Życie jak na sinusoidzie. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Życie jak na sinusoidzie.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 46 ]

Temat: Życie jak na sinusoidzie.

Witajcie.

Mąż przyszedł do mnie i przyznał się ,że ma problem z alkoholem.
Tego samego dnia był już u terapeuty.Przyszedł do domu ze zrytym beretem i potwierdzonym problemem alkoholowym.
Jestem wściekła na niego ,wiedział,że jest DDA mógł coś robić ze sobą dużo wcześniej.
Następne spotkanie z terapeutą ma w przyszłym tygodniu do tego wizyta u psychiatry bo ma zaburzone poczucie własnej wartości.
Postanowiłam nie odchodzić do póki będzie się leczył ale ostateczną decyzję podejmę po wizycie u terapeuty.Chcę się dowiedzieć czy jestem współuzależniona (bo z tych mądrych tekstów w necie nic do mnie nie pasuje) i jak rokuje maż w walce z nałogiem.
Maż o swojej chorobie poinformował już kilka najbliższych osób,podobno to dobrze.Ma przykaz wytrzymać 3 tygodnie bez% inaczej zamkną go w ośrodku.
Fajnie ,nie???Postarał się o dodatkowe atrakcje dla nas nie ma co . Mam ochotę dać mu w gębę.   
Terapeuta zapytał dlaczego postanowił się leczyć -odpowiedział,że nie chce stracić rodziny.Zobaczymy czy to dla niego wystarczający motywator....
Mamy dziecko,chce je chronić. Jeżeli leczenie nie pomoże jestem zdecydowana odejść.Tylko w głowie mi się nie mieści jak mógł tak sp***yć nasze wspólne życie i marzenia.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Pewnie, że mógł. Tylko pomyśl ile musiał bić się z myślami, żeby w końcu zrobić pierwszy krok. Łatwo się mówi, jednak dla niego zapewne nie była to taka łatwa decyzja do podjęcia. I szczerze nie widzę, że  zależy Tobie na tym by się zmienił.

3

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

a Ty nie widziałaś, że ma problem z alkoholem?

czy myśl o rozstaniu pojawiła się wcześniej, czy dopiero teraz?

nie bardzo rozumiem, o co Ci chodzi? To, że mąż chce się leczyć i walczyć o rodzinę to dobrze o nim świadczy. A Ty nie chcesz mu pomóc w tej walce? Nie chcesz ratować rodziny? Z jakiego powodu chcesz odejść?

4

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Może autorce po prostu wstyd, że jej mąż "oficjalnie" alkoholikiem jest. Póki nikt tego nie wiedział i nie było to potwierdzone to mogła udawać, że nic złego się nie dzieje.

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Jesteśmy ze sobą wiele lat ale nie żyjemy jak normalne rodziny. Widzimy się rzadko,kontaktujemy głownie telefonicznie.Taki charakter ma męża praca.Niewiele wiedziałam o jego zachowaniach poza domem.Właściwie mogłam wierzyć tylko w to co mówi.Kiedy był w domu zdarzało mu się wypić za dużo,nigdy tego nie akceptowałam.Jestem z nim związana,kocham go,bardzo chciałabym żeby terapia okazała się skuteczna.Mąż ma wsparcie moje i naszej rodziny.Jednak wszyscy wiemy,że to jak życie na bombie zegarowej.Widziałam co działo się w jego rodzinnym domu i boję się tego, nie chcę takiego życia dla naszego dziecka ,to chyba nie zbrodnia?Samo zgłoszenie na terapie to jeszcze nie wygrana z nałogiem,piszę tu do Was w obawie,że gdy nadejdzie kryzys , maż nie wytrwa w postanowieniu,przestanie się leczyć ,a ja nie będę potrafiła wytrwać w swojej obietnicy wrócę tu do Was i dostanę kopa w tyłek od ludzi którzy mają większą wiedzę w temacie niż ja.Ot,co!Taki wentyl bezpieczeństwa dla mnie.
I proszę mi nie zarzucać ,że z góry skreślam męża i jego terapię bo absolutnie tak nie jest!

6

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Twojemu mezowi nalezy sie szacunek, ze zrobil ten krok. I wsparcie teraz, a juz zwlaszcza  wtedy, gdy nadejdzie kryzys. Ty mozesz albo mu pomoc, albo sabotowac jego terapie... Po ktorej stronie jestes?

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Oczywiście sabotuje swojego męża. Zwłaszcza wtedy kiedy dzwoni do mnie po nocach żeby porozmawiać a ja siedzę z nim przy tym telefonie do białego świtu, mimo swoich obowiązków. Sabotuje go również wtedy kiedy biegam mu po słodycze, witaminki, wodę mineralna bo terapeuta zalecił.Sabotuje go również wtedy kiedy przypominam,że w tym czy w tamtym jest alkohol ,żeby pamiętał ,że jego ulubionych batoników już mu jeść nie wolno!Ogólnie powinnam zostać wyklęta przez społeczeństwo za trzeźwość umysłu.Tak się składa,że mąż poszedł na terapie bo chce żyć,  być z nami więc nie jest ze mną tak źle jak opisujecie;-)I chwała mu za to,że walczy bo połowę rodziny pochował przez to dziadostwo.

8

Odp: Życie jak na sinusoidzie.
comożeprzyniescnowydzien napisał/a:

Oczywiście sabotuje swojego męża. Zwłaszcza wtedy kiedy dzwoni do mnie po nocach żeby porozmawiać a ja siedzę z nim przy tym telefonie do białego świtu, mimo swoich obowiązków. Sabotuje go również wtedy kiedy biegam mu po słodycze, witaminki, wodę mineralna bo terapeuta zalecił.Sabotuje go również wtedy kiedy przypominam,że w tym czy w tamtym jest alkohol ,żeby pamiętał ,że jego ulubionych batoników już mu jeść nie wolno!Ogólnie powinnam zostać wyklęta przez społeczeństwo za trzeźwość umysłu.Tak się składa,że mąż poszedł na terapie bo chce żyć,  być z nami więc nie jest ze mną tak źle jak opisujecie;-)I chwała mu za to,że walczy bo połowę rodziny pochował przez to dziadostwo.

Wybacz, ale Twój pierwszy post miał negatywny wydźwięk (przynajmniej w moim odczuciu).

Fajnie ,nie???Postarał się o dodatkowe atrakcje dla nas nie ma co . Mam ochotę dać mu w gębę.   
Jestem wściekła na niego ,wiedział,że jest DDA mógł coś robić ze sobą dużo wcześniej.
Tylko w głowie mi się nie mieści jak mógł tak sp***yć nasze wspólne życie i marzenia.

Powyższe cytaty na całą Twoją wypowiedź wpłynęły dość jednoznacznie, ale rozumiem upust emocji i wyżalenia się. Nie chce chcę cię oczerniać, obrażać, bo po prostu cię nie znam, ale wiedziałaś z kim się wiążesz, z jakiej rodziny pochodzi Twój mąż. Teraz jedynie może uzbroić się w cierpliwość, pomóc mu wyjść z tego gówna i podjąć decyzję po ukończeniu terapii co dalej.

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

W moim odczuciu bije od ciebie agresja a wrecz nienawiść do twojego meża.

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Macie do wyboru skupić się na mnie albo na problemie.
Interesują mnie informacje /fakty na temat choroby mojego męża.Liczę,że odezwą się tu osoby ,które borykają się z takim samym problemem jak ja.Jeżeli oczekujecie ode mnie łez załamanej żony to musicie poszukać ich w innym wątku,bo nie na sobie chce się tu skupić.Ktokolwiek ma choćby minimalną wiedzę na temat uzależnienia od alkoholu wie ,że litowanie się nad uzależnionym może mu bardzo zaszkodzić.Kocham swojego męża twarda miłością bo nie mam innego wyboru i nie zamierzam się z tego nikomu tłumaczyć.
Gniew jest i będzie we mnie jeszcze bardzo długo.
Bo mnie oszukiwał.
Bo igrał z własnym życiem.
Bo nie myślał o sobie/o nas.
Bo nie mogę być pewna przyszłości.
Mąż przeszedł długą drogę od zaprzeczenia do przyznania się ,że ma z tym problem.Logiczne jest ,że po wielu wspólnych latach nie zostawię go na pierwszym zakręcie ,jednak nie zmienia to faktu,że jeżeli zacznie się staczać,będę chronić dziecko i odejdę.
Ktoś tu napisał,że wiedziałam co brałam.
A co brałam,przepraszam??
Wyszłam za mąż za wspaniałego ,inteligentnego i uzdolnionego człowieka z bagażem jakim jest DDA. Miałam uciekać przed nim z powodu doświadczenia jakie nosił na swoich barkach?Moim błędem w tamtym czasie było to,że nie powiedziałam mu,idź się lecz a potem myśl o ślubie.W czasach kiedy zakładaliśmy rodzinę nie mówiło się dużo o DDA. Obojgu nam zabrakło wiedzy.

11

Odp: Życie jak na sinusoidzie.
comożeprzyniescnowydzien napisał/a:

Macie do wyboru skupić się na mnie albo na problemie.
Interesują mnie informacje /fakty na temat choroby mojego męża.Liczę,że odezwą się tu osoby ,które borykają się z takim samym problemem jak ja.Jeżeli oczekujecie ode mnie łez załamanej żony to musicie poszukać ich w innym wątku,bo nie na sobie chce się tu skupić.Ktokolwiek ma choćby minimalną wiedzę na temat uzależnienia od alkoholu wie ,że litowanie się nad uzależnionym może mu bardzo zaszkodzić.Kocham swojego męża twarda miłością bo nie mam innego wyboru i nie zamierzam się z tego nikomu tłumaczyć.
Gniew jest i będzie we mnie jeszcze bardzo długo.
Bo mnie oszukiwał.
Bo igrał z własnym życiem.
Bo nie myślał o sobie/o nas.
Bo nie mogę być pewna przyszłości.
Mąż przeszedł długą drogę od zaprzeczenia do przyznania się ,że ma z tym problem.Logiczne jest ,że po wielu wspólnych latach nie zostawię go na pierwszym zakręcie ,jednak nie zmienia to faktu,że jeżeli zacznie się staczać,będę chronić dziecko i odejdę.
Ktoś tu napisał,że wiedziałam co brałam.
A co brałam,przepraszam??
Wyszłam za mąż za wspaniałego ,inteligentnego i uzdolnionego człowieka z bagażem jakim jest DDA. Miałam uciekać przed nim z powodu doświadczenia jakie nosił na swoich barkach?Moim błędem w tamtym czasie było to,że nie powiedziałam mu,idź się lecz a potem myśl o ślubie.W czasach kiedy zakładaliśmy rodzinę nie mówiło się dużo o DDA. Obojgu nam zabrakło wiedzy.

Ty też jesteś częścią tego problemu. Jest to zapewne dla Ciebie trudne i nic dziwnego, każda normalna kobieta chce chronić swoje dzieci, wiec nic dziwnego, że w razie upadku odejdziesz.  Może czytaj z większą uwagą co się do Ciebie piszę. Napisałam, że wiedziałaś z jakiej rodziny pochodzi Twój mąż, a nie że wiedziałaś co brałaś. Wiedziałaś, że jest DDA, że w grupie ryzyka, że mogłaś wcześniej zareagować. Po prostu Twoje wypowiedzi są dość sprzeczne z jednej strony buchasz agresją i złością, a z drugiej próbujesz się usprawiedliwić. Nie powinnaś rozdzielać 'problemu' i Twojej sytuacji, bo prawda jest taka, że jest połączona z tym problemem i warto, żebyś zastanowiła się nad sobą i nad tym jak się zachowujesz i czego oczekujesz, a w tym pomoże specjalista.

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

" Może czytaj z większą uwagą co się do Ciebie piszę. "
I Wam  radze to samo;-)
No nic poczekam spokojnie na opinie osób zaznajomionych z tematem albo poszukam pomocy gdzie indziej.

13

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Osoby, które tutaj borykają się z podobnym problemem, niestety nie mają tego, nazwę to przekornie "komfortu" woli leczenia się tej osoby, uzależnionej od alkoholu.
Owszem Ty możesz być wściekła, zawiedziona, oszukana. Ale ja również Twoją pierwszą wypowiedź odbieram bardzo negatywnie, mąż idzie na terapię, publicznie oznajmia o swoim problemie, a Ty piszesz, że od psychologa wrócił, "ze zrytym beretem".
To co zrobił Twój mąż - cóż, pierwszy raz czytam tutaj o takiej postawie alkoholika, a na forum trochę już jestem i problem znam, również z autopsji, aczkolwiek nie byłam żoną alkoholika, tylko partnerką.
Od Ciebie zależy co z tym zrobisz, czy faktycznie wesprzesz męża czy nie.
Masz do tego prawo. Masz dziecko.
Jeśli to co postanowił Twój mąż zawiedzie - warto wprowadzić w czyn to o czym pisałaś: ochrona dziecka, siebie ----> odejście.

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

"Zielony_Domek" powiało nadzieją ,dziękuje.
A "zryty beret"to słowa jota w jote wyjęte z ust mojego męża i odzwierciedlające jego uczucia (nie moje) po wizycie u terapeuty.

15

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Nie napisałam najważniejszego, tak, jesteś współuzależniona. Mimo siły jaka od Ciebie bije, dobrze byś zapoznała się z tematem i poznała te mechanizmy.
Skoro on walczy - OK.
Sęk w tym by wyłapać różnice między "nawijaniem makaronu na uszy", a tym, że osoba nie uzależniona inaczej patrzy na świat, alkoholik jakby "przez krzywe zwierciadło". Bo dla pijącego nie ma żadnego sacrum: dom, rodzina, dzieci, praca, rodzice, Bóg.
Jednym słowem: terapia nieodzowna.

Odp: Życie jak na sinusoidzie.
Zielony_Domek napisał/a:

Nie napisałam najważniejszego, tak, jesteś współuzależniona. Mimo siły jaka od Ciebie bije, dobrze byś zapoznała się z tematem i poznała te mechanizmy.
Skoro on walczy - OK.
Sęk w tym by wyłapać różnice między "nawijaniem makaronu na uszy", a tym, że osoba nie uzależniona inaczej patrzy na świat, alkoholik jakby "przez krzywe zwierciadło". Bo dla pijącego nie ma żadnego sacrum: dom, rodzina, dzieci, praca, rodzice, Bóg.
Jednym słowem: terapia nieodzowna.

W końcu krótko, zwięźle i na temat!Dzięki.

17

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Nie ma problemu, jakby co służę pomocą.

18

Odp: Życie jak na sinusoidzie.
comożeprzyniescnowydzien napisał/a:

Witajcie.

Mąż przyszedł do mnie i przyznał się ,że ma problem z alkoholem.
Tego samego dnia był już u terapeuty.Przyszedł do domu ze zrytym beretem i potwierdzonym problemem alkoholowym.
Jestem wściekła na niego ,wiedział,że jest DDA mógł coś robić ze sobą dużo wcześniej.
Następne spotkanie z terapeutą ma w przyszłym tygodniu do tego wizyta u psychiatry bo ma zaburzone poczucie własnej wartości.
Postanowiłam nie odchodzić do póki będzie się leczył ale ostateczną decyzję podejmę po wizycie u terapeuty.Chcę się dowiedzieć czy jestem współuzależniona (bo z tych mądrych tekstów w necie nic do mnie nie pasuje) i jak rokuje maż w walce z nałogiem.
Maż o swojej chorobie poinformował już kilka najbliższych osób,podobno to dobrze.Ma przykaz wytrzymać 3 tygodnie bez% inaczej zamkną go w ośrodku.
Fajnie ,nie???Postarał się o dodatkowe atrakcje dla nas nie ma co . Mam ochotę dać mu w gębę.   
Terapeuta zapytał dlaczego postanowił się leczyć -odpowiedział,że nie chce stracić rodziny.Zobaczymy czy to dla niego wystarczający motywator....
Mamy dziecko,chce je chronić. Jeżeli leczenie nie pomoże jestem zdecydowana odejść.Tylko w głowie mi się nie mieści jak mógł tak sp***yć nasze wspólne życie i marzenia.

Mimo wszystko to dobrze o nim świadczy że podjął się leczenia i przyznał do problemu.

19

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

@comożeprzyniescnowydzien
Jestem niepijącym alkoholikiem.Jeżeli masz jakieś pytania na temat alkoholizmu pytaj śmiało,odpowiem uczciwie na wszystko,oczywiście jeżeli będę potrafił.Nie jestem specjalistą ,lekarzem,ani terapeutą.Mogę opisać jedynie swoje doświadczenia.Pozdrawiam.

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Dziękuje za odzew.
Mam parę pytań i kilka wątpliwości ale o tym później.
Obowiązki wzywają.

21

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Droga autorko: jestem z Ciebie dumna! Takich żon jak Ty jest mało! Na początku też miałam ochotę napisać Ci coś nie miłego, ale potem zrozumiałam Ciebie i Twój żal do męża. Masz do niego pełne prawo! I jestem dumna, że nie próbujesz jego problemu zatuszować tylko twardo mu wyznaczasz cele i granice których nie może przekroczyć. To jest jego problem i Ty możesz mu tylko pomóc, a nie brać połowę winy na siebie. Ty jesteś od tego by mu pomagać jeśli on walczy, ale jeśli przestanie to masz pełne prawo od niego odejść. Mało tego: nawet musisz to zrobić!
On nie może żyć w przekonaniu, że jak się podda to mu wybaczysz, bo skończy się tak, że on wiele razy będzie wracał do nałogu, a Ty wiele razy mu będziesz wybaczała. Piszę to z własnego doświadczenia. Moi rodzice są alkoholikami, nigdy nie chcieli się leczyć i nadal tego nie chcą robić. Jak tylko wspominam o tym, że w ten sposób mają szanse uratować swoje życie to reagują agresją.
Jestem też DDA, dlatego w piciu alkoholu jestem bardzo ostrożna. Bardziej jednak się boję związać z alkoholikiem.
No to tyle o mnie.
A z Ciebie jestem dumna i trzymam za męża mocno kciuki. Rozumiem Cię doskonale.

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Witajcie;-)
Mój mąż ,kiedy dopada go chęć do wypicia dzwoni do mnie.Powiedzcie proszę, jak z nim rozmawiać,żeby pomóc a nie zaszkodzić.
Ciekawa też jestem jak Wy,niepijący alkoholicy radzicie sobie kiedy przychodzi kryzys oraz jakie macie metody na radzenie sobie ze stresem(maż pracuje w bardzo stresujących warunkach )
Czy zmiana trybu życiu w początkowej fazie trzeźwienia to dobry pomysł?
I jeszcze jedno co z perfumami,dezodorantami,woda po goleniu?

Zastanawiam się też czy nie podrzucić mężowi czegoś w rodzaju "zeszytu terapeutycznego" Żeby mógł sobie tam skrobnąć o swoich sukcesach,o tym jak się czuje,o powodach dla których zaprzestał picia etc...

Z sukcesów mogę napisać ,że mąż nadal nie pije,miewa gorsze dni,wpada w stany depresyjne ale trzyma się .Ostatnie 2 dni były chyba dla niego najgorsze,straszna huśtawka nastrojów go dopadła.Ale trwa!;-)

Ps-Zapisałam się na terapie,start w przyszłym tyg.


"Myszeczka23" dziękuję za tak wiele miłych słów;-)Toż to szok,że jest ktoś, kto nie zmieszał mnie z błotem.Ba!Nawet pochwalił;-)

23

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Bo Cię doskonale rozumiem i zrobiła bym identycznie co Ty. Jesteś dla męża wielką podporą, nie zostawiłaś go z tym samego.
Ja nie wiem co możesz zrobić by mu pomóc, ale jesteś naprawdę cudowna!

Odp: Życie jak na sinusoidzie.
Myszeczka23 napisał/a:

Bo Cię doskonale rozumiem i zrobiła bym identycznie co Ty. Jesteś dla męża wielką podporą, nie zostawiłaś go z tym samego.
Ja nie wiem co możesz zrobić by mu pomóc, ale jesteś naprawdę cudowna!

Obyś nigdy nie musiała być w podobnej sytuacji,tego Ci życzę;-)

Dostałam wczoraj kwiaty od męża w ramach podziękowań za zrozumienie i wsparcie;-)Ciepło mi się na serduchu zrobiło, chociaż mąż ,
od zawsze lubił zaskakiwać.Nie zapomniał o tym nawet wtedy kiedy (jak już teraz wiem) dużo pił.
Na terapie poszedł bez żadnych oporów i przyszedł do domu już z innym nastawieniem niż ostatnio.Chwali terapeutę i mówi,że lubi tam chodzić.Terapeuta stwierdził,że mój mąż to jego "innowacyjny" pacjent,nie miał takiego jeszcze w swojej karierze zawodowej.Jednak żeby nie było zbyt różowo pogroził też palcem ,pokazał mężowi jakie czekają na niego zagrożenia w kolejnej fazie trzeźwienia i poinstruował jak ma sobie radzić.Podobno na tym etapie wielu ludzi "zapija" .

Odp: Życie jak na sinusoidzie.
comożeprzyniescnowydzien napisał/a:
Myszeczka23 napisał/a:

Bo Cię doskonale rozumiem i zrobiła bym identycznie co Ty. Jesteś dla męża wielką podporą, nie zostawiłaś go z tym samego.
Ja nie wiem co możesz zrobić by mu pomóc, ale jesteś naprawdę cudowna!

Obyś nigdy nie musiała być w podobnej sytuacji,tego Ci życzę;-)

Dostałam wczoraj kwiaty od męża w ramach podziękowań za zrozumienie i wsparcie;-)Ciepło mi się na serduchu zrobiło, chociaż mąż ,
od zawsze lubił zaskakiwać.Nie zapomniał o tym nawet wtedy kiedy (jak już teraz wiem) dużo pił.
Na terapie poszedł bez żadnych oporów i przyszedł do domu już z innym nastawieniem niż ostatnio.Chwali terapeutę i mówi,że lubi tam chodzić.Terapeuta stwierdził,że mój mąż to jego "innowacyjny" pacjent,nie miał takiego jeszcze w swojej karierze zawodowej.Jednak żeby nie było zbyt różowo pogroził też palcem ,pokazał mężowi jakie czekają na niego zagrożenia w kolejnej fazie trzeźwienia i poinstruował jak ma sobie radzić.Podobno na tym etapie wielu ludzi "zapija" .

Zazdroszczę Ci tego, że Twój mąż podjął terapię. Jestem z partnerem, który nałogowo pije. Własnie teraz gdy to piszę jest już po "spożyciu" a jest dopiero poranek. Niestety on nie chce się leczyć. Rozmawiałam już parokrotnie z nim na ten temat.
Ja też nigdy nie chciałam się wiązać z alkoholikiem, ponieważ mój ojciec w dzieciństwie nadużywał alkoholu. Coś w tym jednak jest, że czasami zupełnie nieświadomie przyciągamy do siebie takie osoby.

Wiem, że mam dwa wyjścia: wspierać go i zachęcać do podjęcia leczenia lub odejść.

26

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Wspierać i zachęcać to go możesz jak by sam leczenie podjął. Teraz to uciekaj od niego jak najprędzej!

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

"małaogrodniczka" zgadzam się z "Myszeczka23".Takie trwanie przy alkoholiku to jakby cicha zgoda na jego chorobę.
Kiedy przeglądam te wszystkie mądre artykuły na temat choroby alkoholowej natrafiam na opinie,że alkoholik musi osiągnąć swoje dno by podjąć się leczenia.Dla każdego dnem może być co innego.Nie wiem,szczerze mówiąc, gdzie było dno mojego męża bo żadna tragedia nie wydarzyła się w ostatnim czasie w naszym życiu.Natomiast mogę Cię zapewnić ,że mój mąż nigdy nie miał mojej aprobaty w nadmiernym piciu.Wiedział,że jeśli przegnie poniesie konsekwencje, bo ja byłam i jestem w tej kwestii nieugięta.

"małaogrodniczka" życzę Ci dużo siły i mądrych decyzji.

28

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

comożeprzyniescnowydzien myślę że dla Twojego męża dnem była myśl, że na pewno utraci rodzinę. Wiedział doskonale, że od razu od niego odejdziesz i nawet nie próbował sprawdzać czy to zrobisz tylko od razu się poddał leczeniu.
A sprawdzasz go czy faktycznie na te leczenie chodzi?

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Nie.Powiem szczerze, nie mam zamiaru go sprawdzać jakoś specjalnie, to jest jego terapia i jego konsekwencje. Poza tym znam pracowników ośrodka,znam terapeutę,szybko dowiem się jak będzie mnie robił w balona.A czy chodzi faktycznie na terapię?Chodzi.Wrócił ostatnio z tabletkami zapisanymi przez psychiatrę,a po terapii przerabiał jeszcze ze mną tematy ze spotkania. Nie mówiąc już o zmianach jakie w nim zachodzą. Widać,że pracuje nad sobą . No i co najważniejsze ,za tydz jestem umówiona z terapeutą męża w swojej sprawie więc dowiem się wszystkiego od tej drugiej strony barykady;-)

Odp: Życie jak na sinusoidzie.
Myszeczka23 napisał/a:

comożeprzyniescnowydzien myślę że dla Twojego męża dnem była myśl, że na pewno utraci rodzinę. Wiedział doskonale, że od razu od niego odejdziesz i nawet nie próbował sprawdzać czy to zrobisz tylko od razu się poddał leczeniu.

Tu chyba masz rację, bo mąż nie ma właściwie do czego wracać.Gdybyśmy odeszły musiałby zacząć wszystko od nowa.

31

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

A poza tym nawet gdyby miał do czego wracać to chyba bardzo Cię kocha i bez Ciebie było by mu trudno żyć. Wiem ja to taka romantyczka czasem jestem, ale to widać kiedy się ludzie kochają. Widzisz Ty od razu mu dałaś jasno do zrozumienia, że odejdziesz. I masz cudownego męża, że nie poddał się tylko walczy o siebie i o was. Ty go wspierasz mocno w tym. Tak się powinno rozwiązywać problemy, a nie zamiatać je pod dywan, albo zwierzać się jakiejś nowej znajomości i tylko czekać aż coś więcej z tej znajomości wyjdzie. Bo ludzie tak robią. Jest tu pełno kobiet, które się żalą jakie życie mają złe, mąż nie docenia ich, nie pomaga, czują się złe, samotne. Ale czy coś z tym robią? Czy odchodzą? Nie. Bo boją się samotności. Ale czy żyjąc w takim związku nie czują się samotne? Pewnie że czują. Ale udają, że tak nie jest. I tak żyją kilkanaście lat...
Tobie na początku zarzucono, że kieruje Tobą gniew i nienawiść do męża, że go nie kochasz. A ja wiem, że go kochasz bardzo mocno i postępujesz właściwie. Nie litujesz się nad nim, nie szukasz dla niego usprawiedliwień czemu pije. Mogła byś przecież powiedzieć, że jest DDA i dlatego pije, ale Ty dobrze wiesz, że to nie jest żadna wymówka. Wiesz tak jak Ci pisałam wcześniej: ja też jestem DDA i boję się mocno, że znajdę sobie takiego męża, który zacznie pić. Nie umiem tego wytłumaczyć skąd się to przeczucie bierze, ale się boję. I chciała bym być wtedy tak twarda jak Ty i dać mu warunek, że ma się leczyć, a jak nie zacznie to odejść. Naprawdę chciała bym znaleźć wtedy tyle siły co Ty. Myślę, że mi się uda, bo jestem świadoma tego, że tylko w ten sposób mu pomogę. Zostając przy nim dam mu pozwolenie na picie, tak jak to zrobiła moja mama.

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

"Myszeczka23" kochać trzeba mądrze, a nie bezgranicznie.
Napisałaś-
"Tak się powinno rozwiązywać problemy, a nie zamiatać je pod dywan, albo zwierzać się jakiejś nowej znajomości i tylko czekać aż coś więcej z tej znajomości wyjdzie. Bo ludzie tak robią."

OMG;-)To nie moja para kaloszy;-)Nie leczy się kaca klinem;-)
A tak na serio ,zasada jest jedna ,źle Ci w związku -odchodzisz a nie zdradzasz!
Problem polega na tym,że nie każdy potrafi wziąć za siebie odpowiedzialność albo po prostu z wygody tkwi w związku który nie daje satysfakcji, potem dzieje się tak jak opisujesz

"Jest tu pełno kobiet, które się żalą jakie życie mają złe, mąż nie docenia ich, nie pomaga, czują się złe, samotne. Ale czy coś z tym robią? Czy odchodzą? Nie. Bo boją się samotności. Ale czy żyjąc w takim związku nie czują się samotne? Pewnie że czują. Ale udają, że tak nie jest. I tak żyją kilkanaście lat..."

Myszeczka23 piszesz że:

"ja też jestem DDA i boję się mocno, że znajdę sobie takiego męża, który zacznie pić. Nie umiem tego wytłumaczyć skąd się to przeczucie bierze, ale się boję. I chciała bym być wtedy tak twarda jak Ty i dać mu warunek, że ma się leczyć, a jak nie zacznie to odejść. Naprawdę chciała bym znaleźć wtedy tyle siły co Ty. Myślę, że mi się uda, bo jestem świadoma tego, że tylko w ten sposób mu pomogę. Zostając przy nim dam mu pozwolenie na picie, tak jak to zrobiła moja mama."
A powiedz mi czy TY chodzisz na terapię?Wiesz,że powinnaś?

33

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Nie. Nie chodzę. Kiedyś może będę miała odwagę iść. No i na to trzeba mieć chyba pieniądze, bo jak się nie ma to trzeba dużo załatwiać by dostać się na taką terapie na NFZ. Z resztą nawet nie orientuje się w tym czy da się za darmo czy nie.

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Nie szukaj wymówek,odważ się i działaj.

35

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

myszeczko jeśli w twoim mieście jest ośrodek leczenia uzależnień to maja grupy DDA i myślę że wcale nie trzeba tam długo czekać.

comożeprzyniescnowydzien przyznam, że jak czytałam twojego pierwszego posta i późniejsze w których atakowałaś dziewczyny również odniosłam wrażenie, że męża sabotować będziesz i że zdecydowanie  jesteś współuzależniona.
Że jest w tobie cała sterta złości do męża uzasadnionej złości ... i przyszła myśl, że gdzie byłaś do tej pory ... że teraz jesteś zła, że teraz się wściekasz a gdzie byłaś kiedy on zaczynał pić- na szczęście dopisałaś to i tamto i sprawa jest jasna. Kochasz go silną, warunkową miłością ... wymagasz a on z tymi wymaganiami się liczy więc jego miłość jest silna.

Podobnie jak dziewczyny podziwiam twojego męża że poszedł sam ... sam z siebie, że dzwoni do Ciebie i prosi o wsparcie. Widać że mu zależy i myślę, że on bardziej się boi straty ciebie niż tobie może się wydawać.

Mój poszedł na terapię ale jego dno było inne ... on nie bał się że nas straci- on nas stracił. Poza tym poszedł na terapię bo tego zażądałam a nie dlatego że sam zaproponował. Mój ze mna nie rozmawiał ba mój terapii nie skończył ... a powinien bo ma zdecydowanie więcej kłopotów ze swoja psychiką niż jemu się wydaje ... poza tym on też jest DDA tylko jakoś skrzętnie to przede mną ukrywał przez wiele lat ... uwierz mi dało się bo jego ojciec już praktycznie nie pił kiedy się z nim związałam - nie pił bo się poważnie rozchorował, a temat chalnai ojca był tematem tabu i nikt nigdy o tym do tej pory nie mowi ... poza tym nie spędzaliśmy czasu u niego. Niestety gdybym wiedziała że jest DDA patrzyłabym na nasze imprezy i wspólne winka czy wypady na randki na piwko zupełnie inaczej ... zapaliłaby mi się wtedy czerwona lampka.

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

"simva" przeczytałam Twój temat i powiem szczerze-szok,szok i jeszcze raz szok.
Powiedz mi dlaczego to sobie robisz??Miałaś już podjętą decyzję,zaczęłaś działać,układać sobie życie i na jego jeden telefon zrezygnowałaś z lepszego życia?

Napisałaś mi,że:

"Mój poszedł na terapię ale jego dno było inne ... on nie bał się że nas straci- on nas stracił."
No właśnie Was nie stracił.Wiedział ,że brakuje Ci konsekwencji.Wiedział,że jak w teatrze kukiełek,On Pan Narrator pociąga za sznurki, igrając na emocjach, nadaje ton Waszemu życiu.

Przyznam,że gdyby mój mąż fundował mi takie huśtawki emocjonalne już dawno zostałby sam ze sobą.Wiesz,my dorośli sami wybieramy sobie jak żyjemy ale nasze dzieci takiego wyboru nie mają.Żyją w warunkach jakie my im stwarzamy .

37

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

A czytałaś mój pierwszy post w moim temacie?
stracił nas ... pewnego dnia kilka lat temu zabrałam dziecko i odeszłam ... odeszłam na kilka lat i kiedy był trzeźwy i w trakcie terapii wróciłam. Pewna że trzeźwy będzie inny niż kiedyś ... że kiedyś to po pijaku taki był bo mu mózg trawa o wóda wyzarła

wiem co on mi robi ... coraz jaśniej dociera to do mnie i zbieram siły żeby odejść bo wcale nie jest mi łatwo ...
nie mam dokąd nie mam za co przeraża mnie samotność i jeszcze kilka innych ... żeby się uwolnić musze się wzmocnić i przepracować swoją psychikę
poza tym ... mam inne drobiazgi do zrobienia wcześniej i niestety trochę czasu to zajmie zanim poukładam wszystko

38

Odp: Życie jak na sinusoidzie.
Myszeczka23 napisał/a:

Droga autorko: jestem z Ciebie dumna! Takich żon jak Ty jest mało! Na początku też miałam ochotę napisać Ci coś nie miłego, ale potem zrozumiałam Ciebie i Twój żal do męża. Masz do niego pełne prawo! I jestem dumna, że nie próbujesz jego problemu zatuszować tylko twardo mu wyznaczasz cele i granice których nie może przekroczyć. To jest jego problem i Ty możesz mu tylko pomóc, a nie brać połowę winy na siebie. Ty jesteś od tego by mu pomagać jeśli on walczy, ale jeśli przestanie to masz pełne prawo od niego odejść. Mało tego: nawet musisz to zrobić!
On nie może żyć w przekonaniu, że jak się podda to mu wybaczysz, bo skończy się tak, że on wiele razy będzie wracał do nałogu, a Ty wiele razy mu będziesz wybaczała. Piszę to z własnego doświadczenia. Moi rodzice są alkoholikami, nigdy nie chcieli się leczyć i nadal tego nie chcą robić. Jak tylko wspominam o tym, że w ten sposób mają szanse uratować swoje życie to reagują agresją.
Jestem też DDA, dlatego w piciu alkoholu jestem bardzo ostrożna. Bardziej jednak się boję związać z alkoholikiem.
No to tyle o mnie.
A z Ciebie jestem dumna i trzymam za męża mocno kciuki. Rozumiem Cię doskonale.

Witam,
cytuję ponieważ ta odpowiedź bardzo mi odpowiada bo dokładnie tak samo uważam. Na początku też miałam ochotę napisać coś nie miłego. Ale z każdym kolejnym Twoim postem widzę, że starasz się wesprzeć i pomóc Twojemu mężowi. A z całą pewnością ta walka nie jest łatwa ani dla Ciebie ani dla męża. Jestem DDA. Jestem również młodą osobą która próbuje układać sobie życie. Próbuje bo nie jest to łatwe. Nie łatwe życie jest z DDA. Ale trzymam za Was kciuki, że wygracie z tym i będziecie szczęśliwą rodziną i, że wasze dziecko nigdy nie będzie musiało patrzeć na pijanego tatę...

Powodzenia!

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

"simva" tak,przeczytałam wszystko.
I nadal zastanawiam się dlaczego postawiłaś wszystko na jedną kartę.Mogłaś przecież zejść się z nim na twardych warunkach.
Nie łatwiej by Ci teraz było gdybyś wtedy postawiła przede wszystkim na siebie??
Na zasadzie- ok,jesteśmy razem ale mieszkasz u mnie,masz dbać o dom w równym stopniu co ja ,oboje pracujemy itp?
Mogłaś przecież mieszkać na swoim ,rozwijać się zawodowo ,inwestować w siebie-przez ten czas Twoja sytuacja zapewne byłaby już stabilna.
A teraz wszystko zaczynasz od początku ,zapewne masz nawet dłuższą drogę do przebycia niż wtedy- parę lat temu.

Wiesz,proponuje Ci nie koncentrować się tak na nim a więcej na sobie.Zawalcz o siebie i co to znaczy,że boisz się samotności?Dlaczego z góry zakładasz,że będziesz samotna?

Ja trzymam za Ciebie kciuki ,jestem ciekawa jak dalej pokierujesz swoim życiem.Naprawdę nawet z beznadziejnej sytuacji jest wyjście,pomyśl ,skoncentruj się i nie oglądaj się już na niego bo to niszczy Ciebie i Waszego syna.

"bezsensu"
Dziękuje za miłe słowa;-)
Wiem mój, pierwszy post był dość kontrowersyjny,zwłaszcza dla osób myślących stereotypowo.Ja jednak mam świadomość ,że mam prawo do złości,nie ma w tym nic złego.Wolałam wyrzucić z siebie wszystko tu-na forum,niż dać upust emocjom przy mężu.
Warto pamiętać,że nie ocenia się książki po okładce ale taka umiejętność przychodzi chyba z wiekiem i doświadczeniem...

40

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

I jak tam sprawa z Twoim mężem?;)

41

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

ja się borykam z podobnym problemem - tzn. jestem DDA a też mam ten problem, ale jakby mój facet miał do mnie taki stosunek jak Ty do swojego męża to chybe rzeczywiście wolałabym się rozstać..

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

"Myszeczka23"


Napiszę w weekend co i jak ,chwilowo mam urwanie głowy;-)
"Tegan" jeszcze wszystko przed Tobą ;-)

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Witajcie;-)

Długo mnie tu nie było ale nie wracam z pustymi rękoma;-)
Terapia męża okazała się bardzo pomocna w utrzymaniu trzeźwości,mąż nadal nie pije i widać gołym okiem jak bardzo mu to służy.
Jednak to nie koniec pozytywów.Po raz pierwszy od lat mamy więcej czasu dla nas,maż zrobił sporą rewolucje w swoim życiu zawodowym i pracuje bliżej domu co sprawiło,że widzimy się codziennie.

Determinacja i zaangażowanie męża wzbudza mój ogromny szacunek.Widać że rozmówił się sam ze sobą i walczy o lepsze jutro dla nas.
Bywają gorsze dni,maż bywa poddenerwowany ale jak do tej pory nie złamał się. Mocno mu kibicuje by się nie poddał.Zaszedł już tak daleko....

Terapeuta nie dopatrzył się u mnie współuzależnienia,informacja o tym, zmusiła męża do jeszcze cięższej pracy nad sobą,bo wie że mną nie może manipulować....

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Witajcie,
u nas w dalszym ciągu bez zmian....
A raczej zmian ciąg dalszy...
Mąż nie pije od maja a nasze drogi nieśmiało łączą się w jedną wspólną...
Nasze życie nabrało stabilizacji, łatwiej jest przewidzieć "co może przynieść nowy dzień".
To co prawda jeszcze nie pora na wielkie ufff....
Mogę jednak napisać z pełną odpowiedzialnością że droga którą obrałam była słuszna.
Nałogu należy mówić głośnio NIE. Nie litować się się,nie obwiniać siebie,nie zamiatać sprawy pod dywan...
Należy wymagać i być konsekwentnym .
Mój mąż ma więcej szczęścia niż rozumu są wśród niego osoby , które go akceptują i wspierają wszystko to jednak jest warunkowe....

Odp: Życie jak na sinusoidzie.

Witajcie po raz kolejny.

Były wśród Was osoby, które zazdrościły mi "chęci" męża do podjęcia leczenia.
Życie zweryfikowało ,że czasami otwarta rozmowa o problemie i podjecie leczenia to tylko zasłona dymna.Takie równanie gruntu kiedy ziemia osuwa się spod stóp.
Mąż zdawał sobie sprawę,że obserwuje ,wyciągam wnioski i że coś mi się nie zgadza.
Wolał skapitulować ,złożyć broń i sam przyznać się do swoich wyskoków w obawie ,że kiedy złe wiadomości dotrą do mnie z innego źródła nie będzie miał z kim i o czym rozmawiać.
Wszystko szło "dobrym torem" do czasu kiedy grunt się dostatecznie ( w rozumieniu mojego męża) nie wyrównał by móc wrócić do starych przyzwyczajeń a nawet wprowadzić kolejne zmiany, niekoniecznie na lepsze.
Biorąc pod uwagę powyższe ,nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem ,że program "ewakuacja" nabiera tempa.

Posty [ 46 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Życie jak na sinusoidzie.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024