Dałam Mu do zrozumienia, że mi na Nim zależy. I że teraz wszystko w Jego rękach.
Nie mamy do siebie żadnych namiarów- tel, mail, itd.
Można liczyć tylko na spotkanie.
Spotkanie odbywa się po paru m-cach.
Zamiast jakiejkolwiek odp. najpierw nawet dość długa rozmowa, co tam słychać itp, na koniec zlustrował mnie z dołu na górę, z filuternym uśmiechem mówiąc "dobrze pani wygląda. Miłego dnia życzę". Powiedział to w sposób jakby ze mną flirtował.
Wielka radość w oczach, gdy mnie zobaczył.
Zero wyjaśnień, ale po co ten flirt?To był bardzo nieśmiały facet. Nigdy wcześniej tak ze mną nie rozmawiał. Dopiero gdy już wie, co ja do Niego czuję, pojawiła się z Jego strony ta chyba męsko-damska gra. Czy nie byłoby uczciwiej, gdyby mi powiedział, że nie. Tylko jeszcze dodatkowo bawi się mną. To do Niego nie podobne, bo jak mówię, facet naprawdę ma klasę.
Nie potrafię zrozumieć tego, bo gdyby uznał, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego, to ja na Jego miejscu byłabym trochę skrępowana, byłoby mi niezręcznie, że kogoś stawiam w takiej sytuacji, że ktoś sobie pomyślał więcej niż powinien. Na pewno nie tryskałabym radością jak On, i nie flirtowała. Na litość boską. A gdybym chciała czegoś więcej, gdyby mi na tym kimś zależało to nie patrząc na nic( nie byłam zbyt rozmowna, byłam bardzo spięta i zdenerwowana, odpowiadałam półsłówkami) umówiłabym się z tym kimś.
Zawsze to był nieśmiały facet, zero flircików, słów, a dopiero gdy już wie, co ja do Niego czuję, po paru m-cach traktuje mnie jak traktuje.
Nie mamy do siebie numerów tel, maili, zero kontaktu.
Czy ktoś ma pomysł na interpretacją takiego zachowania, zmiany zachowania właśnie, takich słów,sposobu ich wypowiedzenia??
A może on chce jednak coś zainicjować takim zachowaniem, małym flirtem?
To nieśmiały facet, więc daj mu czas i jedyne, co można zrobić teraz to... To poczekać na dalszy rozwój zdarzeń. Byle nie znowu kilka miesięcy...
Powodzenia życzę!
Może on czeka na Twoją inicjatywę?
staram się jakoś to pojąć, znaleźć odpowiedź xo to miało znaczyć i nie potrafię. Dlatego szukam obiektywnych opinii osób, które może i nie znają wszystkich szczegółów, ale którzy może będą pewniejsi co to znaczy.
Dałam Mu do zrozumienia, że mi na Nim zależy, pisząc Mu tym. Nie powiedziałam wprost, że Go kocham. Ale napisałam, że jest między nami wiele niewypowiedzianych słów, i z tego, co napisałam wynikało, że i z Jego zachowania wyczytałam, że i Jemu zależy. Dlatego uważam, że jeśli było dla Niego zbyt trudne powiedzieć mi to prosto w oczy, że nie jest zainteresowany to powinien nawiązać bardzo prostą rozmowę, skończyć na tym co słychać -dobrze. a już broń Boże nie starać się być uwodzicielskim (po raz pierwszy). Ja byłam maksymalnie zdenerwowana podczs tego spotkania, moje odpowiedzi były tylko "tak" "nie" i tak dalej. A On na siłę przedłużał rozmowę, zadawał po w razy te same pytania, ale nie wydawał się być skrępowany, zdenerwowany. Mówił dużo, co też do Niego nie podobne, i gdy już z siebie wydobyłam jakieś pytanie, co u Niego, to powiedział (streszczam) że jest niby dobrze, ale inaczej niż wtedy gdy mogliśmy się widywać. I przede wszystkim, gdybym ja spotkała się z kimś, kto nie budzi we mnie żadnych uczuć, a ten ktoś jest we mnie zakochany to nie cieszyłabym się tak na jego widok. Bardziej przechodziłoby to w jakąś niezręczność. A w Jego oczach naprawdę widziałam wielką radość, patrzył mi ciągle w oczy, i te oczy jakby wirowały wpatrując się we moje. Nie wiem jak to wytłumaczyć.
Bardzo prosto to wytłumaczyć... ![]()
A co dalej, to tylko czas może pokazać.
a wytłumaczysz mi?? ![]()
Myślę, że nie jesteś mu obojętna... Być może nawet czuje to samo. Ale sama piszesz, że minęło kilka miesięcy. To sporo. Może on nie jest pewien czy przez ten czas coś się nie zmieniło...? W dodatku napisałaś mu to w liście. To równie niesmiały sposób jak i jego zachowanie. Może jemu zwyczajnie brakuje odwagi by wyjść z inicjatywą, nawiązać rozmowę na ten temat, w końcu minęło sporo czasu. Krążycie wokół siebie nieśmiało, bojąc się własnych uczuć. Któreś z Was musi w końcu stanąć na wysokości zadania i zrobić ten pierwszy krok. Jeżeli nie masz odwagi tak wprost to może podczas rozmowy z nim powiedz: ,,Pamiętasz co Ci wtedy napisałam...?,, Jeżeli on powie, że tak, odpowiedz: ,, Nic się nie zmieniło od tamtego czasu...,,. Myślę, że tymi słowami ,,zmusisz go,, do dalszej rozmowy na ten temat. Myślę, że jesteście na dobrej drodze...:) Odwagi kochana!
To chciałam powiedzieć, co koleżanka wyżej. Na pewno jesteście na dobrej drodze:)
eh dziewczyny skąd u Was ta pewność, której u mnie brak... mam nadzieję, że to nie jest pocieszanie, bo to już mi na tym etapie nic nie da.
Ja wnioskuję tak z tego co napisałaś. Nie no, pewna nie jestem, ale istnieje takie prawdopodobieństwo. Duzo zależy teraz od Ciebie samej.
Pewność to może złe słowo. Ale przynajmniej macie na to jakiś pomysł. Nie spotkałam się nigdy z takim zachowaniem, miotam się między tym wszystkim. Mówisz, że teraz dużo zależy ode mnie, ale ja wiem, że już nie mogę nic więcej zrobić. Bo właśnie dlatego mam też i taki mętlik w głowie po tym spotkaniu. Napisałam (to wszystko nie było wprost) ale że wszystko w Jego rękach. Poza tym już wtedy zrobiłam pierwszy krok w Jego stronę, nie wiedząc na pewno co On czuje do mnie. Były między nami spojrzenia, nieśmiałe, gorące, czułe, długie i krótkie, trwające kilka minut bez oderwania wzroku, były wszystkie takie niepewne znaki, zero słów. I gdy w końcu zdecydowałam się na to, że to On powiedzmy będzie w lepszej pozycji, bo On będzie wiedział wszystko. Ja nic. I nie dość, że nie odezwał się przez ten cały czas, nie odnalazł mnie (nie mamy swoich nr tel, adresów, maili) i po tym czasie spotykamy się. Nawet gdyby uznał, że sobie coś ubzdurałam, a nie miałby ochoty, odwagi mi o o tym powiedzieć, to nie tak powinna wyglądać ta rozmowa. Nie tak. A jeśli jest inaczej to też powinna była zakończyć się w zupełnie inny sposób. Dlatego teraz ja nie mogę już nic zrobić. Wiem, że to mężczyzna, z którym chciałabym spędzić resztę życia. Mocne słowa, ale nigdy nie czułam, nawet nie słyszałam, czytałam o tak silnych emocjach, jakie może budzić druga osoba. I mimo tego wszystkiego poświęciłam już mnóstwo sił, energii i nerwów na to wszystko. I dalej pozostając w niepewności. Nie wiedząc nic.
Będziecie mieli jeszcze okazję się spotkać...?
tylko przypadkiem. nie wiadomo kiedy, nie wiadomo gdzie...
czekaj, czekaj... Napisałaś mu to, ale nie wprost?
To jest duża szansa, że facet nie zrozumiał, nie domyślił się. Oni tak mają, tak skonstruowani są mężczyźni, że jak się kawy na ławę nie postawi, to marne szanse, żeby się domyśleli...
Czekaj na kolejne spotkanie. Zaproponuj spotkanie wtedy. To najlepszy sposób:)
nie wprost bo nie było napisane Kocham Cię. Zaproś mnie na kawę. Ale po pierwsze wogle napisałam do Niego, wyszłam poza schemat naszych dotychczasowych relacji. Po drugie napisałam do Niego po ponad pół roku niewidzenia się, niespotykania, więc odczytać to powinien- nie zapomniała. Po trzecie jak mówię może nie wprost, ale jednak napisałam, że jest między nami tyle niewypowiedzianych słów, niedopowiedzianych. I że do tej pory wystarczał nam krzyk oczu. Że życzę Mu, żeby wziął los w swoje ręce i sam wpłynął na to, czy to, nam kiedyś zabrał los wróciło wpływając na to, co przyniesie przyszłość. I po kolejnym pół roku widzimy się, a los w Jego dłoniach mówi że dobrze wyglądam. A On sam zachowuje się tak, a nie inaczej.
I że to najlepszy sposób to może i prawda, ale jak same widzicie mamy pecha, że nie możemy się spotkać przypadkowo, więc przez kolejne może pół roku znów będę żyć w niepewności. Dlatego zamiast tego, co zrobić wolałabym wiedzieć, co myśleć..
Eh.. Dzięki za dotychczasowe porady :]
Pozdrawiam.
Wiesz...ja bym tak nie mogła żyć. Może dlatego, że dla prawdziwego uczucia potrafię wiele znieść, wiele uczynić. Czasami o miłość trzeba zawalczyc!! Nie zawsze wszystko jest takie proste. Zgadzam sie, napisałaś list, ale tak jak napisała dru_ on może nie zinterpretował tego tak jak powinien, albo jest tak jak pisałam wyżej - minęło wiele czasu i może on mysli, że to juz przeszłość?
Kurczę, a nie masz najmniejszego pojęcia gdzie możesz Go spotkać? Kompletnie się nie domyślasz? Nie chodzi mi o to, że masz Go sledzić i narzucać się , ale może lepiej gdybyś podeszła do tego bardziej odważnie i przy najbliższej okazji była bardziej ,,dosłowna,,? Sama twierdzisz, że nie chcesz żyć w niepewności. Więc się upewnij. Znajdz Go, powiedz wprost. Jeżeli Cię zignoruje będziesz widziała, że nie był wart tych miesięcy czekania i że nie jest wart żadnego z kolejnych dni.
Pozdrawiam.
Właśnie o to chodzi, że dla prawdziwego uczucia, dla Tego uczucia byłabym w stanie zrobić wszystko i wierz mi, że robiłam. Teraz mimo tego, że czuje się kompletnie wyczerpana psychicznie, też mogłabym coś zrobić. Ale przez najbliższe parę m-cy, pewnie z 3 to będzie fizycznie niemożliwe, żebym mogła Go spotkać. Teraz w sumie tylko On mógłby mnie odnaleźć. Jak w filmach, nie... Gdy miną te m-ce też nie będę mieć gwarancji, że los nam będzie sprzyjać i Go zobaczę, ale przynajmniej będzie takie prawdopodobieństwo. Dlatego teraz zostaje mi tylko myślenie.
Gdyby odwzajemniał moje uczucia powinien podczas tego spotkania coś zrobić. Z drugiej strony, gdyby nie, to też nie powinien się tak zachowywać. Przynajmniej ja nie zachowałabym się tak.
Przykro mi, już nie wiem co Ci doradzić ![]()
właśnie o to chodzi. Osoby, które znają całą historię nie potrafią tego wyjaśnić. Osoby nieznające szczegółów też nie potrafią. Ja sama, niby najbardziej obeznana w całej tej sytuacji tez nie wiem. I tu nie chodzi nawet o to, co powinnam zrobić, ale jak już powtarzałam jak o tym myśleć, jak to zrozumieć
Ja chyba też nie... Gdybyś napisała dosłowniej, o co tu chodzi, dlaczego możecie się spotykać tylko przypadkiem i w jakich warunkach, byłoby lżej. Ale ja już nie wiem...
tyle, że dosłowność tutaj nic nie da. Wiecie, mi chodzi o sytuację, którą opisałam. Gdy doszło w końcu do tego spotkania. Bo obojętnie jakie nie byłyby relacje między kobietą i mężczyzną to jednak zakochani w każdej z nich są do siebie podobni z zachowania. Są pewne stereotypy, które ludzie chcąc nie chcąc powtarzają. Albo będąc zainteresowani drugą osobą albo nie. Dlatego to, co będzie później, owszem jest dla mnie bardzo ważne, ale chcę zrozumieć to, co było do tej pory. Dlatego szukam pomysłów u różnych osób, bo sama jestem na to chyba za głupia.
Czasem rzeczy z założenia skomplikowane są prostsze niż nam się wydaje. Pomyśl nad tym.
czyli generalnie uważasz, że to nie znaczyło nic? że nie jest zainteresowany?
I myślę nad tym. Uwierz mi ![]()
ale skoro nie jest zainteresowany to czemu ze mną tak pogrywa? gdy wcześniej Mu się to nie zdarzało. Traktując mnie jak zabawkę?
Nic na świecie nie dzieje się bez przyczyny, i jak dla mnie to oczywiste, że jest Tobą zainteresowany. Jest po prostu cholernie ekscentryczny/ nieśmiały. Nie ma co się dopatrywać tutaj jakiś bardzo złożonych czynników.
Jeśli jest nieśmiały to pierwszy zdecydowany krok z Twojej strony, będzie bardzo dobrym rozwiązaniem.
Kobiet nie pyta się o wiek, ale w tym wypadku chciałbym jednak zapytać ![]()
rozumiem pytanie. Pewnie myślisz, że jestem licealistką albo gimnazjalistką, która ma jakieś dziwne problemy. Ale nie dziwię się, bo sama gdy czytam to wszystko to wydaje mi się jakby się nie dawno urodziła. Ale niestety to jest jedyna sprawa, jedyna osoba, której nie potrafię rozgryźć zupelnie. Mam 22 lata.
i dodam jeszcze, że szukając odpowiedzi na te dręczące mnie pytania spotykam się z przeciwstawnymi opiniami. Jedni są pewni, przekonani, że Jego reakcja na mnie świadczy o tym, że jest zainteresowany, że czuje Coś do mnie, ale inni że gdyby było tak wziąłby choćby numer telefonu i wprost przeciwnie- taka reakcja świadczy o tym, że był po prostu uprzejmy, i to wcale nie był flirt nawet. I te opinie są takie jak myśli w mojej głowie...
Hm, próbuję wstrzelić się w tego faceta. I powiem Ci, że mimo, że dla mnie Twoje zachowanie też byłoby raczej czytelne, to dla niego niekoniecznie. dru ma rację, mężczyźni nie potrafią się "domyślać", oni muszą mieć powiedziane prosto z mostu. Wyjdź z inicjatywą, umów się z nim i już. No przynajmniej ja bym tak zrobiła ^^
ehh powiem Wam szczerze, że jakoś doła strasznego załapałam w związku z tą sytuacją dziś. Bo przyznam, że napisałam jeszcze o tym na forum wizażu, myśląc, że może i tam się czegoś dowiem. I tam dostałam chyba z 10 odpowiedzi, że jestem naiwna, że nadinterpretuję, że trzeba patrzeć na fakty, a nie na grę spojrzeń, że gdyby chciał to na pewno by się umówił, że to, że był uprzejmy to wcale nie znaczy, że widzi mnie w roli swojej partnerki. Ale ale ale...
tyle, że ja wcześniej naprawdę byłam przekonana, że Jemu zależy. Nie tylko z resztą ja. To było widać po Jego zachowaniu, które z resztą tu troszkę opisałam. Bardzo nieśmiałe, ale ... Ale faktycznie żadnych słów, faktów namacalnych potwierdzających nie było...
Oj, chyba pewności siebie brak!
Mi też brakoało... Ale się umówiłam (gdzieś w "moich kobiecych miejscach" jest ten temat, "gdzie go zaprosić") i wiem,że nie był zainteresowany. Więc zamiast sie domyślać i szperać po forach, sprawy trzeba wziąć w swoje ręce:)
Znam ta sytuacje, ta niepewnosc, to oczekiwanie, sygnaly, ktore byly malo konkretne, ale byly. I opinie ludzi wokol- daj sobie spokoj, co to za facet, ktory nie potrafi zrobic zadnego radykalnego kroku. Jestem wyczerpana psychicznie. Ale mimo wszystko na dzien dzisiejszy nie daje za wygrana. Jeszcze nigdy mi na nikim tak nie zalezalo. A wiem, ze on po prostu strasznie sie obawia. Widze w jego oczach, ze chcialby cos zrobic. Wyrazil nawet ostatnio bardziej niz zwykle swoje zainteresowanie moja osoba, a tymczasem ja sie sploszylam jak glupia i zachowalam obojetnosc wobec niego. I tak krazymy wokol siebie. Przynajmniej mamy ku temu okazje, bo co tydzien sie widzimy.
Ale bylo tez tak jak u Ciebie brak twoich oczu, ze nie widzialam go przez pewien okres czasu i dlugo czekalam trwajac w uczuciu, nie wiedzac kiedy go zobacze. Czasem sie zastanawiam, skad my mamy tyle sily, by tak czekac...
Szukasz zrozumienia tej calej sytuacji, opinii innych i to zrozumiale, jakos musisz sobie pomoc. Ale cos mi sie zdaje, ze gdzies tam w srodku gleboko wierzysz w to, ze jednak cos bylo, nawet gdyby wszyscy Ci mowili inaczej i pomoc moze Ci tylko JEGO slowo, jakiekolwiek by ono nie bylo. Naprawde nie masz juz cienia szansy by go spotkac gdziekolwiek? Szkoda byloby, gdybys tak dlugo musiala sie meczyc.
Pytasz skąd bierzemy na to tyle siły? z tego, że to po prostu To. Prawdziwe uczucie i człowiek, którego widzi się przy swoim boku na całe życie. I opinie ludzi, którzy mnie otaczają, którzy znają to historię dokładnie były takie, że na początku, gdy to bardziej z Jego strony szło zainteresowanie, ja jeszcze byłam tego nieświadoma, to byli pewni, że coś z tego będzie. Że ewidentnie jest mną zauroczony. I to nie były opinie ludzi niedoświadczonych, tylko wprost przeciwnie, takich, którzy już życie znają więcej ode mnie, starszych. Nie dziwię się, że pojawiają się opinie na forach tych, którzy twierdzą, że jestem głupiutką naiwniarą, która sobie wymyśla coś, czego nie ma. Bo w kilku zdaniach nie da rady się tego opisać. Sama gdybym przeczytała coś takiego też bym tak pomyślała. Ale ja widziałam. Widziałam Jego reakcje na mnie. Te spojrzenia, gorące i nieśmiałe, z pewnością i strachem, rzucane ukradkiem i trwające kilka minut bez oderwania wzroku, paraliżujące i dotykające mnie w myślach. I u Niego i u mnie. Drżące głosy, rumieńce, tracenie wątku gdy byliśmy zbyt blisko siebie, i cała masa innych sytuacji, szczegółów. I to nawet nie jest tak, że mam to gdzieś głęboko ukryte, że wierzę w to, że coś było. Ja naprawdę w to wierzę. Tylko coraz częściej zdarzają mi się takie chwile, że może jednak aż tak bardzo się pomyliłam, że wiara jednak nic tu nie da. I tutaj naprawdę pomogłoby tylko Jego słowo. I cała masa skomplikowanej relacji między nami, niełatwej tez nie pomaga. Ale chciałabym odczytać choć jeden znak za pewnik. Taki, na którym nie tylko dzięki wierze, czy "tak mi się wydaje" mogłabym to wszystko oprzeć.
Spotkać Go mogę, ale będzie to tylko i wyłącznie przypadkiem. Nie ma żadnej regularności w naszym widzeniu się. A poza tym teraz przez najbliższe 3 m-ce wogle będzie to niemożliwe.
Kurcze, jak ja Cie rozumiem... ![]()
no właśnie, zrozumieć pewnie może to tylko ktoś, kto sam był/ jest w takiej sytuacji. Stąd moja chęć poznania opinii osób mi nieznanych, bo może nuż ktoś miał podobnie. I ponoć to się czuje, i ja to czułam, czułam Jego reakcję na mnie, tak inną, Jego zachowanie, Jego spojrzenia. I ponad 90 procent osób powiedziałoby: były możliwości- nie było działań- wymyśliłaś to sobie. I może faktycznie tak jest. Bo możliwość była, ja zrobiłam pierwszy krok. I nie byłam nawet warta tego, żeby mi cokolwiek wyjaśnić. Dać jednoznacznie znać. Czy to Jego okrucieństwo nade mną, czy brak odwagi, żeby powiedzieć prawdę- pozytywną dla mnie czy też nie? Czy skoro wszystko toczyło się swoim wolnym rytmem, to skoro wtedy nie przyspieszał to uważa, że los gdy będzie chciał to i tak nas połączy, a jeszcze na to nie czas. Ale nawet całe skomplikowanie w naszych relacjach nie powinno Mu dawać prawa, żeby tak to zostawiać. Wiedząc, że może i naiwnie, ale wyczytałam w Jego oczach wszystko. I co dalej mam tak czytać, gdy nie odrywał podczas tego spotkania oczu ze mnie.
Bez sensu.