Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy! - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

Temat: Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!

Cześć wszystkim .
Pisze do was , ponieważ jestem z tym sama , nie moge liczyc na nikogo .
Poznałam chłopaka z którym jestem prawie dwa lata , między nami były złe i dobre chwile tak jak w każdym związku , rozstawaliśmy sie wiele razy , lecz ciągle do siebie wracamy , ciągnie nas do siebie i to bardzo . Wiele razy gdy zrywał wyzywał od suk , dziwek i wg ale to szczegół ten najmniejszy . Najbardziej dobija mnie ta cała sytuacja która cały czas sie powtarza , kłótnie i moja zarąbiście wielka zazdrość oraz to że tak bardzo się boję , że znowu będzie tak samo , Wchodząc kolejny raz w ten związek wchodze niepewnie ze strachem że znów mnie zrani . wróciliśmy do siebie znowu po raz kolejny ale .. pisał naprawdę jak do dziewczyny która kocha i zależy mu dzisiaj .. dzisiaj jest zupełnie inny pisze jak do koleżanki .. Przedwczoraj była taka akcja że pisał z dziewczyna jedną pod zdjęciem i były takie rzeczy typu że ja rozgrzeje żeby przyszła spać do niego i wg . Ciągle komentuje i lubi jej zdjęcia na facebook`u . Nie wiem co robić pomóżcie . : ccc .

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!

Tak ladnie napisalas - " wyzywal mnie od suk, dziwek ...., ale to szczegol najmniejszy".
No, tak, szczegol zaiste niewielki.
Dziewczyno - o co wlasciwie chodzi w tym waszym pokreconym zwiazku.
Wyzwiska, romanse internetowe, hustawki nastrojow - rokowania na udany zwiazek - oceniam na "O".
Wyciagnij wreszcie wnioski z waszych rozstan i powrotow - ciagle to samo. On sie nie zmienia, Ty jakos to akceptujesz, czyli tez stoisz w miejscu.
Jezeli nie satysfakcjonuje Cie taki zwiazek , to go zakoncz raz, a dobrze.

3

Odp: Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!

Jeżeli sie kogos kocha to się go szanuje. On Ciebie nie szanuje.
Po co tkwić w związku, którego się boisz?

4

Odp: Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!

Wyzwiska ze strony partnera nie są najmniejszym problemem, świadczą o szacunku a raczej jego braku do Twojej osoby. Po co Ci związek, w którym mężczyzna Cie nie szanuje, i poświęca dużo uwagi innym kobietą? Dlaczego się rozstaliście kilka razy? Jakie były tego powody. I dlaczego do niego wracałaś, czyją inicjatywą był ten powrót?

5

Odp: Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!

Nie wierzę, że to możliwe. I ty pytasz, co robić?! Włącz wreszcie dumę i nie daj się poniżać. Związki na zasadzie "próbujemy jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz.." są jak hazard. Nie dość, że uzależniają, to jeszcze prowadzą prostą drogą na dno. Niestety często facet który zaczyna od wyzwisk idzie dalej, gwałci (jest coś takiego jak gwałt w związku!), bije... Jeśli to do ciebie nie przemawia, pooglądaj sobie zdjęcia i wypowiedzi poniżanych i krzywdzonych kobiet. Wiesz jak wygląda kobieta pobita prez partnera? Nie pozwól sobie, by oglądać to w lustrze.

6

Odp: Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!

Oj Agnik. Opowiem Ci historię którą jest tylko potwierdzeniem tego co tu widać. Byłem kiedyś z pewną kobietą zdecydowaną się rozwieść z ówczesnym mężem. Myślę sobie ok, fajnie. Kopnie gościa w dupsko bo ją bije i poniża. No mogłoby się wydawać naturalna kolej rzeczy. Jakież było moje zdziwienie kiedy okazało się że jestem gówniarzem ( różnica 4 lat ) i nie wiem czego ona oczekuje. Cóż, dziewczyna wróciła do swojego maczo który tłucze ją jak tylko ma zły dzień. Jest takie powiedzenie że im bardziej się psa bije tym bardziej słucha pana. Nie żebym kogoś tu wyzywał od psa itd ale pewna analogia w tym jest. Ile jest takich kobiet które tkwią w takich związkach, bo kochają swojego misiaczka. Nawet kiedyś jakiś facet dostał ode mnie w pysk bo uderzył kobietę. Jak się okazało, jego żonę. I co robi żona? Rzuca się do mnie z pazurami że ja jej faceta stłukłem. Najpierw dajecie sobie nakręcić makaron na uszy. Mijają wasze "najlepsze lata", budzicie się po czterdziestce i coś wydaje się nie tak. Wtedy lament na forum że on mnie bije. Tylko nikt tu nie wspomina że przez 20 lat małżeństwa nie raz oberwałyście sierpowym.

7

Odp: Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!

Akurat zjawisko przemocy domowej jest mi dość dobrze znane z czysto teoretycznej, psychologicznej strony. Nie mówię, że rozumiem kobiety, które tkwią w takich związkach, bo nie rozumiem, mam na tyle silną psychikę, że nawet na sekundę nie potrafię wejść w rolę ofiary. Ale rozumiem samo zjawisko i to co trzyma owe kobiety, być może o słabszej psychice niż moja własna, w takich związkach. One naprawdę potrzebują pomocy ale terapeuty. Nasłuchałam się naprawdę wielu historii takich kobiet od osoby, która ma ileś tam lat praktyki w pomaganiu takim osobą, i naprawdę powiedzenie kobiecie w takim związku jesteś głupia dasz się zatłuc na własne życzenie nic jej nie pomoże, ona to doskonale wie, ale często pomimo tego nie chcę zostawić sprawcy.

8

Odp: Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!

No ale o czym to świadczy? Ja tego nie rozumiem. Zjawisko jest bardzo częste i nie rozumiem jak można dać się tłuc a potem wieczorem jeszcze dogodzić swojemu oprawcy w łóżku. No krew mnie zalewa.

9

Odp: Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!

Uwierz ja pomimo to, że rozumiem zjawisko w dalszym ciągu zalewa mnie krew. Jeśli Cię to interesuje poczytaj o cyklach przemocy domowej, np na stronie niebieskiej lini. Nie zapominaj też o mentalności i postrzegania instytucji małżeństwa przez część społeczeństwa, na dobre i na złe, na szczęście to chyba to starsze pokolenie, moja babcia (prawie 80) twierdzi, że jak już ma się męża to jaki by on nie był to trzeba z nim wytrwać.

10

Odp: Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!

Chyba nie muszę czytać takich lektur. Wystarczy mi to co widziałem we własnym domu. Nikt nikogo nie bił ale była przemoc psychiczna. Aż w końcu tatulek zrozumiał że nie ma ze mną szans. Teraz jest jak udomowiony piesek. Jeden tel od mamy i jadę do domu robić porządek smile uwielbiam obserwować to jak karma do kogoś wraca smile

11

Odp: Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!
Mazar napisał/a:

No ale o czym to świadczy? Ja tego nie rozumiem. Zjawisko jest bardzo częste i nie rozumiem jak można dać się tłuc a potem wieczorem jeszcze dogodzić swojemu oprawcy w łóżku. No krew mnie zalewa.

Bo to dla normalnej osoby faktycznie jest mega chore. Sęk w tym, że te wszystkie kobiety są uzależnione, nie znają innego życia, wbrew pozorom w tej "patologii" wiedzą czego się spodziewać, dlatego tak często boją się zmian, nawet tych co przyniosłyby im spokój. Tu nie chodzi o to, że ja kogoś usprawiedliwiam. Sama mogłabym lamentować po dziś dzień nad swoim dzieciństwem, którego pokłosiem ładowałam się w toksyczne relacje (całe szczęście bez bicia), ale wzięłam sprawy w swoje ręce i teraz jest już normalnie. Aczkolwiek walka o to była koszmarnie trudna.
Gro z tych kobiet nawet nie wie, że mają "problem". Taki znają świat i tak według nich on wygląda.

Do autorki postu: Ty również masz problem. Facet, który zachowuje się w ten sposób:
1. nie kocha
2. nie szanuje
3. nic dla niego nie znaczysz

NIC.
Zrób coś z tym.

12

Odp: Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!

Niestety trudno zrozumieć przemoc i poniżanie, ale prawdą jest, że to kobieta przesuwa granice, a mążczyzna z tego korzysta. A potem jest smarkanie innym w rękaw. Nie będę ukrywać, mi też kiedyś pewien partner przyłożył. Powód był według mnie dość błachy, ale to nie ma znaczenia. Natychmiast skończyłam ten związek. Wierzę w twierdzenie, że mężczyzna który uderzy pierwszy raz, będzie bił dalej. On próbował się skontaktować, błagał, namawiał, nie zgodziłam się, Ale kiedy mówiłam o tym koleżance wiecie co odpowiedziała? "Czemu nie spróbujesz jeszcze raz, przecież tak się kochaliście!" Ot, stosunek niektórych kobiet...

13

Odp: Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!

Kobiety w takich toksycznych związkach są w pewnym stopniu uzależnione od swojego partnera. Poza tym dla niektórych lepsze gówno znane niż nowe. Wiem bo swojego czasu tkwiłam w takim gównie które sama sobie stworzyłam razem z moim byłym. Co prawda nie było rękoczynów zbyt wiele, ale wszystko musiało być pod jego dyktando. W szczegóły sie zagłębiać nie będę. Po dwóch latach się uwolniłam. Teraz po ponad 3latach od rozstania zdarzają się głuche telefony i czatowanie pod moim blokiem, nie mówiąc już o smsach z podtekstami z bramki bo jego numer na komie zablokowałam.

Daj sobie z nim spokój, lepiej późno niż później!
Facet Cie dziewczyno poniża, ma wahania nastroju a od tego w niektórych przypadkach długo czekać nie trzeba na rękoczyny. Poza tym jak już zaczyna nowe podboje fejsbukowe to jesteś dla niego kołem ratunkowym, bo jest pewny że go i tak nie zostawisz bo jesteś na to za słaba - pozwalając mu na wszystko to właśnie okazujesz. Pokaż mu, że sie myli co do Ciebie i zacznij życie od nowa bez niego.

Powodzenia

14

Odp: Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!

Witam , też tak miałam rozstawaliśmy się i wracaliśmy i tak wiele razy . Teraz jestem sama sad
Powiem Ci tak nie mogła bym mieć chłopaka który mnie wyzywa... Radze Ci zerwij z nim nie można dawać się poniżać i to przez osobę którą kochasz ! . Napewno będzie boleć ale później już coraz mniej .

15

Odp: Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!

Kochana nie bądż naiwna. Jak można ukochaną osobe przezywać od dziwek? nie rozumiem tego. Z tego co piszesz to jest pies na baby a jak dochodzi do tego  że ci ubliża to jak ty widzisz dalej ten związek? a co jak kiedyś będą dzieci?

16

Odp: Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!

No mnie to rozwala ta twoja wypowiedź o wyzwiskach :-D. Czy Ty siebie szanujesz i kochasz? Jak to czytam to mi się wydaje że nie. To co tu opisujesz to jest tzw.toksyczny związek, tylko czekać aż on Ci pewnego dnia spuści łomot. Ja mam za sobą taki związek. Po dziś dzień jeszcze do końca się nie pozbierałam ale mam teraz nowego, cudownego faceta u boku. Moja rada: zostaw go i do niego nie wracaj. Nie uganiaj się za nim bo tylko się poniżysz. Niech on z nią pisze i spada na drzewo!

17

Odp: Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!
czujemięte napisał/a:

między nami były złe i dobre chwile tak jak w każdym związku , rozstawaliśmy sie wiele razy , lecz ciągle do siebie wracamy , ciągnie nas do siebie i to bardzo.

Jakby na to nie patrzec i co by nie mowic, to wlasnie odlegosc jest najlepszym "klejem" dla dwojga ludzi bedacych w zwiazku. Ze znacznym naciskiem na bycie a nie ciagle jak w kalejdoskopie rozstania i powroty. 

czujemięte napisał/a:

Wiele razy gdy zrywał wyzywał od suk , dziwek i wg ale to szczegół ten najmniejszy . Najbardziej dobija mnie ta cała sytuacja która cały czas sie powtarza,

Od zarania dziejow wiadomo, ze czlowiek, ktory soba na wszelki sposob soba gardzi, to swiadczy dobitnie o jednym, ze zywi do siebie szacunek tym, ze soba gardzi!!! Jesli robi to dla wlasnej "przyjemnosci" to jeszcze pol biedy; jesli robi to wobec innych, to juz temat do powaznego rozwazenia, czy takowy partner jest godny naszej uwagi, dysputy a nie wspominajac juz o byciu raem. "Moja to "byc" a Twoja to "qwa mac"?!? yikes .

czujemięte napisał/a:

moja zarąbiście wielka zazdrość oraz to że tak bardzo się boję , że znowu będzie tak samo,

Zazdrosc to cien milosci a im wiecej cienia tym paradoksalnie mniej swiatla.

czujemięte napisał/a:

Wchodząc kolejny raz w ten związek wchodze nie pewnie ze strachem że znów mnie zrani. wróciliśmy do siebie znowu po raz kolejny ale...

kolowrotek kretynizmu i konwejer bezsensu.
Zaczne od tego, ze bez wzgledu na to, czy w Waszym zwiazku istnieje cos takiego jak wzajemna milosc i szacunek, to z pelna premedytacja i cala stanowczoscia stwierdzam, ze obu tych okreslen nie ma! Nadaremna strata czasu by bylo szukanie ich nawet pod mikroskopem.
Tkwicie w czyms co sie nazywa toksycznym zwiazkiem, Ty jestes jego ofiara a Twoj partner bezdusznym i bezwzglednym szantazysta emocjonalnym i manipulantem do kwadratu - chocby poprzez wzglad na wyzwiska kierowane pod Twoim adresem. Mimo tego ze uwazasz tez i siebie za (wspol)winna "obrotowego" rozpadu zwiazku. Ale problem tego nie lezy w Tobie a w nim.
Wiesz dlaczego tak jest? Dlaczego uwazasz sie za winna?
Bo zerwanie uwazasz jak odstawienie narkotyku. Zrobilas niby blad, bo zerwalas z "nalogiem" - psycholog o takim odczuciu mowi tak:

Toksyczne związki są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie -  jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co was uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadawał Twojemu życiu kierunek. Teraz jest czas, żebyś rozpoczął swoje życie na nowo...

czujemięte napisał/a:

pisał naprawdę jak do dziewczyny która kocha i zależy mu dzisiaj .. dzisiaj jest zupełnie inny pisze jak do koleżanki .. Przed wczoraj była taka akcja że pisał z dziewczyna jedną pod zdjęciem i były takie rzeczy typu że ja rozgrzeje żeby przyszła spać do niego i wg . Ciągle komentuje i lubi jej zdjęcia na facebook`u.

Gdy rozjezdzaja sie wizje spojnosci zwiazku poprzez braki tego znaczacego czynnika trwalosci zwiazku jakim jest nie tylko seks, to moze trzeba partnera wziąć za "wszarz" usadzić i zacząć rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Nie pozwolić sobie wyjść, można się złościć, krzyczeć, płakać, ale rozmawiać bez owijania w bawelne - nie mylic z posciela. Niech to nie będzie - na poczatek - godzinna rozmowa przy butelce wina lub bardziej wyskokowych trunkach... po co od razu skakac na boki i utrudniac wyjscie partnerowi z domowych pieleszy, poprzez "rozrastajace sie poroze". smile
Niech trwa ona calymi dniami, miesiacami a nawet latami, bo jakos to trzeba na wzor zakonczenia jak w seksmisji zbudować od podstaw. Potrzeba nawet ta wyzszego rzedu zaspokojenia potrzeb jest w koncu matka wynalazku. Po cos bylo w koncu rozdawane przez tego siwego Pana u gory stosowne "oprogramowanie" do tego czterordzeniowego procesora, ktory kazdy z Nas nosi pod czuprynka, zwane nie inaczej jak wlasnie rozmowa.
Zamiast wysylania mu sygnalow po indiansku dymkiem, morsem czy Brailem, ze Ci to jego zachowanie "nie pasi", jest passe zamiast trendy, to usiadz i pogadaj w 4 oczy z nim, wykladajac bez pardonu kawe na lawe.

Zobacz, jak to jest - zaczynasz z kimś być i tak naprawdę od razu wiadomo z czym będzie problem. Czasami tylko wydaje nam się, że problem nie jest aż tak wielki, albo, że możemy go akceptować - zwłaszcza przez wzgląd na piękną resztę. A po czasie się okazuje, że to co było problemem na początku, jest nim wciąż po wielu latach.

A Ty dosonale wiesz z czym Twoj partner ma gigantyczny problem wzgledem chocby samego szacunku do Ciebie, to i tak - o zgrozo - do niego wracasz. On sie nie zmieni na pstrykniecie palcami, jesli do tej pory przez x liczbe rozstan i powrotow tego nie uczynil.
nie rob priorytetu z kogos, dla kogo jestes opcja, czasami jedna z wielu Szanuj i miej szacunek do siebie, nikogo innego jak wlasnie samej SIEBIE! a szacunek to fundamentalna podstawa w zwiazu, w ktorym z zasady o milosc sie nie blaga pod kazda postacia!!!

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstajemy się i wracamy do siebie, ale on się nie zmiania. Pomocy!

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024