Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 57 ]

Temat: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Cześć wszystkim,
Mam na imię Sonia i mam 29 lat, mój mąż jest w tym samym wieku i jesteśmy ze sobą już bardzo długo. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Zwlekaliśmy z dziećmi długo, po prostu dlatego że chcieliśmy się wyszaleć. Cały ten okres w życiu wspominam bardzo miło. Jakiś czas temu postanowiliśmy jednak, ze jak się coś trafi to będzie super, bo najwyższy czas na dzieci. Odstawiłam tabletki i nie miałam okresu przez prawie 20 dni. Zrobiliśmy test ciążowy i wynik pokazał negatywny. Jak dalej nie miałam okresu, mąż ponaglał mnie abym poszła do swojej lekarki, aby zobaczyła co i jak. Tak też zrobiłam, to było 4 lipca. Zrobiła mi USG i okazało się że jestem w ciąży 6 tydzień. Pojechałam do męża do pracy i mu powiedziałam, był przeszczęśliwy. Lekarka powiedziała mi że do 8 tygodnia powinnam obowiązkowo jeszcze raz dokładne USG zrobić, aby sprawdzić czy nie ma wad płodu. Niestety jej nie będzie bo wyjeżdża za granicę na urlop, ale od razu zadzwoniła do jednej przychodni do jakiegoś kolegi, który miał to wykonać za darmo. Termin był ustalony na ostatni piątek. Ucieszyłam się, bo Tomek (mąż) mógł wtedy ze mną iść. Wszystko było fajnie dopóki nie weszliśmy do gabinetu. Był tam lekarz z którym byłam umówiona. Przedstawiliśmy się, zrobił ze mną krótki wywiad, pamiętał o rekomendacji, jaką dostałam od swojej lekarki. Przeprosił nas na chwilę, powiedział mi abym się przygotowała i że zaraz wróci. Wyszedł szybko i już zgłupiałam bo nie wiedziałam jak mam się przygotować. Minęły może dwie minuty i lekarz wszedł z 3 osobami. Powiedział że badaniu będą się przyglądać trzech stażystów. Po czym zwrócił się do Tomka, bardzo proszę aby Pan wyszedł. Tomek zdziwiony zapytał się dlaczego, na co on, że Pana żona będzie się krępować bo to usg jest podobne do ginekologicznego. Odpowiedź Tomka była szybka. "Czy moja żona jest królikiem doświadczalnym? Ja mam wyjść a oni nie? On do nas, "Takie zasady u nas panują w przychodni". Tomek do mnie wtedy powiedział, że dlaczego mu nie powiedziałam, że to badanie jest dopochwowe, znalazłby mi kobietę lekarza a nie jakiś napaleńców. Zdębiałam. Otworzył drzwi i powiedział wychodzisz ze mną czy zostajesz tutaj? Wzięłam torebkę czerwona jak rak i wyszłam, nawet się nie pożegnałam. Ludzie w przychodni się gapili na nas, a Tomek na całą przychodnie zaczął wrzeszczeć, że zboczeńcy tu pracują itp.
Wiem o tym, ze ten lekarz powinien mnie się zapytać czy w ogóle się zgadzam na badanie przy osobach trzecich, mnie się powinien zapytać czy chcę aby mój mąż był lub nie, bo akurat tego chciałam. Nie wiedziałam tylko, że on będzie zazdrosny o lekarza. Jak potem w spokoju chciałam z nim porozmawiać to powiedział mi, że nie po to przysięgałam mu wierność w małżeństwie, aby mnie obcy faceci dotykali. Że nie będzie mówił że deszcz pada jak ktoś mu w twarz pluje, że czuł się jak śmieć. Dwie godziny później powiedział mi, że na jutro czyli sobotę załatwił mi to USG ale u kobiety i czy się zgadzam na to. powiedziałam że tak, bo najważniejsze w końcu jest dziecko. Poszliśmy tam razem, badanie przeprowadziła kobieta, wszystko w porządku. Rachunek 300 zł. Po USG mąż powiedział mi że może zapłacić nawet 3000 zł aby badała mnie kobieta a nie facet.

I co ja mam teraz zrobić? Widziałam jak mężowi weszło to do głowy jak go ten lekarz wyprosił, ale czy nie przesadził trochę? Jak ja teraz swojej lekarce popatrzę w oczy jak ona na pewno się dowie, jakie tam cyrki były. Zawsze miałam swobodę w małżeństwie, mogłam robić co tylko chciałam, oczywiście zazdrosny zawsze trochę był ale do smaku. Pierwszy raz zaingerował tak dosadnie. Jak z nim porozmawiać na ten temat?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Kurczę, faktycznie wstydu ci narobił. A do tej pory nigdy nie rozmawialiście na temat badania przez mężczyznę? Przecież bardzo często ginekologami są mężczyźni. Nigdy nie powiedział ci że nie chce abyś była kiedykolwiek badana przez mężczyznę? Jego reakcja pewnie była związana z zaskoczeniem, że to badanie dopochwowe i że został wyproszony. Powinnaś mu powiedzieć jak to badanie będzie wyglądało. Swoją drogą jego podejście jest dość staroświeckie, ale rozumiem, że chce mieć wyłączność jako mężczyzna do dotykania cię w intymnych miejscach, ale zapytaj go co zrobi, gdybyś kiedyś musiała być operowana przez mężczyznę ginekologa. Ginekologia operacyjną najczęściej zajmują się mężczyźni, więc możesz nie mieć wyboru.

3

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Ja sama nie wiedziałam czy to będzie dopochwowo czy przez brzuch. Nigdy nie mieliśmy takiej rozmowy na temat lekarzy, może dlatego, że ja zawsze chodziłam do kobiety? Spróbuję z nim porozmawiać bo oboje dzisiaj jesteśmy w domu, o co naprawdę mu chodzi. Ale wydaje mi się, że ten lekarz zachował się niestosownie.

4 Ostatnio edytowany przez nocnalampka (2013-07-15 12:08:24)

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Kilka spraw poruszyłaś, więc po kolei.

Badanie przez lekarza-mężczyznę - to pozostawiam Twojej ocenie, na ile reakcja Twojego męża była słuszna i adekwatna. Mamy tu przypadek na forum jednego pana, dla którego w kwestiach zdrowia żony najważniejsze jest, aby nie badał jej mężczyzna... i upiera się, że to zdrowe, słuszne i właściwe. Ale tu to sama musisz sobie odpowiedzieć, czy faktycznie taki "rygor medyczny" Ci odpowiada. No ale niezależnie czy uznasz, że reakcja męża była mało kulturalna i przesadzona, czy właściwa, to pozostają dwie kwestie:

Badanie w obecności stażystów/studentów: tu lekarz karygodnie się zachował. Ponieważ nawet jeśli takie są przyjęte zwyczaje w tym miejscu, to powinnaś być o tym poinformowana PRZED badaniem, a nawet wizytą, a nie stawiana przed faktem dokonanym. Inna sprawa, że lokalne zwyczaje, lokalnymi zwyczajami, ale Ty, jako pacjent, przy każdej procedurze medycznej zwyczajnie masz prawo żądać, aby z personelu medycznego były obecne jedynie te osoby, których obecność jest absolutnie konieczna i uzasadniona. Możesz też kategorycznie nie zgodzić się na obecność studentów!

Wyproszenie męża z gabinetu: tu też lekarz nie miał prawa nawet czegoś takiego zasugerować. Raczej dla większości lekarzy jest chyba oczywiste, że skoro kobieta przychodzi na badanie (szczególnie jak jest to ciążowe USG) z mężem, to życzy sobie jego obecności - dla pewności może lekarz zapytać czy pani życzy sobie aby pan był obecny przy badaniu. I tylko tyle! Zgodnie z prawami pacjenta to jest żadna łaska lekarza, że towarzyszy Ci przy udzielaniu świadczeń medycznych bliska osoba. Twoje prawo do tego może ograniczyć jedynie prawo do poszanowania intymności innego pacjenta (czyli np ograniczenia prawa odwiedzin w szpitalu w sali wieloosobowej, czy niemożność porodu rodzinnego na kilkustanowiskowym bloku porodowym), lub istotne względy  medyczne (np. bliskich nie wpuszczą na sale operacyjną, czy reanimacyjną) - ale przy rutynowej wizycie lekarskiej nie wchodzą w grę ani jedne, ani drugie! Dlatego to była kolejna karygodna zagrywka lekarza. Masz pełne prawo nie tylko do obecności męża, ale i do tego, aby za Twoją zgodą były mu udzielane wszelkie informacje na temat Twojego stanu zdrowia, udostępniana dokumentacja medyczna itp.

Reasumując - ja bym w pierwszej kolejności nieco ucywilizowała męża, wyjaśniając, że ginekolog, to akurat nie "zboczeniec" a lekarz. Szczególnie, że jesteś w ciąży. Czasem dla utrzymania zdrowej ciąży konieczny jest pobyt w szpitalu, wizyty u lekarzy innych, niż prowadzący (często z zalecenia prowadzącego) itp. I nikt nie zagwarantuje Ci, że będą Cię badać same kobiety. Szczególnie, że większość specjalistów wysokiej klasy, czy ordynatorów to i w tej dziedzinie medycyny faceci. I co wtedy? Twój mąż z racji np pobytu w szpitalu gdzie będzie Cię prowadził lekarz będzie Cię traktować jako taką, która z radością dupę połowie miasta pokazuje? Jak dla mnie ta sprawa powinna być dla Ciebie priorytetem, zanim nie urośnie to do katastrofalnych rozmiarów.
Natomiast tematu lekarza bym nie zostawiła. Zachował się nieprofesjonalnie i przekroczył swoje kompetencje decydując za Ciebie kto ma prawo być w trakcie badania, a kto nie. Naruszył kilka z Twoich praw jako pacjenta i to bym zgłosiła - zarówno do dyrekcji placówki, jak i do Rzecznika Praw Pacjenta.

5

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Jeżeli chodzi o badanie w obecności studentów, na pewno nie zgodziłabym się, ponieważ nie uważam, że na kimś muszą się uczyć. Oczywiście na kimś muszą, ale dlaczego na mnie. Niech się uczą na osobach, którym nie zależy. Lekarz zachował się źle, i mężowi już to przeszło przez myśl aby gdzieś zgłosić, ja go jednak uspokajałam, bo tak naprawdę, do żadnego badania nie doszło.
Tomek powiedział mi że zapłaci ile tylko będzie trzeba jeżeli będzie wybór między kobietą a mężczyzną. Nie byłam nigdy tak badana przez mężczyznę, bo wolałam iść do kobiety z naturalnego powodu. Może on zawsze był zazdrosny tylko wcześniej nie było powodu i nie wychodziło to z niego?

6

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Rozmawiałam z mężem i troszkę jestem wstrząśnięta sad On traktuje badanie ginekologiczne wykonywane przez faceta na równi ze zdradą sad Żaden argument nie trafiał do niego, i czekał tylko na to abym mu obiecała, że dobrowolnie nie wybiorę faceta za lekarza. Widać, że nie chce o tym gadać i zaraz zmienia temat. Czy ktoś mnie oświeci czym on może się kierować?

7

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Prawdopodobnie nie może znieść myśli, że inny mężczyzna dotykałby cię w miejscach intymnych. Facetów ciężko nieraz zrozumieć. Niby tacy racjonalni, nie emocjonalni ( w przeciwieństwie do nas, kobiet) a czasem wyskakują z takimi głupotami, że aż ręce opadają. Z tą zdradą to rzeczywiście przesadza. Pewnie w głowie mu się nie mieści, że facet - ginekolog dotyka kobiety bez żadnych podtekstów erotycznych. Nie pozostaje ci nic innego jak potraktować to jako jego dziwactwo i przejść nad tym do porządku dziennego o ile nie wyskoczy znowu kiedyś z kolejna sceną zazdrości w innej sytuacji, bo mu się np. nie spodoba twój szef.

8 Ostatnio edytowany przez nocnalampka (2013-07-15 13:27:15)

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

No to masz problem...
A co planuje Twój mąż, jeśli nie będzie wyboru kto ma dokonać badania? Często w ciąży takiego wyboru nie ma. A w szpitalu, to już zupełnie...
Tak z ciekawości zapytam - a co z innymi lekarzami? Powiem Ci, że otropeda (który nota bene dwa razy mnie operował - razem z innym lekarzem, też facetem, a na stole operacyjnym to trzeba nawet bez własnych majtek być...), to mi każe spodnie zdejmować, a neurolog to koszule, a czasem to nawet stanik karze rozpiąć - wprawdzie zdejmować nie trzeba, a on tylko plecami "się zajmuje", ale cholera wie, czy to też nie jakieś zboczenie. A taka położna, to niby kobieta, ale biust trzeba jej pokazać i to nie tylko pokazać, ale i pozwolić dotknąć... No a rehabilitanci to też potrafią człowieka w sposób najmniej niestosowny na tym swoim stole poukładać...  Można naprawdę takim patrzeniem z każdego związanego ze służbą medyczną niezłego zboczucha zrobić. Nie uważasz?

9 Ostatnio edytowany przez Igriana (2013-07-15 13:26:26)

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Nie wiem, ale myślę, że Twój mąż jest głupi.
Osłabiają mnie takie tematy, poważnie... Aż chciałoby się wierzyć, że ktoś sobie jaja robi, bo nie wierzę, że ktoś może mieć naprawdę takie poglądy i że kobieta chce się temu podporządkować sad
Sonia, wybieraj lekarzy ze względu na kompetencje i dobre opinie, a nie ze względu na płęć. Nie zwracaj uwagi na jakieś dziwne akcje odstawiane przez męża. To nie zdrada, tylko zwyczajne badanie lekarskie. Badaj się tam gdzie chcesz.
Btw możliwe, że przy porodzie będzie asystował lekarz, ojojojoj, jak Twój mężunio to zniesie ; ) Oby nie wywlókł Cię ze szpitala w trakcie porodu.
Twardo zostań przy swoim zdaniu i dosadnie powiedz mężowi, co o tym myślisz. I miej gdzieś jego dziwactwa, liczy się Twoje dobro i Twoje zdrowie.

Ano właśnie, przy niejednym lekarzu trzeba się rozebrać. U endokrynolożki też musiałam, i a kto wie, czy to nie była lesbijka ; ) I na prześwietleniu klatki piersiowej też trzeba zdjąć górę. Spytaj męża, czy nie boi się, że będzie Cię badać lesbijka i czy w związku z tym nie powinien Ci zupełnie zakazać wizyt lekarskich ; )

10

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Niby tak. Mnie się jednak wydaje, że on szoku doznał podczas tej wizyty którą opisywałam i honorem się uniósł. Jeżeli chodzi o innych lekarzy to nie miałam nigdy okazji rozbierać się u nich. 3 razy miałam nawet EKG i stanika nie ściągałam. Dobrze może jakby jakiś facet mi napisał, może wy to bardziej rozumiecie, bo ja niestety nie. Najgorsze, że on o tym nie chce rozmawiać.

11

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
Igriana napisał/a:

Nie wiem, ale myślę, że Twój mąż jest głupi.
Osłabiają mnie takie tematy, poważnie... Aż chciałoby się wierzyć, że ktoś sobie jaja robi, bo nie wierzę, że ktoś może mieć naprawdę takie poglądy i że kobieta chce się temu podporządkować sad
Sonia, wybieraj lekarzy ze względu na kompetencje i dobre opinie, a nie ze względu na płęć. Nie zwracaj uwagi na jakieś dziwne akcje odstawiane przez męża. To nie zdrada, tylko zwyczajne badanie lekarskie. Badaj się tam gdzie chcesz.
Btw możliwe, że przy porodzie będzie asystował lekarz, ojojojoj, jak Twój mężunio to zniesie ; ) Oby nie wywlókł Cię ze szpitala w trakcie porodu.
Twardo zostań przy swoim zdaniu i dosadnie powiedz mężowi, co o tym myślisz. I miej gdzieś jego dziwactwa, liczy się Twoje dobro i Twoje zdrowie.

Ano właśnie, przy niejednym lekarzu trzeba się rozebrać. U endokrynolożki też musiałam, i a kto wie, czy to nie była lesbijka ; ) I na prześwietleniu klatki piersiowej też trzeba zdjąć górę. Spytaj męża, czy nie boi się, że będzie Cię badać lesbijka i czy w związku z tym nie powinien Ci zupełnie zakazać wizyt lekarskich ; )

Już tak bym nie przesadzała :-) On się tego ginekologa uczepił. Akurat chyba jest mu na rękę, że wolę kobietę lekarza, więc nie było wcześniej o tym gadki. Ale to aż dziwne, 12 lat w związku i nie wyszło nic wcześniej takiego. Poród jeszcze daleko, ale pewnie będzie identycznie jak z moją siostrą, od razu dostanę skierowanie na cesarkę, bo u nas rodzinne jest że nasze biodra są zbyt wąskie. Nie sądzę też, aby mój mąż robił jakieś wąty jeżeli będzie poród, on taki nie jest. Ale mimo to chodzi za mną i nurtuje mnie dlaczego on jest zazdrosny.

12

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

To co ma zrobić Sonia83 waszym zdaniem? Wziąć rozwód?  Teraz to już "po jabłkach" bo takiego ma męża, na dodatek jest z nim w ciąży. Może jedynie mieć nadzieję, że jak będzie z nią przy porodzie i jest wielce prawdopodobne, że poród będzie odbierał facet, to jak zobaczy, że nie ma tam miejsca na erotykę to spojrzy na ginekologię inaczej, czyli jak na dziedzinę medycyny. Upieranie się przy facecie ginekologu nie ma sensu w tej sytuacji, bo tylko doprowadzi do awantur. Wiem, bo mój mąż jest podobny pod tym względem. Co prawda ginekologów się nie czepia i nie jest zupełnie zazdrosny, ale w innych kwestiach jak sobie coś ubzdura, to nie ma siły, żeby mu wytłumaczyć, że nie ma racji.

13

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Rozwód?! No bez przesady, 12 lat szczęśliwego pożycia... Jakoś z niego to wyduszę, o co mu naprawdę chodzi, ale jak? Jak zmienia temat, może kiedyś w towarzystwie, zmiesza się itp. Jak sądzicie?

14

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Okej, lekarz zachował się nie w porządku- o ile to nie był szpital kliniczny/uniwersytecki, to powinien spytać się, czy mąż ma zostać, i czy odpowiada Wam towarzystwo stażystów.

Ale Twój mąż to niezły frustrat. Krzyczeć w przychodni, lekarzy-ginekologów wyzywać od zboczeńców? No klasa sama w sobie. Nie dziwię się, że Ci wstyd, bo ja też bym się wstydziła za takie prostackie zachowanie. O, i ta hipokryzja: ma pretensje, że jesteś "królikiem doświadczalnym", ale nie ma obiekcji żeby Ciebie traktować jak rzecz, którą posiadł wraz ze ślubem.

Odrobinka zazdrości może być sympatyczna, bo nikt nie jest doskonały, ale takie stawianie sprawy (ginekolog mężczyzna = zdrada) to chyba wynik chorych fantazji Twojego męża.

15

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
busiu napisał/a:

Okej, lekarz zachował się nie w porządku- o ile to nie był szpital kliniczny/uniwersytecki, to powinien spytać się, czy mąż ma zostać, i czy odpowiada Wam towarzystwo stażystów.

Ale Twój mąż to niezły frustrat. Krzyczeć w przychodni, lekarzy-ginekologów wyzywać od zboczeńców? No klasa sama w sobie. Nie dziwię się, że Ci wstyd, bo ja też bym się wstydziła za takie prostackie zachowanie. O, i ta hipokryzja: ma pretensje, że jesteś "królikiem doświadczalnym", ale nie ma obiekcji żeby Ciebie traktować jak rzecz, którą posiadł wraz ze ślubem.

Odrobinka zazdrości może być sympatyczna, bo nikt nie jest doskonały, ale takie stawianie sprawy (ginekolog mężczyzna = zdrada) to chyba wynik chorych fantazji Twojego męża.

No właśnie tutaj też dziwna sprawa, bo on nigdy tak chamsko się nie zachowuje, musiał naprawdę się zdenerwować, chociaż to go nie usprawiedliwia z takim zachowaniem. Powiedz mi, dlaczego uważasz mnie za rzecz? Nie bardzo to zrozumiałam.
Z tymi fantazjami, to Tomek ma wiele fantazji, ale co to ma do lekarza? Chyba że ma to związek jakiś, bo z tego co wiem, z opowieści oczywiście, wśród naszych znajomych, którzy są po ślubie rok zdarzało się że nie uprawiali seksu od np. 2 tygodni. U nas to chyba by nie przeszło, bo nie przypominam sobie, abyśmy się w jakimś tygodniu nie kochali przynajmniej 4 razy. Jemu wiecznie jest mało. Na całe 12 lat związku, no 11 erotycznie 1 raz mi tylko odmówił seksu. Ja natomiast to robiłam wiele razy. Jak zdarzyło się, przez brak czasu, że nie kochaliśmy się pięć dni to nie mógł wytrzymać :-) Natomiast jak pojechał na delegację do Warszawy to potrafiliśmy po powrocie się kochać 9 razy w weekend. Moze on ma wyższy poziom hormonów jakiś niż przeciętnie i dlatego mu się lekarz w formie erotycznej przedstawia. Nie wiem.

16

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
Sonia83 napisał/a:

Niby tak. Mnie się jednak wydaje, że on szoku doznał podczas tej wizyty którą opisywałam i honorem się uniósł. Jeżeli chodzi o innych lekarzy to nie miałam nigdy okazji rozbierać się u nich. 3 razy miałam nawet EKG i stanika nie ściągałam. Dobrze może jakby jakiś facet mi napisał, może wy to bardziej rozumiecie, bo ja niestety nie. Najgorsze, że on o tym nie chce rozmawiać.

Sonia współczuję Ci serdecznie!
Tu masz link do wątku...jeśli masz cierpliwośc to przeczytać! Chorobliwe podejście faceta do tematu ginekologa mężczyzny.

http://www.netkobiety.pl/t31160.html

17

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Dzięki za link, poczytałam parę stron. Wielki Kot przynajmniej powiedział swojej żonie co go i gdzie boli, a Tomek unika rozmowy. Ale w tamtym wątku, widzę już agresję, zarówno jego jak i niektórych formowiczek. Widzę ktoś ma problem. Napisałam mu maila, z zaproszeniem do mojego wątku, może mi trochę rozjaśni umysł, chociaż nie chciałabym usłyszeć że mąż nie miałby na mnie ochoty jak pójdę do lekarza faceta...

18 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-07-15 15:07:54)

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
Sonia83 napisał/a:

Dzięki za link, poczytałam parę stron. Wielki Kot przynajmniej powiedział swojej żonie co go i gdzie boli, a Tomek unika rozmowy. Ale w tamtym wątku, widzę już agresję, zarówno jego jak i niektórych formowiczek. Widzę ktoś ma problem. Napisałam mu maila, z zaproszeniem do mojego wątku, może mi trochę rozjaśni umysł, chociaż nie chciałabym usłyszeć że mąż nie miałby na mnie ochoty jak pójdę do lekarza faceta...

Może i powiedział swojej zonie, ale przez to nie ułatwia jej zycia.
Moim i nie tylko moim zdaniem...to  nie jest w porządku!!
Badanie przez lekarza mężczyznę, nie równa sie zdradzie!!

19

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Lekarz zachował się nieodpowiednio ale ten temat wyczerpała nocnalampka

Natomiast jeśli chodzi o męża to troszeczkę przesadził, ginekolog to lekarz nie zboczeniec. Osobiście wolę ginekologa mężczyznę nie kobietę i nie wyobrażam sobie żeby jakikolwiek mężczyzna (mąż, chłopak, narzeczony) miał decydować o tym do jakiej płci lekarza chodzę. Owszem wysłuchałabym uwag partnera odnośnie lekarza ale dotyczących jego kwalifikacji zawodowych a nie płci.

20

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
Sonia83 napisał/a:

No właśnie tutaj też dziwna sprawa, bo on nigdy tak chamsko się nie zachowuje, musiał naprawdę się zdenerwować, chociaż to go nie usprawiedliwia z takim zachowaniem. Powiedz mi, dlaczego uważasz mnie za rzecz? Nie bardzo to zrozumiałam.

Żeby kobieta nie mogła decydować o tym, do jakiego lekarza pójdzie? Pan-władca-mąż podejmuje decyzje za Ciebie? Widocznie uznał, że Ty sama nie jesteś uprawniona/zdolna do takiej decyzji. Tak jak lekarz postawił Cię przed faktem dokonanym (mąż out, majtki w dół, a tu stażyści będą asystować), mąż się tym zbulwersował, ale właściwie to samo- out z przychodni, sam umówił Cię na wizytę z kobietą, a jak pójdziesz do faceta-gina, to zdrada i wont.

Sonia83 napisał/a:

Z tymi fantazjami, to Tomek ma wiele fantazji, ale co to ma do lekarza?

Najwyraźniej Tomek uważa, że skoro on, widząc krocze kobiety dostaje grzesznych myśli, to nie dociera do niego, że ginekolog-mężczyzna może nie odczuwać tego samego. Ginekolog to lekarz, który ma się skupić na pracy i pomóc pacjentowi. Pewnie mąż myśli, że ten ginekolog przez całą wizytę gwałci Cię w swoich zbereźnych fantazjach. Ze stażystami jeszcze gorzej, bo w jego skali to musi być już gang bang.

21

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Krótko: obaj zachowali się idiotycznie - i lekarz i Twój facet. Jesli chodzi o to badanie to kto Cię bada itp. to powinna być Twoja decyzja i Twój facet nie ma nic do tego. Natomiast lekarz powinien się Ciebie zapytać czy wyrażasz zgodę na stażystów i absolutnie nie miał prawa wyrzucać Twojego męża - jakby mi lekarz z czymś takim wyskoczył to sama bym wyszła trzaskając drzwiami.

22

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Moim zdaniem Twój mąż w przychodni zachował się bardzo impulsywnie, ale ja go rozumiem. W sumie sama bym się tak zachowała jako kobieta, bo co to za zwyczaje, ze 3 stażystów czy studentów może mnie oglądać, a mój mężczyzna nie? Idiotyzm, w nerwach też bym ich wyzwała od zboczeńców.

Problem pojawia się dopiero potem, czyli to, ze mąż nie godzi się na to by badał Cię mężczyzna. Tutaj nie da się nic doradzić, bo Twój facet ma pewnie takie podejście jak Wielki Kot. Jeżeli chcesz być nadal w szczęśliwym związku musisz się po prostu dostosować.

23

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

w głowie sie nie mieści, żeby facet wybierał mi lekarzy u których mam się leczyć hmm A jak trafisz (odpukać) podczas ciąży na oddział patologii, albo na porodówkę i lekarz facet będzie cię badał, to co zrobi twój mąż- pan i władca? Zabroni? Wtargnie do szpitala i zrobi porządek?
Kurde baby same są sobie często winne.. najpierw zgadzają się na "ubezwłasnowolnienie", a potem jest płacz i zgrzytanie zębów.
W ogóle po kiego grzyba targać faceta ze sobą do ginekologa? Ja jestem w ciąży, mój mąż nigdy nie był ze mną w gabinecie. Wystarczają mu fotki z usg i co najwyżej był obecny przy KTG.
Nie dziwię się, że mój lekarz ginekolog nie lubi osób trzecich w gabinecie. Może też miał takie absurdalne doświadczenia z zazdrosnymi durniami.

24

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
didina napisał/a:

w głowie sie nie mieści, żeby facet wybierał mi lekarzy u których mam się leczyć hmm A jak trafisz (odpukać) podczas ciąży na oddział patologii, albo na porodówkę i lekarz facet będzie cię badał, to co zrobi twój mąż- pan i władca? Zabroni? Wtargnie do szpitala i zrobi porządek?
Kurde baby same są sobie często winne.. najpierw zgadzają się na "ubezwłasnowolnienie", a potem jest płacz i zgrzytanie zębów.
W ogóle po kiego grzyba targać faceta ze sobą do ginekologa? Ja jestem w ciąży, mój mąż nigdy nie był ze mną w gabinecie. Wystarczają mu fotki z usg i co najwyżej był obecny przy KTG.
Nie dziwię się, że mój lekarz ginekolog nie lubi osób trzecich w gabinecie. Może też miał takie absurdalne doświadczenia z zazdrosnymi durniami.

Uważam, ze ciąża to nie tylko "sprawa" kobiety, bo sama kobieta sobie dziecka nie zrobiła. Najpierw kobiety, tak jak Ty nie chcą chodzić z partnerami na usg, jakby odcinacie partnerów od ciąży i dziecka, a potem płaczecie, ze ojciec nie czuje się z dzieckiem związany i jak przychodzi z pracy to siada przed kompem, albo czyta gazetę.
Wiadomo, ze natura stworzyła tak to wszystko, ze kobieta jest bardziej związana z dzieckiem, bo to ona jest w ciąży, dlatego trzeba jak najbardziej zachęcać mężczyzn, żeby uczestniczyli w ciąży i budowali od samego początku więź z dzieckiem, nawet jeżeli jest "tylko" w brzuchu.

25

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Busiu ładnie ujęła kwestię uprzedmiotowienia. Ja widzę to dokładnie tak samo.

Dodatkowo problem wydaje mi się być dość poważny, skoro facet z zasady twierdzi, że ginekolog to na pewno zboczeniec. Nie odróżnianie relacji pacjent-lekarz od relacji partnerów erotycznych to jednak poważny problem. Miałaś dotychczas szczęście w życiu, że nic poważnego Ci się nie działo i niezbyt często byłaś u lekarzy, skoro nawet ekg Ci w staniku robią wink Ale poważnie - co jeśli od tego czy Cię np poskłada po wypadku lekarz-facet będzie zależało Twoje zdrowie, lub życie? Co, jeśli okaże się, że potrzebujesz rehabilitacji aby powrócić do sprawności i najlepszym wyborem jest facet-rehabilitant. Co w końcu, jeśli z ciążą nie wszystko będzie przebiegać książkowo i będzie konieczna co najmniej konsultacja, a może i leczenie przez fachowca w temacie - też faceta?

Pytałaś wyżej o męski punkt widzenia. Mężczyzną nie jestem, ale skonsultowałam temat z mężem. Z resztą, już przy okazji Wielkiego Kota kiedyś o tym rozmawialiśmy, więc znałam jego stanowisko, no i okazało się, że nie zmieniło się. Niestety, ale postawę Twojego męża, mój skomentował jednym któtkim wyrazem, który potocznie określa stan intelektu, a medycznie, zgodnie z używaną do niedawna nomenklaturą oznacza osobę upośledzoną intelektualnie w stopniu głębokim... Swoją drogą mój mąż, jeśli "bliski kontakt" z pracownikiem służby zdrowia płci przeciwnej byłby zdradą, to powinien mnie dawno zostawić, bo na taką zdradliwą żonę jak ja, szkoda zachodu wink Z racji moich problemów powypadkowych, co jakiś czas wracam do mojego ortopedy, który operował mnie - tak się zdarzyło, że najlepszy specjalista od kolan, ale niestety facet i jak nic bez zdjęcia spodni się nie obejdzie u niego... Regularnie prowadzi mnie pani neurolog wprawdzie, ale najmniej kilka razy w roku potrzebuję dostać się do lekarza tej specjalności na cito, również potrzebuję skierowanie na rehab w konkretnym miejscu i wtedy idę do pana doktora - jak wspominałam, trzeba i koszulke u niego zdjąć i stanik rozpiąć, a i spodnie nieco opuścić aż do pół-pośladków, że o odsłonięciu kolan nie wspomnę... Dalej idą rehabilitanci i masażyści, których też potrzebuję do normalnego funkcjonowania najmniej tak parę razy w roku. I to też zwykle są faceci. A i ja -o zgrozo!- facetów wolę, bo zwyczajnie są lepsi, a i silniejsi fizycznie, co nie jest w tym fachu bez znaczenia. No i na koniec wisienka - moją ciążę od początku prowadzi mój zaufany, prowadzący mnie już od lat pan doktor: ginekolog-położnik z wieloletnim stażem, ogromnym doświadczeniem, no ale facet! Mojemu mężowi ani przez chwilę nie przyszło do głowy ingerować w to na jakiej podstawie wybieram lekarzy czy rehabilitantów i do głowy nie przyszloby mu robienie scen, bo mój pan doktor nie jest panią doktor... Lekarz to lekarz i nie płeć ma mieć znaczenie decydujące. Powiem Ci też, że dwa razy przytrafiło mi się w tej ciąży być w szpitalu. No i od izby przyjęć, poprzez badania w czasie pobytu, aż do badania tuż przed wypisem - badali mnie lekarze mężczyźni. Raz badała mnie kobieta. Ale to i tak było USG przez powłoki brzuszne, a nie badanie gin, więc nie wiem czy się liczy? I jedyne co interesowało mojego męża to to, czy z małym i ze mną wszystko w porządku. Pewnie też interesowałby go fakt np braku kompetencji, czy kultury badającego mnie lekarza, ale takich sytuacji nie było, a pewnie jakby były, to płeć medyka też nie miałaby znaczenia.

Didina, jak to po co? Ja na większośc wizyt też chodziłam z mężem. A to dlatego, że to tak samo jego dziecko, jak moje. I tak samo on miał pełne prawo (z którego korzystał) wypytać o wiele rzeczy lekarza, bo w gre wchodziło zdrowie i bezpieczeństwo jego żony i jego dziecka. Zatem nie widzę powodu abym miała na te wizyty chodzić sama. Rodzić też nie zamierzam bez niego, na wizytę po porodzie, kiedy będzie trzeba wrócić do tematu antykoncepcji, też pójdziemy razem. I nie widzę w tym nic dziwnego. Wręcz przeciwnie - to wszystko to jest nasza wspólna sprawa, a nie tylko moja, więc niby czemu mam pozbawiać go możliwości uczestniczenia w czymś co go żywo dotyczy?


PS. Teraz też zaskoczyłam, że mój mąż ma panią dermatolog, do której z racji galopującego AZS chadza regularnie. A pani dr młoda i wyjątkowo atrakcyjna. Nie pytałam czy teraz na wizytach też musi się tak aż rozbierać, ale kiedy pani ta była jego lekarzem prowadzącym w czasie pobytu szpitalnego, to dwa razy dziennie kazała się mu do majciochów aż rozbierać... Czy też powinnam być zazdrosna?

26

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
nocnalampka napisał/a:

Dodatkowo problem wydaje mi się być dość poważny, skoro facet z zasady twierdzi, że ginekolog to na pewno zboczeniec. Nie odróżnianie relacji pacjent-lekarz od relacji partnerów erotycznych to jednak poważny problem

A gdyby Pani ginekolog była lesbijką to też przypiszemy jej zboczenie z racji wykonywanego zawodu?

27

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
agnik napisał/a:
nocnalampka napisał/a:

Dodatkowo problem wydaje mi się być dość poważny, skoro facet z zasady twierdzi, że ginekolog to na pewno zboczeniec. Nie odróżnianie relacji pacjent-lekarz od relacji partnerów erotycznych to jednak poważny problem

A gdyby Pani ginekolog była lesbijką to też przypiszemy jej zboczenie z racji wykonywanego zawodu?

Ja się obawiam, że nie bycie lesbijką jest równie niepokojące... Skoro do wyboru specjalizacji miałby pchać ludzi pęd seksualny, to co powoduje kimś, czyj popęd jest skierowany w innym kierunku?
No i puszczając wodze fantazji, to fetyszystą czego musiałby być taki stomatolog powiedzmy? Dermatolog to dopiero zboczeniec, szczególnie, że często ta specjalizacja łączone jest z wenerologią... A proktolog, urolog?  Pediatrów, czy ginekologów dziecięcych przemilczę, bo już sama sugestia jest straszliwa...
Czysta, żywa paranoja. Lekarz nie zostaje lekarzem, nie po to kształci się kosztem wielu wyrzeczeń przez najmniej lat dziesięć, nie po to potem najmniej kilka lat tuła się po stażach za psie pieniądze, żeby sobie móc zaspokajać chore żądze... No litości.  O ile dla kogokolwiek oglądanie takiej ilości genitaliów i to w różnym stanie zdrowia, czy zadbania mogłoby być jeszcze jakąkolwiek podnietą... Szczególnie, że w ginekologii, czy położnictwie to nie o same genitalia idzie, ale wiedza i kompetencje muszą, nomen omen, głębiej sięgać. I ja osobiście jestem orędowniczką bardzo uważnego wybierania lekarzy - szczególnie ginów prowadzących ciążę! - bo tu stawką jest już nie tylko nasze zdrowie, ale u licha jakie powiązanie z faktycznymi kompetencjami ma mieć płeć?

28

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
Nirvanka87 napisał/a:
didina napisał/a:

w głowie sie nie mieści, żeby facet wybierał mi lekarzy u których mam się leczyć hmm A jak trafisz (odpukać) podczas ciąży na oddział patologii, albo na porodówkę i lekarz facet będzie cię badał, to co zrobi twój mąż- pan i władca? Zabroni? Wtargnie do szpitala i zrobi porządek?
Kurde baby same są sobie często winne.. najpierw zgadzają się na "ubezwłasnowolnienie", a potem jest płacz i zgrzytanie zębów.
W ogóle po kiego grzyba targać faceta ze sobą do ginekologa? Ja jestem w ciąży, mój mąż nigdy nie był ze mną w gabinecie. Wystarczają mu fotki z usg i co najwyżej był obecny przy KTG.
Nie dziwię się, że mój lekarz ginekolog nie lubi osób trzecich w gabinecie. Może też miał takie absurdalne doświadczenia z zazdrosnymi durniami.

Uważam, ze ciąża to nie tylko "sprawa" kobiety, bo sama kobieta sobie dziecka nie zrobiła. Najpierw kobiety, tak jak Ty nie chcą chodzić z partnerami na usg, jakby odcinacie partnerów od ciąży i dziecka, a potem płaczecie, ze ojciec nie czuje się z dzieckiem związany i jak przychodzi z pracy to siada przed kompem, albo czyta gazetę.
Wiadomo, ze natura stworzyła tak to wszystko, ze kobieta jest bardziej związana z dzieckiem, bo to ona jest w ciąży, dlatego trzeba jak najbardziej zachęcać mężczyzn, żeby uczestniczyli w ciąży i budowali od samego początku więź z dzieckiem, nawet jeżeli jest "tylko" w brzuchu.

Chwila, chwila.....
Nie popadajmy w skrajności!
Wiadomo, że do tanga trzeba dwojga i dziecko to wspólnie "wypracowane' dzieło.
Nie sądzę, aby jakaś kobieta chciała koniecznie swojego partnera odciągać od ciąży i dziecka, ale nie musi on na Boga uczestniczyć w każdym badaniu, które kobieta w czasie ciązy przechodzi! Bo i po co?

Nie czułabym sie komfortowo, gdyby mój partner stał obok podczas badania ginekologicznego.

Ale uczestniczyć podczas badania usg, gdzie może zobaczyć swojego maluszka na ekranie i usłyszeć bicie serca podczas KTG to juz zupełnie inna bajka!

Tak na dobra sprawę to czy któras z pań uczestniczy w badaniu prostaty swojego partnera??
Nie sądzę!

29 Ostatnio edytowany przez Sonia83 (2013-07-16 10:45:02)

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Cześć dziewczyny,
dziękuję za odpowiedzi, widzę że trochę się napracowałyście. Nie odpisywałam wczoraj, bo Tomek zabrał mnie na kolację. Mimo tego że nurtowało mnie to niewyjaśnione coś nie chciałam psuć miłej atmosfery. Fajnie, ze pisałyście, zaraz postaram się odnieść do wszystkich wypowiedzi. Można je podzieliś na skrajnie prawicowe i neutralne, szkoda że nikt nie napisał tej lewicowej wersji jak Tomek, bo to mnie nurtuje o co mu najbardziej chodzi, czego mogę się spodziewać w przyszłości, może Wielki Kot się odezwie, bo po przeczytaniu jego wątku trochę jestem zszkowana.

agnik napisał/a:

Lekarz zachował się nieodpowiednio ale ten temat wyczerpała nocnalampka

Na chłodno myśląc już po czasie, to mój mąż dobrze zareagował, bo stanął w mojej obronie. Tak na prawdę nikt za nikogo nie powinien decydować, ale lepiej jak mąż za żonę czy żona za męża decyduje niż jakiś obcy mężczyzna, naruszając, albo naginając prawo pacjenta. Troszkę nawet jestem z niego dumna, że stanął w mojej obronie, natomiast z jego zachowania nie pochwalam.

busiu napisał/a:

Żeby kobieta nie mogła decydować o tym, do jakiego lekarza pójdzie? Pan-władca-mąż podejmuje decyzje za Ciebie? Widocznie uznał, że Ty sama nie jesteś uprawniona/zdolna do takiej decyzji. Tak jak lekarz postawił Cię przed faktem dokonanym (mąż out, majtki w dół, a tu stażyści będą asystować), mąż się tym zbulwersował, ale właściwie to samo- out z przychodni, sam umówił Cię na wizytę z kobietą, a jak pójdziesz do faceta-gina, to zdrada i wont.

To prawda umówił mnie, bo z tego co powiedział, poczuł się w obowiązku, bo przez niego nie doszło do badania. Ja się zgodziłam, bo nie miałam innej alternatywy, a do tego lekarza na pewno bym nie wróciła. Nie rób też ze mnie takiej sierotki, ze co mój mąż powie to ja zrobię, bo często zdarza się że to ja się denerwuję że muszę decydować za nas. Czasami chciałabym, aby on coś zadecydował, a wiecznie słyszę jak chcesz, zadecyduj :-( Więc nie czuję się jak niewolnica a on jak Pan i władca.

Nirvanka87 napisał/a:

Moim zdaniem Twój mąż w przychodni zachował się bardzo impulsywnie, ale ja go rozumiem. W sumie sama bym się tak zachowała jako kobieta, bo co to za zwyczaje, ze 3 stażystów czy studentów może mnie oglądać, a mój mężczyzna nie? Idiotyzm, w nerwach też bym ich wyzwała od zboczeńców.

Problem pojawia się dopiero potem, czyli to, ze mąż nie godzi się na to by badał Cię mężczyzna. Tutaj nie da się nic doradzić, bo Twój facet ma pewnie takie podejście jak Wielki Kot. Jeżeli chcesz być nadal w szczęśliwym związku musisz się po prostu dostosować.

No tak, ale Kot to powiedział żonie co mu dolega, aż za bardzo :-( A Tomek, bo tak i zmienia temat. Chciałabym wiedzieć jak to będzie przy porodzie lub ewentualnych innych badaniach. Ale on nie chce ze mną rozmawiać.

didina napisał/a:

w głowie sie nie mieści, żeby facet wybierał mi lekarzy u których mam się leczyć  A jak trafisz (odpukać) podczas ciąży na oddział patologii, albo na porodówkę i lekarz facet będzie cię badał, to co zrobi twój mąż- pan i władca? Zabroni? Wtargnie do szpitala i zrobi porządek?
Kurde baby same są sobie często winne.. najpierw zgadzają się na "ubezwłasnowolnienie", a potem jest płacz i zgrzytanie zębów.
W ogóle po kiego grzyba targać faceta ze sobą do ginekologa? Ja jestem w ciąży, mój mąż nigdy nie był ze mną w gabinecie. Wystarczają mu fotki z usg i co najwyżej był obecny przy KTG.
Nie dziwię się, że mój lekarz ginekolog nie lubi osób trzecich w gabinecie. Może też miał takie absurdalne doświadczenia z zazdrosnymi durniami.

Tutaj sobie pogrubię, bo z tym się nie zgadzam. Tomek nie wybierał mi nigdy lekarzy tylko ten jeden raz, a co zrobi w szpitalu to nie wiem i do tego dąrzę aby się dowiedzieć od kilku dni sad I wcale nie jestem ubezwłasnowolniona, o tym już pisałem wyżej.
Nie targałam męża do ginekologa, tylko chciałam aby był ze mną podczas pierwszego oglądania naszego dziecka. Chciałam, aby trzymał mnie za rękę, chciałam zobaczyć jego uśmiech, może nawet łzę na oku. Chcę aby nasze dziecko było tak samo kochane przez niego jak przeze mnie. Po urodzeniu mam mu też pokazać zdjęcie dziecka i to powinno mu wystarczyć. Doprowadził do poczęcie maluszka, to powinien ze mną na równi przechodzić cały ten etap. I nie nazywaj Tomka durniem, bo to akurat lekarz był durniem, jak tak perfidnie nagina prawa pacjenta. jeżeli Tobie to nie przeszkadza to ok, ale mnie studenci nie są potrzebni podczas tak krępujących badań.

Nirvanka87 napisał/a:

Uważam, ze ciąża to nie tylko "sprawa" kobiety, bo sama kobieta sobie dziecka nie zrobiła. Najpierw kobiety, tak jak Ty nie chcą chodzić z partnerami na usg, jakby odcinacie partnerów od ciąży i dziecka, a potem płaczecie, ze ojciec nie czuje się z dzieckiem związany i jak przychodzi z pracy to siada przed kompem, albo czyta gazetę.
Wiadomo, ze natura stworzyła tak to wszystko, ze kobieta jest bardziej związana z dzieckiem, bo to ona jest w ciąży, dlatego trzeba jak najbardziej zachęcać mężczyzn, żeby uczestniczyli w ciąży i budowali od samego początku więź z dzieckiem, nawet jeżeli jest "tylko" w brzuchu.

Bardzo mądrze napisane. Popieram.

nocnalapka napisał/a:

Busiu ładnie ujęła kwestię uprzedmiotowienia. Ja widzę to dokładnie tak samo.

Dodatkowo problem wydaje mi się być dość poważny, skoro facet z zasady twierdzi, że ginekolog to na pewno zboczeniec. Nie odróżnianie relacji pacjent-lekarz od relacji partnerów erotycznych to jednak poważny problem. Miałaś dotychczas szczęście w życiu, że nic poważnego Ci się nie działo i niezbyt często byłaś u lekarzy, skoro nawet ekg Ci w staniku robią  Ale poważnie - co jeśli od tego czy Cię np poskłada po wypadku lekarz-facet będzie zależało Twoje zdrowie, lub życie? Co, jeśli okaże się, że potrzebujesz rehabilitacji aby powrócić do sprawności i najlepszym wyborem jest facet-rehabilitant. Co w końcu, jeśli z ciążą nie wszystko będzie przebiegać książkowo i będzie konieczna co najmniej konsultacja, a może i leczenie przez fachowca w temacie - też faceta?

Pytałaś wyżej o męski punkt widzenia. Mężczyzną nie jestem, ale skonsultowałam temat z mężem. Z resztą, już przy okazji Wielkiego Kota kiedyś o tym rozmawialiśmy, więc znałam jego stanowisko, no i okazało się, że nie zmieniło się. Niestety, ale postawę Twojego męża, mój skomentował jednym któtkim wyrazem, który potocznie określa stan intelektu, a medycznie, zgodnie z używaną do niedawna nomenklaturą oznacza osobę upośledzoną intelektualnie w stopniu głębokim... Swoją drogą mój mąż, jeśli "bliski kontakt" z pracownikiem służby zdrowia płci przeciwnej byłby zdradą, to powinien mnie dawno zostawić, bo na taką zdradliwą żonę jak ja, szkoda zachodu  Z racji moich problemów powypadkowych, co jakiś czas wracam do mojego ortopedy, który operował mnie - tak się zdarzyło, że najlepszy specjalista od kolan, ale niestety facet i jak nic bez zdjęcia spodni się nie obejdzie u niego... Regularnie prowadzi mnie pani neurolog wprawdzie, ale najmniej kilka razy w roku potrzebuję dostać się do lekarza tej specjalności na cito, również potrzebuję skierowanie na rehab w konkretnym miejscu i wtedy idę do pana doktora - jak wspominałam, trzeba i koszulke u niego zdjąć i stanik rozpiąć, a i spodnie nieco opuścić aż do pół-pośladków, że o odsłonięciu kolan nie wspomnę... Dalej idą rehabilitanci i masażyści, których też potrzebuję do normalnego funkcjonowania najmniej tak parę razy w roku. I to też zwykle są faceci. A i ja -o zgrozo!- facetów wolę, bo zwyczajnie są lepsi, a i silniejsi fizycznie, co nie jest w tym fachu bez znaczenia. No i na koniec wisienka - moją ciążę od początku prowadzi mój zaufany, prowadzący mnie już od lat pan doktor: ginekolog-położnik z wieloletnim stażem, ogromnym doświadczeniem, no ale facet! Mojemu mężowi ani przez chwilę nie przyszło do głowy ingerować w to na jakiej podstawie wybieram lekarzy czy rehabilitantów i do głowy nie przyszloby mu robienie scen, bo mój pan doktor nie jest panią doktor... Lekarz to lekarz i nie płeć ma mieć znaczenie decydujące. Powiem Ci też, że dwa razy przytrafiło mi się w tej ciąży być w szpitalu. No i od izby przyjęć, poprzez badania w czasie pobytu, aż do badania tuż przed wypisem - badali mnie lekarze mężczyźni. Raz badała mnie kobieta. Ale to i tak było USG przez powłoki brzuszne, a nie badanie gin, więc nie wiem czy się liczy? I jedyne co interesowało mojego męża to to, czy z małym i ze mną wszystko w porządku. Pewnie też interesowałby go fakt np braku kompetencji, czy kultury badającego mnie lekarza, ale takich sytuacji nie było, a pewnie jakby były, to płeć medyka też nie miałaby znaczenia.

Didina, jak to po co? Ja na większośc wizyt też chodziłam z mężem. A to dlatego, że to tak samo jego dziecko, jak moje. I tak samo on miał pełne prawo (z którego korzystał) wypytać o wiele rzeczy lekarza, bo w gre wchodziło zdrowie i bezpieczeństwo jego żony i jego dziecka. Zatem nie widzę powodu abym miała na te wizyty chodzić sama. Rodzić też nie zamierzam bez niego, na wizytę po porodzie, kiedy będzie trzeba wrócić do tematu antykoncepcji, też pójdziemy razem. I nie widzę w tym nic dziwnego. Wręcz przeciwnie - to wszystko to jest nasza wspólna sprawa, a nie tylko moja, więc niby czemu mam pozbawiać go możliwości uczestniczenia w czymś co go żywo dotyczy?


PS. Teraz też zaskoczyłam, że mój mąż ma panią dermatolog, do której z racji galopującego AZS chadza regularnie. A pani dr młoda i wyjątkowo atrakcyjna. Nie pytałam czy teraz na wizytach też musi się tak aż rozbierać, ale kiedy pani ta była jego lekarzem prowadzącym w czasie pobytu szpitalnego, to dwa razy dziennie kazała się mu do majciochów aż rozbierać... Czy też powinnam być zazdrosna?

Powiem Ci, że właśnie o to chodzi że ja już nie wiem o co Tomkowi chodzi. Nie miałam nigdy problemów ze zdrowiem, więc nie miałam żadnych takich krępujących badań, jedynie ginekolog, ale kobieta, może dlatego nigdy nie wyszło nic złego. Myślę, że rozbieranie się do majtek u lekarza, też by nie stanowiło problemu, jego zawsze kręciły genitalia kobiet, więc może tutaj jest cały pies pogrzebany.

moniaCo napisał/a:

Chwila, chwila.....
Nie popadajmy w skrajności!
Wiadomo, że do tanga trzeba dwojga i dziecko to wspólnie "wypracowane' dzieło.
Nie sądzę, aby jakaś kobieta chciała koniecznie swojego partnera odciągać od ciąży i dziecka, ale nie musi on na Boga uczestniczyć w każdym badaniu, które kobieta w czasie ciązy przechodzi! Bo i po co?

Nie czułabym sie komfortowo, gdyby mój partner stał obok podczas badania ginekologicznego.

Ale uczestniczyć podczas badania usg, gdzie może zobaczyć swojego maluszka na ekranie i usłyszeć bicie serca podczas KTG to juz zupełnie inna bajka!

Tak na dobra sprawę to czy któras z pań uczestniczy w badaniu prostaty swojego partnera??
Nie sądzę!

HaHa, zaciągnąć mojego męża do lekarza, aby zrobił badanie jakiekolwiek, prędziej kota nauczyłabym pływać. Nie popieram tego akurat.

30

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Witaj Soniu,
w pierwszej kolejności, dziękuję za zaproszenie do tematu. Analizując twoje wypowiedzi, rozumiem, że chcesz się dowiedzieć dlaczego twój mąż jest zazdrosny o coś, o co większość kobiet uważa za głupie, nienormalne chore itp. Postaram się wczuć trochę w rolę twojego męża i nie będzie to trudne. Twoja postawa jest dość neutralna, to dobrze, dzięki temu w waszym małżeństwie nie powinno to urosnąć do rangi problemu, a jedynie do drobnego nieporozumienia. Skrajność taka jaką prezentuje ?didina? jest całkowicie niesprawiedliwa. Uważa twojego męża za Pana i władcę, a sama zachowuje się jak Caryca, która rzuci mężowi jak psu zdjęcia z USG i to ma mu wystarczyć. A gdzie zaangażowanie jej faceta w całą ciążę? Jeżeli ja jestem uważany za osobę, skrajną z poglądami muzułmanina, a trendem jest to, ze kobieta może chodzić gdzie jej się podoba (tego nie kwestionuję) to mężowi też nie powinno się zabraniać być na USG, bo to w końcu jego dziecko.
Ale przejdźmy do twojego męża. Jestem pełen podziwu tego człowieka. Jest już coraz mniej mężczyzn z cechami rycerskimi, dla których honor i własna kobieta ma znaczenie nadrzędne. Za to jest pełno ciot i obłudników, którzy się z nas śmieją i uważają za półgłówków, tak jak mąż jednej z Pań udzielających się. Cóż mniejszość zawsze była wyśmiewana i prześladowana, to się nie zmieni w cywilizacji. Mimo wszystko jest nas trochę mężczyzn, dla których płać ginekologa ma znaczenie. Tutaj masz na stronie wpisy kilku z nich:
link usunięty
Twój mąż zachował się bardzo dobrze, bo ten lekarz nie poszanował w ogóle twojej intymności, a jego potraktował jak śmiecia. Mój kolega miał podobną sytuację ze lekarz bez pytania jego żony powiedział proszę wyjść, a on jak grzeczny piesek wyszedł. Ze mnie się smieje, że zazdrosny jestem i niepoważny. Tylko że jak sobie czasami gadami sami, to mówi do mnie że jego zona jest taka i owaka, czego ja nigdy nie zrobiłem. To jest właśnie postawa rycerska. Czyli szacunek do swojej kobiety, ponad wszystko.
Dlaczego twój mąż nie chce Ci nic powiedzieć? Pewnie dlatego, dlaczego ja wcześniej nic nie mówiłem swojej zonie. Bo się wstydzi. Jest w mniejszości, dlatego boi się, że zostanie wyzwany, właśnie jako tyran, że Cię będzie bił, pewnie na pal nabije itd. Moja rada dla was. Oczywiście nie przekonuję Cię że masz się przestawić i omijać lekarzy facetów, tylko zrozumieć twojego męża, aby poradził sobie z tym problemem. Pozostaw tą sprawę na razie w spokoju, zobacz co będzie dalej. Gdy cał coś zacznie rozmawiać na ten temat, nie spuszczaj go w kiblu, tylko na początku wykaż wyrozumienie, a potem przedstawiaj swoje argumenty racji. Przygotuj go do porodu, wybierz dobrą szkołę rodzenia, tak jak moja żona zrobiła. Ja też bałem się cholernie porodu, a szkoła, prowadzona przez położną, bardziej przypominała psycholog, bo z wieloma przypadkami się już zetknęła pomogła mojej żonie przyzwyczaić mnie to tego wszystkiego. Mimo ze na samym końcu wyszło, ze jej lekarka powiedziała, że robimy CC, bo dzidzi nie wyjdzie. Nawet głupie rozciąganie groku, które miało przygotować do porodu wykonywane przeze mnie utwierdziło mnie w przekonaniu że jestem potrzebny i miałem udział w porodzie. Oczywiście zdaję sobie sprawę że nie wszystkie związki są tak otwarte, aby Take ćwiczenia wykonywać.
Więcej nic nie powiem, bo nic więcej nie wiem o twoim mężu. Rozmawiaj z nim dużo, jak zacznie się otwierać, bo ciąża to też duże przeżycie dla niego. Jeżeli uważasz, że twoja lekarka jest zła, poszukajcie razem lekarza innego, ale niech on czuje się w tym wszystkim potrzebny.
Czego nie robić? Nie spuszczaj go w kiblu tzn. Nie rób mu na złość jak tutaj niektóre doradczynie radzą. Jeżeli on jest w porządku do Ciebie, ty bądź dla niego. Nie mów mu, że to nie jego sprawa do jakiego lekarza chodzisz, bo to jest jego sprawa, bo w końcu to twój lekarz jak i waszego dziecka. Czas ciąży to wspaniały czas, jesteście wspólnie odpowiedzialni za dziecko, więc wspólnie się szanujcie, wspólnie o siebie dbajcie i szanujcie swoje zdania. Jeżeli mu pokażesz że liczysz się z jego zdaniem, na pewno nie pożałujesz bo pewnie odwzajemni to. To może być jeden z najpiękniejszych okresów waszego życia, tak jak było to u nas.


Na naszym forum wstawianie linków jest niedozwolone. Proszę, zapoznaj się z regulaminem.   
Moderatorka Wielokropek

31 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-07-16 12:37:18)

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

W skrajnosci to Ty popadasz Kocie!
Nikt nie kaze rzucic męzowi wydrukiem z USG jak ochlapem!
Moze uczestniczyc przy  tym badaniu, jesli zechce.
Nie widze tylko potrzeby, aby partner uczestniczyl przy kazdym badaniu ginekologicznym. Nie dziwie sie lekarzom, ze nie mają ochoty użerać sie z zazdrosnymi męzulkami ktorzy o zgrozo są zazdrosni o lekarza!
Moj mąz byl zawsze przy Usg (oczywiscie przez brzuch), przy badaniach ginekologicznych nigdy!
I jakos nigdy nie czul się odsunięty!

Uczestniczył w porodzie i zarówno ja jak i mój mąż byliśmy szczęsliwi, ze w przyjsciu na świat naszego dziecka uczestniczył najlepszy lekarz w tym szpitalu! MEŻCZYZNA!!
Dzięki niemu mamy zdrową corkę, gdyz poród byl trudny i tylko dzięki doswiadczeniu tego lekarza zakonczylo sie wszystko happy endem!
Na szczescie mialam męza, ktory myślał racjonalnie!

Proponuje we wszystkim zachować zdrowy rozsądek!

32

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Zachowanie Twojego męża oprócz tych nerwów przy odchodnym (w pełni usprawiedliwionych zaistniałą sytuacją) było wzorowe. Sama napisałaś, że nie jest on typem chorobliwego zazdrośnika, bo to co on zrobił nie jest przejawem żadnej skrajnej zazdrości! Wiadomo, jaka jest dziś kultura "wolności" i wyzwolenia, moda na otwarte związki etc., że niektórym facetom nie przeszkadza nawet całkowite dzielenie się kobietą z innym facetem:O (nie porównuję tego do opisanej sytuacji), ale są jeszcze na tym świecie tacy rycerze (bardzo trafne określenie!:), którzy zachowują się tak jak Twój mąż się zachował. To jest taki typ człowieka, który chce byś Ty cała była tylko dla niego i vice versa:)

33

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
nustablo napisał/a:

Zachowanie Twojego męża oprócz tych nerwów przy odchodnym (w pełni usprawiedliwionych zaistniałą sytuacją) było wzorowe. Sama napisałaś, że nie jest on typem chorobliwego zazdrośnika, bo to co on zrobił nie jest przejawem żadnej skrajnej zazdrości! Wiadomo, jaka jest dziś kultura "wolności" i wyzwolenia, moda na otwarte związki etc., że niektórym facetom nie przeszkadza nawet całkowite dzielenie się kobietą z innym facetem:O (nie porównuję tego do opisanej sytuacji), ale są jeszcze na tym świecie tacy rycerze (bardzo trafne określenie!:), którzy zachowują się tak jak Twój mąż się zachował. To jest taki typ człowieka, który chce byś Ty cała była tylko dla niego i vice versa:)

A ja sie pytam co ma wybor mezczyzny lekarza do otwartych związków? I o zgrozo nazywanie tego dzieleniem sie kobietą?
Czy w waszych ciasnych umyslach nie miesci sie fakt, ze to jest przede wszystkim lekarz??
W takim razie wszyscy panowie , ktorzy mają takie idiotyczne podejście do tego tematu, powinni mieć kategoryczny zakaz chodzenia do lekarza kobiety! Bo w końcu również kobieta lekarz moze sie podniecać narządami naszego męzczyzny, przy badaniu prostaty. Albo dostanie orgazmu przy osłuchwaniu stetoskopem na widok jakze podniecającego torsu faceta!
W koncu nie bedziemy sie dzielic naszym facetem z jakąś lekarką nimfomanką prawda?

34

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

MoniaCo, ty widzisz jedną skrajność, ale jak pisałem o drugiej to jej nie widzisz. Dlaczego mnie tak atakujesz. Ty usilnie co trzeci post piszesz, jakbyśmy zakazywali i zamykali żony w piwnicach i nie pozwilili im chodzić do mężczyzny ginekologa. Usilnie uważasz że mężczyzna ginekolog jest wszystkim a kobieta zerem i jak się pójdzie do kobiety to już trzeba trumnę zamawiać. U Ciebie był taki dobry mężczyzna, super, cieszę się, chodź do niego. Ale w moim przypadku, jeżeli ja bym uznał tak i poszedł do rzekomego najlepszego lekarza w moim mieście, moje dziecko mogłoby urodzić się niedotlenione, bo nasza znajoma miała identyczną komlikację co moja żona. Moja żona była prowadzona i operowana przez kobietę i zobacz, jakoś żyje, a przecież kobiety nie są dobrymi specjalistami. Więc moja ingerencja w lekarza żony okazała się dobra, bo tamten był najbliżej, uważany za najlepszego, a w ostatnim czasie okazało się że zaczął popełniać serię błędów. Wiem to od położnej która z nim pracuje.

Co do lekarza od prostaty, to kurcze jak wyglada takie badanie bo nie byłem big_smile Oczywiście zapytam się zony czy ma jakieś preferencje w tej dziedzinie. Zadowolona? big_smile

35

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Kocie toTwoja zona ma byc zadowolona i powinna miec swobodę wyboru lekarza. Ty z resztą też!
A o jakiej drugiej skrajnosci Ty piszesz?
Wedlug Ciebie skrajnością jest swoboda w wyborze lekarza, bez strachu, ze jesli wybiorę ginekologa męzczyznę, to moj mąz bedzie mial poczucie, ze zostal zdradzony, bo dotykal mnie inny męzczyzna?

36 Ostatnio edytowany przez Wielki_Kot (2013-07-16 13:55:02)

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Nie, skrajnością jest, że mężowi nic do tego gdzie żona chodzi w ciąży i nawet nie może iść na USG. Moja żona jest zadowolona a wiesz dlaczego, bo woli lekarki, więc węższy wachlarz doboru lekarzy nie przeszkadza jej.

37

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Kocie, ale ja się zgadzam, że to ma znaczenie do jakiego lekarza się chodzi. I tak jak mnie interesuje czy mój mąż wybierze sobie dermatologa, który będzie go właściwie prowadził, tak mojego męża interesuje jakiego ja wybiore neurologa, bo tu idzie o zdrowie osoby kochanej. A oboje nas interesuje kwestia wyboru lekarza prowadzącego ciążę - tu idzie nie tylko o mnie, ale i o NASZE dziecko, więc jak najbardziej mąż ma tu pełne prawo głosu. Ale jeśli ten głos jest niemerytoryczny, to tak będzie przez rozsądną kobietę traktowany. A dywagacje na temat płci są niemerytoryczne równie jak dywagacje na temat tego czy szczupły, czy otyły lekarz jest lepszym fachowcem, a może niski, a może wysoki...
A Ty sam sobie przeczysz, bo z jednej strony to stwiedzasz, że lekarze kobiety są równie dobre jak mężczyźni (może i masz rację, choć akurat fachowcami naprawdę wysokiej klasy, ordynatorami, profesorami itp zwykle są mężczyźni - niezależnie od dziedziny), ale to nie przeszkadza Ci twierdzić, że faceci-lekarze to zboczeńcy.  Zdecyduj się może.
Naprawdę, zgadzam się w zupełności z opinią, że wybór lekarza to ważna decyzja. W szczególności takiego prowadzącego ciążę. I dlatego trzeba takich decyzji dokonywać na podstawie racjonalnych przesłanek a nie chorej wyobraźni.

38

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
nocnalampka napisał/a:

Kocie, ale ja się zgadzam, że to ma znaczenie do jakiego lekarza się chodzi. I tak jak mnie interesuje czy mój mąż wybierze sobie dermatologa, który będzie go właściwie prowadził, tak mojego męża interesuje jakiego ja wybiore neurologa, bo tu idzie o zdrowie osoby kochanej. A oboje nas interesuje kwestia wyboru lekarza prowadzącego ciążę - tu idzie nie tylko o mnie, ale i o NASZE dziecko, więc jak najbardziej mąż ma tu pełne prawo głosu. Ale jeśli ten głos jest niemerytoryczny, to tak będzie przez rozsądną kobietę traktowany. A dywagacje na temat płci są niemerytoryczne równie jak dywagacje na temat tego czy szczupły, czy otyły lekarz jest lepszym fachowcem, a może niski, a może wysoki...
A Ty sam sobie przeczysz, bo z jednej strony to stwiedzasz, że lekarze kobiety są równie dobre jak mężczyźni (może i masz rację, choć akurat fachowcami naprawdę wysokiej klasy, ordynatorami, profesorami itp zwykle są mężczyźni - niezależnie od dziedziny), ale to nie przeszkadza Ci twierdzić, że faceci-lekarze to zboczeńcy.  Zdecyduj się może.
Naprawdę, zgadzam się w zupełności z opinią, że wybór lekarza to ważna decyzja. W szczególności takiego prowadzącego ciążę. I dlatego trzeba takich decyzji dokonywać na podstawie racjonalnych przesłanek a nie chorej wyobraźni.

Wszystko ok, ale jak fajnie napisałaś, że najlepszymi fachowcami są ZWYKLE mężczyźni, czyli nie zawsze. Więc trzeba się postarać troszkę i poszukać tych wyjątkowych kobiet. Nie twierdze że każdy mężczyzna ginekolog to zboczeniec, a niektóry. Wszędzie zdarzają się czarne owce. Racjonalnie wybraliśmy lekarkę prowadzącą ciążę, bo jest świetnym specjalistą i ma świetne opinie, a to że jest kobietą to dla mnie dodatkowy plus :-)

39

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
Wielki_Kot napisał/a:

Jestem pełen podziwu tego człowieka. Jest już coraz mniej mężczyzn z cechami rycerskimi, dla których honor i własna kobieta ma znaczenie nadrzędne. Za to jest pełno ciot i obłudników, którzy się z nas śmieją i uważają za półgłówków, tak jak mąż jednej z Pań udzielających się. Cóż mniejszość zawsze była wyśmiewana i prześladowana, to się nie zmieni w cywilizacji.

Wielki Kocie, generalnie z większością twojej wypowiedzi nie polemizuję, twoje argumenty są sensowne, aczkolwiek nie mylmy recerskości i honoru ze zwykłym prostactwem i chamstwem. Rozumiem motywy męża Soni, jego zachowanie na pewno było podyktowane wzburzeniem, i zaskoczeniem niewłaściwym niewątpliwie zachowaniem lekarza, ale nie usprawiedliwia to wyzywania głośno lekarzy od zboczeńców czy innych tego typu epitetów. Może jestem staroświecka, ale od rycerskiego człowieka honoru wymagam też kultury osobistej. Można było tę sprawę załatwić inaczej,  stanowczo, ale nie chamsko. Gdyby mój mąż zachował się w podobny sposób, było by mi za niego wstyd nawet jeśli uważałabym, że lekarz nie miał racji. Postawa pełna agresji, którą zaprezentował mąż Soni niestety nie ma wiele wspólnego z honorem czy rycerskością.
Mam też pewne zastrzeżenie do sformułowania, którego użyłeś, a mianowicie: "honor i własna kobieta". To troszkę brzmi jakbyś traktował kobietę faktycznie jako własność, a jej honor identyfikował z własnym. Być może napisałeś to podświadomie, ale taka postawa bardzo źle mi się kojarzy.

40

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Oj już druga osoba porusza ten temat smile Ja jak już pisałam w wątku Wielkiego Kota - nie zamierzam tu  nikogo krytykować ani przypisywać im cech psychopaty wink

Ale tak sobie czytałam to i wiecie co sobie wyobraziłam? ŻE MÓJ MĄŻ IDZIE DO KOBIETY LEKARKI KTÓRA ZAJMUJE SIĘ JEGO "KLEJNOTAMI" big_smile Zdrowie jest najważniejsze ale jakby to jeszcze była młoda atrakcyjna kobieta to by mnie to dręczyło yikes 
Wiadomo, że z mężczyznami jest inaczej, ich jest bardzo łatwo podniecić i w ogóle no ale...chociaż u nas w związku nie ma problemu chorobliwej zazdrości to naprawdę zaczęło mnie zastanawiać jak ja bym się czuła w takiej sytuacji...wiem, że to nie ciąża itp ale jednak badanie, miejsce najintymniejsze i płeć przeciwna... wink

41 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2013-07-16 14:29:50)

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Twój mąż zachował się super.
Ja na jego miejscu zrobiłbym identycznie.
Przede wszystkim lekarz powinien się zytać czy wyrażasz zgodę na taką formę badania.
Tego nie uczynił i postawił Ciebie przed faktem dokonanym.
Gdzie etyka lekarska http://emotikona.pl/emotikony/pic/zdziwko.gif
No właśnie w dzisiejszych czasach pacjent traktowany jest jak przedmiot.
Wielkie brawa dla męża.

42

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
Kizia75 napisał/a:
Wielki_Kot napisał/a:

Jestem pełen podziwu tego człowieka. Jest już coraz mniej mężczyzn z cechami rycerskimi, dla których honor i własna kobieta ma znaczenie nadrzędne. Za to jest pełno ciot i obłudników, którzy się z nas śmieją i uważają za półgłówków, tak jak mąż jednej z Pań udzielających się. Cóż mniejszość zawsze była wyśmiewana i prześladowana, to się nie zmieni w cywilizacji.

Wielki Kocie, generalnie z większością twojej wypowiedzi nie polemizuję, twoje argumenty są sensowne, aczkolwiek nie mylmy recerskości i honoru ze zwykłym prostactwem i chamstwem. Rozumiem motywy męża Soni, jego zachowanie na pewno było podyktowane wzburzeniem, i zaskoczeniem niewłaściwym niewątpliwie zachowaniem lekarza, ale nie usprawiedliwia to wyzywania głośno lekarzy od zboczeńców czy innych tego typu epitetów. Może jestem staroświecka, ale od rycerskiego człowieka honoru wymagam też kultury osobistej. Można było tę sprawę załatwić inaczej,  stanowczo, ale nie chamsko. Gdyby mój mąż zachował się w podobny sposób, było by mi za niego wstyd nawet jeśli uważałabym, że lekarz nie miał racji. Postawa pełna agresji, którą zaprezentował mąż Soni niestety nie ma wiele wspólnego z honorem czy rycerskością.
Mam też pewne zastrzeżenie do sformułowania, którego użyłeś, a mianowicie: "honor i własna kobieta". To troszkę brzmi jakbyś traktował kobietę faktycznie jako własność, a jej honor identyfikował z własnym. Być może napisałeś to podświadomie, ale taka postawa bardzo źle mi się kojarzy.

Trochę w tym "oko za oko, ząb za ząb". Ale za chamstwo może chciał odpowiedzieć chamstwem.
To co napisałem, własna kobieta, chodziło o kobietę rycerza, no wiadomo, ze chodzi z którą jest w zwiazku, już nie doszukujcie się tak tego ubezwłasnowolnienia.

43

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Lexpar, chłodno kalkulując to dobrze postąpił i jestem z niego dumna. Bo to przechodzi ludzkie pojęcie, że ja sama nie mogę decydować kto moje krocze będzie oglądał. Dlatego też nie dziwię się, ze niektórzy mężczyźni mogą być zazdrośni, że w sferę dość intymną ingerują osoby zbędne z personelu medycznego, które trochę jeszcze inaczej spoglądają na pacjętkę. Dziękuję Ci Kocie, trochę mnie nakierowałeś. Ten pomysł ze szkołą rodzenia, też jest fajny, ale to chyba trochę później. Jak dla mnie mogę chodzić do lekarki bo sama wolę kobietę w tym fachu. jak będę musiała być zbadana przez mężczyznę to przeżyję i Tomek mam nadzieję też. Najważniejsze jest teraz nasze maleństwo.

44 Ostatnio edytowany przez Nirvanka87 (2013-07-16 15:51:56)

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
moniaCo napisał/a:

Nie czułabym sie komfortowo, gdyby mój partner stał obok podczas badania ginekologicznego.

Ale uczestniczyć podczas badania usg, gdzie może zobaczyć swojego maluszka na ekranie i usłyszeć bicie serca podczas KTG to juz zupełnie inna bajka!

Tak na dobra sprawę to czy któras z pań uczestniczy w badaniu prostaty swojego partnera??
Nie sądzę!

Nie mówię o każdym badaniu ginekologicznym, ale o tych, które są wykonywane w czasie ciąży. Po drugie, nie mówię, ze należy przymuszać faceta do chodzenia na badania wykonywane w czasie ciąży, ale go nie odstraszać i nie zakazywać. To dobrze moim zdaniem, ze partner się interesuje zdrowiem dziecka i partnerki i chce być na miejscu jakby coś się działo niepokojącego. i po trzecie, co do prostaty, to o ile mi wiadomo prostata nie jest wynikiem poczęcia, które odbywa się podczas stosunku dwóch osób, nie jest dzieckiem, więc kobieta nie zachowuje się wtedy tak jakby jej facet był w ciąży. Przecież to jest jakieś durne porównanie, równie dobrze można się zapytać, czy nasz partner chodzi z nami na tomografię głowy, echo serca i leczenie kanałowe. Ni przypiął ni wypiął porównanie z prostatą. Ale jakby facet chciał, żeby partnerka była podczas takiego badania obecna to nie widzę przeciwwskazań. Jego wola.

***************************************************************************
Wielki Kocie popieram Twój pierwszy post, reszty nie czytałam, bo są to odpowiedzi na zarzuty wobec Ciebie- zatem nie tyczą się problemu Autorki.
Nadal uważam, że masz problem (o ile nic się nie zmieniło), ale bardzo racjonalnie i szczegółowo udzieliłeś rady Autorce, poza tym nie ukrywam, ze pod względem dbania o swoją żonę w czasie ciąży, szkołę rodzenia i wykonywanie  (moim zdaniem wcale nie takich drobnych i mało istotnych) czynności, które opisałeś jesteś świetnym materiałem na ojca. Mam nadzieję, ze mój partner pod tym względem będzie taki jak Ty, czyli, ze będzie się angażował w ciążę i w życie dziecka od samego poczęcia.

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
nustablo napisał/a:

Zachowanie Twojego męża oprócz tych nerwów przy odchodnym (w pełni usprawiedliwionych zaistniałą sytuacją) było wzorowe. Sama napisałaś, że nie jest on typem chorobliwego zazdrośnika, bo to co on zrobił nie jest przejawem żadnej skrajnej zazdrości! Wiadomo, jaka jest dziś kultura "wolności" i wyzwolenia, moda na otwarte związki etc., że niektórym facetom nie przeszkadza nawet całkowite dzielenie się kobietą z innym facetem:O (nie porównuję tego do opisanej sytuacji), ale są jeszcze na tym świecie tacy rycerze (bardzo trafne określenie!:), którzy zachowują się tak jak Twój mąż się zachował. To jest taki typ człowieka, który chce byś Ty cała była tylko dla niego i vice versa:)

źle radzisz, całkowicie go wybielasz co musiałby zabić lekarza czy uderzyć by byłaby zazdrość.
Zachowujesz się jak maho jeszcze to wyzwolenie, wyzwolenie ma dwa końce....
Kobieta nie jest jego własnością to tak jak prawa autorskie.

46

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
Nirvanka87 napisał/a:
moniaCo napisał/a:

Nie czułabym sie komfortowo, gdyby mój partner stał obok podczas badania ginekologicznego.

Ale uczestniczyć podczas badania usg, gdzie może zobaczyć swojego maluszka na ekranie i usłyszeć bicie serca podczas KTG to juz zupełnie inna bajka!

Tak na dobra sprawę to czy któras z pań uczestniczy w badaniu prostaty swojego partnera??
Nie sądzę!

Nie mówię o każdym badaniu ginekologicznym, ale o tych, które są wykonywane w czasie ciąży. Po drugie, nie mówię, ze należy przymuszać faceta do chodzenia na badania wykonywane w czasie ciąży, ale go nie odstraszać i nie zakazywać. To dobrze moim zdaniem, ze partner się interesuje zdrowiem dziecka i partnerki i chce być na miejscu jakby coś się działo niepokojącego. i po trzecie, co do prostaty, to o ile mi wiadomo prostata nie jest wynikiem poczęcia, które odbywa się podczas stosunku dwóch osób, nie jest dzieckiem, więc kobieta nie zachowuje się wtedy tak jakby jej facet był w ciąży. Przecież to jest jakieś durne porównanie, równie dobrze można się zapytać, czy nasz partner chodzi z nami na tomografię głowy, echo serca i leczenie kanałowe. Ni przypiął ni wypiął porównanie z prostatą. Ale jakby facet chciał, żeby partnerka była podczas takiego badania obecna to nie widzę przeciwwskazań. Jego wola.

***************************************************************************
Wielki Kocie popieram Twój pierwszy post, reszty nie czytałam, bo są to odpowiedzi na zarzuty wobec Ciebie- zatem nie tyczą się problemu Autorki.
Nadal uważam, że masz problem (o ile nic się nie zmieniło), ale bardzo racjonalnie i szczegółowo udzieliłeś rady Autorce, poza tym nie ukrywam, ze pod względem dbania o swoją żonę w czasie ciąży, szkołę rodzenia i wykonywanie  (moim zdaniem wcale nie takich drobnych i mało istotnych) czynności, które opisałeś jesteś świetnym materiałem na ojca. Mam nadzieję, ze mój partner pod tym względem będzie taki jak Ty, czyli, ze będzie się angażował w ciążę i w życie dziecka od samego poczęcia.

Naprawde uważasz, że moje porównanie do badania prostaty jest durne??
Szczególnie w kontekście takim jak uważa Wielki Kot ? Ze, jak kobietę bada ginekolog mężczyzna, to jest to według niego porównywalne do zdrady?????

Nawet ciąża nie jest powodem, aby mój partner stał obok ginekologa i zaglądał razem z nim w moje krocze!
Po badaniu a i owszem...może wejść do gabinetu i razem ze mną wysłuchać co lekarz ma do powiedzenia, wspólnie uczestnicząc w przebiegu ciąży!!
W końcu jest ojcem i powinien być na bieżąco!
Obecność podczas badania na fotelu uważam za zbędną!

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
moniaCo napisał/a:
nustablo napisał/a:

Zachowanie Twojego męża oprócz tych nerwów przy odchodnym (w pełni usprawiedliwionych zaistniałą sytuacją) było wzorowe. Sama napisałaś, że nie jest on typem chorobliwego zazdrośnika, bo to co on zrobił nie jest przejawem żadnej skrajnej zazdrości! Wiadomo, jaka jest dziś kultura "wolności" i wyzwolenia, moda na otwarte związki etc., że niektórym facetom nie przeszkadza nawet całkowite dzielenie się kobietą z innym facetem:O (nie porównuję tego do opisanej sytuacji), ale są jeszcze na tym świecie tacy rycerze (bardzo trafne określenie!:), którzy zachowują się tak jak Twój mąż się zachował. To jest taki typ człowieka, który chce byś Ty cała była tylko dla niego i vice versa:)

A ja sie pytam co ma wybor mezczyzny lekarza do otwartych związków? I o zgrozo nazywanie tego dzieleniem sie kobietą?
Czy w waszych ciasnych umyslach nie miesci sie fakt, ze to jest przede wszystkim lekarz??
W takim razie wszyscy panowie , ktorzy mają takie idiotyczne podejście do tego tematu, powinni mieć kategoryczny zakaz chodzenia do lekarza kobiety! Bo w końcu również kobieta lekarz moze sie podniecać narządami naszego męzczyzny, przy badaniu prostaty. Albo dostanie orgazmu przy osłuchwaniu stetoskopem na widok jakze podniecającego torsu faceta!
W koncu nie bedziemy sie dzielic naszym facetem z jakąś lekarką nimfomanką prawda?

Cienkie umysły to dla nich za lekko, widać mąż ocenia zachowanie lekarza po sobie.
Przecież tak działa ludzki umysł, na jej miejscu już bym rzucił tego gnojka.

"Podstawą zazdrości jest u kobiet miłość, u mężczyzn zaś - próżność."
Franz Grillparzer

48

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
AdrianDąbrowski napisał/a:

Cienkie umysły to dla nich za lekko, widać mąż ocenia zachowanie lekarza po sobie.
Przecież tak działa ludzki umysł, na jej miejscu już bym rzucił tego gnojka.

"Podstawą zazdrości jest u kobiet miłość, u mężczyzn zaś - próżność."
Franz Grillparzer

Taaaaak, lekarz zachwał się super a mąż karygodnie. Jesteś chyba facetem o którym pisałem wcześniej.

moniaCo napisał/a:

Naprawde uważasz, że moje porównanie do badania prostaty jest durne??
Szczególnie w kontekście takim jak uważa Wielki Kot ? Ze, jak kobietę bada ginekolog mężczyzna, to jest to według niego porównywalne do zdrady?????

Nawet ciąża nie jest powodem, aby mój partner stał obok ginekologa i zaglądał razem z nim w moje krocze!
Po badaniu a i owszem...może wejść do gabinetu i razem ze mną wysłuchać co lekarz ma do powiedzenia, wspólnie uczestnicząc w przebiegu ciąży!!
W końcu jest ojcem i powinien być na bieżąco!
Obecność podczas badania na fotelu uważam za zbędną!

Monia ale ty się denerwujesz. Widać to przez wykrzykniki. Dla Ciebie jest to zbędne, dlatego czy ja, czy mąż Sonii, czy moze twój facet tam się pcha? Więc dlaczego się denerwujesz i narzucasz swoją rację na siłę. Moze Sonia chce być z mężem, nie ubezwłasnowolniaj jej smile
Wątek dotyczy Sonii i jej męża, wiec nie machaj drewnianą szabelką tylko pozwól jej samej zadecydować. Nie uważajmy się siebie za ideałów, bo nikt z nas nie jest. Zamiast doradzić Sonii to ty tylko naskakujesz na mnie. jest wątek o mnie, tam możesz mnie wyzywać, a tutaj to, ze Tobie się nie podoba wizyta z mężem nie uprawnia Cię do narzutu własnych racji. Mnie znów nie podobałoby się, aby moja żona chodziła do mężczyzny ginekologa, ale Sonii nie narzucam moich racji, tylko przedstawiam punkt widzenia jej męża, bo właśnie o to jej chodziło.

49

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

moniaCo, tak uważam, ze jest durne, bo ja nie pisałam o obecności podczas badań w kontekście zazdrości tylko w kontekście uczestnictwa w ciąży. A Twój argument o zaglądaniu w krocze też jest trochę bez sensu, Takie same argumenty są wysnuwane, gdy mowa o porodzie rodzinnym. Przecież nie chodzi o to by facet stał i gapił się  w waginę partnerki, ale żeby stał przy "górnych partiach" i np trzymał za rękę, mówił rozmawiał, wspierał itp. Oczywiście sa osoby, które nie chcą, kobiety, które nie chcą aby mężczyzna uczestniczył w tego typu badaniach, czy porodzie i mają do tego prawo, ale z drugiej strony partner ma prawo wyrazić chęć uczestnictwa, bo to także jego dziecko. Tak samo jak decyzja o aborcji nie jest tylko decyzją kobiety, bo sama sobie tego dziecka nie zrobiła.

Jednym słowem, kobieta może powiedzieć, nie chcę, abyś był podczas badania, a facet może powiedzieć, chcę byc podczas badania i w takiej sytuacji muszą dojśc do porozumienia, bo żadne z nich nie ma prawa samo decydować o tym. To kobieta jest w ciąży (bo tak durna natura wymyśliła), ale dziecko jest także mężczyzny,  na takich samych prawach jak kobiety.

50

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
Wielki_Kot napisał/a:
AdrianDąbrowski napisał/a:

Cienkie umysły to dla nich za lekko, widać mąż ocenia zachowanie lekarza po sobie.
Przecież tak działa ludzki umysł, na jej miejscu już bym rzucił tego gnojka.

"Podstawą zazdrości jest u kobiet miłość, u mężczyzn zaś - próżność."
Franz Grillparzer

Taaaaak, lekarz zachwał się super a mąż karygodnie. Jesteś chyba facetem o którym pisałem wcześniej.

moniaCo napisał/a:

Naprawde uważasz, że moje porównanie do badania prostaty jest durne??
Szczególnie w kontekście takim jak uważa Wielki Kot ? Ze, jak kobietę bada ginekolog mężczyzna, to jest to według niego porównywalne do zdrady?????

Nawet ciąża nie jest powodem, aby mój partner stał obok ginekologa i zaglądał razem z nim w moje krocze!
Po badaniu a i owszem...może wejść do gabinetu i razem ze mną wysłuchać co lekarz ma do powiedzenia, wspólnie uczestnicząc w przebiegu ciąży!!
W końcu jest ojcem i powinien być na bieżąco!
Obecność podczas badania na fotelu uważam za zbędną!

Monia ale ty się denerwujesz. Widać to przez wykrzykniki. Dla Ciebie jest to zbędne, dlatego czy ja, czy mąż Sonii, czy moze twój facet tam się pcha? Więc dlaczego się denerwujesz i narzucasz swoją rację na siłę. Moze Sonia chce być z mężem, nie ubezwłasnowolniaj jej smile
Wątek dotyczy Sonii i jej męża, wiec nie machaj drewnianą szabelką tylko pozwól jej samej zadecydować. Nie uważajmy się siebie za ideałów, bo nikt z nas nie jest. Zamiast doradzić Sonii to ty tylko naskakujesz na mnie. jest wątek o mnie, tam możesz mnie wyzywać, a tutaj to, ze Tobie się nie podoba wizyta z mężem nie uprawnia Cię do narzutu własnych racji. Mnie znów nie podobałoby się, aby moja żona chodziła do mężczyzny ginekologa, ale Sonii nie narzucam moich racji, tylko przedstawiam punkt widzenia jej męża, bo właśnie o to jej chodziło.

Wielki Kocie to było w odpowiedzi do mnie, nie do Ciebie;) ale tak czy siak, też uważam, że Monia podchodzi za bardzo impulsywnie do całej sprawy

51

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
Wielki_Kot napisał/a:
AdrianDąbrowski napisał/a:

Cienkie umysły to dla nich za lekko, widać mąż ocenia zachowanie lekarza po sobie.
Przecież tak działa ludzki umysł, na jej miejscu już bym rzucił tego gnojka.

"Podstawą zazdrości jest u kobiet miłość, u mężczyzn zaś - próżność."
Franz Grillparzer

Taaaaak, lekarz zachwał się super a mąż karygodnie. Jesteś chyba facetem o którym pisałem wcześniej.

moniaCo napisał/a:

Naprawde uważasz, że moje porównanie do badania prostaty jest durne??
Szczególnie w kontekście takim jak uważa Wielki Kot ? Ze, jak kobietę bada ginekolog mężczyzna, to jest to według niego porównywalne do zdrady?????

Nawet ciąża nie jest powodem, aby mój partner stał obok ginekologa i zaglądał razem z nim w moje krocze!
Po badaniu a i owszem...może wejść do gabinetu i razem ze mną wysłuchać co lekarz ma do powiedzenia, wspólnie uczestnicząc w przebiegu ciąży!!
W końcu jest ojcem i powinien być na bieżąco!
Obecność podczas badania na fotelu uważam za zbędną!

Monia ale ty się denerwujesz. Widać to przez wykrzykniki. Dla Ciebie jest to zbędne, dlatego czy ja, czy mąż Sonii, czy moze twój facet tam się pcha? Więc dlaczego się denerwujesz i narzucasz swoją rację na siłę. Moze Sonia chce być z mężem, nie ubezwłasnowolniaj jej smile
Wątek dotyczy Sonii i jej męża, wiec nie machaj drewnianą szabelką tylko pozwól jej samej zadecydować. Nie uważajmy się siebie za ideałów, bo nikt z nas nie jest. Zamiast doradzić Sonii to ty tylko naskakujesz na mnie. jest wątek o mnie, tam możesz mnie wyzywać, a tutaj to, ze Tobie się nie podoba wizyta z mężem nie uprawnia Cię do narzutu własnych racji. Mnie znów nie podobałoby się, aby moja żona chodziła do mężczyzny ginekologa, ale Sonii nie narzucam moich racji, tylko przedstawiam punkt widzenia jej męża, bo właśnie o to jej chodziło.

Ja przedstawiam rowniez swoj punkt widzenia, w koncu takie moje prawo.
Wcale nie uwazam sie za ideal, bo daleko mi do tego.
Probuje co niektorym uświadomic, ze mamy wolnosc slowa,  wyznania jak i rowniez wyboru
lekarza.

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
Wielki_Kot napisał/a:
AdrianDąbrowski napisał/a:

Cienkie umysły to dla nich za lekko, widać mąż ocenia zachowanie lekarza po sobie.
Przecież tak działa ludzki umysł, na jej miejscu już bym rzucił tego gnojka.

"Podstawą zazdrości jest u kobiet miłość, u mężczyzn zaś - próżność."
Franz Grillparzer

Taaaaak, lekarz zachwał się super a mąż karygodnie. Jesteś chyba facetem o którym pisałem wcześniej.

moniaCo napisał/a:

Naprawde uważasz, że moje porównanie do badania prostaty jest durne??
Szczególnie w kontekście takim jak uważa Wielki Kot ? Ze, jak kobietę bada ginekolog mężczyzna, to jest to według niego porównywalne do zdrady?????

Nawet ciąża nie jest powodem, aby mój partner stał obok ginekologa i zaglądał razem z nim w moje krocze!
Po badaniu a i owszem...może wejść do gabinetu i razem ze mną wysłuchać co lekarz ma do powiedzenia, wspólnie uczestnicząc w przebiegu ciąży!!
W końcu jest ojcem i powinien być na bieżąco!
Obecność podczas badania na fotelu uważam za zbędną!

Monia ale ty się denerwujesz. Widać to przez wykrzykniki. Dla Ciebie jest to zbędne, dlatego czy ja, czy mąż Sonii, czy moze twój facet tam się pcha? Więc dlaczego się denerwujesz i narzucasz swoją rację na siłę. Moze Sonia chce być z mężem, nie ubezwłasnowolniaj jej smile
Wątek dotyczy Sonii i jej męża, wiec nie machaj drewnianą szabelką tylko pozwól jej samej zadecydować. Nie uważajmy się siebie za ideałów, bo nikt z nas nie jest. Zamiast doradzić Sonii to ty tylko naskakujesz na mnie. jest wątek o mnie, tam możesz mnie wyzywać, a tutaj to, ze Tobie się nie podoba wizyta z mężem nie uprawnia Cię do narzutu własnych racji. Mnie znów nie podobałoby się, aby moja żona chodziła do mężczyzny ginekologa, ale Sonii nie narzucam moich racji, tylko przedstawiam punkt widzenia jej męża, bo właśnie o to jej chodziło.

W ogóle nie zrozumiałeś mnie mąż wkurzył się bo myślał że będzie odczuwał jakiś seksualny pociąg dotykając pochwy.
Tu wyraźnie widać że jej mąż sam by się tak zachował gdyby był lekarzem, ja nie oceniłem chamskiego zachowania lekarza a jedynie zachowanie jej męża.
On pewnie ciągle bije się ze swoim chorym popędem do ładnych kobiet które pewnie nie raz widuje ulicą a które na pierwszy rzut oka są  wydają mu się lepsze pod każdym względem od jego żony.

53 Ostatnio edytowany przez AdrianDąbrowski (2013-07-16 17:03:11)

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
Wielki_Kot napisał/a:
AdrianDąbrowski napisał/a:

Cienkie umysły to dla nich za lekko, widać mąż ocenia zachowanie lekarza po sobie.
Przecież tak działa ludzki umysł, na jej miejscu już bym rzucił tego gnojka.

"Podstawą zazdrości jest u kobiet miłość, u mężczyzn zaś - próżność."
Franz Grillparzer

Taaaaak, lekarz zachwał się super a mąż karygodnie. Jesteś chyba facetem o którym pisałem wcześniej.

moniaCo napisał/a:

Naprawde uważasz, że moje porównanie do badania prostaty jest durne??
Szczególnie w kontekście takim jak uważa Wielki Kot ? Ze, jak kobietę bada ginekolog mężczyzna, to jest to według niego porównywalne do zdrady?????

Nawet ciąża nie jest powodem, aby mój partner stał obok ginekologa i zaglądał razem z nim w moje krocze!
Po badaniu a i owszem...może wejść do gabinetu i razem ze mną wysłuchać co lekarz ma do powiedzenia, wspólnie uczestnicząc w przebiegu ciąży!!
W końcu jest ojcem i powinien być na bieżąco!
Obecność podczas badania na fotelu uważam za zbędną!

Monia ale ty się denerwujesz. Widać to przez wykrzykniki. Dla Ciebie jest to zbędne, dlatego czy ja, czy mąż Sonii, czy moze twój facet tam się pcha? Więc dlaczego się denerwujesz i narzucasz swoją rację na siłę. Moze Sonia chce być z mężem, nie ubezwłasnowolniaj jej smile
Wątek dotyczy Sonii i jej męża, wiec nie machaj drewnianą szabelką tylko pozwól jej samej zadecydować. Nie uważajmy się siebie za ideałów, bo nikt z nas nie jest. Zamiast doradzić Sonii to ty tylko naskakujesz na mnie. jest wątek o mnie, tam możesz mnie wyzywać, a tutaj to, ze Tobie się nie podoba wizyta z mężem nie uprawnia Cię do narzutu własnych racji. Mnie znów nie podobałoby się, aby moja żona chodziła do mężczyzny ginekologa, ale Sonii nie narzucam moich racji, tylko przedstawiam punkt widzenia jej męża, bo właśnie o to jej chodziło.

W ogóle nie zrozumiałeś mnie mąż wkurzył się bo myślał że będzie odczuwał jakiś seksualny pociąg dotykając pochwy.
Tu wyraźnie widać że jej mąż sam by się tak zachował gdyby był lekarzem, ja nie oceniłem chamskiego zachowania lekarza a jedynie zachowanie jej męża.
On pewnie ciągle bije się ze swoim chorym popędem do ładnych kobiet które pewnie nie raz widuje ulicą a które na pierwszy rzut oka są  wydają mu się lepsze pod każdym względem od jego żony.
A chorobliwa zazdrość ma jeszcze inny negatywny wpływ ...
"Kto podejrzewa, zaprasza do zdrady"
Voltaire

54

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
Nirvanka87 napisał/a:

moniaCo, tak uważam, ze jest durne, bo ja nie pisałam o obecności podczas badań w kontekście zazdrości tylko w kontekście uczestnictwa w ciąży. A Twój argument o zaglądaniu w krocze też jest trochę bez sensu, Takie same argumenty są wysnuwane, gdy mowa o porodzie rodzinnym. Przecież nie chodzi o to by facet stał i gapił się  w waginę partnerki, ale żeby stał przy "górnych partiach" i np trzymał za rękę, mówił rozmawiał, wspierał itp. Oczywiście sa osoby, które nie chcą, kobiety, które nie chcą aby mężczyzna uczestniczył w tego typu badaniach, czy porodzie i mają do tego prawo, ale z drugiej strony partner ma prawo wyrazić chęć uczestnictwa, bo to także jego dziecko. Tak samo jak decyzja o aborcji nie jest tylko decyzją kobiety, bo sama sobie tego dziecka nie zrobiła.

Jednym słowem, kobieta może powiedzieć, nie chcę, abyś był podczas badania, a facet może powiedzieć, chcę byc podczas badania i w takiej sytuacji muszą dojśc do porozumienia, bo żadne z nich nie ma prawa samo decydować o tym. To kobieta jest w ciąży (bo tak durna natura wymyśliła), ale dziecko jest także mężczyzny,  na takich samych prawach jak kobiety.

Owszem, przy porodzie moze stac i trzymac za rękę, wspierając swoją partnerkę. Bo to bardzo wazne.
Ale moim.zdaniem, absurdalne jest aby trzymal mnie za rękę i wspieral w czasie badania ginekologicznego.
Ale podkreślam....to moje zdanie. I nikomu nie probuje niczego narzucac.

Mąz autorki slusznie zareagowal na informację, ze przy badaniu mieliby byc stażysci bez zgody jego zony.
Bezsensem jest z kolei zabraniac zonie być badaną przez męzczyzne!
Ale znow podkreślę...to moja opinia :-)

55

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
moniaCo napisał/a:

Wcale nie uwazam sie za ideal, bo daleko mi do tego.
Probuje co niektorym uświadomic, ze mamy wolnosc slowa,  wyznania jak i rowniez wyboru
lekarza.

Czy ktoś Ci to kwestionuje?

moniaCo napisał/a:

Owszem, przy porodzie moze stac i trzymac za rękę, wspierając swoją partnerkę. Bo to bardzo wazne.
Ale moim.zdaniem, absurdalne jest aby trzymal mnie za rękę i wspieral w czasie badania ginekologicznego.
Ale podkreślam....to moje zdanie. I nikomu nie probuje niczego narzucac.

Mąz autorki slusznie zareagowal na informację, ze przy badaniu mieliby byc stażysci bez zgody jego zony.
Bezsensem jest z kolei zabraniac zonie być badaną przez męzczyzne!
Ale znow podkreślę...to moja opinia :-)

Super, teraz się z tym mogę zgodzić.

AdrianDąbrowski napisał/a:

W ogóle nie zrozumiałeś mnie mąż wkurzył się bo myślał że będzie odczuwał jakiś seksualny pociąg dotykając pochwy.
Tu wyraźnie widać że jej mąż sam by się tak zachował gdyby był lekarzem, ja nie oceniłem chamskiego zachowania lekarza a jedynie zachowanie jej męża.
On pewnie ciągle bije się ze swoim chorym popędem do ładnych kobiet które pewnie nie raz widuje ulicą a które na pierwszy rzut oka są  wydają mu się lepsze pod każdym względem od jego żony.
A chorobliwa zazdrość ma jeszcze inny negatywny wpływ ...
"Kto podejrzewa, zaprasza do zdrady"
Voltaire

Dlaczego tak oczerniasz jej męża? na jakiej podstawie? Moze gdzieś wyczytałeś w swoich powiedzonkach. Nie oczerniaj osób i tym bardziej nie dopisuj im cech, jeżeli tylko wydaje Ci się, że takie mają. Tak to ja mogę zrobić portret psychologiczny każdemu. Tobie np. Lubisz Gang Bang i kreci Cię jak twoją dziewczynę ktoś inny puka. Pięknie wyssane z palca. Tylko, ze ja staram się opierać na jakiś faktach a nie własnych wymysłach.

56

Odp: Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.
moniaCo napisał/a:

Mąz autorki slusznie zareagowal na informację, ze przy badaniu mieliby byc stażysci bez zgody jego zony.
Bezsensem jest z kolei zabraniac zonie być badaną przez męzczyzne!
Ale znow podkreślę...to moja opinia :-)

I z tym się zgadzam w 100%
Ja rozumiem i szanuję Twoje poglądy, jedynie polemizuje z niektórymi argumentami, których używasz np. z prostatą wink
Rozumiem Twoje podejście i jeżeli podczas ciąż/y z partnerem doszliście do takich samych, wspólnych wniosków to tylko się cieszyć trzeba.

Moje podejście (jeszcze nie zweryfikowane doświadczeniem, zatem może się zmienić) opiera się na tym, by od samego początku partner był z dzieckiem, nawet jeżeli są to tylko badania. Wolałabym, żeby był podczas badań ginekologicznych, gdybym była w ciąży, bo to też w pewnym sensie mu uświadamia jak to wszystko wygląda. W ten sposób uczestniczy w ciąży, a nie jest tylko informowany.

Posty [ 57 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy mąż ma rację? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024