Serdecznie chciałem przywitać wszystkich forumowiczów. Proszę o opinie na temat skomplikowanego związku.
Pewnego czasu, żona ( wtedy moja dziewczyna z którą mieszkałem razem i do dziś nigdy nie mieliśmy dzieci ), podczas gdy kilka tygodni przebywałem poza miastem okazało się że ,,chodziła na dyskoteki?. Gdy się o tym dowiedziałem powiedziałem że to koniec naszego związku. Potem uznałem że jest O.K. I po kilku dniach znów byliśmy razem.
Potem znów kilkanaście tygodni przebywałem poza miastem, i okazało się że wtedy mnie zdradziła. ( powiedzieli mi o tym moi znajomi, że sypiała z kimś ). Po tej szokującej informacji, natychmiast twardo odrzekłem że to nasz KONIEC! Moja dziewczyna jednak zaczęła płakać, obiecywać, przepraszać, zarzekać się że nigdy się to więcej nie powtórzy.
Więcej już nie wyjeżdżałem, jednak mijały lata i ja za każdym razem gdy wspomniałem o jej zdradzie, słyszałem jak na mnie krzyczy, np. ?a co ty sobie myślisz, że w nieskończoność będziesz mi to wypominał?? Ja się wściekałem bo zamiast pyskowania chciałem usłyszeć że jej przykro, że to smutne że cierpię jeszcze z tego powodu, itd. Pojawiały się wtedy wielkie kłótnie. Mijały lata, i okazało się że gdy powracał temat jej zdrady, żona już zaczęła krzyczeć po mnie że ,,wtedy była sama?, że ?przed ślubem wolno jej było?, ,,że nie wiedziała czy do niej wrócę?, ,,że tylko z facetem spała, całowała się, pieściła, ale nie miała stosunku, ( miała wtedy miesiączkę ), zatem lepiej aby zostawił ją w spokoju bo ona wie co robiła w łóżku?, itd.
Minęło kilkanaście lat, i jej szacunek do mnie wygasał. Np. gdy kilka dni temu upomniałem moich rodziców za coś, ( do żony nie miałem nic absolutnie, lecz tylko do mojego taty ) to żona zaczęła płakać i przy moich rodzicach skarżyć się że dosyć ma już moich krzyków! Natomiast gdy była sama ze mną, krzyczała na mnie że ja zawsze się zgadzam z mamusią, a tak być nie powinno! Sam na sam ze mną, obgadywała moich rodziców na jakiś temat, a gdy ja ten sam temat zarzuciłem rodzicom, ona przy nich upomniała mnie mówiąc; ,,zostaw rodziców w spokoju bo są zmęczeni?!
Żyjemy w związku kilkanaście lat. Nigdy nie piłem alkoholu, nie włóczę się nigdy sam, bo wszędzie od czasu poznania żony zabieram ją gdzie tylko zapragnie. Krytyka mojej żony jest częsta. Nawet gdy miałem mieć na drugi dzień operacje, i póki miałem siłę dzień przed operacją odnowiłem łazienkę, już zanim pokazałem moją pracę żonie, błagałem ją słowami; zanim wejdziesz do łazienki, proszę abyś wyjątkowo nie krytykowała mnie gdy zobaczysz moją pracę bo mam jutro operację i naprawdę jestem wykończony z tego względu. Żona obiecała że O.K. Jednak zaraz gdy weszła do łazienki, zaczęła krytykować ?a to akurat zrobiłem fatalnie i tak być nie może?!!! No i znów wojna!
Itd. itd. W kłótniach moje zdrowie fizyczne już podupada, zaczyna boleć mnie głowa, coś mam z krążeniem krwi, serce, nocne koszmary kłótni, zdrad, itd.
Kłótnie nasze są takie że żona wykańcza mnie swym pyskowaniem, a w ostatniej minucie gdy ma się pakować mówi ,,skarbie ja pragnę być z Tobą i już taka nigdy nie będę?.
Raz już spakowała się i poszła do hotelu, a ja po kilkunastu godzinach po nią przyjechałem. Kilka dni temu gdy powiedziałem że już dłużej nie wytrzymam, musisz opuścić dom ( w którym mieszkają moi rodzice ), żona zaczęła krzyczeć po mnie: nie wyprowadzę się bo po H....j, przyjeżdżałeś po mnie do hotelu!!!
Chciałbym poznać opinie wasze, czy są to powody do rozwodu?
Moim zdaniem są, ale pojawia się jedno ?ALE?....
Chodzi o to że żona po kilku godzinach, dniach wojny, potrafi płakać i przyrzekać że zawsze już będzie dla mnie miła i nie będzie pyskować.
Mile przyznaje że źle zrobiła zdradzając mnie, upominając mnie przy rodzinie mojej, itd...Szkoda mi mojej żony, że będzie jej ciężko w życiu gdy mnie opuści,,,,,,szkoda mi jej gdy płacze i chce być ze mną, ....ale potem znów powraca tradycyjny koszmar....
Tysiąc razy mówiłem, zatem ZMIEŃ się i będziemy żyć razem do śmierci,,,,,Ona przytakuje, ale po czasie znów pojawia się koszmar! W mojej głowie mam mętlik, bo w jednym dniu żona jest za zła aby z nią żyć, ale w drugim dniu żona jest za dobra aby ją zostawić.
Ciekaw jestem czy uważacie że powinienem się rozwieść, czy może nadal próbować tak żyć?