Dziewczyny, ja i mój chłopak dość często się kłócimy, powiedziałabym nawet że bardzo często, ze dwa razy na tydzień na pewno. Są to kłótnie o byle co, typu 'znowu nie posprzątałeś po sobie' (jest ogromnym bałaganiarzem) lub o jego niektóre zachowania, a raczej ich brak, nie chcę się zagłębiać w tym bo długie wypracowanie by mi wyszło.
Chodzi o to, że podczas takich kłotni mówimy sobie przykre rzeczy, jednak różnica jest taka, że po wszystkim on o tym potrafi zapomnieć, chce się normalnie się przytulać, całować, a ja nie. Na drugi dzień ciągle jestem przybita bo wcześniej powiedział do mnie że nie nadaję się do związku, jestem zbyt wygodna itp dużo innych jeszcze. Kiedy mu o tym mówię, że nie mogę tak po prsotu sobie o tym zapomnieć on mówi standardowo, że to już nie prawda, że tak tylko chlapnął w złości bo teraz już jestem super fajna i chce dalej ze mną być. Albo się wypiera że wcale tak nie powiedział, w zależności od dnia. Gdy ja się go pytam czy on pamięta w ogóle że powiedziałam do niego, dajmy na to, że zachowuje/zachował się jak dziecko to też mówi że to było w złości i na pewno nie jest prawdą. A ja myślę inaczej: w niektórych kwestiach on ma naprawdę dziecinne podejście, i tak było od dawna i jest do teraz, i pewnie tak będzie... No ale nie odważę się zacząć o tym rozmowy gdy jest dobrze, bo znowu będzie na mnie że ja się czepiam...
Ja wiem że może to dobrze, że facet nie bierze sobie tak do serca, ale ja mam problem ze sobą: jestem zbyt pamiętliwa i raczej pesymistycznie nastawiona do nas: no bo jak to, wczoraj nazwał mnie tak i tak a dziś już jest sielanka..
Jeszcze dodam że u nas kłótnie nigdy nie kończą się przeprosinami - zwykle to jest takie coś że kończymy, przestajemy się odzywać, najczęściej idziemy spać, a jak rano się budzimy jest już w miare normalnie.