Witam,
piszę do Was bo nie wiem co dalej. Mam wrażenie że doszłam do ściany. Rozstałam się z chłopakiem. Był to toksyczny związek- ja mimo ze widziałam że coś się dzieje nie potrafiłam tego przerwać. W końcu wyprowadziłam się. Myslałam, że wszystko się poukłada ale z dnia na dzien jest tylko gorzej.
Od początku:
Kiedyś (przed związkiem) byłam dziewczyną z pasjami. Skończyłam szkołę artystyczną, dużo rysowałam, kochałam podróże (Indie, Egipt, Włochy) każde wakacje gdzieś i z przyjemnością na to wszystko odkładałam studenckie pieniążki. Jestem też niezłą studentką, teraz kończę studia za granicą, 2 kierunki - jeden w Polsce drugi na zachodzie. I własnie tu zaczyna się ściana. Wszyscy mówią dziewczyna jaka ty jestes szczesciarą spójrz tylko, jezyki studia, bedzie super praca a ja...
No własnie mam poczucie że jestem do niczego, mam wrazenie ze wszystko raczej wyszło mi rzez fuksa i nie mam planu co dalej. Dodatkowo tęsknię za nim a on teraz stara się teraz pokazać jak to bardzo się zmienił i świetnie się teraz bawi sam we wszystkie rzeczy, które ja kochałam, chciałam robić z nim a on wtedy nie chciał bo mówił ze tego nie znosi. Dodatkowo powiedział mi, że zmieniłam go na lepsze i teraz juz na niego nie zasługuję. Serce mi to rozrywa. Tak to strasznie boli ;(
Wiem, ze jak wróce do Polski w czerwcu to nie wiem co dalej, mam złamane serce, jego juz nie ma przyjaciele zajeci swoim zyciem. Od kiedy byłam w związku nie pamietam kiedy się z czegos tak naprawde cieszyłam. Przestałam rysować, przestałam podrozowac - bo on nie lubił. Chciałam by to sie udało ale im bardziej ja sie starałam tym bardziej on przesuwał granicę.
Jestem nikim a na pewno nie sobą. Ciągle tutaj siedzę i płaczę. Próbuje napisać pracę ale nie moge się naniczym skupić. Dodatkowo nawet nie potrafie tego kontrolować bo gdy byłam ostatnio na uczelni to musiałam wyjść do toalety się wypłakać. Po prostu wyłam. Tak nagle i bez znaczącego powodu.
Na to wszystko nałożyła mi się też śmierć mojej ukochanej babci, która mnie przez 24 lata wychowywała razem z Mama. Po powrocie czeka mnie likwidacja mieszkania by móc go wynająć. Nim nie stanę finansowo sam ana nogi nie jestem w stanie go utrzymać. Po prostu wszystko się rozsypało, straciłam ją, jego w jednym czasie i nie mam planów na siebie.
Gdy patrzę w przeszłość, terazniejszość i przeszłość wszedzie widzę ciemność i mgłę. Jak mam się pozbierać i znowu być tą radosną, żywą dziewczyną co kiedyś ?? Ostatnio gdy siedziałam sama nad pracą wpadłam na pomysł, że mogłabym szybko skończyc te wszystke problemy i nie czuć już nic. To najgorsza rzecz jaka sobie uświadomiłam, bo nigdy nie miałam takich myśli. Boję się sama siebie... Boję się że któregoś dnia napad bólu będzie taki silny że nie dam rady.
Wszyscy mi mówią że tęsknią za tą żywiołową laską sprzed lat a ja od długiego czasu tonęłam a teraz chyba dotknęłam już dna.
Ja juz nie wiem co mam myśleć. CO mi własciwie jest? Niektórzy twierdzą, że to efekt po toksycznym związku. Spadło mi poczucie wartości odebrano mi siebie i radość życia a teraz dodatkowo pokazano mi że jestem nikim. Nikim dla kogo warto by było się starać. A może własnie ja taka jestem?
W głowie mam bałagan....
I jeszcze to poczucie winy. Zwalił, że wszystko rozsypało się przeze mnie. Bo gdybym sie nie wyprowadziła.... Chciałam byśmy poukłdali to wszystko zaraz po tym, ustallili granice w zwiazku ale on wykorzystał to żeby mnie rzucić i odzyskać jak to powiedział "twarz". czuje sie jak ścierwo.