Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

Temat: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Witam wszystkie forumowiczki i  forumowiczów smile jest to jedyne normalne forum jakie znam, dlatego zdecydowałam się poprosić Was o radę, lub chociaż o obiektywne spojrzenie na moją sytuację... Otóż 2 lata temu w sierpniu poznałam na innym forum chłopaka, szukał dziewczyny, opisywał, że jest bardzo nieszczęśliwy i jak się okazało ma podobny problem w rodzinie. Postanowiłam odpisać i po prostu wesprzeć go na duchu, choć przyznam, że sposób w jaki siebie opisał był ciekawy, dlatego też kalwiatura poszła w ruch smile po kilku wiadomościach na forum przeszliśmy na korespondencję mailową. Marcin (zmieniłam imię) bez ogródek powtarzał, że szuka kogoś kto go zaakceptuje, mam na myśli wygląd. Niestety Marcin ma bardzo duży kompleks z powodu urody, przyczynili się do tego ludzie, którzy wytykali mu jakieś mankamenty w wyglądzie. Co prawda ja również uważam się za brzydką osobę, ale nigdy nie robiłam z tego takiej tragedii, bo nigdy nie byłam dyskryminowana z powodu brzydoty. Wymieniliśmy się zdjęciami - on jest według mnie normalnym chłopakiem, powiedziałabym przeciętnej, średniej urody i mówiłam mu to już na początku. Ja niby jestem według niego ładna, choć sceptycznie odbierm jego słowa... Przypadliśmy sobie do gustu pod względem charakteru i kontynuowaliśmy znajomość. Zdażały się krótsze lub dłuższe przerwy choćby ze względu na jego wyjazdy do Anglii do pracy, ale można powiedzieć, że do dziś mamy jakiś tam kontakt. No właśnie - jakiś tam... Co prawda cały czas przewijały się w naszych rozmowach słowa o spotkaniu, ale minęły 2 lata i nadal nic... Bardzo często się kłócimy. Ja zarzucam mu, że cały czas wmawia mi, że uważam go za brzydką osobę (on naprawdę mi to czasami wmawia), a tak nie jest! Do niego nic nie dociera. Choćbym mówiła mu 100 razy dziennie, że tak nie jest, on i tak nie uwierzy, tamci ludzie go zniszczyli, a ja nie mogę nic zrobić. Marcin podoba mi się, przynajmniej zdjęcia które widziałam dają mi pewność, że jest dla mnie atrakcyjny. Po drugie ciągle doszukuje się w moich słowach tych złych opinii. Wystarczy, że powiem coś na temat jego wyglądu, a on już się obraża i chce kończyć znajomość, potrafi tak przekręcić moje słowa, aby wyszło na jego, że to się w głowie nie mieści... Już nie mam argumentów, pomysłów jak go zapewnić, że ja nie jestem taka jak inni. Ciągle muszę walczyć nie tylko o jego sympatię, ale z nim samym, aby choć trochę uwierzył w to co mówię nie na zasadzie, że nie kłamię, tylko że naprawdę on może się podobać, np mnie... Ale od dłuższego już czasu jest tak, że on się w ogóle prawie do mnie nie odzywa. Przez pół roku był za granicą i o ile wcześniej podczas wyjazdu zawsze się odzywał, tak teraz przez 6 miesięcy napisał sam z siebie raz, 2 tygodnie przed powrotem do Polski... Wcześniej bardzo się pokłóciliśmy zanim wyjechał i obiecałam sobie, że nie odezwę się ani razu, ale tęskniłam za jego głosem, za rozmowami z nim. Dziwnie to zabrzmi, ale tęskniłam po prostu za nim... Wbrew sobie napisałam kilka razy do niego, a on ograniczał się tylko do odpowiedzi, nigdy nie odezwał się ot tak, po prostu. Bolało mnie to i boli do tej pory, bo sytuacja się nie zmianiła. Tydzień temu odezwał się i obiecał, że napisze nazajutrz, ale nie zrobił tego. Czekałam 3 dni i w końcu nie wytrzymałam - napisałam do niego wściekła, że nie tylko on może zostać przez kogoś zraniony i że ja też mam swoje uczucia. Wiem, głupie i dziecinne... Ale czasami czuję, że on się mną bawi. Wczoraj napisał, że jest w szpitalu i nie może pisać. Dodam tylko, że on ciągle trafia do szpitala, ma słabą odporność a do tego ciężko chorował jakiś czas temu. To też zaczyna mnie już męczyć, szpital to jego drugi dom, ale to nie jego wina w końcu... Powoli zaczynam wątpić, czy jestem mu jeszcze w ogóle potrzebna, a jeśli tak, to do czego? Zawsze powtarzał, że jeśli w realu będziemy się tak dogadywać jak teraz, to prędzej czy później zakocha się we mnie. Oczywiście mówił to gdy było między nami dobrze. Po co to mówił? Szybko zaczęło mi na nim zależeć, to ja odnowiłam z nim kontakt gdy na początku naszej znajomości wyjechał do pracy. Polubiłam go, jest dla mnie kimś ważnym. Boję się, że nigdy się nie spotkamy. Oboje mamy problemy w domach, mnóstwo komleksów i oboje myślimy o sobie "jestem brzydki/a", co nie ułatwia życia. Ale wydawało mi się, że jeżeli zależy nam na kimś, to choćby skały srały - przepraszam za wulgaryzm wink to i tak dotrzemy do tej osoby. A ja nie mogę już nawet liczyć na to, że on sam napisze do mnie, bo tego potrzebował. Może jestem głupia, bo narobiłam sobie nadziei, ale nigdy nie spotkałam takiej osoby jak on. Zawsze bałam się, że Marcin będzie mną zawiedziony w rzeczywistości, teraz boję się, że już nawet taka możliwość jest nieaktualna. Nie chcę czekać kolejnych dwóch lat na spotkanie. I co wtedy? Mam żyć ciągłymi wyobrażeniami? Tak się nie da, nie tyle czasu... Jest mi teraz potwornie ciężko, dlatego postanowiłam to opisać tutaj. Przepraszam za wszelkie błędy i chaotyczny styl, ale bardzo potrzebuję Waszej pomocy...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Dodam jeszcze tylko, że ja mam 19 lat, on 23. Planowaliśmy spotkanie w mieście, w którym studiuję, bo tak byłoby nam najłatwiej i najszybciej. Proszę Was o opinię, powiedzcie mi jak to wygląda z Waszej perspektywy? Czy jest sens czekać i robić sobie nadzieje dalej? Ja podchodzę do tego za bardzo emocjonalnie i już nie radzę sobie z tą sytuacją... :(

3

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Jak już miało dojść do spotkania to co się stało, że jednak się nie spotkaliście?

Co musiało by się stać byście mogli się zobaczyć w rzeczywistym świecie?

4 Ostatnio edytowany przez OliviaSim (2013-07-22 16:44:58)

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Przede wszystkim bardzo dziękuję za Twoją odpowiedź :) na początku roku akademickiego planowaliśmy właśnie to spotkanie u mnie w mieszkaniu, które wynajmuję na studiach. Ale okazało się, że Marcin musi wyjechać do Anglii do pracy. Więc odłożyliśmy to na wakacje, ale tak jak wcześniej napisałam, pokłóciliśmy się o coś i prawie zakończyliśmy znajomość. Kłótnia ta nie wynikła z mojej winy. Marcin niby w ramach pomocy kuzynce ustawił sobie status na facebook'u "w związku". To było dla mnie jakbym dostała w twarz... Posądziłam go o to, że kłamał ponad rok i że nigdy mu tego nie wybaczę, a on tłumaczył się, że kuzynkę nękał jakiś koleś i ten status miał go odstraszyć... Już nie wiem co o tym myśleć, boję się że jestem naiwna jak dziecko. Tym bardziej, że nadal nie zmienił statusu... Nie wiem co ma się stać abyśmy się spotkali. Dochodzę do wniosku, że to nigdy nie nastąpi. Wczoraj gdy napisał, że jest w szpiatlu i nie może pisać, uniosłam się dumą i powiedziałam, że skoro to taki wysiłek, to żeby w ogóle nie pisał, bo skoro nie robił tego przez pół roku, to co to dla niego za problem... Jestem głupia i naiwna :( już nie wiem co mam robić. Pierwszy raz tak mnie ta sytuacja boli. Przede wszystkim to, że z dnia na dzień stałam się dla niego piątym kołem u wozu...

5

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Są ludzie, którzy mają problemy, ale są silni i budują sobie szczęśliwą przyszłość.
Są ludzie, którzy mają problemy, są słabi, ale szukają pomocy.
I są ludzie, którzy mają problemy i uwielbiają się w nich taplać.

Do tych ostatnich należy, niestety, Twój przyjaciel. Jest to osoba toksyczna, wysysająca całą energię z tych, którzy chcą pomóc/pokochać/być blisko. Tacy ludzie są szczęśliwi tylko wtedy, kiedy jest im źle, a inni się o nich martwią. Uwaga: byle martwili się z daleka! Ty będziesz go wspierać, pomagać, kochać, tłumaczyć, że nie wszyscy są źli, uczyć go, jak żyć - a co będziesz z tego miała? Nerwy, depresję, wieczną huśtawkę uczuć i poczucie, że jesteś jakąś cholerną mamuśką-terapeutą, a nie kobietą. Koniec takiego "związku" też łatwo przewidzieć - usłyszysz, że nigdy go nie akceptowałaś takim, jaki jest, chciałaś zmieniać, nie czuł się przy Tobie mężczyzną, tłamsiłaś go i dyrygowałaś nim. A rady, które od Ciebie uzyskał, ewentualnie wykorzysta z inną dziewczyną.

Dajże sobie spokój. Dwa lata (!!!) już zmarnowałaś. Gdyby mu zależało, to już byście się miliony razy spotkali. On po prostu potrzebuje paru ludzi, z których będzie czerpał to, co mu potrzebne, a potem ich wyrzuca.

Tacy ludzie mają również skłonności do mitomanii. Ja bym się wcale nie zdziwiła, gdyby nie było żadnej Anglii i żadnego szpitala.

Aha - zastanów się też (sama lub z pomocą psychologa), dlaczego pakujesz się w tak trudne relacje. Być może jest to spowodowane z kolei Twoimi problemami i dopóki nad nimi nie popracujesz, wciąż będziesz trafiać na takich popaprańców emocjonalnych.

Życzę Ci z całego serca rozsądnej decyzji i dużo szczęścia smile

6

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

BabaOsiadła - dziękuję za Twoją odpowiedź, właśnie potrzebowałam takiej rzeczowej opinii. Masz rację, czasami czułam się przy nim nie jak dziewczyna (nie mówiąc już nawet kobieta), tylko jak jakaś niańka. Wiele razy powtarzałam mu, że zachowuje się jak jakiś rozpieszczony bachor, któremu ktoś zabrał zabawkę w piaskownicy i za przeproszeniem z byle gówna robi wielki problem. Ale tłumaczyłam to sobie tak, że ja nigdy nie byłam piętnowana z powodu brzydoty i może dlatego nie do końca potrafię go zrozumieć. Dlatego na każdym kroku jak tylko umiałam, przekonywałam go, że dla mnie jest atrakcyjny i że nie mogę już się doczekać spotkania. Nasza znajomość polegała też na pewnego rodzaju "cenzurze" z mojej strony - milion razy myślałam jak dobrać słowa aby go nie urazić. Czasem się udawało, czasem nie. I miałaś też rację z tym, że pomimo moich starań i naprawdę dobrych chęci często spotykałam się z odrzuceniem, pretensjami i rezygnacją z jego strony. Ja też nie byłam święta, gdy mnie wyprowadzał z równowagi, wściekałam się okropnie i nie trzymałam nerwów na wodzy. Ogólnie jestem spokojną dziewczyną, ale jak coś totalnie mnie zdenerwuje, nie pokazuję, że wszystko jest ok. Czasami może byłam za ostra, albo po prostu on jest tak wrażliwy, że takie odnosiłam wrażenie. Myślałam, że jeśli się w końcu spotkamy, jeśli zobaczy, że zachowuję sie wobec niego fair, że te wszystkie moja słowa nie były kłamstwem, bo przecież zachowanie mówi czasem więcej niż słowa, to uwierzy, że naprawdę mi na nim zależy i że jest dla mnie cholernie ważny. Tego się trzymałam. A teraz już chyba nawet to gdzieś się ulotniło... Nie zrozumcie mnie źle - nie wpakowałam się w to, bo potrzebowałam wrażeń, adrenaliny, czy też może dlatego, że nie umiem stworzyć zdrowych relacji z drugim człowiekiem. Ja po prostu w pewnym momencie zauroczyłam się w tym chłopaku. Nawet jeśli na początku mieliśmy jakieś nieporozumienia, to wydawało mi się to normalne, nie znaliśmy się za dobrze, a poza tym pierwszy raz przeżywałam wirtualną znajomość. Ale z czasem przekonałam się, że potem było tak samo. Nie wiem już co robię źle - a może nie robię nic źle, bo jest tak, jak napisała BabaOsiadła... Biję się z myślami, nie wiem co robić. W tej chwili nie mam z nim kontaktu, czekam na jakiś odzew z jego strony, nie mogę ciągle pierwsza wyciągać do niego ręki. Ale najbardziej boli właśnie to, że tak naprawdę nie zależy mu już na mnie, nie jestem dla niego nikim ważnym, o ile w ogóle kiedyś byłam...

7

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Nie robisz nic źle. Świętego szlag by trafił. Szkoda Twojego czasu, jesteś młodziutka, mądra i fajna, nie obwiniaj się. Mało to fajnych chłopaków dookoła? Nie lepiej normalnie z kimś do kina pójść, kwiatka dostać, buziaka? Za 10 lat będziesz gorzko płakała, że zmarnowałaś najlepsze lata na niańczenie toksyka, zamiast cieszyć się życiem.

8

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

BabaOsiadła - gdyby to było takie proste, to już dawno bym to zrobiła, naprawdę. Problem w tym, że mi ciągle na nim zależy... Piszesz w sposób, który do mnie przemawia, wiem, że masz rację, a ja nadal stoję w miejscu. Nie wiem już co musiałoby się stać abym odpuściła, nie potrafię tak z niego zrezygnować. Owszem, chciałabym wreszcie spotykać się z kimś twarzą w twarz, od dwóch lat jestem sama i przez ten cały czas całą swoją uwagę poświęcałam Marcinowi. Do tej pory tylko z nim wiązałam jakieś plany odnośnie związków, spotykania się, ale jeżeli nadal będę traktowana jak jakaś przeszkoda w jego życiu, to w końcu sama powiem koniec. Nie wiem jak to jest gdy chłopak zabiega o dziewczynę, mój dawny chłopak poznał mnie dzięki naszej koleżance i od słowa do słowa zaczęliśmy się spotykać. O Marcina ja bardziej się staram, a teraz te starania wychodzą mi bokiem. Łudzę się jeszcze, że może się odezwie, coś drgnie, że w końcu dojdzie do spotkania. Jeśli nie zobaczę go w te wakacje, to ja już nie mam siły dłużej tego ciągnąć.

9

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Problem największy jest w tym, że zakochałaś się na poziomie umysłu w swoim iluzorycznym obrazie na temat jego samego. Głos Ci się może jego podobać, zdjęcia i to tylko podkręca te obrazy wyimaginowane w Twojej głowie.

Masz głównie dwa wyjścia:

Spotkać się z nim i sprawdzić jaka jest rzeczywistość i jak to będzie się układać, co jeśli się okaże, że czuje się przy nim źle i w ogóle jest totalnie inny niż w Twoich wyobrażeniach?

Zapomnieć o nim, zająć się czymś innym lub kimś innym, nabierać chłodu emocjonalnego do niego, bo to nie jest prawdziwe uczucie nigdy ze sobą się nie widząc....

Pozdrawiam smile

10

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...
C'omon napisał/a:

Problem największy jest w tym, że zakochałaś się na poziomie umysłu w swoim iluzorycznym obrazie na temat jego samego.

O właśnie, bardzo mądre słowa. Człowiek, na którym Ci zależy, nie istnieje.

11

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Macie rację, nie będę zaprzeczać, że tak nie jest, w końcu nigdy się z nim nie widziałam. Ale zakochanie to za duże słowo, to raczej zauroczenie. Jeśli w ogóle będę miała z nim jakiś kontakt, to dam mu ultimatum tak jak mi poradziłyście - albo spotkanie w TE wakacje, ma czas do końca września, dłużej nie czekam nawet minuty, albo definitywne zakończenie tej znajomości. Nie wiem jaki on jest naprawdę, jak się zachowuje, jakie ma zwyczaje, jakim dokładnie jest człowiekiem. I to właśnie też zaczyna mnie przygniatać, 2 lata kontaktu, a nic nie idzie do przodu. Dłużej już tego nie wytrzymam... Albo wóz albo przewóz. Wolę już żyć w świadomości, że to koniec, nie ma go, niż żyć tylko wyobrażeniami i jakimiś planami, które i tak się nie spełnią. Dziękuję Wam za cenne rady, bardzo mi pomogłyście smile

12

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Trzymaj się dzielnie smile

13

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Dziękuję raz jeszcze za pomoc i wsparcie smile

14 Ostatnio edytowany przez C'omon (2013-07-22 19:10:02)

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...
OliviaSim napisał/a:

Macie rację, nie będę zaprzeczać, że tak nie jest, w końcu nigdy się z nim nie widziałam. Ale zakochanie to za duże słowo, to raczej zauroczenie.

Zauroczenie czy też silne zauroczenie maksymalnie trwa kilka miesięcy nawet naukowcy twierdzą, że około 4 msc, możemy to nagiąć, że u Ciebie trwa dłużej, ale no nie do dwóch lat smile Generalnie nie ma to większego znaczenia, bo jest coś takiego jak zakochanie na poziomie serca i umysłu.... Ty się zakochałaś w obrazach  we własnej głowie idealny "ktoś"  z którym byś chciała być...


Mam nadzieje, że Ci pomogliśmy i zyskałaś pewną świadomość i nie będziesz marnować swego czasu tylko wykorzystasz go produktywnie jeśli coś się nie uda, a nawet jeśli się uda to też go wykorzystaj z nim produktywnie wink


Powodzenia

15 Ostatnio edytowany przez OliviaSim (2013-07-22 19:41:27)

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Ja po prostu narobiłam sobie dużo nadziei, uwierzyłam w jego słowa, zapewnienia. Teraz wiem, że lepiej zachować w takich sytuacjach chłodną głowę, ja tego nie zrobiłam i teraz dzieje się ze mną to, co się dzieje... Na pewno bardzo pomogły mi te rady :) i nawet jeśli wszystko przepadnie, to i tak będę o tę jedną rzecz mądrzejsza. Tak jak powiedziałam, ma czas do końca wakacji, to i tak bardzo dużo czasu, być może aż za dużo, czas pokaże. Spróbuję zająć się sobą, nabrać do tego trochę dystansu, bo inaczej zwariuję...

16

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Dlatego używnie środków komunikacji elektronicznej do rzeczy, do których się ona nie nadaje, nie ma większego sensu. Zresztą to samo odnosi się do siekierki, czy armaty.

17

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Kiedyś przychodziłam przez taką znajomość przez internet. Uwierz mi, najlepiej się spotkać - dopiero wtedy poznajesz człowieka. Takie spotkanie może wiele zmienić.

18

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

najlepiej powiedzieć ze albo się spotkacie albo ta znajomość nie ma sensu. ja już tak trafiłam i zostałam oszukana dlatego jeśli nie chce chłopak się spotkać to cos podejrzanego. ale mogę się tez mylic może on po prostu myśli ze jak się spotkacie to nie będziesz chciała się z nim widywać bo jak twierdzi jest brzydki. obiecaj mu ze to nie wpłynie na Twój stosunek do niego.

19

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Rozmawialiśmy kilka dni temu na ten temat. Doszliśmy do porozumienia, pogodziliśmy się, długo szczerze omawialiśmy to, co się działo przez ostatnie miesiące. Postawiłam mu ultimatum - albo spotykamy się w te wakacje, albo kończymy znajomość, bo ja już tak dłużej nie mogę. Ale mam wątpliwości, czy do tego dojdzie, ponieważ tak jak wcześniej wspomniałam, Marcin jest bardzo chory, obecnie leży w szpitalu, mam kontakt z jego siostrą... Lenkaa22 - trafiłaś w sedno. Gdy powiedziałam, że chcę się spotkać, on odmawiał, bo powiedział, że jest przekonany o tym, że dzień, w którym się zobaczymy będzie naszym ostatnim, ponieważ na pewno odrzucę go przez to jak on wygląda... Nigdy jeszcze nie znałam osoby, która tak nienawidziłaby siebie, swojej twarzy, ciała. Przekonywałam go, że to nie będzie koniec, że będziemy nadal się spotykać, bo uwielbiam go jako człowieka, zależy mi na nim bardzo i nie ukrywałam nigdy, że w oparciu o wysłane zdjęcia, podoba mi się. Jestem dobrej myśli i wiem, że jeśli Marcin okaże się tym człowiekiem za jakiego go mam, to może być tylko lepiej. A wygląd nie ma tu nic do rzeczy, bo on jest dla mnie atrakcyjny. Mimo wszystko on dalej mówił o tym, że nie chce spotkania, bo wie, że ja też go zostawię jak inni, ale ja się uparłam. Jeżeli jego stan się poprawi, a naprawdę nie jest dobrze, to będę się starać ściągnać go do siebie. Wierzę, że uda mu się najpierw pokonać chorobę, a potem przyjechać do mnie i wtedy przekona się, że zawsze mówiłam mu prawdę gdy mówiłam o jego wyglądzie i nie będzie znowu musiał przeżywać tego samego co kiedyś...

20

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Przez przypadek otarłem się o forum oraz ten temat i musiałem założyć konto. Na wstępie witam wszystkich jako nowy użytkownik:) Domyślam się co czujesz, też poznałem fajną dziewczynę która jak się okazało ma kompleksy podobne do moich. Niestety już nie rozmawiamy ze sobą, bardzo jej przeszkadzało że chciałem się spotkać po trzech miesiącach "znajomości". No i przeszkadzało jej że chciałem z nią rozmawiać, a właściwie to smsować bo telefony odbierała tylko czasami. Trochę mnie to zaniepokoiło więc poszukałem wypowiedzi ludzi którzy właśnie szukali drugich połówek przez internet i właśnie tego typu zachowanie jest bardzo częste. Nie wiem z czego to wynika ale musisz pamiętać że nigdy nie możesz być pewna kto jest po drugiej stronie monitora/telefonu. Wracając do mojej historii, raz się spotkaliśmy i faktycznie była tą osobą za którą sie podawała ale nie wiadomo o co jej chodziło. Szkoda Cie bo widać że jesteś fajną dziewczyną której zależy na innych. Jeżeli On będzie coś kręcił to wyobraź sobie związek z takim człowiekiem którego musisz błagać o spotkanie raz na dwa lata. Według mnie to On coś kręci i daj sobie z nim spokój. Jest wiele fajnych facetów, a z tego co mogę wywnioskować czytając twój tekst jesteś naprawdę wartościową dziewczyną:) Trzymaj sie.

21

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Witaj Spenc :) dziękuję za Twoją odpowiedź, dobrze jest przeczytać wpis osoby, która jest, lub była w podobnej sytuacji. Odnośnie Twojej znajomości - mnie osobiście dziwi to, że Twoja koleżanka nie chciała pisać smsów czy rozmawiać przez telefon. Dla mnie w przypadku takiej internetowej znajomości rozmowa telefoniczna jest najbliższą formą kontaku. Zawsze lubiłam rozmawiać z Marcinem, nigdy nie brakowało nam tematów, a do tego uwielbiam jego głos ;) myślę, że Twoja koleżanka nie do końca miała do Ciebie taki stosunek jak Ty do niej, dla Ciebie była to pewnie ważna znajomość, którą chciałeś kontynuować i rozwijać, ona jednak niekoniecznie. Tak jak sam powiedziałeś, nie wiesz o co jej chodziło, dam sobie rękę uciąć, że ta dziewczyna sama nie wiedziała czego chce. Może to i lepiej, masz na swoim koncie nowe doświadczenie, wiesz czego unikać i jak się zachować w takich przypadkach. Jeśli jeszcze kiedyś poznasz kogoś przez neta na pewno nabierzesz do tego dystansu. Albo najlepiej po jednym takim zawodzie skupić się na poznaniu kogoś w bezpośredni sposób, czego Ci życzę :) wiem, że nie można być pewnym kogoś, kogo się nie widziało, w tym momencie pewnie wyjdę na głupią naiwniarę, ale w tym momencie ufam mu całkowicie. Jestem do jego dyspozycji o każdej porze dnia i nocy, może liczyć na smsa, telefon... Teraz jest w szpitalu i martwię się o niego okropnie. Nie mogę przyjechać, posiedzieć przy nim, nie mogę nic. Do tej pory spotkałam dwóch palantów, dla jednego byłam pocieszycielką, a drugiemu chodziło o jedno, wiadomo o co. On był inny. Wiadomo, nie spotkaliśmy się, ale i tak różnił się od tamtych chłopaków. Nie sądziłam, że tak to się potoczy. Mimo wszystko nadal czekam na niego, na to spotkanie. Nie wiem kiedy i czy w ogóle nam się uda, ale modlę się o to, aby wyzdrowiał i abym go zobaczyła...

22

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Na początku też mieliśmy multum tematów do rozmowy, potrafiliśmy rozmawiać przez całą noc. Tylko w pewnym momencie coś pękło i się skończyło. Teraz już wiem dokładnie jak się czujesz, miałem, a właściwie to cały czas sie mnie to trzyma, że o każdej chwili dnia i nocy wyczekiwałem na chociaż jakieś słówko od niej, nawet byłem gotowy wsiąść w samochód i jechać do niej te 70km. W pewnym momencie uświadomiłem sobie że nie mogę robić z siebie jakiegoś głupka którego można olewać i skończyłem z tym. Teraz trochę cierpię ale lepsze to niż tkwienie w tak toksycznej znajomości. Może za bardzo chciałem jej pomóc, może za bardzo mi zależało, nie wiem ale pewne jest to że trzeba pamiętać o sobie i własnej wartości. Mam nadzieję że szystko ułoży się ku Twojej myśli i będziesz szczęśliwa:)

23 Ostatnio edytowany przez OliviaSim (2013-08-01 19:24:33)

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Jak ja bym chciała aby dzieliło nas "tylko" te 70 km... Między nami jest różnica setek kilometrów, mieszkamy w innych województwach. Gdyby nie taka różnica w odległości, wsiadłabym w autobus i pojechała do jego miasta, szukała szpitala i odwiedziła go, nawet jeśli tym samym miałabym zrobić z siebie kretynkę. Wpadłam, naprawdę wpadłam. Nie zakochałam się, myślę, że zakochanie przez internet czy telefon jest abstrakcyjne, ale na pewno się zauroczyłam. Ale muszę doprowadzić to do końca, dopóki ta znajomość jeszcze trwa, ja na pewno nie zrezygnuję z niego, ze spotkania, bo ten chłopak jest dla mnie za bardzo ważny, aby zrobić taki krok. Dziękuję Spenc za wsparcie, bo czuję się naprawdę koszmarnie...

24

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

hej. jeszcze tu zagladasz czy juz nie? mialam ten sam problem i powiem ci że jak sie uparlam to te setki km to pikuś... naprawde. tylko nie wiem ile o nim informacji znasz.. znasz nazwisko adres coś co ulatwi ci go znaleźć? powiem ci tak... mnie dzielilo z Nim tez setki km a dokładnie 2 krańce polski. nie ejstes glupia bo ja tez sie w nim przez neta zakochalam i rok tylko pierw pisalismy ale powiedzialam sobie 'dość!' mimo problemow a bylo mnostwo pojechalam do niego, mimo że-zdziwisz sie ale tak bylo- on nie chcial tego spotkania. pierw przez ten rok mowil ze chce a jak co do czego to juz wycofywal sie. powiedzialam wtedy ze juz zaplacilam za dojazd, za nocleg itp i w sumie czy chce czy nie ja jade. pojechalam i... niestety dopelnilo sie moje zakochanie tylko. mowil potem ze nie chcial tego pierwszego spotkania bo wiedzial ze by za bardzo potem tesknil bo net to jednak net a jak juz sie uzupelni ta postac realnym potkaniem to koniec. wiec twoja decyzja jak postapisz ale uwiez mi nie popelniaj tego bledu. jestem w nim zakochana w cholere, widzimy sie przez odleglosc malo-pierw bylo co pol roku potem czesciej co 2 miesiace a jest po prostu okropnie bo tesknie codziennie. nie jest idealem, jest egoistą, nie mial ziewczyny nigdy, nie patrzy az tak powaznie na mnie przez odleglosc bo uwaza ze nic z nia zrobic nie moze... okropne to jest

25

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Bardzo długo tu nie zaglądałam, ale chcę napisać jak moja historia się zakończyła, aby inne dziewczyny, które przeżywają być może to samo co mnie się przydarzyło, były mądrzejsze ode mnie. Ja dopiero teraz zmądrzałam, ale zapłaciłam za to ogromną cenę.
Chłopak, z którym pisałam przez równe 2 lata, oszukiwał mnie przez ten cały czas. Nie był chory, miał także dziewczynę. Jak się tego dowiedziałam? Napisałam na facebooku do jednej z jego znajomych, jak się okazało to była jego kuzynka i rozwiała wszystkie moje wątpliwości. Dodam tylko, że na portalu się maskował i nie mogłam niczego podejrzewać. Zerwałam z nim kontakt, uwolniłam się od niego i dopiero teraz zaczynam naprawdę żyć jak człowiek, a nie jak osoba, która tkwi w jakiejś chorej, toksycznej relacji. Dlatego uprzedzam Was dziewczyny, jeśli facet nie chce się spotkać tyle czasu, to znaczy, że coś jest nie tak. I wcale nie chodzi mi o to, aby go szantażować, że albo spotkanie, albo koniec, tylko jak odmówi nam jeden raz, drugi, trzeci, to po prostu kopnąć go w tyłek i zająć się swoim życiem, a nie uganiać się za debilem 2 lata jak ja. Jak facet będzie chciał Cię poznać, to sam zaproponuje spotkanie po kilku dniach pisania, a jak będzie takim kłamcą jak ten "mój", to i tak będzie kręcił i nigdy nie zgodzi się na spotkanie. Piszesz miesiąc, góra dwa i koniec, nie można dawać się tak omamić jak ja. Ja byłam głupia, zaślepiona, facet mówił mi to, co chciałam, a ja w to wszystko wierzyłam. Teraz jest mi po prostu wstyd, nie mogę sobie wybaczyć, że tyle czasu ktoś robił ze mnie idotkę... Przeżyłam to po swojemu, odchorowałam te wszystkie miesiące i już nie oglądam się za siebie. Nie warto, tacy ludzie nie zasługują aby nawet przez chwilę o nich pomyśleć. Pozdrawiam!

26

Odp: Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...
BabaOsiadła napisał/a:

Ja bym się wcale nie zdziwiła, gdyby nie było żadnej Anglii i żadnego szpitala.

OliviaSim napisał/a:

oszukiwał mnie przez ten cały czas. Nie był chory

Jednak sad No nic, ważne, że masz to za sobą.

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » Znam go 2 lata, a nie spotkałam się z nim do tej pory...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024