Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 109 ]

Temat: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Już zaczynam rozumieć ideę zwierzania się z problemów na forach...

Eh, dzisiaj miala miejsce dość dziwna sytuacja z chłopakiem. Generalnie robię latawiec na zaliczenie - myślałam, że zdążę go zrobić, zanim chłopak do mnie przyjdzie, ale niestety, przeliczyłam się i kończyliśmy go razem. Jednak wciąż myślałam, że wszystko się opłaci, jak ta przeklęta rzecz poleci - ale nie bardzo chciał latać (a prototyp latał!), w dodatku trochę się połamał... Chyba nie muszę mówić, że trochę i mnie to podłamało. Już nawet nie chodzi o to zaliczenie, bo kilka drobnych korekt i poleci (chyba), ale o sam fakt straconego czasu z facetem. Miało być pięknie, a wyszła porażka. Ze sto razy go przepraszałam, że dziś było tak beznadziejnie i że to się nie powtórzy... A on do mnie, że nie uważa tego czasu za beznadziejny, bo ze mną (?!). I przykro mu, że uważam ten czas za bezsensowny i stracony.

Dodam, że nie chodzi tylko o ten jeden dzień. On mi bardzo często pomaga w różnych rzeczach związanych z moimi studiami (ma większe doświadczenie w takich technicznych rzeczach), a ja nie mam szansy mu pomóc w czymkolwiek, bo nie znam się na jego branży kompletnie (odkąd się znamy, trochę się to zmieniło, ale nie jestem w tym mądrzejsza od niego i raczej nigdy nie będę). W dodatku to on pracuje i często płaci za różne rzeczy, a ja, cóż, "jestem studentem i nie mam pieniędzy" (na sam ww. latawiec poszło już z 80 zł, a ile jeszcze może pójść...ratunku). Jak tylko mam pieniądze, to staram się płacić za siebie i kupować mu różne prezenty, ale jak na moje to wciąż za mało... Czuję się ciężarem i boję się, że wkrótce ode mnie odejdzie...

Ma ktoś jakiś pomysł, co z tym zrobić...? O pracę się mogę starać (jak zawsze) tylko na wakacje, mój kierunek niestety wymaga zbyt wiele. A rezygnować bym nie chciała... A może znowu sobie wymyślam jakieś głupoty...

Ps. Rozmawiałam z nim już o tym, jakby co. Twierdzi, że pieniądze nie mają znaczenia i że jestem wsparciem. "Wsparcie", też mi coś...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
spider123 napisał/a:

A może znowu sobie wymyślam jakieś głupoty...

Sama już sobie odpowiedziałaś, a ja pójdę jeszcze dalej: takie zachowanie, jak Twoje, jest bardzo toksyczne. Od ludzi, którzy się tak zachowują, inni prędzej czy później uciekają.

Dlaczego uważasz, że za coś, co dostajesz, musisz odwzajemnić się TYM SAMYM? Czyli za pomoc w nauce pomocą w nauce, za zakup piwa/ciastka/biletu do kina - podobnym zakupem? Przecież w miłości chodzi o okazanie serca, wzajemne dbanie o siebie i uszczęśliwianie się.

Nie dziwię się, że Twojemu chłopakowi było przykro. Spędził z Tobą przemiły dzień: bieganie z latawcem, wspólna praca nad nim, świadomość, że pomógł i wyratował kobietę z opresji... Co w tym dniu było beznadziejnego? Sto razy lepszy taki dzień od kolejnego zamulania na kanapie/w kinie/cokolwiek planowałaś. Cudowny czas na świeżym powietrzu, wspólna zabawa, robienie czegoś razem, chłopak pęka z dumy - a babsko mu srrrrrrruuu!: "Beznadziejny dzień". Przecież to jak kopniak w twarz.

Podziękuj ładnie, ciasto mu upiecz/słodkiego batonika kup, a nie zatruwaj chłopakowi życia ciągłym marudzeniem, bo nie możesz mu się odwzajemnić pomocą w jego branży.

3 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-05-27 03:29:05)

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Dziękuję za odpowiedź... choć nieco zwaliła mnie z nóg. Co jak co, ale za toksyka się nigdy nie uważałam...

Byłoby spoko, jakby przynajmniej to coś pofrunęło jakoś porządnie... A tak to narobiliśmy się bez sensu. Co to za frajda stworzyć coś, co nie działa jak trzeba? Osobiście odczułam to jako porażkę, na pewno twórczą.

Może niekoniecznie muszę tym samym, ale czymkolwiek, jakkolwiek. Ale nie mam w sumie okazji, ani możliwości. Coś jak Johny Bravo z odcinka o dniu matki: "Przecież zrobiłbym dla niej wszystko, a nie mogę jej nawet kupić kapci". Czuję się zwyczajnie bezużyteczna, jak pomyślę, co on właściwie ma ze mnie za pożytek. Pogadać sobie można z kumplami, a i burdel ma pod domem. No dobra, kiedyś pomogłam remontować pokój - powynosiłam jakieś deski i pomalowałam dwa kawałki sufitu. Czyli tyle, co nic... 

Myślałam, żeby go trzymać z daleka przynajmniej od moich projektów... Tak będzie chyba najbardziej fair.

Edit: moje poczucie winy potęguje w dodatku fakt, że przeze mnie ostatnio wykrył u siebie drobne zaburzenia hormonalne, przez które musi brać zamulające leki (które kosztowały fortunę!) i może być konieczna seria bolesnych zastrzyków... A tak, toby sobie żył spokojnie i by mu to nie przeszkadzało... On sobie co prawda z tego żartuje, no ale jednak cierpi i to moja wina...

4

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

A czemu oceniasz ten dzień tylko przez pryzmat tego, że jakiś durny latawiec nie lata tak, jak powinien? Zamiast cieszyć się, że masz chłopaka, który jest dobry, chce Ci pomóc, możecie i chcecie spędzić razem cały dzień, itd. I dlaczego twierdzisz, że odkrycie zaburzeń hormonalnych u chłopaka to Twoja wina, a nie zasługa? Dlaczego musisz być dla bliskich "pożytkiem", a nie po prostu radością?

Pozwól, że opowiem Ci o mojej teściowej. Przedstawię Ci, co ona myśli, a co ja, może odnajdziesz w tej historyjce Ciebie i Twojego chłopaka.

Zapraszam ją do nas do domu, bo mam, powiedzmy, urodziny. Teściowa kilka razy odrzuca zaproszenie, tłumacząc "Bo po co ja wam tam, co ze mnie za gość, stara, brzydka, nudna i chora baba, tylko wam przeszkadzać będę..." Ja (szczerze!) mówię, że bardzo mi zależy na jej towarzystwie, ucieszę się jak przyjdzie, wcale nie jest brzydka i nudna, lubię ją - jednym słowem staram się pokazać, że naprawdę chcę tej wizyty. Kiedy dzwonię z piątym zaproszeniem z kolei, zaczyna mi być powoli przykro.

Teściowa w końcu przyjeżdża. Nie daje mi żadnego prezentu i od progu tłumaczy, że nie ma pieniędzy. Ja wiem, że nie ma i nie oczekiwałam biletu na Rammsteina za 500 zł, tylko np. symbolicznego kwiatka z ogródka. Albo słoika domowego kompotu. Ale teściowa uznaje, że skoro nie może mi kupić nic drogiego, to nie przyniesie nic. Jest mi znów przykro.

Podaję do stołu. Dwa dni gotowałam i piekłam pyszności. Teściowa prosi o jedną (!) łyżkę zupy, drugiego nie tknie wcale, skubnie trochę sałatki. Tłumaczy, że nie może nas objadać, że przecież dla nas nie starczy, żebym lepiej mężowi nałożyła to, co chciałam dać jej... Niby chce dla nas dobrze, nie? big_smile A mi się chce płakać.

Zaraz po posiłku teściowa zerka na zegarek. "Synku, odwieź mnie do domu, tak się zasiedziałam, wy jesteście młodzi, chcecie być sami, ja wam tylko przeszkadzam". Cała wizyta trwała jakieś 35 minut. Mój mąż namawia "Ale zostań jeszcze, naprawdę nie przeszkadzasz, pogadajmy". Teściowa siada na 5 minut i znów zerka na zegarek, a ja wtedy albo już płaczę, albo mam ochotę przy...ić jej krzesłem.

A MÓGŁ BYĆ TAKI PIĘKNY DZIEŃ, GDYBY NIE JEJ WIECZNE "NIE JESTEM DLA WAS DOŚĆ DOBRA".

5 Ostatnio edytowany przez dzika róża (2013-05-27 04:36:29)

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Dokładnie! Zgadzam się z powyższymi opiniami! Nie chciałabym żebyś poczuła się dotknięta tym co powiem ale może potrzebujesz pomocy psychologa? Całkiem serio. Bo masz ewidentnie zaniżone poczucie własnej wartości! Twój chłopak z tego co widać bardzo Cię kocha i to na dodatek taką jaką jesteś! To skarb, ogromny skarb! W związku nie ma wagi dóbr - "jeśli Ty mi przysługę - ja tobie to samo". W związku jest po prostu bliskość i wzajemne zaufanie i pomaganie sobie. Jeśli On może pomóc Tobie to pomaga - jeśli Ty możesz pomóc jemu - to tez przyjdzie napewno taka okazja żeby się odwdzięczyć. Ale nie na zasadzie "licznika dobrych uczynków"! Ciesz się tym że on chce spędzać z Tobą każdą chwilę! Doceń to że widzi w Tobie człowieka a nie tylko kobietę z którą jedyne co można robić to pieścić się i kochać. Masz wspaniałego chłopaka. Musisz wyleczyć się z własnego poczucia nieprzydatności i spojrzeć na świat innym spojrzeniem :-).

6 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-05-27 07:01:04)

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
spider123 napisał/a:

...on do mnie, że nie uważa tego czasu za beznadziejny, bo ze mną (?!). I przykro mu, że uważam ten czas za bezsensowny i stracony.

Dodam, że nie chodzi tylko o ten jeden dzień. On mi bardzo często pomaga w różnych rzeczach związanych z moimi studiami (ma większe doświadczenie w takich technicznych rzeczach), a ja nie mam szansy mu pomóc w czymkolwiek, bo nie znam się na jego branży kompletnie ...
W dodatku to on pracuje i często płaci za różne rzeczy, a ja, cóż, "jestem studentem i nie mam pieniędzy" (...) Jak tylko mam pieniądze, to staram się płacić za siebie i kupować mu różne prezenty, ale jak na moje to wciąż za mało... Czuję się ciężarem i boję się, że wkrótce ode mnie odejdzie...
(...)
Ps. Rozmawiałam z nim już o tym, jakby co. Twierdzi, że pieniądze nie mają znaczenia i że jestem wsparciem. "Wsparcie", też mi coś...

MAM pomysł! SŁUCHAĆ co chłopak mówi - i UWZGLĘDNIAĆ jego zdanie...
To co mówi MOŻE być prawdą.
Może pieniądze dla niego nie mają takiego znaczenia jak dla Ciebie, MOŻE wie, że studencina biedniejszy od pracującego, może taka praca z Tobą nad twym projektem była dla NIEGO świetną zabawą? BO on duży i chyba rozsądny.
TWOJE odczucia nie są najwyraźniej jego odczuciami - ma chłopak ZDANIE ODRĘBNE wink - natomiast takie TWOJE "zakwaszanie" niezłych relacji może je tylko zniszczyć... BO ile można wysłuchiwać utyskiwań? Zastanów się 2 razy i policz do 20 zanim wyjedziesz ze swoimi ZASTRZEŻENIAMI - bo w końcu UDA ci się "zrobić z igły widły"... a stąd niedaleka droga do tego by faceta zniechęcić sad

7

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
BabaOsiadła napisał/a:

A czemu oceniasz ten dzień tylko przez pryzmat tego, że jakiś durny latawiec nie lata tak, jak powinien? Zamiast cieszyć się, że masz chłopaka, który jest dobry, chce Ci pomóc, możecie i chcecie spędzić razem cały dzień, itd. I dlaczego twierdzisz, że odkrycie zaburzeń hormonalnych u chłopaka to Twoja wina, a nie zasługa? Dlaczego musisz być dla bliskich "pożytkiem", a nie po prostu radością?
.

Trochę boli świadomość faktu, że zmarnowało się pół nocy i cały dzień na robienie tego czegoś... A można było robić cokolwiek innego.
Moja wina, bo jakby nie był w związku, to przypuszczalnie nie zauważyłby żadnych objawów. A nawet gdyby, to by nie zawadzały w żaden sposób, bo to nie jest coś, na co się umiera. To ja go namówiłam na pójście do lekarza. A teraz, te leki i zastrzyki... skąd mam wiedzieć, czy żarty to nie jest tylko dobra mina do złej gry?
Nie czuję się na tyle fajna, żeby wierzyć, iż sama moja obecność wystarczy komuś do szczęścia. Mój mózg po prostu nie jest w stanie przyswoić sobie tej informacji...

Ta historia o Twojej teściowej... auć, aż musiałam sobie zapalić z wrażenia. Tyle się zgadza... Biedna kobieta.

@Dzika róża Prawdą jest wszystko co piszesz i nie czuję się dotknięta smile Psycholog, który by podniósł moją samoocenę na nogi zasłużyłby na nobla tongue

Tylko... czemu w takim razie jest wiele dziewczyn, które narzekają, że ich faceci nic im nie kupują, nigdzie ich nie zabierają itd. skoro to nie jest takie ważne?

8

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
spider123 napisał/a:
BabaOsiadła napisał/a:

A czemu oceniasz ten dzień tylko przez pryzmat tego, że jakiś durny latawiec nie lata tak, jak powinien? Zamiast cieszyć się, że masz chłopaka, który jest dobry, chce Ci pomóc, możecie i chcecie spędzić razem cały dzień, itd. I dlaczego twierdzisz, że odkrycie zaburzeń hormonalnych u chłopaka to Twoja wina, a nie zasługa? Dlaczego musisz być dla bliskich "pożytkiem", a nie po prostu radością?
.

Trochę boli świadomość faktu, że zmarnowało się pół nocy i cały dzień na robienie tego czegoś... A można było robić cokolwiek innego.
Moja wina, bo jakby nie był w związku, to przypuszczalnie nie zauważyłby żadnych objawów. A nawet gdyby, to by nie zawadzały w żaden sposób, bo to nie jest coś, na co się umiera. To ja go namówiłam na pójście do lekarza. A teraz, te leki i zastrzyki... skąd mam wiedzieć, czy żarty to nie jest tylko dobra mina do złej gry?
Nie czuję się na tyle fajna, żeby wierzyć, iż sama moja obecność wystarczy komuś do szczęścia. Mój mózg po prostu nie jest w stanie przyswoić sobie tej informacji...

Ta historia o Twojej teściowej... auć, aż musiałam sobie zapalić z wrażenia. Tyle się zgadza... Biedna kobieta.

@Dzika róża Prawdą jest wszystko co piszesz i nie czuję się dotknięta smile Psycholog, który by podniósł moją samoocenę na nogi zasłużyłby na nobla tongue

Tylko... czemu w takim razie jest wiele dziewczyn, które narzekają, że ich faceci nic im nie kupują, nigdzie ich nie zabierają itd. skoro to nie jest takie ważne?

Bo to są laski dla których miłość ma najmniejsze znaczenie. Liczą się drogocenne upominki które według nich są wymiernikiem tego jak mocno partner je kocha i jak bardzo mu zależy.

9

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Właściwie nie mam nic do dodania ponad to co juz Baba powiedziała. Bo jedno jest pewne - problem jest w Tobie, ale z zupelnie innym miejscu, niż Ty go widzisz.

Dlaczego nie potrafisz cieszyć się tym co masz? A masz naprawdę sporo - chłopaka, który chętnie Cię wspiera i czerpie z tego dużo satysfakcji. Dlaczego szukasz dziury w całym?

10

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
dzika róża napisał/a:

Bo to są laski dla których miłość ma najmniejsze znaczenie. Liczą się drogocenne upominki które według nich są wymiernikiem tego jak mocno partner je kocha i jak bardzo mu zależy.

A skąd mam wiedzieć, czy on nie gada czegoś w tym stylu swoim kumplom? "Wiecie, spider fajna niby jest i w ogóle, ale prawie nigdy nic nie kupuje i to ja prawie zawsze za wszystko płacę. Wkurzające". Byłam kiedyś (baardzo dawno temu) z gościem, który nie miał żadnych oporów żeby ciągnąć ode mnie kasę, ale ja mogłam pożyczyć 2 zł tylko po milionach zapewnień, że oddam następnego dnia. To było straszne. 

@nocnalampka no właśnie [b]dlatego[b/], że jest taki dobry i kochany, a ja nie mam nic do zaoferowania w zamian. Czasem myślę, że byłoby lepiej, jakby znalazł jakąś dziewczynę, która będzie rozumiała, co mówi, gdy opowiada o swojej pracy. A nie taką, która co chwila przerywa: "yyy, a co to?"; "to dobrze, czy źle?". I taką, dla której nie będzie problemem, żeby płacić za siebie. Ja się staram jak mogę, ale na pewnym etapie starania to za mało. Liczą się efekty.

11

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
spider123 napisał/a:

@nocnalampka no właśnie [b]dlatego[b/], że jest taki dobry i kochany, a ja nie mam nic do zaoferowania w zamian. Czasem myślę, że byłoby lepiej, jakby znalazł jakąś dziewczynę, która będzie rozumiała, co mówi, gdy opowiada o swojej pracy. A nie taką, która co chwila przerywa: "yyy, a co to?"; "to dobrze, czy źle?". I taką, dla której nie będzie problemem, żeby płacić za siebie. Ja się staram jak mogę, ale na pewnym etapie starania to za mało. Liczą się efekty.

Jak to nie masz nic do zaoferowania? A siebie? Ty jesteś największą wartością.

Dla mnie ważniejsze od tego, czy partner rozumie specyfikę mojej pracy jest to, czy go w ogóle ten temat interesuje, czy mogę mu opowiedzieć o problemach, czy mnie wysłucha. A jeśli czegoś nie rozumie, to przecież zawsze mogę mu wyjaśnić.

W związku nie trzeba mieć identycznych zainteresowań, ważniejsze jest, żeby mieć tematy do rozmowy.

Popracuj nad własną samooceną, bo to Ty wynajdujesz powody do zamartwiania się, a Twój chłopak pewnie chodzi dumny jak paw, że ma taką świetną dziewczynę.

12

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
masajka napisał/a:

Jak to nie masz nic do zaoferowania? A siebie? Ty jesteś największą wartością.

Dla mnie ważniejsze od tego, czy partner rozumie specyfikę mojej pracy jest to, czy go w ogóle ten temat interesuje, czy mogę mu opowiedzieć o problemach, czy mnie wysłucha. A jeśli czegoś nie rozumie, to przecież zawsze mogę mu wyjaśnić.

W związku nie trzeba mieć identycznych zainteresowań, ważniejsze jest, żeby mieć tematy do rozmowy.

Popracuj nad własną samooceną, bo to Ty wynajdujesz powody do zamartwiania się, a Twój chłopak pewnie chodzi dumny jak paw, że ma taką świetną dziewczynę.

A nie irytuje cię fakt, że zamiast opowiedzieć o jakiejś sytuacji z pracy, zagłębiasz się w jakieś niezrozumiałe dla twojego partnera szczegóły, z czego i tak pewnie z połowę zapomni? Jakby zapytał setny raz o to samo, nie wkurzyłabyś się "no tłumaczyłam ci już milion razy!!" ? Nie potraktowałabyś tego zapominania jako przejawu złej woli, że go to nie interesuje? (jeśli nie siedzi w tym na co dzień, to nie łudźmy się, zapomni, choćby to było nie wiadomo jak ciekawe).

Żaden człowiek nie jest wartością samą w sobie. Wartość określa się przez pryzmat tego, do czego się przydaje/ może potencjalnie się przydać. Jeśli ktoś z własnej woli nie pracuje, siedzi sobie na zasiłku (choć jest w pełni sprawny i zdolny do pracy), to raczej nie spotkają go słowa pochwały...

13

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Każdy człowiek jest wartością samą w sobie. Noworodek np. do czego on jest przydatny? Płacze, śpi, je i tak w kółko. A jest najcenniejszym skarbem dla rodziców.

A to, co sobą reprezentujesz, to już zależy od Ciebie, jakie wartości wyznajesz.

Wyobraź sobie taką sytuację, Twój partner traci pracę i jest na Twoim utrzymaniu. I co wtedy? Jest bezużyteczny? Przestajesz go kochać????????

14

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
spider123 napisał/a:

A skąd mam wiedzieć, czy on nie gada czegoś w tym stylu swoim kumplom? "Wiecie, spider fajna niby jest i w ogóle, ale prawie nigdy nic nie kupuje i to ja prawie zawsze za wszystko płacę. Wkurzające".

Moze stad, ze wiesz czy facet z ktorym spotykasz sie od ilus tam jest skonczonym dupkiem, czy dojrzalym, fajnym gosciem, ktory jakby cos mu nie gralo, to pogadalby o tym z Toba?

15

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
spider123 napisał/a:

Czasem myślę, że byłoby lepiej, jakby znalazł jakąś dziewczynę, która będzie rozumiała, co mówi, gdy opowiada o swojej pracy. A nie taką, która co chwila przerywa: "yyy, a co to?"; "to dobrze, czy źle?".

O cholercia. Mój mąż robi właśnie habilitację z informatyki stosowanej. A ja komputer umiem włączyć, wyłączyć i zepsuć. Chyba musimy się rozwieść wink

16 Ostatnio edytowany przez masajka (2013-05-30 17:45:40)

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
BabaOsiadła napisał/a:

O cholercia. Mój mąż robi właśnie habilitację z informatyki stosowanej. A ja komputer umiem włączyć, wyłączyć i zepsuć. Chyba musimy się rozwieść wink

rozbawiłaś mnie

17

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
spider123 napisał/a:

Żaden człowiek nie jest wartością samą w sobie. Wartość określa się przez pryzmat tego, do czego się przydaje/ może potencjalnie się przydać.

Mnie zastanawia tylko jakie relacje były w Twojej rodzinie... pewnie nie miałaś w życiu lekko i zbyt wiele miłości Ci rodzice nie przekazali... Bardzo dobrym pomysłem jest wybranie się do psychologa, bo to co powyżej napisałaś zamraża mi krew w żyłach ..

18

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

ykhm aż się Ciebie autorko ciężko czyta. wyszukujesz problemy tam gdzie ich nie ma, i chyba zawsze znajdujesz.. jeśli nadal będziesz w ten sposób postrzegać wartość siebie i innych to ja nie wróżę nic dobrego Twojemu związkowi ani pozostałym znajomościom. przeczytaj ten wątek z 5 razy jak 1 raz za mało i postaraj się spojrzeć na problem oczyma osób które się tu wypowiedziały.

19

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
masajka napisał/a:
BabaOsiadła napisał/a:

O cholercia. Mój mąż robi właśnie habilitację z informatyki stosowanej. A ja komputer umiem włączyć, wyłączyć i zepsuć. Chyba musimy się rozwieść wink

rozbawiłaś mnie

smile

20

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Przepraszam, ale mowisz Spider o zwiazku jak o biznesie. Nie jestes dla Twojego chlopaka pracownikiem, ale osoba, ktora kocha. Moge sie zalozyc, ze wcale nie patrzy na Ciebie kategoriami przydatnosci. Kocha Cie za to, ze jestes, a nie za to, ze cos dla niego robisz.

Mozliwe, ze taki model wynioslas z domu rodzinnego; ze nie zaslugujesz na milosc sama w sobie, ale musisz spelniac jakies kryteria, zeby Cie rodzice darzyli uczuciem. Znam to z autopsji. Kiedy po raz pierwszy trafilam do psychologa, on wlasnie zapytal mnie o rodzine, o ich stosunek do mnie. Kiedy powiedzialam mu czego ode mnie oczekuja, spojrzal na mnie jak bym sie z choinki urwala i powiedzial: "Prosze Pani, Pani sie stara o prace w banku? Podala mi Pani liste okreslen jakie uzyto by w ogloszeniu o poszukiwania osoby na takowe stanowisko."

21 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-05-30 23:52:22)

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
masajka napisał/a:

Każdy człowiek jest wartością samą w sobie. Noworodek np. do czego on jest przydatny? Płacze, śpi, je i tak w kółko. A jest najcenniejszym skarbem dla rodziców.

A to, co sobą reprezentujesz, to już zależy od Ciebie, jakie wartości wyznajesz.

Wyobraź sobie taką sytuację, Twój partner traci pracę i jest na Twoim utrzymaniu. I co wtedy? Jest bezużyteczny? Przestajesz go kochać????????

Dzieci są cenne, bo ich potencjał jest nieograniczony. Ale zauważmy, że rodzice są bardziej dumni z dzieci, które dobrze się uczą, pomagają w domu, są posłuszne etc. Chyba nikt się nie cieszy, jak ich dziecko zacznie brać narkotyki, wyląduje w więzieniu etc. A skoro każdy człowiek jest wartością samą w sobie, to seryjni gwałciciele i mordercy też? Wielu z nich miało iloraz inteligencji powyżej przeciętnej... No i społeczeństwo bardziej szanuje lekarzy, strażaków, ratowników...

Co do tej sytuacji, że facet straci pracę - zależy od podejścia. Jakby jej autentycznie szukał i nie mógł znaleźć to to nie jest jego wina. Ja tu pisałam o człowieku, który nie ma żadnych przeciwwskazań do podjęcia pracy, ale z wygody jej nie szuka. Bo tak mu pasuje. Takiego na ogól określa się mianem pasożyta społecznego. Perspektywa bycia na utrzymaniu faceta to coś, co mnie osobiście nawiedza w koszmarach sennych...  Nie wyobrażam sobie takiego życia, nigdy, przenigdy. Nie zamierzam z nim mieszkać, dopóki nie znajdę pracy co najmniej tak dobrze płatnej jak jego (chwilę to potrwa...). To źle o mnie świadczy?

Dodam, że dziś też był kwas... Bo przemeblowanie i się strasznie ucieszyłam, że NARESZCIE mogę się odwdzięczyć. Usłyszałam dziwne zarzuty - "że przyjechałam dla roboty, a nie dla niego" - tak, bo ja tak kocham przenosić meble normalnie... A tak się starałam i źle... bez sensu. Ale! Coś pożytecznego też z tego wynikło. Powiedział, że nauczy mnie wszystkiego, co sam wie o swojej branży (również informatyka, co zabawne). Pewnie będzie ciężko, ale muszę dać radę smile

22 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-05-31 00:48:24)

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Niby 24 godziny nie upłynęły, ale nie mogę edytować... hmm Więc dopiszę:
U psychologów byłam wielu. Ostatniemu nawet udało się coś osiągnąć: kiedyś siebie naprawdę nienawidziłam, teraz się względnie toleruję. Może kiedyś nawet dojdę do wniosku, że jestem w porządku? Ale to dość odległa przyszłość...

aldernewman, to o modelu wyniesionym z domu ma sens. Zresztą, kiedyś dowiedziałam się, że miałam być poddana aborcji tongue szkoda, że się tak w końcu nie stało tongue

23

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
spider123 napisał/a:

Dodam, że dziś też był kwas... Bo przemeblowanie i się strasznie ucieszyłam, że NARESZCIE mogę się odwdzięczyć. Usłyszałam dziwne zarzuty - "że przyjechałam dla roboty, a nie dla niego" - tak, bo ja tak kocham przenosić meble normalnie... A tak się starałam i źle... bez sensu.

Bo facet miał rację. Nie przyjechałaś, żeby spędzić z nim czas, tylko w ramach polityki "oko za oko". Nie dla niego, tylko dla siebie, żebyś się przypadkiem nie czuła winna za ten latawiec. Moim zdaniem jesteś zbyt skupiona na sobie i na tym, jak ty się czujesz w takiej a nie innej sytuacji. Masz tak niskie poczucie własnej wartości, że w pewnym momencie, jeśli nad tym nie popracujesz, facetowi będzie ciężko z Tobą żyć. Mało kto lubi widzieć świat w czarnych barwach, a przebywanie z taką osobą, która co krok udowadnia ową "czerń" nie należy do przyjemności.
Po pewnym czasie człowiekowi już się nie chce starać, bo wszystko jest na "nie".

Moim zdaniem powinnaś poszukać naprawdę dobrego psychologa. Nie wiem, skąd wynika takie Twoje zachowanie, może rodzice wymagali zawsze, zebyś byla naj, to wtedy będą cię kochać, lub coś za to dostaniesz, a może wiecznie wmawiali że jesteś głupia i jak nie zasłużysz, to nie dostaniesz obiadu..nie wiem, nie będę zgadywać. A może masz takie podejście po prostu konsumpcyjne, że ludzie ci są potrzebni tylko w jakimś celu, a nie dlatego, że dobrze się z nimi czujesz. A teraz,  gdy ty stanęłas po tej "bezużytecznej" stronie, po prostu nie możesz strawić tej świadomości. Tak to jednak nie działa.

Komplikujesz sobie bardzo proste sprawy. Czym dla Ciebie jest związek tak naprawdę?

spider123 napisał/a:

Ale! Coś pożytecznego też z tego wynikło. Powiedział, że nauczy mnie wszystkiego, co sam wie o swojej branży (również informatyka, co zabawne). Pewnie będzie ciężko, ale muszę dać radę smile

Dlaczego musisz?

spider123 napisał/a:

aldernewman, to o modelu wyniesionym z domu ma sens. Zresztą, kiedyś dowiedziałam się, że miałam być poddana aborcji tongue szkoda, że się tak w końcu nie stało tongue

yikes

24

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
spider123 napisał/a:
masajka napisał/a:

Każdy człowiek jest wartością samą w sobie. Noworodek np. do czego on jest przydatny? Płacze, śpi, je i tak w kółko. A jest najcenniejszym skarbem dla rodziców.

A to, co sobą reprezentujesz, to już zależy od Ciebie, jakie wartości wyznajesz.

Wyobraź sobie taką sytuację, Twój partner traci pracę i jest na Twoim utrzymaniu. I co wtedy? Jest bezużyteczny? Przestajesz go kochać????????

Dzieci są cenne, bo ich potencjał jest nieograniczony. Ale zauważmy, że rodzice są bardziej dumni z dzieci, które dobrze się uczą, pomagają w domu, są posłuszne etc. Chyba nikt się nie cieszy, jak ich dziecko zacznie brać narkotyki, wyląduje w więzieniu etc. A skoro każdy człowiek jest wartością samą w sobie, to seryjni gwałciciele i mordercy też? Wielu z nich miało iloraz inteligencji powyżej przeciętnej... No i społeczeństwo bardziej szanuje lekarzy, strażaków, ratowników...

Co do tej sytuacji, że facet straci pracę - zależy od podejścia. Jakby jej autentycznie szukał i nie mógł znaleźć to to nie jest jego wina. Ja tu pisałam o człowieku, który nie ma żadnych przeciwwskazań do podjęcia pracy, ale z wygody jej nie szuka. Bo tak mu pasuje. Takiego na ogól określa się mianem pasożyta społecznego. Perspektywa bycia na utrzymaniu faceta to coś, co mnie osobiście nawiedza w koszmarach sennych...  Nie wyobrażam sobie takiego życia, nigdy, przenigdy. Nie zamierzam z nim mieszkać, dopóki nie znajdę pracy co najmniej tak dobrze płatnej jak jego (chwilę to potrwa...). To źle o mnie świadczy?

Dodam, że dziś też był kwas... Bo przemeblowanie i się strasznie ucieszyłam, że NARESZCIE mogę się odwdzięczyć. Usłyszałam dziwne zarzuty - "że przyjechałam dla roboty, a nie dla niego" - tak, bo ja tak kocham przenosić meble normalnie... A tak się starałam i źle... bez sensu. Ale! Coś pożytecznego też z tego wynikło. Powiedział, że nauczy mnie wszystkiego, co sam wie o swojej branży (również informatyka, co zabawne). Pewnie będzie ciężko, ale muszę dać radę smile

Czy nadal chodzisz na terapię? Myślę, że w Twoim przypadku to jest chyba jedyny sposób, żeby Ci pomóc.

Niestety, muszę Cię zmartwić, być może nigdy nie znajdziesz tak samo płatnej pracy jak Twój partner. I co wtedy? Nigdy nie zamieszkacie razem? A skąd wiesz, co Ci los przyniesie? Może kiedyś zaistnieć taka sytuacja, że partner będzie Cię utrzymywał, jak stracisz pracę, jak będziesz opiekować się Waszym dzieckiem, jak zachorujesz.

Ktoś tu zadał dobre pytanie: czym jest dla Ciebie związek? Odpowiedz, proszę

25 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-05-31 12:02:23)

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
masajka napisał/a:

Czy nadal chodzisz na terapię? Myślę, że w Twoim przypadku to jest chyba jedyny sposób, żeby Ci pomóc.

Niestety, muszę Cię zmartwić, być może nigdy nie znajdziesz tak samo płatnej pracy jak Twój partner. I co wtedy? Nigdy nie zamieszkacie razem? A skąd wiesz, co Ci los przyniesie? Może kiedyś zaistnieć taka sytuacja, że partner będzie Cię utrzymywał, jak stracisz pracę, jak będziesz opiekować się Waszym dzieckiem, jak zachorujesz.

Ktoś tu zadał dobre pytanie: czym jest dla Ciebie związek? Odpowiedz, proszę

Nie chodzę, bo już nie mam na to czasu.

Być może to prawda, nie znajdę. W takim razie nie zamieszkamy, trudno. Są małżeństwa, które mieszkają osobno, co w tym dziwnego? Przynajmniej nie usłyszę zarzutów, że to on więcej płaci na mieszkanie, rachunki itp. Nie po to wywalczono równouprawnienie, żebym siedziała na garnuszku jakiegoś faceta. Żadnych dzieci nie będzie. Jak stracę pracę, to pójdę do ukochanych ulotek, żeby pieniądze były. Choroba - hmm, tego nie brałam pod uwagę, ale jaka choroba może człowieka uczynić niezdolnym do jakiejkolwiek pracy? Stephen Hawking ma stwardnienie rozsiane, a jakoś zajmuje się fizyką kwantową. Chociaż nie miałabym pretensji, jakby mnie w takim wypadku zostawił. Nikt by nie mógł mieć.
@aldernewman nie traktuję ludzi przedmiotowo. Ale przysługa za przysługę, to jest dla mnie oczywiste. Nie śmiem prosić o cokolwiek nie oferując nic w zamian.
Dlaczego muszę? Ano, żebyśmy mogli wreszcie pogadać na poziomie, żeby było w końcu dobrze.     

Czym jest dla mnie związek?
Kiedyś bym pewnie odpowiedziała, że miłość, zaufanie, wzajemne wsparcie itp. Tzn. dalej tak uważam, ale z uwzględnieniem pewnych warunków ustalonych przez partnerów. No i starania się muszą być po równo z obu stron. Inaczej ktoś będzie miał prędzej czy później zarzuty, że druga osoba się nie stara wystarczająco mocno. Ja to już usłyszałam, więc muszę się postarać 2x bardziej.

26

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

a co by było gdyby Twój partner zachorował i to on potrzebowałby Twojej pomocy? odwróciłabyś się bo nie ma potencjału?

obecny partner powiedział że się nie starasz? w jakich okolicznościach?

heh sama myślałam/myślę podobnie do Ciebie, ale czytając ten temat widzę jak bardzo się mylę i jakie to irracjonalne.

27

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Czy partner wie, że dzieci nie chcesz, zamieszkasz z nim dopiero, jak będziesz zarabiać tyle, co on itd? To są Wasze wspólne ustalenia, czy tylko Twoje?

28 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-05-31 12:17:20)

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Powtarzam raz jeszcze - choroba to nie jest niczyja wina. Zdarza się. Ja bym się nie odwróciła, ale nie miałabym pretensji, jakby on to zrobił.

W okolicznościach jakiejś kłótni, nie pamiętam dokładnie o co chodziło... W każdym razie, nie dopuszczę, żeby takie słowa pojawiły się ponownie.
Zdaję sobie sprawę, że to wszystko może się wydawać dziwne, ale nic nie poradzę...

@masajka - co do braku dzieci się jak najbardziej zgadzamy. Co do tego mieszkania - na to akurat wpadłam niedawno, przy najbliższej okazji, jak ten temat zostanie poruszony, to powiem. Nie sądzę, żeby miały wyniknąć z tego jakieś problemy, w końcu to czysta logika.

29 Ostatnio edytowany przez fajka2 (2013-05-31 12:41:03)

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

"Powtarzam raz jeszcze - choroba to nie jest niczyja wina. Zdarza się. Ja bym się nie odwróciła, ale nie miałabym pretensji, jakby on to zrobił."

a wypadek? np. nie zapiął pasów albo za szybko jechał, ewidentnie jego wina. dalej pomagasz?

okoliczności pewnie były odległe od Twojej interpretacji, skoro zepsuty latawiec doprowadził Cię do momentu, w którym stwierdziłaś że jesteś ciężarem to te myśli muszą być na prawdę silne, wykrzywiające rzeczywistość.

Twój facet ślepy jest bądź niepełnosprawny, że nie widzi że nie masz pieniędzy? czemu nie uszanujesz jego wyboru odwdzięczając się radością, zamiast zamęczać siebie i jego jakimiś bzdurami.

ah i do związku nie wnosi się potencjału tylko i wyłącznie w formie pieniędzy jest masa innych niematerialnych rzeczy, tych znacznie cenniejszych.

30

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Po co w takim razie z nim jesteś, skoro ten związek nie daje Ci żadnej satysfakcji pod względem emocjonalnym?  Skończ to i znajdź sobie podobnego Tobie studenta, z którym będziecie dzielić los. Wtedy nie będziesz musiała nic nikomu zawdzięczać ani nikt Tobie i będziesz żyła w jako takiej harmonii.
Wiesz, gdyby ludzie żyli ze sobą z podejściem "zrobię coś dla Ciebie, bo muszę"..to mielibyśmy zamiast ciepłych relacji chłodną kalkulację. Stawiasz znak równości między "Zrobię to dla Ciebie, bo muszę" a "chcę to zrobić, bo Cię kocham".  Szkoda. Twój facet chyba żyje z podejściem drugim, ty pierwszym.

Gdy ja coś robię dla swojego mężczyzny, nie oczekuję, że w zamian będzie mi dziękował i miał poczucie winy, ze coś dla niego robię. Lubię widzieć, że jest mu dobrze. Sprawia mi to wystarczającą satysfakcję. Byłoby mi przykro, gdybym usłyszała "to ja teraz muszę zrobić coś dla ciebie" a w domyśle można dodać jeszcze- "bo jeszcze przestaniesz mnie kochać" . Straciłabym grunt pod nogami, bo w takim podejściu kryje się brak zaufania i wiary w moje uczucia.
Zastanów się, czy nie serwujesz czegoś w tym stylu swojemu facetowi.

31 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-05-31 13:44:03)

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
fajka2 napisał/a:

"Powtarzam raz jeszcze - choroba to nie jest niczyja wina. Zdarza się. Ja bym się nie odwróciła, ale nie miałabym pretensji, jakby on to zrobił."

a wypadek? np. nie zapiął pasów albo za szybko jechał, ewidentnie jego wina. dalej pomagasz?

okoliczności pewnie były odległe od Twojej interpretacji, skoro zepsuty latawiec doprowadził Cię do momentu, w którym stwierdziłaś że jesteś ciężarem to te myśli muszą być na prawdę silne, wykrzywiające rzeczywistość.

Twój facet ślepy jest bądź niepełnosprawny, że nie widzi że nie masz pieniędzy? czemu nie uszanujesz jego wyboru odwdzięczając się radością, zamiast zamęczać siebie i jego jakimiś bzdurami.

.

Ano pomagam. Wypadki również chodzą po ludziach i dociekanie, czyja to wina byłoby bez sensu. Stało się, trudno. Nie odeszłabym z takiego powodu (no, chyba, że zostałby autentyczną rośliną, bez jakichkolwiek szans na wyzdrowienie... bo jakby była choć mała szansa, to pewnie bym czekała).
Kiedy mnie daje radość sam fakt, że jest. Nie musi ani mi pomagać w projektach (tak naprawdę, to szczerze nie znoszę, jak ktoś poza kadrą dydaktyczną się do tego wtrąca)  ani tym bardziej wydawać na mnie kasy... nie zależy mi na tym, nigdy nie zależało... chciałabym, żeby to zrozumiał.
@McMiodek nie do końca... Kocham, więc chcę się odwdzięczać, chcę mu sprawiać radość... ale nie mam jak i o to się rozchodzi. Miałam nadzieję, że ktoś podsunie jakieś pomysły, jak to zrobić bez kasy, a żeby jednocześnie miało jakiś sens (no chyba, że się nie da)...   

 

fajka2 napisał/a:

ah i do związku nie wnosi się potencjału tylko i wyłącznie w formie pieniędzy jest masa innych niematerialnych rzeczy, tych znacznie cenniejszych.

To ładnie brzmi, zaiste, ale tymi "cenniejszymi" rzeczami mieszkania, rachunków, jedzenia się nie opłaci. Rzeczywistość jest brutalna.

32

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
spider123 napisał/a:

@masajka - co do braku dzieci się jak najbardziej zgadzamy. Co do tego mieszkania - na to akurat wpadłam niedawno, przy najbliższej okazji, jak ten temat zostanie poruszony, to powiem. Nie sądzę, żeby miały wyniknąć z tego jakieś problemy, w końcu to czysta logika.

Spider, gdyby dla każdego w związku liczyła się logika, to nie byłoby związków.
Bardzo jestem ciekawa, co powie Twój partner na tą propozycję z mieszkaniem.

Nie rozumiem, dlaczego upierasz się, że w związku wszystko musi być po równo. Nie da się zmierzyć uczuć, każdy kocha tak, jak potrafi, każdy daje z siebie, tyle, ile jest w stanie. Chodzi o to, żeby kochać i żeby czuć się kochaną. Chodzi o to, żeby czuć się bezpiecznie i dawać poczucie bezpieczeństwa.
Według Twojego toku myślenia- skoro ja dzisiaj ugotowałam obiad, to jutro to musi zrobić partner, skoro partner zmieniał opony  na letnie, to ja będę musiała zmienić na zimowe. Przecież to absurdalne myślenie.

33 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-05-31 14:49:15)

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
masajka napisał/a:
spider123 napisał/a:

@masajka - co do braku dzieci się jak najbardziej zgadzamy. Co do tego mieszkania - na to akurat wpadłam niedawno, przy najbliższej okazji, jak ten temat zostanie poruszony, to powiem. Nie sądzę, żeby miały wyniknąć z tego jakieś problemy, w końcu to czysta logika.

Spider, gdyby dla każdego w związku liczyła się logika, to nie byłoby związków.
Bardzo jestem ciekawa, co powie Twój partner na tą propozycję z mieszkaniem.

Nie rozumiem, dlaczego upierasz się, że w związku wszystko musi być po równo. Nie da się zmierzyć uczuć, każdy kocha tak, jak potrafi, każdy daje z siebie, tyle, ile jest w stanie. Chodzi o to, żeby kochać i żeby czuć się kochaną. Chodzi o to, żeby czuć się bezpiecznie i dawać poczucie bezpieczeństwa.
Według Twojego toku myślenia- skoro ja dzisiaj ugotowałam obiad, to jutro to musi zrobić partner, skoro partner zmieniał opony  na letnie, to ja będę musiała zmienić na zimowe. Przecież to absurdalne myślenie.

Ja też jestem ciekawa. Mam nadzieję, że to doceni. Myślałam, że jak ktoś chce być niezależny finansowo, to to jest godne pochwały, a nie potępienia... W końcu różnie może być, i co wtedy, wyląduję na bruku?

To wszystko zależy... Jeśli lubisz gotować i sprawia ci to przyjemność, nie jest to problemem, to ustawianie zmian faktycznie nie ma większego sensu. Ale jeśli żaden z partnerów nie lubi, to taki system wydaje się być jedynym sprawiedliwym. Z drugiej strony, jeśli nawet by lubił gotować i wziął to na siebie, to osobiście czuję się zobowiązana, żeby np. sprzątać. I nie ma, czy lubię to robić, czy nie, bo inaczej nikt by nie sprzątał...

34

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

To, że chcesz być niezależna finansowo jest godne pochwały, ale Ty napisałaś, że musisz znaleźć pracę, w której będziesz zarabiała tyle, co on, a to już jest dziwne, delikatnie mówiąc.

35

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Nie, bycie finansowo niezalezna nie jest godne potepienia, wrecz przeciwnie. Natomiast nastawienie, ze wszystko ma byc po rowno, wszystko rozliczone co do zlotowki, wszystko traktowane jak bylibyscie spolka z o.o. jest nie tylko smieszne, ale bardzo pokrecone i nieprzydatne.

Ja tez jestem studentka, konczaca doktorat w tym roku. Pieniedzy mam bardzo malo, bo mam tylko stypendium i nie pracuje. Chociaz moj partner placi wszystkie rachunki, utrzymuje nas oboje w sumie, nie oczekuje ode mnie jakies niewolniczej pracy w zamian. Cos takiego jak: "Ja Ci kupilem podrecznik do Laciny, wiec Ty masz mi wyprasowac wszystkie koszule", po prostu by nigdy w domu nie przeszlo. Cenie jego wklad finansowy, ale nie jest on podstawa noszego zwiazku. Dobrze wiemy, ze zaczynam prace od pazdziernika, wiec zaczne sie do budzetu dokladac. W miedzyczasie wzajemnie, w rozny sposob sie wspieramy.

36 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-05-31 15:53:04)

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Czemu? To by było nie fair, jak on ma np. pracę za 2500 zł miesięcznie (teraz tak sobie tylko gdybam), a ja za, powiedzmy, 800 zł... Jak tu podzielić równo koszty? Według znanych mi praw matematyki to zwyczajnie niemożliwe. A jak do tego mam słuchać wyrzutów, że za mało zarabiam, i że to on nas głównie utrzymuje... upokorzenie by mnie chyba zabiło.
Już gdzieś napisałam - w pewnym momencie starania to za mało. Jak uczeń napisze kiepsko sprawdzian, to dostanie pałę. Nauczyciela nie obchodzi, czy się przypadkiem nie uczył przez tydzień dzień i noc. Skoro nie był w stanie opanować materiału, dostaje adekwatną ocenę i tyle. Chociaż nauczyciel, który jest w porządku, zaproponowałby temu uczniowi jakąś pomoc, żeby to w końcu pojął... Ale to już tylko dobre chęci nauczyciela, nie obowiązek.
Może McMiodek ma rację i naprawdę powinniśmy się rozstać. Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko tyle, że jak się poznaliśmy, to nie pracował. Nie spodziewałam się powstania takiej bariery... Myślałam, że co by nie było, to damy radę... o słodka naiwności! tongue

aldernewman, a ja bym właśnie tak chciała, jak z tym podręcznikiem. Wszystko jasno i klarownie, uczciwie i nikt by nie mógł mieć pretensji o cokolwiek.
Czytałam różne wątki, jak ktoś miał wątpliwości co do partnera, pojawiały się rady w stylu: "podlicz, co on/a dla ciebie zrobił/a, a co ty dla niej/niego". Jakoś nikogo nie interesowało, czy ta druga osoba miała możliwości, żeby dać więcej, czy nie... Jakby mój miał robić bilans tego rodzaju, to byłabym na minusie i to grubo.

37 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-05-31 16:20:30)

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Spider, cos mi sie wydaje, ze rzeczywiscie nastawienie z domu musialas wyniesc. Byloby dobrze nad tym popracowac.

Wyrzuty, ze sie mniej zarabia niz partner? Przepraszam, ale to dla mnie jakies kosmiczne myslenie. Moj facet jest prawnikiem- zawsze bedzie wiecej ode mnie zarabial, nawet jezeli ja dostane prace wykladowcy na Oxfordzie, bo to po prostu inna liga zarobkowa. Nie zwiazal sie ze mna, zeby zaczac dzialalnosc gospodarcza. Zwiazal sie, bo mnie kocha, bo moja sama obecnosc czyni jego zycie szczesliwszym, a nie to ile funtow w zebach do domu przyniose.

Wyrzuty mozna miec tylko w stosunku to partnera, ktory nas ewidentnie wykorzystuje, czyli nie darzy uczuciem, nie szanuje, a nie do faceta/ kobiety, ktorzy smieja mniej od nas zarabiac. A bilansy zwiazku nie robi sie pod wzgledem tego ile ktos na nas kasy wydal/ ile razy zabral nas na wakacje/ wyremontowal mieszkanie, ale pod wzgledem ile szczerosci, oparcia, szczescia, zadowolenia mamy.

38

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
adlernewman napisał/a:

Zwiazal sie, bo mnie kocha, bo moja sama obecnosc czyni jego zycie szczesliwszym, a nie to ile funtow w zebach do domu przyniose.

Słyszałam to od niego sto tysięcy razy. Tylko nie potrafię sobie tego przyswoić, zwyczajnie nie da rady. Jeżeli spróbuję pomyśleć w taki sposób, to zaraz wstyd mnie ogarnia, bo jak mogę być takim megalomanem, nie jestem jakaś wspaniała, właściwie jestem beznadziejna, on zasługuje na kogoś lepszego... Nawet jeśli uda mi się ogarnąć trochę tej informatyki, to zaraz znajdę jeszcze coś innego, to pewne.

Psycholog raczej żaden nie pomoże, byłam u wielu, znam pełno trików - nic nie działa. Ostatni mi doradził myślenie bardziej racjonalne - no spoko, myślę racjonalnie ale wciąż negatywnie. Mogę znaleźć miliard logicznych argumentów za tym, że jestem do niczego. Na poparcie tezy przeciwnej - nie ma nic. To okropnie niesprawiedliwe, jak łatwo można komuś wmówić, że jest śmieciem, ale żeby dać sobie wmówić, że tak nie jest, to już droga przez mękę.

39

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Wlasnie dobry terapeuta moze Ci pomoc zrozumiec dlaczego masz taka zanizona samoocene, dlaczego uwazasz, ze jezeli cos konkretnego finansowo dla kogos nie robisz, to nie robisz nic, no bo przeciez jako osoba jestes zupelnie do bani. Kiedy rozumiemy dlaczego mamy taki a nie inny tok myslenia, latwiej jest go zmienic.

40 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-05-31 17:33:35)

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

adlernewman uwierz, znam przyczyny, o których tamtemu psychologowi mówiłam.  A mimo to bardzo niewiele dało się zmienić, a w przypadku nawet drobnego niepowodzenia i tę odrobinę szlag trafia. Wszystko to wiem, nawet to, że prędzej czy później moj związek się przez to rozsypię. I nic nie mogę na to poradzić. Chyba wyłącznie chińskie pranie mózgu zostaje tongue

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
spider123 napisał/a:

Czym jest dla mnie związek?
Kiedyś bym pewnie odpowiedziała, że miłość, zaufanie, wzajemne wsparcie itp. Tzn. dalej tak uważam, ale z uwzględnieniem pewnych warunków ustalonych przez partnerów. No i starania się muszą być po równo z obu stron. Inaczej ktoś będzie miał prędzej czy później zarzuty, że druga osoba się nie stara wystarczająco mocno. Ja to już usłyszałam, więc muszę się postarać 2x bardziej.

Mam pytanie: czy masz czasami wrażenie, że to co zrobisz dla kogoś nie "wraca" do Ciebie w  porównywalnej formie? Czy często byłaś świadkiem konfliktów na tym tle np w rodzinie? Wiesz, niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz choćbyś nie wiem jak się starała. Nie możesz tego typu zachowań przenosić na związek bo wszystko weźmie w łeb.

Lepiej uporaj się z tym zanim zdobędziesz dobrze płatną pracę, bo wtedy to Twój facet będzie tym złym co się nie stara i "oddaje" zbyt mało.

42

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Chyba faktycznie cos nie podzialalo. Ale nie terapia w ogole, ale ta konkretna terapia, z tym konkretnym terapeuta. Czasem jest to kwestia odpowiedniego dobrania sie- w koncu nie z kazda osoba umiemy sie dogadac. Czasem, kwestia odpowiedniej metody- jednym pomaga Gestalt, inni wola terapie humanistyczna, jeszcze inni psychoanalize.

Poza tym, faktycznie trzeba chciec cos zmienic. Nawet najlepszy terapeuta nie pomoze, kiedy sie okopiemy w swoim malym forcie, broniac przed jakimikolwiek zmianami. Wydaje mi sie, ze u Ciebie moze to jakos tak dzialac, ze skoro jedynie obliczalne gesty (pieniadze, pomoc fizyczna, w nauce itd) sa obiektywne, chcesz na nich opierac swoja wartosc, bo zbyt sie boisz, ze sama z siebie mozesz sie okazac "nikim". Tylko, ze jest to irracjonalny lek, bo przeciez istniejesz, jestes inteligentna kobieta, cos w zyciu osiagnelas studiujac, ktos Cie kocha wlasnie za to, ze jestes soba smile

43 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-05-31 18:39:46)

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
takijedenfacet820 napisał/a:
spider123 napisał/a:

Czym jest dla mnie związek?
Kiedyś bym pewnie odpowiedziała, że miłość, zaufanie, wzajemne wsparcie itp. Tzn. dalej tak uważam, ale z uwzględnieniem pewnych warunków ustalonych przez partnerów. No i starania się muszą być po równo z obu stron. Inaczej ktoś będzie miał prędzej czy później zarzuty, że druga osoba się nie stara wystarczająco mocno. Ja to już usłyszałam, więc muszę się postarać 2x bardziej.

Mam pytanie: czy masz czasami wrażenie, że to co zrobisz dla kogoś nie "wraca" do Ciebie w  porównywalnej formie? Czy często byłaś świadkiem konfliktów na tym tle np w rodzinie? Wiesz, niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz choćbyś nie wiem jak się starała. Nie możesz tego typu zachowań przenosić na związek bo wszystko weźmie w łeb.

Lepiej uporaj się z tym zanim zdobędziesz dobrze płatną pracę, bo wtedy to Twój facet będzie tym złym co się nie stara i "oddaje" zbyt mało.

Ad 1. Nie, za to mam wrażenie, że inni robią dla mnie za dużo, a ja im nie daję nic. Generalnie mało wymagam od innych, byleby jakoś ze mną wytrzymywali choć trochę.
Ad 2. Owszem, często widziałam różne ciekawe kłótnie o pieniądze. Niekiedy nawet towarzyszyły im różne przedmioty latające.

Spokojnie, zanim znajdę cokolwiek sensownego, to upłynie bardzo dużo czasu. Ale wobec faceta nie miałabym takich pretensji, chyba nawet czułabym się fajna, bo utrzymuję nas oboje. Ale w drugą stronę to nie ma prawa działać, nigdy.

Adler, akurat tamten był chyba jedynym, jakiego w miarę polubiłam. Zamiast klepania po plecach, mówił sensowne, logiczne rzeczy. A ja bardzo chcę to zmienić, tylko co z tego, jak nawet sama wizja tego, że mogłabym myśleć o sobie dobrze wywołuje wstyd i najazd czarnych wspomnień, żebym przypadkiem nie spróbowała? Ileż można się z własnym mózgiem użerać, wiedząc z góry, że i tak wygra. Przykład: kiedyś myślałam, że jestem brzydka. Ostatnio doszłam do wniosku, że jestem jednak ładna. Co na to mózg*? "ok, jesteś no i co z tego?! Przez przypadek kilka dobrych genów ci się trafiło, żadna w tym twoja zasługa! A poza tym, wygląd to nie wszystko, ty pusta lalo!!!" - cóż, jakby nie patrzeć, prawda... szkoda tylko, że wcześniej ani słówka na temat genów ani niczego takiego nie pisnął, tylko ambitne plany przeżycia tygodnia na jednej kanapce  big_smile

*nie, nie mam rozdwojenia jaźni, napisałam tak, żeby było prościej tongue

44

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

A nie zasugerowal Tobie ktos, ze cierpisz na depresje? Czasem to objawia sie wlasnie takimi irracjonalnymi, negatywnymi myslami, a nie jakims tam ciaglym, dolujacym smutkiem. Moze w tym wypadku farmakologia okazalaby sie bardziej pomocna?

Bo, naprawde, tak zyc nie mozna. Zniszczysz w ten sposob nie tylko ten zwiazek, ale tez sama siebie.

45

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Depresja sama w sobie to to nie jest, "tylko" zaburzenia depresyjne (nie mam pojęcia w sumie, co to za różnica, no ale nie ja studiowałam psychologię). I dowiedziałam się, że tu leki nic nie dadzą (to po diabła je wymyślili?). Wkurzające... No, ale wciąż szukam, gdzieśtam musi być jakiś magiczny sposób tongue

46

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

A kto Ci powiedzial, ze tego farmakologicznie nie mozna leczyc? Moze sprobuj pojsc do jakiegos dobrego psychiatry.

47

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Psycholog kliniczny (czyli taki, który jest w stanie rozpoznać różne choroby, ocenić, czy są konieczne leki, ale sam podać ich nie może). U psychiatry kiedyś byłam, tyle, że z rodzicami. Tak, miej 16 lat i mów przy rodzicach, co cię boli, powodzenia tongue Teoretycznie mogłabym pójść, ale niestety, brak pieniędzy. Ten psycholog, do którego chodziłam (okazjonalnie nadal chodzę) ma jedną, zasadniczą zaletę - jest za darmo...

48

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Psychiatra tez jest za darmo, i bez skierowania.

49

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Niby i racja... tylko skoro ktoś wykwalifikowany twierdzi, że leki nie mają w tym wypadku znaczenia, to ja mu wierzę... Wątpię, że jakiś lek nagle magicznie sprawi, że zacznę myśleć o sobie inaczej, takich cudów nie ma. Patrząc parę lat wstecz stwierdzam, że jakiśtam postęp jest, dość kruchy i niewielki, ale jest. Wyleczyłam sobie arachnofobię, na litość boską. Żeby tylko dało się dalej.

50

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Ale przeciez pojsc nie zawadzi. Jako powie to samo, a to wcale nie murowane bo zdania sa podzielone, to przynajmniej bedziesz pewna, ze nie tedy droga.

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
spider123 napisał/a:

[...] A ja bardzo chcę to zmienić, tylko co z tego, jak nawet sama wizja tego, że mogłabym myśleć o sobie dobrze wywołuje wstyd i najazd czarnych wspomnień, żebym przypadkiem nie spróbowała? [...]

Możne napisz coś więcej.
Napisz co czujesz. Okrągłe i zabawne zdania tylko maskują Twoje problemy z których powinnaś sobie zdać sprawę.

52 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-05-31 23:30:17)

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
takijedenfacet820 napisał/a:
spider123 napisał/a:

[...] A ja bardzo chcę to zmienić, tylko co z tego, jak nawet sama wizja tego, że mogłabym myśleć o sobie dobrze wywołuje wstyd i najazd czarnych wspomnień, żebym przypadkiem nie spróbowała? [...]

Możne napisz coś więcej.
Napisz co czujesz. Okrągłe i zabawne zdania tylko maskują Twoje problemy z których powinnaś sobie zdać sprawę.

Tylko, że naprawdę to tak wygląda. Nie wiem, jak dokładniej to opisać. Po prostu cały czas kłócę się sama ze sobą, tak jakby. Myślę: "kurcze, muszę się wziąć w garść i podnieść sobie samoocenę!" -> "taa, jasne, powodzenia" i śmiech.
Próbuję dalej: "Jestem fajna" -> "a pamiętasz, jak oblałaś trzy razy egzamin na prawko (lub dowolna inna porażka z mojego życia)? To raczej o fajności nie świadczy". Ja się usiłuję przekonać, że to o niczym nie świadczy, że stres, że ciężko, niektórzy zdali po 10-tym itp, ale na końcu i tak dochodzę do jednego, cholernego wniosku: "Jakbyś się postarała, to byś zdała". No i leżę wobec takiego argumentu, niestety.   
Inna taktyka - myśleć o swoich osiągnięciach: "dostałam się na uczelnię, na którą jest się ciężko dostać!" -> "no i? nie ty jedna, nie ty ostatnia. Poza tym, nie jesteś nawet na tym taka dobra; pamiętasz jak cię ostatnio profesor Jakiśtam zjechał? Popatrz na kolegów, konkursy wygrywają, a ty co?" I nie mogę się kłócić, bo nawet głupiego konkursu ortograficznego nigdy nie wygrałam. Odkąd skończyłam podstawówkę, to unikam takich rzeczy jak ognia (bo wtedy próbowałam swoich sił w konkursach i nigdy nic z tego nie wyszło). Staram się wmawiać sobie i wszystkim naokoło, że mi nie zależy, że to nie ma najmniejszego znaczenia, no ale ma, tylko wiem, że porażka bolałaby zbyt mocno. Nawet nie tak dawno umyślnie urwałam się z zajęć, żeby prowadzącym nie przyszło do głowy wysyłać mojej pracy na konkurs.

Wszystko sprowadza się do jednego - nie jestem w stanie myśleć o sobie dobrze dłużej niż milisekunda, bo automatycznie przypominają mi się wszystkie możliwe porażki. I wtedy jest wstyd, bo jak mogę myśleć o sobie dobrze, skoro wszystkie te fakty świadczą o czymś zupełnie innym. Jestem swoim najsurowszym krytykiem...

53

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Terapia,full stop.  Nie z jakims tam psychologiem, ale z wykwalifikowanym psychiatra.

54

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

full stop?

55

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Tak dla podkreslenia. To samo jak bym napisala "kropka".

56

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

aha smile no cóż, pewnie jednak trzeba. Jak tylko sesja się skończy... Byle facet się nie dowiedział.

57

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

A czemu ma sie nie dowiedziec? Przeciez to nic wstydliwego. Choroba jak inne. Jakbys miala cukrzyce, przeciez bys tego nie ukrywala.

58 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-06-01 00:25:56)

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Tak, tylko patrz: on często powtarza, że był jeszcze w gorszym stanie niż ja, gdy się poznaliśmy i że to właśnie ja go z tego wyciągnęłam. Więc teoretycznie na mnie też powinno tak zadziałać, a tak nie jest i czujemy się oboje źle przez to. Aczkolwiek, ostatnio nawet szczerze myślałam, że już po wszystkim, dość długo nie miałam takich myśli, a nagle wróciły... Niech to szlag. Jeszcze się łudzę, że może to tylko chwilowe, za chwilę będą ważniejsze rzeczy niż zajmowanie się takimi bzdurami... Może za parę dni wejdę tu, przeczytam te wszystkie głupoty i walnę wielkiego facepalma. Na to właśnie liczę...

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Czy zdajesz sobie sprawę, że przez takiego krytyka tracisz mnóstwo cennych okazji i kiedyś możesz złamać serce osobie którą kochasz?
Trwanie w tym jest najgorszą rzeczą jaką możesz zrobić. Jak widać sama sobie z tym nie poradzisz, potrzebujesz fachowej pomocy. Jak napisałaś, to złudzenie, że wszystko wróci do normy. Jak można Cię przekonać? Mamy tylko słowa, jeśli mają dla Ciebie jakiekolwiek znaczenie to chociaż spróbujesz. Wolna Twoja wola i możliwość działania.

60

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Co do okazji to nie wiem, co do tego drugiego, jak najbardziej.
To zabawne, ale to właśnie ten stan jest "normą" jak dla mnie tongue Dziwne było, jak go nie było...
Myślałam o terapii wiele razy, ale serio mam bardzo mało czasu. No i nie ukrywam, gadanie o takich rzeczach przed kimś, kogo nawet nie znam za dobrze, okropnie peszy. A jeszcze uzna, że należy mnie zamknąć o_O Ale z drugiej strony, takie życie, w którym w każdej chwili mogę się poczuć... źle... to też dość słaba opcja. Więc w wakacje na pewno poszukam kogoś do rzeczy, a póki co odwiedzę starego znajomego... biedny gość, będzie do końca życia przeklinał dzień, w którym nauczycielka etyki dała mi do niego kontakt big_smile
Ale nie mogą człowieka zamknąć, jeśli nie ma zamiaru zabijać siebie ani innych... prawda?

61

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Oczywiscie, nikt Cie nie ma prawa zamknac. Nie masz epizodu psychotycznego, nie zagrazasz ani sobie ani innym. Ludzi z depresja sa miliony- chodza normalnie po ulicy.

Z innej beczki, mysle, ze dobralas sobie najgorszego partnera jak moglas (nie, ze go znam jako czlowieka, ale z opisu jego stanu). Twoja niewiara w siebie sprawila, ze zamiast mezczyzny, wybralas projekt, za ktory teraz czujesz sie odpowiedzialna. Do tego jest to ktos, kto uzaleznia swoje szczescie od Ciebie- bardzo toksyczna sytuacja. No, a Ty uzalezniasz swoje szczescie od sukcesu projektu, i kolo sie zamyka, bo nikt nikomu szczescia nie moze dac.

62

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
spider123 napisał/a:
fajka2 napisał/a:

ah i do związku nie wnosi się potencjału tylko i wyłącznie w formie pieniędzy jest masa innych niematerialnych rzeczy, tych znacznie cenniejszych.

To ładnie brzmi, zaiste, ale tymi "cenniejszymi" rzeczami mieszkania, rachunków, jedzenia się nie opłaci. Rzeczywistość jest brutalna.

Oczywiście że jest brutalna bo jak zapłacisz już za mieszkanko, jedzonko i rachunki, rozliczysz się co do złotówki z każdego kosztu, a nie będziesz miała drugiej strony związku (zafuania, lojalności, oparcia, pochwały itd) to nadal będzie poczucie nieszczęścia.

Wyczytałam, że dziwisz się że ludzie mają pretensje, że chcesz być niezależna. A ja dziwię się, czemu wtedy nie zmienisz tego. Gdyby to było dla Ciebie takie ważne na pewno byś połączyła jedno z drugim (studia.praca). Również dziwię się, że nie cieszysz się ze stanu gdy masz znakomite warunki do nauki, a co za tym idzie bycia bardzo niezależna w niedalekiej przyszłości.

Tak się zastanawiam co Ci daje zupełne niedocenianie siebie? bo zobacz nawet jeżeli to jest ucieczka przed porażką, negatywnymi ocenami to i tak ten stan sobie sama fundujesz. Więc po co?

63

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę
fajka2 napisał/a:
spider123 napisał/a:
fajka2 napisał/a:

ah i do związku nie wnosi się potencjału tylko i wyłącznie w formie pieniędzy jest masa innych niematerialnych rzeczy, tych znacznie cenniejszych.

To ładnie brzmi, zaiste, ale tymi "cenniejszymi" rzeczami mieszkania, rachunków, jedzenia się nie opłaci. Rzeczywistość jest brutalna.

Oczywiście że jest brutalna bo jak zapłacisz już za mieszkanko, jedzonko i rachunki, rozliczysz się co do złotówki z każdego kosztu, a nie będziesz miała drugiej strony związku (zafuania, lojalności, oparcia, pochwały itd) to nadal będzie poczucie nieszczęścia.

Wyczytałam, że dziwisz się że ludzie mają pretensje, że chcesz być niezależna. A ja dziwię się, czemu wtedy nie zmienisz tego. Gdyby to było dla Ciebie takie ważne na pewno byś połączyła jedno z drugim (studia.praca). Również dziwię się, że nie cieszysz się ze stanu gdy masz znakomite warunki do nauki, a co za tym idzie bycia bardzo niezależna w niedalekiej przyszłości.

Tak się zastanawiam co Ci daje zupełne niedocenianie siebie? bo zobacz nawet jeżeli to jest ucieczka przed porażką, negatywnymi ocenami to i tak ten stan sobie sama fundujesz. Więc po co?

Próbowałam. Szukałam pracy na weekendy, na ferie (jakieś promocje świąteczne itp), niewiele tego jest. Wysyłałam cv, pisałam listy motywacyjne i guzik. Ogłaszałam się na portalach z korepetycjami i też nic (może dlatego, że nie mam żadnych certyfikatów ani nic takiego, nie wiem). W wakacje na 99% wrócę do ulotek, albo inny zmywak i znów będzie mnie szlag trafiał.

Nie wiem, może ktoś musi tongue A tak na poważnie, to... nie wiem. Może gdy człowiek sam o sobie myśli źle, to nie boli tak bardzo, gdy ktoś inny tak pomyśli/powie? Wtedy można jedynie się utwierdzić we własnym przekonaniu, a nie być mega zdziwionym "ale jak to...?". Więc ostatecznie i tak pomyśli się źle. Pewnie ktoś mądrzejszy i bliżej związany z psychologią mógłby to lepiej wyjaśnić, ja jedynie trochę liznęłam ten temat, bo mnie nie interesuje za bardzo.

64

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Temat ma całe wieki, ale nie będę pisać nowego, więc pozwolę sobie odświeżyć... bo jest źle, bardzo źle.
MIELIŚCIE RACJĘ. Mieliście wszyscy cholerną rację. Wiecie, co mi chłopak dzisiaj oświadczył? Że ma wątpliwości. Przeze mnie. Przez moje cholerne niedowartościowanie, kompleksy i inne takie. Niby nic nie było, bo starałam się pilnować, a jednak... to podobno "widać" (???). Mało tego, zostałam przyparta do muru. Albo wymyślę, co z tym zrobić (a najlepiej w ogóle się poprawić), albo koniec. I od tego zależy nasza przyszłość.
Jak ktoś, kto podobno kocha może zrobić takie coś, pomijam, nieważne. Proponowałam, że pójdę się leczyć, to usłyszałam, że zrobię, co uznam za słuszne. Jak na moje to jest słuszne, ale... No, nie wiem, jaka odpowiedź nie sprowadzi katastrofy. To niesprawiedliwe. Staram się! Zdzieram mięśnie przenosząc meble i przegrzewam neurony, próbując pojąć jak działa komputer... a ta jedna rzecz... Naprawdę, przysięgam, że chciałabym to zmienić, no ale próbowałam tyle razy i nie wyszło... z psychologami i bez... Nie wiem, jak się do tego zabrać, nie wiem! Musi być sposób, ale nie widzę go, naprawdę. Jestem przerażona. Od dwóch godzin się trzęsę i nie mogę pracować. W głowie mam tylko jedną linijkę jakiejś badziewnej piosenki "I'll fail and lose this fight..."
Pomocy. Błagam was ludzie, pomocy. To nie są żarty.

65

Odp: Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Spider, spokojnie... Umów się na wizytę do specjalisty. My możemy Cię wspierać, podtrzymywać na duchu, ale konkretnej pomocy może Ci  udzielić tylko specjalista. Wszystko zależy od Ciebie, musisz popracować nad sobą i tego nikt nie zrobi za Ciebie. A co to chłopaka- to nie zerwał OSTATECZNIE! Dał Ci szansę, bo chce z Tobą być, ale widzi, że masz problem i nie potrafi Ci pomóc.

Trzymam za Ciebie kciuki i wierzę, że masz w sobie siłę, aby poradzić sobie z tym problemem. Jesteś inteligentną, wartościową dziewczyną, tylko musisz w to uwierzyć i zmienić swoje myślenie.
Zadzwoń jutro i umów się na wizytę, zrób pierwszy krok. Walcz o siebie, zasługujesz na to, żeby być szczęśliwą.

Przytulam Cię i pozdrawiam serdecznie

Posty [ 1 do 65 z 109 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jestem ciężarem w związku, a bardzo nie chcę

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024