Witam
Chciałabym z kimś porozmawiac bo po prostu mi lżej, czuje sie samotna.Moja historia wygląda tak...
Z pierwszym mężem rozwiodłam się po takim,,wypaleniu,,po 13 latach związku.Mam z niego wspaniałego prawie juz dorosłego syna.
Potem moje życie to przeprowadzki, było ich kilka az znalazłam sie daleko od rodzinnego domu, gdzie poznałam mojego drugiego męża.Jeszcze przed ślubem poszedł zobaczyc się ze swoim synem i ...nie było go dwa tygodnie.Ale wybaczyłam, on płakał, ze nigdy więcej, oczywiście poszedł do swojej byłej.Wzięliśmy ślub i po nim.....drugi raz taka sama sytuacja, dalam szansę kolejny raz , chociaz przez stres moja ciąża była zagrożona, lezałam w szpitalu.Zdecydowałam, ze przeprowadzimy się do innego miasta, bo tam żyć nie mogłam, za duzy stres.Jednak urodziłam maleństwo najukochańsze w tamtym mieście, potem przeprowadzka, i..Szok, ból ogromny, nie do opisania, maleństwo Nasze odeszło.Gryzłam paznokcie, wyłam z bólu, mąz też strasznie przeżywał.Znalazłam się w szpitalu, zdrowie nie wytrzymało...Wyszłam, pomału dochodzilismy do siebie, drugi syn mnie potrzebował.Myslałam, ze jak to przezylismy to jestesmy niezniszczalni, a tutaj...półtora tyg.temu po sprzeczce, mąż wyszedł i juz nie wrócił..już podobno nie chce byc ze mna.Nie odzywa sie, ja tez nie , nie będę biegała za nim jak podlotek, tym bardziej, że wszystko między nami było ok, nieporozumienia jak wszędzie.A tutaj zostałam sama, zraniona okropnie, czuję się wykorzystana i żałoba mi się po synku nasiliła, nie umiem miejsca sobie znaleźc.Pracuję, bo musze utrzymac siebie i syna, ale strasznie ciężko, może ktoś cos napisze???Będzie mi lżej.
Dziękuję