Ostatnio na moją głowę spadło kilka problemów. Nie mówię, że wielkich - m.in. praca, mieszkanie. Niedługo wyjeżdżam do Poznania, mieszkać. Jednak do tego czasu muszę znaleźć tam pracę. Martwi mnie to bardzo, ponieważ nikt na razie się nie odezwał, a ciągle wysyłam CV. Ślęczy mi to nad głową. Martwię się, że nic nie znajdę. Z moim wykształceniem, średnim, oraz zawodem (artysta - plastyk) nic nie znajdę. Szkoda, że nie pomyślałam o tym 4 lata temu.. Chcę udowodnić rodzicom, że potrafię, bratu. Jednak czuję, że nikt we mnie nie wierzy. Nie chcę zawsze być na ich garnuszku, a czuję potworny skurcz żołądka i chce mi się płakać. Każdy jest zabiegany, ma własne sprawy, a ja nie mam się komu wyżalić. Czy naprawdę nie mam kompetencji, aby roznosić napoje do stolików? To naprawdę tak wiele?
Myślę za każdym razem, że jestem beznadziejna. Ze przecież musi wystarczyć na mieszkanie, które też tanie nie jest, że muszę coś jeść.. A pracy nie ma. Szukałam, mogłabym nawet sprzątać ludziom domy w weekendy, praca kelnerki od poniedziałku do piątku, dodatkowo praca przez internet i jakoś bym to powiązała. Ale widać, że nawet o tak proste zawody jest ciężko. Nie wiem czy to depresja, ale czuję coraz większą niechęć do ludzi, bo z nikim nie mogę porozmawiać. Mama mnie nie rozumie, uważa, że dramatyzuję. Brat potrafił mnie tylko -brzydko mówiąc - opieprzyć za to, ze czuję się źle, że on miał gorzej..Ojciec nie wierzy w moje powodzenie, mówi, że po kilku dniach wrócę. Więc w nikim nie mam oparcia. Bardzo się boję, że nie uda mi się postawić pierwszych kroków..
Pomocy, może któraś z was jest z okolic Poznania, może, któraś mogłaby coś doradzić.
Niestety nie mam słów pocieszenia dla Ciebie, może tylko tyle, że nie jesteś z tym problemem sama. Ja mając skończone studia medyczne pracy szukałam ponad pół roku, a prawie rok byłam bezrobotna. Teraz mam pracę, ale nie jest wcale łatwiej.... To takie państwo, że nie mając porządnych znajomości nie dostaniesz nic alebo g*wno na umowie śmieciowej i za grosze.
Próbuj dalej, nie poddawaj się, ja szukałam długo i w końcu znalazłam, więc i ty coś znajdziesz.
POczatki sa zawsze ciezkie, nie mozna sie podawac, pomysl o tym ze zla pasa nie moze trwac wiecznie..malymi kroczkami udowodnisz wszystkim ze jest jednak jestes w stanie sama funktionowac
4 2013-06-27 15:33:42 Ostatnio edytowany przez FreedomAddicted (2013-06-27 15:34:02)
Niepowodzenie to coś, co rzadko kiedy człowiek potrafi znieść. Ale czy my jesteśmy robotami? Wiele razy upadamy i nie ma w tym nic dziwnego ani przerażającego.
Przerażające staje się wtedy, jak mamy odmienne zdanie na własny temat. Jeśli uważamy się za osoby otoczone sukcesem, zawsze osiągające cele i nigdy nie odpuszczające to nic dziwnego, że boimy się porażki, bo boimy się, że tak piękna wizja na temat nas samych może się zwyczajnie rozpaść w drobny mak wraz z pierwszą porażką.
Porównać to można do nadmuchanego balonu, który jest wielki, okazały, ale taka drobna rzecz, jak igiełka potrafi zmienić go w sflaczały worek.
Nie oszukujmy się. Nie jesteśmy idealni. Nie musimy być. Nie tędy droga do akceptacji samego siebie.