spójrzcie na to obiektywnie, moi drodzy, bo sama nie wiem, czy przesadzam, czy może jednak słusznie mnie to drażni.
Otóż partner, z którym się spotykam od jakiegoś czasu, od samego niemal początku bardzo zwraca uwagę na moje ubranie.
Oczywiście preferuje takie seksi - spódniczka, najlepiej miniówka, rajstopki albo jeszcze lepiej pończoszki.
Czasem przed spotkaniem dopytywał, w co się ubiorę, mniej lub bardziej subtelnie dając mi do zrozumienia, co by on chciał.
Nie ma w tym wymuszania ani nic takiego, a jednak od samego początku mnie to złości.
Lubię czasem się ubrać seksi, ale czasem lubię też dżinsy... Jak już się spotkamy, to niezależnie od tego, co na siebie włożyłam, nie robi mi wyrzutów, choć oczywiście prawi komplementy, jeśli w jego guście.
Wie, że te jego sugestie mnie złoszczą, więc dość długo ostatnio nic się nie odzywał.
Choć we mnie świadomość pozostała. Ostatnio na spacer po dość dzikich terenach wybrałam adidasy... no szpilki się tam nie nadawały. Mnie znów irytują panienki, które niezależnie od tego, gdzie idą, stroją się jak na disco.
Ale jednak, z czego zdałam sobie sprawę dopiero później, czułam dyskomfort i zaczęłam mu się jak głupia tłumaczyć, skąd te adidasy (choć kieckę sportową włożyłam).
A dziś znów zaczął temat, niby żartem.
Ja zapytałam, czy nie będzie o coś tam zły, a on mi na to, że nie, jak założę cosik.
No i właśnie mi się odechciało. Może nawet i bym zaszalała, ale teraz jakoś straciłam ochotę.
Nie wiem, co mnie tym drażni. Czy to, że chciałabym się zawsze mu podobać, niezależnie od stroju. Choć on oczywiście twierdzi że tak jest, ale to go tak kręci...
Czy to ze mną jest coś nie tak? Powiedzcie szczerze, co sądzicie... bardzo proszę ![]()