Ma całkiem skopane życie, emocje i psychę.
Jeśli potrafisz nie być egoistką, jeśli chodzi o męza i zapomnieć o sobie to nie możesz tego zrobić dla dziecka????

15

Odp: Ku przestrodze

YellowHen naprawdę nie jest jeszcze za późno, żeby zmienić swoje życie o 180 st. Pytanie czy chcesz tej zmiany? Jeżeli naprawdę będziesz chciała to siły same się znajdą.

W jakim wieku jest Twoja córka? Myślisz, że w tym wieku jest w stanie opiekować się Tobą? Mam wrażenie, że wasze role się odwróciły, co pewnie nie pozostanie bez wpływu na jej przyszłe życie.

Pomyśl o konsekwencjach swojego obecnego działania. Co się stanie z nią jeżeli połkniesz tabletki?
Jesteś dzieckiem, które teraz krzyczy o pomoc, tyle że Ty już dzieckiem nie jesteś bardzo dawno. Jesteś dorosłą kobietą, która jest w stanie sobie poradzić z problemami sama nie obarczając ich konsekwencjami najbliższych. Jest ciężko i pewnie będzie jeszcze ciężej, ale dasz radę!

16

Odp: Ku przestrodze

Wczoraj spotkałam go na ulicy, powiedziałam cześć i poszłam dalej. Wołał za mną, powiedziałam, że nie mam czasu. Byłam z siebie tak strasznie dumna, że nie dałam się wciągnąć w rozmowę. Chociaż strasznie to dziwne tak go spotkać jak obcego człowieka.
Przyjechała do mnie koleżanka, pogadałyśmy, wypiłyśmy trochę i zadzwoniłam do niego. W środku nocy. Nie odebrał. Jest mi tak strasznie wstyd, po co ja to zrobiłam??? Po co daję mu satysfakcję?
Okłamałam go, że na tydzień przyjeżdża moja mama. Dałam sobie ten czas na ochłonięcie, bo on wtedy nie przyjdzie ze strachu. Postaram się nie odbierać telefonów. Zobaczymy jak sobie dam radę. Trzymajcie kciuki, żebym była mądra i podjęła właściwe decyzje.
A tak z innej beczki, ma ktoś dobry sposób na opuchnięte od płaczu oczy? Ryczę nocami, czasem przez sen i rano wyglądam okropnie.

17

Odp: Ku przestrodze
YellowHen napisał/a:

Wczoraj spotkałam go na ulicy, powiedziałam cześć i poszłam dalej. Wołał za mną, powiedziałam, że nie mam czasu. Byłam z siebie tak strasznie dumna, że nie dałam się wciągnąć w rozmowę. Chociaż strasznie to dziwne tak go spotkać jak obcego człowieka.
Przyjechała do mnie koleżanka, pogadałyśmy, wypiłyśmy trochę i zadzwoniłam do niego. W środku nocy. Nie odebrał. Jest mi tak strasznie wstyd, po co ja to zrobiłam??? Po co daję mu satysfakcję?
Okłamałam go, że na tydzień przyjeżdża moja mama. Dałam sobie ten czas na ochłonięcie, bo on wtedy nie przyjdzie ze strachu. Postaram się nie odbierać telefonów. Zobaczymy jak sobie dam radę. Trzymajcie kciuki, żebym była mądra i podjęła właściwe decyzje.
A tak z innej beczki, ma ktoś dobry sposób na opuchnięte od płaczu oczy? Ryczę nocami, czasem przez sen i rano wyglądam okropnie.

Zacznę od końca. Na powieki połóż ostudzone torebki herbaty expressowej i poleż z nimi z 15 minut. A teraz pomyśl, czy warto przechodzić taką traumę dla nic nie wartego faceta?  Rozumiem, że trochę z sobą byliście, że go kochałaś i pewnie jeszcze kochasz. Ale... bez wzajemności. Więc weź się w garść!  Zajmij się sobą i córką!  Tak jak moi poprzednicy, radzę koniecznie iść do psychologa!  Faceci już tak mają, że w pewnym momencie nudzi im się żona. I głupieją na punkcie jakiejś innej, często młodej cycastej d.... !  Tak było zawsze i napewno będzie. Ale Ty masz JEDNO życie i  córkę! Masz dla kogo żyć!  Zobaczysz, jeszcze wam słońce zaświeci!  Życzę siły, abyś mogła odciąć się od tego koszmaru! I nie płacz po nocach!  Twój organizm jest już pewnie na ostatnich obrotach! Jak zachorujesz, będziesz ciężarem dla córki. Tego chcesz?

18

Odp: Ku przestrodze

Koszmar jaki przechodzisz jest niezrozumiały i niepojety....ale w całym tym obrazie widzę SILNĄ KOBIETĘ! Zobacz jak wiele już wygrałaś- masz mądra, wspaniała corke! I to Ty jej udowodnilas ze warto walczyc o zycie! Zobacz ze Ona teraz tez probuje Ci pomoc wyrzucajac tego czlowieka z waszego zycia! Robi co moze zebys sie nie poddala! Wierze ze jestes na tyle odwazna zeby walczyc i WYGRAC! NIE PODDAWAJ SIE!!!
Rozumiem ze jest Ci chole.....nie zle ale zawsze mozesz tutaj popisac a wiele/lu z nas Cie rozumie i odpisze (sama wiele razy znalazlam tu pocieszenie).....dziesiatki przezyly na wlasnej skorze podobne historie i wygraly wiec i TOBIE NIE WOLNO SIE PODDAC!!!!

19

Odp: Ku przestrodze
YellowHen napisał/a:

Wczoraj spotkałam go na ulicy, powiedziałam cześć i poszłam dalej. Wołał za mną, powiedziałam, że nie mam czasu. Byłam z siebie tak strasznie dumna, że nie dałam się wciągnąć w rozmowę. Chociaż strasznie to dziwne tak go spotkać jak obcego człowieka.
Przyjechała do mnie koleżanka, pogadałyśmy, wypiłyśmy trochę i zadzwoniłam do niego. W środku nocy. Nie odebrał. Jest mi tak strasznie wstyd, po co ja to zrobiłam??? Po co daję mu satysfakcję?
Okłamałam go, że na tydzień przyjeżdża moja mama. Dałam sobie ten czas na ochłonięcie, bo on wtedy nie przyjdzie ze strachu. Postaram się nie odbierać telefonów. Zobaczymy jak sobie dam radę. Trzymajcie kciuki, żebym była mądra i podjęła właściwe decyzje.
A tak z innej beczki, ma ktoś dobry sposób na opuchnięte od płaczu oczy? Ryczę nocami, czasem przez sen i rano wyglądam okropnie.

Noce są pewnie najcięższe wtedy się zwykle wydzwania do nic niewartych chłopów. Wydrukuj sobie swój POST, czytaj go zawsze gdy będziesz miała ochotę do niego dzwonić. Zapisz sobie go w telefonie jako "nie odbierać" - pomaga. Masz koleżankę - to dobrze. Wychodź z nią częściej. Do kina, na drinka. Gdziekolwiek.
Ile masz dokładnie lat? Pracujesz?

20

Odp: Ku przestrodze

jak Ci nie wstyd pisac o samobójstwie kiedy obok piszesz o wspaniałej córce???
albo masz wspaniałą córkę dla której warto żyć, albo się zabijesz, lub odratują Cie i zostaniesz warzywem (bo i tak się zdarza!!!)

optrzytomnij co zrobisz córce jesli popełnisz samobójstwo? zostanie sama! całkiem sama! pójdzie do domu dziecka czy co? hm?

proszę! poczytaj sobie komentarze osób których rodzice odebrali sobie życie, co sie z nimi dzieje, moze to Cie troche oprzytomni i nie bedziesz w przysżłości juz o tym myslała!!!

http://portal.abczdrowie.pl/pytania/jak-zyc-dalej-po-samobojstwie-ojca

i terapia, psychiatra lub psycholog !!! a nie samobójstwo ! zabraniam Ci się zabijać !

21

Odp: Ku przestrodze

Zadzwonił z pracy. Odebrałam, bo w pracy nie pije i nie ćpa tych głupich leków. Pogadać chciał, pożalić się jak mu źle. Rozmawialiśmy ponad godzinę, spokojnie jak kiedyś, o byle czym. Gdzieś w środku ciągle jest ten mój kochany... Jak go wydobyć  z tej skorupy? Egzorcysta chyba by się przydał.
Kocham Was za to co piszecie, pojęcia nie macie ile to dla mnie znaczy i jakie daje wsparcie. Dziękuję

Odp: Ku przestrodze
YellowHen napisał/a:

Zadzwonił z pracy. Odebrałam, bo w pracy nie pije i nie ćpa tych głupich leków. Pogadać chciał, pożalić się jak mu źle. Rozmawialiśmy ponad godzinę, spokojnie jak kiedyś, o byle czym. Gdzieś w środku ciągle jest ten mój kochany... Jak go wydobyć  z tej skorupy? Egzorcysta chyba by się przydał.
Kocham Was za to co piszecie, pojęcia nie macie ile to dla mnie znaczy i jakie daje wsparcie. Dziękuję

Proszę cię nie daj się nabrać zostaw go to już koniec, facet co tyle razy zdradził ma ciebie gdzieś on się nie zmieni trzymam kciuki, ja też prawie się popłakałem czytając twą historię ale masz do jasnej anielki silę i wykaż się, pokaż córce że jesteś matką ona ciebie teraz potrzebuje jak nigdy.

23

Odp: Ku przestrodze

Byłam na terapii i obawiam się, że rozmowa z psychologiem przyniosła trochę inny efekt niż się spodziewałam.
Za rozpad związku trwającego tyle lat nigdy nie ponosi odpowiedzialności tylko jedna osoba. Szukam w sobie winy i znajduję. Jestem egoistką i rozpieszczoną jedynaczką, myślałam, że nad tym panuję, ale cofam się w czasie i robię analizę naszego wspólnego życia. Moje decyzje były najważniejsze, kran w łazience tylko przeze mnie umyty lśnił dostatecznie, parówki na kolację miały być z innego sklepu i nie będę ich jadła. Miałam najwspanialszego męża na świecie i spieprzyłam to sama ot tak. Całe stada takich wspomnień biegają mi po głowie. Kiedy chciał pogadać, ja byłam zmęczona po pracy i znajomi już czekali w grze online. Nie biorę całej winy na siebie, ale miałam duży udział w psuciu tego związku.
Dopóki byłam w domu jakoś to się toczyło, bo on przyzwyczaił się, że tak już po prostu jest. Potem wyjechałam i dałam mu czas na przemyślenie wszystkiego i spróbowanie spokojnego życia bez awantur. No i okazało się, że takie życie mu pasuje i chyba nikt się temu nie dziwi. Ja się nie dziwię.
To co dzieje się teraz po moim powrocie, to rzeczywiście zwykłe niezdecydowanie z jego strony, ale przyznajcie decyzja przed nim niełatwa. Zostawić kobietę z którą przeżyło się tyle lat i ciągle czuje się jeżeli nie miłość to przynajmniej przywiązanie, albo żyć bez niej, bez rodziny, samotnie ale za to spokojnie bez wiecznych pretensji. "Dobre" rady kolegów pewnie nie pomagają tylko jeszcze bardziej komplikują.
Siedzi w knajpie i pije, racja, ale co robię ja? To samo w domu z przyjaciółkami. To znaczy nie piję dużo i nie codziennie, ale ja mam obowiązki w domu, dziecko. On wraca do pustego mieszkania. Nie wierzę, że nie tęskni, powiecie że sobie to wmawiam, może i tak ale znam go, widzę co się z nim dzieje, nie jest z nim dobrze. Też nie je, nie śpi i bierze wszystkie wolne zmiany w pracy, pracuje po 48 godzin na raz. Wygląda jak cień człowieka.
Ok, mamy jeszcze zdradę. I tu też muszę być sprawiedliwa. Kiedyś, dawno temu przechodziliśmy mały kryzys i wtedy znalazł się pocieszyciel, który dodawał mi pewności siebie i dbał o mnie. Różnica tylko w tym, że mąż o pocieszycielu nigdy się dowiedział.
Więc ja ten związek będę ratować dopóki starczy mi sił i dopóki on nie przegna mnie jak psa, i zrobię wszystko, żeby mi zaufał, żeby nie bał się wracać do domu.
I wiem, że to potrwa, że potrzeba czasu i nie raz będę Wam tu jeszcze płakać, ale jeśli nie spróbuję będę żałować do końca życia.

24

Odp: Ku przestrodze

Straszny dzień dzisiaj, nie daję rady. Myślałam, że obwinianie siebie pomoże, nie pomogło...
Nie będę walczyć, nie mam siły, nie dam rady, chciałabym się upić i nie myśleć tak jak on, ale co to da? Wariuję, odbija mi. Widziałam się z nim rano, było kulturalnie tylko tak strasznie smutno, ja ostrożna, żeby nie zepsuć porozumienia kruchego jak bańka, on taki smutny i obcy... Naprawił mi kran i poszedł. Zaproponowałam spotkanie na kawie, powiedział, że jutro, pewnie zapomni, ja będę czekać na telefon.
Chaos w głowie i tysiące myśli. Może powinnam odpuścić, niech robi co chce, wraca kiedy chce, byleby był... Może odciąć się od tego i pozwolić mu odejść, tylko jak????
Robię dzisiaj głupotę za głupotą. Smsy do niego, odpisał raz, że zadzwoni wieczorem, na odczepnego, ale jutro ma wolne więc pewnie jest pijany. Zalogowałam się na czterech portalach randkowych, żeby nie wiem co... klin klinem chyba... na jednym ktoś mnie zaczepił, opamiętałam się, zlikwidowałam konto. W realu wszyscy dzisiaj zajęci. Chciałam na jakimś czacie porozmawiać, ale nie potrafię tak się wtrącić, bo o czym gadać? Siedzę i ryczę, zasmarkałam klawiaturę.
Po co on ciągle mówi o tym czasie do zastanowienia, pół roku mnie nie było, po co mu jeszcze czas? Dobrze wie co zrobi, po co mnie zwodzi? Ratunku, nie dam rady, cała noc przede mną, co ja mam robić??????????

25

Odp: Ku przestrodze

Nic nie ma sensu. Jestem w takim stanie, że nie potrafię myśleć, nie potrafię pracować, pewnie stracę pracę, mam dziecko, ale po co jej taka beznadziejna matka, która na chleb nie zarobi i nie potrafi się ogarnąć. Jak chorągiewka. I nie wiem już, czy boję się zostać bez niego, czy boję się zostać sama. Wracając do domu byłam w kiepskim stanie, lekarz dziecka powiedział, że z nią już jest dobrze, że teraz powinnam się zająć sobą, bardzo potrzebowałam wsparcia, tak na nie liczyłam. Jestem sama, kompletnie sama.

26

Odp: Ku przestrodze

chciałam coś napisać ale nie wiem co. przykro się czyta takie wpisy. nie możesz sie poddawać chocby ze względu na dziecko. Pomysl o córce, jakby dała sobie rade gdyby została sama??? Masz dla kogo żyć!!! Kazdy tutaj przechodzi przez jakies tam swoje piekło i jakos daje sobie rade. ty tez sobie poradzisz. on juz nie jest twoim przyjacielem.

27

Odp: Ku przestrodze
YellowHen napisał/a:

Wystarczyło posłuchać mądrych rad przyjaciół, którzy mówili, że to co robię jest chore i nie ma sensu. Albo pójść na terapię i nauczyć się dbać o siebie. Nie zrobiłam tego i teraz siedzę przed kupką tabletek. Nie zjem ich jeszcze dzisiaj, są moim kołem ratunkowym, ale czuję, że zbliża się ta chwila. Nieuchronnie.

Można wiedzieć jakie tabletki chcesz łyknąć?
Podaj ich nazwę.

28

Odp: Ku przestrodze

Autorko, co u Ciebie? Żyjesz?

29

Odp: Ku przestrodze

Haaalo,

YellowHen jak się masz??

30 Ostatnio edytowany przez alfaalfa (2013-08-17 19:42:03)

Odp: Ku przestrodze
YellowHen napisał/a:

Nic nie ma sensu. Jestem w takim stanie, że nie potrafię myśleć, nie potrafię pracować, pewnie stracę pracę, mam dziecko, ale po co jej taka beznadziejna matka, która na chleb nie zarobi i nie potrafi się ogarnąć. Jak chorągiewka. I nie wiem już, czy boję się zostać bez niego, czy boję się zostać sama. Wracając do domu byłam w kiepskim stanie, lekarz dziecka powiedział, że z nią już jest dobrze, że teraz powinnam się zająć sobą, bardzo potrzebowałam wsparcia, tak na nie liczyłam. Jestem sama, kompletnie sama.

Akurat sama to Ty nigdy nie będziesz - masz córkę. Nie wiem tylko kto tu kogo pielęgnuje.. Wnioskuję po tym, jak napisałaś że jesteś "kompletnie SAMA", że ona dla Ciebie nic nie znaczy, JEJ NIE MA w Twoim życiu..

no tak.. kochasz za bardzo i tylko jedną osobę

Uważasz że to ON jest całym Twoim światem. Bez NIEGO dla Ciebie nic nie jest ważne: ani Ty ani WASZA CÓRKA. Żyjesz wyobrażeniem o nim, idealizujesz każde jego zachowanie i słowo - sama robisz sobie nadzieję i potem wyolbrzymiasz ból jaki Ci zadaje, a to nic innego jak tylko Twoje chore wyobrażenia.. zrozum.

Oprzytomnij kobieto. Jesteś dorosła. Życie nie kończy się na facetach.
Kiedy ostatnio rozmawiałaś z córką?
Czy wiesz jakie ma marzenia, jak chciałaby aby wyglądało Wasze życie?
Jaką wartość dla Ciebie mają jej słowa?
Jaką wartość dla Ciebie ma Ona w ogóle?

Dobrze że chodzisz na terapię.
Szkoda, że choć wiesz co robisz źle - sama na siłę robisz wszystko aby cierpieć. Kiedyś zrozumiesz jak wiele przez to straciłaś.
Współczuję Twojej córce, trzymam jednak za Was kciuki - wszystko: jej i Twoja przyszłość, zależy tylko od Ciebie i od tego co zrobisz. Miłości nie przelicza się na pieniądze.

Pamiętaj że nie jesteś pierwszą ani ostatnią zdradzoną czy porzuconą kobietą.
Ważne abyś zauważyła co możesz zmienić i zaczęła na nowo żyć, razem z córką dacie radę.

Posty [ 31 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024