Trzy tygodnie temu zerwał ze mną chłopak, byliśmy razem 6,5 roku! Mamy dopiero po 21 lat, wiem, że na początku naszej znajomości byliśmy jeszcze dzieciakami, na początku oczywiście nie był to taki poważny związek, ale potem rzeczywiście, jak mi się przynajmniej wydawało, zaczęliśmy traktować się poważnie. Wszystko zepsuło się w jeden weekend, gdy mój chłopak wyjechał na szkolenia z uczelni, była tam pewna dziewczyna i nieźle zawróciła mu w głowie. Przy rozstaniu powiedział mi, że mnie nie zdradził, zna ją już jakiś czas, ale faktycznie coś zaczęło dziać się między nimi na tym wyjeździe. Powiedział mi także, że między nami zaczęło się coś psuć od 3 miesięcy, co ja uważam za kompletną bzdurę, bo naprawdę nie zauważyłam nic, co mogłoby mnie zaniepokoić. Cały czas naprawdę świetnie się dogadywaliśmy! Ok 2 miesiące temu zaczęliśmy nawet rozmawiać o takich rzeczach jak zaręczyny (!) i wspólne mieszkanie, z czego oba te tematy podjął on sam! Jeszcze kilka dni przed jego wyjazdem spędziliśmy cudowne 2 dni razem i było naprawdę idealnie...
Dodam, że ze względu na staż naszej znajomości i on i ja byliśmy bardzo związani i zaprzyjaźnieni ze swoimi bliskimi. Ja cały czas mam kontakt z jego rodzicami i dziadkami, którzy również nie mogą uwierzyć w to, co się stało. Nikt go nie poznaje, on zachowuje się jak kompletnie obcy człowiek. Chyba jednak trochę go znam, bo nie mógł udawać przez tyle lat kogoś innego i wiem, że jest naprawdę wrażliwą i bardzo uczuciową osobą, dlatego myślę, że podjął tą decyzję pod wpływem emocji, chwili, "bo na wyjeździe było fajnie". Zdaję sobie sprawę, że zachował się kompletnie niedojrzale i nieodpowiedzialnie, nie pomyślał nawet przez chwilę o moich uczuciach, ale ja nadal bardzo go kocham!
Jest takie powiedzenie: "Jeśli jedna osoba coś Ci mówi - możesz to zignorować, jeśli dwie - przemyśl to, a jeśli trzy - to znaczy, że mają racje". Ja zawsze staram się wszystko przemyśleć i słuchać rad starszych, bardziej doświadczonych ludzi. I teraz właśnie Ci ludzie, włącznie z rodziną mojego chłopaka mówią mi, że on na 100% będzie tego bardzo żałował i będzie chciał do mnie wrócić...
Nie wiem dlaczego podjął taką decyzję... Dlaczego wybrał kilka chwil motyli w brzuchu z nowo poznaną dziewczyną i zniszczył ponad 6 lat związku? Może sam przestraszył się swoich deklaracji o zaręczynach i wspólnym mieszkaniu, bał się takiego zaangażowania w młodym wieku i chciał zobaczyć jak jest z innymi dziewczynami?? Dodam jeszcze, że cały zeszły rok byłam we Francji, a on został tutaj i czekał na mnie 10 miesięcy!! Wydawało mi się, że jak przetrwaliśmy takie rozstanie i to jeszcze bardziej zbliżyło nas do siebie to przetrwamy już absolutnie wszystko!
Napiszcie, proszę co o tym myślicie...? Jest to dla mnie bardzo ważne, a mam teraz straszny mętlik w głowie.