Witam dziewczyny !!!
Domyślam się,że jestem jednym z nie licznych facetów na forum ale mimo to proszę o wytłumaczenie mi sytuacji jaka ma miejsce w moim życiu od blisko roku...
Na wstępie napisze,że jestem facetem przed trzydziestką. Historia zaczyna się bardzo dawno temu. Otórzy będąc dzieciakiem, chodząc do tzw. " podstawówki " podobała mi sie pewna dziewczyna 3 lata młodsza odemnie, ot taka dziecięca miłość platoniczna. Bardzo chciałem ją poznać i tak zostaliśmy przyjaciółmi z jednego osiedla. Lata leciały, poszedłem do szkoły średniej, ona została w podstawówce ale kontakt sie utrzymywał. Później wyjechałem na studia do innego miasta oddalonego o ponad 100km. Był to czas gdy internet nie był jeszcze tak szeroko rozpowszechniony ale już mozna bylo kontaktowac się za pomocą komórek. Często do siebie dzwoniliśmy, pisaliśmy smsy i mimo iż nie byliśmy nigdy parą na powaznie to było coś bardzo mocnego między nami, bardzo mocnego. Będąc daleko od niej, mieszkając w innym mieście byłem w różnych związkach, ona równiez przechodziła przez swoje pierwsze powazniejsze związki. Skończyłem studia, wróciłem do rodzinnego miasta i widywałem się z nią czasem. Za każdym razem kiedy ją widzialem serce biło mi mocniej ale nic nigdy jej nie powiedziałem, nie okazałem tego że mi zalezy na niej nie tylko jak na przyjaciółke ale przedewszystkim jak na kimś kogo kkocham jak nikogo innego na .świecie. Pewnego razu na potczas spaceru juz nie wytrzymałem, przytuliłem ją a ona spytała czy czuje to samo co ona czuje do mnie ? Powiedziała,że jestem kimś wyjatkowym w jej zyciu, że często myślała o tym jakbym to było gdybyśmy byli razem ale nie chciała tego okazywac żeby nie psuć tego co przez lata zbudowaliśmy , nie psuć przyjaźni. Pocałowałem ją i od tego czasu przeszliśmy na wyższy poziom. Zakochani w sobie nie widzieliśmy otaczającego nas świata, było świetnie. Mniej więcej rok od ukonczenia studiów dostałem dobrą prace która wiązała się z wyjazdem z miasta rodzinnego. Ona miała jeszcze rok szkoły więc doszliśmy do wniosku,że za rok zamieszkamy razem, ona wprowadzi się do mnie, pobierzemy się itd. W pracy fajnie się układało, rozwijałem się ciesząc się na myśl,ze już niebawem ona dołączy o mnie a w tym samym momencie coś się zaczęło kruszyć w naszych relacjach. Przyjeżdżałem co tydzien, weekendy spędzaliśmy we dwoje ale jak tylko przychodziła niedzila wieczór zawsze płakała,że ja opuszczam, że ona tak nie potrafi , że boli ją rozłąka tygodniowa ze mną... Uspokajałem ja że to się zmieni i poukłada nam się zycie tak jak sobie to wymazyliśmy. Mimo iż widziałem że ona ma cięzko to nie spodziewałem się,że ona może powoli sie odemnie oddalać. Przeciez zawsze jak byłem przy niej było nam super.... Mniej więcej rok temu spędziliśmy weekend we dwoje jak zawsze z resztą, było super. W poniedziałem chciałem zadzwonic do niej, telefon milczał, we wtorek to samo, środę, cały czas milczenie. W piątek przyjechałem , spytałem dlaczego nie odbierała a ona oznajmiła że nas nie ma... Poczułem się jakbym dostał czymś cięzkim w głowę. Oznajmiła mi,ze zaraz po moim wyjeździe w niedzielę przyjechał do niej na cały tydzien jakis mężczyzna z którym ona pisała od pół roku przez internet. On mieszkał w Anglii i z Anglii przyjechał do Poslki zeby spędzic z nią tydzień. Serce pękło mi na pół, ciezko opisac to co wtedy czułem. Po miesiącu wyjechała do niego i do dziś mieszkają we dwoje w Anglii. Czas leczy rany, odpuściłem, zapomniałem, do czasu... Ostatnio zaczęła do mnie pisac wiadomości na fb, zagadując co drugi tydzien co u mnie i w ogóle. Oczywiście nie odpisuje bo to nie ma najmniejszego sensu. Sama zniszczyła to co między nami było a teraz chce miec kontakt ?
I w tym momencie rpzejdę do sedna. W jednej z wiadomości napisała mi jaka to jest szczesliwa z mężczyzną dla którego mnie zdradzić, zraniła, oszukała. Napisała,że planuje z nim ślub w przyszłym roku i ma nadzieję,że przyjde na jej wesele ponieważ chce mnie zaprosić... Nic głupszego nie mogła napisać.
Powiedzcie mi o co może jej chodzić tak właściwie?
