hej.jakis czas temu zgłosiłam sie na terapie.było strasznie trudno sie przełamac, ale coż...i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że zataiłam pewne wątki, pewnie kluczowe dla sprawy. nie miałam odwagi o nich powiedzieć, widząc jak terapeutka spoglada na zegarek. jakoś dziwnie sie poczułam, jakby nie chciała ze mna rozmawiać, traktowała to jako przykry obowiązek. oczywiścioe wiem, ze praca terapeuty jest jak inna praca-ma swój czas.powiedzcie, spotkaliście się z czymś takim? po kilku spotkaniach zrezygnowałam
Zrozumiałe i u Ciebie i u terapeutki. Ona zwyczajnie ma umówionych kolejnych pacjentów i co by się nie działo musi kontrolować czas. Ciebie też rozumiem, aczkolwiek mam wrażenie, że trochę podświadomie szukałaś pretekstu, żeby zwiać bez poruszania bolesnych rzeczy. Ludzka reakcja, ale jeśli właśnie tego z siebie nie wyrzucisz, to cała terapia na nic.
Zrozumiałe i u Ciebie i u terapeutki. Ona zwyczajnie ma umówionych kolejnych pacjentów i co by się nie działo musi kontrolować czas. Ciebie też rozumiem, aczkolwiek mam wrażenie, że trochę podświadomie szukałaś pretekstu, żeby zwiać bez poruszania bolesnych rzeczy. Ludzka reakcja, ale jeśli właśnie tego z siebie nie wyrzucisz, to cała terapia na nic.
wiem że terapeutka musi kontrolowac czas rozumiem to. wiem, że sprawę powinnam przepracować. czy podświadomie uciekłam z terapii? byc może cos w tym jest. chcę uporządkować przeszłość, tyle ze strasznie trudne to jest. trudno zacząć mówić o wszystkim. blokada jest duża, a wiem ,że dla mojego dobra nie powinno jej być. zraziłam się, choc powód może był błahy
Cóż... najważniejsze dla powodzenia terapii jest mocna chęć wyzdrowienia u pacjenta, determinacja do walki o siebie. Ciężko Ci tu coś poradzić, bo póki serio nie będziesz zdeterminowana, jest poważna szansa, że nie patrzenie na zegarek, to coś innego będzie Ci przeszkadzać i zrażać - ton głosu, wyraz twarzy etc etc etc...
Pamiętam, jak trudno było Ci pisać na forum; pamiętam Twe obawy przed rozmową z mężem; pamiętam Twój strach przed pierwszym spotkaniem z terapeutką. Jednak robiłaś to wszystko MIMO obaw i lęku. Robiłaś to wszystko, bo WIEDZIAŁAŚ, że to szansa na bycie szczęśliwą.
Podjęłaś terapię i z niej zrezygnowałaś. Zrezygnowałaś już w momencie, gdy zaczęłaś negatywnie oceniać terapeutkę. Szukałaś pretekstu i znalazłaś go.
Wiesz też dobrze, że nic "nie powinnaś", nic "nie musisz". Możesz. To wielka różnica. To Ty podejmujesz decyzję.
6 2013-06-12 18:34:59 Ostatnio edytowany przez kinga28 (2013-06-12 18:42:20)
Pamiętam, jak trudno było Ci pisać na forum; pamiętam Twe obawy przed rozmową z mężem; pamiętam Twój strach przed pierwszym spotkaniem z terapeutką. Jednak robiłaś to wszystko MIMO obaw i lęku. Robiłaś to wszystko, bo WIEDZIAŁAŚ, że to szansa na bycie szczęśliwą.
Podjęłaś terapię i z niej zrezygnowałaś. Zrezygnowałaś już w momencie, gdy zaczęłaś negatywnie oceniać terapeutkę. Szukałaś pretekstu i znalazłaś go.
Wiesz też dobrze, że nic "nie powinnaś", nic "nie musisz". Możesz. To wielka różnica. To Ty podejmujesz decyzję.
chyba masz racje WIELOKROPKU. za szybko sie poddałam
minął rok a ja nadal jestem w rozsypce...
Warto walczyć z samą sobą o siebie. ![]()
Z terapeutą jest jak z każdym innym zawodem. Fryzjerkę też pewnie musiałaś znaleźć taką która pasuje Tobie. Nie można się zrażać tylko próbować z kolejnym bo być może to będzie właśnie ten.
Ja byłem świadkiem jak terapeuta który spóźnił się 20 minut powiedział do czekającej na spotkanie z nim kobiety, że nie ma za bardzo czasu dzisiaj więc zaprasza ja tylko na kilka minut.
a ta kobieta pewnie czekała na spotkanie z lekiem
ale pewnie tez z wyczekiwaniem jakims
ja tak miałam
bałam sie strasznie a jednoczesnie chciałam sie spotkac
Terapia to przyjemność inaczej, a raczej odroczona przyjemność. W jej trakcie na ogól przyjemnie nie jest, bo dotyka się spraw trudnych, przeżywa odłożone, upchnięte w kąt, nieprzyjemne emocje.
Z terapią jest tak, jak z wizytą u dentysty - rzadko kto siada na fotelu z wielką ochotą, ale jak wspaniale jest, gdy ząb przestaje boleć. ![]()
szkoda tylko, że trwa dosc długo pewnie. ale pewnie dlatego sa efekty, nie mozna od razu "wyrwac zęba" który boli.to tak a propo dentysty :-)
wiesz Wielokropku, żałuje że powiedziałam męzowi, patrząc na wszystko z perspektywy czasu.to wiele skomplikowało, popsuło...
Żałujesz? Wolałabyś, by nie wiedział jakiem człowiekiem jest jego brat? Wolałabyś sam dźwigać ten ciężar?
Cóż. Nie rozumiem takiej postawy.
Żałujesz? Wolałabyś, by nie wiedział jakiem człowiekiem jest jego brat? Wolałabyś sam dźwigać ten ciężar?
Cóż. Nie rozumiem takiej postawy.
żałuję, bo teraz małżeństwo mi sie sypie...
Trudna sytuacja. I Ty, i Twój mąż nie możecie poradzić sobie z konsekwencjami tamtych wydarzeń. Może więc najwyższy czas, byście obydwoje poszli po wsparcie i pomoc? OBYDWOJE.
16 2013-06-14 09:29:38 Ostatnio edytowany przez kinga28 (2013-06-14 10:00:31)
zaproponowałam wspólna terapie.maż stwierdził że jej nie potrzebuje, że z nim wszystko w porządku
ZLE TO ZABRZMIAŁO.ALBO MOŻE JESTEM PRZEWRAZLIWIONA. KIEDY POWIEDZIAŁ ZE Z NIM WSZYSTKO W PORZĄDKU POCZUŁAM SIE JAK KTOS GORSZY, JAKBY CHCIAŁ POWIEDZIEĆ ŻE ZE MNĄ JEST COS NIE W PORZĄDKU.A MOŻE PRZESADZAM?
Oczywiście, że z nim jest wszystko w porządku. Z Tobą też jest wszystko w porządku. Tu nie o porządek chodzi, tylko o to, że przeszłe wydarzenia na tyle silnie odcisnęły się na was obojgu, że sypie się wasz związek. I spotkania ze specjalistą mogą wam pomóc. Mogą, jeśli się na nie zdecydujecie i podejmiecie terapię, a nie będziecie jedynie chodzić na spotkania.
Jeśli uważasz, że mąż uznaje Cię za gorszą od siebie, sprawdź, zapytaj go o to. Może to tylko Twoje myślenie o sobie. Jeśli tak, to drogę do terapeuty znasz, sposób postępowania również. Do Ciebie należy decyzja.
wiesz, po ostanim spięciu między nami zaproponowałam terapię małżeńską, a on się roześmiał.wspomniałam o tym kilka razy ale on nie chce słyszeć o czy takim wogóle. myslę, że na tym polu niewiele zdziałam.
19 2013-06-14 15:27:29 Ostatnio edytowany przez JustynaPiatkowska (2013-06-14 15:28:05)
Kinga28,
kiedy dwie osoby - para/ małżeństwo - pojawiają się w gabinecie niemal zawsze jest tak, że jedna z nich "chce bardziej", ma większą motywację, była inicjatorem i pomysłodawcą terapii. Często jest tak, że tą "mniej chętną" stroną jest mężczyzna. Może to wynikać z faktu, że chłopcy wychowywani są raczej w koncentracji na zadaniu, celu - wyrażanie swoich emocji i przyglądanie się im nie jest nagradzane. Niekiedy rolę odgrywa też fakt, że większość psychoterapeutek to kobiety. Mężczyzna obawia się bycia niezrozumianym, źle ocenionym - że padnie ofiarą "kobiecej solidarności".
Początek każdej terapii pary to kwestia odkrycia, wyjaśnienia i przełamania tych (i wielu podobnych) stereotypów.
Podczas pierwszego spotkania często słyszę "Co ja tu robię", "To bez sensu", "Przyszedłem tylko dlatego, że żona prosiła", "Jestem normalny, nie potrzebuje psychologa"... A po kilku tygodniach, miesiącach obserwuję coraz większy zapał i coraz większe sukcesy.
Jeśli jednak mąż nie chce, nie potrafi, nie może dziś zdecydować się na wspólną terapię - nie możesz go do tego zmusić, podjąć decyzji za niego. Możesz za to zadbać o siebie, swoje zdrowie, swoje bezpieczeństwo i swoje samopoczucie.
Jeśli nie czułaś się komfortowo w danym gabinecie, przy tej akurat terapeutce, w jej stylu bycia i pracy - możesz nawiązać kontakt z kimś innym. Na pewno warto jednak, żebyś odważnie przyjrzała się swojej decyzji o zatajaniu ważnych tematów i rezygnacji z terapii po kilku spotkanaich, jako o wycofaniu się, ucieczce.
Wiele osób czuje się podczas terapii podobnie jak Ty. Chce, ale nie potrafi wyznać tego, co najważniejsze, najtrudniejsze. O tym wszystkim, co szczególnie dramatyczne można jednak opowiadać stopniowo, z czasem, tylko wtedy i w takim stopniu w jakim jesteś na to gotowa. To normalne! Aby móc wyznać te najbardziej krępujące i budzące strach wspomnienia, najpierw trzeba pozwolić sobie na zbudowanie relacji i nabranie zaufania do psychologa.
no właśnie,dlaczego mężczyzni uważają, że jak już ktoś korzysta z pomocy psychologa to jest nienormalny? to tak nawiązując do wczesniejszej wypowiedzi o tym co często mówi mąż na wizycie pierwszej.niezrozumiałe to dla mnie.nie mam na mysli wszystkich mężczyzn, bo pewnie sporo ma inne nastawienie.zastanawia mnie upór męża
Jeśli zastanawiasz się nad uporem męża, to... odpowiedź znajdziesz w swojej ucieczce z terapii, w swoim lęku i decyzji, by najważniejszych (kluczowych) spraw nie poruszać podczas terapii. To ten sam mechanizm. Płeć nie ma nic do rzeczy.
Jeśli zastanawiasz się nad uporem męża, to... odpowiedź znajdziesz w swojej ucieczce z terapii, w swoim lęku i decyzji, by najważniejszych (kluczowych) spraw nie poruszać podczas terapii. To ten sam mechanizm. Płeć nie ma nic do rzeczy.
NO WŁAŚNIE NIE WIEM CZY ODPOWIEDZ ZNAJDE W SWOIM ZACHOWANIU, BO TAK NAPRAWDĘ NIE ROZUMIEM SIEBIE.
Uciekasz przed trudnymi dla siebie tematami, uciekasz przed bólem, kiepsko o sobie myślisz, uważasz, że inni (w tym Twój mąż) też o Tobie myślą kiepsko, boisz się opinii innych osób.
Przecież ta Twoja koncentracja na mężu i jego niechęci na terapii oddala Cię od podstawowego TWOJEGO problemu, czyli TWOJEJ niechęci do terapii. Mąż nie chce podjąć terapii małżeńskiej? Podejmij własną.
podejme.nawe sie już umówiłam.terminy-wiadomo jakie, ale się umówiłam do innej terapeutki. mam nadzieję, chciałabym bardzo, żeby tym razem było ok.z jej strony, no i z mojej.ja wiem, że potrzebna mi terapia, nawet czuje potrzebę odbycia takiej, co nie zmienia faktu, że nadal sie jej obawaim. wiem, że terapeuta nie ocenia a i tak boje się jej reakcji
Proponuję, byś od tych swych obaw rozpoczęła spotkanie. To ułatwi, wbrew pozorom, wasze rozmowy.
Najważniejszą sprawą w terapii jest szczerość. Bez szczerości terapia nie ma najmniejszego sensu. To strata i czasu, i pieniędzy. Gdy czegoś się obawiasz - mów. Gdy coś Ci nie pasuje - mów. Najgorszą rzeczą jest ukrywanie spraw.
tak właśnie zrobię. dziekuję