Do zadania tego pytania skłoniły mnie reakcje naszych znajomych.
Otóż kiedy w zeszłym roku wybieraliśmy się z narzeczonym pod namiot na Węgry myśleliśmy o wyjeździe jakąś większą grupą. Pytaliśmy naszych znajomych i większość z nich patrzyło na nas jak na jakichś dziwaków. Spotkaliśmy się z pytaniami w stylu: "A nie można by było jak normalni ludzie nocować w hotelu?" W końcu na wyjazd z nami zdecydował się tylko jeden kolega. Wyjazd udał się świetnie, kemping czyściutki, noce tak ciepłe, że ani razu nie zapieliśmy śpiworów. Kiedy opowiadaliśmy o wyjeździe spotykaliśmy się z lekkim niedowierzaniem.
W tym roku już nie bawiliśmy się w poszukiwanie towarzystwa. Po pierwsze dlatego, że była to spontaniczna decyzja (w niedzielę wpadliśmy na pomysł, a we wtorek już wyjeżdżaliśmy), ale również dlatego ze uznaliśmy, że nie ma to sensu. Kiedy powiedzieliśmy, że wyjeżdżamy na Litwę i będziemy nocować pod namiotem rodzina i znajomi byli już nie tylko lekko zdziwieni. Pytano nas czy "po ostatnim razie nam się nie odechciało". Byliśmy zdziwieni bo przecież wszem i wobec opowiadaliśmy jak nam się podobało. Co usłyszeliśmy? "No bo my myśleliśmy, że wy tak tylko mówicie, żeby nie przyznać się do głupiej decyzji". Ten wyjazd również bardzo nam się udał. Po obdzwonieniu wszystkich z informacją, że wróciliśmy, żyjemy i jesteśmy bardzo zadowoleni pozostało wrażenie, że zostaliśmy oficjalnie uznani za dziwaków.
Czy to rzeczywiście takie dziwne, że uważamy spanie pod namiotem za fajne? Daje sporą wolność można łatwo i szybko przenieść się w inne miejsce. W razie braku kempingu można rozbić się "gdziekolwiek". Nie jest się uzależnionym od wolnych miejsc w hotelu, czy pensjonacie. Nie ukrywam, że ważna jest też kwestia finansowa - nie da się taniej załatwić noclegu. W końcu 20 - 30 lat temu był to bardzo popularny sposób spędzania wakacji szczególnie wśród młodych ludzi.
Co wy o tym myślicie? Czy ktoś jeszcze uważa wyjazd pod namiot za ciekawe spędzenie czasu? A może tak jak nasi znajomi uważacie to za dziwactwo?