Witam!
Miałam problem z umieszczeniem tego wątku, bo równie dobrze pasowałby w "związkach na odległość", jak i w "rozstaniu".
Jestem ze swoim chłopakiem od 16 roku życia, czyli już ponad 8 lat, jesteśmy w tym samym wieku. I kocham go z każdym dniem mocniej. Pomimo tego nie potrafiliśmy obydwoje dobrze dbać o nasz związek, nie mieliśmy pojęcia o wielu rzeczach, o komunikacji, podsycaniu uczucia, otwartości i tego typu sprawach. Błędy były popełniane przez dwie strony.
Gwoździem do trumny był mój wyjazd w październiku 2012 na rok do innego kraju (studia), z czym mój chłopak nie mógł się pogodzić - chociaż sam wyraził na to zgodę i ja byłam w Polsce bardzo często od czasu wyjazdu. Wtedy to związek się posypał. Dodam, że nie chodziło o zdradę. Jako, że ja łatwo się nie poddaję, zaczęłam naprawiać to, co zniszczyliśmy, pracować nad sobą, przejrzałam na oczy, uświadomiłam sobie wiele rzeczy. Byłam zwarta i gotowa, ale mimo to spotkałam się z odtrąceniem.
Oszczędzę czytelnikom mrożących krew w żyłach opowieści, jak to cierpiałam i jak mi było źle. Jemu zresztą też. W sumie to już niedawno straciłam nadzieję na to, że cokolwiek da się zrobić. Tyle starań i wszystko na marne - myślałam. W momencie, gdy zaczęłam odsuwać się od niego, pożegnałam się z nim, podziękowałam za te wszystkie spędzone razem lata i spojrzałam z nadzieją w przyszłość - on zaczął zmieniać zdanie. Powiedział, że chce się starać i pojutrze do mnie przyjeżdża, zostanie 4 dni.
Wszystkie te uczucia, decyzje zmieniały się w nas jak w kalejdoskopie. Ja nie wiem jak mam się zachować po jego przyjeździe. Zwykle mam jakiś plan, teraz zadręczam się jego brakiem. Sama też nie wiem jakie są moje uczucia. Może chciałabym wystawić mu serce na dłoni, ale znowu boję się, że on tego nie doceni i mnie odrzuci. Jestem bardziej ostrożna, ale czy będąc takim można kogoś kochać i naprawić związek?
Mam pytanie głównie do osób, które były w związkach, które się rozpadły z różnych przyczyn, ale potem odnowiły. Co myślicie o drugich szansach? Kiedy ma to sens? Czy naprawdę nie wchodzi się 2 razy do tej samej rzeki? A może to nie jest tak, skoro się kogoś cały czas kochało?