Chciałabym poruszyć wątek przewodni takich filmów jak: Sex Story, To tylko seks. Mam na myśli oczywiście seks przyjaźń. Czy uważacie, że relacja w ten sposób rozpoczęta może przerodzić się w prawdziwą miłość i trwały związek, czy tylko w filmowych happy endach jest to możliwe. Ja na chwilę obecną jestem przykładem, że taki rozwój wydarzeń jest możliwy
A Wy jak sądzicie?
Hmmmm szczerze? Nie mam pojecia.. u mnie tez sie zaczela taka przygoda, ale czekam na to co czas pokaze. Nie nastawiam sie, nie rozmyslam, zeby nie bylo placzu i zgrzytania zeebami, ale mysle, ze jak ktorekolwiek z nas cos poczuje to podejmiemy sie rozmowy na ten temat, zeby to albo skonczyc albo cos zdzialac;)
Możliwe. Ale w bardzo niewielkiej ilości przypadków seks przygoda zamieni się w trwalszy związek nie opaty wyłącznie na seksie.
Uoo rany! Czy to mało wakacyjnych seks-przygód kończy się małżeństwem? Znam trochę takich historii.
kenobi często się tak kończą, bo jest np. wpadka. ja nie wierzę w to, że relacja typu kolega/koleżanka do łóżka zmieni się w trwały związek. a to, że według mnie seks bez uczucia nie ma totalnie sensu, bo odczucia są całkiem inne to już swoją drogą...
poza tym... kobieta przywiązuje się psychicznie do mężczyzny, z którym sypia, nie wiem jak to jest z mężczyznami.
rycerzowa nie zawsze się przywiązuje, co kobieta to inna sytuacja, więc mówienie o kobietach w ogóle jest nadmierną generalizacją.
A zamiana łóżkowej przygody na związek nie jest kwestią wiary tylko raczej szczęścia, jeśli przypadkiem prześpimy się z osobą, która nam odpowiada również poza łóżkiem to mamy szanse na jakąś trwalszą relacje.
Seks bez miłości ma sens, jest do doświadczenie całkiem przyjemne aczkolwiek gdy dobry seks zostaje okraszony uczuciami to jest to doznanie pełniejsze.
Sama obecnie jestem w związku, który zaczął się od dobrego seksu, a z czasem okazało się ku zdziwieniu nas obojga łączy nas o wiele więcej.
Chyba najszybciej seks i luźna znajomość podczas, której ludzie wspólnie spędzają czas przeradza się w głębsze uczucie i chęć związku, jedynie w przypadku gdy na początku osoby nie chciały związku dlatego, że zawiodły się w przeszłości. Po nieudanych związkach człowiek z jednej strony potrzebuje drugiej osoby, chce się z kimś spotykać ale jednocześnie boi się zaangażowania i cierpienia więc zaczyna od luźnej relacji zakładając, że nic więcej z tego nie będzie.
Ja niestety jestem przykładem baraku ciągu dalszego. Byliśmy na prawdę dobrym koleżeństwem, które zaczynało iść w stronę przyjaźni nawet. Jednak ciągnęło nas do siebie fizycznie, a że obydwoje nie myśleliśmy o związkach to poszliśmy na ten "cudowny" układ. Na początku ograniczaliśmy się tylko do przytulania i pocałunków. Potem przyszedł seks, a ja się zakochałam
Jednak nie mogłam wymagać nic więcej od chłopaka, któremu sama mówiłam, że nie chce się wiązać. Powiedziałam mu, że zaczynam coś czuć.... a po takim wyznaniu usłyszeć słowa "ale to był tylko seks", to jak dostać w twarz. Nie mam teraz ani przyjaciela, ani chłopaka... Jedyne co mam to doświadczenie i pewność, że już never ever w taki układ nie wejdę. Zdecydowanie odradzam też to innym...
Taki układ owszem jest ryzykowny. Zawsze któraś strona może poczuć coś czego nie chciała, lub czego z założenia być nie miało.
Decydując się na układ bycia z kimś tylko dla seksu lub przy zaliczaniu jedno-nocnej przygody musimy być świadomi tej ewentualnej konsekwencji.
U mnie zaczęło się od przygody, która zaowocowała szeregiem kolejnych spotkań, było nam dobrze więc zaczęliśmy się spotykać, obojgu nam jednak towarzyszyło przekonanie, że wyłącznie na wyjątkowo dobrym dopasowaniu w sypialni nie zbudujemy długotrwałego związku. Z czasem okazało się, że łączy nas o wiele więcej, w miarę odkrywania innych aspektów pod którymi pasujemy do siebie zaczęły pojawiać się uczucia, dziś śmiejemy się z naszego niestandardowego początku związku.
najgorsze jest to, że ja byłam świadoma, że któreś z nas może coś poczuć. Ale wydawało mi się, że jestem taaaka silna i niezależna
Ba, nawet martwiłam się o chłopaka, że to ja go zranię, bo na początku wydawało się, że jemu bardziej zależy... tia.... a na koniec to ja płakałam ![]()
Bo na to wlasnie nie ma reguly. Czasami konczy to sie zwiazkiem, a znowu czasami lzami. Ale czy czasami taki uklad nie jest latwiejszy niz zludzenia?
Szkoda, że nie udało wam się obejść bez uczuć.
Moja znajoma miała kiedyś taki układ ze swoim wieloletnim przyjacielem, oboje byli bez związku i w "potrzebie" układ się udał, nie było zakochania, rozczarowań itd.
Taki układ to loteria. Czytałam artykuł odwołujący się do jakiś tam bada psychologicznych, zestaw hormonów i innych substancji wydzielający się podczas stosunku może doprowadzić do zakochania i pojawienia się uczuć, może nie musi. Jednak my nie mamy na to wpływu. Także na takie wybryki trzeba decydować się będąc świadomym ewentualnych konsekwencji
bo niektóre z nas myślą, że to jest łatwe. mi się taki układ nie sprawdził dlatego jestem przeciwna i odradzam każdemu. no i wiadomo, że każdy jest inny i to zależy po prostu
ja nie wierzę w to, że relacja typu kolega/koleżanka do łóżka zmieni się w trwały związek. a to, że według mnie seks bez uczucia nie ma totalnie sensu
Nie ma czegoś takiego jak "seks bez uczucia". Zawsze jest choćby pożądanie, fascynacja. No chyba że mówisz o jednorazówkach typu że ktoś zapił mordę i przeleciał panienkę, albo zapłacił u prostututki. Jednorazówki odpadają, ale jeśli dwoej się umawia na seks regularnie, bo oboje tego chcą to znaczy, że coś do siebie czują. Niekoniecznie zakochanie.
Potem przyszedł seks, a ja się zakochałam
..... Powiedziałam mu, że zaczynam coś czuć.... a po takim wyznaniu usłyszeć słowa "ale to był tylko seks", to jak dostać w twarz. Nie mam teraz ani przyjaciela, ani chłopaka...
Ale stchórzył... zabrakło mu odwagi pwoiedzieć "Ale ja Cię nie kocham, możemy się spotykać, ale pewnie się nie zakocham". Minęłoby pół roku i wasza przyjaźń byłaby jeszcze trwalsza. Cóż... szkoda.
Świat zwariował po prostu. Ludzie boją się zakochać. Przecież samo zakochanie się w drugiej osobie od razu jest obarczone ryzykiem, że wzajemności nie będzie i trzeba to wkalkulować.
incaseofemergency napisał/a:Potem przyszedł seks, a ja się zakochałam
..... Powiedziałam mu, że zaczynam coś czuć.... a po takim wyznaniu usłyszeć słowa "ale to był tylko seks", to jak dostać w twarz. Nie mam teraz ani przyjaciela, ani chłopaka...
Ale stchórzył... zabrakło mu odwagi pwoiedzieć "Ale ja Cię nie kocham, możemy się spotykać, ale pewnie się nie zakocham". Minęłoby pół roku i wasza przyjaźń byłaby jeszcze trwalsza. Cóż... szkoda.
Może rzeczywiście stchórzył, ale ja czuję, że nawet nie miałam prawa mieć pretensji do niego, bo zgodziłam się z własnej, nieprzymuszonej woli na taki układ. Choć przyznaje, że bolało strasznie, ale w końcu sama tego chciałam. Jedyną osobą do której mogę mieć żal, jestem ja sama...
A ja znam dość sporo takich związków, które skończyły się na ślubnym kobiercu nie bynajmniej przez 'wpadkę'. Sam nigdy w życiu nie związałbym się na stałe z kobietą, z którą wcześniej nie odbyłem wielu jazd próbnych.
A ja znam dość sporo takich związków, które skończyły się na ślubnym kobiercu nie bynajmniej przez 'wpadkę'. Sam nigdy w życiu nie związałbym się na stałe z kobietą, z którą wcześniej nie odbyłem wielu jazd próbnych.
mówisz o rozpoczęciu związku czy o wzięciu ślubu?
18 2013-06-19 15:35:48 Ostatnio edytowany przez kenobi (2013-06-19 15:38:05)
Może rzeczywiście stchórzył, ale ja czuję, że nawet nie miałam prawa mieć pretensji do niego, bo zgodziłam się z własnej, nieprzymuszonej woli na taki układ. Choć przyznaje, że bolało strasznie, ale w końcu sama tego chciałam. Jedyną osobą do której mogę mieć żal, jestem ja sama...
Wg mojej moralności to są podstawowe prawdy:
(1) jeśli osoba A kocha osobę B, to osoba B powinna o tym fakcie wiedzieć
(2) jeśli osoba B nie kocha osoby A, a osoba A kocha osobę B, to nie znaczy, że osoba B ma od razu uciekać
Miło jest kochać i być kochanym -- wtedy jest super, super.
Miło jest kochać kogoś, nawet jeśli on nie kocha nas.
Miło jest być kochanym, nawet jeśli nie kochamy tych co nas kochają.
Nie zadaejmy pytania "Czy mnie kochasz", "Czy Ci na mnie zależy". Sami możemy mówić "Kocham Cię", "Jesteś dla mnie ważna/ważny". Zamiast "Kocham" możemy mówić "zakochałem się w Tobie", "zauroczyłaś mnie", "podobasz mi się", "lubię Cię".
Proponuję Koleżanko, abyś nie miała do siebie żalu. Bardzo dobrze zrobiłaś. W miłości zagrałaś "va bank", tak trzeba robić, ale czasem się nie uda.
nie miałam prawa mieć pretensji do niego
Pretensji o co? Możesz mieć pretensje, że zwiał, jak się zakochałaś. Nie możesz mieć pretensji, że on się w Tobie nie zakochał. Wg mnie boli, jak osoba, którą się kocha nie chce z nami spędzać czasu. Może się nie znam... może się mylę... Cóż... mam prawo.
A jak myślicie czy w takiej sytuacji, że najpierw jesteście friends with benefits potem jedna strona chce związku, druga nie - kontakt urywa się. Jednak po jakimś czasie się schodzą i są "normalną" parą? Czy wtedy jest to powrót do eks, czy budowanie nowego związku? Czy w ogóle takie powroty mają sens?
Pytam czysto hipotetycznie
Choć oczywiście czasami snuję sobie różne scenariusze z moim byłym "friendem" to nie sądzę, żeby w moim przypadku było to możliwe ![]()
Chyba najszybciej seks i luźna znajomość podczas, której ludzie wspólnie spędzają czas przeradza się w głębsze uczucie i chęć związku, jedynie w przypadku gdy na początku osoby nie chciały związku dlatego, że zawiodły się w przeszłości. Po nieudanych związkach człowiek z jednej strony potrzebuje drugiej osoby, chce się z kimś spotykać ale jednocześnie boi się zaangażowania i cierpienia więc zaczyna od luźnej relacji zakładając, że nic więcej z tego nie będzie.
A może po prostu brak seksu pcha ku temu, by jednak spędzić wieczór ze śniadaniem? Na moje każda relacja jest luźna, póki nie zna się dobrze danej osoby. A seks idzie swoją drogą.
W moim wypadku przeszło jedno w drugie.
W łóżku były fajerwerki, spotykaliśmy się coraz częściej, jednak oboje z przekonaniem, że seks to nie wszystko.
W moim wypadku przeszło jedno w drugie.
W łóżku były fajerwerki, spotykaliśmy się coraz częściej, jednak oboje z przekonaniem, że seks to nie wszystko.
To na czym buduje się związek i tak tym co najważniejsze w nim ![]()
Ale jeśli wszystko inne prócz łóżka było by na "nie" to taki układ by nie przetrwał.
Z czasem okazało się, że mamy podobne charaktery, podobny światopogląd i mamy o czym porozmawiać wiele rzeczy można wymieniać ale dla mnie sam seks to za mało chociaż jest bardzo ważny, pokusiłabym się o stwierdzenie, że udane współżycie to już połowa sukcesu ;]
Pewnie, że jest możliwy. Sama osobiście znam taką parę i tworzą bardzo udany związek :-).
Takie związki pozwalają się lepiej poznać przez co mają później lepsze rokowania.
To naprawde zalezy. Czasem mozna byc "friends with benefits" jak sie faceta lubi, podoba sie nam, fajnie sie spedza czas, ale pod zadnym pozorem nie polecalabym takiego ukladu osobie, ktora desperacko chce bliskosci, bo z tego wynikna same klopoty. To naprawde nie jest fiza kwantowa, zeby to zalapac.
W takie zwiazki powinny wchodzic tylko osoby poukladane.
W takie zwiazki powinny wchodzic tylko osoby poukladane.
We wszystkie związki powinny wchodzić tylko osoby pookładane. Desperaci i inni podobni powinni mieć bana bo z reguły to niszczą innych swoimi problemikami i fobiami.
Dlatego odradzam takie klimaty Kolezance na_hustawce, jako osobie z zaburzeniem osobowosci z pogranicza.
Ale jeśli wszystko inne prócz łóżka było by na "nie" to taki układ by nie przetrwał.
Z czasem okazało się, że mamy podobne charaktery, podobny światopogląd i mamy o czym porozmawiać wiele rzeczy można wymieniać ale dla mnie sam seks to za mało chociaż jest bardzo ważny, pokusiłabym się o stwierdzenie, że udane współżycie to już połowa sukcesu ;]
Albo dopiero połowa sukcesu. Ja bym się pokusił o stwierdzenie, że seks to uzupełnienie. Niezwykle ważne, ale uzupełnienie. Bo zachodzi pytanie - mam seks, to już mam faceta w połowie?
Adler - a te benefits to co to jest?
Remi, no seks, a o czym tu mowimy? Chodzi o faceta, z ktorym sie kobieta koleguje, ale takze uprawia seks.
Albo dopiero połowa sukcesu. Ja bym się pokusił o stwierdzenie, że seks to uzupełnienie. Niezwykle ważne, ale uzupełnienie. Bo zachodzi pytanie - mam seks, to już mam faceta w połowie?
Oj, na pewno nie w połowie, w takim układzie mam faceta ale do łóżka, do normalnego związku daleka droga.
pokusiłabym się o stwierdzenie, że udane współżycie to już połowa sukcesu ;]
Dokładnie! Seks jest ważny, bo jak wszystko inne jest do bani, to chociaż seks trzyma związek na poziomie.
potem jedna strona chce związku, druga nie - kontakt urywa się. Jednak po jakimś czasie się schodzą i są "normalną" parą? Czy wtedy jest to powrót do eks, czy budowanie nowego związku?
Oczywiście, że takie powroty mają sens, jeśli obydwoje tego chcą. Najgorzej jak rozstają się w kłótni, albo ktoś ucieka, bo druga osoba się zakochała. Co za różnica czy powrót do eks, czy budowanie nowego związku -- trzeba to ubierać w takie ramy? Po prostu znowu umawiają się na spotkania, spędzają czas ze sobą, jest im dobrze.
Dlatego odradzam takie klimaty Kolezance na_hustawce, jako osobie z zaburzeniem osobowosci z pogranicza.
Z tego powodu odradzane mi są jakiekolwiek związki, czy tylko takie zaczynające się układem?
Jeśli pierwsza z odpowiedzi to może w ogóle wszystkim odradzić bliskich relacji z innymi jeśli tylko nie mieszczą się w ramy "normalności" (niepełnosprawni fizycznie również).
Jeśli druga to powiem tak, w życiu różnie bywa. Często takiego biegu wydarzeń trudno się spodziewać i po prostu samo wychodzi.