Znam pewną 50 letnią starą pannę.Urzędniczkę ZUS, babę wydawałoby się z piekła rodem.Kiedyś pewien znajomy musiał coś z nią załatwić.Bał się jak cholera, bo nie raz oświergoliła go w urzędzie.A i spotkana na ulicy ledwo odburkiwała dzień dobry.I jak to NORMALNY facet kupił kwiaty i powiedział jej parę miłych słów.Sprawę załatwił od ręki.Za jakiś czas była powtórka z rozrywki, tylko ciut poważniejsza.Zrewanżował się kolacją.I.... okazało się, że pani ma fajne zainteresowania, jest pasjonatką grzybobrania, lubi wędrówki po górach.Od słowa do słowa z pani wyparowywała wredna jędza, a pojawiała się ciekawa kobieta.
Parę wspólnych wyjazdów na grzyby, kilka zaproszeń na spacer i są razem.Babeczka była wredna i złośliwa, bo była samotna, czuła się brzydka, niekochana.I święcie przekonana, że do końca życia zostanie sama. Jakiekolwiek próby zmiany - randki w internecie skończyły się problemami i kłamstwami.Facet był po 45 i rozwodzie , znudziły go panienki na jedną noc.
Tych dwoje rozbitków życiowych jest parą.Kobieta jest chyba najmilszą urzędniczką ZUS w Polsce, kwitnie.Facet ma dom, obiady ifantastycznego partnera.
Czasem drodzy panowie dobrze zobaczyć kobietę w wiedzmie.Złośliwej , nadąsanej .Zdradzę tajemnicę - nieszczęśliwej bo samotnej.Wystarczy odrobinę ciepła i zainteresowania i okarze się, że to nie wiedzma tylko czarodziejka, która potrafi odmienić czyjeś samotne życie.
Czasem warto zaryzykować....
Bardzo fajna historia, trzymam kciuki za nich. Na miłość nigdy nie jest za późno a taka dojrzała jest bardzo ważna. Nie mówię, że nie ma wrednych ludzi są. Ale z doświadczenia wiem, że ci opryskliwi, z pozoru niesympatyczni po poznaniu są do rany przyłóż.
Znam pewną 50 letnią starą pannę.Urzędniczkę ZUS, babę wydawałoby się z piekła rodem.Kiedyś pewien znajomy musiał coś z nią załatwić.Bał się jak cholera(...)
I.... okazało się, że pani ma fajne zainteresowania, jest pasjonatką grzybobrania, lubi wędrówki po górach.Od słowa do słowa z pani wyparowywała wredna jędza, a pojawiała się ciekawa kobieta.
Parę wspólnych wyjazdów na grzyby, kilka zaproszeń na spacer i są razem.Babeczka była wredna i złośliwa, bo była samotna(...)
Tych dwoje rozbitków życiowych jest parą.Kobieta jest chyba najmilszą urzędniczką ZUS w Polsce, kwitnie.Facet ma dom, obiady ifantastycznego partnera.
Czasem drodzy panowie dobrze zobaczyć kobietę w wiedzmie.Złośliwej , nadąsanej .Zdradzę tajemnicę - nieszczęśliwej bo samotnej.Wystarczy odrobinę ciepła i zainteresowania i okarze się, że to nie wiedzma tylko czarodziejka, która potrafi odmienić czyjeś samotne życie.
Czasem warto zaryzykować....
Czyli... BAJKA. Przygalopował książę na białym koniu...
Gdyby facet nie miał sprawy "nożowej" do załatwienia, to kobiecina by pozostała jędzą złośliwą i upierdliwą dla otoczenia do "uśmiechniętej śmierci"...
Ja w bajki nie wierzę. Taka historia zdarza się raz na ile? Tak często jak wygrana w totolotka?
A o ZAINTERESOWANIACH i PASJACH trąbię już do znudzenia... Mogą być tematem ROZMÓW i w autobusie i w bibliotece i na cmentarzu. Tylko z wrednym, skrzywionym i złośliwym rzadko chce się gadać... szczególnie na tematy, które uważamy za prywatne.
Tak czy nie?
Historia przesympatyczna jednakowoż
Daj IM Boże jak najlepiej...
4 2013-07-10 20:57:20 Ostatnio edytowany przez Asterka10 (2013-07-10 20:58:06)
Czyli... BAJKA. Przygalopował książę na białym koniu...
Gdyby facet nie miał sprawy "nożowej" do załatwienia, to kobiecina by pozostała jędzą złośliwą i upierdliwą dla otoczenia do "uśmiechniętej śmierci"...No właśnie - bez sprawy nożowej nie można?90% kobiet tych wiedzm, jędz jest po prostu samotna, rozgoryczona, a nie zła.Wystarczyłoby odrobinę ciepła, dobroci i zainteresowania.ALE PO CO?
Mogą być tematem ROZMÓW i w autobusie i w bibliotece i na cmentarzu. Tylko z wrednym, skrzywionym i złośliwym rzadko chce się gadać... szczególnie na tematy, które uważamy za prywatne.
Tak czy nie?Mogą.Ale trzeba spotkać zainteresowaną osobę.Gadam z kobietami.Facetów moje pasje i to co mam do powiedzenia nie interesuje.Chyba, że miłych starszych panów po 70 i młodych chłopaków.Mój przedział wiekowy jest na takie rozmowy i mnie samą odporny.
Historia przesympatyczna jednakowoż
![]()
Daj IM Boże jak najlepiejA ...
90% kobiet tych wiedzm, jędz jest po prostu samotna, rozgoryczona, a nie zła.Wystarczyłoby odrobinę ciepła, dobroci i zainteresowania.ALE PO CO?
Bo zwykle jedna strona daje 50% a druga drugie 50%, razem 100%.
W przypadku wiedźm, trzeba im dać 150%, bo one na starcie są na -50%.
Najłatwiej robić z siebie ofiarę złego świata i złych mężczyzn.
Te twoje jędze egocentrycznie wymagają szczególnego traktowania.
KAŻDY wymaga szczególnego traktowania.A jędze te 50% , które trzeba włożyć na początek oddają z nawiązką w późniejszym związku.Tylko prawie każdy facet teraz jest leniwy i bierny.Tudzież egoistyczny.Jemu się zwyczajnie nie chce.Szczególnie jak efekt starania nie będzie obiektem zazdrości kolegów.
A mężczyźni nie robią z siebie ofiar złych żon i kobiet?
7 2013-07-15 16:32:57 Ostatnio edytowany przez ZaubererDE (2013-07-15 16:33:33)
Oczywiście winni są twoim zdaniem jak zwykle mężczyźni. Bierni i leniwi.
Wytłumacz mi, co ma mnie skłonić do starań o zgorzkniałą babę ze skrzywioną mordą, gdy podczas każdego dnia spotykam kilka pogodnych, uśmiechniętych, otwartych na interakcję dziewczyn.
Dlaczego by być wartościowym mężczyzną w twoich oczach, mam obowiązek mieć zacięcie do przebijania się przez opryskliwość i krzywe spojrzenia. Dlaczego mam ryzykować stratę czasu i potencjalną utratę dobrego samopoczucia.
Dlaczego mam starać się o relację z kobietą, która winę za swoje niepowodzenia zwala na mężczyzn.
Bo następuje w nich nagła przemiana? Nagle z wiedźmy przemieniają się w aniołki?
Jaką mi dajesz gwarancję, że przy pierwszej przeciwności losu w związku, ona nie wróci do poprzedniej mentalności?
Oczywiście by temu zapobiec mam już do grobowej deski na każdym kroku traktować ją jak tykającą bombę, obchodzić się z nią jak z jajkiem, ze szczególną troską.
Widzę jak umiera bliska mi osoba, z powodu choroby z której jeszcze mogłaby wyjść. Nie. Poddała się. Zrobiła z siebie ofiarę. Brzydzę się tym.
Ofiarą losu zostaje się z wyboru. Niezależnie od tego jak trudne były nasze doświadczenia, nie mamy wymówki. Nie przed innymi ludźmi. Przed własną osobą.
Nie chciałabym być Twoją bliską osobą.
...co ma mnie skłonić do starań o zgorzkniałą babę ze skrzywioną mordą, gdy podczas każdego dnia spotykam kilka pogodnych, uśmiechniętych, otwartych na interakcję dziewczyn.
Dlaczego by być wartościowym mężczyzną w twoich oczach, mam obowiązek mieć zacięcie do przebijania się przez opryskliwość i krzywe spojrzenia. Dlaczego mam ryzykować stratę czasu i potencjalną utratę dobrego samopoczucia.
Dlaczego mam starać się o relację z kobietą, która winę za swoje niepowodzenia zwala na mężczyzn.
Bo TO miły Panie działa TYLKO w jedną stronę... Zwróć uwagę na sprzeczność "fantastyczna" I "wredna"?
Widzę jak umiera bliska mi osoba, z powodu choroby z której jeszcze mogłaby wyjść. Nie. Poddała się. Zrobiła z siebie ofiarę. Brzydzę się tym.
Wybacz i pozwól tej bliskiej osobie, decydować o sobie, o tym czy ma ochotę walczyć o to życie i jakiś jego komfort, czy rezygnuje, gdyż przekracza to jej SIŁY.
W tym przypadku jeszcze większe jest prawo "wolności wyboru", niż owo, w tym wątku opisywane, w kwestii wyboru JAKI typ człowieka się podoba/nie podoba (ewentualnym chętnym).
Ofiarą losu zostaje się z wyboru. Niezależnie od tego jak trudne były nasze doświadczenia, nie mamy wymówki. Nie przed innymi ludźmi. Przed własną osobą.
Syndrom sierotki? Nie porównuj proszę w/w sytuacji NIE TEN sam KALIBER spraw
przykro mi, zdobądź się na zrozumienie, o ile dasz radę.
Ta historia wcale nie są jakimś wyjątkiem...zastanawiam się co by było z tą panią gdyby nie znalazł się taki lodołamacz?
A wiesz Asterko ze ja o takich zgryźliwych paniach myśle "że chyba chłopa im brakuje" no i coś w tym jest patrzac przez pryzmat takich bajek
Ta historia wcale nie są jakimś wyjątkiem...zastanawiam się co by było z tą panią gdyby nie znalazł się taki lodołamacz?
A wiesz Asterko ze ja o takich zgryźliwych paniach myśle "że chyba chłopa im brakuje" no i coś w tym jest patrzac przez pryzmat takich bajek
Czyli bęldne koło? ![]()
Wytłumacz mi, co ma mnie skłonić do starań o zgorzkniałą babę ze skrzywioną mordą, gdy podczas każdego dnia spotykam kilka pogodnych, uśmiechniętych, otwartych na interakcję dziewczyn.
np.znudzenie tym co proste, łatwe i znane, wiesz nie mozna generalizować, są meżczyźni którzy lubią zdobywać, a im trudniej tym dla nich lepiej a jak im się kobieta podoba to róznych sposobów szukają
Sądze ze męzczyźni po przejsciach z jakimś tam doświadczeniem co trochę kobiet i zycia poznali są bardziej skłonni być takim lodołamaczem, młodym sie nie dziwie...
Wybacz i pozwól tej bliskiej osobie, decydować o sobie, o tym czy ma ochotę walczyć o to życie i jakiś jego komfort, czy rezygnuje, gdyż przekracza to jej SIŁY.
W tym przypadku jeszcze większe jest prawo "wolności wyboru", niż owo, w tym wątku opisywane, w kwestii wyboru JAKI typ człowieka się podoba/nie podoba (ewentualnym chętnym).
Nie powinienem tego poruszać, bo nie jestem w stanie przedstawić całego obrazu sytuacji, wszystkich aspektów.
Ta osoba chce żyć i ma ku temu możliwości.
Natomiast najłatwiej właśnie iść po linii najmniejszego oporu. Zdać się na innych. Podczas gdy wszystko zależy od niej i od jej nastawienia.
Ludzie którzy są wokół niej, w tym ja i nawet ci których nigdy sobie nie ceniła i od siebie odtrąciła, zrobili wszystko co się da.
Ja nie godzę się na to, by rozkładać ręce nad wciąż żywą osobą.
Syndrom sierotki? Nie porównuj proszę w/w sytuacji NIE TEN sam KALIBER spraw :( przykro mi, zdobądź się na zrozumienie, o ile dasz radę.
Nie ten kaliber, ale wiele wspólnego. To jest skrajna sytuacja, w której w najbardziej wyraźny sposób uwydatnia się to jakie podejście do życia ma dana osoba.
Wybacz i pozwól tej bliskiej osobie, decydować o sobie, o tym czy ma ochotę walczyć o to życie i jakiś jego komfort, czy rezygnuje, gdyż przekracza to jej SIŁY. W tym przypadku jeszcze większe jest prawo "wolności wyboru", niż owo, w tym wątku opisywane, w kwestii wyboru JAKI typ człowieka się podoba/nie podoba (ewentualnym chętnym).
Myślisz, że w takiej sytuacji powinno się myśleć tylko o sobie? Mogę żyć, ale nie chce mi się/nie mam siły o to powalczyć i mam w nosie, że zostawię bliskich w rozpaczy (a może nawet kogoś, komu moja śmierć mocno namiesza w życiu)?
Koliber napisał/a:Ta historia wcale nie są jakimś wyjątkiem...zastanawiam się co by było z tą panią gdyby nie znalazł się taki lodołamacz?
A wiesz Asterko ze ja o takich zgryźliwych paniach myśle "że chyba chłopa im brakuje" no i coś w tym jest patrzac przez pryzmat takich bajek
Czyli bęldne koło?
czy ja wiem,myślę że nie w każdym przypadku, niektórzy radzą sobie z "brakami" angażują sie w to co maja, swoją uwagę kierują na to co jest w zasięgu ich mozliwosci...
16 2013-07-15 20:39:05 Ostatnio edytowany przez Asterka10 (2013-07-15 20:40:48)
A pewnie, że tak jest , że większośći chłopa brakuje.Sama pamiętam, że w krótkich szczęśliwych początkach związku byłam radosna , miałam powera, góry mogłam przenosić.
Wiesz ZaubererDE nie masz gwarancji, że to zadowolenie i entuzjazm u niektórych kobiet nie jest tylko grą na zwabienie samca.A później taki zaobrączkowany nieborak zamiast miłego kociaczka ma w domu Ksantypę.
A w przypadku jędzy trzeba się tylko dawać kochać by nie wróciła jej jędzowata natura....
A jeśli chodzi o przekierowanie potrzeby kochania na inną dziedzinę, mało kogo satysfakcjonuje to zamiast.Pieski, kotki czy nawet dziecko nie zastąpią ci miłości partnera.
A pewnie, że tak jest , że większośći chłopa brakuje.Sama pamiętam, że w krótkich szczęśliwych początkach związku byłam radosna , miałam powera, góry mogłam przenosić.
Wiesz ZaubererDE nie masz gwarancji, że to zadowolenie i entuzjazm u niektórych kobiet nie jest tylko grą na zwabienie samca.A później taki zaobrączkowany nieborak zamiast miłego kociaczka ma w domu Ksantypę.
A w przypadku jędzy trzeba się tylko dawać kochać by nie wróciła jej jędzowata natura....
A jeśli chodzi o przekierowanie potrzeby kochania na inną dziedzinę, mało kogo satysfakcjonuje to zamiast.Pieski, kotki czy nawet dziecko nie zastąpią ci miłości partnera.
Mnie by zastąpiła bliska koleżanka, ponieważ popęd seksualny u mnie już zanikł.
Szczęściara!!!!
Nie szczęściara, bo nie mam takowej...
Miska pisałam o popędzie :-))))))
A w przypadku jędzy trzeba się tylko dawać kochać by nie wróciła jej jędzowata natura....
A mnie się wydaje że Ty jednak idealizujesz kobiety...
Koliber napisał/a:Ta historia wcale nie są jakimś wyjątkiem...zastanawiam się co by było z tą panią gdyby nie znalazł się taki lodołamacz?
A wiesz Asterko ze ja o takich zgryźliwych paniach myśle "że chyba chłopa im brakuje" no i coś w tym jest patrzac przez pryzmat takich bajek
Czyli bęldne koło?
Nie wiem, czy błedne koło - niewykluczone.
Wiem, że w momencie gdy dochodzi się do wniosku, że jakiś problem nie ma rozwiązania, dalsze zajmowanie się nim jest wyłącznie marnowaniem czasu. Stąd nie rozumiem ekspansji i powielania zagadnienia na kolejne watki, skoro i tak rozwiązanie nie istnieje w przekonaniu dyskutantów.
Ekspansja może wskazywać jedynie, że nie do końca wierzycie w to co piszecie, licząc jednak na cud z jasnego nieba. Zarówno ja, jak i ZaubererDE mamy neutralne podejście do waszego problemu. Wcale niekoniecznie życzymy wam źle. Jednak nie znamy rozwiązania, ani też nie poświęcimy się w imię prezentowanych, ciut naciąganych, idei, bo skończyło by się to fiaskiem.
To co pisze Asterka, o swojej aseksualności, dociera i jest zrozumiałe - niestety nikt z nas nie zna cudownej metody odwrócenia trendu. Jedyną szansą w takiej sytuacji, jest zwrócenie się ku prawom determinowanym przez statystykę. Prawdopodobieństwo, że wśród miliarda facetów znajdzie się taki, dla którego Asterka będzie najpiękniejszą kobietą świata jest bliskie jedności. Ona zaś rezygnuje po sprawdzeniu jednej dziesięciomilionowej możliwości, sprowadzając tym swoje szanse do zera. Twój jest to wybór Asterko i dobrze wiem, co znaczy załamanie i rezygnacja. Robisz wszystko, by się w niemożności przełamania trendu utwierdzać i tak się też stanie. Nikt, tylko Ty sama możesz swoje życie zmienić. Nikt nie obiecywał, że będzie to łatwe.
N4VV, ona nie rezygnuje tylko ma dość przebijania się przez te obojętne na me wdzięki tłumy.Po prostu jak słyszę znajdz, oczaruj , zdobądź to mnie wykręca na drugą stronę.Gdzie są faceci?Co oni oprócz marudzenia robią????Zdobywanie jakby tu powiedzieć jest męską domeną.
24 2013-07-16 09:05:13 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2013-07-16 09:06:47)
Witam po wakacjach szanowne towarzystwo i dorzuce swoje trzy grosze. Historia piekna, choc pan niestety na poczatku kierowal sie li tylko wlasnym interesem (tym urzedowym rzecz jasna;). Wiec o zauroczeniu i milosci na pierwszy rzut oka mowy tu nie bylo. A troche szkoda. A czemu? A dlatego, ze ta pani zapewne wcale nieatrakcyjna nie byla (chociaz moze do Miss Universum daleko jej bylo) tylko skutecznie zabarykadowala sie za sciana zlosliwosci, wredoty, malkontenctwa i czego tam jeszcze. To, ze ja ktos przypadkiem odkryl i zza tego falochronu wyciagnal, to jak to mowia "wiecej szczescia niz rozumu". Bo ta pani na wlasne zyczenie skazywala sie na samotnosc.
Ja niestety podobnie, jak niektorzy tu panowie i panie uwazam, ze o ile na rysy twarzy czy powabna sylwetke wiekszego wplywu nie mamy, o tyle, to z jakim podejsciem traktujemy innych ludzi, jest juz calkowicie w naszej gestii.
Dam sobie reke i noge odsiekac, ze to nie wiek czy ewentualny brak urody odstreczaly potencjalnych amatorow od tej pani a jej charakterek - ten, ktory eksponowala na codzien.
Znam osoby naprawde nieatrakcyjne ale tak przesympatyczne, ze ludzie jakby zapominaja o ich brakach w powloce zewnetrznej i lgna do nich jak muchy do lepu. Znam tez slicznosci kroczace na dwoch szczudlach a tak niemile i falszywe, ze do dzis dnia pozostaly same - juz niestety nie tak mlode i piekne jak onegdaj.
Powiedzcie sami, czy gdyby odwrocic sytuacje i ta urzedniczka bylby pan, w wieku blizej emerytalnym niz amanta, z uroda sredniej klasy a do tego zachowujacy sie w stosunku do nas i pozostalych petentow jak prostak, cham, gbur - chcialoby sie ktorejs z was isc z nim na kawe? A gdyby ten sam lysolek z brzuszkiem i wzrostu siedzacego psa usmiechnal sie z okienka przemile i pomogl zalatwic jakas sprawe nie do zalatwienia, czy w koncu jakas pani petentka nie spojrzalaby nan inaczej niz tylko na Misia z okienka?
25 2013-07-16 10:33:19 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-07-16 10:36:53)
Witam po wakacjach szanowne towarzystwo i dorzuce swoje trzy grosze. Historia piekna, choc pan niestety na poczatku kierowal sie li tylko wlasnym interesem (tym urzedowym rzecz jasna;). Wiec o zauroczeniu i milosci na pierwszy rzut oka mowy tu nie bylo. A troche szkoda. A czemu? A dlatego, ze ta pani zapewne wcale nieatrakcyjna nie byla (chociaz moze do Miss Universum daleko jej bylo) tylko skutecznie zabarykadowala sie za sciana zlosliwosci, wredoty, malkontenctwa i czego tam jeszcze. To, ze ja ktos przypadkiem odkryl i zza tego falochronu wyciagnal, to jak to mowia "wiecej szczescia niz rozumu". Bo ta pani na wlasne zyczenie skazywala sie na samotnosc.
Ja niestety podobnie, jak niektorzy tu panowie i panie uwazam, ze o ile na rysy twarzy czy powabna sylwetke wiekszego wplywu nie mamy, o tyle, to z jakim podejsciem traktujemy innych ludzi, jest juz calkowicie w naszej gestii.
Dam sobie reke i noge odsiekac, ze to nie wiek czy ewentualny brak urody odstreczaly potencjalnych amatorow od tej pani a jej charakterek - ten, ktory eksponowala na codzien.
Znam osoby naprawde nieatrakcyjne ale tak przesympatyczne, ze ludzie jakby zapominaja o ich brakach w powloce zewnetrznej i lgna do nich jak muchy do lepu. Znam tez slicznosci kroczace na dwoch szczudlach a tak niemile i falszywe, ze do dzis dnia pozostaly same - juz niestety nie tak mlode i piekne jak onegdaj.
Powiedzcie sami, czy gdyby odwrocic sytuacje i ta urzedniczka bylby pan, w wieku blizej emerytalnym niz amanta, z uroda sredniej klasy a do tego zachowujacy sie w stosunku do nas i pozostalych petentow jak prostak, cham, gbur - chcialoby sie ktorejs z was isc z nim na kawe? A gdyby ten sam lysolek z brzuszkiem i wzrostu siedzacego psa usmiechnal sie z okienka przemile i pomogl zalatwic jakas sprawe nie do zalatwienia, czy w koncu jakas pani petentka nie spojrzalaby nan inaczej niz tylko na Misia z okienka?
![]()
Ja jesz cze dodam, ze pan nawet ten stary i złosliwy pierwej by został "wyrwany przez lachona" ponieważ "baby są bardziej za mnieneim chłopa niż chłopy za mnieniem baby". Czesto chą ino samego faktu "aby im byle kalesony po domu tupały". Jak to mówią gaździny:"niechby pił, niechby bił, byle był"
Ja jesz cze dodam, ze pan nawet ten stary i złosliwy pierwej by został "wyrwany przez lachona" ponieważ "baby są bardziej za mnieneim chłopa niż chłopy za mnieniem baby". Czesto chą ino samego faktu "aby im byle kalesony po domu tupały". Jak to mówią gaździny:"niechby pił, niechby bił, byle był"
oj nie wiem, nie wiem, swiezo po Zakopanem jestem i widzialam jak tam gazdziny gazdami niezle kreca:) Przy takich kobitkach to niejeden w portki narobi zanim o biciu pomysli:))
Ale wracajac do tego wyrywania - moze i racja, ale w takim razie skad te rzesze samotnych panow, a tacy tez przeciez sa? Mienie mieniem, ale zakladamy, ze dany mis z okienka to tylko zwykly urzedniczyna na pensyjce powiedzmy sobie smieciowej. Ale mimo to cieply i zyczliwy. Ja nie mowie, ze z miejsca lecialabym na jego portki, skromne dochody czy inne atrybuty, ale jesli ow pan okazalby sie przy swej calej mizernej konstrukcji milym, zyczliwym i moze jeszcze z poczuciem humoru osobnikiem to pewnie z przyjemnoscia bym do tego urzedu zagladala.
Mnie nie chodzi o to, zeby sie sztucznie po hamerykansku szczerzyc jak w reklamie Colgatu, tylko zeby normalnie i uprzejmie traktowac innych ludzi. Usmiech lagodzi rysy, tego dawno dowiedziono (ja mam nawet przyklad w obecnym paszporcie, kiedy na zdjeciu nie wolno juz sie usmiechac - wygladam jak zombi z poura geba) i lagodzi obyczaje. Widzisz sama roznice miedzy usmiechnieta przyjaznie kasjerka w supermarkecie a inna siedzaca jakby jej kto szpilki rozsypal na krzesle? Przeciez nie o wyrywanie miesa tylko w zyciu idzie.
27 2013-07-16 10:59:57 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-07-16 11:01:40)
missnowegojorku napisał/a:Ja jesz cze dodam, ze pan nawet ten stary i złosliwy pierwej by został "wyrwany przez lachona" ponieważ "baby są bardziej za mnieneim chłopa niż chłopy za mnieniem baby". Czesto chą ino samego faktu "aby im byle kalesony po domu tupały". Jak to mówią gaździny:"niechby pił, niechby bił, byle był"
oj nie wiem, nie wiem, swiezo po Zakopanem jestem i widzialam jak tam gazdziny gazdami niezle kreca:) Przy takich kobitkach to niejeden w portki narobi zanim o biciu pomysli:))
Ale wracajac do tego wyrywania - moze i racja, ale w takim razie skad te rzesze samotnych panow, a tacy tez przeciez sa? Mienie mieniem, ale zakladamy, ze dany mis z okienka to tylko zwykly urzedniczyna na pensyjce powiedzmy sobie smieciowej. Ale mimo to cieply i zyczliwy. Ja nie mowie, ze z miejsca lecialabym na jego portki, skromne dochody czy inne atrybuty, ale jesli ow pan okazalby sie przy swej calej mizernej konstrukcji milym, zyczliwym i moze jeszcze z poczuciem humoru osobnikiem to pewnie z przyjemnoscia bym do tego urzedu zagladala.
Mnie nie chodzi o to, zeby sie sztucznie po hamerykansku szczerzyc jak w reklamie Colgatu, tylko zeby normalnie i uprzejmie traktowac innych ludzi. Usmiech lagodzi rysy, tego dawno dowiedziono (ja mam nawet przyklad w obecnym paszporcie, kiedy na zdjeciu nie wolno juz sie usmiechac - wygladam jak zombi z poura geba) i lagodzi obyczaje. Widzisz sama roznice miedzy usmiechnieta przyjaznie kasjerka w supermarkecie a inna siedzaca jakby jej kto szpilki rozsypal na krzesle? Przeciez nie o wyrywanie miesa tylko w zyciu idzie.
No oczywiście, że osoba miła i życzliwa, czy to kasjerka, czy "kanar" zawsze wzbudzi większą sympatię niż mająca "muchy w nosie" opryskliwa jędza czy naburmuszony bufon, aczkowlwiek sądzę, że nie koreluje to z faktem , że symatyczna Krysia czy Kazio będzie rwany w okienku przez petentów jak buraki w kołchozie, będze jedynie oceniany jako milszy i ustawią się do niego większe kolejki.
No oczywiście, że osoba miła i życzliwa, czy to kasjerka, czy "kanar" zawsze wzbudzi większą sympatię niż mająca "muchy w nosie" opryskliwa jędza czy naburmuszony bufon, aczkowlwiek sądzę, że nie koreluje to z faktem , że symatyczna Krysia czy Kazio będzie rwany w okienku przez petentów jak buraki w kołchozie, będze jedynie oceniany jako milszy i ustawią się do niego większe kolejki.
Dokladnie tak, ich przyjazne nastawienie do ludzi (czytaj petentow) nie ma byc srodkiem na wyrwanie sobie sposrod tlumu meza czy zony..ale na pewno co nieco zwieksza szanse, ze komus w tzw. oko wpadna. A tak, jesli zachowywac beda sie, jak owa pani z historii Asterki zmniejszaja sobie te szanse niemal do zera.
missnowegojorku napisał/a:No oczywiście, że osoba miła i życzliwa, czy to kasjerka, czy "kanar" zawsze wzbudzi większą sympatię niż mająca "muchy w nosie" opryskliwa jędza czy naburmuszony bufon, aczkowlwiek sądzę, że nie koreluje to z faktem , że symatyczna Krysia czy Kazio będzie rwany w okienku przez petentów jak buraki w kołchozie, będze jedynie oceniany jako milszy i ustawią się do niego większe kolejki.
Dokladnie tak, ich przyjazne nastawienie do ludzi (czytaj petentow) nie ma byc srodkiem na wyrwanie sobie sposrod tlumu meza czy zony..ale na pewno co nieco zwieksza szanse, ze komus w tzw. oko wpadna. A tak, jesli zachowywac beda sie, jak owa pani z historii Asterki zmniejszaja sobie te szanse niemal do zera.
No tak....
Anhedonia napisał/a:Wybacz i pozwól tej bliskiej osobie, decydować o sobie, o tym czy ma ochotę walczyć o to życie i jakiś jego komfort, czy rezygnuje, gdyż przekracza to jej SIŁY.
Myślisz, że w takiej sytuacji powinno się myśleć tylko o sobie? Mogę żyć, ale nie chce mi się/nie mam siły o to powalczyć i mam w nosie, że zostawię bliskich w rozpaczy (a może nawet kogoś, komu moja śmierć mocno namiesza w życiu)?
Wiesz - TO nie najlepsze miejsce na dyskusję w tym temacie.
Nie znamy całego kontekstu historii i w tym wątku lepiej go nie poruszać, bo to zbyt, jak dla mnie poważny temat.
O ile jestem całkowicie przeciwna robieniu z siebie "sierotki Marysi" o tyle jestem za dobrowolną eutanazją. I życzyłabym sobie móc decydować, kiedy mogę zejść z tego najlepszego ze światów ![]()
Ale myślę, że to temat na inny wątek ![]()
Jak to dobrze Mussuka, że już jesteś z powrotem
tak ładnie i rzeczowo "wykładasz" sprawy, o które ja prędzej się pokłócę niż wytłumaczę... bo nie potrafię tak ładnie, jak Ty.
Pozdrawiam ![]()
Wiesz - TO nie najlepsze miejsce na dyskusję w tym temacie.
Nie znamy całego kontekstu historii i w tym wątku lepiej go nie poruszać, bo to zbyt, jak dla mnie poważny temat.
O ile jestem całkowicie przeciwna robieniu z siebie "sierotki Marysi" o tyle jestem za dobrowolną eutanazją. I życzyłabym sobie móc decydować, kiedy mogę zejść z tego najlepszego ze światów
Ale myślę, że to temat na inny wątek
Rozumiem i masz całkowitą rację
Pozwoliłam sobie zatem założyć oddzielny wątek: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1602429#p1602429 Będzie mi bardzo miło, jeśli zechcesz się wypowiedzieć tam, oczywiście zupełnie ogólnie, nie w odniesieniu do tej historii.
32 2013-07-16 16:47:40 Ostatnio edytowany przez Koliber (2013-07-16 17:03:16)
Powiedzcie sami, czy gdyby odwrocic sytuacje i ta urzedniczka bylby pan, w wieku blizej emerytalnym niz amanta, z uroda sredniej klasy a do tego zachowujacy sie w stosunku do nas i pozostalych petentow jak prostak, cham, gbur - chcialoby sie ktorejs z was isc z nim na kawe?
jakby miał tak 30 lat z kawałkiem, podobał mi się , dawał sie kokietować czego skutkiem byłoby załatwienie sprawy to czemu nie heh
N4VV, ona nie rezygnuje tylko ma dość przebijania się przez te obojętne na me wdzięki tłumy.Po prostu jak słyszę znajdz, oczaruj , zdobądź to mnie wykręca na drugą stronę.Gdzie są faceci?Co oni oprócz marudzenia robią????Zdobywanie jakby tu powiedzieć jest męską domeną.
skoro byłaś miła, robiącą pierwszy krok i to nic przez x czasu nic nie dawało to dla odmiany stań się francą ![]()
podobno faceci kcohają zołzy ![]()
chyba w łóżku ![]()
KAŻDY wymaga szczególnego traktowania.A jędze te 50% , które trzeba włożyć na początek oddają z nawiązką w późniejszym związku.Tylko prawie każdy facet teraz jest leniwy i bierny.Tudzież egoistyczny.Jemu się zwyczajnie nie chce.Szczególnie jak efekt starania nie będzie obiektem zazdrości kolegów.
Tego akurat nie wiesz czy jędze oddają. Jest duże prawdopodobieństwo że jędza jest po prostu jędzą.
I wcale się nie dziwię że faceci nie chcą inwestować swojego czasu w zgryźliwe, nadąsane osoby. Tak jak i Ty byś pewnie nie zachęcała żadnej kobiety do inwestowania czasu w jakiegoś chama i prostaka. Bo czemu nie? Może pod płaszczykiem prostactwa kryje się ktoś kto będzie Cię nosił na rękach?
Brzydulla ty skrajnie podchodzisz, gdyby kobieta z opowiesci Asterki była do końca zołzą nie przyjęłaby kwiatów, cokolwiek, to nie chodzi o chamów z marginesu czy zatwardziałe do imentu kobiety...
Ja odnoszę się do myśli przewodniej Asterki: panowie, zdobywajcie niezbyt urodziwe jędze bo każda z nich okaże się cudownym aniołem.
bo tu chodzi o jedzę wyuczoną a nie tą z natury...
chociaż ludzie potrafią się zmieniać pod wpływem innych,
wiec istnieje prawdopodobieństwo że i ta naturalna jedza odpuści sobie i innym jędzowatość ![]()
bo tu chodzi o jedzę wyuczoną a nie tą z natury...
chociaż ludzie potrafią się zmieniać pod wpływem innych,
wiec istnieje prawdopodobieństwo że i ta naturalna jedza odpuści sobie i innym jędzowatość
Ja myślę, iż w tej historyjce chodzi o kobietę zgorzkniałą, bo nieszczęśliwą, pozbawioną miłości i bliskości, wierzę, że może ona się zmienić pod wpływem dobrego traktowania....
40 2013-07-16 19:38:01 Ostatnio edytowany przez Koliber (2013-07-16 19:39:28)
tez tak mysle:)
a tak w ogóle to.... lubię takie historie, wiecej takich proszę! ![]()
Ale po co się wysilać skoro jest tyle niejędzowatych?
no jak to po co, dla smaczku
ja bym była podjarana jakby mezczyzna robił co chcę po ładnie się uśmiechnęłam,
jak w historii Asterki...
kobitka myśli ze to ona trzyma go w garści a tak na prawdę było odwrotnie,heh
43 2013-07-17 09:50:09 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2013-07-17 09:59:07)
bo tu chodzi o jedzę wyuczoną a nie tą z natury...
chociaż ludzie potrafią się zmieniać pod wpływem innych,
wiec istnieje prawdopodobieństwo że i ta naturalna jedza odpuści sobie i innym jędzowatość
tak, tylko nikt przepraszam nie ma krysztalowej kuli w zanadrzu i nie jest w stanie tak na szybko sprawdzic czy rzeczona pani jest jedza z dziada pradziada czy stala sie nia wskutek traumatycznych przezyc w swej np. mlodosci.
Jak czlowiek na swej drodze trafia na osobe nadeta, gburowata, opryskliwa, z wiecznym grymasem zlosci na twarzy i do tego traktujaca Cie (petenta) jak jedna z plag egipskich, to naprawde potrzeba albo duzej dawki adrenaliny albo sprawa urzedowa jest wagi nadzwyczajnej, zeby sie przemoc i z kwiatkami do takiej zolzy podejsc.
Zreszta drogie panie, ani uroda landrynki ani jej calkowity brak ani nasze udane czy nieudane zycie dotychczasowe nie daja nikomu z nas prawa traktowac innych, w tym naszych klientow, jak przyslowiowe smieci. Jesli na mojej drodze stanie umiesniony Hugh Grant ale zachowywal bedzie sie jak bufon i potraktuje mnie z laczka, to niestety moze te swoja gwiazdorska urode wsadzic w kalesony, dla mnie taki typ jest skonczony. Zwlaszcza, jesli to nie bedzie jednorazowy wybryk tylko jego stala maniera. Ja sie na lodolamacza ani zdobywce osmiotysiecznikow nie nadaje. Lubie wyzwania ale dla ludzi, nie dla Goliatow.
44 2013-07-17 16:24:03 Ostatnio edytowany przez Asterka10 (2013-07-17 23:09:15)
no jak to po co, dla smaczkuKoliberku
![]()
ja bym była podjarana jakby mezczyzna robił co chcę po ładnie się uśmiechnęłam,
jak w historii Asterki...
kobitka myśli ze to ona trzyma go w garści a tak na prawdę było odwrotnie,heh
Koliberku dla tego smaczku, dla tej radochy ze zmienienia kogoś .Mussuka , bardzo się mylisz -pani nie była z księżniczek, do której świnia-rycerz nie przygalopował, a ona żyje pretensjami i swoją urodą, która minęła.Pani jest o wiele brzydszą wersją Super Niani, która przecież pieknościa nie jest.
Wiesz patrzę po sobie, jestem jędzą nie dlatego, że za duże wymagania w życiu miałam, że książę nie przygalopował, jestem jędzą bo spotkałam samych facetów dupków skończonych.Z racji wieczystego singlostwa znam takich wiedźm i czarownic więcej -są złe i rozgoryczone bo są samotne, niekochane, przez całę życie stały w kącie i nikt ich nie chciał.Jestem osobą otwartą i mam szczęście do takich "życiowych jeży".Już nie jedną kobietę wyciągnełam z takiej samotni.Lubię patrzeć jak te osoby się otwierają i rozkwitają.Jeśli przy mnie się tak zmieniają , aż marzy mi się, żeby widzieć jak zmieniają się pod wpływem zakochanego faceta.Ale tekst poniżej mogła napisać tylko kobieta, bo mężczyźni są za leniwi i wygodni by :
Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień
pewnie byłabym
supermenem, tyle o kobietach wiem
jestem jedną z nich
Byłabym,
byłabym lustrem dla tych niechcianych kobiet co
same śpią wciąż
słały by uśmiech, jaki widziały w kinach, bo
z życia nie znają go
byłabym łodzią, która rozkołysze w tańcu je,
aż każda stanie się
królową balu choć podpiera ściany od lat
Byłabym i listonoszem,
co im listy nosi miłosne, gdy
nie kocha ich już nikt,
i wielbicielem cichym
tak, że kwiaty zostawił raz
starym pannom przy drzwiach
byłabym każdej spełnieniem marzeń Bogusiem Li.
i polskim Ice'm T
i smutnym kobietom zaśpiewam przez telefon jak
jak Stevie Wonder sprzed lat
I zgadzam si e w 100 procentach patrząc na małżęństwo mojej mamy i ojca.
Koliberku dla tego smaczku, dla tej radochy ze zmienienia kogoś .
Zmieniania kogos? Ale ja na ten przyklad nie chcialabym ani byc zmieniana ani nikogo zmieniac. Czlowiek to nie Plastus, zeby go sobie na wzor i podobienstwo jakiegos wlasnego idealu urabiac. Albo mnie ktos akceptuje z moimi wadami i zaletami albo niech spada. Co absolutnie nie oznacza, ze ja SAMA osiadam na laurach i jedynie zadam,z siebie nie dajac nic. Ani nie znaczy to ze jakas mnie Panie Boze stworzyl taka mnie masz. Czlowiek przez cale zycie zmienia sie pod wplywem roznych inetrakcji z roznymi osobami i na przestzreni lat, po roznych doswiadczeniach itp. Ale to sie dzieje samoistnie a nie, bo ktos mnie zaczyna urabiac jak plasteline, tak zeby mu pasowalo.
Mussuka , bardzo się mylisz -pani nie była z księżniczek, do której świnia-rycerz nie przygalopował, a ona żyje pretensjami i swoją urodą, która minęła.Pani jest o wiele brzydszą wersją Super Niani, która przecież pieknościa nie jest.
Wcale nie uwazam, ze ta pani zyla pretensjami i uroda, podejrzewam, ze tej urody miala co kot naplakal (przynajmniej w jej oczach) ale dolozyla do tego "przesympatyczna" osobowosc wiec naprawde ten pan trafil sie jej jak slepej kurze ziarno. Fajnie, ze sie trafil, tylko moja teza jest taka, ze skoro na koniec okazala sie bys super babka, to dlaczego do diaska musiala to tak skrzetnie ukrywac za skrzywiona buzia jedzy? A co jakby sie ten frajer nie napatoczyl? Czy on polubil te jej jedzowata wersje czy te po przemianie? Moze nie warto czekac, az nas KTOS odczaruje tylko wziac los we wlasne rece i samemu troszke wysilku w to odczarowywanie wlozyc?
Wiesz patrzę po sobie, jestem jędzą nie dlatego, że za duże wymagania w życiu miałam, że książę nie przygalopował, jestem jędzą bo spotkałam samych facetów dupków skończonych.Z racji wieczystego singlostwa znam takich wiedźm i czarownic więcej -są złe i rozgoryczone bo są samotne, niekochane, przez całę życie stały w kącie i nikt ich nie chciał.
OK, spotkalas dupkow, dobrze, ze chociaz umiesz ziarno od plew odroznic i z zadnym sie nie zwiazalas. Bo znam takie, co na byle gnoja polecialy i glosniej od Ciebie dzis narzekaja. Albo sa po kolejnym rozwodzie i juz nawet nie chca kolejnego palanta w zyciu spotkac. Zreszta, czemu uzaleznaic swoje szczescie od posiadania faceta w zyciu? Byloby fajnie go miec..ale pod warunkiem, ze bylby to prawdziwy ktos a nie byle cos. Ale skoro nie ma to czy to jest powod do zgorzknienia?
Przykro mi, ale to dziala jak zaklety krag - nie mam faceta bo jestem brzydka wiec staje sie zla, zgorzkniala, gderliwa - poniewaz taka jestem to zaden facet na pewno nawet nie odezwie sie do mnie, bo juz nie tylko brak urody go odstraszy - z tego powodu staje sie coraz zlosliwsza i nie do zniesienia i tak w kolo Macieju. Ciekawe tylko kto ma ten krag przerwac? Latwo powiedziec - niech sie taki znajdzie i mnie odczaruje. A moze od siebie nalezy zaczac? I nie nastawiac sie, ze z miejsca nastepnego dnia kolejka amantow sie ustawi tylko zrobic ten odczarowujacy krok dla samej siebie i innych z otoczenia? Dla milszego odbicia w lustrze?
Jestem osobą otwartą i mam szczęście do takich "życiowych jeży".Już nie jedną kobietę wyciągnełam z takiej samotni.Lubię patrzeć jak te osoby się otwierają i rozkwitają.Jeśli przy mnie się tak zmieniają , aż marzy mi się, żeby widzieć jak zmieniają się pod wpływem zakochanego faceta.
Skoro potrafisz tak pomoc innym - a nie jestes facetem;), to dlaczego nie pomozesz sobie samej? Takie uzaleznienie od widzimisie meskkiego jest troche dziwne dla mnie - jesli o moim dobrym samopoczuciu mialyby tylko decydowac portki w szafie albo slipy w pralce to dziekuje za taki swiat. Mozna byc samotnym ale nadal pogodnym i zadowolonym z zycia.
Ale tekst poniżej mogła napisać tylko kobieta, bo mężczyźni są za leniwi i wygodni by :
Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień
pewnie byłabym
supermenem, tyle o kobietach wiem
jestem jedną z nich
Byłabym,
byłabym lustrem dla tych niechcianych kobiet co
same śpią wciąż
słały by uśmiech, jaki widziały w kinach, bo
z życia nie znają go
byłabym łodzią, która rozkołysze w tańcu je,
aż każda stanie się
królową balu choć podpiera ściany od lat
Byłabym i listonoszem,
co im listy nosi miłosne, gdy
nie kocha ich już nikt,
i wielbicielem cichym
tak, że kwiaty zostawił raz
starym pannom przy drzwiach
byłabym każdej spełnieniem marzeń Bogusiem Li.
i polskim Ice'm T
i smutnym kobietom zaśpiewam przez telefon jak
jak Stevie Wonder sprzed lat
Jak to mawia Misska? Srutututu kilo drutu. Ty nie widzisz Asterko jaka bierna role autorka tekstu przewidziala dla kobiet? Stoja pod sciana, podpieraja, czekaja na listy, na telefony, na kwiatki, na to, ze KTOS za nie wszystko zrobi. A starymi pannami wcale nie zostaja te brzydkie.
Poza tym to Kajah sobie tym szlagierem trodszke kasy zarobila, za ktora nastepnie cycki wypchala:)) Ciekawe dla kogo?;)
Tak, zgadzam się, Muss, z tym po piszesz powyżej, ale...jak ja np, mam mieć dobre zdanie o mężczyznach generalnie (oczywiście są też inni - ci pozytywni) kiedy nie otrzymałam nigdy od nich nic dobrego. Już mój ojciec, wzorzec mężczyzny ukształtowany nieświdomie w głowie dziewczynki,nie nauczył mnie szacunku do rodu męskiegi i tego jaka winna być prawidówa relacja w związku partnerskim. Nasteonie wszyscy moi faceci też nie dali mi doznać dojrzałych związków. Jak czytam np. kolegę petera czy grzegorza tutaj, to też nie wzrastq mojq pozyrwna ocena rodu męskiego. Ale z drugiej strony zastanawiam się jak to jest być w dobrym związku, owszem można żyć samemu, ale na boga, proszę nie wmawiajcie, że to jest fajne. Dla mnie samotne zycie nigdy nie bedzie fajne. owszech da się zyć, to raptownie nie zabija, ale powoli zabi c może. A to, że mamy przestać biadolić, to trachę takie spychanie osoby nieszczęsliwej na bocznicę. Jesteś nie zadowolona to siedź cicho. Tu ma być pieknie, pozytywnie, klarownie na forum, nie ma nik t jojczyć. Ale jesli ten problem uwiera choćby jedną osobę to znaczy że on istnieje i dla tej osoby jest istotny, gdzie ona ma się poużalać i wyrażać uczucia jesli nie na forum. Nie chce być jak opisana tu urzędniczka i wyżywać się na petentach, wylewając tu swoje frustracje, po prostu się oczyszczamy, a nie szukamy rady.
48 2013-07-18 11:45:29 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2013-07-18 11:49:17)
Tak, zgadzam się, Muss, z tym po piszesz powyżej, ale...jak ja np, mam mieć dobre zdanie o mężczyznach generalnie (oczywiście są też inni - ci pozytywni) kiedy nie otrzymałam nigdy od nich nic dobrego. Już mój ojciec, wzorzec mężczyzny ukształtowany nieświdomie w głowie dziewczynki,nie nauczył mnie szacunku do rodu męskiegi i tego jaka winna być prawidówa relacja w związku partnerskim. Nasteonie wszyscy moi faceci też nie dali mi doznać dojrzałych związków.
Nie musisz miec dobrego ani zadnego nawet zdania (o ile sie da;) na temat mezczyzn, bo masz prawo do takiego. Ale pomysl tylko, czy uogolnianie na podstawie spotkanych ..nawet kilkunastu dupkow (tate wliczajac) ma jakikolwiek sens? To stereotypowanie, ktore niczego dobrego nie daje.
Moj tatus dla pocieszenia, nie tylko pil i bil (nie tylko mamusie, bo i mnie sie nieraz oberwalo) ale jeszcze dostal lepkich raczek w swoim czasie. Powinnam znienawidzic seks, a ja go uwielbialam od zawsze. Moj pierwszy powazny partner (lat 25+) zostawil mnie z dzieckiem, na ktore ani razu juz nie spojrzal ani grosza zlamanego do dzis nie dal - powinnam skonczyc na tym dziecku a ja chcialam jeszcze wiecej tych dzieci i ciesze sie, ze syn nie zostal jedynakiem. Ten zwiazek tez sie rozpadl, bo tatus corki okazal sie co prawda wierny ale za to totalnym egoista i niedojrzalym gowniarzem (moj rowiesnik) - powinnam zrazic sie do rownolatkow i jedynie szukac oparcia w statecznym dojrzalym mezczyznie. Albo w ogole dac juz sobie spokoj. W zamian zaangazowalam sie w zwiazek z dojrzalym malolatem i bardzo sobie ten uklad chwale. Ilu w miedzyczasie napotkalam kutafonow krotkoterminowych, od ktorych, na szczescie los mnie uchronil na dluzsza mete to az strach wyliczac. W zasadzie moge powiedziec, ze wszyscy moi poprzedni partnerzy byli jakos wypaczeni, idealu nie spotkalam przez tyle lat. Ale gdybym na nich swoja opinie o mezczyznach opierala, to dzis nie dalabym sobie szansy na zupelnie nienormalny a taki fajny zwiazek. Czy jest jakas data "best before", do kiedy mozemy czekac na milosc? A co, jak przyjdzie po 50-tce?
Jak czytam np. kolegę petera czy grzegorza tutaj, to też nie wzrastq mojq pozyrwna ocena rodu męskiego.
nie czytalam, nie oceniam.
Ale z drugiej strony zastanawiam się jak to jest być w dobrym związku, owszem można żyć samemu, ale na boga, proszę nie wmawiajcie, że to jest fajne. Dla mnie samotne zycie nigdy nie bedzie fajne. owszech da się zyć, to raptownie nie zabija, ale powoli zabi c może.
Nie jest fajne - zgoda. Tylko nie myl pojec samotne i bez partnera. Osoba bez partnera wcale nie musi byc samotna;) Ja nie mialam partnera przez jakies 6-7 lat po urodzeniu syna ale na samotnosc ani nadmiar wolnego czasu jakos nie moglam narzekac, choc czasem o tym marzylam:). Sama z nim jezdzilam na kemping w Lebie, sama jako smarka uczylam jezdzic na nartach w Bukowinie, sama z nim kajakiem po Mazurach plywalam - a wszedzie pomimo tego braku partnera i wrzeszczacej "kuli u nogi" poznawalam calkiem fajnych ludzi, nawet dzieki niemu czasem - wiadomo dzieci lgna do dzieci albo zadaja glupie pytania doroslym itd. A ze zasypialam sama? No coz, nie tak do konca sama, skoro smyk juz byl ale i mnie sie marzyly meskie ramiona. Tylko nie za wszelka cene. Dopiero po tych 7-miu latach spotkalam przypadkiem swojego przyszlego (teraz bylego) meza. Na Internecie;)
A to, że mamy przestać biadolić, to trachę takie spychanie osoby nieszczęsliwej na bocznicę. Jesteś nie zadowolona to siedź cicho. Tu ma być pieknie, pozytywnie, klarownie na forum, nie ma nik t jojczyć. Ale jesli ten problem uwiera choćby jedną osobę to znaczy że on istnieje i dla tej osoby jest istotny, gdzie ona ma się poużalać i wyrażać uczucia jesli nie na forum.
Nikt nie broni nikomu opinii, ani nikt nie namawia do zakonczenia watku. Ale nasze opinie czy podejscie moze sie roznic. Ty mozesz miec chciec ponarzekac, ja moge miec chec pocieszac albo widziec inny aspekt tej samej sprawy. Przeciez co to bylaby za dyskusja gdyby reszta sie z Toba i Asterka zgodzila i napisala - no tak, macie racje, swiat i mezczyzni sa do dupy, Wy jestescie brzydkie i zle a teraz idziemy zbiorowo sie powiesic:)
Nie chce być jak opisana tu urzędniczka i wyżywać się na petentach, wylewając tu swoje frustracje, po prostu się oczyszczamy, a nie szukamy rady.
A tu sie znowu roznimy, bo dla mnie takie narzekanie dla narzekania niczego nie oczyszcza ani w niczym nie pomaga. Owszem, mozna od niego zaczac, zreszta my Polacy mamy to do perfekcji opanowane (co tam panie? ano stara bida) ale nie na nim skonczyc. Jaki sens gadania po proznicy? Te rady to nie sa zawsze takie cudowne srodki na ekspresowe wyrwanie super faceta, jesli na takie czekacie. Sa to pewnie nic nie warte rady jak zyc mimo braku faceta w miare pogodnie i szczesliwie. Jesli sa warte funta klakow to znaczy, ze rzeczywiscie tylko facet potrafi rzadzic w zyciu niektorych kobiet. Osobiscie az balabym sie takiego uzaleznienia. Bo kazdy z nas kiedys zostanie i tak sam.
49 2013-07-18 12:54:06 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-07-18 12:55:42)
Ale mnie od 10 lat już nikt nie podrywa, to mam wierzyć że nastapi to jak skończę np. 50? No dobrze, niech będzie uzależniam swoje poczucie dobrostanu od posiadaniu u boku mężczyzny...Inaczej nie jestem szzcęskiwa.
Ale mnie od 10 lat już nikt nie podrywa, to mam wierzyć że nastapi to jak skończę np. 50? No dobrze, niech będzie uzależniam swoje poczucie dobrostanu od posiadaniu u boku mężczyzny...Inaczej nie jestem szzcęskiwa.
a co sie takiego stalo te 10 lat temu? cos w pracy? alkohol? depresja? czy to byl efekt tego braku podrywu czy odwrotnie. Jednym slowem, czy kura byla pierwsza czy jajko?:)
Nie dobrze z tym uzaleznieniem, to nakreca jak spirala - dopoki nie bedzie faceta bedziesz nieszczesliwa, a nieszczesliwe kobiety wielu omija szerokim lukiem ze zwyklego strachu. Jak pisalam wczesniej, ktos musi ten lancuch przerwac - albo ten ksiaze na rumaku albo Ty sama. POmysl - od kogo chcesz aby Twoje szczescie zalezalo? Od nieznanego Ci jeszcze mezczyzny, ktory moze i zauroczy ale tez moze i zniknac rownie szybko jak sie pojawil czy od samej siebie. Moze zacznij od hasla "jestem bez chlopa ale wlasnych jaj mi starczy mi na niejeden targ"?:)
...owszem można żyć samemu, ale na boga, proszę nie wmawiajcie, że to jest fajne. Dla mnie samotne zycie nigdy nie bedzie fajne.
Nie chce być jak opisana tu urzędniczka i wyżywać się na petentach, wylewając tu swoje frustracje, po prostu się oczyszczamy, a nie szukamy rady.
Kobieto - co to znaczy: "NIE WMAWIAJCIE MI"... "jeden lubi Bethovena a drugi jak mu skarpety śmierdzą". TO, że coś przekracza twoje wyobrażenie, nie OZNACZA, że tego nie ma. Są SAMOTNICY - SZCĘSLIWSI w pojedynkę, męczący się, gdy są zmuszeni pozostawać zbyt długo z kimś innym (socjofobik?)
...niech będzie uzależniam swoje poczucie dobrostanu od posiadaniu u boku mężczyzny...Inaczej nie jestem szzcęskiwa.
No zdarza się. Nie TY jedna, jeśli Cię to pocieszy ![]()
I tak jak my się różnimy jak ogień i woda między sobą, tak RÓWNIEŻ różnią się między sobą mężczyźni ![]()
Mussuko, moje "odczarowywanie " na mężczyzn nie działa.Tako jak i ja sama.Nie zamierzam się więc nikomu w życioryst sama wcinać i narzucać, bo wiem co z tego wyniknie.Znowu dostanę po dupie i usłyszę, że jestem za brzydka, za gruba, za inteligentna, nie taka jak dany pan oczekuje.I tylko w internecie mam szansę kogoś znaleźć , bo w realu dla facetó NIEISTNIEJĘ.A nie jestem Jezus by nadstawiać drugi policzek.
Czy to takie dziwne, że oczekuje czyjegoś zainteresowania, po to chociażby, by być pewną , że się danej osobie fizycznie podobam.Bo doskonale wiemy, że w przypadku faceta bez fizycznej atrakcyjności ani rusz.Dla mnie wszelkie próbowanie i robienie sobie nadziei to emocjonalne samobójstwo.Bo już więcej krytyki mnie jako kobiety nie wytrzymam.
...Nie zamierzam się więc nikomu w życioryst sama wcinać i narzucać, bo wiem co z tego wyniknie.Znowu dostanę po dupie i usłyszę, że jestem za brzydka, za gruba, za inteligentna, nie taka jak dany pan oczekuje.I tylko w internecie mam szansę kogoś znaleźć...
Ale jak chcesz kogoś zainteresować przedstawiając taki a nie inny OBRAZ SAMEGO SIEBIE?
W internecie będziesz smukłą sylfidą? To jakiego rodzaju to ma być znajomość? Chyba nie "czaję bazy"... ![]()
Mussuko, moje "odczarowywanie " na mężczyzn nie działa.Tako jak i ja sama.Nie zamierzam się więc nikomu w życioryst sama wcinać i narzucać, bo wiem co z tego wyniknie.Znowu dostanę po dupie i usłyszę, że jestem za brzydka, za gruba, za inteligentna, nie taka jak dany pan oczekuje.I tylko w internecie mam szansę kogoś znaleźć , bo w realu dla facetó NIEISTNIEJĘ.A nie jestem Jezus by nadstawiać drugi policzek.
Czy to takie dziwne, że oczekuje czyjegoś zainteresowania, po to chociażby, by być pewną , że się danej osobie fizycznie podobam.Bo doskonale wiemy, że w przypadku faceta bez fizycznej atrakcyjności ani rusz.Dla mnie wszelkie próbowanie i robienie sobie nadziei to emocjonalne samobójstwo.Bo już więcej krytyki mnie jako kobiety nie wytrzymam.
Zle sie pewnie wyrazilam, ale mi nie chodzilo o czarowanie dla mezczyzn tylko o odczarowanie samej siebie dla siebie. Bo piszesz, ze te pania urzedniczke z jedzy w urocza kobitke odczarowal ow pan, a skoro o sobie piszesz, ze jestes jedzowata (Twoje slowa, nie moje:) a jednoczesnie nie masz na widoku zadnego Harry Pottera to kto nie jak Ty sama moze zdjac z Ciebie skorupe wiedzmy?:) Czy to naprawde tak trudne pokazac swiatu (i paru niexzaslugujacym na to durniom) pogodna i przyjazna twarz zamiast zgryzliwego grymasu i sypania iskrami zlosci z oczu?
Nie dla facetow, dla siebie, dla wlasnego dobrego humoru i samopoczucia. Skoro w Twoim swiecie nie ma mezczyzn ani mezczyzny to niech Twoj swiat bedzie dla Ciebie tylko. Czy musi byc przez to gorszy?
Czy to naprawde tak trudne pokazac swiatu (i paru niexzaslugujacym na to durniom) pogodna i przyjazna twarz zamiast zgryzliwego grymasu i sypania iskrami zlosci z oczu?
Nie dla facetow, dla siebie, dla wlasnego dobrego humoru i samopoczucia. Skoro w Twoim swiecie nie ma mezczyzn ani mezczyzny to niech Twoj swiat bedzie dla Ciebie tylko. Czy musi byc przez to gorszy?
Muss, Ty mnie zupełnie nie rozumiesz...Stałam się jędzą bo dostałam po d...., jestem jędzą bo faceci traktują mnie jakbym była ławką, drzewem czy siusiającym pieskiem.Ot taki nieistotny element krajobrazu.
Nic tego nie zmienia, ani staranie, ani jego brak.Jak sobie w takiej sytuacji wyobrażasz dobry humor?Jeśli się poddam i będę udawać , że jestem szczęśliwa pomimo - przyznam się sama przed sobą, że jestem brzydka, nieatrakcyjna i do końca życia będę sama.Mój śiwat był dla mnie przez 43 lata.Dla mnie i tylko dla mnie.I mam tego zwyczajnie dość.Jak napisałam w innym wątku są osoby, które mają pasje, życiowe posłannictwo i ambicje zawodowe.Ja ich nie mam, albo jeśli za posłąnnictow uznać wychowywanie mego dziecka to mi nie wystarcza.
Świat jest stworzony dla par i indywidualistów.Ja indywidulaistą nie jestem, a najlepsze nawet przyjaciółki nie będą ciągle przy Tobie.Mają swoje życie.
No właśnie, a mój świat to tylko ja i mama
Inaczej mogłabym się spokojnie na linę rzucić.
No właśnie, a mój świat to tylko ja i mama
Inaczej mogłabym się spokojnie na linę rzucić.
Ta? A siostra, a ten jej maluch, a kolezanki, znajomi? A nawet my tu na forum, a sasiedzi? Swiat to nie jest wcale tylko ta osoba, z ktora pod jednym dachem mieszkamy. W ten sposob wiele ludzi uznaloby swoj swiat za mikroplanete.
Ja wcale nie mam tlumu znajomych, kolezanki zostaly w PL i dawno sie, ze tak powiem, po kosciach rozlazly. Mam tylko prace, dzieci i partnera (poki jest), rodzina tez daleko a zreszta ja z rodzina i tak nigdy nie utrzymywalam czestych kontaktow. Nie jestem typem samotnika ale lubie swoje towarzystwo i staram sie zapelnic czas tak, zeby go za duzo nie miec. Mnie pomaga sport, kucharzenie, ksiazki, podroze - do tego partner jest mi calkiem zbedny. No z wyjatkiem kucharzenia, bo ktos to musi potem zjesc. Nie chce uzalezniac swojego szczescia od posiadania mezczyzny, bo nawet jesli teraz jest to jutro go moze nie byc i co wtedy? Moj swiat runie bez niego?
Asterko, piszesz z jakiego powodu stalas sie jedza i to rozumiem a ja tylko pytalam - czy jest Ci dobrze z ta jedzowatoscia na codzien? Daje Ci to jakas ulge jak sobie popsioczysz na swiat, ludzi i wszystkich pokopanych facetow? Jesli pomaga to w porzo, psiocz dalej ale jesli czujesz, ze nic to nie daje tylko przybylo zmarszczek na czole od marsowej miny i malpiego pyszczka wokol ust to moze nie tedy droga? Pytalam jedynie czy nie chcesz sama sobie pomoc czuc sie lepiej? Bo przeciez czuc z tych postow, ze nie jest Ci dobrze i to wytykanie facetom ich pustoty i lenistwa niewiele pomaga, moze wrecz poglebia ten zly nastroj?
Wcale nie twierdze, ze bycie w parze nie jest mile widziane. Jestesmy gatunkiem stadnym, rzadko trafiaja sie samotnicy pasjonaci. Tylko co zrobic ze soba, kiedy tego partnera zabraknie? Zgorzkniec i skazac sie na coraz wieksza izolacje? Bo niestety Asterko - i to nie jest o Tobie teraz - ludzie ogolnie stronia od jedz, gburow i ludzi narzekajacych - wszystko jedno na co ale malkontentow od switu do nocy.
Znowu posluze sie przykladem mojej niegdys slicznej i rozrywanej przez facetow kolezanki, ktora z jakiegos to powodu (ja sie domyslam z jakiego, ale to moja teza wiec zadna potwierdzona naukowo:) nie zdolala jednak z zadnym ze swoich partnerow zalozyc stadla. Ba, nawet na kobiercu nie stanela i co gorsza (dla niej) szans na potomstwo tez sie nie doczekala - teraz juz po ptokach. Kiedys wesola, towarzyska, tryskajaca humorem, flirtujaca jak szalona - teraz 2 lata od Ciebie starsza, juz i figura nie ta i buzia postarzala wiec rwanie tez jakby oslablo. Ale najwieksza zmiane zauwazam w jej charakterze. Masz racje, z tej fontanny radosci powoli przemienila sie w wulkan goryczy. No moze nie wulkan ale na pewno maly gejzerek. Stala sie zlosliwa wobec ludzi, w tym dawnych kolezanek, wpadla w jakas hipohondrie i samouzalanie sie, przemiennosc gorek i dolow wystepuje u niej z czestotliwoscia, na jakiej zadne radio nie nadaje - ponadto jej juz wszesniej widoczny egocentryzm teraz stal sie bardzo wyrazny. Zrobil sie z niej taki stragan z jajami - ja, ja , ja i jeszcze raz ja.
Efekt - coraz mniej znajomych, w tym kolezanek i kolegow, z ktorymi do niedawna spedzala duzo czasu, ma ochote nawet wyskoczyc na piwo. Wiec kolejny powod do narzekania - teraz ludzie sa takimi egoistami, nikt nie ma czasu dla innych itp. To nie wazne, ze ci ludzie moga miec rodziny i sporo wlasnych zajec, ona sie nudzi i domaga sie towarzystwa a towarzystwo zaczyna jej unikac. Przyznam, ze po jej ostatniej wizycie tu u mnie nawet moj wyjatkowo stoicki i flegmatyczny eks stwierdzil, ze byl u kresu wytrzymalosci jak sluchal jekow i narzekan. Od tamtej pory wykrecam sie od kolejnych odwiedzin na wszelkie sposoby.
Odsunela od siebie innych ludzi, nie tylko facetow. Teraz juz nie tylko mezczyzni sa ble (bo zaden sie nie ozenil a teraz juz nawet nie podrywaja) ale i kobiety (bo one maja mezczyzn, bo sa wredne, bo ja oszukuja, bo jej nie rozumieja ...cala litanie moglabym wpisac).
Widzisz Asterko, to dziala jak spirala - zabojcza spirala prowadzaca do coraz wiekszego osamotnienia, rozgoryczenia i smutku. Brak partnera powoduje smutek i zal za utracona miloscia ale nie powinno sie tego zalu i smutku zamieniac w zlosc. To tak jakby sobie samemu petle na szyje zalozyc.
Nie wiem czy jasno sie wyrazilam ale mam nadzieje, ze mnie rozumiecie Ty i Misska i ze nikogo nie obrazilam jakims porownaniem:) Jakby co, to nie bylo to moim zamiarem.
58 2013-07-19 10:00:09 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-07-19 10:03:36)
Koleżanek i znajomych nie mam, siostra jest zajęta własnym życiem i kontaktuje się jak potrzebuje opiekunki do dzieci. Sąsiedzi? Nie mam relacji....Są dziwni, jeden sąsiad to chyba schozfrenik, do tego alkoholik, a sąsiadka ma bujne życie towarzyskie. Ja na codzień nikomu nie uzalam się i nie jojczę, już pisałam że do tego słuzy mi do forum, usmiechamsię, żartuję i zagaduję do ludzi, ale nikt nie chce się ze mną kolegować, nie wiem czemu.
Koleżanek i znajomych nie mam, siostra jest zajęta własnym życiem i kontaktuje się jak potrzebuje opiekunki do dzieci. Sąsiedzi? Nie mam relacji....
To zapisz sie na jakis jezyk albo jakis sport grupowy, na konie, do klubu rowerzystow (oni czesto maja jakies wypady weekendowe). Obcy ludzie, nikt Cie nie bedzie znal i ocenial. Uda sie to OK, nie, to rzucisz w cholere. I juz masz powiekszony swiat;)
missnowegojorku napisał/a:Koleżanek i znajomych nie mam, siostra jest zajęta własnym życiem i kontaktuje się jak potrzebuje opiekunki do dzieci. Sąsiedzi? Nie mam relacji....
To zapisz sie na jakis jezyk albo jakis sport grupowy, na konie, do klubu rowerzystow (oni czesto maja jakies wypady weekendowe). Obcy ludzie, nikt Cie nie bedzie znal i ocenial. Uda sie to OK, nie, to rzucisz w cholere. I juz masz powiekszony swiat;)
Chodziłam na język, ale wybiegałam z płaczem bo mi nie szło, na rowerze nigdy nie umiałam nauczyć się jeżdzić, na konie chodziłam dwa lata, ale teraz się boję.
Mussuka napisał/a:missnowegojorku napisał/a:Koleżanek i znajomych nie mam, siostra jest zajęta własnym życiem i kontaktuje się jak potrzebuje opiekunki do dzieci. Sąsiedzi? Nie mam relacji....
To zapisz sie na jakis jezyk albo jakis sport grupowy, na konie, do klubu rowerzystow (oni czesto maja jakies wypady weekendowe). Obcy ludzie, nikt Cie nie bedzie znal i ocenial. Uda sie to OK, nie, to rzucisz w cholere. I juz masz powiekszony swiat;)
Chodziłam na język, ale wybiegałam z płaczem bo mi nie szło, na rowerze nigdy nie umiałam nauczyć się jeżdzić, na konie chodziłam dwa lata, ale teraz się boję.
a co to byl za jezyk? Starocerkiewny? najpierw nie idzie a potem zaczyna isc, zreszta nie chodzi o to, zeby oceny zdobywac tylko liznac tego i owego i moc kiedys np. pojechac do danego kraju. Ja powaznie mysle o odnowieniu nauki wloskiego i zafundowaniu sobie samej tygodniowej objazdowki po Toskanii, Sycylii..bede ja Julia Roberts jesc, modlic sie, kochac i tyc:))
Czemu boisz sie koni? Cos sie stalo?
A rower to pestka, popros kogos zeby Ci pozyczyl albo i pomogl. Ja bez roweru to jak bez reki, daje taka wolnosc i swobode i tyle mozliwosci poznania nowych miejsc:)) a moj kuzyn z Trojmiasta od dwoch lat pomyka wlasnie w jakims kolku rowerzystow i najpierw obsy sobie a teraz poznali sie jak lyse konie. A byl takim samym samotnikiem jak i Ty, w dodatku maminsynkiem i starym kawalerem (jest do dzis;)). Teraz ma grono fajnych znajomych, zero czasu dla siebie (jeszcze za taniec irlandzki sie wzial) i chyba nawet o braku stalej kobiety zapomnial. Jak chcesz to Cie polece i wezmiesz nauki jazdy od profesjonalisty;)
missnowegojorku napisał/a:...owszem można żyć samemu, ale na boga, proszę nie wmawiajcie, że to jest fajne. Dla mnie samotne zycie nigdy nie bedzie fajne.
Nie chce być jak opisana tu urzędniczka i wyżywać się na petentach, wylewając tu swoje frustracje, po prostu się oczyszczamy, a nie szukamy rady.Kobieto - co to znaczy: "NIE WMAWIAJCIE MI"... "jeden lubi Bethovena a drugi jak mu skarpety śmierdzą". TO, że coś przekracza twoje wyobrażenie, nie OZNACZA, że tego nie ma. Są SAMOTNICY - SZCĘSLIWSI w pojedynkę, męczący się, gdy są zmuszeni pozostawać zbyt długo z kimś innym (socjofobik?)
missnowegojorku napisał/a:...niech będzie uzależniam swoje poczucie dobrostanu od posiadaniu u boku mężczyzny...Inaczej nie jestem szzcęskiwa.
No zdarza się. Nie TY jedna, jeśli Cię to pocieszy
I tak jak my się różnimy jak ogień i woda między sobą, tak RÓWNIEŻ różnią się między sobą mężczyźni
Weź daj sobie już luz z moją osobą, bo twoje rady wywołują we mnie jeszcze gorszą frustrację.
63 2013-07-19 10:22:21 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-07-19 10:25:51)
missnowegojorku napisał/a:Mussuka napisał/a:To zapisz sie na jakis jezyk albo jakis sport grupowy, na konie, do klubu rowerzystow (oni czesto maja jakies wypady weekendowe). Obcy ludzie, nikt Cie nie bedzie znal i ocenial. Uda sie to OK, nie, to rzucisz w cholere. I juz masz powiekszony swiat;)
Chodziłam na język, ale wybiegałam z płaczem bo mi nie szło, na rowerze nigdy nie umiałam nauczyć się jeżdzić, na konie chodziłam dwa lata, ale teraz się boję.
a co to byl za jezyk? Starocerkiewny? najpierw nie idzie a potem zaczyna isc, zreszta nie chodzi o to, zeby oceny zdobywac tylko liznac tego i owego i moc kiedys np. pojechac do danego kraju. Ja powaznie mysle o odnowieniu nauki wloskiego i zafundowaniu sobie samej tygodniowej objazdowki po Toskanii, Sycylii..bede ja Julia Roberts jesc, modlic sie, kochac i tyc:))
Czemu boisz sie koni? Cos sie stalo?
A rower to pestka, popros kogos zeby Ci pozyczyl albo i pomogl. Ja bez roweru to jak bez reki, daje taka wolnosc i swobode i tyle mozliwosci poznania nowych miejsc:)) a moj kuzyn z Trojmiasta od dwoch lat pomyka wlasnie w jakims kolku rowerzystow i najpierw obsy sobie a teraz poznali sie jak lyse konie. A byl takim samym samotnikiem jak i Ty, w dodatku maminsynkiem i starym kawalerem (jest do dzis;)). Teraz ma grono fajnych znajomych, zero czasu dla siebie (jeszcze za taniec irlandzki sie wzial) i chyba nawet o braku stalej kobiety zapomnial. Jak chcesz to Cie polece i wezmiesz nauki jazdy od profesjonalisty;)
Zaczęłam bać się koni, to była angielkski, ale ja nie umiem opanować tych napadów płaczu, a na rowerze jeżdzę tak, że mogę kohoś potrącic, przewrócic się i wpaść do samchód, kiedyś jeżdziałam ale to powodowało taki stres, zamiast relaks, że przestałam/A zresztą przez te dwa lata na koniach i rok na kursie angielksiego i tak nikogo nie poznałam. w sensie znajomych, nikt sie tam ze mna nie chce kolegowac. A teraz zaangażowałam się w wolontariat, próbowałam zakolegpwać się z 3 dziewczynami, ale one nie chcą intensyfikować tych kobntaktów. I tak mam całe życie.
Sąsiedzi? Nie mam relacji....Są dziwni, jeden sąsiad to chyba schozfrenik, do tego alkoholik, a sąsiadka ma bujne życie towarzyskie.
Bys zobaczyla naszych;) Ani be ani me ani kukuryku. Tylko mnie to juz zwisa, mrukne im "dobry" jak sie mijamy, usmiechne sie i ide w swoja strone. Dobra strona tego, ze nikt sie tu nie wtraca w zycie innych. Ale tez i nie zagada. Jakas taka specyficzna ta nasza osiedlowa grupa, gdzie indziej bywalo gwarniej.
Ja na codzień nikomu nie uzalam się i nie jojczę, już pisałam że do tego słuzy mi do forum, usmiechamsię, żartuję i zagaduję do ludzi, ale nikt nie chce się ze mną kolegować, nie wiem czemu.
Wysylasz sygnaly - bez kija nie podchodz:) Nieswiadomie oczywiscie. Ja mam to samo, moje znajome Polki spotykaja sie na ploteczkach, kawusiach, ciastusiach, polonijnych koleczkach, wypadach na lono - mnie pomijaja. Ale dlatego, ze ja cala soba wyrazam "zachwyt" nad tego typu kolektywem. Bez slowa ale chyba to emanuje ze mnie i one jakby wyczuwaja, ze zapraszanie mnie na jakiekolwiek spedy mija sie z celem:).
To jedna przyczyna, a druga to moze to, ze Ty czekasz az ktos wyjdzie z inicjatywa kolegowania sie a sama nic. Jesli spedzisz z kims milo czas to popros o numer i spytaj czy mozecie czasem wyskoczyc na kawe i ploty (plec obojetna). A potem zwyczajnie zadzwon. Nic nie tracisz, korona nie spadnie a mozesz zyskac. Jesli ten ktos odmowi, coz, jego prawo ale nie zrazaj sie, bo wsrod milionow ludzi sa miliony roznych typow.
My z Toba piszemy i lubimy Cie, czemu inni mieliby nie lubic?:)
65 2013-07-19 10:31:10 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-07-19 10:34:06)
Ależ ja zawsze kiedy chcę z kimś się bliżej zakolegować to pierwsza dzwonię i proponuję spotkania. Naprawdę nie siedzę i nie czekam jak na tego księcia przysłowiowego. Zreszta na księcia też nigdy nie czekałam, a póbowalam mu konia osadzić w miejscu ![]()