Nic 2 razy się nie zdarza... ? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nic 2 razy się nie zdarza... ?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1 Ostatnio edytowany przez Trixi89 (2013-04-30 16:32:11)

Temat: Nic 2 razy się nie zdarza... ?

Witam!

Miałam problem z umieszczeniem tego wątku, bo równie dobrze pasowałby w "związkach na odległość", jak i w "rozstaniu".

Jestem ze swoim chłopakiem od 16 roku życia, czyli już ponad 8 lat, jesteśmy w tym samym wieku. I kocham go z każdym dniem mocniej. Pomimo tego nie potrafiliśmy obydwoje dobrze dbać o nasz związek, nie mieliśmy pojęcia o wielu rzeczach, o komunikacji, podsycaniu uczucia, otwartości i tego typu sprawach. Błędy były popełniane przez dwie strony.

Gwoździem do trumny był mój wyjazd w październiku 2012 na rok do innego kraju (studia), z czym mój chłopak nie mógł się pogodzić - chociaż sam wyraził na to zgodę i ja byłam w Polsce bardzo często od czasu wyjazdu. Wtedy to związek się posypał. Dodam, że nie chodziło o zdradę. Jako, że ja łatwo się nie poddaję, zaczęłam naprawiać to, co zniszczyliśmy, pracować nad sobą, przejrzałam na oczy, uświadomiłam sobie wiele rzeczy. Byłam zwarta i gotowa, ale mimo to spotkałam się z odtrąceniem.

Oszczędzę czytelnikom mrożących krew w żyłach opowieści, jak to cierpiałam i jak mi było źle. Jemu zresztą też. W sumie to już niedawno straciłam nadzieję na to, że cokolwiek da się zrobić. Tyle starań i wszystko na marne - myślałam. W momencie, gdy zaczęłam odsuwać się od niego, pożegnałam się z nim, podziękowałam za te wszystkie spędzone razem lata i spojrzałam z nadzieją w przyszłość - on zaczął zmieniać zdanie. Powiedział, że chce się starać i pojutrze do mnie przyjeżdża, zostanie 4 dni.

Wszystkie te uczucia, decyzje zmieniały się w nas jak w kalejdoskopie. Ja nie wiem jak mam się zachować po jego przyjeździe. Zwykle mam jakiś plan, teraz zadręczam się jego brakiem. Sama też nie wiem jakie są moje uczucia. Może chciałabym wystawić mu serce na dłoni, ale znowu boję się, że on tego nie doceni i mnie odrzuci. Jestem bardziej ostrożna, ale czy będąc takim można kogoś kochać i naprawić związek?

Mam pytanie głównie do osób, które były w związkach, które się rozpadły z różnych przyczyn, ale potem odnowiły. Co myślicie o drugich szansach? Kiedy ma to sens? Czy naprawdę nie wchodzi się 2 razy do tej samej rzeki? A może to nie jest tak, skoro się kogoś cały czas kochało?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nic 2 razy się nie zdarza... ?

Wiesz ta sama rzeka wygląda zupełnie inaczej rano, inaczej wieczorem.
Próbuj - jeśli oboje jesteście nastawieni na siebie. Lepiej spróbować, nawet jeśli będzie bolało, z czystym sumieniem powiedzieć, że się nie udało, niż potem wyrzucać sobie, że się nie dało szansy.

3

Odp: Nic 2 razy się nie zdarza... ?
Averyl napisał/a:

Wiesz ta sama rzeka wygląda zupełnie inaczej rano, inaczej wieczorem.

Dzięki wielkie za te słowa!

Też wychodzę z tego samego założenia, że lepiej coś robić, a nie żałować potem, że się nie próbowało.

Problem w tym jak to zrobić dobrze i z sensem?

4

Odp: Nic 2 razy się nie zdarza... ?

Związek to jest układ z tak dużą liczbą zmiennych, tak dynamicznie zmieniający się, że nie da się przewidzieć efektu końcowego, po prostu trzeba spróbować, jeśli czujesz, że to coś między wami choć trochę ma szanse rozkwitnąć na nowo.
Widziałaś film - "Dwoje do poprawki" - albo się uda, albo się nie uda wink

5

Odp: Nic 2 razy się nie zdarza... ?

Widziałam smile

Myślę, że po prostu boję się drugiej porażki...

Ale z takim podejściem niczego się nie osiągnie.
Masz rację - trzeba działać. Dziękuję, że mi pomagasz! smile

6

Odp: Nic 2 razy się nie zdarza... ?

Jeśli się kochacie to walczcie, aczkolwiek dla mnie osobiście związek na odległość nie miał by szans.
Porzuć planowanie, idź czasami na spontana - takie planowanie w końcu stanie się nudne lub drażniące.
Co innego gdy wejdziecie w tą samą rzekę 2gi raz, a co innego jak 5 - bo to już mija się z celem poważnego związku.

7

Odp: Nic 2 razy się nie zdarza... ?

Ja mam zasade, że do tej samej rzeki wchodzę tyle razy ile mi sie podoba pod warunkiem, że nikt inny nie macza w niej kija w międzyczasie :F Tylko na Twoim miejscu nie robiłbym zbyt gwałtownego kroku naprzód. Tutaj ostrożnie, daj mu zdobywać siebie. Małymi kroczkami, niech to trwa i daje wam satysfakcje. Taką radoche z tego, że powoli się układa. W 4 dni dużo może się wydarzyć.. ^^

8 Ostatnio edytowany przez Trixi89 (2013-05-01 16:41:10)

Odp: Nic 2 razy się nie zdarza... ?

Dzięki za pomocne odpowiedzi!

Do jagodówki: on też mówi, że ciężko mu jest na odległość. Ja wracam do Polski na stałe już na początku października. Myślałam sobie, że skoro mamy tak długi staż, to nie powinno być problemów z odległością. Jednak nauczyłam się, że miłość trzeba nieustannie podsycać...

Do Prawego: Kija nikt na szczęście w międzyczasie nie maczał smile Hehe... Jak mam mu dać zdobywać siebie? Co dokładnie robić? Zawsze byłam otwarta: chciałam to brałam, lubię podrywać mojego faceta i on lubi być podrywany, jestem z natury bardzo bezpośrednia. Zresztą najchętniej rzuciłabym mu się od razu na szyję i uprawiała dziki sex. A to chyba nie wpisuje się w małe kroczki...

Rozum mi podpowiada, żeby robić wszystko powoli, z namysłem, nie narzucać się. Ale uczucia szaleją! Dzisiaj cały dzień wysyłaliśmy sobie hmmm niewybredne zdjęcia i obydwoje jesteśmy na maksa nakręceni.

9

Odp: Nic 2 razy się nie zdarza... ?

Tak jak napisałam Ci wcześniej, nie planuj wink Napisałaś, że rozum podpowiada Ci by działać powoli, a uczucia... - no właśnie.
On niedługo przyjeżdża więc co ma się stać to się stanie, a jeśli sobie zaplanujesz to te plany mogą iść w zapomniane. Bo jeśli np. zaplanujesz sobie krok po kroku, że będziesz zachowywała się 'tak', mówiła 'to', układała w głowie możliwe dialogi, a sytuacja może doprowadzić do całkiem czego innego... cool

10

Odp: Nic 2 razy się nie zdarza... ?

Posty przeniesione

Trixi89 napisał/a:

Wyjechałam na rok za granicę z powodu stypendium. Jakiś czas temu mój chłopak odwiedzając mnie, przypadkiem wygadał się, że gdy nie było mnie w Polsce, a on chodził na dyskoteki ze znajomymi, to tańczył z obcymi dziewczynami. I twierdził, że to normalne.

Byłam w totalnym szoku. Wiem, że jest rozrywkowym typem, ja zresztą też lubię się bawić i czasami tutaj wychodziłam ze znajomymi do klubów. Ale nigdy nie tańczyłam z obcą mi kompletnie osobą, dopiero co poznaną. A zdarzały mi się takie sytuacje, że jakiś facet prosił mnie do tańca. Zawsze odmawiałam i bawiłam się tylko z ludźmi, których znałam z uczelni. Mój chłopak wmawia mi, że to też byli obcy, bo przecież on ich nie zna itd. Były to głównie osoby z Polski, chociaż nie tylko, poznaliśmy się studiując razem na spotkaniach dla stypendystów organizowanych przez uniwersytet. Razem sobie pomagaliśmy, bo wiadomo, że za granicą zwłaszcza na początku nie jest łatwo, a ja wyjechałam kompletnie sama, nie znałam nikogo.

Zresztą nawet jak byłam w Polsce i akurat zdarzyło się, że on nie mógł wyjść na dyskotekę, a ja byłam z naszymi wspólnymi bądź moimi znajomymi ze studiów to nigdy nie tańczyłam z nikim obcym, tylko właśnie z tymi znajomymi, kolegami, koleżankami, przyjaciółmi. I nie przyszły mi do głowy tańce z kimś obcym, bo szanuję siebie i mojego chłopaka. Bo jak dla mnie ludzie tańczą z kimś nowo poznanym, jak chcą kogoś poderwać, albo nawiązać jakiś flirt.

Wstyd mi jest za to co on robił. Nie miałabym żadnych pretensji, gdyby tańczył z koleżankami, bo one przecież wiedzą, że on ma kogoś. A takie nowo napotkane to skąd miałyby wiedzieć? Zastanawiam się, czy może go ktoś podrywał, a jemu się nawet pewnie podobało... Widzieli to nasi znajomi, jak to on obtańcowywał jakoś d... na dyskotekach. W innym wątku pisałam, że mieliśmy do siebie wracać (do admina - założyłam nowy wątek, bo to jest zupełnie inna sprawa)... Niby wszystko jest OK, ale to mnie męczy. Jak ja mam w ogóle się teraz pokazać przed naszymi przyjaciółmi po powrocie...

Albo może przesadzam. Doradźcie mi, co myślicie na ten temat? Czy to jest normalne zachowanie, czy ja szukam dziury w całym?

Margolinka napisał/a:

Trixi, jeśli to był tylko i wyłącznie taniec. To nie widzę w tym nic złego. To, że była to być może dziewczyna, która nawet nie wiedziała że on ma kogoś, nie znaczy że Twój chłopak dążył do flirtu z nią, bądź podrywał. Jeśli za przeproszeniem nie "macał jej" ani nie zachowywał się dwuznacznie, a jedynie zatańczył z obca dziewczyną, to chyba delikatnie przesadzasz. Oczywiście nie znam sytuacji, nie widziałam tego jak się zachowywał. jednak jeśli "obtańcowywanie" polegało jedynie na grzecznym tańcu, bez podtekstów, to dla mnie nie warto sie tym zamartwiać. Tym bardziej, jeśli między Wami poza tym "wybrykiem" wszystko jest ok.

Cynicznahipo napisał/a:

Jeśli to był tylko taniec, to faktycznie, przesadzasz.

Trixi89 napisał/a:

Dziękuję za odpowiedzi.

Z tego co on mówił, był to tylko taniec. Mam wrażenie, że nie kłamał. Mogłabym zapytać znajomych co tam było naprawdę, ale nie będę oczywiście tego robić, bo żadna z moim przyjaciółek z nim nie wychodziła, a przed innymi nie chcę się po prostu ośmieszać.

Czy Wy tańczycie normalnie z obcymi osobami?

Margolinka napisał/a:

Trixi, ja obecnie nie chodzę już na dyskoteki, ale chodząc... będąc już w związku, oczywiście że tańczyłam. Byliśmy wtedy z moim ówczesnym chłopakiem również "na odległość", więc z kim miałam tańczyć idąc na dyskotekę wink Znajomi byli często w parach. Miałam prosić kolegów o taniec?  Bez przesady big_smile W końcu chodziło o zwykły taniec, nic więcej. Gdyby nawet ów chłopak próbował czegoś, to przecież mam swój rozum i potrafię zareagować. Tak samo i Twój chłopak. Jeśli mu ufasz, to nie rób z tego problemu.

Prawy napisał/a:

Przesadzasz. Wykazujesz tym brak zaufania do swojego chłopaka. Nawet jesli tańczy z obcymi, które nie wiedzą, że ma kogoś, no to co z tego? Jak z kimś jesteś to wierzysz, że ma głowę na karku i nie da się zwieść żadnej lali a taniec traktuje tylko jako rozrywkę.

Trixi89 napisał/a:

Kurcze chyba jestem jakaś nie z tego stulecia... Co najmniej 200 lat wstecz, szacuję smile

Cynicznahipo napisał/a:

Ja nie chodzę na imprezy tego typu, preferuje domówki w sprawdzonym towarzystwie, ale pewnie z racji stanu cywilnego ;-).
Jeśli już gdzieś wychodzimy, to zawsze razem i do wspólnych znajomych.

Chociaż wiem, ze jak jeszcze studiowałam, to mojemu mężowi zdarzało się wyjść do klubu z kolegami i czasem mi mówił, ze tańczył z ta, czy inna. Dla niego to był tylko taniec, rozrywka. Nie miałam mu tego za złe.

Trixi89 napisał/a:

Dzięki, uspokoiliście mnie! Cieszę się, że założyłam ten wątek, bo mam skłonności do przesady, a nie miałam z kim pogadać na ten temat i coraz bardziej mnie to męczyło.

woytek napisał/a:

jak nie macal ich po dupie, to nie nalezy zaliczac tego do zdrady smile
A nawet jak macal to tez nie smile
Sorry, ale nie moglem sie powstrzymac!
pozdrawiam

Trixi89 napisał/a:
woytek napisał/a:

A nawet jak macal to tez nie smile

To chyba żart woytku? yikes

woytek napisał/a:
Trixi89 napisał/a:
woytek napisał/a:

A nawet jak macal to tez nie smile

To chyba żart woytku? yikes

Jak mowia, czego oczy nie widza, tego sercu nie zal!
oczywiscie, ze zart, wyluzuj, przesadzasz, zaufania troche wiecej!

moniaCo napisał/a:

Nie popadajmy w paranoje!
Taniec to tylko taniec...

Alterego1 napisał/a:
moniaCo napisał/a:

Nie popadajmy w paranoje!
Taniec to tylko taniec...

Polemizował bym
Taniec równie dobrze może być grą wstępną do czegoś więcej.
Kobiety powinny wiedzieć to najlepiej.
Taniec to również sposób na uwiedzenie mężczyzny.

Trixi89 napisał/a:
Alterego1 napisał/a:
moniaCo napisał/a:

Nie popadajmy w paranoje!
Taniec to tylko taniec...

Polemizował bym
Taniec równie dobrze może być grą wstępną do czegoś więcej.
Kobiety powinny wiedzieć to najlepiej.
Taniec to również sposób na uwiedzenie mężczyzny.

No właśnie o tym dokładnie myślałam. Skoro one nie wiedziały, że on kogoś ma (jak już mówiłam, jakby tańczył z koleżankami, to one wiedzą, że jest ze mną w związku)... to dawał im jakby przyzwolenie na podryw i flirt...

moniaCo napisał/a:

To znaczy, ze podczas Twojej nieobecnosci w Polsce, Twoj chlopak powinien siedziec w domu i nosa za drzwi nie wystawiac?
Jesli ktos bedzie chcial zdradzic, to zrobi to obojetnie z kim i obojetnie gdzie....z panią ze spozywczego, czy sympatyczną sąsiadką.....
Albo sobie ufamy, albo?

11

Odp: Nic 2 razy się nie zdarza... ?

Czytałem forum kilka tygodni bo mam problemy we własnym związku. Dzisiaj postanowiłem się zarejestrować bo ciekawy jestem czy warto drugi raz wchodzić w ten sam związek. Jak to wyszło Trixi89? Mam duże wątpliwości czy warto naprawiać mój. Cały czas dzieje się w nim coś złego, kłótnie itp. Szukanie porad w internecie to dla mnie nowość i też sam nie wiem co tutaj napisać.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nic 2 razy się nie zdarza... ?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024