Więc postaram się streszczać ale pewnie wyjdzie z tego kobyła
.
Poprzedni związek po 13 latach zakończył się tragicznie, byłem jej pierwszym facetem ona moją pierwszą laską. Było super, aż sprowadziliśmy się wspólnego mieszkania i okazało się że mój temperament jest dla niej zbyt duży i zagroziła rozstaniem. Ja teraz już wiem że postąpiłem głupio, ale zmieniłem się dla niej, żeby ratować związek czekałem z inicjatywą z jej strony, ograniczyłem ilość itd. Przez to tak naprawdę straciłem pewność siebie, przestałem być tym facetem co kiedyś, nawarstwiły się inne sprawy popadłem w depresję i ona zamiast docenić to że dla niej się zmieniłem straciła do mnie szacunek. Koniec przypieczętowała tym że powiedziała że idzie do rodziców zastanowić się co z nami a naprawdę poszła i się puściła z kolegą z pracy.
Nie winię jej, nic do niej już od dawna nie czuję, wiem że to był mój błąd że zrezygnowałem z swojego szczęścia.
Poznałem drugą kobietę, niestety związek na odległość, ale szukałem pracy w jej kraju, rozwijaliśmy u niej biznes, ona o 180 stopni różna od poprzedniej, pełna ognia, gorąca, bardzo silna osobowość na zewnątrz bo wiem że w środku jest słabiutka. Seks tym razem genialny. Zaczęło się od niewinnej rozmowy na FB, potem wspólne wakacje, ja pojechałem do niej (mieszka w innym kraju), zaczęliśmy budować związek.
Już przed moim drugim wyjazdem do niej się zchrzaniło, przez głupie nieporozumienie, jak przyjechałem była okrutna, wykorzystywała mnie, patrzyła na ile może sobie pozwolić,trzymała na dystans aż coś we mnie pękło i po prostu zacząłem się buntować, stałem się facetem i powiedziałem że nie pozwole sobie na takie traktowanie. Wtedy nagle odmieniło się jej spojrzenie a my byliśmy jeszcze szczęśliwsi.
Ja wyniosłem z tego lekcję że muszę być silniejszy, nie dać się jej zdominować, bo ona w ten sposób testuje czy jestem silny czy nie, bo ona potrzebuje silnego mężczyzny który będzie dla niej oparciem.
No i była kolejna rozłąka ale tą trzecią znosiliśmy najlepiej, aż do zeszłego tygodnia. Ja dałem jej więcej przestrzeni, czasami pisałem że ją kocham, innym razem że jestem zajęty i pogadamy jutro, żyłem swoim życiem ale pamiętałem o niej. To skutkowało, mimo odległości dogadywaliśmy się najlepiej. Teraz w maju miałem do niej wylecieć, mieliśmy razem jechać na kocert Iron Maiden, spędzić razem 20 dni łażąc po górach, zwiedzając, uprawiając sporty. Jeszcze dzień wcześniej pisaliśmy pikantne wiadomości, planowaliśmy co będziemy robić, niestety kolejnego dnia ja popełniłem błąd, miałem natłok obowiązków, gorszy dzień i jej napisałem że po prostu ostatnio nie daję sobie z tym rady.
Ona odpisała żebym odpuścił część rzeczy, a ja że nie mogę bo mam zobowiązania, więc ona choleryczka i ogień odpisała to użalaj się dalej
.
Niestety w tym momencie mój nastrój nie był najlepszy i połknąłem przynętę (mimo że wcześniej wiedziałem że wystarczy zignorować zaczepkę) i zacząłem jej wypominać że mnie nie wspiera itd. Ona zaczęła mnie ignorować a ja popełniałem kolejne błędy, wysyłałem tony wiadomości, raz że ją kocham innym że jest mi przykro że mnie ignoruje, osobę która dla niej zrobiła by wszystko itd. Były gorzkie słowa, ale nic strasznego na miarę zakończenia związku.
Niestety na moją niekorzyść działało też że ona ma PMS który przechodzi ciężko (wychodzi z niej diabeł) i przez to zrozumiała moje słowa NA OPAK, tak jak jej było wygodnie. Zadzwoniła na skype i powiedziała że zawiodłem jej zaufanie bo to i tamto (oczywiście wyssane z palca ale nie da się czasami dyskutować z kobiecą logiką) i nie widzi dla nas przyszłości. Jako że mamy bilety na koncert mam przyjechać tylko przed koncertem i mnie ugości, wcześniej nie chce mnie widzieć.
Wiem że brzmi to teraz jak bym tego nie brał poważnie, ale wtedy nie było mi do śmiechu przeżyłem ciężko, naprawdę ją kocham i mi na niej zależy. Popełniłem masę błędów. Płakałem, błagałem, przepraszałem, obiecałem. Ona była nieugięta i pytała jak ma budować związek z kimś komu nie ufa. Napisałem potem już 3 długie wiadomości w których LOGICZNIE wytłumaczyłem dlaczego źle odczytała moje intencje i że nie ma racji pisząc o zdradzie zaufania, oczywiście bez skutku (nie ma sensu używać logiki jak kobietą targają emocje).
Poprosiłem o ostatnią rozmowę na skype w której chciałem jej przemówić do rozsądku, na szczęście wcześniej zacząłem czytać o teorii przyciągania, o perswazji, wpływaniu na ludzi i zrozumiałem ile błędów popełniłem w kontaktach z nią.
Odezwała się po dwóch dniach że możemy pogadać, ja powiedziałem że nie mogę teraz możemy się na inny termin ugadać. Ona powiedziała że nie ma mi nic więcej do powiedzenia, ja napisałem że rozumiem, że też nie widzę przyszłości w tym związku. Zagrałem vabank i napisałem że przemyślałem wiele spraw i mam do niej wielki żal. Ona się zbulwersowała - jak to? Zapytałem czy mogę wyjaśnić, powiedziała że tak, więc odbiłem piłeczkę w ten sposób że jak by odwróciłem jej zarzuty i przedstawiłem że to właśnie jest na odwrót i to ja jestem pokrzywdzoną stroną, starając się tym zamazać obraz błagającego mazgaja z przed dwóch dni.
Po tym zacząłem rozmowę jak gdyby nigdy nic. Ona nie skomentowała zarzutów, ale wiem że nią wstrząsnęły, wymieniliśmy kilka zdań, ja powiedziałem że muszę iść. Na odchodne szybko napisała że ma nadzieję ze mimo tego że nam nie wyszło to będziemy normalnie rozmawiać i współpracować dalej. Powiedziałem że nie widzę problemu i się pożegnałem.
Postanowiłem dać jej czas, dalej się doskonaląc, czytając poradniki, książki o budowaniu pewności siebie itd. Odzyskałem pokój ducha bo mam plan działania. Zacząłem wychodzić, wrzuciłem nowe fotki na fb na których widać że się uśmiecham, planuję wyjścia z kumplami.
Odezwałem się pare razy później ale już wyłącznie bez żalu, z humorem, jak partner w biznesie/kolega. Ona coś tam odpisała, zalajkowała nowe fotki na fb.
Postanowiłem jednak wyjechać do niej tak jak planowaliśmy, ale już nie do niej tylko wynająłem hotel. Jak się nie uda nic wskórać spędzę po prostu sobie aktywnie wakacje. Do wyjazdu mam jeszcze ponad 2 tygodnie i potrzebuję rady co robić, jak postępować. To niestety nie jest zwyczajna sytuacja, gdyby nie wyjazd i fakt związku na odległość, odpuściłbym jej na dłużej, ale tu czas trochę goni i warto by już chociaż trochę zmiękczyć lody przed przylotem.
Teraz daję jej kilka dni, w międzyczasie będę się bawił, może wrzucę jakies foto na FB, żeby widziała że nie rozpaczam, ale żeby w ogóle przypomnieć o sobie że istnieję. Po przylocie na miejsce mam zamiar zaprosić ją na jakieś niezobowiązujące spotkanie przy kawie w celu omówienia biznesu, być pewnym siebie, nie nawiązywać do tego co się stało, zaproponować może jakiś wspólny wypad na stopie koleżeńskiej. Generalnie pokazać swoją siłę.
Teraz jeszcze kilka słów o niej, rzeczy które wiem że działają na moją korzyść, tylko jak je mądrze wykorzystać??
Po pierwsze ona ma tendencję do takich dramatycznych kroków pod wpływem emocji czego później żałuje, ale jest na tyle dumna że sama nie przyzna się do błędu.
Po drugie, to nie jest dla niej nic nowego rozstania i powroty, z pierwszym partnerem rozstawała się 14!! razy, z kolejnym też kilkukrotnie.
I jako że forum o kobietkach to może Panie się wypowiedzą czego by oczekiwały od faceta na jej miejscu??