Cześć, chciałbym Wam opisać swoją historię i prosić pomoc w ogarnięciu tej sytuacji, bo moja głowa tego pojmuje.
Mam 21 lat, pochodzę z Gdańska. Ponad rok temu poznałem K. przez Internet. K. mieszka 200 km ode mnie, nie było źle, widywaliśmy się w miarę regularnie. Poznaliśmy się w momencie, gdzie byliśmy jakiś czas po poprzednim związku. Ja się rozstałem po 3 latach z dziewczyną, z którą po prostu się nie dogadywałem już za dużo. Bardzo to przeżywałem, brałem antydepresanty, udało mi się z tego wyjść.
Ona była po rocznym związku z chłopem, który ją zdradził. W klubie z inną.
Zawsze jak rozmawialiśmy na takie tematy ona ZAWSZE mówiła, że dla niej zdrada to najgorsza rzecz świata, że tego się nie wybacza, że jak w ogóle tak można, jak można iść do łóżka z kimś przypadkowym itp. itd. Podzielałem te poglądy. Ufałem jej. Wierzyłem, że po takim przejściu jakie miała nie ma szans, by zdradziła.
W lutym dosyć mocno się pożarliśmy, rozstaliśmy się na dosłownie ponad tydzień. Potem sobie wyjaśniliśmy i wszystko wróciło. Dalej wielka miłość...
W ostatnią niedziele zobaczyłem jej facebooka. Nie powinienem tego robić, ale zrobiłem.
Przejrzałem jej wiadomości. Okazało się, że w momencie kiedy się rozstaliśmy wtedy od razu przeleciał ją jej kolega i robił to potem kilkukrotnie. Trwało to przynajmniej dwa miesiące, aż do niedzieli. W między czasie była ze mną. Dzisiaj miałem jechać do jej rodziców. Bardzo tego chciała, a jednak zdradzała.
Proszę Was, wytłumaczcie mi jak to jest możliwe. Zdradzona wcześniej osoba, która w kółko powtarzała, że to najgorsza rzecz świata, że jak ludzie tak mogą - sama się tego dopuściła. I zachowywała się w stosunku do mnie jak gdyby nigdy nic. Jak to jest możliwe.
Jest mi tak fatalnie, że mała bania, żyć mi się nie chce. To tyle, zawsze dobrze gdzieś się wypisać.